PDA

Zobacz pełną wersję : Opowiadanie


Strony : [1] 2

pushek
31.10.2003, 16:41
Temat TheSims: FOTOSTORY cieszy się bardzo dużą popularnością, więc postanowiłem założyć temat z opowiadaniami tekstowymi - oczywiście zaraz w tym poście napiszę swoje. Prosilbym o nie dodawanie komentarzy tylko same opowiadania.

Więc tak:



Pewnego slonecznego dnia postanowilem wybrac sie troche podzidowac na motocyklu. Bylem bardzo podekscytowany swoja nowa maszyna - honda cbr 900r. Na pierwsza jazden postanowilem nie szalec, ale powoli wczuc sie w nowy jednoslad. Jednak emocje wziely gore nad rozumem. Powoli wjechalem na autostrade, 300 metrow przejechalem powoli. Jednak juz po przejechaniu tego dystansu postanowilem maxymalnie odkrecic manetke gazu. 100 konny silnik nie zawiodl moich oczekiwan Przednie kolo powedrowalo wysoko unoszac caly przod motocykla, przybralem postawe stojaca, idealnie kontrolowalem manetke gazu. Jednak nie moglo byc tak idealnie, po powrocie na dwa kola zauwazylem milego pana kolo niebieskiego samochodu, ktory trzyma w rece suszarke i strzela nia do pojazdow. To oznaczalo dla mnie wyzwanie, szybko przyspieszylem do 150km/h, a to co mozna bylo przewidziec - patrol policyjny ruszyl za mna. Postanowilem sie troche z nimi poganiac, gdyz nie mialem rejestracji to moglem sobie na to pozwolic. Wytracilem prawie cala predkosc, bo jechalem przez chwilke 20km/h, patrol policyjny rowniez zwolnil do tej predkosci, gdy juz policjant wysiadal z samochodzu postanowilem wystrzelic, niczym pocisk atomowy. Szybko, bo w prawie 2,5 sekundy uzyskalem predkosc 100km/h - policja nie miala szans, aby mnie dogonic. Jadac po zapomnianej asfaltowej drodze, ktora przecinala las czulem dziwny chlod ktory wial mi po nerkach. Mialem na sobie kask, kombinezon, pas nerkowy, rekawiczki i buty motocyklowe. Nagle zaczal padac delikatny deszczyk - jednak przy takim szczegolnie trzeba uwazac. Jadac ok. 80km/h ujzalem na srodku jezdni Jelenia, ktory chcial przejsc na druga strone jezdni. Na moje nieszczescie ja bylem szybszy i udezylem w niego. Wylecialem ponad 10m w gore, motocykl obok mnie spadl na ziemie. Zabraklo mu 0.5 metra, aby mnie zmiazdzyc. Lezac na jezdni okolo 10minut podnioslem sie, czulem bardzo mocny bol w prawym lokciu, po policzkach splywala mi ciepla ciecz - myslalem ze to pot, nie dawalem wziasc sobie do mysli ze jestem ciezko ranny. Jelen, ktory wskoczyl mi pod kola lezal w bezruchu z wywalonymi na zewnatrz flakami - widok byl okropny. Moja maszyna nie nadawala sie juz do dalszej eksploatacji - nie byl to juz motocykl tylko pozostalosci po nim. Przezylem tylko dzieki mojemu kombinezowi. Czekalem tak na miejscu wypadku okolo 3 godzin, jednak okazalo sie to bezowocne. Bylem oddalony o dobrych kilkanascie kilometrow od mojego domu. W krytycznym stanie postanowilem wyruszyc przed siebie w poszukiwaniu ludzkosci. Szedlem cala noc, az do switu. Trafilem do jakiegos zapomnianego sklepu, w ktorym siedziala dlugowlosa staruszka. Oczywiscie starsza kobieta opatrzyla moje rany i polozyla do lozka, spalem przez 3 dni. Niestety obudzilem sie zakopany w czarnej trumnie 50 metrow od miejsca, w ktorym mialem wypadek. Niepozostalo mi wtedy nic jak czekanie na smierc...... Teraz jestem juz zapomniany, nikt nie wspomina mnie - motocyklisty z dlugoletnim stazem.

Autor: pushek

Midway
31.10.2003, 18:14
World War II:

Był spokojny, piątkowy poranek. W obozie jenieckim przebywałem pod okiem niemców. Nie wiedzieli oni jednak jakie plany snują ich więźniowie.
- Dzisiaj nadszedł ten dzień szeregowy Clinton! - powiedział pewien francuski pułkownik - dzisiaj podkopiemy się pod całym obozem, aż do lasu, gdzie uciekniemy - ciągnął dalej z zachwytem
- Cicho bo ktoś usłyszy - uciszyłem go
Jak co dzień spisywano wszystkich jeńców. Podczas przerwy obiadowej odbyło sie spotkanie wszystkich więźniów w baraku gdzie był robiony podkop. Wszyscy brali się do pracy lecz - zostało im jeszcze do przekopania 10 m. Podczas całej przerwy przedłużyli tunel o 4 metry. Reszte postanowili dokończyć w nocy. Wieczorem niemcy znowu spisywali jeńców. Wszyscy byli obecni więc możnabyło spokojnie wrócić do swoich baraków. Wszyscy poszli do baraku oznaczonego numerem 2. Przez następne 30 minut wykopano pozostałe 6 metrów. Zostały pomiary:
- Pomyliliśmy się zostało 13 m.
Zabrano się więc do pracy. Minęło kolejne 30 minut. Zdążono wykopać tunel bo jeńcy nabrali tempa. Po chwili:
- Gotowe! Możemy uciekać pułkowniku!
Razem 14 jeńców po kolei wchodzili do tunelu. Ja - James Clinton weszłem jako 11 do tunelu. Nagle odezwali się niemcy:
- Halt Halt!
Był to znak że trzeba spadać. Nic nie myśląc wpadłem do lasu gdzie biegłem dalej. Usłyszałem czyjeś kroki za mną i pomyślałem że to jeden z jeńców - myliłem się to był niemiec. Uciekałem dalej. On wyjął swój karabin STG 44 i wypalił. Kula trafiła mnie w pośladek. Leżałem nieprzytopny.
- Obudź się weź lekarstwa - usłyszałem miły kobiecy głos. Była to pielęgniarka. Obudziłem sie więc w szpitalu. Po wzięciu tabletek zapytałem:
- Gdzie ja jestem?
- W szpitalu polowym w obozie jenieckim który zresztą znasz. Dla przypomnienia ci w tej chwili znajdujesz miejscowości zwanej Schwedt.
Po dwóch tygodniach leczenia i tyle samo czasu odsiadki w więzieniu poszedłem do sali obiadowej. Ujżałem tam 5 ludzi. Jeden z nich powiedział:
- Akcja niedokońca się udała. Tylko my w szóstke daliśmy sie złapać.
Po obiedzie wyszliśmy na świeże powietrze. Ujżałem strażnika który był ode mnie odwrócony, a inni strażnicy byli zajęci graniem w brydża. Wykorzystałem szanse i udeżyłem mocno go w głose. Po chwili leżał ogłuszony. Zabrałem mu karabin i strzeliłem do czwórki strażnikó zajęci gra. Dwóch z nich zabiłem, jednego ciężko zraniłem. Jeden którego kule omineły wypalił z karabinu i postrzelił jednego z moich kolegów. Trafił go w klatkę piersiową. Zakaszlał chwilę i rzucił się na ziemię. Stałem jak wryty patrząc się w martwego kumpla. Po chwili usłyszałem znajomy głos:
- James! James! Co ci jest dalej uciekajmy - powiedział Mark Croft. Ogłuszył on pozostałego strażnika - nie wiem jak mu się to udało ale postanowiłem nie pytać. Każdy był wyposażony w karabin. Po chwili wzięliśmy zakładnika w postaci oficera i uciekliśmy główną bramą. Zakładnika związaliśmy i rzuciliśmy pod pobliskie drzewo. Długo cieszylismy się z ucieczki - ale to jeszcze nie wszystko. Nadal jesteśmy na terenie niemiec i nadal jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie. Szedliśmy w nieznanym kierunku przez następną godzine, lecz ciągle był ten sam las. Wydawał się jakby nie miał końca. Nagle zobaczyliśmy polną drogie z kierunkowskazem na którym pisało: "Berlin 98 KM". Nie wiedząc gdzie idziemy bez słów poszliśmy tam. Usłyszeliśmy niemieckie odgłosy lecz żaden z nas nie znający niemieckiego nie rozumiał ich słów. Jeden z nich nas zobaczył i strzelił. Od razu możnabyło poznać że jest on zwykłym szeregowym, ponieważ ani razy nie trafił w nas, chociarz był oddalony od nas o 15 metrów. Po chwili jeden z naszych towarzyszy padł martwy na ziemie. Jeden z innych niemców go postrzelił. Szanse były równe - 4 nas i 4 niemców. Wszyscy wypaliliśmy z naszych STG 44 zabranych strażnikom z obozu. Wygraliśmy starcie, lecz jeden z naszych - Peter Anderson został zraniony w ramię. Jeden z nich krzyczał po angielsku:
- Błagam nie zabijajcie mnie pomoge wam znam te okolice błagam was!
Zgodziliśmy sie. Było nas razem 5.
To be continued!

Mam nadzieje że nie przynudzałęm.

.:GGA:.
31.10.2003, 21:11
Droga do nikąd

Znowu to uczucie. Ból i bezsilność. Anka siedziała w ubikacji. Miała ich wszystkich dosyć. To okropne uczucie znowu ją ogarniało... Tak było już od dawna. Od paru miesięcy dzień w dzień- ta sama monotonia, ten sam smutek... Próbowała rozmawiać, próbowała... Dziwili się: przecież masz wszystko? Masz 15 lat, dobrze sie uczysz, masz rodzinę, jesteś zdrowa. I czego jeszcze można chcieć? Łzy cicho popłynęły po jej policzkach... Sama nie rozumiała co się z nią dzieje... Może i to jest depresja. Może i nie. A kogo to obchodzi?! Przecież nawet jej własna matka nie zauważyła tych blizn. Kogo to obchodzi, że się okalecza już ponad 4 miesiące. Jej kochaną rodzinkę obchodzi tylko to, czy odrobiła lekcje, czy wyniosła śmieci... Kogo obchodzi jej bezsenność?! Nikt nie wie, jak to jest leżeć godzinami w łóżku, aż do świtu... Patrzeć na wskazówki budzika i słyszeć te koszmarne echo w czaszce... ciagle to samo: echa kłotni z matką, echa wyzwisk koleżanek (...jak mogły ją oceniać... przecież NIKT jej tak na prawdę nie poznał nawet ona sama...) a pomiędzy tym przeplatające się słowa..."jak by to było, gdyby mnie nie było..." jak by to było gdyby sie nie wydarzyło... co by się zmieniło... " " ...idę ulicą i światła gasną, wyobraź sobie tak puste miasto... ciasno się robi i pasmo porażki sie dwoi ...nikt się z bólem nie oswoił..." Ciągle i ciągle... w kółko te teksty.. I tylko czasem przerwie to niespokojna, przerywana drzemka.. Anka już nie pamięta kiedy coś sie jej śniło. W kółko przezroczysta nicość... Jakby jej nie BYŁO.. A rano tony podkładu na twarz, mocna herbata. Nikt nic nie zauważał.. Nikt nie dostrzegał tej zmiany. Tak na prawdę miała nadzieję, że ktoś zauważy... To tylko potwierdzało obojętnosć ze strony świata. . .
Czeka. Powinna być na ostatniej godzinie. Wszyscy zwiali z WOS-u, tylko ona została. Nie chciała iść... Ale zastraszyli ją, że ją pobiją, jeśli pójdzie na WOS. Nie chciała iść z całą klasa na wagary... Ale bała się iść na lekcje... Oni są zdolni do wszystkiego. Już raz zrobili jej taki "kawał".. Wrzucili jej do szafki zdechłego szczura i wymazali błotem kurtkę... Nie powiedziała nic w domu... Matka darła sie na nią, że pewnie znowu gdzieś sie szlajała... Ale co miała powiedzieć... Nikt by nie uwierzył, a jeszcze w szkole by się mścili... Właściwie nie mieli powodów. Nic im nigdy nie zrobiła. Może nie pasowała do tego towarzystwa... Była inna. Miała lepsze oceny, była ładniejsza, ale dziwna... Nigdy z nikim nie gadała... Zawsze była dobra ze wszystkiego. Oczywiscie, na wfie była nikim. Obrywała od "koleżanek"... "Niechcący" ją kopały, w szatni chowały jej ciuchy. Często coś jej znikało...
Przeczekała dzwonek na przerwę. Dopiero, gdy głosy na korytarzu ucichły, wyszła z łazienki. Szybko się uczesała. Nałożyła kurtkę. Nie miała już siły zmienić butów. W tej chwili miała ochotę jedynie płakać. Znowu echo... "jak by to było... jak by to było... jak by to było..." nieskonczoność...
Weszła do domu. Zamknęła drzwi. Wyrzuciła do śmietniczki obiad zostawiony dla niej. Wyszła zrzucić śmieci do zsypu. Nikogo. Ojciec jeszcze w pracy. Matka już wyszła na dyżur. Wróciła do pokoju. Wyjęła z szuflady głęboko schowaną harcerską "finkę"- jeszcze po dziadku. Zachowała swoją ostrość... Niebawem z licznych, lecz niezbyt głębokich linii popłynęła krew. Cięła wysoko, prawie pod łokciem, żeby nikt nie zauważył... Na szczęście koszulki na wf miały dłuższe rękawy... Z jej oczu znowu popłynęły łzy. Już nie mogła wytrzymać. Nareszcie. Ból płynący z ręki zagłuszył echo w podświadomiści... Słone krople kapały na rękę pomazaną krwią. Piekło. Siadła na podłodze. Wcisnęła przycisk na miniwieży... Zatopiła się w dźwiekach linkin park`a... Następna piosenka... Druga płyta... zmieniarka z trzaskiem podała płytę DKA... "co pozostanie po mnie.... co pozostanie po tym... miłość do ludzi...nigdy nie idę na skróty.." Miała ochotę pójść na skróty... nóż leżał na podłoże koło niej...
Jeszcze nie dziś.... ale niedługo...
Posprzątała... Zaczęła odrabiać lekcje. Ojciec wrócił. Zjedli kolację... Rutyna. Żygać jej się chciało, ale grzeczniutko odpowiadała na pytania tatusia.. Przykładna córeczka. Przecież jest to jemu winna. W końcu on się zaharowywuje, żeby miała co jeść. Nie ma go całymi dniami w domu, po to, by jej zapewnić przyszłość.. Chciała krzyknąć, coś zbić, coś zrobić... Cokolwiek. Dlaczego tak jest!? Dlaczego...
Następnego ranka wstała po nieprzespanej nocy bardziej niż zwykle zmęczona. Zdziwiła ją cisza w domu. .. Weszła do kuchni i zobaczyłą kartkę: "Aniu wyjechaliśmy do ciotki Agaty, wrócimy wieczorem, obiad w lodówce"... Uświadomiła sobie, że dziś sobota. Cały pusty dzień snucia się bez celu po domu... Wywaliła obiad... Nie ma po co jeść. Co za różnica czy zje czy nie... I tak nikt na to nawet uwagi nie zwróci...
Próbowała coś czytać... W końcu zmęczona zasnęła... Nie pamiętała, kiedy tak dobrze spała.. Obudziło ją natarczywe dzwonienie do drzwi... Coś jej się śniło... Ale co?
Otworzyła drzwi z jakimś dziwnym przeczuciem ... GLINIARZ. "Pani Anna ___?" "Tak to ja, o co chodzi..?!" "Pani rodzice nie żyją. Mieli wypadek samochodowy jakąś godzinę temu.. Przykro mi.."...... BUM. No tak. teraz nic nie musiała..
Otumaniona ubrała się. Z wytrzeszczonymi oczami zamknęła dom i dała sie prowadzić do radiowozu. Brakowało jej powietrza.. Nie powinna zostawać teraz sama w domu- tak powiedział ten facet. Na komisariacie czekała na nią policyja psyholog... Potem nic nie pamiętała z tej rozmowy... Noc spędziła na komisariacie w izbie dziecka.... Przyjechała po nią ciotka Agata. Miała ją zabrać do siebie do czasu pogrzebu... Anna nie mogła się otrząsnąć... Teraz nic nie czuła. Nic nie mówiła... Wróciła tylko do domu po najpotrzebniejsze rzeczy... Wrzucała do torby bezwiednie wszystko, co jej wpadło pod rękę... Dotknęła "finki"... Schowała ją i kartkę od mamy... płyty... kilka ubrań...
Następny dzień przespała... Śniła się jej droga. Prowadziła gdzieś.. Anna wiedziała o tym... ta droga gdzieś prowadzi... Krajobraz wokół szary... skały... Ta droga prowadzi... To jest skrót... Obudziła się około 4.00 rano. Ubrała się. Wzięła pieniądze na bilet. Kiedy jechała pociągiem do swojego miasta głosy w jej głowie szalały... Jeszcze tak źle nie było.... Migawki z życia. Całe życie przelatuje jej przed oczami... Jako mała dziewczynka huśta sie na huśtawce... Bąble po komarach... Kolor kapci w przedszkolu... Pierwszy dzień w szkole. Dzień śmierci dziadka... Któreś urodziny... Jakaś beznadziejna dyskoteka... I nagle wszystko cichnie... Ustaje zamęt. Czuła nicosć. Nie mogła opanowac tego uczucia... Dołująca pustka. Po prostu nic.
Szła pustymi ulicami... Roztrącana przez przypadkowych przechodniów.
Weszła do kościoła. Była 7.30.. Niedługo msza. Właśnie jakis ksiądz przechodzi przez ołtarz... "Ojcze! Chciałabym przyjąć sakrament pokuty..."
"....tak, wiem, że to zrobię." "...dziecko zastanów się.... Bóg cię kocha. Nie dał ci większego ciężaru, niż zdołasz udźwignąć..."
Dochodziła 8.15.... Anka stała niedaleko skrzyżowania koło jej szkoły...Mijały ją gromadki rozchichotanych dziewczn... Chopcy co drugie słowo wtrącajacy "ku_wa". Dorośli idący do pracy. "Jak by to było... jak by to było..." jak to będzie... Wysunęła ostrze "finki" schowanej w rękawie płaszcza. Właśnie zielone światło zaczęło migać. Weszła na jezdnię własnie w chwili, gdy zmieniło się na czerwone. Kątem oka dostrzegła ciężarówkę. Nie zdąży wyhamować... Wyjęła nóż. Wbiła go z całej siły w nadgarstek, poczuła mrowienie i ciepło na dłoni.. Zdążyła odwrócić się i zobaczyć krzyczącą jakąś dziewczynę... W tym momencie czuła tylko okropny ból w nadgarstku. Ostatnim spojrzeniem objęła przerażonego kierowcę ciężarówki..
I nagle wszystko ucichło... Lecz miała świadomość swojego istnienia. Czuła jakby płatki śniegu spadały na jej twarz... czuła ukojenie.
"Gdzie ja jestem?" "Jesteś na drodze na skróty, moje dziecko" "Dziadku!! Tak bardzo mi ciebie brakowało..." Zobczyła swojego dziadka.
I razem odeszli w dal.. po szarej, kamienistej drodze... Lecz krajobraz nie był szary... Czuła, że wszystko jest przepełnione jasnością... Czuła...

A daleko za nimi został nóż. Leżał na szarej, kamienistej drodze.

"Śpieszmy się kochać ludzi- tak szybko odchodzą..."


Dla mojego dziadka.

Odwiedźcie mój blog- http://gga-gga-gga.blog.pl ... Tam jest takie jedno króciutkie opowiadanko. Ten sam klimat. Sorx, że to mi wyszło troche długaśne... :P

pushek
31.10.2003, 22:31
Mateusz byl 16 letnim chlopcem z bogatej rodziny. Miał wszystko - od własnego telewizora w pokoju po siłownie znajdującą się w piwnicy jego domu. Koledzy go lubili i
nigdy nikt z jego rówieśników nie odważył się go zaczepiać - bo kto będzie zaczepiał syna policjanta? Mieszkał on w ogromnej willi, jego rodzice jeździli nowym mercedesem i nie liczyli się z pieniędzmi. Niby idealna rodzinka, jednak tak naprawdę rodzice Mateusza załatwiali wszystko pieniędzmi. Nie poświęcali czasu na rozmowy z synem, ponieważ ojciec pracował od samego rana, aż do północy - była to godzina, o której Mateusz już smacznie spał. Natomiast matka wyjeżdżała w delegacje z pracy, często wychodziła na różnego rodzaju bale i dyskoteki. Jedyne słowa jakie padały z ust rodziców do syna to "wstawaj szybko bo się spuźnisz do szkoły", jednak Mateusz mimo codziennego przypominannia o szkole chodził do niej "w kratkę". Często lubił sobie przypalić dobrego towaru i tym sposobem oddalić się od rzeczywistości. Po przypaleniu jego świat stawał się kolorowy i nie był powiązany z delegacjami jego mamy, czy też sprawami ojca. Mateusz sprzedaje marihuane i regularnie dzień w dzień, rano i wieczorem ją pali - wszystko ciągnie się tak od 3 lat. Obecnie Mateusz jest w stanie takim, że jak sobie nie zapali to jest do niczego nie przydatny, ma anemiczne ruchy i problemy z orientacją w świecie rzeczywistym. Już dla niego jest to problem, a nie zabawa. Jednak rodzice nie zauważają problemów syna i myślą, że jest wszystko wporządku. Mijały lata, z każdą dobą Mateusz popadał w coraz głębsze uzależnienie, uzależnienie od używki bez której nie mógł się obejść, nie mógł bez niej normalnie funkcjonować.... Gdy spał w nocy nagle stanął na krawędzi życia. Zastanawiał się czy skoczyć na dno czy wznieść się aż do samego nieba. Czuł się wolny, wyzwolony od wszystkich nieszczęść - jednak pozostawał przy nim jego nałóg, którym było palenie marihuany. Był już fizycznie uzależniony. Wybrał drogę skoku na dno, z biegiem czasu musiał więcej spalić, aby dalej w miarę normalnie funkcjonować. Jego pamięć wysiadła tak, że nie pamiętał co się działo kilka godzin temu. Jego droga na dno była prosta, mógł na niej rozwijać maksymalne prędkości i też takimi podróżował do stracenia... Dnia 23.06.2002 znaleziono ciało Mateusza na dachu wieżowca, wisiał na antenie i nie chodzi tutaj o program na żywo z jego udziałem, a o antenie, która posłużyła jako szubienica. Gdyby nie pewien maniak oglądania telewizji, który postanowił sprawdzić czemu mu śnieży obraz w telewizorze to Mateusz wisiałby sobie dalej w spokoju, zdala od życia, zdala od wszystkich problemów. Rodzice by nie zauważyli nawet jego zaginięcia, o którym dowiedzieli się od sąsiadów. Lecz oni za późno otworzyli oczy, chcieli mu ułożyć życie - jednak teraz pozostało im tylko zapalić znicze na jego grobie......

PTR
02.11.2003, 01:27
Opowieść oparta na faktach:

Michał urodził się w Olsztynie. Żył ze swoim ojcem, bratem i matką w szarym, ciemnym bloku na skraju miasta. Rodzina jego była bardzo biedna, nie starczało na żywność ponieważ ojciec był narkomanem a matka piła nałogowo alkohol i przychodziła dzień w dzień pijana do domu. Nikogo nie obchodził los Michała. Wokół było pełno takich rodzin. A jednak chłopak nie załamywał się. Starał się dobrze uczyć. Nie chciał skończyć tak jak jego rodzice. Miał dużo kolegów i plany na przyszłość. Jego ojciec był bardzo zazdrosny, że wszystko mu się udaje, dlategoteż zaczął się nad nim znęcać. Bił go codziennie, nie patrząc czy jest to wigilia czy urodziny chłopca. Do czasu gdy spostrzegł się, że to nic nie pomaga. Zaczął wmuszać michałowi narkotyki. Systematycznie faszerował chłopca tym świństwem. Udało mu się. Michał opuścił się w nauce, przychodził na lekcje odużony, a koledzy odwrócili się od niego. Ojeciec wreszcie był usatysfakcjonowany ze swojego czynu. Chłopak popadł w nałóg. Nie mógł żyć bez narkotyków i stoczył się na dno. Nie wytrzymał tego wszystkiego psychicznie... Gdy matka poszła pić, a ojciec z jego bratem pojechali do babci, Michał powiesił się w przedpokoju naprzeciwko drzwi. Wisiał 12 godzin dopóki matka nie przyszła jak zwykle pijana do domu. Lekarz stwierdził, że gdyby chłopak powisiałby jeszcze z 2 godziny to odpadłaby mu głowa... Pogrzeb odbył się trzy dni później. Nie było na nim ojca i brata. Jedynie matka i kilka innych osób z rodziny przyszli na tą uroczystość.

Michał zmarł w wieku 14 lat i był dobrym kolegą mojego kumpla

Midway
02.11.2003, 09:40
Co wy takie śmierci ciągle walicie?

CDN meine odcinek

Niemca przesłuchano. Za jego pomocą nasi bohaterowie dotarli do berlina. NIe wiedzieli dlaczego tam idą - jednak chcieli tam dążyć. Po 4 dniach przeszli całe 100 KM. Nie wiedzieli co robić dalej. Zatrzymaliśmy się żeby pogadać. Peter Anderson sie odezwał:
- mój rozrusznik serca! Baterie sie wyczerpują
Jeden z naszych gdy zobaczył berlin zaczał się bac aż w końcu pozwoliliśmy mu iść w dowolnym kierunku. Nasz jeniec kortzystając z chwili naszej nieuwagi zaczął uciekać lecz mark croft go ustrzelił. Było nas trzech. Kiedy weszliśmy do berlina zobaczyliśmy niemeicki patrol skłądający się z 5 ldzi. Schowaliśmy sie w beczkach które stały nieopodal. Na nieszczęście był w nich piepsz. Wiadomo co sie stało. Zaczeliśmy kichać i niemcy nas zauważyli. My zaczeliśmy uciekać. Mark croft w biegu zastrzelił jednego z niemców. Mimo to uciekaliśmy. Po chwili mark croft skręcił noge potykając się o drut telegraficzny wstający z ziemi. Powiedział nam żebyśmy uciekali. Sam się zajął patrolem. Ku naszemu zdziwieniu wystrzelił wszystkich. Niestety nadjechał czołg - Tygrys! Zasadził mu z shermana i leżał neżywy. Do nas też celował. Musieliśmu uciekać. Według moich obliczeń biegliśmy na północ. Udało nam sie uciec. Zostało nas tylko dwóch. NAgle Peter dostał ataku serca. Gały wu wyszły z oczodołów. Ja nieznając sie na medycynie postanowiłem go wesprzeć słowami. To niepomogło. Zapłakany usiadłem pod drzewem czekając na atak niemców... cokolwiek. Nagle wyskoczył spod krazków pewien żołnierz. BYł to ten który nas opuścił - John Moore. Obaj po naradzie postanowiliśmy wrócić do francji - polska była pod władaniem niemców a tamten kraj był po naszej stronie. Po kilkudziesięciu dniach wędrówki dotarliśmy do granic francji. Francuzi ich przepuścili.

To nie był koniec wojny, lecz koniec tej opowieści - o jeńcach którzy pragneli być wolni.

Olciaa
02.11.2003, 12:05
Przez olbrzymie okno, do pokoju pewnej dziewczyny, dostawało się poranne światło. Anabella szybko podniosła się i zasłonioła je grubą kotarą. Nienawidziła słońca, a jej nadopiekuńcza mamusia znowu to zrobiła. Było jej wstyd za taką głupią matkę. Przecież Balla na światłowstręt! A ona ją męczy. Pani psycholog Jones sama zwariowała. Dziewczyna zeszła na śniadanie. Po drodze wtargnęła do łazienki i przejrzała się w wielkim lustrze. Zobaczyła niską, szczupłą dziewczynę, której długie, kruczoczarne włosy opadały na ramiona, a grzywka była za długo. Małe, ciemne oczka wpatrywały się w nią. Widać w nich było tajemniczość, spryt i inteligencję. Drobna, blada istotka ubrana była w piękną, ciemnozieloną koszulę nocną i czarne kapcie. Przyglądała sie sobie z niespokojem. "Przez 5 lat niewiele się zmieniło"- pomyślała. Gdy miała 12 lat wyglądała tak samo. Tylko w środku nastąpił przełom. Szybko zbiegła po schodach na spotkanie nowemu dniu...

cdn.

.:GGA:.
05.11.2003, 21:35
To nie opowiadanie, to jest refleksja...

Był sobie pewien człowiek. Całkiem normalny, ot, taki w średnim wieku... Żył sobie w jakimś mieście, udawał, że wszystko jest dobrze. Udawał, że jest mu dobrze, że "jakoś leci".
Pewnego dnia ten człowiek poczuł, że ma dosyć. Sztuczności, i udawania. Miał dosyć. W jego głowie układała się jakaś cholerna układanka... Pomyślał sobie, że nie ma nic do stracenia. Jak zwykle wyszedł na wieczorny spacer. Jak zwykle poszedł na wiadukt kolejowy w centrum. Jak zwykle stanął przy siatce. Tylko jedno się zmieniło. Ten nocy miał już nie wrócić jak zwykle do domu. Miał nie położyć się do pustego łóżka. Miał jutro rano nie wstać do pracy.
Wspiął się na barierkę. Popatrzył w dół... Wysoko. To dobrze. Wdychał wiatr. Patrzył na mnóstwo ludzi... Wychodzili z pociągów, rozmawiali... Śmiali się. Patrzył jak światła migają. Jak wszystko zlewa się w jedno morze głosów, blasków. Zaczęło mu sie robić zimno. Poczuł, że ściska go coś w gardle. Dobrze. A teraz odliczanie... 10, 9... przypomniał mu się jego wredny szef i zazdośni o wszystko koledzy... 8, 7, 6... przypomniał sobie, że zawsze śmiali się w szkole z tego, że był niski...5, 4... przypomniał sobie śmierć swojej mamy... 3, 2... przypomniał sobie słowa piosenki, której słuchał jego ojciec... "jedyne co mam to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia.. Jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć.."..... jeden.... wziął zamach.... nagle stanął mu w oczach obraz kota, którego dokarmiał... kot był mizerny, miał nadszarpnięte lewe ucho, zawsze łaził po piwnicach.. Zrozumiał, że jednak ma po co dalej żyć. Przecież bez niego kota by już nie było. Przecież to on go uratował od zatrucia ta cholerną trutką na szczury... Zwierzak go potrzebował. I on zwierzaka również.

Zszedł z barierki. Wziął głęboki oddech. I roześmiał się. Tak, jak nigdy od dzieciństwa. Co za ulaga.
Odszedł, niknąc w gęstniejącej mgle.


--the end ... or the beginning--

Nie uciekaj od odpowiedzialności za innych. Dzięki tobie istnieją inni, dzięki inym istniejesz ty.

Shawnee
05.11.2003, 23:02
Stała i patrzyła na przejeżdzające samochody, swoimi dużymi brązowym oczami.
Jej krótkie, ciemneblond wlosy, rozwiewały na wszystkie strony.
Ubrana byla w jasnozieloną, jesienną kurtkę, wytarte, czarne dżinsowe dzwony, na nogach miała adidasy.
Nagle na jej twarzy pojawił sie uśmiech...A potem łzy... Gorzkie łzy, któr jedna po drugiej spływaly po jej policzkach...
Przypomniała sobie całe swoje życie, od dzieciństwa aż do dzisiejszego dnia. Dnia w którym zrozumiała, że życie nie ma sensu... Chciała się zabić... Popełnić samobójstwo, nie istnieć...

Napisalam to pewnie dawno temu, znalazłam mój stary notes z opowiadaniami, wierszami, pisoenkami i rymami pisanymi przezmnie...

Głupie prawda???

Trinity
10.11.2003, 12:49
Był zimny,zimowy poranek,Paulina zawsze wesoła obudziła sie ubrała,umyła,zjadła i poszłado do szkoły nie myslała że jej koleżance-Ance cos stanie sie za tydzień albo i dziś.Anka zawsze ponura bawiąca sie tylko z chłopakami i smiejąca sie tylko w szkole z różnych powodów.Dzisiaj gdy Anka przekroczyła próg szkoły przywitała ją Paulina,ale Anka była niecodzienna-ponura,niewesoła a zawsze choć troche usmiechnieta wchodziła do szkoły.Paulina pytałą ja so się stało a ona odpowiedała''Daj mi spokuj''.Paulina wkurzyła sie i powiedziała o wszystkim chłopkom,chłopcy,jak chłopcy umią podejść dziewczyne o osobowosci chłopaka.Chłopcy odrazu dowiedzieli sie że chodzi o Karoline-zazdrośnice,niby kolezanke Anki ale Anka tylko udaje-tak jak karolina.Karolina nagadała Ance że zamykaja jej ulubiny skejtowski sklep-a to prawda.Anka wkurzyła się.Po tygodniu wolnego(odpracowali ten tydzień)Anka przyszla do Pauliny wyszły na dwór,nagle zaczepił je jakis koles i zaciągnoł je do lasu chciał już zacząć bić Anke gdy ta dokopała mu w czułe nmiejsce i w kręgosłup.Wróciły.na drugi dzień poszły w to miejsce a tam nóż i na piasku napisane tak:Te dwie dziewczyny jeszcze dziś stracą zycie.Dziewczyny wiedziały że o nie chodzi i nagle....ten facet wyłonił się zza krzaka i wzioł do ręki nóż.chciał zabic dziewczyny ale Anka powstrzymała go,on podniusł się z ziemi i wbił nóż w gardło puliny,Anka wiedziala że Paulina juz nie żyje,wiedziala że czas na nią ale zanim facet zaczoł Anka wyrwała mu nóż z dłoni i zagroźiła.Facet zwiał a Anka poszła po Rodzicó Pauliny i swoich opowiedziała całą historie.Po miesiącu poczuła pustke,zaczeła słuchac cos takiego jak,Peja,DKA,WWO,co nie było do niej podobne bo Anka słuchała tylko łez.Zmieniła sie na gorsze.Wkońcu poszła w to miejsce gdzie zgineła paulina,a tam przyniosla ze sobą nóż ponieważ tam zginoł chłiopak którego kochała,Adrain,zginoł tydzień temu,wzieła nóż w swe ręce i nie mogła,nie mogla popelnic samobojstwa,nagle z krzaków wyłonił sie facet wspólnik tego co zabił Pauline ,wzioł nóż z rąk Anki i....przebił jej serce tak jak przebił serce jej ukochanemu chłopakowi,Adrianowi,i zabil ją,Anka widziała tylko Adriana,swoja siostrę,i Pauline,którzy poprowadzili ja tam gdzie jest jej miejsce,tam gdzie oni są już dluzej.Facet zadzwonił i powiadomił o zdarzeniu rodziców Anki i nakłamał że to ktos inny ją zabił,nakłamał żeby nie mieć kłopotów a miał na sumieniu już terzech Anke,Adriana,i kogos innego kogo nie znamy.

The End tej smutnej histori życia dzieci które miały dopiero 10 lat i skonczyły swe życie.
Wszystkie komentarze,pytania i uawgi kierować na prywtną wiadomość do mnie.Koniec

Lori
10.11.2003, 14:32
Nastoletnie opowieści - Kostucha

Gwiazdka w Sim City była wielkim wydarzeniem . Ze wszystkich ulic rozlegały się śpiewy "We wish you a merry Christmas" , na ratuszu świeciły lampki z napisem " Merry Xmas" . W sklepach z zabawkami wielkie kolejki ciągnęły się przez całe centra handlowe . Ale nie wszędzie było tak wesoło . Na dziedzińcu Dziedzińcu pomiętego kupra 32 mieszkała rodzina Keeness : Bella , Walter , Margaret i Tom .
Margaret miała 13 lat a jej brat Tom - 5 . Pewnego przedświątecznego wieczora Mama odwiozła Toma do Babci a Margaret poleciła : Pilnuj domu i jak chcesz pooglądaj telewizję lub pograj na komputerze . Tylko nie otwieraj obcym a my wrócimy o 3 w nocy !
- Dobra , dobra - Powiedziała kpiąco Margy słyząc to po raz tysięczny .
Jak rodzice odjechali swym simpeaugotem 206 , Margaret zadzwoniła do swej najlepszej przyjaciółki Terry : Terry ! rodziców w domu nie ma !
- u mnie też - odpowiedziała
- to super ! przyjdź do mnie to coś porobimy
- okej !


Jako że Terry mieszkała w sąsiedztwie szybko ubrała się i pobiegła do niej .
- CZeść Terry !
- cZeść ! - odpowiedziała Terry i weszła do domu .
Margy i Terry poszły do salonu .
- To co probimy ?
- Może pooglądamy horror ?
- Super ! Mam najnowszy " Christmas catastrophy " !
I dziewczynki włączyły video i oglądały . Tak naprawdę Margy wszystko przygotowała . Pozbyła się " starych " i " brachola " z domu i zrobiła popcorn a film pożyczyła od kolegi Chrisa . Tymczasem dziewczyny poczuły się zmęczone i poszły spać . Terry na szczęście ze sobą wzięła piżamę . Łóżko Margaret było podwójne i przebraniu się dziewczyny rzuciły się na łóżko i zasnęły . Usłyszały stukanie w okno ! Zbudziło to Terry , która wyszła przed okno i popatrzyła .
- Co się stało ? - spytała Margaret .
- Coś stukało w okno , obudziłam się ale nie wiem co pukało .

Potem z dołu dochodziło głośne pukanie drzwi . Margy zebrała się i pobiegła do drzwi i popatrzała przez "oczko" zainstalowane w drzwiach a zobaczyła św.Mikołaja ale zamiast buźki z brodą zobaczyła trupią czaszkę .
- TEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEERRRRRRRRRRRYYYYYYYYYYYYY YY !
Terry zerwała się z łóżka i zeszłą na dół . Tymczasem trup wywarzył drzwi i powiedział :Złamałyście duch bożego NArodzenia ! Zamiast czekać , oglądałyście horrory . Surowo zapłacicie

Margaret i Terry uciekały na wszystkie strony domu ............ Ale uciec nie mogły bo kostucha swą czarną magią zamknął sczelnie drzwi i okna . Wygłosił dziewczynom :

Jeśli wykonacie siedem zadań przeżyjecie i klątwa zostanie zdjęta , jeśli nie czeka was śmierć ....... bUAHAHAHAHAH !!!

pushek
11.11.2003, 05:47
Opowiadanie w formach wypowiedzi.

Jadę sobie swoim mercedesem po trasie i stwierdzilem, że mogę trochę przycisnąć gaz. Jadę sobie tak około 170km/h. Na pasie obok jedzie ciężarówka, z którą mam się minąć i nagle jakiś idiota w maluchu zaczyna ją wyprzedzać to ja musiałem zjechać na piaskowe pobocze przez tego matoła! Ledwo uszedłem z życiem, naszczęście nie wiem jakim cudem nie wpadłem do rowu, ani nie wjechałem w malucha.
Cudem uratorany kierowca Mercedesa.

-------------------------------------------

Jadę sobię już którąś godzinę z rzędu moją ciężarówką, a tu nagle jakiś palant z naprzeciwka nagina ponad 170km/h. Jednak miałem do niego ponad 600m, a mnie zaczął wyprzedzać jakiś maluch, więc zwolniłem do 80km/h. Maluch mnie nie zdąrzył wyprzedzić, ale naszczęście ten palant zjechał na pobocze.
Kierowca ciężarówki

---------------------------------------------

Mój bąk dzisiaj wyjątkowo szybko jeździł, więc jadąc po trasie postanowiłem wyprzedzić jadącą przedemną ciężarówkę. Pech chciał, że właśnie jakiś imbecyl z naprzeciwka jechał 170km/h i prawie we mnie przyłożył. Co za kretyn jeździ z takimi prędkościami po trasie, która ma piaskowe pobocze? Naszczęście zjechał na te pobocze i nie zderzyliśmy się.
Kierowca bąka

--------------------------------------------

Jadę sobię swoim motorkiem tak ok. 150km/h. Postanowiłem wyprzedzić ciężarówkę, która jechała przedemną. Już ją wyprzedzam i patrzę, a tutaj maluch się wlecze! Myślę - no to już po mnie, bo z naprzeciwka jechał mercedes ponad 170km/h. Przykleiłem się do baku motorku i czekałem na śmierć. Jednak kierowca mercedesa się okazał równy gość i zjechał na pobocze. Chwała MU! Ale powiedzccie czemu takie maluchy tak wolno jeżdzą? I przez takich ślimaków są wypadki!
Motocyklista

----------------------------------------------

Siedzę sobie w rowie i z Jankiem dujemy bęta, a tu nagle jakiś typ w luksusowym samochodzie przejeżdża nam za plecami. Ja z wrażenia aż pobiłęm butelkę. PIŁEM ZA UCZCIWIE ZAROBIONE PIENIĄDZE, A TEN NOWOBOGACKI WIEPRZ POZBAWIŁ MNIE MOJEJ AMBROZJI! Jak tu żyć?
Rolnik

----------------------------------------------------

Lecę sobie swoim UFO i musiałem pomuc dla jakiegoś gościa, żeby nie wjechał do rowu mercedesem. Ludzie nie jeźdzccie tak szybko jak jesteście tacy zacofani! My nie możemy Wam cały czas pomagać.
Ufoludek



***********

EDIT: Poprawilem z zamochodzie na samochodzie - wybaczcie popatrzcie na godzine o ktorej to pisalem..... ;d

Ciekawe kto był tym ufoludkiem :ph34r: :lol: - dop. wiadomo kto;d
Cicho!!!!! to bylo takie zyciowe :D - dop. autor

Lori
15.11.2003, 22:09
Nastoletnie opowieści - Miłość akt 1 - czyli najcieplejsze uczucia rodzą się zimą

Od Sim City w Ameryce przenieśmy się do Francji a dokładniej do L'Asimesaux bo właśnie tam mieszka Mikea - 15 letnia dziewczyna . Mieszkała dokładnie nad jeziorem Fauxess gdzie spotykają się rybacy i żeglarze . Opiszmy rodzinę Mikei :
Państwo Pettigrew składali się z taty- Jeana , Mamy - Monici , jej starszej 18 letniej siostry - Mareki a także pięknej kundeleczki - Mandolinii .
A więc były ferie zimowe i Mikea nie miala co robić . Siostra wiecznie na mieście , mama w pracy a tata - jak zwykle nad jeziorem bo łowił ryby pod przeręblem ... To było jego hobby . A więc Mikea oglądala telewizję ale ze względu na czas zimowy seriale wydawały się krótkie i jakby po sekundzie wyświetlał się napis "Ce'st Fin " . Nudziło ją to o postanowiła na chwile ruszyć się z domu . L'Asimesaux to było nieciekawe miasto ale gdy się zobaczyło głębiej to coś było . Więc poszła .............

Koniec opowiadania ? Niezupełnie

..:Zoja:..
16.11.2003, 00:40
Nie wiem czy to będzie ciekawe opowiadanie ale sprobuje cos nabazgrac.

Pewnego wiosennego dnia Klara siedziała w domu.
- Codziennie to samo! Sprzatć chate wyrzucac wszystkie swinstwa! Jak tak mozna!
A ten jeden duren, jedzie do pracy, wraca wyrznie sie na kanapie i mowi: Zaparz wodę na kawe! To ja sie mecze i jeszcze on nigdy mnie nie wyręczy!
Nagle ktos zadzwonil do drzwi.
- Lece pędze nogi lamie! - krzyknela Klara zbiegajac po schodach.
- Siema! Polecisz ze mną na zakupy- powiedziala zasapana kumpela Klary Jolka- podobno dzisiaj jest wyprzedaz.
- Nie wiem. jeszcze obiad musze ugotowac za godzine Piotr wraca z pracy... i...
- Żadnych wymowek! Wiesz przeciez ze sama nie pojde! I czuje ze ty tez masz ochote na te zakupy!

Jolka byla przyjaciolką Klary ze studiow. kiedy skonczyly szkole wprowadzily sie do Trzcina - malego miasteczka w Holandii. Mieszkaly obok siebie. Byly papuzkami nierozlaczkami dopoki nie zjawil sie Piotr ktory zamieszkal razem z Klara. Od tego czasu zycie dziewczyn sie troszeczke zmienilo... Jola znalazla prace, a Klara musila zpelniac funkcje pani domu.

Dziewczyny pojechaly na zakupy. W miescie spotkaly Tomka (bardzo bardzo dobrego kolege Jolki). Potem poszli na obiad i Jolka i Tomek prawie nie zwracali uwagi na Klarcię. Postanowila zostawic ich samych. Pozegnala sie i wrocila do chaty. W domu czekala pizza i Piotrek. Gdy Klara chciala siegnac po kawalek Piotr krzyknal:
- Zostaw to moje! Nie chcialas gotowac obiadu wiec zamowilem. A ty zamow sobie,
chyba kase masz zreszta twoja sprawa. Klara nic nie jadla nie zamowila pizzy bo nie miala juz forsy, a Piotr nie dopuscil jej do lodowki. Poszla spac ze lzami w oczach.
- Czemu on tak mnie traktuje to bylo jedyne zakupy z kumpela w tym miesiacu!- Myslala zrozpaczona kobieta.

Piotr nie spal dzis z nia. Wyszedl z domu nie waidomo kiedy i gdzie...
Nazjutrz rano Klara....

C.D.N.

Fushma
16.11.2003, 19:52
Rubinowe jezioro
Część I: ,,wprowadzenie"

Była noc, a na niebie kłębiło się miliony, miliony gwiazd. Wielki księżyc, w połowie zasłonięty chmurami, błyszczał się, jakby ktoś płakał nad nim i łzy na niego spadły. Wysoki las niedaleko wioski krył w sobie wiele tajemnic, niektóre tajemnice chroniły najdziwaczniejsze stwory, jakich świat nie widział. Jednym ze stworów była pewna kobieta - właściwie były to kontury kobiety, a jej skóra świeciła się w kolorze błękitno-morskim + księżyca. Włosy były złote i kołysały się na wietrze tak pieknie, że żaden meżczyzna nie przeszedł by obok tego nie zauważając. Stwór miał na imię Rilwa, po poznaniu imienia była więc kobietą. Ale czego chroniła? Nikt nie wiedział, tylko mieszkańcy wysokiego, ogromnego lasu. Gdyby ją ominąć (a jest jednak dobrą strażniczką), z daleka widać coś świecącego na ziemi, co ciągle płynie - Coś, co ma ogromną moc i jest największym skarbem w całym tym lesie. Gdyby się przybliżyć, coraz bardziej razi w oczy. Po chwili można usłyszeć jakby dzwonek+diamenty, które było słychać ze światła. Nie było już wątpienia. To jest jezioro --- Ale nazwano je RUBIONOWYM...


To są takie bazgrołki, wkrótce opowiadanie to tylko opis ;)

pushek
16.11.2003, 21:17
Mżyło, cały las zasnuwała mgła. Z drzew spadały liście, które pod ciężarem wilgoci wolno opadały na ziemię. Piaszczysta droga cała była zaścielona liśćmi, które były w barwach jesiennych. Liście przylepiały się do wojskowych butów Zośki. Kulał on na prawą nogę, jednak wsparcie na potężnym kiju przynosiło ulgę bolącej nodze. Zdawał sobie sprawę z tego, że musi przebyć jeszcze daleką drogę.
Myśli Zośki były w ciągłym chaosie. W głowie huczały mu tylko te słowa: „Być tam z nimi – marzenie, być tam z nimi – wątpliwe spojrzenie, być tam z nimi – nieporozumienie”. Było to spowodowane tęsknotą do jego przyjaciół, kompanów – Rudego i Alka. Miał jednak światełko, do którego dążył – wiedział, że niedługo dojdzie do starego, wielkiego dębu, a zaraz za nim skończy się las. Pogłębiał się w ciszy, którą tak za czasów wojny lubił. Przez chwilę był zamyślony, oddalił się od świata myśląc o przeszłości. I raptem znowu, ale tym razem już najpełniej, uświadomił sobie, że wraca do domu i dzieli go od niego tylko ten las i kilka kilometrów pola. Wtedy mocno przyśpieszył swój chód. Doszedł do starego dębu, a przy nim zobaczył dwa osiodłane konie, na których było dwóch jeźdźców w mundurach wojskowych. Nie przestraszył się i nie zwolnił kroku. Zrozumiał, że nie dadzą mu przejść. Wiedział, że jak będzie przechodził obok nich usłyszy okrzyk „zaczekaj”. Zbliżał się coraz bardziej do starego drzewa i usłyszał to co mu w głowie łatało. Wolno i niechętnie postąpił cztery kroki, które go od nich dzieliły.
Jeden z nich był mały, łysy i piegowaty – wydawał się dla Zośki słaby i powolny. Drugi natomiast był dobrze zbudowany i zrobił na Zośce dobre wrażenie. Jako pierwszy odezwał się żołnierz, który był wysoki i umięśniony.
- Dokumenty.
Po usłyszeniu tego słowa, Zośka sięgnął do kieszeni w celu wyjęcia książeczki wojskowej. Poczuł ból prawego policzka. Na początku nie wiedział co to było, jednak po minucie uświadomił sobie, że został uderzony prze piegowatego mężczyznę. Piegusek, bo tak nazwał sobie Zośka małego i piegowatego żołnierza, powalił go na ziemię i przeszukał czy nie posiada broni. Oczywiście jej nie miał, w tym momencie większy żołnierz wyjął z kurtki Zośki jego książeczkę wojskową. Otworzył ją i z zaciekawieniem zaczął przerzucać kartki. Obaj żołnierze stwierdzili, aby puścić Zośkę. Było to spowodowane tym, że woja się już skończyła, a byli przecież Polakami. Zośka zaczął dalej iść swoją drogą przez las. Myślał, że strzelą mu w plecy, jednak nagle usłyszał za sobą narastający tętent koni. Minęli go bez obejrzenia się. Rytmicznie obaj żołnierze unosili się na siodle, na plecach podskakiwały im karabiny. Konie lśniły jak nasmarowane pastą, a następnie wypolerowane.
Zośka odrzucił kij, którym idąc podpierał się. Popatrzył na swoją skaleczoną nogę i policzek, w który został uderzony, po czym bez namysłu wyruszył w dalszą podróż. Tętno Zośki dalej było bardzo wysokie, przeraźliwy łomot serca nie budził w nim niepokoju. Wiedział, że za chwilę się wszystko z nim uspokoi i będzie mógł szybciej pójść. Doszedł do końca lasu, jeźdźcy już dawno gdzieś wyparowali. Przed jego oczami, spośród mgły zaczęła wyłaniać się nieduża górka. W myślach był radosny, zdawał sobie sprawę, że za tą górką stoi jego dom – dom, w którym się wychował. Po wejściu na wzniesienie gwałtownie zaczął biec w stronę swojego domu. Wszystko było tak jak dawniej, wszystko było mu znajome. Ukradkiem podszedł do drzwi domu, otworzył je jak najciszej się dało – chciał zaskoczyć swoją Matkę, chciał usłyszeć słowa radości z Jej ust na widok syna.
Jednak, gdy już wszedł do domu zrozumiał co się stało. W półmroku pokoju płonęła jasnym czerwonawym kolorem gromnica, która oświetlała zimne ręce jego Mamy. Ojca też już nie było, został sam. Jego rodzice byli w jego umyśle, wspomnieniach, snach, sercu teraz dalej tam są, jednak nie ma ich już pośród żywych.
- Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie – rzekł
- A światłość wiekuista niechaj jej świeci, niech odpoczywa w pokoju wiecznym. dokończyły dwie staruszki, które się modliły nad zmarłą.
Zośka kończąc powiedział tylko „Amen” po czym usiadł na krześle przy zmarłej. Nie zdjął butów, jakby wpadł tu tylko na chwilę. Położył dłonie na kolanach, przymknął oczy, potem nagle je otworzył i znowu zamknął. W tym momencie przypominał sobie wszystkie chwile z jego życia, kiedy był jeszcze dzieckiem. Zdjął ze swojej szyi złoty łańcuszek i wplątał go w ręce zmarłej Matki. Dostał go, gdy był jeszcze mały.
- Jak to się stało? – powiedział
Staruszki nie przejęły się jego wypowiedzią i nic mu nie odpowiedziały.
- Czy był doktor i zbadał przyczynę zgonu? – znowu zapytał
- Nie, nie było żadnego doktora. Niby skąd? – odparła jedna ze staruszek.
Po czym Zośka znowu zapadł w ciszę. Jedna staruszka nagle powiedziała:
- Oj nie doczekała się Matka synka, oj nie doczekała....
Nagle na dziewczęcej twarzy Zośki zagościła groźna, kamienna mina skierowana w stronę starzej kobiety. Ona postanowiła już nic nie mówić, niemal przestraszyła się tej miny. Dziwiło ją to, że nie podziękował za ubranie Mamy i za modlitwę nad Nią.
Kobiety wyszły z domu, wtedy Zośka odetchnął głęboko i nieśmiałym gestem dotknął dłoni Matki, jakby chciał się upewnić, że naprawdę nie żyje. Wyszedł z domu, spojrzał w stronę stodoły i pomyślał „Krowy już nie ma, zdechła” i rzeczywiście tak było, wszystko co pisała do niego Mama w listach było prawdziwe.
Było już ciemno, Zośka postanowił położyć się spać. Przed snem zjadł kolacje, przy niej znowu w jego głowie rozpętał się chaos. Znowu przebiegały przez jego myśli słowa „Być tam z nimi – marzenie, być tam z nimi – wątpliwe spojrzenie, być tam z nimi – nieporozumienie”. Nie wiedział o co w tym chodzi, ale nie bał się tego.
Noc przebiegła spokojnie, nie miał żadnych snów. Wstał z łóżka i ku jego zdziwieniu usłyszał głośne pukanie do drzwi. Nie miał pojęcia kto to może być, otworzył i zobaczył listonosza, który przyniósł dla niego list. Podziękował i szybko podbiegł do stołu. Usiadł i z zniecierpliwieniem rozerwał kopertę. Był to list od jego dawnego przyjaciela – Rudego. Dowiedział się w nim, że Rudy się ożenił i żyje sobie wraz ze swoją wybranką w dużym domu, do którego zapraszał Zośkę. Alek, jego drugi najlepszy kolega za czasów wojny już nie żyje – został zastrzelony przez dwóch chłopów, którzy nie wiedzieli o zakończeniu wojny i pomylili go z niemieckim żołnierzem. „Czasem zdaje mi się, że dzień mojej śmierci byłby najpiękniejszym dniem mego życia.” – tym razem to błądziło w umyśle Zośki
Po przeczytaniu tego listu przypomniały mu się wszystkie miłe chwile. Zupa Rudego i wszystkie jego przysmaki, wspólne rysowanie na ścianach, wybijanie szyb w niemieckich galeriach ze zdjęciami. Zośka odpisał Rudemu na list i po kilku dniach otrzymał odpowiedź z następującą treścią:

„Drogi Tadeuszu, bardzo chciałbym Cię ugościć w swoich
skromnych progach. Mogę po Ciebie przyjechać, gdyż mam
możliwość załatwienia samochodu. Będę u Ciebie jutro w południe,
czekaj na mnie przed płotem.” Jan „Rudy” Bytnar

Nastał długo oczekiwany przez Zośkę dzień – dzień, w którym miał się spotkać z Rudym. Z daleka dostrzegł nadjeżdżający samochód, gdy zobaczył Rudego, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Rudy już nie był taki jak dawniej, teraz był to poważny gość w garniturze z czarnymi farbowanymi włosami. Jednak było w nim to co zawsze go wyróżniało – piegi, tego nie mógł usunąć. Rudy zaprosił Zośkę do samochodu, po czym wyruszyli w podróż do domu Janka. Przez całą drogę wspominali stare czasy i Alka.
Rudy zaparkował samochód pod wielką białą willą. Jego dom zrobił wielkie wrażenie na Zośce. Żona Rudego miała na imię Martyna, była jasną blondynką. Jej włosy błyszczały w słońcu jak złoto. Cały dzień we troje spędzili przy stole jedząc i rozmawiając na różne tematy.
Następnego dnia Zośka pożyczył samochód od Rudego, w celu znalezienia na mieście pracy. Po kilku bezowocnych wizyt w kilku punktach postanowił wrócić do domu, niestety ten dzień się okazał dla niego pechowy. W pośpiechu wyjechał na skrzyżowanie, nie zauważył nadjeżdżającego samochodu wojskowego, wjechał mu prosto pod koła i już z nich nie wyjechał... Zośka doczekał się swojego najpiękniejszego dnia życia, nie był on taki jaki miał być, ale tego już nikt nie zmieni. Rudy wraz z Żoną na wieść o śmierci Tadeusza „Zośki” Zawadzkiego pogrążyli się w smutku. Zorganizowali skromny pogrzeb, na którym byli tylko oni i Ksiądz.....



________________________________________
Jest to moja praca stylistyczna, wybrałem temat "Jak wyobrażasz sobie dalsze losy bohaterow, gdyby przezyli okupacje i dozyli wyzwolenia Polski?" czy jakos tak, ale chodzi zeby napisac ciag dalszy "Kamieni na Szaniec", gdyby bohaterowie nie zgineli. [alek, rudy, zoska]
Alek- Aleksy Dawidowski
Rudy - Jan Bytnar
Zoska - Tadeusz Zawadzki

"Kamienie na Szaniec" to lektura II gimnazjum

.:GGA:.
23.11.2003, 14:07
Eh. POstanowiłam wkleić tu jedną z notek na moim blogu. Hyh, Olciaa mi już trochę rozreklamowała... :lol: Tak w ogóle, dzięki za uznanie Olciaa ;) To miłe być docenionym. Tak na prawdę to nie jest opowiadanie. Chociaż sama nie wiem, jak to traktować. To historia. To komunikat.. refleksja. Nazywajcie jak chcecie. I prosze o opinie. Mile widziane również negatywne :)




A miała walczyć do końca.
+++

Szukali.
Wszyscy szukali jej całą noc.

Wyszła do szkoły i już nie wróciła.
A przecież było jej tak dobrze- miała wszystko. Wszystko, czego zapragnęła. Jedynie takiej drobnostki nie miała- ot, miłości. Ale co to jest w porównaniu do jej pięknych strojów, co to jest? Jej tata- król zawsze zapewniał jej wszystko. Pracował do późna, żeby zapewnić jej przyszłość. Jak ona mogła tego nie doceniać? Ciągle kłóciła się z mamą- królową. O takie drobnostki- żeby cieplejszą kurtkę założyć albo czapkę. Zresztą jej tata-król też kłócił się z mamą-królową o wszystko. Nawet wyprowadził się ostatnio z pałacu.
Była taką małą niewdzieczną księżniczką. Chociaż nikt jej za księżniczkę nie uważał- klęła i biła się z kolegami, zawsze przeginała. Nikt jej dobrze nie znał. Zakładała codziennie maskę żartu, była happy. Wszyscy uważali, że ma niewyczerpane pokłady energii. Nie znali jej... Ona sama siebie nie znała.

I tylko w radiu puścili komunikat...

"...Szukali jej wszyscy przez całą noc. Znaleziono ją siedzącą pod drzewem. W pobliskim "lasku". Zmarła z powodu wychłodzenia organizmu. Prawdopodobnie zmarła o wschodzie słońca..."

Ludzie mówili, że miała w oczach dwa zamarznięte kryształy- łzy. Nie zdążyły spłynąć po policzkach. Jej twarz zastygła w u uśmiechu. Skulona pod krzewem jarzębiny patrzyła w stronę wschodząćego słońca. I zdążyła tylko zobaczyć jak promienie ognistej kuli odbiły się w jej łzach.

A przecież obiecywała sobie walczyć do końca?! Głupia. I tak o niej zapomną.

+++

Lubiła słuchać godzinami DKA..

Aśka:)
12.12.2003, 21:08
Ech. A to moje wypociny... Trochę długię, ale zapraszam... I bardzo mocno proszę o komentarze, tutaj zabronione, więc proszę o PW, bo jet to dla mnie bardzo, bardzo ważne. Oto one.

-Dawno, dawno temu... - rozpoczął Ten, Który Mówi.
-Stary... To przeżytek.
-Człowieku, to tradycja...
-Stary, powiedz: trzy lata temu, pół wieku temu, bo jak zaraz mi wyjedziesz z siedmioma górami i siedmioma lasami to nie wyrobię.
-Stary, podły dziadu, nie czepiaj się, jak mówię, bo zaraz przestanę mówić i cię nie uleczę!
-To, że umiesz leczyć mówiąc nie znaczy, że możesz się rządzić innymi ludźmi.
-Zachowujesz się jak krasnolud, bracie. Twa mowa jest tak samo poetycka a zachowanie tak samo grzeczne.
-Ty mi tu nie wyjeżdżaj z krasnoludami! Jestem człowiekiem, zasługuję na szacunek.
-Ech... Tak, tak, a ja jestem tylko elfem, Tym, Który Mówi. Ale jeśli nie zaczniesz się zachowywać jak należy, człowieku, postanowię, że jednak nie uleczę twojej rany.
Z gardła człowieka wydobyło się ciche, gniewne warknięcie.
-Sprowadź mi tu Tego, Który Przepowiada. W tej chwili.
-Po co?
-Zobaczymy, czy wyzdrowieję bez twojej pomocy.
Ten, Który Mówi wyszedł. Wyszedł z chatki, do której zaledwie dwadzieścia minut temu sprowadzono go z powodu człowieka. Pomyślał o tym, jak bezmyślni są ludzie i dlaczego wybrał tą robotę. Po chwili stwierdził, że jednak powinien zostać kimś zwyczajnym. Jak Tym, Który Sprząta, lub Tym, Który Zamiata Siano Po Tych, Którzy Siano Roznoszą. Pierwszego zawodu nie wybrał, bo był ciężki. A przy drugim nie byłby w stanie się przedstawiać.
Dlatego został Tym, Który Mówi, lekarzem słów.

*

-Czego szanowny człowiek sobie życzy? - zwrócił się do człowieka uniżenie Ten, Który Przepowiada. Lekarz słów stał w kącie, czekając na decyzję człowieka.
-Czy wyzdrowieję, jeśli ten koleś do mnie nie przemówi?
Nagle Ten, Który Przepowiada usiadł na krześle, które specjalnie dla niego przyniesiono. Zaczęło się. Przepowiadający zaczął odbierać audycję losu człowieka.
-Bzzzzzzzzzz... Pogoda twego losu zachmurzona, lecz widzę promień słońca przychodzący ze wschodu... Bzzzz... Szzszszsz...
-To ja - powiedział Ten, Który Mówi.
-Zamknij się! - krzyknął człowiek.
-Sszszszsz... Lecz, gdy słońce zachodzi, burza okala pogodę losu człowieka... Zzzzzz... - nagle zamilkł.
-Koniec świata?
-No - powiedział lekarz słów.
-Ech. Zostań więc...
I jak na zawołanie, co wywołała zmiana decyzji człowieka, Ten, Który Przepowiada odezwał się znowu.
-Szszszsz... Bzzzz... A jeśli słońce nie zajdzie, na planetę losu człowieka spadnie meteor, który zniszczy rdzeń planety człowieka i...
-Ech, a to co ma być? - zaśmiał się człowiek.
-Nie wiem. Zniszczy cię, ale przed tym pożyjesz, człowieku. Lecz jeśli ja się tobą nie zajmę, umrzesz. Co ty na to?
-Dobra, gadaj.
I Ten, Który mówi rozpoczął rytuał. Położył rękę na czole człowieka i zaczął mówić...
-W wiosce, zwanej imieniem, którego mego niewyćwiczone usta wypowiedzieć nie potrafią...
Gdy lekarz słów wypowiedział te słowa, człowiek poczuł, że ból, który nie opuszczał go od zranienia powoli zostaje zaćmiony i że coś wędruje po nim. Nie wiedział, czy prawdą jest, że wtedy, kiedy oni mówią, ich dusza wędruje po ciele chorego. Podobno oni mówią, by dusza ich usłyszała, kiedy wróci. A ciało bez duszy może mówić tylko rzeczy, które zostały rozpoczęte przez duszę, ale nie skończone. Bo kiedy ciało skończy mówić, a dusza nie wróci, nie wróci ona do ciała już nigdy, a trudno ciału skończyć, gdyż mimo, że nie słyszało dalszego ciągu, wie co się dzieje w danej chwili z historią o której opowiada. Lecz jeśli historia skończy się, dusza zgubi się. A kiedy ciało leczonego wyjdzie z transu, zrozumie, że tak naprawdę samo też nie utrzyma dwóch dusz. I zginie. Człowiek zaczął myśleć coś o sportach ekstremalnych, ale opowieść, która żyła już na ustach ciała Tego, Który Mówi, zmusiła go, by jej słuchał.

*

Dawno, ale raczej nie tak dawno temu istniała wioska. A może nadal istnieje. Nie wiem. W każdym razie była ta wioska. Wioska była bardzo gościnna, drewniane domki przyzywały podróżnych swoim ciepłem i promieniującym od nich dobrem.
A jeden dom był najpiękniejszy i najbardziej przyzywający ludzi. Żyła w nim doskonała rodzina, pełna ciepła i miłości. Kochająca matka, mądry ojciec, córka i zięć, będący idealnym małżeństwem i córka, jeśli się nie mylę, jedna z najpiękniejszych kobiet ziemi. Oczy miała koloru kasztanów, włosy koloru słońca. Rzadkie jest takie połączenie w rasie ludzi, lecz dziewczyna była naprawdę wyjątkowa. Oczy, o których mówiłem, płonęły niegasnącym światłem. Usta czerwone niczym krew i równiutkie, białe ząbki, które odsłaniała przy uśmiechu.
Była tak piękna, że nierzadko musiała mówić rzeczy, typu "spadaj ty stary, porąbany zbereźniku", lub "a co ty sobie myślisz, gówniarzu, że jak masz mutację, to sobie wszystko możesz?"...
Na dziewczynie wisiała bowiem klątwa. Jej charakter miał być tak brzydki jak piękna jest jej powierzchowność, przynosić miała ludziom tak wielkiego pecha, ile szczęścia przynosił im jej widok. Kto rzucił klątwę, nie wiedział nikt. Mówili, że to jeden z podróżujących drogą czarodziei, któremu po narodzeniu młodej Deirdre, nie chcieli jej przyobiecać. Inni mówili, że to nie czarodziej, ale stara czarownica, która zazdrosna o piękno Deirdre, spaskudziła jej charakter. Inni jeszcze mówili, że urodziła się już taka wredna, a rodzice ją tak tłumaczą, bo im głupio.
Ja w każdym razie nie wiem. Słyszałem jedynie, że na widok dziewczyny mężczyźni, którzy widzieli ją po raz pierwszy, zakochiwali się na zabój, a ci, którzy na miłości tej już się sparzyli, uciekali, tak daleko jak tylko mogli.
Deirdre była z tego wszystkiego bardzo niezadowolona, nawet nieszczęśliwa, mimo, że jeszcze nie wiedziała, że tak naprawdę czuje. Gdyby wiedziała, rozglądałaby się za sposobem, który pomógłby jej zdjąć klątwę. Szczerze mówiąc, to miliard razy słyszała już o rozwiązaniu klątwy, ale miała już go dość i tym bardziej o nim nie myślała. Ciekawy jesteś, jakie to było rozwiązanie? Częścią klątwy było to, że zakocha się w człowieku o charakterze gorszym od niej, a klątwa zostanie zdjęta jedynie wtedy, gdy przez tego człowieka straci nadzieję na przyszłość. I będzie bardzo nieszczęśliwa.
Jak już mówiłem, Deirdre wcale nie przejmowała się klątwą i jej rozwiązaniem. Co dzień odganiała natrętnych wielbicieli niezbyt pięknymi słowami, co dzień wrzeszczała na matkę, co dzień kłóciła się z ojcem i co dzień nabijała z siostry.
Ale pewnego dnia stało się inaczej.
Pewnego, niezbyt ciepłego dnia zobaczyła go.
Pokochała go od pierwszego wejrzenia.
A on jej nawet nie zobaczył, a niewątpliwe było, że gdyby ją zobaczył, żyliby szczęśliwi do końca życia, gdyż zakochałby się w niej bez pamięci.
Ale on niestety jej nie zobaczył. Po raz pierwszy w życiu żałowała, że nie ktoś się nie zakochał w jej pięknych oczach, włosach, w których mieszkało słońce. Po raz pierwszy pomyślała, że może jednak nie być zła. Może wtedy już nie była zła? Zastanowiła się nad tym dobrze. I zrozumiała, że ciągle jest wredna. Że ciągle ma ochotę iść nawrzeszczeć na matkę, pokłócić się z ojcem i ponabijać się z siostry. Ale zrozumiała, że jeszcze większą ma ochotę iść do niego... A raczej za nim. Gdyż przybysz nie zatrzymał się w wiosce mimo jej piękna i gościnności. Nie zatrzymał się, by uszczęśliwić Deirdre. I Deirdre zrozumiała, że nigdy nie nawrzeszczy już na matkę, nie pokłóci się z ojcem, nie ponabija się z siostry. Tylko pójdzie za nim. Bo to było teraz dla niej najważniejsze.
Nie myślała nawet, kiedy znalazła się na drodze na południe, drodze, którą poszedł on. Nie myślała o rodzinie, nie przypuszczała nawet, że matka patrzy teraz na nią, ale nie żałuje, gdyż wie, że tak właśnie musiało być.
Dopiero ranem, a wieczorem wyruszyła, po tym, jak na drodze śledziła go tylko po śladach zrozumiała, jak bardzo jest głupia. I znienawidziła siebie tak bardzo jak nienawidziła wielbicieli.
Zrozumiała, że nie ma jedzenia, żadnego ekwipunku i że musi wyglądać okropnie. Lecz nie mogła się cofnąć. Do przodu, drogą, pchała ją miłość, którą żywiła nawet do tych marnych śladów jego stóp w żwirze. Pchała ją miłość, która była tak silna, że jej siła wewnętrzna, która przez całe życie jej nie opuściła, ledwo powstrzymała ciało, by nie rzuciło się na żwir, by ucałować ślady jego stóp.

*
Dusza Tego, Który Mówi błądziła po ciele człowieka. Pomyślała, że to naprawdę ciężki wypadek.
I że ma nadzieję, że historia nie skończy się zbyt szybko.

*
Trzeciego dnia zrozumiała, że nie może już iść dalej. Nie jadła nic. Piła jedynie wodę w przydrożnego strumyka. Mało spała. Nie mogła znieść myśli, że kiedy ona odpoczywa, on idzie dalej, oddala się od niej, a każdy metr oddalenia sprawia jej ból.
Pod wieczór trzeciego dnia zobaczyła miasto. Zobaczyła także cienie ludzi patrolujących wejście. I wtedy zrozumiała, że wcale nie wie, czy to jest wieczór, czy inna pora dnia, że sama już nie wie, czego szuka. Wiedziała, że musi znaleźć. Bo inaczej będzie to ją bolało. I straci nadzieję na przyszłość. A wtedy straci siebie. Kochała siebie. Mimo wszystkich wad, kochała siebie. I chciała być szczęśliwa. By siebie nie stracić.

*

-Obudź się piękna - usłyszała po tym, jak się obudziła. Nie wiedziała, co się stało. Tylko ten głoś brzmiał w jej głowie.
-Thsms, msfsmmfs? - zapytała.
-Zemdlałaś przy bramie miasta, piękna. Znaleźliśmy cię z chłopakami i przyprowadziliśmy cię do Tego, Który Mówi.
-Athm, Thsms, msfsmmfs? - zapytała jeszcze raz.
-Opowiedział ci historię i wyleczył. I poznał też twoją.
-Aml , Thsms, msfsmmfs? - wymamrotała poraz kolejny.
-Nie, nie mówił o co chodzi.
I wtedy zrozumiała, ma dość.
-Nie pytam się głupolu o tego durnego lekarza, ale się pytam, psia krew, ile dni ja tu już leżę!!! - wywrzeszczała. Chłopak odskoczył od łóżka, na którym leżała. Deirdre pomyślała o tym, że nie ma co udawać pokrzywdzonej i dobrej, gdyż nic na tym jednak nigdy nie zyska.
-Pi- pi- pięć go - godzin. - wyjąkał.
-Dobra. Pora ruszać. - powiedziała dziarsko i usiadła na łóżku.
-Nie... Nie możesz... Jesteś jeszcze... - nie skończył, gdyż musiał złapać Deirdre po tym, jak po próbie wstania osunęła się na ziemię.
-Żesz kur... Co ty robisz gamoniu!? Myślisz, że jak jesteś po mutacji, to możesz mnie obmacywać?!
-Ja... Ja nie...
-Puść mnie! - stanęła na nogach. To będzie trudne. Nawet bardzo.

*
Nie wyruszyła z miasta od razu jak początkowo zamierzała. Tylko trochę później. Jakieś dwie godziny później.
Przed wyjazdem musiała jeszcze poświecić oczkami do burmistrza, który zafundował jej prowiant na drogę.
I stanęła przed bramą. Ale nie była pierwsza, gdyż przed bramą stał już ktoś inny. Prawdę mówiąc, to nigdy nie wiedziała, czy o centaurach mówić ktoś, czy raczej coś. W końcu to coś miało połowę ciała konia. To musi coś znaczyć. Prawda?
I Deirdre się wściekła, drugi raz tego dnia.
-Panowie - powiedziała przez zęby do strażników i centaura - O co wam chodzi?
Zamiast odpowiedzi od strażników usłyszała jedynie trzy westchnienia. Za to odpowiedział centaur, który jak to centaur, nie zwracał uwagi na coś niżej swojego poziomu, coś mniej inteligentnego i dysponującego nieskończenie mniejszą wiedzą niż on.
-Panowie nie chcą mnie przepuścić.
-Dlaczego nie?!
-Bo... Bo jest centaurem.. - wykrztusił pierwszy strażnik.
-I... I... Nie... Nie ma... Pozwolenia - dodał drugi.
-Na co? - zapytała.
-Mówią, że nie mam pozwolenia na przewożenie zwierząt - zaśmiał się centaur.
Deirdre popatrzała na strażników a wściekłość w jej oczach była tak duża, jak jej nie pamiętała.
-Co? - zaśmiała się nerwowo - Co? Nie chcecie przepuścić tego pana tylko dlatego, że jest trochę... Ma trochę więcej kończyn? I nie powiedziałabym, że na to powinno być pozwolenie na przewożenie zwierząt!!! - ostatnie zdanie wykrzyknęła tak głośno, że strażnicy zaczęli się cofać.
-My... My... My wcale, ale to wcale tak nie myślimy!
-Tak, tak! My przepuścimy pana centaura, skoro to pani znajomy.
-Tak! Proszę przejść, już, proszę...
Kiedy ostatni strażnik wyciągnął rękę w niemym błagalnym geście o dowód osobisty, spojrzała gniewnie. Teraz wiedziała już, że tego też zapomniała. I że teraz będzie jeszcze trudniej.
-No, no, no... Co za temperamencik - zadrwił centaur.
-Słuchaj, ty... No...
-Cabrio.
-Ty... Centaurze. Pomogłam ci tylko dlatego, że gdyby nie to, musiałaby czekać dłużej. A to mi się wcale nie uśmiecha. Więc życzę miłej podróży i załatw sobie tą zgodę na przewożenie zwierząt, bo w innym mieście już mnie nie spotkasz.
-Hm... Ciekawe, co mówisz. Jednak moja znajomość gwiazd i losów świata mówi mi, że dążymy tą samą drogą...
-Ech... Centaury... Przemądrzały jak reszta nieparzystokopytnych...
-Hej, panienko, bez takich.
-W każdym razie nie możemy iść w ta samą stronę, gdyż ja sama nawet nie wiem, gdzie mam iść.
-Nie mów w ten sposób.
-Dlaczego? Skąd ty możesz wiedzieć, dokąd i po co ja idę, co? I nie mów, że zgadłeś, bo nie uwierzę, nikt nie ma takiego cholernego szczęścia.
-Ja nie zgaduję. Ja wiem.
-Żartujesz? A może mnie oświecisz? Bo ja wiem na ten temat naprawdę mało.
-Ekhem. No więc: podążasz za śladem człowieka, którego kochasz, mimo, że nie wiesz, kim on jest. Robisz to, gdyż jest to dla ciebie przeznaczone klątwą. Jeśli ten człowiek sprawi, że nie będziesz miała żadnej nadziei na przyszłość, twój charakter stanie się piękny jak twoja powierzchowność, która jest, szczerze mówiąc, na człowieka nawet niezła...
Deirdre poczuła, że ma szeroko otwartą buzię. Zamknęła ją.
-I tak się składa, że wiem, gdzie twój wybranek podąża... Ale co ja ci będę mówił, centaur jak człowiek, wcale nie jest świadom losów wszechświata...
-Nie... Przecież pan dokładnie wie, że żartowałam, centa... Cabrio. I mam nadzieję, że spędzimy razem troszeczkę czasu, podążając drogą tego człowieka.
-Hm, tak lepiej, dziewczyno. Szacunek dla centaura to jest "to, co tygryski lubią najbardziej".
-Słucham?
-Nie ważne. Tego jeszcze nie ma.
-Aha... Więc może mi pan powiedzieć, gdzie zmierza ten człowiek?
-Na północ.
-Aha... - pomyślała, że teraz nie może się rozzłościć. Ale nie pomyślała, że teraz powinna coś powiedzieć, więc zapanowała pełna napięcia cisza.
-Spotkasz go.
-Mam nadzieję.
-I to prędzej niż myślisz.
*
"To już tutaj" - pomyślała dusza Tego, Który Mówi. "Koleś nieźle oberwał. Ale co to dla mnie... W końcu jestem elfem. Nie człowiekiem".

*
Deirdre była wściekła na siebie. Gdyż polubiła centaura. Imponował jej swoją inteligencją i pewnością siebie. Ona nie była oczywiście gorsza od niego, doskonale wiedziała, dokąd zmierza i w jakim celu.
Szła do miłości. Do szczęścia. Do spełnienia przeznaczenia. Przeznaczenia, które zostało ustalone już dawno przez los, czyli istotę, która rządzi porządkiem świata i nadaje każdemu życiu znaczenie.
Po chwili tych rozmyślań doszła do wniosku, że zbyt długo przebywa z centaurem.
I tego własnie dna, kiedy minął już tydzień podróży, a ona, łaskawie niesiona na grzbiecie przez centaura, zbliżała się do niego. Do tego, który spełni jej przeznaczenie. Dzięki któremu w końcu znajdzie szczęście. A miłość narastała z niej z każdym krokiem. Wiedziała, że się zbliżają, wiedziała, że niedługo już go zobaczy.
Doszła do wniosku, że mimo, że lubi centaura, uznaje go ciągle jedynie za środek przewozu, coś rodzaju komunikacji miejskiej, jak sam on mówi. Nie wiedziała, czym są środki komunikacji miejskiej, ale centaur na pewno wiedział, więc nie mówił tego bez powodu.
I tego siódmego dnia podróży, wszystko się zburzyło.
W miejscu, gdzie powinny być ślady jej ukochanego, była kałuża. Kałuża krwi.
Zeskoczyła z grzbietu centaura i zaczęła szukać. Walka. Tak, to są ślady walki. On nie żyje... Tak, nie zostawił mi nadziei na przyszłość... Umarł...
-Co? Dziewczyno... Nie płacz...
-A czemu mam nie płakać? On nie żyje, gamoniu! On zniknął! Nigdy już nie będę szczęśliwa! To wszystko przez ciebie, ty stara zgrzybiała pokrako! Przez ciebie! Straciłam go! Straciłam!!!
I w tedy doszło do niej, że nie straciła. Była sobą. Nie straciła siebie ani jego.
-Widzisz teraz, że jeszcze masz nadzieję. Ale ja nie zniosę dłużej tych upokorzeń. Żegnaj - wymamrotał ze złością i odwrócił się.
-Nie! Poczekaj! Nie śmiej mnie tu zostawić! Słyszysz!? Słyszysz?! - ale on nie słuchał. Pobiegł w stronę lasu i zniknął w gąszczu, a ona wiedziała, że go nie dogoni.
-No to się dograłaś. Debilka. - powiedziała do siebie i usiała przed kałużą krwi.
Nie wiedziała, ile tak siedziała. To było coś w rodzaju transu.
Ale nagle się obudziła.
I nie obudziło jej bynajmniej stwierdzenie, że on jeszcze żyje.
-Panienko, pieniążki, biżuteria, drogocenne przedmioty - spojrzała w górę. Przed nią stał człowiek ubrany w łachmany. Już miała odpowiedzieć coś niecenzuralnego, ale w porę zauważyła, że za panem ubranym w łachmany stoi koło dwudziestu podobnie ubranych panów.
-Eee... Nie mam?
Lecz z ust zbója nie dobiegł żaden dźwięk. "Znowu to samo" pomyślała.
-Powiedzmy, że nie masz nic, oprócz swojego ciała. To wystarczy.
Poczuła uderzenie. Potem nic już nie czuła.

*
Lekarz słów pomyślał, że to dobrze, że ta opowieść jest długa. I wiedział, że niedługo się skończy. Miał nadzieję, że da mu wystarczająco dużo czasu.

*
Obudziła się w ciemnym namiocie. Było zimno. Leżała na czymś w rodzaju łóżka, ale do łóżka nie było prawie wcale podobne. Próbowała wstać, ale miejsce, w które uderzając ogłuszyli ją, zabolało niemiłosiernie. Jęknęła.
-Obudziłaś się moja piękna?
-Yyy... Nie? - powiedziała.
-Widzę, że tak. Nareszcie. Nie mogłem się doczekać.
Zbliżył się, a światło pochodni sączące się przez malusieńkie okienko oświetliło jego zgoloną na łyso głowę.
-Nie zbliżaj się! - krzyknęła.
-Dlaczego nie? Zrobię, co będę chciała. Nic mi nie przeszkodzi...
-Heeej! Szefie! - dobiegł głos z zewnątrz.
-Czego, gamoniu? - krzyknął łysy człowiek.
-Jakiś koleś do ciebie?! - odpowiedział głos.
-Nie da rady poczekać?!
-Nie!
-Dobra, idę! - krzyknął - Poczekaj tu na mnie - dodał do Deirdre.
-Nie będę czekać - wymamrotała do siebie. Nie mogła uwierzyć w naiwność tego człowieka. To, że zostawił ją samą, to jeszcze ujdzie. Ale że nie była do niczego przywiązana i zostawił drzwi otwarte na oścież to była już przesada.
Wyszła po cichutku. Nikt nie pilnował chatki. Szybko ale uważne przemknęła za chatkę. Tamtędy szła droga. Poszła nią. Za chwilą znalazła się na głównym szlaku. Nie mogła uwierzyć w głupotę tamtych ludzi. Albo w swoje szczęście.
Szła. Czuła, że on jest już blisko. Że się zbliża. Zobaczyła miasto. Zobaczyła chatę. Weszła do niej.

*
Ten, Który Mówi poczuł, że coś jest nie tak. Już skończył, jego dusza wracała, już była blisko.
Ale opowieść się skończyła. Ciało przestało mówić.
Kiedy ciało Mówiącego już umarło, duch, który pozostał w ciele człowieka, by żyjąc z nim zniszczyć go w kilka minut, zobaczył dziewczynę tak piękną, jak jeszcze w życiu nie widział.
I wtedy poczuł, że ciało człowieka umiera. Poczuł też, jak wielka miłość powstała w sercu człowieka. Czuł także, jak wielka miłość promieniowała od pięknej dziewczyny.
I poczuł, że człowiek przestaje oddychać.
Umarł.
A ona straciła nadzieję na przyszłość.
I umarła zaklęta Deirdre. Obudziła się ta prawdziwa. O duchu pięknym jak ciało. Duchu stworzonym, by być pięknym. By uszczęśliwiać innych. By leczyć innych. Leczyć pięknem i miłością.
I zapłakała. Bo poczuła, że ze starą Deirdre umiera jej dawna siła.
I wiedziała, że zrobi w życiu wiele dobrego. Ale mimo to zapłakała. Gdyż nigdy nie miała być już szczęśliwa. Nawet dając ludziom nadzieję na wyzdrowienie i dalsze życie.
Za wszystko w życiu trzeba płacić. Nawet za chwilę wzajemnej miłości. Warto dla niej umierać.
I rodzić się na nowo.

Lori
02.01.2004, 22:46
+++Złudzenie+++
http://yupi.linuxpl.com/img/gify/sheep/37.gif

Wieczorem padał deszcz . 17-letnia Selene postanowiła wybrać się na dwór pospacerować . Wzięła kurtkę i poszła . Było jej bardzo zimno ale nie czuła tego . Dotarła do jakiegoś miejsca , bardzo ciemnego i nikogo tam nie było . Dostrzegła coś czerwonego , co splywało z rynny . Podeszła i stwierdziła "To krew !" . Bardzo ją to zaciekawiło . Ale nawet nie podejrzewała że wpadłą w trop strasznej tajemnicy . Zablolała ją głowa ........

*

Postanowiła wejść do piwnicy , bo tam spływała rynna z krwią . To bardzo zwinna dziewczyna i bez trudu przecisnęła się przez wejśćie . Wnętrza zbudowane były z kamieni . Nie było podłogi za to była ziemia .
" Ale tu ciemno " ! . Miała ze soba latarkę , więc włączyła . Korytarz był bardzo długi i dość tajemniczy . Z prawie każdego kącika mysz lub szczur wystawiał główkę . Selene przechodziły dreszczę i kolejny ból głowy . Ale o dziwo nawet nie usiadła odpocząć . Czuła jakiś "Magnes" który prowadizł ją przez piwnicę .

*

Zakończenie korytarza było bardzo imponujące . Ujrzała duzy , wytworny i podziemny dom . " Ach ! Jakze tu pięknie ! Te obrazy , wystroje , dekoracje , fotele ! " . Postanowiła rozgośćić się i usiadła na kanapie . Już praiwe zasnęła aż nagle usłyszała głośny krzyk ....
" Ach ! Kto to krzyczał ? Kto tam jets i co tam sie dzieje ?! Dziwna piwnica .... "
Poszła za głosem tego krzyku ....................
Nie było nikogo ale usłyszłą za drzwiami że tam jest ten ktoś , kto krzyczy . Dzrwi były zamknięte . Gorączkowo szukała klucza . Niestety musiałą wrócić do pokoju i go poszukać . W palącym się kominku znalazła ........ KLUCZ ! Musiała szybko go wyjąć , nim sie spali . W poblizu było wiadro z wodą i pompą . Ugasiła ogień i wzięła klucz , po czym pobiegła do pokoju . Otwrzyła i ujrzała płaczącego chłopca ok. wieku 6 lat . Podeszła i spytała się :

- "Co się stało ?"
- " zamknęli mnie tutaj , siedzę tu już od 2 dni . Jem tylko myszy "
- " Och ! Kim jesteś ? "
- " Jestem Tim i mam 7 lat . A ty ? "
- "Jestem Selene , ale nie ma czasu na wyjaśnienia ! Pomogę ci ! Chodźmy ! "

Wzięła Tima za ręke i poszła . Oprócz korytarza kanap i pokoju nie widać było wejśćia . Selene zasatanawiała się gdzie teraz pójść . I nagle zobaczyła dziurkę a obok niej młotek a tam w ziemi wyryte słowa :

"Znajdziesz kogoś nieznanego
Chociaż go nie uwolniono
nagle głebi serca jego
łez kałużę uroniono

Niechaj słońce się ukryje
A księżyc wiecznie nastanie
znaczy to , iż juz nie żyjesz
bo jesteś w wampirów klanie"

Selene przestraszyła się bardzo treśći wskazówki . Bolała ja głowa osłabły nogi i ręce ............ Zemdlała ................ Tim cały czas jej pilnował wierzac ze przeżyję ten szok choc nie rozumiał co piszę na ziemi ....

C.D.N.

P.S. piszcie PW z komentarzami ^_^

MonioXa
21.01.2004, 10:44
Świat Anandy. cz.1

Jestem Amanda i mam 13 lat. Mieszkam w małej wiosce, której nie ma na mapie. Są plusy i minusy mieszkania na wsi. Nie jeżdżą samochody, można się opalać i chodzić do późnej nocy, ponieważ weś jest mała. Ale niestety są też minusy mieszkania na wsi. Muszę pomagać przy codziennych pracach domawych jak: mycie naczyń, podłóg, zbieranie jajek od kur i innych rzeczy jakich nie chce mi się robić. Mam też swoją pazckę. Składa się z pięciu osób: Pauly, Anastazji, Patrycji, Marceliny i oczywiście ze mnie :). Anastzja jest moją najlepszą przyjaciółką, ale i o reszcie paczki też nie zapominam. Razem się opalamy, pływamy w jeziorze i jeździmy na koniach. Dla mnie fajnie żyje się na wsi, ale zawsze chciałam zamieszkać w mieście. Marcelina, która raz była w mieście opowiadała mi, że nie warto tam mieszkać:
- Tam nie da się oddychać! Wszystko się zabetonowane, tylko są parki. Kilka drzewek. W mieście bie sznują przyrody - oburzyła się Marcelina.
Ale ja i tam zawsze chciałam zamieszkać w mieście i mnie nie interesowało o kto mówi. Mówili, że jestem uparta jak osioł :P.
Lecz któregoś dnia rodzice zrobili mi niespodziankę, miałam wyjechać do miasta! Ciocia Eliza napisała , żebym przyjechała do niej na wakacje a był czerwiec. Szybko powidziałam mojej paczce dobrą nowinę:
- Jak to? Masz wyjechać? - powiedziały koleżąnki zasmucone.
- Przykro nam jest, że jedziesz - oznajmiła smutno Anastazja. Zrobiło mi się jej żal - Ale spełniło się twoje marzenie, więc jedź nie chcemy abyśmy stały na przeszkodzie twoim marzeniom - dodała. Ja i Anastazja uscisnęłyśmy się:
- Będe pisać do ciebie - poeiwdziałąm do Anastazji.
Wieczorem zaczęłam się pakować. Pomagały mi w tym koleżanki:
- Hmmm co mam wziąć?
- Może to? Taka ładna sukienka w kwiatki - oznajmiła Paula.
- No nie wiem - odpowiedziałam.
- W mieście trzeba się ubierać modnie i w obcisłe ciuchy - powiedziała Marecelina.
- Może pójdziemy do sklepu i kupimy coś dla ciebie. Jeszcze sklepy są otwarte - dodała Anastazja. Ala to ją podziwiałam, że zawsze umiała pocieszać ludzi i doradzać im.
Ze skarbonki wzięłam moje oszczędnosci i poszłam do pobliskiego sklepiku z ciuchami. W nocu kupiłam moim zdaniem modne ciuchy, czyli: jakieś szerokie na dole spodnie nazywane dzwonami, różową bluzkę i dżinsową kurtkę. Jeszcze moje włosy ułożane w warkoczyki zostały rozpuszczone, bo jak mówią moje koleżanki wydlądam w nich lepiej niż w warkoczkach.
- Teraz wyglądasz jak dzieczyna z miasta. Nigdy bym cię nie poznała, że jesteś ze wsi - komplementowała mama.
Rano przyjechała po mnie cocia Eliza samochodem. Całą paczka się zeszła wraz z rodziną. Pomachałam im i wyruszyłam ku przygodzie do miasta...

Koniec części pierwszej
Ps. Piszcie na PW co sądzicie o tym opowiadaniu.

Milva
21.01.2004, 13:34
Tą hisrorie oparłam na książce "Mistrz i Małgorzata''

Był gorący niedzielny wieczór. Na ulicy Błonkowej nie było dosłownie nikogo oprócz dwóch ludzi. Pierwsza z nich oczytana, inteligentna redaktorka miesięcznika literackiego Magdalena Iwanowicz oraz młody, dość naiwny prozaik Michał Bokanek o psełdonimie S****iątko szli w strone parku rozmawiając o Jezusie:
- Ależ Misza, czy ty nie rozumiesz, że napisałeś o Jezusie jakby istniał?! Sęk w tym, żeby nie oczerniać Jeszue tak jak ty to zrobiłeś, ale ukazać, że nie istnieje...
W tym czasie na ulicy Błonkowej tego dziwnego ( co trzeba odnotować ) dnia pojawił się pierwszy osobnik w blasku zachodzącego słońca. Drugą rzeczą, krórą musimy odnotować to jego wygląd. Otóż niektórzy stwierdziliby, że ma on nibieskie oczy i jest niskiego zwrostu, inni, że ma szare oczy i jest wysoki. Ale, zaden a tych rysopisów nie był prawdziwy. Otóż nasz osobnik miał jedno oka piwne, szalone, a drugie czarne i puste. A zwrostu był średniego.
Słysząc rozmowe naszych bohaterów elegancki cudzoziemiec postanowił się przysiąść.
C.d.n....

MonioXa
22.01.2004, 17:13
Świat Amandy cz.2

Ciocia Eliza mieszkała kilkaset kilometrów od wsi. Zostawiłyśmy samochód w specjalnym wagonie na samochody (coraz dziwniejsze są te pociągi :D). Pierwszy raz jechałam pociągiem. Zawsze tylko słyszałam jak ludzie opowiadali o nich. Usiadłyśmy razem z ciocią na fotelu. Wieczorem byłyśmy w restauracji, która była w pociągu. Jedzenie bło nawet dobre, ale nic nie równa się z wiejskim jedzeniem. Jechałam z ciocią tak kilka dni. Miałam już tego dość, chodź pozałam nową koleżankę Emilię, któa też jechała do tego samego miasta co ja, gdyż tam mieszkała. Super! Wreszcie będe mieć przewodnika! Wreszcie dojechałyśmy. Peron, z którego wyszłyśmy był kilka kiloretrów, więc trzeba było jechać samochodem. Po godzinie wyszłam z ciocia z samochodu. W mieście było lepiej niż sobie wyobrażałam! Ale Marcelina miała rację, wszystko było zabetonowane.
- To pewnie uroki miasta - pomyślałam.
W domu cioci Elizy były trzy pokoje: gościnny, sypjalnia coci i mój własny poków, który został niedawno wyremontowany. Mój pokój był różowy. Było w nim tak przytulnie! Ciocia Eliza była bardzo bogata, gdyż miałam też własny telewizor, radio i telefon komórkowy. Nigdy nie miałam komórki. Nie umiałam jej trzymać. Ale szybko się przyzwyczaiłam. Następnego dnia przyszła do mnie Emila. Zabrałą mnie ze sobą do miasta. Czułam się nie swojo. Były duze budynki. Kryte baseny i mnóstwo sklepów. Nagle zatrzymała się Emilia mówiąc:
- Już jesteśmy.
Zatrzymałyśmy się pod sklepem z ciuchami i obuwiem.
- Wiesz te ciuchy, które masz na sobie nie pasują do ciebie - powiedziała Emilia i zaprowadziła mnie do sklepu. Zaszłyśmy też do fryzjera i do pre innych miejsc. nie mogłam poznać sama siebie. Nigdy mi się nie śniło aby tak wyglądać! Następnego dnia rano Emila zapoznała mnie ze swoją paczkę. Byli w niej: 13-letnia Natalia, 13-letnia Tamara, 12-letnia Sara, 14-letni brat Emili Marek i 13-letni Damian. Damian jest super :wub:! Jest to chłopak wysoki ,wysportowany, który umiał się odpowiednio zachować. Wszyscy podali mi rękę a Damian poparzał na mnie i powiedział:
- Miło ciebie poznać Amando!

Koniec części drugiej

Milva
23.01.2004, 21:59
Część druga

Tak, więc nasz cudzoziemiec postanowił się przysiąść...
- Przepraszam państwa, ale czy wy nie wierzycie w Jezusa?
- Ależ oczywiście - odpowiedziała Magdalena Iwanowicz
- Ależ jakto możecie w niego nie wierzyć?
- A takto - odpowiedział S****iątko zbulwersowany nachalnością gościa
- Czyli nie wierzycie też w szatana? - rzekł nietypowy osobnik
- Nie wierzymy!!
" Zapaliłbym - pomyślał S****iątko"
- Jakie pan pan pali?- zapytał nie oczekiwanie
- A jakie pan ma?- pwiedział zdziwiony
- Jakie pan pali?- powturzył pytanie beszczelny gość
- Papierosy Dobre
I oto przed nim pojawiła się paczka, świerzo opieczentowana paczka Dobrych
- Tak więc powiedzieli państwo, że nie wierzycie, ani w szatana, ani w Jezusa, ale jak można nie wierzyć w kogoś kogo się spotyka?
"Wariat"- pomyślała Magdalena Iwanowicz
- Pozwólcie, że udowodnie wam istnienie Jezusa...
I tak o to popłyneła historia jak nasz gość był świadkiem spotkania Jeszui z Poncjuszem Piłatem...
C.D.N.

WILU
29.01.2004, 21:35
Idealne dziecko z morałem...

Dawno, dawno temu w dalekim królestwie żyło sobie małżeństwo simów Rafał i Weronika. Kochali się. Ona poznała go na starówce. Zaczęło się od niewinnej rozmowy, a po paru minutach całowali się namiętnie. Weronika urodziła dziecko. Nazwali je Kasia. Kasia zawsze była pilną uczennicą, lecz zaczęła staczać się na dno... Ubierała się na czarno, paliła papierosy, nie chodziła do szkoły. Kasia trzy razy nie była w szkole i poszła do specjalnej. Weronika i Rafał długo płakali za Kasią. Zrobili sobie nowe dziecko. Tym razem idealne... Weronika pracowała w firmie klonowania królików. Stworzyła tam dziecko idealne o imieniu Basia. Zawsze miała szóstki. Dzięki temu zawsze przynosiła stówę do domu i byli bogaci i szczęśliwi! Ta historia uczy nas, żeby zawsze chodzić do szkoły!!!

To moje pierwsze opowiadanie...

WILU
31.01.2004, 11:25
„Mroczna tajemnica”

Alfred i Agnieszka mieszkali w małym domku. Zawsze żyli skromnie. Nigdy nikomu nie okłamali, jednak ich głowy co noc nawiedza koszmar senny z przed lat. Kiedyś dawno temu mieli dziecko, ślicznego chłopczyka. Nazwali go Piotr po dziadku Agnieszki. Niestety nie było ich stać na utrzymanie dziecka, postanowili je zabić. Zaplanowali to bardzo sprytnie, chcieli żeby dziecko umarło szybko. Zbudowali obok swojego domku małą altankę, wprowadzili tam Piotrusia i powiedzieli żeby bawił się fajerwerkami. Chłopiec nic nie podejrzewał, niestety raca spadła na ziemię i spaliła altankę wraz a nim. Rodzice nie chcieli prowadzić nawet rozmowy z kostuchą, chcieli się pozbyć dziecka. Po dziecku pozostał nagrobek ukryty w krzakach. Pewnego razu jeden z ich są siadów odkrył ich mroczną tajemnicę. Zażądał pieniędzy za nie wyjawienie tajemnicy. Alfred i Agnieszka nie mieli pieniędzy na zapłatę, wiec postanowili popełnić samobójstwo. Wskoczyli razem do jeziora i utopili się. Może w niebie będą mogli żyć razem ze swoim dzieckiem w dostatku.

dona
21.02.2004, 12:52
"PRZYJACIÓŁKI"
odcinek 1
[COLOR=purple]Mariela pracuje jako nauczycielka muzyki ma bardzo zdolnych uczniów jest bardzo z tego zadowolona mieszka w dwu pietrowym domu z psem kotem i siostrą która ma na imie Jola .Jola nienawidzi Marieli choc ona na nia zarabia poniewaz tylko Mariela pracuje . Jola zakochała sie w chłopaku swoje siostry i glatego sie nie nawidza .Mariela jak zwykle idzie do pracy . Przyjechała na miejsce i jaki głos sie do niej odezwał nieznajomy głos
Ktoto moze byc pomyslała [COLOR=purple]Mariela nie odwracając sie .

Milva
21.02.2004, 14:45
Część trzecia...
Tak wię Magdalena i S****iątko wysłuchali opowiesci o Poncjuszu Piłacie.
- No więc nadal nie wierzycie w Jezusa?
Magdalena Iwanowicz i S****iątko wymienili między sobą znaczące spojrzenia.
- Pozwoli pan, że nachwilę sie oddalimy- powiedziała Iwanowicz
- Ależ oczywiście! Księżyc zielony, tranwaj, Anuszka, śmierć- zamruczał gość ledwo dosłyszalnie
- Misza- rzekła Magdalena, gdy oddalili się od cudzoziemca- musimy zadwonić do szpitala psychiatrycznego!
- Dobrz, ale...
- A ty zostań i go popilnuj
- Ale...- rzekł S****iątko ze strachem zezując na szaleńca, który właśnie stwierdził, że widział Jezusa.
- Idę zatelefonować- i poszła nawet się nie obejrzawszy
Iwan ze strachem usiadł koło wariata...
-Eee... czy mogę zobaczyć pana dokumenty?
- Ależ przoszę- i podał z gracją jakieś papiery
- Woland, profesor czarnej magi Woland- zamruczał Misza

W tym czasie Magdalena Iwanowicz udała się na stację zatelefonować.
Budka telefoniczna znajdowała się na drugiej stronie, niestety sygnał zawiadomił, że właśnie nadjeżdza trawaj...
Tak, wiec Magdalena chociaż znajdowała się w bezpiecznej odległości pstanowiła się posunąć do tyłu...
... i zdażył się wypadek. Otóż Magdalena Iwanowicz poślizgneła się na dziś rano wylanym oleju kupionym przez Anuszkę z ulicy Warszawskiej.
Jej ciało ztoczyło się ta tory, jedyne co zdąrzyła zobaczyć to zielony księżyc. Ze stacji dobiegły zduszone głosy, krew prysneła na twarze rozchisteryzowanych ludzi. Ktoś biegał i krzyczł " To Anuszka, ta z Warszawskeij, wylała dzisiaj olej!
Odcięta głowa Magdaleny Iwanowicz potoczyła sie aż na ulicę Błonkową gdzie S****iątko i szaleniec, który doprowadził do tej tragicznej śmierci siedzieli na ławce...
Przerażony Misza spojrzał na cudzoziemca, ale tego już nie było...

Otóż cudoziemiec nie był żadnym, szleńcem, ani wariatm, nie był też oszustem... profesor czarnej magi Wolan był szatanem...

Koniec cześci trzeciej i ostatniej

dona
22.02.2004, 08:29
Mariela po chwili odwruciła sie i ujzała wysoką szczupłą kobiete.
-Czesc mam na imie Brigida jestem ty nova a podobno jestes tutaj najlepsza czy mogłasby zpoznac mnie i podłuczyc ,wysłała mnie do Ciebie dyrekcja - powiedziała nie znana jej kobieta .Alez tak - odpowiedziała . Oprowadziła ją po szkole i po klasach gdzie uczyli sie uczniowie i zapoznała ją z papirani pokazała jej wszystko i zdązyły sie tez lepiej poznać . Mariela wruciła do domu i zajzała do pokoju jej sieostry a ona jak za zwyczaj tam siedziała i płakała i chciała jej powiedziec ...Ale zadzwonił telefon -Halo -odebrała - Czesc tu maciek (tak miał na imie jej chopak)Chce cie zaprosic na kawe wiesz spotkajmy sie w naszej restoraci -powiedział do telefony Maciek . Ok bede za 10min . Gdy mariela dojechała na miejsce wytrzeszczyła oczy i prawie zemdlała z zaskoczenia ..

pushek
24.02.2004, 19:20
Data: 24.02.2004
Autor: Krzysztof Kozioł

Długi, ciemny korytarz...

W nieruchomym centrum kosmosu czas mijał nieubłaganie, Mały Książę z dnia na dzień stawał się coraz starszy. Miał już ponad 25 lat, ale dalej czuł się jakby był dzieckiem i wcale mu to nie przeszkadzało. Róża jednak dalej bawiła go swoim pięknem i to było dla niego tak fascynujące. Właściwie Książę nie zmienił się zbytnio fizycznie, poza jednym szczegółem – mianowicie rosła mu już broda i wąsy, co było wynikiem codziennego golenia się przez chłopca, jednak wszystkie zmiany z wiekiem zachodziły w jego psychice, powoli popadał w obłęd i zdawałoby się, że nic go z tego nie wyrwie. Dorosły Mały Książę mimo swojego podeszłego wieku, z niezbyt trzeźwo myślącym umysłem, postanowił wyruszyć w podróż po planetach otaczających jego skromne miejsce zamieszkania. Róża niestety z powodu grypy nie mogła wybrać się wraz z nim, a terminu wyprawy zmienić się nie dało.

Przygotowania do podróży trwały ponad cztery godziny. Lista rzeczy – spisana, wulkany – wyczyszczone, baobaby – wycięte, róża – podlana, czyli wszystko było wykonane i można było wyruszać w podróż.

Pierwszą planetą na jaką trafił była Nibylandia. Kraina marzeń, snów, mlekiem i miodem płynąca, idealna dla smakoszy. Wszystko na niej było niby na niby, jednak tak prawdziwe. Nic nie było jasne jak słońce, jak księżyc... jednak to właśnie było niesamowite, w sam raz dla Małego Chłopca. Na planecie działy się cuda. Potrzeba więcej fantazji, a można było uwierzyć w tę charakterystyczną nierealność, wykroczyć poza ustaloną strefę. Mały Książę, gdy był jeszcze młody mógłby zrozumieć cel istnienia tej planety, jednak teraz nie był w stanie odnaleźć się i poczuć czar wpięty w klimat Nibylandii, więc po prostu opuścił dziwne miejsce.

W momencie opuszczenia niemalże doskonałej planety Mały Książę zastanawiał się czemu nie dał rady zrozumieć jej istnienia. “Ta planeta przecież była tak na niby, dokładnie tak jak kiedyś za mojej młodości”. Jednak nie mógł tak zastanawiać się latami, przestał i wyruszył w dalszą podróż.

Na drugiej planecie jednak nie było tak jak na poprzedniej, tutaj Mały Książę musiał działać natychmiast, ponieważ miejscem, w które trafił okazał się długi, ciemny korytarz. Oparł swoją ciężką głowę o ścianę. Był wykończony. Nieprzyjemny chłód ciągną od średniowiecznych, kamiennych posadzek. W powietrzu można było wyczuć charakterystyczny zapach, odór. Tak pachniała śmierć. Było duszno, pomimo przeszywającego chłodu. Mały Książę chciał się podnieść, jednak dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że nie ma na tyle sił. Lepka ciecz spływała po jego skroni. “To pewnie pot” - pomyślał sobie, nie dopuszczał do siebie myśli, że jest ranny. Oddychał ciężko, nierytmicznie. Tracił litry krwi.
-N-n-n-ie skończę w ten sposób! - mówił sam do siebie, po czym zacisną zęby. Strach go paraliżował.
-A co jeśli trafię na NIEGO? - przez chwilę wydawało mu się, że widzi JEGO straszliwe, czerwone oczy w cieniu. Odruchowo złożył się do strzału ze swojego kosmicznego plazmowego karabinu, w który zaopatrzył się przed wyjazdem. “Nie mogę ulec szaleństwu” - pomyślał. Każdy krok, przez ciemny korytarz rysował się bólem na jego twarzy. Nie chciał nawet sam dla siebie pokazać swojej słabości. Nagle usłyszał krzyk, śmiertelny krzyk rozrywanej ofiary. Jakaś niewidzialna siła skierowała go w stronę wydobywającego się wrzasku. Mały Książę w swoim życiu widział wiele zjawisk, jednak te sprawiło, iż ugięły się jego kolana i włosy zjeżyły na głowie. Na środku komnaty, rozświetlonej blaskiem pochodni leżał martwy człowiek z rozdartą tytanową zbroją na sobie.
-Cokolwiek go dopadło jest tutaj ze mną – znowu powiedział sam do siebie.
Mały Książę znowu spojrzał na zbroję poległego, przypominała ona mu podartą koszulę zamoczoną w krwi. Z zamyślenia wyrwał go szmer. Klęczał nad szczątkami człowieka, wystawiony na atak. To wszystko mogło przyciągnąć to COŚ. Mały Książę po raz pierwszy w życiu poczuł śmierć nad sobą, prawdziwą i ostateczną. Bez namysłu rzucił się do ucieczki, biegł przez ciemne korytarze gubiąc rzeczy zapakowane w jego plecaku. Wszędzie widział czerwone oczy demona. Wyobraźnia wyćwiczona za czasów dzieciństwa dodawała strachu, każda ściana była potworem, zmorą gotową rzucić się na niego. Zatrzymał się dopiero, gdy dobiegł do rzeki, w której zamiast wody płynęła lawa. Upał bijący od magmy był nie do zniesienia, odszedł i zaszył się w jakimś kącie. Nagle z podestu, który znajdował się nad miejscem schronienia Małego Księcia posypał się pył. Chłopiec czuł tylko pieczenie na skroni, gdy pot mieszał się z krwią. Słychać było skrzypienie starych, drewnianych schodów – COŚ nadchodziło. W ostatnim przypływie desperacji Mały Książę uderzył w posąg gargulca, odłamując mu kamienną rękę. Chwycił ją oburącz i czekał na swojego anioła śmierci. Mały Książę odwrócił się do tyłu i zobaczył czerwone oczy wroga. Rzucił się do panicznej ucieczki, po kilku minutach dobiegł do dziwnego portalu, którego górę zdobiła wielka reklama “Tyskie – dziś wieczorem”, a pod nią niewielki napis “Kefir Danone – jutro rano”. Mały Książę nie wiedział co go czeka za wrotami portalu. Piekło? Cierpienie? Śmierć? A może ratunek? Jeszcze chwilę się zastanawiał, po czym przeszedł przez drzwi.

Po przejściu wrót portalu znalazł się w dziwnym tunelu z niebieskim neonem na końcu, w kilka sekund dotarł do rażącego światła. Na chwilę zemdlał, po czym obudził się na swojej planecie. Wszystko było po staremu, obok Małego Księcia znajdowała się róża oraz wulkany, które wymagały ponownego przeczyszczenia. Chłopiec postanowił już nigdy nie wyruszać w podróż po kosmosie. Był szczęśliwy, że jest już w domu. Zastanawiał się czy to był tylko sen, czy jednak naprawdę przeżył to wszystko? Podczas tej przygody poczuł co to jest strach, strach przed śmiercią. Te uczucia były dla niego wcześniej zupełnie obce. Mały Książę został już do końca na swojej planecie, codziennie wykonywał swoje obowiązki i cieszył się widokiem róży. Jedno jest pewne – już nigdy nie wyruszy w nieznane.

Vilgefortis
13.03.2004, 20:00
Patrzyła na ciemną wystawę księgarni.Powoli zapadał zmrok.Na pustym rynku nagle pojawił się obcy mężczyzna.Uśmiechał się.Dziewczynka spojrzała na niego z zainteresowaniem.Miał ciemne,trochę potargane włosy i lekki zarost.Mimo to sprawiał wrażenie sympatycznego.Zapytał:
-Jesteś gotowa?
Dziewczynka zdziwiła się.Nie z powodu pytania.Już wiele obcych osób zadawało jej podobne.Po prostu,jak to zawsze określała nic nie "czuła".Zawsze umiała przewidzieć w nieokreślony sposób intencje rozmówcy,tym samym znajdując na nie odpowiedż.Po dłuższym namyśle odpowiedziała:
-Nie wiem...
-Jeszcze masz czas.Nie musisz od razu rozumieć wszystkiego...
Posłał jej pogodny uśmiech i zniknął w ciemnościach.
C.D.N. nastąpi,jeśli się spodoba.Czekam na komentarze ;).

.:GGA:.
13.03.2004, 20:33
Yyy.. jaa... ja to chyba skądś znam :blink:

Vilgefortis
13.03.2004, 20:58
Serio???Przysięgam,że nie zgapione...Wymyślałam sama.

.:GGA:.
13.03.2004, 21:34
Serio! :blink: Albo znowu mnie trapią sny prorocze i deja vu, albo mi się zdawało... :blink:

OK! JUŻ KONIEC POSTÓW NIE NA TEMAT!

Vilgefortis
13.03.2004, 22:34
OK.No to piszę dalej...
Przy pierwszym spotkaniu Ewa miała dopiero 7 lat.Zawsze była inna niż jej rówieśnicy.Wiecznie zamyślona i bystra,umiała spostrzec,czego nikt inny nie widział.Lecz jej prawdziwym,niezrozumianym nawet przez nią samą darem była niezwykle dobrze rozwinięta intuicja i "przewidywanie",ogólnie nazywanym przez dziewczynkę "czuciem".
Mieszkała z babcią.Matka umarła przy porodzie,a ojciec nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za dziecko.Została tylko babcia,stara ekscentryczka,która na każdy temat miała własne zdanie.
Weszła do małego mieszkanka w starej,trochę odrapanej kamienicy.
-Już jestem!
-Wreszcie.Gdzie ty się szwędałaś?-spytała z wyrzutem babcia.
-Trochę się zasiedziałam u Marty...
-Acha.
-...i spotkałam po drodze jakiegoś dziwnego pana.
Babcia spojrzała na Ewę ze zdumieniem,jednak szybko się opanowała i podreptała do kuchni.Wnuczka po cichu ruszyła za nią.Nagle babcia zaczęła dziwnie mamrotać,wyraźnie nie zdając sobie sprawy z obecności dziewczynki:

I na razie tyle.Jeśli tu nie można,to (jeśli komuś się chce) prosiłabym o komentarzna PW.

cornishonka
14.03.2004, 20:16
1 część historii pt. ,,Mała Laura"

- Biedne dziecko... - Mruczała starsza kobieta pod nosem na przystanku autobusowym przy osiedlu Greyville. Teraz uniosła twarz. Pod oczami miała worki, jakby nie spała od kilkunastu nocy. Zaczęła walić laską o ziemię i wrzeszczeć do ludzi na przystanku: - GDYBYŚCIE TAK MOGLI JE PRZYGARNĄĆ! TO MIASTO JEST I TAK JUŻ W BEZNADZIEJNYM STANIE! - Parę najsłabszych odeszło od przystanku, inni przycisnęli stopy do ziemi i zaczęli zgrzytać zębami. Gdy nadjechał autobus, staruszka weszła do niego, a wszyscy wysiedli.
- Świetnie, więcej miejsc dla mnie! - Parsknęła śmiechem. Gdy autobus zatrzymał się przy Greyville 17a, staruszka wysiadła. Rozejrzała się i poszła do zaułku, gdzie są same kosze na śmieci.
- Babcia! Jedzenie! - Usłyszała głos zza koszu na plastik. Siedziała tam mała dziewczynka o długich blond włosach, które błyszczały się w słońcu. Miała piękne, niebieskie oczy. Ale ubranie już nie takie ładne. Była to obdarda sukieneczka z dziurami na kolanach.
- Nie, nie jestem Twoją babcią i nie mam jedzenia. - Mruknęła starucha. Z pięknych niebieskich oczu pociekły łzy.
- Jestem głodna. Nie jadłam od wielu dni. - Pisnęła mała dziewczynka i zaczęła klęczyć.
- Niedługo zjesz. Mam znajomych, małżeństwo, którzy marzą o dziecku, a nie mają samochodu, by pojechać do domu dziecka. Cieszysz się?
Dziewczynka tylko otarła oczy i wstała na gołe nogi.
- Idziemy, Lauro...
------------------------------------------------------------
CDN. I nie komentować :P

cornishonka
17.04.2004, 22:43
2 część

W bardzo eleganckim domu, na zielonej kanapie siedziała Alicja i Mariusz.
- Nudna cisza, hę? - Mruknął Mariusz. W tym momencie zadzwonił dzwonek.
- Otworzę. - Mruczał dalej. Gdy otworzył drzwi, zobaczył staruchę i małą, piękną dziewczynkę.
- O co chodzi, Mario? - Spytał, patrząc to na staruchę, to na dziewczynkę.
- O nic takiego. Słyszałam, że szukacie dziecka. Znalazłam ją na śmietnisku trzy tygodnie temu. Sądzę, że ucieszy was fakt, że teraz należy do was.
Mariusz wytrzeszczył oczy. W tym momencie przyszła Alicja.
- Jakie to śliczne! - Pisnęła i uklęknęła przed dziewczynką. - Jak się nazywasz, malutka? - Powiedziała z wyjątkowo słodkim uśmiechem.
- Laura.
- Aha! A ile masz lat?
- Siedem.
- Umiesz liczyć?
- Raz, dwa, trzy, cztery...
- Znasz alfabet?
- A, B, C, D, E, F...
- Super! - Pisnęła Alicja i wstała. Laura popatrzyła na nią niebieskimi oczami.
- Widzę, że się rozumiecie. To ja idę. - Uśmiechnęła się starucha. Mariusz stał w drzwiach nadal jak posąg w drzwiach z wytrzeszczonymi oczami na ścianę, a Alicja wzięła Laurę na ręce i weszła z nią do domu.
- Jaki domek! - Uśmiechnęła się Laura.
- Prawda? Ale rozrywkę będziesz miała podobną do naszej. Nie możemy ci kupić zabawek. A jedzenie też podobne. Choć, rozstawię ci materac, na którym będziesz spać. - Zaczęła tłumaczyć Alicja. Laura usiadła na zielonej kanapie. Po chwili pojawiła się Alicja z ładną sukieneczką, niebieską w czerwone kwiatki. Ubrała w nią Laurę.
- Choć, pójdziemy zjeść. - Powiedziała i zaprowadziła dziewczynkę do kuchni.

*

Od wprowadzenia Laury minęły już cztery dni. Dziewczynce bardzo się tu podobało. Jedyna rzecz, jaka się nie podobała Laurze, to Mariusz. W ogóle go nie słuchała, bo nic dla niej nie robił. Gdy Alicja wyszła pielęgnować ogródek, on nie czytał jej bajek, nie pomagał uczyć się malować pędzlem na sztalugach, tylko siedział na kanapie i czytał gazetę sprzed tygodnia. Alicja nie pochwalała zachowania Mariusza. Gdy Laura kładła się spać i dostała buziaka w czoło od Alicji, udawała, że zaczyna spać. Gdy usłyszała trzaśnięcie drzwiami, wstawała i skradała się pod drzwi. Powoli zaczęła słuchać każdy szmer i pisk za drzwiami. Ostatniej nocy słyszała dużą kłótnię:
- Posłuchaj, Mariusz, mógłbyś chociaż mi pomóc! Uwielbiam się opiekować Laurą, ale gdy wychodzę do ogródka, mógłbyś się nią zająć!
- Ja jej nienawidzę! Nie znam się na opiekowaniu bachorami!
- Tak?
- Tak! I wiesz co?! Wydaje mi się, że ona psuje nasze małżeństwo!
- Małżeństwo? Wiesz, niepotrzebnie się z tobą ożeniłam! Nie chodzisz do pracy, nic nie robisz, nie starasz się zdać prawa jazdy! MAM DOSYĆ!
Po tym wrzasku Laura usłyszała tupania i trzaśnięcie drzwiami. Następnego ranka Laura przybiegła do sypialni Alicji i Mariusza. Ale w łóżku była tylko Alicja.
- Alicja! Alicja! Czemu nie ma Mariusza? - Spytała się Laura. Alicja wstała, usiadła na krześle i wzięła Laurę na kolana, całując ją w główkę.
- Wiesz... Mariusz musiał wyjść. - Ale dalej nic nie powiedziała. Zapadła cisza i poszły do kuchni.

CDN. bez komentarzy :P

lacoste
05.05.2004, 17:56
Czas na moją historyjke :D
"Czar Miłości"
odc 1
Gośka to romantyczna dziewczyna.Jest piękna,ładnie sie ubiera...jest spokojna,nigdy sie nie nudzi. Pewnego dnia poszla na plażę.Było pięknie.Słońce przygrzewało,a ona opalała sie na hamaku i rozmawiala z kolezanką Angelika.
-Wiesz co,Gośka czemu ty nie masz jeszcze chłopaka?-Powiedziała w pewnym momencie Angelika.
-E,tam.Wszyscy sie za mną kręcą ale to nie jest prawdziwa miłość.-ty tego moze nie rozumiesz,ale to musi być ten jedyny.-Nie byle jaki.-Odpowiedziała Gosia.
-Jak tak myślisz...
Na drugi dzień Gosia miała urodziny.Przyszło bardzo dużo gości do jej wielkiej rezydencji.Byla matka,ojciec i jej cała rodzina.O północy przyszli jeszcze znajomi.Wszyscy świetnie się bawili.W pewnym momencie pewien chłopak Michael zderzył się z Gosią.Zakochali się od pierwszego wejrzenia...
CDN
I jak?Podoba się wam?Szczegóły będą w następnym odcinku!

lacoste
07.05.2004, 20:36
Witam! :P
Sory że pisze posta pod postem ale chcialam napisac 2 odcinek mojej historyjki.

Odc 2
Michael zawstydzil sie trochę.
-Czesć mała -powiedzial Michael.-Pójdziesz na kawę?
-Pszepraszam ,ale ja Cię nie znam-odpowiedziala na to Gośka.
troche bylo jej glupio.Ale pszeciez to byl jej wymarzony chlopak.Gośka wyszła z rezydencji i sie poplakala.obok niej pszechodzil jeszcze Michael.
-Dlaczego płaczesz?
Gosia poplakana pszytulila sie do Michaela.
On pszytulil sie do niej.
Tak zaczeła się miłość...
Wreszcie Gosia zasneła na rękach Michaela.Zaniózł ją do swojego domu i czuwal przy niej całą noc.Rano Gosia się obudziła...
CDN
PS Czekam na ocene :D

Vilgefortis
07.05.2004, 22:33
-...jeszcze za wcześnie,inne są brane o wiele później...
-Na co za wcześnie?
-Na...Na...Na kolację! Czy dali ci u tej Marty chcociaż raz kolację?
-Nie...
-Jak zawsze!A zsyłają nam tu to swoje dzicko,żeby nam wyżarło wszystko z lodówki!
-To może ja już pójdę spać...?
-Idż dziecko,idż...
Ruszyła przez wąski,ciemny korytarz do swojego pokoju.Była wyczerpana.Najpierw szkoła,ze swoim hałasem,później nieustająca paplanina Marty,a teraz babcia...Rzuciła się na łóżko.Kochała spokój,ciszę.Tym czasem w swoim krótkim życiu rzadko kiedy mogła być choć przez chwilę sama.Pomyślała jeszcze odziwnym mężczyźnie.Choć nie rozumiała do końca jego pytania,wyczuwała instynktownie,że jeszcze nie jest gotowa.Na co?Z resztą...Jeszcze ma czas...Jeszcze zrozumie...

cornishonka
08.05.2004, 13:57
3 część

Popołudnie Alicja i Laura spędziły w głębokiej ciszy. Nic nie było do roboty, niż czytanie książek. W tym momencie zadzwonił telefon.
- Ja odbiorę, Laureńko. - Powiedziała do Laury, gdy ta już biegła do telefonu.
- Halo?
- Alicja?
- Mariusz? Odwal się ode mnie. Nie dotarło do ciebie, że nie chcę już cię słuchać?
- Daj spokój. Tamta kłótnia to... No wiesz. Czasem mi odbija. Ale bez ciebie nie potrafię żyć. Teraz tylko chodzę po ulicy jak jakiś włóczęga.
- Ja...
- A po za tym nie mam mieszkania i pieniędzy.
- WYSTARCZY! WIEDZIAŁAM, ŻE DZWONISZ TYLKO PO TO, ŻEBY MNIE UBŁAGAĆ O PIENIĄDZE I DOM!
- Ale... Nie... Źle myślisz...
- DOSYĆ! NIE CHCĘ CIEBIE SŁUCHAĆ! JEŚLI ZADZWONISZ CHOCIAŻ JESZCZE RAZ, ZMIENIĘ NUMER TELEFONU!
Alicja zakończyła rozmowę tymi słowami. Rozglądała się. Laura była w swoim pokoju i bawiła się lalkami. Tymczasem Alicja usiadła na kanapie i zasłoniła swoją twarz rękami. Łzy zaczęły jej ciurkiem lecieć po polikach. Spojrzała na siebie w lustro. ,,Właściwie, czy to był dobry wybór?" - Mówiła sobie w myślach, patrząc na swoje czerwone poliki. Ale nie mogła tego odwołać. Nie znała numeru Mariusza, właściwie nie wiedziała, czy on dzwonił z budki czy z komórki, a może z gorszych rzeczy. Ciągle dręczyło ją pytanie: Czy to sen, czy jawa? Podobnie czuła się w wieku czternastu lat, kiedy zobaczyła, jak jej chłopak całuje się z najgorszą dla niej dziewczyną w szkole. Ale nie chciała w taki sposób pokazywać to Laurze. Ciągle myślała o jej biednej, dziecięcej psychice. Czy ją też spotka taki los? A może źle się stało, że Alicja przyjęła Laurę pod swój dach? Ciągle o tym rozmyślała, położyła się na kanapie i przymknęła oczy. Po paru sekundach nieświadomie zasnęła.

*

Następnego dnia obudził ją denerwujący dzwonek do drzwi.
- O boże, przespałam tak całą noc? Dzisiaj muszę się wykąpać... - Powiedziała, pociągając nosem. Otworzyła drzwi. To była Maria (starucha).
- Cześć Alicjo. Chciałam tak wpaść i spytać się, co u was? Jak Laura?
- O matko, Laura :ph34r: !
Alicja pobiegła od jej pokoju i otworzyła drzwi. Laura spała na łóżku z maskotką w ubranku. Maria weszła za nią.
- Coś nie tak?
- Nie... W porządku Mario... Po prostu....Wczoraj wieczorem zasnęłam i zapomniałam ją przebrać...
- Hm, w twoim przypadku, to jest tak, że jeśli zasypiasz wieczorem w ubraniu i zapominasz się wykąpać, to znaczy, że stało się coś ważnego. Mów!
Alicja jąkała się, aż w końcu obie usiadły na kanapie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Eee, oceniajcie, jeśli chcecie... Ja nie mam talentu do opowiadań ;P

lacoste
08.05.2004, 15:14
"Czar Miłości"
odc 3
Trochę sie pszestraszyła...ale jak ujrzała Michaela to dostała olśnienia...coś jej siedziało na sercu...chciała to powiedzieć ale...to on jej to powiedział...
-Kocham cię-i wsunoł jej na palec pierscionek ze szczerego złota wysadzany brylantami.
-Ale ja...
-Prosze nie odmawiaj mi.Jesteś taka piekna-powiedział Michael wsuwając jej włosy za uszy.
Coś go tknelo...zblirzyl się do niej i...pocałował ją.
-Och,przepraszam ale my się nie znamy...-powiedziała Gosia
-Ale ja cie znam.Wczoraj...
-no to powiesz mi chociaż jak masz na imię?...
-Michael...mam 19 lat...
-Jesteś ode mnie starszy...mam 18 lat...
-No widzisz.Jestes Gosia prawda?....
-Tak...
-Możemy się umuwić na jutro na plażę...o 20:00...
-o o oke..okej...
CDN

lacoste
09.05.2004, 15:04
"Czar Miłości"
Odc. 4
I jak myślicie-poszła?Nieeee okradli ją...biedna gosia... :P
Nieeeeee!Ukradli jej torebke!To normalne ze chciala modnie wygladac ale...ściągneli jej sukienke! :P (co za zboczeńcy!) :P Ale Gosia miala pod spodem kostuim kompielowy wysadzany brylantami...na szczęście.
Siedziala na kraweżniku i plakala nagle przestala.
Pomyslala ze ma w torebce prawo jazdy i znów sie rozbeczała.
-Łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!Okradli mnie!
-co za baba!Ryczy ze ją okradli-powiedziała stara babka.
Kazdy wiedzial,ze mieszkaja tu tylko bogaci ludzie.
Nagle przed gośką zrobiło sie wielkie zbiegowisko.
-Policja!Ona jest poturbowana!-powiedzial ślepy facet.
-Nie poturbowana tylko ją okradli...
Zaczeła sie afera.Do zbiegowiska doszedł Michael.
-Co sie stalo,slodziutka?-Zapytal ją.
-Och,tylko ty mnie rozumiesz!-I rzucila mu sie na szyję.
-No chodz-jest za 20 dziewiąta.Pójdziemy na plażę.-Wszystko mi wytlumaczysz.
CDN BUHAHAH :lol:

KiK
09.05.2004, 17:21
To prawda że fotostory cieszy się dużą popularnością i sama uważam że takie opowiadania to dobry temat.. ale myślałam o innych tematach...to typowo chłopski temat,a co dla dziewczyn???

cornelia
09.05.2004, 18:59
Błagam nie śmiać sie:P

I
"Witaj w Fadden Hills"
Był zimny letni wieczór , drzewa kołysały sie w rytmie powiewajacego wiatru.Na polach juz dawno nie było widac kwiatów pomimo tego ,że było lato.W pewnym małym rodzinnym domku mieszkała dziewczynka o pieknych brązowych oczach i rudawych włosach zwali ja Will.Lecz nie była normalną dziewczynka ,nie bawiła sie lalkami jak inne dziewczynki w jej wieku bwaiła sie samochodami i lubiła nosic szerokie spodnie tak jak chłopcy.To nie było jej najwieksza tajemnicą a raczej jej sekret polegał na tym ze posiadała niezwykłe moce chodz miała zaledwie 7 lat , w przedszkolu zamieniła klocka w butelke......
Po kilku latach kiedy juz Will miała ukończone 14 lat wybrała sie jak zawsze do zwykłdej szkoły.Wydawało sie , że wszystko jest normalne , normalny dzień ,normalne powietrze i normalna droga... lecz nie to nie był zwtczajny słoneczny dzień...Dziewczynka po kilku minutach doszła do swej szkoły,przebrała buty i juz na korytarzu spotkała swoją ulubioną kolezanke Lare miała długie,rązowe,kręcone włosy lecz wydawało sie ,że troche zadarty do góry nosek..
-Cześć Will-Wyjąkała cichym głosem Lara sprawiając wrażenie zdziwionej
-Hej Lara-zawołała Will która jeszcze poprawiała swoją nową spudniczke
Po chwili podbiegła do nich jedna z koleżanek z klasy a zwała sie Jenny była troche przygrubawa lecz bardzo dzielna
-Hej dziewczyny! Wiecie co?-zapytała z lekkim podnieceniem Jenny
-No co?-Wyjąkneła Lara grzebiąc sobie w kieszeni jakby czegos szukała
-Nie mamy dzisiaj W-f bo babka jest chora-z zadowoleniem powiedziała Jenny która nie przepada za zbytnim wysiłkiem fizycznym ,jej ulubionym sportem było zajadanie sie ciastkami
-Szkoda że nie ma ,nie pogramy sobie w siatke-powiedziała Will czekajac na poparcie dosc zakłopotaniej Lary ,lecz ona tylko grzebała w kieszeni swoich niebieskich spodni.
Nagle zapadłą cisza dziewczynki patrzyły sie na sibie oczekując ze ktos skomentuje wypowiedz Will.Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcje dla wielu mieszkańców miasta Fadden Hills ,którzy uczeszczali do tutejszej szkoły oznaczało jedno pięcio literowe słowo "Nauka".Na pierwszej lekcji a była nią matematyka Will uciadła obok Lary która nadal miała nie wyraznie skwaszoną mine.Lekcja sie zaczeła wszyscy usiedli w swoich nowych ławkach a po chwili Pani profesor oznajmiła ,że jutro bedzie wielki sprawdzian z układów równań co nikogo z uczniów nie ucieszyło.Zaraz Will przysuneła sie do Lary szepcząc jej jaka to matematyka jest trudna.Lekcja szybko sie skończyła i zadzwonił dzwonek na przerwe.Ponieważ było lato wiekszość uczniów wyszła na podwórze tak samo zrobiła Will i jej koleżanki.Dziewczynki spoczeły na szkolnej,ogrodowej ławce i wyciągły swoje drugie śniadanie.Nikogo nie zdziwiło że Lara nie ma dziś śniadania bo jak sama uważa chce być w przyszłości modelką i musi sie odchudzać.Jednak Will przypomniał sie ten fakt i z grzeczności zaczeła kolejny wątek rozmowy:
-Laro dlaczego chcesz byc modelka? Przecież tak sie katujesz!-powiedziała Will troszeczke poddenerwowanym głosem
-A co cie to obchodzi?- zapytała Lara z bardzo zimnym spojrzeniem po wstała i podiegła w strone szkoły
-Stój!J..aa nie...-zawołała Will po czym pobiegła za swoja przyjaciółką.
Lara poczuła sie bardzo skrzywdzona przez kolezanke,która tak naprawde nie była niczemu winna poprostu chciała sie zapytać a podobno kto pyta nie błądzi. Will biegnąc za przyjaciółką pomyślała sobie dlaczego to własnie ona i własnie teraz jej to powiedziała?czy to przez emocje? czy poprostu ma zły dzień.Po dłuższym poscigiem za Larą dobiegła do damskiej toalety gdzie Lara siedziała w jednej z ubikacji.Will zdziwiła sie tym faktem poniewaz Lara zawsze powtarzała że wc w szkole jest strasznie nie zadbane i ,że
ona nigdy tam nie zrobi stolca.Will czekała cierpliwie na dziewczynke która długo nie wychodziła z toalety.Po chwili jak na złość musiał zadzwonić dzwonek na lekcje wszyscy z krzykiem wybiegli z toalety ale nie Lara.Will postanowiła zapukać w drzwiczki od ubikacji i zapytac czy cos sie stało lecz nie zdazyła bo przyjaciółka nagle otworzyła drzwiczki i wybiegła bez słowa z toalety.Will bardzo zdziwiło to zachowanie ponieważ
Lara nigdy tak sie nie zachowywała.Po dość długich namysłach Will postanowiła zajrzeć do ubikacji.Odworzyła zielone dzwiczki i ze zdziwieniem zpojrzała w muszle klozetu ,Lara nie zdążyła spuścić wody.Will popatrzyła głębiej i ujrzała pływający papierek o owalnym kształcie.Dziewczynka po chwili zorientowała sie o co chodzi i bez wachania z lekko zaczerwionymi policzkami spłukała wode i pobiegła na lekcje.W drodze do klasy Will zastanawiała sie nad usprawiedliwieniem spóźnienia lezcz nic mądrego nie wymyśliła i postanowiła skręcić do szkolnej biblioteki.Po chwili juz stała przed dużymi drzwiami prowodzoncymi do najstarszego miejsca w histori szkoły.W bibiotece nie było dużo osób tylko jakaś dziewczynka która miała sterte książek na stole.Will usiadła koło niej i postanowiła zagadać.
-Cześć jak masz na imie?-zapytała bez wachania Will
-hej Anka ma na imie -odpowiedziała dziewczynka przeglądająca własnie ksiązke z napisem"o kotach"
-Acha dlaczego nie jesteś na lekcjach?-zapytała Will z wielką dociekliwością
-Ja jestem na pseudo wagarach i właśnie czytam ksiązki o kotach-odpowiedziała Anka która wydawała sie bardzo zadowolona ze swojej wypowiedzi
Will usmiechniechnała sie i wstała z krzesła po czym skierowała sie w strone wyjscia z bibioteki.Dziewczynka z pogrzebaną miną opusciła szkołe czuła sie inaczej jak wolna bez szkoły i nauki.Will usiadła na ogrodowej ławeczce gdzie dziś rano dziewczynki toczyły burzliwe rozmowy które skończyy sie gniewem Lary.Dziewczynka miała na widoku wiele rzeczy :ptaszki cieszące sie życiem,drzewa i cos tajemniczego czym był cmentarz nic w tym dziwnego ale Will spostrzegła jakąś postać.Dziewczynka postanowiła to sprawdzić co ciekawego ta osoba wyrabia i pobiegła na cmentarz.W drodze dziewczynka mogła dostrzec rysy postaci była to kobietao długich jasnych blod włosach wysoka i szczupła.Will po kilku minutach krętą dróżką dobiegła do cmentarza ale kiebiety juz nie było.Dziewczynka pomyślała sobie że trudno i już nie miała ochoty wracać do szkoły ponieważ miała blisko do domu i tam sie skierowała..........

cornishonka
10.05.2004, 17:48
część 4

Alicja długo się tłumaczyła, ledwie mówiła slabami. W tym momencie zadzwonił telefon.
- Kur... Jeśli to znowu Mariusz to zmieniam numer!
Odebrała.
- HALO?
- Alicja Gnoff?
- Tak... A ty to kto?
- Michał. Michał Romenlai.
- No tak... Nie znam Cię. Czego ode mnie chcesz?
- Czy to twój mąż chodzi po ulicy jak jakiś włóczęga i prosi o pieniądze?
- O Boże... Przekaż mu, żeby się niech wreszcie ode mnie odwalił... To on Ci podał numer mojego telegonu?
- Tak. Ale posłuchaj. On to zrobił specjalnie. Pokazał mi też Twoje zdjęcie. Uznałem, że jesteś piękna, a on powiedział "Jeśli ci się podoba, to zadzwoń do niej". I... Chciałem się spytać...
- Tak?
- Czy... Umówisz się ze mną... W parku przy Sadvillen 15a ?
Alicja nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. To był nieznajomy facet. Ale może wróżył lepszą, doskonalszą przyszłość?
- Do...dobrze...O...o której?
- O siódmej. Bądź punktualnie.
I zakończyła się rozmowa. Alicja pożegnała się z Marią, ale nadal była w szoku. Czy naprawdę pójdzie? Dziwnie się czuła... Wręcz się bała...

*

Dokładnie za pięć siódma Alicja usiadła na ławce, w samym centrum parku, przy ogromnej fontannie. Była w ładnej, krótkiej i czarnej spódniczce, czarnej bluzce z rękawami do łokci i włosami spiętymi w kok. Założyła także kolczyki z prawdziwego srebra i pomalowała się. Siedziała przed lustrem co najmniej dwie godziny. Ale teraz wiedziała, że jest łatwym kąskiem dla jakiegoś bandyty. Popatrzyła na zegarek. Siódma. Gdzie on jest? Nie miała zamiaru dłużej czekać. Wstała i zaczęła powoli iść. Było słuchać tupanie jej szpilek, bardzo modnych i wygodnych. Wtedy usłyszała głos zza swoich pleców.
- Alicja?
- T...Tak...Michał?
- Tak. Usiądziemy? Gdzieś się wybierałaś?
- Wiesz, ja...Tego... Do barku po napoje...
- Przcież barek zamknięty. No usiądź. - Zachęcał swoim nadzwyczajnym głosem, klepiąc puste miejsce na ławce. Sam usiadł obok tego miejsca.
- Ja...Eee...Właśnie sobie przypomniałam, że o w pół do ósmej mam...Tego...Lekcję...Gry na pianinie... - Mruczała Alicja i powoli zaczęła odchodzić. Jednak Michał złapał ją za rękę i przyciągnął na ławkę.
- Alicjo, nie bądź głupia. Co ci się we mnie nie podoba?
Alicja spojrzała na niego, od butów do czubka głowy.
- Hmmm..Może to, że cię nie znam?
- No to poznaj. W czym problem?
- No..Problem...Yy...Jest...Ale...
Alicja nie mogła nic mówić. Wydawało jej się, że twarz Michała się przybliża...I przybliża...

*

Wróciłą do domu w szoku. Laura spała na kanapie. Znowu. Alicję ciągle dręczyła myśl, że tak bardzo zaniedbała swoje domowe obowiązki. I to już drugi dzień... A na dodatek ciągle myślała o przyjemnościach... Jak choćby taki namiętny pocałunek z nieznajomym facetem... Z tych wszystkich nerwów przebrała Laurę, położyła ją do łóżka i ze sobą zrobiła to samo.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heh, oceniajcie, jak wam się chce. Cornelia, Twoje opowiadanko mi siem podoba! :)

cornishonka
10.05.2004, 23:04
część 5

Alicja obudziła się rano z bólem głowy. Nie miała ochoty zajmować się Laurą po raz pierwszy. A może dobrze się czuła? W sumie była jeszcze dosyć młoda, jak miała około 23 lat. Przypomniała sobie słowa matki: "Odpowiedni wiek na własne dziecko to co najmniej 27 lat!". No tak, ale co teraz miała zrobić? Laura mogła by bardzo przeżywać to, że Alicja odda ją do domu dziecka. Ale może pomyśli o innych. Maria? Nie, podobno dużo szwęda się po mieście w poszukiwaniu kremu na jej zmarszczki. Jej znajoma Matylda? To jest myśl... Laura jest jeszcze młoda, pewnie się nie zorientuje, o co chodzi. W końcu Alicja będzie ją częściej odwiedzać. Weszła do pokoju Laury i po cichu zaczęła ją pakować. Zadzwonił telefon. Alicja pędem odebrała, żeby nie obudzić blondwłosej dziewczynki.
- Słucham?
- Cześć Alicjo! Nie obudziłem cię?
- O matko... Cze...cześć Michał. Nie, nie obudziłeś...Spokojnie...
- Wiesz, chciałem się umówić z tobą... Tym razem do klubu, dyskoteka zaczyna się o ósmej, będzie barek i najnowsze hity...
- Ja... nie.
Alicja nie wiedziała, co mówi. Przecież Laurę oddaje, czy nie może sobie odpuścić te nerwy i pójść na dyskotekę?
- Nie chcesz iść?
- To znaczy... Mogę pójść. Kiedy?
- Już dzisiaj. Cieszysz się?
- No...Tak.
- Super, skarbie! Przyjadę po ciebie samochodem o wpół do ósmej, okej?
I odłożył słuchawkę. Alicji wydawało się, że obok niej pojawił się mały aniołek i diabełek.
- Wstydź się, Alicjo! To bardzo nieładnie! Czemu w ogóle oddajesz Laurę? Posłuchaj się mojej Anielskiej duszy i pójdź za moimi radami...
- Nie słuchaj tej chodzącej żenady! Pozwól sobie na odrobinę przyjemności! Może przy okazji znów się z nim pocałujesz!
Alicja uśmiechnęła się, jakby miała się zaraz zemścić, a aniołek zrobił wystraszoną minę. Wkrótce dwie małe postacie zniknęły.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heh, nie chcem już dzisiaj dalej pisać ;d. Niedługo następna część.

A takie pytanko... Czy ktoś w ogóle tu zagląda? Hello! :P

lacoste
15.05.2004, 15:55
"Czar Milosci"
Odc. 5
Poszli na plaze.Jeszcze bylo jasno.Przez caly czas gadali.
-Co się stało?-powiedzial Michael.
-eeeeeee...nic.......-odpowiedziala Gosia....
-Przecoiez jastes cala splakana
-Okradli mnie...widzisz,nie mam sukienki i torebki!
-Boshe,co oni robią...
-Nie mają kasy...i kradną...-troche sie odsunela.
-Czemu mi uciekasz?-Zasmial sie Michael :lol:
-Aaaaaaaa....brzydko wyglądasz.Masz ptasie placki na wlosach :lol:
-Tak?
-Tak.
-juz?
-Nie.
-BLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE! Ochyda!
-Boshe,fajne masz wlosy.-Zasmiala sie gosia.
CD moze nie nastapic :lol: :P :lol: :lol: :D

Garfield
16.05.2004, 09:11
Pamiętnik Babci

Jestem normalną dziewczyną. Mam 13 lat i mam na imię Zuza Simcool. Moja mama ma na imię Dorota, a tata Zenon.
Teraz opowiem historię, w którą na pewno nikt nie uwierzy.
Pojechałam na wyspę wakacyjną do babci. Było bardzo miło aż do pewnego czasu. Bawiłam się na dworze z kotem o imieniu Pysia. Po jakimś czasie Pysia uciekła do domu. Poszłam na wzgórze, tam zobaczyłam zniszczoną chatkę. Oczywiście zaraz tam pobiegłam, bo kocham przygody. Zobaczyłam schody. Było bardzo ciemno. Gdy wchodziłam po schodach, na górze coś zaskrzypiało. Ujrzałam coś włochatego ze wstrętnym pyskiem. Bardzo się przestraszyłam. To coś odwróciło się i spojrzało na mnie, miało duże, wstrętne ślepia. Zauważyłam, że trzyma coś w ręce. Ten odrażający potwór nagle ryknął i upuścił to, co trzymał w ręku. Uciekłam. Pobiegłam do domu babci, ale jej nie było. Zaczęłam się martwić. Pobiegłam z powrotem do tej chatki, w której widziałam potwora, ale go już tam nie było. Nagle dojrzałam to co trzymał w ręce ten potwór, był to pamiętnik.
Nagle moim oczom ukazała się babcia. Miała oczy szaleńca, takie same jak ten potwór. Bardzo się przestraszyłam. Nagle to coś podobne do babci przemówiło do mnie.
-Weź mój pamiętnik i zniszcz go.
-Ale czemu? - zapytałam.
- Weź i zniszcz - powtórzyła babcia - nie chcę być już tym potworem, to zaszło za daleko.
- Ale co? - zapytałam ponownie.
- Miałam zamieniać się tylko nocą i zabijać tylko złych ludzi. Teraz zamieniam się cały czas, bez względu na porę dnia i zabijam zwykłych przechodniów.
- Ale...
Babcia przerwała mi - Zniszcz ten pamiętnik!
Chwyciłam nóż, który leżał na półce. Wbiłam go w pamiętnik, a z pamiętnika wylała się krew. Nagle ujrzałam pomarańczowe światło. Gdy się obudziłam, zobaczyłam, że jestem w domu. A nade mną pochylona była moja mama.
Byłam bardzo szczęśliwa, że to był tylko sen, tylko zwykły sen.

Koniec

"Kitty"
19.05.2004, 15:51
Mam nadzieje że spoba wam się opowiadanie pt. ,,Dziwna rodzina''
Odc. 1
Zona Scotta (Skot) McCandera była piękna i miła Luci (Lusi) p. McCander, która znikneła w dziwnych okolicznościach, do dziś nikt nie wie co się stało z nią.
Zostawiła dwie córki: Matiye (Matije) i Keishe (Keisze), Matiya jest towarzysk, przyjazna i piękna, a zaś Keisha była cicha, spokojna, miła i piękna (tak jak ich matka). Pewnwgodnia Matiya urządziła przyjęcie na cześć swych 18-tych urodzin, Keisha była wściekła na swojego ojca gdyż nie pozwolił wyprawić jej 19-te urodziny i zamkeła się w swoim pokoju. Matiya krzyczała do zamkniętej siostry - Otdwórz te drzwi! - ale Kaisha nie odpowiedziała. Nagle uszłyszano krzyk, ojciec wraz z swoim przyjacielem wyważyli drzwi lecz za puźno Keisha znikneła.

Koniec ODC. 1

No i jak piście jak siępodobało i czy się nie podobało! :)
pozdr.

asiolin
02.06.2004, 12:47
Originally posted by .:GGA:.@Nov 5 2003, 10:35 PM
To nie opowiadanie, to jest refleksja...

Był sobie pewien człowiek. Całkiem normalny, ot, taki w średnim wieku... Żył sobie w jakimś mieście, udawał, że wszystko jest dobrze. Udawał, że jest mu dobrze, że "jakoś leci".
Pewnego dnia ten człowiek poczuł, że ma dosyć. Sztuczności, i udawania. Miał dosyć. W jego głowie układała się jakaś cholerna układanka... Pomyślał sobie, że nie ma nic do stracenia. Jak zwykle wyszedł na wieczorny spacer. Jak zwykle poszedł na wiadukt kolejowy w centrum. Jak zwykle stanął przy siatce. Tylko jedno się zmieniło. Ten nocy miał już nie wrócić jak zwykle do domu. Miał nie położyć się do pustego łóżka. Miał jutro rano nie wstać do pracy.
Wspiął się na barierkę. Popatrzył w dół... Wysoko. To dobrze. Wdychał wiatr. Patrzył na mnóstwo ludzi... Wychodzili z pociągów, rozmawiali... Śmiali się. Patrzył jak światła migają. Jak wszystko zlewa się w jedno morze głosów, blasków. Zaczęło mu sie robić zimno. Poczuł, że ściska go coś w gardle. Dobrze. A teraz odliczanie... 10, 9... przypomniał mu się jego wredny szef i zazdośni o wszystko koledzy... 8, 7, 6... przypomniał sobie, że zawsze śmiali się w szkole z tego, że był niski...5, 4... przypomniał sobie śmierć swojej mamy... 3, 2... przypomniał sobie słowa piosenki, której słuchał jego ojciec... "jedyne co mam to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia.. Jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć.."..... jeden.... wziął zamach.... nagle stanął mu w oczach obraz kota, którego dokarmiał... kot był mizerny, miał nadszarpnięte lewe ucho, zawsze łaził po piwnicach.. Zrozumiał, że jednak ma po co dalej żyć. Przecież bez niego kota by już nie było. Przecież to on go uratował od zatrucia ta cholerną trutką na szczury... Zwierzak go potrzebował. I on zwierzaka również.

Zszedł z barierki. Wziął głęboki oddech. I roześmiał się. Tak, jak nigdy od dzieciństwa. Co za ulaga.
Odszedł, niknąc w gęstniejącej mgle.


--the end ... or the beginning--

Nie uciekaj od odpowiedzialności za innych. Dzięki tobie istnieją inni, dzięki inym istniejesz ty.
GGA fajny blog. A swojego opowiadania chyba tu nie zamieszczę,bo na razie ciągle
ppiszę w dziale,,Oceń pracę'' w temacie opowiadania o candy dollsach.

Zizej
05.06.2004, 13:58
Moje opowidanko będzie krótkie i wymyśliłam je na basenie czakjąc na wolną kabinę
~~Ukryta prawda~~
Elżbieta mieszkała w bogatej dzielnicy w pięknej willi.Miała tylko jedno dziecko, córkę Kornęlię.Jej mąż zostawił ją dla innej, bogatszej i piękniejszej kobiety.Właśnie wtedy postanowiła,że jeszcze mu pokaże.Z wielkim trudem zdobyła to co ma teraz.Pracowała kilkanaście lat, aby jej ukochna córeczka miała "dobrze" w życiu.Eli jej życie się podobało, miała dużą firmę,piękny dom, mądrą i piękną córkę.Niczego więcej nie chciała od życia.Jedna Kornelii, lub Kori jak mówili na nią przyjaciele nudziło jej luksusowe życie.Prywatna szkoła ładne ciuchy,owszem była zadowolona że ma wybór, jednak wśród jej przyjaciół znajdowały się tylko bogate snobki, które myślały jak się ubrać i umalować na randkę w najlepszej restauracjii w mieście.Ona była inna.Była szalona,wesoła mogłaby być duszą towarzystwa, jednak trzymała się raczej zdala od balów,randek i wypadów za granicę w weekend'y.Ona chciała być w "normalnym" towarzystwie.Jednak kto będzie ją lubił, lubił ją, a nie Kori w bluzcę od Versace??

cdn.

Zizej
05.06.2004, 16:44
~~Ukryta prawda cd.~~
Pewnego dnia Poszła do „normalnej” dzielnicy, gdzie mieszkali „normalni” ludzie.Tam , w sklepiku na rogu kupiła ładną bluzkę, wzorowaną na takiej jaką wczoraj kupiła u Channel.Skoczyła jeszcze do sklepu Levis'a i kupiła tanie jeansy.Tam większość jest droga, więc postanowiła kupić jeansy z "odrzutu" były lekko uszkodzone,miały małą plamkę na nogawce.Każda jej koleżnaka zrobiłaby teraz sprzedawczyni awanturę za "coś takiego",ale ona chciała wyglądać przeciętnie.Jeansy pare razy kazała sprać sprzątaczce.Gdy wyglądała jak każda nastolatka w jej wieku,której rodzice nie zarabiają 1000000$ rocznie poszła na dyskotekę.Lokalu nie wybierała sama, poszła za tłumem młodych ludzi i tak znalazła się w "PODZIEMIU".Była to dyskoteka wraz z barem.Miejsce spotkań okloicznej młodzieży.Wchodząc do sali Kori pierwszy raz w życiu poczuła, że istnieje.Wszyscy się tutaj do niej uśmiechali,a obcy ludzie mówili jej „cześć!”.Zaraz zaczęła tańczyć.Leciały piosenki nieznanych zespołów.Debiutańci mogli dać koncert, nic za to nie dostając, ale i tak wszyscy dobrze się tutaj bawili.Kiedy tańczyła przy rockowej piosence zespołu „Kit z tym” zaczepił ją jakiś chłopak:
-Hej!Zatańczymy?-świetnie wyczuł moment,bo na scene wchodziła właśnie nowa kapela i jako pierwsi zagrali „wolną” piosenkę.
-Jasne-Kornelia cieszyła się bardzo ,bo oto 1 raz podczas gdy jej koleżnaki robiły to miliony razy ona tańczy z chłopakiem.-Muszę to sobie zapisać w kalendarzu!!-pomyślałą dziewczyna.

Zizej
11.06.2004, 21:46
Po tańcu Jacek-tak miał na imię chłopak-zaprosił Kori na drinka.Chociaż ma dopiero17 lat wypiła martini z lodem tak jak to robi wieczorami jej matka.Nagle poczuła się dziwnie.Obudziłą się dopiero w domu.
Nie pamiętała co robiła wczoraj wieczorem.Chłopak.Taniec.Drink..Ale cobyło dalej??Jak wróciła do domu??Wynikła z tego chociaż jedna dobra rzecz.
-Przynajmniej wiem,że po martini boli mnie głowa...-Wyszła z łóżka i weszła do łazienki.Spojrzała w lustro.Tam patrzyła na nią piękna wysoka brunteka o piwnych oczach.Oczy na pewno miałą po ojcu.Jej matka miała zielone oczy i długie brązowe włosy za ramiona.Upinałą je codziennie w kok.Ciasny,elegancki i wygodny.Kornleia miała włosy także za ramiona jednak krótsze niż jej matka.Nosiła warkocz, czasem gdy wychodziła gdzieś z koleżankami upinała włosy kolorwą spinką, ob. Jak mówiły jej koleżnaki: „chodzić w warkoczu po mieście to straszna siara!”.Była sobota więc Kori postanowiła popływać w basenie,a potem zadzwonić do jakiejś pizzeri.Matka kazła jej przyzwyczajać się do wykwintnych potraw, jednak ona nie chciała jeść krewetek,krabów i kawioru.Co najwyżej mogła wypić szampana do pizzy czego jej matka nie pochwalała.Dziś Kornelia nie zamierzała nigdzie wychodzić.
-Muszę się trochę zrelaksować, w końcu dziś jest sobota!!-Kiedy mówiła sobie to ostatnie słowo „sobota” przpomniała sobie tego Jacka.Kim był?Co było potym jak postawił mi drinka?-Może póję dziś do tej dyskoteki?Albo nie!To zbyt niebezpieczne!-skarciłą sam siebie.Nudziło ją jej życie ale nie do tego stopnia aby się zabić-To niebezpieczne...Niewiadomo kim on był..Może to diler narkotyków?Albo jakiś zboczeniec?-Myślałą tak długo aż wreszcie jej kierowca wyrwał ja z transu....

cdn.

Zizej
12.06.2004, 11:28
-Dziękuję, Paweł.Jesteś wolny.Wrócę do domu na piechotę.-Basen znajdował się nieopodal willi pań Elżbiety i Kornelii Gerewald.Był w sumie na ich posesji.Na sąsiedniej działce.Elżbieta chciałą wynagrodzić swojej córce brak czasu i postanowiła kupić kilka działek położnych blisko siebie.Znajdowały się tam między innymi budynki z :
-basenem
-siłownią
-studiem nagraniowym
-małym kinem
-pracownią komputerową
Na inncyh dziłakach znajdowały się jeszcze: pole do paintball’a, ścieżka rowerowa, ścieżka do jogging’u, jeziorko i tym podobne.Żadna koleżnaka Kori nie miałą tak wypasionej chaty [ani jej okolic].
Przez najbliższych kilka tygodni Kornelia i jej mama żyły tak jak przed pamiętnyj wyjściem młodej Gerewaldówny do dyskoteki.W tym czasie Kori skupiła się głównie na nauce,nauce i jeszcze raz nauce.Zaniepokoiła się dopiro wtedy gdy spóźniał się jej okres.Powiedziała o tym mamie, a ta wysłała ją natychmiast do lekarza.Były późny wieczór i żaden „odpowiedni” lekarz nie przyjmował o tej porze.Jednak Elżbieta obdzwoniła kilku znjomych i wkońcu jeden z lekarzy przyjął jej córkę.Kornelia długo nie wychodziła z gabinetu.W końcu wyszła ze sposzczoną głową.
-Mamo-powiedziała smętnie.-Mamusiu..Ja jestem w...jestem w...jestem w ciąży...-Zapadło długie i niezręczne milczenie.Trwało ono w w limuzynie podczas powrotu do domu.Oraz przez jakiś czas w domu.Kornelia teraz już wszystko rozumiała.Ten Jacek z dyskoteki w tamten piątek upił ją i potem wykorzystał.Dziewczyna nie mogła zrozumieć tylko jednej rzeczy.Jak znalazła się w domu?Jeśli chłopak odwiózł ją do domu to co powiedziałą jej matce?A może sama wróciła?Co myśli o niej teraz matka?Pewnie zaraz się tego dowie gdyż Elżbieta zmierzała w jej kierunku.

ciąg dalszy nie nastąpi bo odchodze z forum.. a i tak nikt tego nie czyta :( [jak napiszesz na gg to ci wysle cale opowiadanko 8604150]

.:GGA:.
12.06.2004, 11:56
Hanah no co ty :o ;) Twoje opowiadanie jest świetne! Mi się bardzo podoba i jestem ciekawa dalszych losów Kori :D Wg mnie jedno z lepszych opowiadań :) Pisz dalej...! :D

Zizej
12.06.2004, 19:46
noo dobra piszem:
-Co ja jej teraz powiem?-Teraz tylko ta jedna myśl tkwiła w głowie Korneli Gerewald, która wyszła z domu do nieznanego miejsca, a teraz ma dziecko z nieznajomym mężczyzną.
Elżbieta usiadła wygodnie w fotelu.Kornelia nie miałą pojęcia gdzie przez cały ten czas była jej matka.Spojrzała na jej twarz ukradkiem.Ela wyglądała i czuła się spokojnie.Patrzyła teraz w dno swojego kieliszka, w którym tradycyjnie o tej porze znajdowałą się martini.
-No i co teraz chciałabyś mi powiedzieć, kochanie?-zpytała najbardziej spokojnie jak tylko umiała Elżbieta..
-No , bo ja...-Kori nie umiałą powiedzieć tego co wydarzyło się kilka tygodni temu-Ja jestem w ciąży...
-To wiem słonko.Powiedz mi tylko z kim? Weźmiesz ślub ze swoim ukochanym i będzie po sprawie.A więc kto będzie moim zięciem, a wkim ty się zakochałaś?
-Mamo..Ja nie wiem kto to jest...Spotkałam go na dyskotece...W piątek...kilka tygodni temu...Postawił mi drinka..a...a potem to już nie wiem co było...-O dziwo jej matka nie oburzyła się na te słowa.Uśmięchnęła się tylko i powiedziała cicho do siebie-Historia lubi się powtarzać...-Kornelia usłyszała to co powiedziała jej matka i natychmiast powiedziała:
-Mamo!Błagam!Nie wyrzucja mnie z domu!Ja nikomu nie powiem...Ja..Ja nawet usunę to dziecko...
-Co?Czy ty oszalałaś??Chcesz zabić człowieka??I to w dodatku nienarodzonego!-Kornleia nigdy nie widziała swojej matki w takim stanie...Teraz jej ukochana mama wyglądałą jakby miała za chwilę ekspolodować.Najwyraźniej oburzyły ją słowa córki do tego stopnia, że doprowadziły ją do furii.
-Jak śmiesz mówić coś takiego?Czy ja...Czy ja zabiłam ciebie?Nie!Przecież jesteś tutaj ! żyjesz, oddychasz, myślisz. Twoje serce bije...Kochanie...Popełniłaś ten sam błąd co ja...Myślę, że to czas abyś dowiedziała się o tym co powinnaś wiedzieć od bardzo dawna...Opowiem Ci...O mnie..O tobie...I o twoim ojcu....-Kori nie mogła uwierzyć...ZA chwilę dowie się co się stało przed kilkunastoma laty...Dowie się czegoś o swoim ojcu...O nim i o swojej matce...Dowie się całej prawdy o swojej matce.
dziex GGA żę Ci się podoba :) to miło :)

ludek
12.06.2004, 19:50
:) ja ci napisalem na gg ze mi sie podoba!! ,bo jak napisalas ze odchodzisz i kto chce historyje to siem zem zglosil ... :) dzis to bylo !! :)

Zizej
12.06.2004, 20:26
nie dostałam żadnej wiadomości na gg :( szkoda bo lubie je sobie czytać :) ale ja jednak zostaje!! podziekuj Ersie i innym :) opowiadanko będe pisała dalej..tzn. kopiowała bo już napisałam.. troche sie przeciągneło alee trudno :P ma chyba 3 strony :)

Vilgefortis
13.06.2004, 00:10
Jakie wy macie problemy :lol: .Mojego też nikt nie czyta,a piszę dla samej przyjemności pisania :) .Nawet nie wymyśliłam tytułu...

Minęły trzy lata.Ewa w tym czasie zaczęła w sobie odkrywać coraz to nowe,dziwne "zjawiska".Przez ten czas znacznie przewyższyła rówieśników.Z początku po prostu bardzo szybko przyswajała wiedzę.Gdy osiągnęła odpowiedni poziom,przeniesiono ją do klasy wyżej.To nie wystarczyło.Jakiś czas później wystarczyło,że raz o czymś przeczytała i umiała to.Nauczyciele określali ją "wybitnym dzieckiem".Rówieśnicy ją uwielbiali.Rozumiała ich,zupełnie jakby czytała w myślach.Tylko Babcia zachowywała dziwny spokój.Jakby to wszystko było naturalne i oczywiste...

Była niespokojna.Trwało to już pół roku.Czuła,że nadchodzi ten czas.Jest prawie gotowa.Na co?Na jakiś przełom.Ale musiała czekać.To nastąpi już niedługo.Wtedy wszystko zrozumie.Wyczuwała to...

Zizej
13.06.2004, 11:49
-Przed 17-stoma laty ja...Biedna dziewczyna z biednej dzielnicy miałam okropne życie..Miałam 17 lat czyli tyle ile ty teraz-Kori zapomniła że jej mama ma tylko 34 lata...Nigdy nie myślałą jak to była że jest taka młoda i ma już prawie dorosłe dziecko.-Moi rodzice pili...pili nałogowo...byli alkocholikami-o dziadkach Kori też nigdy nie wspominano...myślała,że umrali ze starości...a jednak...-Ja nocami wychodziłam z domu..a raczej uciekałam...bałam się, że rodzice kiedy będą pijani zabiją mnie kiedyś...niejednokrotnie mnie bili...do dzisiaj muszę chodzić do psychoterapeuty, bo czasem się załąmuję...Pewnego wieczoru poszłam do dyskoteki...Tam wszyscy byli równi...Nikt nie patrzył czy twoi rodzice mjają 10$ czy 1000000$ wszyscy wszystkich lubili i wspólnie się bawili...Tam w dyskotece poznałam Marka...Twojego ojca...Marek miał 26 lat i spodobał mi się od razu.Był przystojny i wyglądał na inteligentnego...Potem było to samo co pewnie było u ciebie....Jeden drink..kolejny i już niewiem co się stało...Mogę się tylko domyślać....Hmm-Ela zaśmiała się w myślach-Nawet wiem co się stało... a właściwie co z tego wynikło...Teraz oto ty siedzisz przedemną i powtarzasz mó głupi błąd...Czy to jakaś klątwa??
-Tak..Ale mamo..przecież ty wzięłaś ślub z tatą...Jak...Jak to się stało??
-No wiesz.Babcia i dziadek byli pijakami i pewnie gdzieśtam jeszcze nimi są ...chyba że umarli w tejswojej melinie-mruknęła z nadzieją w głosie Ela-Byli ale nie znaczy to że chodzili pijani an co dzień...Pamiętam, że twój dziadek bardzo mnie kochał kiedy nie pił i właśnie w taki dzień powiedziałam mu o dziecku...I wtedy on kazał mi tylko powiedzieć który to i czy się kochamy..Ja powiedziałam, że go kocham ale nie wiem czy on mnie też...Dziadek wziął wtedy swoją strą strzelbę i poszedł do Marka z takim samym pytaniem...No i ten stary pajac powiedział, że mnie kocha...widocznie tak się bał strzelby...Potem był ślub...Przeprowadzka...Urodziłaś się ty...i po kilku miesiącach odszedł...Odszedł do jakiejś 17-sto latki...I pewnie robi tak aż do dziś...Zwodzi je...One zakochują się w nim, bo jest taki dojrzały..Niestety dojrzały tylko z wyglądu...
-To nie wróciłaś do dziadka i babci?
-Po co?Żeby mój tata szukał tego łajdaka i kazał mu wrócić?Wolałam mieszkać i wychowywać cię sama niźli z nim...Chyba nigdy nie będę żałowała tej decyzji..Jak widzisz dobrze wyszło, że nas zostawił....
-I nigdy więcej nie spotkałaś go ??
-Oczywiście, że spotkałam...A raczej on „przypadkowo” spotkał mnie....
-I co?Co było dalej??Opowiedział co się z nim działo?
-Oczywiście...Mówił,że tamtego dnia upił się i zgubił...Że chciałby wrócić do mnie, czy wybaczę mu tą krzywdę...A kiedy na każde z jego pytań odpowiedziałam NIE.Zagroził sądem...
-Mamo! Jak mogłaś?? Teraz mogłabym grać z tata w ping ponga na siłowni!!
-Słońce...Czy ty nic nie rozumiesz?? Marek chciał wrócić do moich pieniezy nie o nas...Nawet nie zapytała się o ciebie...Nie zapytał o twoje imię...jak się czujesz...Zapytała tylko czy to co urodziłam to był chłopak czy dziewczynka...ale to już po rozprawie w sądzie..
-Co??Jakiej rozprawie??O co chodziło??
-Była to rozprawa rozwodowa a także podział majątku, przyznanie opieki nad tobą...

agentka
13.06.2004, 13:14
Opuszczony cmentarz....
i "Ścinacz głów :lol:

2 w 1

Dochodziła północ.Grupka przyjaciół wracała z imprezy.Lecz jedyna droga do domu jaka była wiodła ich przez opuszczony cmentarz.A więc szli ścieżką... dziewczyny piszczały ze strachu.A faceci jak to faceci... udawali macho.Wkocu znaleźli się u bram cmentarza.BYło zimno.Wreszcie odważyli się ruszyć.Szli, jak na razie było spokojnie lecz nagle coś chwyciło jedną z dziewczyn za nogę.Upadła.Całą paczka zaczeła panikować.Coś wciągało ja za te krzaki! Jakaś moc nie czystaa!!"To coś" wydawało głos przerazający,aż wkoncu nie było po kobiecie śladu.Wszyscy zaczeli uciekać lecz nie mogło być tak ze im się nic nie stanie... Na swojej drodze zobaczyli starszego pana z latarką.Myśleli ,że to tutejszy dozorca.Mylili się... Podeszli do niego jak gdyby nigdy nic.Zaczeli krzyczeć i opowiadać co sie przed paroma minutami ich przyjaciółce stało.A dozorca stał i nie reagował.Jedna z dziewczyn ze strachu chwyciła go za dłoń.Poczuła kości...Szybkim ruchem odkryła rękaw jego płaszcza.To był trup !Jego kości były aż tak łamliwe ,że ręka nagle odpadła !Z pod jego kapelusza zaświeciły czerwone oczy... a z jego ust toczyła sie krew... Zza płaszcza szybkim ruchem wyjął kosę i w ciągu tak krótkiego czasu odrąbał im głowy.Nie zdążyli uciec....
Ślad po nich nie zaginął.Na drugi dzien, rankiem na cmentarzu, dozorca ten normalny znalazł 4 głowy i wokół krew.Dziś ten cmentarz jest oznaką śmierci.. zaden ochotnik i zaden odwazny człowiek nie chce tam iśc... boi się ze jego dopadnie "ścinacz głów!!".


Nie mam talentu do pisania jakis opowiadan.... ocencie jesli mozecie i chcecie :)

Nindë
13.06.2004, 13:51
Agentak mi sie twoje podoba..Super zakonczenie...Maly horror...a bu!!

Teraz ja tez cos napisze!!

"Czas młodości" odcinek 1

Byla pewna paczka przyjaciolek...Cztery niesamowite dziewczyny..Ktorym zdarzaly sie nizwykle przygody...Wszystkie chodza to tej samej klasy i maja po 14 lat..A ta paczka to: Julia, Daria, Lucyna i Kamila...Taka paczka...Czesto maja babskie pogaduchy u jednej z ich domow dzisaj przypadlo u Darii...
-Mniam!! Twoja mama robi pyszne sałatki-powiedzila Kamila
-Wiem..-powiedzila Daria
-Ale jednka moja mama robi lepsze-powiedzila Kmaila
-O ty!-zasmaila sie Daria i zaczela sie bitwa na poduszki
Tego wie czoru byla burza i zadnej z dziewczyn nie chcialo sie isc do domu..
-Dziewczynki zbierac sie..Rodzice sie beda o was martwic-powiedzila Kasia mama Dari
-Ale niech pani popatrzy jaka tam jest podgoda..-powiedzila Lucyna
-Dobrze zaraz zadzwonie do waszych rodzicow ze bedziecie tu nocowac-powiedzila Kasia
-Hurra!!!-krzyknely dziewczyny
-Co robimy-pyta sie Julia
-Opowiadajmy opowastki od duchach..-powiedzila Daraia
-Lepeij nie..-powiedzila Kmaila
Nagle otworzyly sie z hukiem okona..
-Aaaaaa!!-krzyknely..
-Spokojnie to tylko okna..-powiedizla Daria
Poszla zamknac okno i........

No wlsanie co sie stanie??

Zanussi
13.06.2004, 17:58
BYL SOBIE ZYKFRYT I ZYKFRYT!! TO DWA PATYKI!! KOCHAJĄ SIE BAWIĆ W PIASKOWNICY I SĄ GALAZKAMI SOSNY

-CZEŚĆ ZYKFRYT!!
-CZEŚĆ ZYKFRYT!!
- CO U CIEBIE?!
- A U CIEBIE?
- AUF WIEDER ZEIN!
- YO
- LUBIE CIE
-JA TEZ-
-PA
-PA




TO MOJE NAJLEPSZE OPOWIADANIE!!

agentka
13.06.2004, 21:20
Ekhm... Zanussi to ja sie boje pomyślec jakie jest twoje najgorsze skoro to jest twoje najlepsze.... bez urazy. :mellow: -_- To jest raczej dialog a nie opowiadanie.

Agentak mi sie twoje podoba..Super zakonczenie...Maly horror...a bu!!


No! i o to chodziło zeby to był horror, ja uwielbiam pisać opowiadania takiego typu :P Ochh..... :lol: Dzieks za ocene...

"Kitty"
13.06.2004, 21:58
,,Dziwna rodzina" - odc. 2
Natychmiast Matiya zadzwoniła na policje, gdy odłożyła słuchawke od telefonu zędlała. Natychmiast na kanape zaniusł ją jej najleprzy przyjaciel, po chwili odckneła się i policja przyjechała. Scott opowiiedział im całe zdarzenie. Policja znała rodzine McCanderów i miała przeczucie że z córką stało się to samo co z matką, Jej przyjaciel Michael (Majkel) przygnembiony zaproponował....
-Jeśli chcesz to ja i Neya (Nija) zostaniemy.
-Lepiej nie. A jeśli ten ktoś kto porwał Keishe wruci tu? Niechce zeby tobie albo z Ney'a coś stało się!!!
-Bede spokojniejzy jeśli.....
Nagle Neya przerażona....
-AAAAAAAAA!!! Ktoś w krzakach!!!
Policja wybiega na ulice i krzyczy .....
-Stać policja! Prosze wyjść za krzaków z podniesionymi rękoma!!!
Jeden z funkcjonariuszy powoli podchodzi do krzaków......
-Tam nikoogo niema!!!
-Jakto?
-Jest tylko jakiś pierścionek!
Mateya zdziwiona...
-Pierścionek? Pokaście go!
Dziewczyna podbiegła co sił w nogach.
-To pierscionek mamy Keisha znalazła go w swoim pokoju.
-Kiedy?
-Niedawno.
Ojciec przerarzony...
-Co z tą rodzina się dzieje?
Koniec odc 2
No i co, podoba się?? :P
Pisałam to dwie godziny :)
Pozdrawiam B)

"Kitty"
14.06.2004, 12:27
,,Dziwna rodzina" - odc. 3
Następnego dnia, wcześnie rano Matiya wraz z Michaelem, Ney'a i kilkoma innymi przyjaciułmi porozwieszali plakaty z informacjią o zaginionej Keishy McCander. Michael bardzo spierał Matiye, tak jakby czuł coś do niej. Po tygodniu, bez zadnej wieści o siostrze, Matiya poczuła coś do Michaela. Kiedy Matiya i Michael zostali sami w salonie, gdyż Neya poszła spać z buluy głowy, a ojciec pojechał na komsariat zapytać czy wiadomo coś nowego o zginione. Zmęczona Matiya złapała ręke Michaela .....
-Czemu to dla mnie robisz?
-Co?
-To że tu jesteś, powinjeneś być w domu z swoją spokojną rodziną.
-Wole być z tobą.
W tej chwili Michael pocałowal Matiye w usta......
-Bo kocham cię!
Smutna dziewczyna rozpłakała się, w tej samej chwieli mocno przytuliła jej nowego chłopca.
Koniec odc. 3
JEZU :blink: !!!!!
Z tego z robiło się ROMANSIDŁO -_-
Sztraszney odcinek, nie? :(



P.S. Sorry że naopisałam dwa posty pod żąd!!!!!!!!!!

Zizej
14.06.2004, 15:35
ee tam romansidło czy nie mi siem podoba :P

-Czyli...Czyli to i tak twoja wina!!Chciał być z nami...Wolałabym żeby był dla pieniędzy znami niż w ogóle...Interesował się mną...Kłamałaś!!
-Ty nic nie rozumiesz!!-Elżbieta znowu się zdenerwowałą-Chciał podzielić Mój majątek!! Chciał mieć ciebie pod swoją opieką a nie interesował się tobą przez 5 lat i chciał ciebie mnie zabrać! Na szczęście sędzia powiedział, że cały mają tek jest mój, bo sama do niego doszłam...A dzieckiem będę się opikowała również ja, bo on nie interesował się nim przez długi okres, a poza tym ja zapewnię ci lepszą przyszłość....A co do tego pytania... to zpaytał o płeć, bo niewiedział co ma podać do nowegodowodu osobistego...czy ma syna czy córkę....
Przez kilka następnych miesięcy Kornelia oswajałą się z tą bolesną prawdą...Miała mały problem z ubraniamy jednak naszczęście zaczęły się wakcje i mogła się uwolnić od nieprzyjemnych komentarzy na jej temat...Nie zorientowani w temacie mówili:
-„Zobacz jak ona przytyła”
-„Podobno załamała się bo firma jej matki upadła”
Ci co coś słyszeli ale nie do końca mówili:
-„Podobno jej matka jest w ciąży, a ona jest taka gruba, bo udaje że to jej dziecko”
-„Prawdopodobnie wynajął ją jej sąsiad bo jego żona nie może mieć dzieci, a ona urodzi dziecko dla nich”
No i cozywiście Ci co wiedzieli o co chodzi mówili tylko:
-„Szkoda mi jej będzie studiowac z dzieckiem na ręku”
Zdarzały się również bardziej uszczypliwe uwagi:
-„Dobrze jej tak... Pewnie nie wie kogo to dziecko”
Kornelia była jednak szczęśliwa.Poprosiła mamę aby jedną z łazienek dla gości połączyć z jej pokojem i tam urządzić pokój dziecka.Ela zgodziła się i zaproponowała aby zmniejszyć równieżjeden z pokoji dla gości, bo dziecko musi mieć przestrzeń.
ja kciałam tylko powiedzieć że to już przedostatni odcinek mego opowiadanka o przygodach Kori :) nie wiem czy ktoś to czyta ale dobra :P może ktoś keidyś po klikunastu latach znajdzie ten temat przeczyta moje opowiadanie opublikuje i dostane za to kupe forsy :P a nawet jak nie to nie będzie mi smutno :P

"Kitty"
14.06.2004, 21:49
Originally posted by HaNaH222@Jun 14 2004, 03:35 PM
ee tam romansidło czy nie mi siem podoba :P

Naprawde? :huh: Podoba ci się? :rolleyes: Ciesze sie :P

I następny odc. ^_^
,,Dziwna rodzina" - odc.4
Dwa lata później wszyscy stracili nadzieje na odnalezienie zaginionej Keishy McCander.
Cztery lat późśniej.
Panna Matiya McCande, niedługo będzie Panią Matiy'a Charver (Charfer) .
Michael oświadczył się jej, za tydzien ślub. Dziewczyna w siódmym niebie, ale najpierw wieczór panijski....
Neya zaprosiła Matiye do siebie......
-Mam dla ciebie niespodzianke.
-Jaką?
Neya otwiera drzwi.....
-ŁAŁ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Dziękuje wszystkim!
-Jest jeszcze coś, otwóż te duże pudło!
-Te?
-Tak!
-AAAAAAAA!!! Niewieże!!!!!
-Czas zabawy!!!
Następny dzień.
Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Matiya ledwo żywa, z lodem w worku na głowie i w ręku pudełkiem aspiryny, otwiera drzwi. Za drzwiami stoi Michael ktury.....
-AAAAAAA!!!!!!!
-Dziękuje! Mi też miło cie widzieć!
-Chcesz żebym dostał zawału?????? Uważaj sto.......!!!!!!
BACH! Biedna przewruciła się.....
-AUŁ!!!!!!!
( :lol: :lol: )
A wiec tak nadszedł wielki dzień. Ślub był spaniały, panna młoda byla przepiękana!
Po roku Matiya urodziła dziewczynkec o imieniu Alena (Alina)
Ten odcin ek jest chybatroche lepszy, co? :)

Zizej
15.06.2004, 14:23
aa tam lepszy :P wszystko sa fajniutkie oto moje opowiadanko :

Minęły wakacje.Kori wróciła do szkołyi radziła sobie jeszcze lepiej niż przed ciążą.W styczniu na początku 2 semestru [tuż przed lutym] Kornelia urodziła śliczną i zdrową córeczkę.Dała jej na imię Alicja, bo gdy zapytała się spotkanej przypadkowo małej dziewczynki o ślicznych blon włoskach jak ma na imię ta odpowiedziała, że Ala.
Gdy Ala skończyła 2 latka Kornelia poszła na studia o kierunku nazywanym pedagogiką.Tam spotkała wielu ciekawych mężczyzn jednakżaden nie chciał się związać z kobietą z małym dzieckiem.Podczas wręcznia dyplomy ukończenia studiów zauwarzyła ona ysokiego blondyna....Był on strasznie podobny do Jacka...Ojca jej dziecka.
Postanowiła wtedy zapytać mężczyznę o imię, a ten odpowiedział:
-Jestem Jacek Wolbert.A pani?
-Matka pana dziecka...
-Hmm.To Ty jesteś tą dziewczyną z dyskoteki?Chciałem Ci powiedzieć że tamtego wieczoru sama zaproponowałaś mi...No wiesz i ja się zgodziłem...Zakochałem się w tobie...chodziliśmy razem na język niemiecki w szkole..ale ty nigdy na mnie nie zwracałaś uwagi...W szkole pary razy próbowałem się do ciebie odezwać w tej sprawie..ale te twoje koleżanki...Odganiały mnie od ciebie...Ja..ja chciałbym-I wtym momencie zrobił coś czego Kori nigdy się po nim nie spodzieała-oświadczył się jej
-Wyjdziesz za mnie?Bardzo cię kocham i chciałbym wychować nasze dziecko...Czy to dziewczynka?
-Tak...Tak....
-Tak co?
-Na oba twoje pytania odpowiedam „Tak” mamy córeczkę Alicję...A ja też się w tobie podkochiwałam ale nie wiedziałam, że to ty jesteś tym Jackiem z dyskoteki...W tych światłach wyglądałeś jakoś inaczej...
Dwa miesiące potem Jacek i Kornelia wzięli ślub i zamieszkali razem na kolejnej działce zakupionej przez Elżbietę.
HAPPY END
To było ostatni odcinek mojego opowiadanka...jak wam siem podobało??Mówię do tych co czytaja [chociaz ten ostatni odcinek] :PP

ludek
15.06.2004, 19:39
PRZESWIETNE !! napisz jeszcze jakis odcinek ... moze o alicji ?? albo zacznij nową serie , bo podoba mi sie to jak piszesz :)

Zizej
15.06.2004, 21:05
w końcu mam "prawie 6 " z polaka :PP a to z tą Alciją to nawet nie głupi pomysł :) Obiecuje Ci ludku że jak tylko coś napisę to dowiesz się o tym pierwsz :P a narazie moje "candy opowiadania" mozesz przeczytac w tym temacie (http://forum.thesims.pl/index.php?showtopic=7911) poszukaj tam sa tez moje opowiadania ze zdjeciami :)

ludek
15.06.2004, 21:15
ok :) jak mam sie pierwszy dowiedziec moj number gg : 3530206 :)
ha ! ide przegladac tamte opowiadania :) moze niedlugo i ja cos skrobne :)

Zizej
16.06.2004, 15:11
~~== ~~> Pamietnik pokojówki <~~==~~

18.06.2004
Siemka!Mam na imię Oliwia i niedawno przeprowadziłam się do Brazylii.Z pwodu braku pracy w Polsce postanowiłam pracować tu.Jednak i tutaj nie ma za dużo pracy...Dlatego właśnie jestem pokojówką.Mieszkam w olbrzymim domu jakich tu pełno.To jest troche jak w telenoweli, ale ja nie zakocham się w swoim pracodawcy ani w jego synie bo pracuję u pewnych straszych ludzi.
Oni z tego co mi wiadomo mają córkę w Stanach.Jestem wesołą
22-latką.Moi państwo mają ogromny ogród.Właściwie to tu nie ma co robić.Dwa razy dziennie sprzątne wylane wino z podłogi[strasznie im się trzęsą ręce] tak poza tym to oni tylko by ciągle spalii jedli.Więcej by tu zarobiła zawodowa ścielaczka łóżek niż biedna Polka.Poza tym strasznie tu śmierdzi...wazeliną, a ta babcia to się perfumuje i z tą wazeliną to śmierdzi gorzej niż moja babcia Gefa.Babcia miała na imię GenoweFa i z tą d ta Gefa.Babcia zawsze śmierdziała kotami i sikami.Mama mówiła że tata nie chce kupować jej kibla do domu bo i tak niedługo umrze, a mieszkanie się sprzeda.Nie sprzedali mieszkania, bo mieszzka w nim teraz mój brat...On jst młodzy o 2 lata ama swoje mieszkanie.Ja dalej mieszkam z rodzicami....To taki wstyd, że hej.\Nie zapraszam nikogo do siebie, bo śmierdzi w domu babcią Gefą, tata chciał oszczędzić i zrobił pogrzeb u nas w domu i trumna stała w kuchni na stole...Na miejscu na cmentarzu tata też oszczędził...Pochował babcię za domem w ogródku.Tam zwsze było mojej młodszej siostry ulubione miejsce do zabawy...Teraz to się tam chyba już nie pobawi.???

nie jest to o Ali ale mi siem troszki podoba..sorx ludek że nic nie pisnełam ale ... dopiero wróicłam z budy i tak jakoś sobie to wymyśliłam żeby wkleić-Ty napisz to ja Ci wyślę całe opowiadanko...jesli Cie interesuje :PP

ludek
16.06.2004, 15:16
ha ! pytanei , jasne ze interesuje :) szczegolnie mi sie podobalo :

Tam zwsze było mojej młodszej siostry ulubione miejsce do zabawy...Teraz to się tam chyba już nie pobawi.???

i :

trumna stała w kuchni na stole...

:lol: :lol: :lol: :lol:

Kirke
16.06.2004, 16:05
mi też się podobało to takie z życia wzięte :P

Zizej
17.06.2004, 09:54
no to lecimy daje 2 odc :)

19.06.2004
Świetnie! Jak podpisywałam tą umowę to nie było w niej nic o zmywaniu sików z podłogi!! Babcia w nocy nie zdążyła do łazienki...Myślałam nawet żeby jej tam łóżko przenieść, ale dziadek z nią śpi a on ma uczulenie na tą kostkę co się do muszli wkłada.Oni są tacy bogaci,że ja im mam kupować kostki toaletowe antyuczuleniowe! A ja dostaję tylko 600zł tygodniowo! Żądam podwyżki! Zastrajkuję chyba.Muszę lecieć bo bacia znowu nie zdążyła do łazienki!

20.06.2004
Dziadek niby taki ślepy a napis na butelce potrafi przeczytać!Dzisiaj zażądał żebym mu czytała gazetę, bo on niedowidzi.Jak wyszłam po krople do oczu[aż tak mnie bolały] to wziął sobie szklankę i nalał whisky!Ciekawe skąd wiedział, która to butelka?Może na wyczucie?Następnym razem naleję tam denaturatu.A u babci po staremu ciągle nie zdąża do łazienki.Chyba nauczę jej jazdy na wrotkach...

hahah az sie brehalam jak to pisalam miecha temu :P

asiolin
17.06.2004, 10:14
Haniu masz talent! Zostań pisarką,bo świetnie piszesz.
Opowiadanie super!

ludek
17.06.2004, 16:01
heh :) mowilem to juz kilka dni temu :) pisz kolejne odcinki jak najczesciej !! :)

Nindë
17.06.2004, 16:15
"Czas młodośći" odcinek 2

-Burek!! Ty wstrętny kocie!!-krzyknela Daria
-No bardzo..-powiedzila Kamila
-No co masz pretensje do kota??-zapytala sie Julia
-No bo jest burza i kotek mousi sie schronic i...-powiedzila Lucyna
-i..Nas wystraszyc..-dokonczyla Daria
Wlaczyly plytke Drai z Hip-Hopem i zaczela sie impra..
Okolo 2 w nocy mama Dari poszla im zwrocic uwage..Rano wszytko bylo porozwalnae..Slupy przewrocone a drzewo sie przewrocilo na dom..Lucyny!!
-Co sie stalo z mioimi rodzicami?-zapytala sie Lucyna..
-Prykro mi smierc na miejscu-powiedzila sasiadka..
-Nieeeeeeeeeeee!!!!!-poplakala sie Lucyna i sie zalamala..
Juz minal miewsiac od tego zdarzenia a Lucyna mieszka u Dari..Kamila i JMulia bardzo wspolczoly w one w te noc milay impre..
Jendnak Lucyna skrywala sekret...
-Hej Lucyna gdzie idziesz-zapytala sie Daria i pobiegla za nia..
Poszla do jakiegos chlopaka..I zapytala sie masz...

No wlasnie co on ma miec??

ludek
17.06.2004, 16:24
pewnie dragi ma miec ten kolo

Zizej
17.06.2004, 17:40
ja mysle ze ona sie zapyta
-masz moze porzyczyć jakieś tabletki?? mam miesiączke i bardzo cierpie :PP
a teraz moje 2 odcinki :P

21.06.2004
Dzwoniła ich córka z U.S.A. pytała czy nie stważają kłopotów.Ja jestem taka uczciwa, że powiedziałam, że żadnych problemów z nimi nie mam.Powiedziała też , że jeśli coś będzie nie tak to ona da mi więcej.Pieniędzy oczywiście.Mam rozwiązanie dla dziadka i babci.I to wymyśliłam to oglądając telewizję[same seriale brazyljskie].
Dla babci kupię pampersy, a dla dziadka kupię radio.Ustawię na jakiś informacyjny program i niech słucha.Myślę, że za to mogę wziążć więcej kasy, bo kosztowało mnie to utratę wolnego czasu!

22.06.2004
Babcia chce jechać do córki.Dziadek razem z nią.I ja razem z nimi.
Ale oni tam będą mieli swoją córeczkę więc ja mam 1 dzień wolny.
Dzisiaj ich pakowałam.Musiałąm lecieć do chemicznego po przeciwuczuleniową kostkę do sedesu.Dziadek to ma kaprysy.Nie mówię nic o babci bo mnie dziś strasznie wściekła!!Kazała mi spakować całą walizkę perfum i 2 słoje wazeliny.Żadna walizka tego nie pomieściła.Straszne.A jeszcze zostały jej kosmetyki i łańcuszki!

ludek
17.06.2004, 18:14
SWIETNE !! ja jednak czekam na dokonczenie o Ali I Kori caly czas :)

Zizej
17.06.2004, 18:17
to musizz sobie jeszcze poczekać :P najpierw to ja muszem edytowac swoja stronke!! [link ponizej] potem zaczne pisac o ali i kori :P narzie zadowol sie o Olivi :P

asiolin
17.06.2004, 18:35
Haniu świetne! Elu ze względu na liczne błędy tak sobie.

Vilgefortis
19.06.2004, 00:40
HaNaH222 to o Kornelii było całkiem fajne,tylko trochę zniszczyłaś je zakończeniem,ale ogólnie OK ;) .Acha,i może ktoś by raczył przeczytać jednak moje opowiadanie i je ocenić? :) Bo chyba jak na razie raczej nie ma chętych :lol:
Ciąg dalsza...

Niedługo później Babcia umarła.Było to dość dziwne,biorąc pod uwagę,jak świetnie trzymała się staruszka jak na swój wiek.Rzadko chorowała,.Wieczorem była jeszcze spokojnie na siłach,żeby pomarudzić,że Ewa prawie nic nie mówi,przegonić z wrzaskiem chłopca roznoszącego reklamówki i jak zwykle w sobotę pójść na kawę do pobliskiej kawiarni.W nocy już nie żyła.Lekarze określili to "nagłą i spokojną śmiercią".
Ewa nie miała już nikogo.Po Babci czuła tylko pustkę.Po śmierci dość szybko się uspokoiła.Nie miała nawet trafić do sierocińca,bo bardzo szybko zgłosiło się wiele osób z chęcią przygarnięcia "uzdolnionego dziecka".
"Pewnie gdybym nie mieła tych zdolności nikt nawet na mnie by nie spojrzał".Nie chciała iść do innego domu.Wiedziała,że wszystko by się zmieniło i dość szybko by się nią znudzono.Była raczej małomówna i trochę zamknięta w sobie.Czuła,że zmiana, na którą czeka,nadejdzie skąd inąd.Z zupełnie skąd inąd.

asiolin
19.06.2004, 10:52
Bardzo fajne.... Ale wolę Hani...Haniu kiedy ciąg dalszy?

Vilgefortis
19.06.2004, 11:24
Cz.6
Na pogrzebie było niewiele ludzi.Tylko Ewa i kilka przyjaciółek Babci.Dziewczyna nie płakała.Stała tylko ze spuszczoną głową i myślała,jak dalej wszystko się potoczy.Zaczęła czuć na sobie czyjeś spojrzenie.Z początku spokojne, lecz uporczywe.Później zaczęło się robić naglące.Podniosła głowę i rozejrzała się.Żadna z przyjaciółek Babci raczej nie zwracała na nią uwagi.W końcu,przy bramie prowadzącej na cmentarz dostrzegła dość dużego,białego psa.Psa?To określenie jakoś nie pasowało do zwierzęcia.Czarne,wypukłe oczy cały czas się w nią wpatrywały.On czekał.Jednak doczekała do końca pogrzebu,po czym przez nikogo nie zauważona podeszła do zwierzęcia.Pies zaczął powoli iść w stronę zachodzącego już słońca.Ruszyła za nim.

asiolin
19.06.2004, 14:36
Bardzo ładne opowcio Vilgefortis. Proszę pisz dalej....

agentka
19.06.2004, 17:32
Opowiem wam coś prawdopodobnie na faktach, opowiadała mi to babcia.Owszem, możecie sie z tego śmiac i mi nie wierzyć ale co tam.Jak opowiadałam to koleżankom to piszczały ze strachu...

Akcja dzieje się na wsi.
Była noc i jak zawsze dziadek poszedł doglądnąc zwerzęta.Dał im jeść itp.Poszedł spać.W nocy obudziło go coś.Jakiś dziwny dźwięk.Wstał i skierował się do obory.Otworzył drzwi i zobaczył ,że wszystkie zwierzeta są w powietrzu.Poprostu... unosiły się nad ziemią... Na drabinkach pod ścianą byłozaczepione bydło... Nie wiedział o co chodził.Spanikował i pobiegł do swojej żony....

Niestety nie pamiętam co było dalej...
Drugie :

Jakaś prababcia albo babcia mojej babci była podobno trochę bogata.W domu miała cenne rzcezy : naszyjniki ze złota i srebra, cenne obrazy itp.
Szła już spać lecz cos usłyszała.Myslała ze sie jej zdawało.Poszła spać.
Lecz ten dźwięk wydawał jakiś złodziej.Wkradł sie do domu wiadomo z jakich przyczyn.Babcia o tym wiedziała.Złodziej schował sie u niej pod łóżkiem...
Spała ze świadomością ,że pod nią leży złodziej, niebezpieczny człowiek który także okazał się mordercą...Rano wstała i zadzwoniła na policję.

skoro mi to babcia opowiadała to jest to na faktach.Dziwnie to opowiedziałam ale trzeba było słyszeć moją babcie jak to opowiadała :o

asiolin
19.06.2004, 17:36
Ooo...Mnie takich rzeczy babcia nie opowiada. :lol:
Fajne!

agentka
19.06.2004, 22:42
Moja babcia jest wyjątkowa :lol: :lol: zartuje... eheh

Teraz mnie dziewczyny mają za osobe która opowiada najlepsze straszne opowiesci i która potrafi wystraszyć :D ^_^ :D

asiolin
20.06.2004, 12:13
Moja też jest wyjątkowa,ale w inny sposób.
No to moje opowcio oparte na dzisiejszym moim śnie. :lol:
Wśród ludzi żyjących na świecie żyła sobie pewna kobieta o imieniu Samanta.
Miała dwóch wielbicieli: jednego czułego i troskliwego Marcela,a drugiego
zimnego jak lód Eustachego.
Marcel się opiekował Samantą. Przynosił jej jedzenie i picie.
Natomiast Eustachy był zazdrosny i co wieczór obmyślał zemstę.
Pewnego wieczoru wymyślił,że udusi przeciwnika.
Gdy Marcel czekał przed domem Samanty na nią, z tyłu zakradł się Eustachy.
Udusił Marcela i schował się za krzakami.
Samanta płakała i miła nadzieję,że Marcel za raz wstanię i powie,że to żart.
Jednak mężczyzna się nie ruszał,więc wtedy z za krzaków wyłonił się Eustachy7 z róża i zaczął adorować piękną Samantę.
Ona jedank odtrącałą jego uczucia. Wzięła na ręce Marcela i przywlokłą go do małego pobliskiego kościółka. Tam poprosiła księdza o ślub. Ksiądz sie zdziwił,bo nigdy nie wyprawiał ślubu kobiecie i umarłemu męższczyźnie,ale wykonał prośbę damy i udzielił im ceremoni. Po ślubie Samanta wzięła Marcela do swojego domu i położyła go na swoim łóżku. Gdy kładłą sie spać to położtyłą sie obok Marcela.
Tak żyła długo i w odrobinie szczęścia,a Eustachy został ukarany za zabójstwo
Marcela własną śmiercią.



Koniec....No i jak? He,he...To był mój sen,ale nadał bohaterom imiona by sie nie mylili. :lol: :D :lol:

Zizej
21.06.2004, 16:48
doobre asiolinq dobre :) tyylko...hmm no bo teges...ona żyła z tym trupem?? blehh ale musiałp jechać u niej na chacie :P

asiolin
21.06.2004, 18:41
Originally posted by HaNaH222@Jun 21 2004, 04:48 PM
doobre asiolinq dobre :) tyylko...hmm no bo teges...ona żyła z tym trupem?? blehh ale musiałp jechać u niej na chacie :P
Haniu,ale tu nie o to chodzi,bo to był mój sen! :lol:
No i nie wypadało mi zmieniać treści! :D :lol:
Dzięki,że Ci sie podoba!

Zizej
22.06.2004, 07:50
pisze kolejny odcinek...a co do zakończenia op.o Kori to juz mi sie nie chcialo pisac :P chcialam zeby byl happy end wiec napisalam cos takiego :P


23.06.2004
Jesteśmy na miejscu.Dostałam premię od ich córki za spakowanie ich! Dostałam 300dolarów myślałąmże dostanę tych znczków ->$$ w oczach.Poszłan na zakupy.W rezulatcie mam 2 bluzki,3 pary spodni,4 spódniczki,2fartuszki,6 par bótów i trochę pamiątek.Wszystko kupowałam w takiej taniej sieci sklepów „Second hand clothes” Nie wiem co to tak dokładnie znaczy ale wiem że clothes=ubrania.Poleciłam tej ich córeczce te sklepy.Ale ona powiedziałą, że nie ma zaufania do nowych marek.Dziwna co?
Poszliśmy na kolację do KFC.Babcia była nadzwyczaj szczęśliwa.Przywiozła sobie z tamtąd daszek.Ja też taki mam.Dam go mojemu bratu.On lubi takie zachodznie wynalazki.

24.06.2004
Już wróciliśmy.Jest późno w nocy.Wszyscy już śpią tylko ja jedna nie.Rozpakowuję się.Zastanawiam się kiedy będę miała okzję włożyć swoje nowe ciuchy!? Już jutro będzie tydzień od kiedy tu pracuję, a 8 dni od kidy tu jestem.Powiem wam, że się już przyzwyczaiłam do babci i dziadka.Są nawet fajni jak się bliżej przypatrzeć.Jestem takaśpiąca,że się chyba nawet dziś nie umyję przed snem bo po prostu zasypiam na stojąco...

asiolin
22.06.2004, 09:08
Śliczne Haniu..Mam nadzieje,że będziesz jeszcze dużo pisać o Oliwii.
Oliwia tak?

Zizej
22.06.2004, 12:03
tak tak ale juz nie dlugo koniec :P zaraz sie skonczy :P wklejam odcinek 1 bo bedzie dluzej :P

25.06.2004
Wszyscy dziś zaspaliśmy! Ja się obudziłam o 10.36, a dziadek i babcia o 12.35.Już nawet nie jedli śniadania tylko obiad i znowu drzemka poobiednia!Dostaliśmy telefon, że przyjeżdża ich córka.
Już się stęskniła??Muszę jej przygotowac pokój.

właśnie sprawdzilam i zostaly tylko 2 odcinki czy tam 3 do wklejenia :P

Zizej
22.06.2004, 12:07
Originally posted by agentka@Jun 19 2004, 05:32 PM
Opowiem wam coś prawdopodobnie na faktach, opowiadała mi to babcia.Owszem, możecie sie z tego śmiac i mi nie wierzyć ale co tam.Jak opowiadałam to koleżankom to piszczały ze strachu...

Akcja dzieje się na wsi.
Była noc i jak zawsze dziadek poszedł doglądnąc zwerzęta.Dał im jeść itp.Poszedł spać.W nocy obudziło go coś.Jakiś dziwny dźwięk.Wstał i skierował się do obory.Otworzył drzwi i zobaczył ,że wszystkie zwierzeta są w powietrzu.Poprostu... unosiły się nad ziemią... Na drabinkach pod ścianą byłozaczepione bydło... Nie wiedział o co chodził.Spanikował i pobiegł do swojej żony....

Niestety nie pamiętam co było dalej...
Drugie :

Jakaś prababcia albo babcia mojej babci była podobno trochę bogata.W domu miała cenne rzcezy : naszyjniki ze złota i srebra, cenne obrazy itp.
Szła już spać lecz cos usłyszała.Myslała ze sie jej zdawało.Poszła spać.
Lecz ten dźwięk wydawał jakiś złodziej.Wkradł sie do domu wiadomo z jakich przyczyn.Babcia o tym wiedziała.Złodziej schował sie u niej pod łóżkiem...
Spała ze świadomością ,że pod nią leży złodziej, niebezpieczny człowiek który także okazał się mordercą...Rano wstała i zadzwoniła na policję.

skoro mi to babcia opowiadała to jest to na faktach.Dziwnie to opowiedziałam ale trzeba było słyszeć moją babcie jak to opowiadała :o
ahh chyba ta nasza kłótnia w innym temacie nie była potrzebna...sorx ze post pod postem ale to by bylo za duzo namieszane :P moja babcia to mi tylko raz opowiadala ze jak byla mala i poszla kiedys z kolezankami do lasu to widziala jak duuuuuuuuza swiecaca kula sie toczyla z gory-sama i ponoc tam bylo jeszcze pare dziwnych wydarzen w tej wsi ale juz tego nie pamietam :P :(

asiolin
22.06.2004, 13:00
Originally posted by HaNaH222@Jun 22 2004, 12:03 PM
tak tak ale juz nie dlugo koniec :P zaraz sie skonczy :P wklejam odcinek 1 bo bedzie dluzej :P

25.06.2004
Wszyscy dziś zaspaliśmy! Ja się obudziłam o 10.36, a dziadek i babcia o 12.35.Już nawet nie jedli śniadania tylko obiad i znowu drzemka poobiednia!Dostaliśmy telefon, że przyjeżdża ich córka.
Już się stęskniła??Muszę jej przygotowac pokój.

właśnie sprawdzilam i zostaly tylko 2 odcinki czy tam 3 do wklejenia :P
Choć krótkie ślittt! Ok! :wub:

кама
23.06.2004, 19:08
Opowiadanie PT.Tez kto kocha kobiety hoc ich nie kocha.
Part 1
Zaczynamy nasza historie. Zyl sobie facet ktory KOchal kobiety.
MIal taka kolerzanke krora szybkko sie stala Narzeczona.
Chyba go nie kochala... Nawet nie chciala go pocalowac. A wiec pozwalali sobie tylko na Przytulanie... i Czasem na Yakuzi. Widac bylo rze sie nie lubia bo nawet w YAkuzi sie klocili. On jej tez ZA bardzo ni lubial.Wyszli iwec z Yakuzi i postanowili juz sie wiecej nie spotkac. PO paru MInutach zadzwonil po inna kolerzake ktora byla mu troche blizzsza.OOOO!~jezu. ona go tez nie chce calowac. Itak dobrze sie zaczyna: Obiad Jedza Razem , On zjadl ona jescze je, wiec mysli nad planem jak sie pozbyc tamtej. JUzmam! krzyknol gdy ona poszla. W#iem co zrobie. POjade do miasta po broni ja zabije RZeby mi juz nie przeszkadzala. Wiec jedziemy do miasta, Kupujemy bron... oooo! Jaka laska! Trzeba skorzystac! i to jescze GWiazda!Jedziey. nie mozna tracic czasu na jakos Glupia kobiete. Dzwonimy po busik i jedziemy do Chaty. Jestesmy w domu... Jescze pomysle sobie rzycz\enie. OOO! juz 12. POra dzwonic po ofiare. Idzie. TYlko jescze wyjme karabin.Ona czaly czas mi przynosi prezenty:powiedzial damian z podejrzeniem ze opna kogos ma ale ten prezent itak wezmie.JUz dostaje z Karabinu! jest w panice! NIe dam Ci litasci: powiedzial on. o ona: prosze ! Bede cie kochala! on jej odpowiada: "NO a czemu perzynosisz mi codziennie przent? napewno nasz kochanka i dla tego. niechcesz rzebym cos podejrzewal!" "Nie blagam! KOcham cie!" ona odpowiada . a on: NIe ma litosci! jestem Bezlitosni i jestem bez serca dla tych ktorzy mnie nie szanuja! a ty mnie wlasnie nie szanujesz! PIF PAF I JUZ PRAWIE PO NIEJ!ONa mowi:OOOH... slabo mi juz nie...on:TAK nie zyjesz wiem . zabilem cie! PA NA ZAWSZE! AHAHAHHAHA !juz nikt mnie nie bedzie ponizal!!!
Koniec Part 1
POzdrawiam

Zizej
24.06.2004, 10:52
hahahah fajne tylko troszki dziwne...czy to bedzie w odcinkach???

26.06.2004
To straszne!Ona chce ich przeprowadzić do siebie do Stanów!!
To znaczy że ja się im już nie przydam!Mam się już pakować.I ich też.Jednak Ich córka powiedziała,że wypłaci mi 2 razy tyle ile mam w kontrekcie czyli 20 000 zł!! I to mam samolot za darmo i mogę wziążć co chcę do domu z ich domu! Już spakowałam: wazon,odświeżacze powietrza[żeby tak nie śmierdziało babcią w domu],przeciwuczuleniową kostkę klozetową, bo może dlatego tatę tak bardzo swędzi tyłek.I jeszcze wzięłam kilka ramek na zdjęcia i komplety pościeli.Dodatkowo dostałam od dziadka 15 000 ale nie wiem za co.Tylko tak mrugnął i pokazał mi O.K.

to przed ostatni odcinek a teraz ostatni :


27.06.2004
Już jestem w samolocie do domu.Babcia wyśle mi jeszcze telewizor i może kuchenkę elektryczną.Na pewno za to 13 000 kupię sobie małe mieszkanko,jakąś kawalerkę.I znajdę sobie męża.Muszę pamiętać,żeby umiał mówić po Włosku to pojedziemy razem następnym razemdo Włoch i będziemy razem pracować u jakiejś babci i jakiegoś dziadka.

asiolin
24.06.2004, 11:00
Haniu szkoda,że już koniec. Slitopowcio :wub: !
Kamo szczxerze mówiąc to mi sie zabardzo nie podoba Twoje opowiadanie,bo ajkieś takie nie do końca zrozumiłe i nierealne. KOjaży bardzo mi się z jakimis okropnymi simami...Ale każdy ma prawo do wyrażania sowjej opini.

ludek
24.06.2004, 11:05
haniu , przeswietne , zajefajne , zajedwabiste ... no ... :) :) :) supcio :) wymysl dlasze czesci :P:P :P :P :P :P :P

Zizej
24.06.2004, 11:19
chciałbyś :P jush mam pomysł na opowcio o Ali :) układam je narazie w głowie :) jednak narazie musicie poczekać ze 2-3 tygodnie :( musze to przelac na...papier?? nii na ekran moinitorka :P

asiolin
24.06.2004, 11:22
Acha...No dobra..Będziemy czeakć w drobnej nudzie...

Misia
07.07.2004, 18:30
Super piszecie, jak ja skoncze to tesh umieszcze

asiolin
08.07.2004, 09:46
Originally posted by ..::Sharon::..@Jul 7 2004, 06:30 PM
Super piszecie, jak ja skoncze to tesh umieszcze
Aaaa..No to czekamy! Napsizesz kiedy Nudiz mi sie....

Elún
15.07.2004, 22:54
Originally posted by asiolin@Jun 20 2004, 12:13 PM
Moja też jest wyjątkowa,ale w inny sposób.
No to moje opowcio oparte na dzisiejszym moim śnie. :lol:
Wśród ludzi żyjących na świecie żyła sobie pewna kobieta o imieniu Samanta.
Miała dwóch wielbicieli: jednego czułego i troskliwego Marcela,a drugiego
zimnego jak lód Eustachego.
Marcel się opiekował Samantą. Przynosił jej jedzenie i picie.
Natomiast Eustachy był zazdrosny i co wieczór obmyślał zemstę.
Pewnego wieczoru wymyślił,że udusi przeciwnika.
Gdy Marcel czekał przed domem Samanty na nią, z tyłu zakradł się Eustachy.
Udusił Marcela i schował się za krzakami.
Samanta płakała i miła nadzieję,że Marcel za raz wstanię i powie,że to żart.
Jednak mężczyzna się nie ruszał,więc wtedy z za krzaków wyłonił się Eustachy7 z róża i zaczął adorować piękną Samantę.
Ona jedank odtrącałą jego uczucia. Wzięła na ręce Marcela i przywlokłą go do małego pobliskiego kościółka. Tam poprosiła księdza o ślub. Ksiądz sie zdziwił,bo nigdy nie wyprawiał ślubu kobiecie i umarłemu męższczyźnie,ale wykonał prośbę damy i udzielił im ceremoni. Po ślubie Samanta wzięła Marcela do swojego domu i położyła go na swoim łóżku. Gdy kładłą sie spać to położtyłą sie obok Marcela.
Tak żyła długo i w odrobinie szczęścia,a Eustachy został ukarany za zabójstwo
Marcela własną śmiercią.



Koniec....No i jak? He,he...To był mój sen,ale nadał bohaterom imiona by sie nie mylili. :lol: :D :lol:
Nie rozumiem twojego opowiadania :blink: ;) :ph34r:

ludek
15.07.2004, 23:14
Originally posted by SOSIk_ona+Jul 15 2004, 10:54 PM--></div><table border='0' align='center' width='95%' cellpadding='3' cellspacing='1'><tr><td>QUOTE (SOSIk_ona @ Jul 15 2004, 10:54 PM)</td></tr><tr><td id='QUOTE'> <!--QuoteBegin-asiolin@Jun 20 2004, 12:13 PM
Moja też jest wyjątkowa,ale w inny sposób.
No to moje opowcio oparte na dzisiejszym moim śnie. :lol:
Wśród ludzi żyjących na świecie żyła sobie pewna kobieta o imieniu Samanta.
Miała dwóch wielbicieli: jednego czułego i troskliwego Marcela,a drugiego
zimnego jak lód Eustachego.
Marcel się opiekował Samantą. Przynosił jej jedzenie i picie.
Natomiast Eustachy był zazdrosny i co wieczór obmyślał zemstę.
Pewnego wieczoru wymyślił,że udusi przeciwnika.
Gdy Marcel czekał przed domem Samanty na nią, z tyłu zakradł się Eustachy.
Udusił Marcela i schował się za krzakami.
Samanta płakała i miła nadzieję,że Marcel za raz wstanię i powie,że to żart.
Jednak mężczyzna się nie ruszał,więc wtedy z za krzaków wyłonił się Eustachy7 z róża i zaczął adorować piękną Samantę.
Ona jedank odtrącałą jego uczucia. Wzięła na ręce Marcela i przywlokłą go do małego pobliskiego kościółka. Tam poprosiła księdza o ślub. Ksiądz sie zdziwił,bo nigdy nie wyprawiał ślubu kobiecie i&nbsp; umarłemu męższczyźnie,ale wykonał prośbę damy i udzielił im ceremoni. Po ślubie Samanta wzięła Marcela do swojego domu i położyła go na swoim łóżku. Gdy kładłą sie spać to położtyłą sie obok Marcela.
Tak żyła długo i w odrobinie szczęścia,a Eustachy został ukarany za zabójstwo
Marcela własną śmiercią.



Koniec....No i jak?&nbsp; He,he...To był mój sen,ale nadał bohaterom imiona by sie nie mylili. :lol:&nbsp; :D&nbsp; :lol:
Nie rozumiem twojego opowiadania :blink: ;) :ph34r: [/b][/quote]
czego nie rozumiesz w tym opowiadaniu ?? :blink: :blink: :blink: :blink: :blink:

naughty
17.07.2004, 16:51
wow ale sen hehe :) :lol: ja to mam takie sny ze lepiej nie mowic choc nieraz sa fajne ... ja to niemaam daru do pisania takich rzeczy <_< -_- ^_^

Wardi
21.07.2004, 10:57
A mogę coś śmiesznego?

"Było to dawno, dawno temu, kiedy to bramy Krakowa zamykało się na pineski. W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu usiadła 5-cio letnia staruszka i nic nie mówiąc rzekła: 'Widziałam jak z komisariatu wynosili żywego trupa. W porcie stały 3 statki: jeden był, drugiego było połowę, a trzeciego wcale nie było. Wlazłam na tego trzeciego i poleciałam na bezludną wyspę, gdzie się roiło od białych murzynów. Wlazłam na gruszkę, zerwałam pietruszkę i spadło jabłko...' A wszystko to było zapisane na pięćdziesiątej-szóstej stronnicy babcinej spódnicy, która umarła na rok przed swoim narodzeniem, trzymając w ręku kwadratowe kółeczko i popijając oranżadkę z kożuszkiem..."

Zizej
21.07.2004, 11:49
buhahahahahah śmieszne ale to straaaaaaaszny nonsens.........

ludek
21.07.2004, 13:35
Originally posted by wardi@Jul 21 2004, 10:57 AM
A mogę coś śmiesznego?

"Było to dawno, dawno temu, kiedy to bramy Krakowa zamykało się na pineski. W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu usiadła 5-cio letnia staruszka i nic nie mówiąc rzekła: 'Widziałam jak z komisariatu wynosili żywego trupa. W porcie stały 3 statki: jeden był, drugiego było połowę, a trzeciego wcale nie było. Wlazłam na tego trzeciego i poleciałam na bezludną wyspę, gdzie się roiło od białych murzynów. Wlazłam na gruszkę, zerwałam pietruszkę i spadło jabłko...' A wszystko to było zapisane na pięćdziesiątej-szóstej stronnicy babcinej spódnicy, która umarła na rok przed swoim narodzeniem, trzymając w ręku kwadratowe kółeczko i popijając oranżadkę z kożuszkiem..."
spadlem z krzesla jak uslyszalem o tej gruszce pietruszce i jablku :lol: nizle ...

Karlamijcia
22.07.2004, 14:56
Originally posted by wardi@Jul 21 2004, 10:57 AM
A mogę coś śmiesznego?

"Było to dawno, dawno temu, kiedy to bramy Krakowa zamykało się na pineski. W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu usiadła 5-cio letnia staruszka i nic nie mówiąc rzekła: 'Widziałam jak z komisariatu wynosili żywego trupa. W porcie stały 3 statki: jeden był, drugiego było połowę, a trzeciego wcale nie było. Wlazłam na tego trzeciego i poleciałam na bezludną wyspę, gdzie się roiło od białych murzynów. Wlazłam na gruszkę, zerwałam pietruszkę i spadło jabłko...' A wszystko to było zapisane na pięćdziesiątej-szóstej stronnicy babcinej spódnicy, która umarła na rok przed swoim narodzeniem, trzymając w ręku kwadratowe kółeczko i popijając oranżadkę z kożuszkiem..."
hehe dobre... :P ja jeszcze dzisiaj sprobuje cos napisac...

Maciek S.
22.07.2004, 16:42
Niedługo dam tu moje opowiadanie.

Dominisia
24.07.2004, 18:55
Originally posted by wardi@Jul 21 2004, 10:57 AM
A mogę coś śmiesznego?

"Było to dawno, dawno temu, kiedy to bramy Krakowa zamykało się na pineski. W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu usiadła 5-cio letnia staruszka i nic nie mówiąc rzekła: 'Widziałam jak z komisariatu wynosili żywego trupa. W porcie stały 3 statki: jeden był, drugiego było połowę, a trzeciego wcale nie było. Wlazłam na tego trzeciego i poleciałam na bezludną wyspę, gdzie się roiło od białych murzynów. Wlazłam na gruszkę, zerwałam pietruszkę i spadło jabłko...' A wszystko to było zapisane na pięćdziesiątej-szóstej stronnicy babcinej spódnicy, która umarła na rok przed swoim narodzeniem, trzymając w ręku kwadratowe kółeczko i popijając oranżadkę z kożuszkiem..."
B) Ja nie moge super podoba mi sie omal sie nie przewróciłam... :P :lol: :D

Misia
24.07.2004, 19:21
Originally posted by wardi@Jul 21 2004, 10:57 AM
A mogę coś śmiesznego?

"Było to dawno, dawno temu, kiedy to bramy Krakowa zamykało się na pineski. W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu usiadła 5-cio letnia staruszka i nic nie mówiąc rzekła: 'Widziałam jak z komisariatu wynosili żywego trupa. W porcie stały 3 statki: jeden był, drugiego było połowę, a trzeciego wcale nie było. Wlazłam na tego trzeciego i poleciałam na bezludną wyspę, gdzie się roiło od białych murzynów. Wlazłam na gruszkę, zerwałam pietruszkę i spadło jabłko...' A wszystko to było zapisane na pięćdziesiątej-szóstej stronnicy babcinej spódnicy, która umarła na rok przed swoim narodzeniem, trzymając w ręku kwadratowe kółeczko i popijając oranżadkę z kożuszkiem..."
:lol: niezle... sam wymysliles???

Grom
24.07.2004, 21:01
Fajne opowiadania :) ja nie umiem pisac opowiadan

Aithieel
24.07.2004, 21:49
"Pewnego ranka około 24:00 stała się tragedia! Pewna żonata pani słuchała muzyki z wyłączonego radia gdy usłyszała żadnych dzwięków ... Podpłynęła do dzwi i zamknęła je ... Był tam czarny chińczyk ... "Przyszed do pani list ale go nie mam!". "Smacznego" zaśpiewała kobieta wręczając list czarnemu chińczykowi. Podeszła do ściany i zobaczyła swoje odbicie... Chinki naturalnej blondynki z wąsami , oparła się o drewnianą poduszkę. Zamknęła oczy i popatrzyła na obraz przedstawiający rysia ze skrzydłaki który wymachiwał swoim pawim ogonem. Nagle wstała i zemdlała . Zasnęła w łodzi która utknęła w korku do lotniska.

C.D.N :P ^_^ :lol:

Misia
24.07.2004, 22:02
Willk :lol: sam to wymysliles??? :wub:

Domcia
24.07.2004, 23:58
:D willk zarabiste jest to opowiadanie :P

Aithieel
25.07.2004, 11:06
DZięki sam wymysliłem :P

"Kiedy korek się odblokował poszła do kuchni aby kupić klucze na najbliższy samolot.Poprosiła sprzątaczke o nie i zapłaciła 25 złotych medalionów. Ustawiała się przy kasie do wyjścia. Dała pilotowi klucze do sprawdzenia i zajęła swoje łóżko ... Poczuła jak samolot zaczął płynąć ... "

:rolleyes: :lol:

Misia
25.07.2004, 16:57
boshe willk ty to mash wyobraznie... ja bym tak nie umiaala :lol:

Aithieel
25.07.2004, 17:20
"Postanowaiłą pujść do kuchni aby się odlać :lol: i umyś bo strasznie pachniała! Otworzyła Cifa i zaczęła z siebie ścierać rdze. Po udanej transakcji wróciła do swojego łóżka :P ....

Misia
25.07.2004, 17:22
Willk to jest swietne :lol: ja zawsze mowilam, ze on ma talenta ^_^ :wub:

asiolin
26.07.2004, 14:35
Wardi cudnaiste i Twoje też Wilczusiu,ale chyba troche odgapione z tym Wardiego,ale i tak świetne.Ja też tak bym nei umiała,wiec wAs barzdo chwale!
Sosik czego nie rozumiesz?Wiem,ze troche dziwne,ale to w końcu mój sen.

ludek
01.08.2004, 09:35
wilk ! :lol: :lol: dobre :lol: ^_^ hah , kontynuuj to pisanie ;) :P :D

naughty
01.08.2004, 12:37
wilk masz anprawde wilcza :lol: wyobraznie

asiolin
02.08.2004, 16:16
A teraz moje
,,Wspomnienia pewnej brzyduli.'' Odc.1 Śląsk 25.11.04r.
*Cześć!
Mam 13 lat i mieszkam na Śląsku.Jestem okularnicą,a w dodatku bardzo brzydką.
Odkąd pamiętam ludzie na ulicy i w szkole przezywali mnie. Jesczze w podstawówce dało to się to ajkoś pzreżyć,ale etraz od ponad dwóch miesiecy nie słysze nic innego jak przezwiska. Poza tymciągle mnie popychają i podkłądają mi haki. A to pzrecież nei moja wina,że jestem brzydka. Tą bzrydote napewno odziedziczyłąm po tacie.Nie wiem jednak jak mama wyglądała,bo zmarłą za raz potym ajk mnei urodziła,a tata spalił jej wszystkie zdjecia,by nei mieć co wspominać. Tak. Z pewnoscią swoja urodę(co ja mówię?Przecież tej brzydoty nei można nazwać urodą)odziedziczyłąm po ojcu. On napewno nie jest przystojniakiem.Wręcz przeciwnie,ale pzrecież on musiał to odziedziczyc po swoich rodzicach,którzy odziedziczyli to po rodzicach czyli to problem pokolenia,które było barzdo duże ze strony taty. Siegało nawet średniowiecza gdzie ludzie byli dość brzydcy. Ale koneic już o pokoleniu.Muszę sie zacząć rozpisywać an temat gimnazjum.No,wiec dziewczyny z mojej klasy chwaliły sie ciagle,ze mają swoje pamiętniczki,którym sie ze wszystkeigo zwierzają i ja właśnie dziś postanowiłam sobie Ciebie założyć. No i opisuje juz od kilku minut swoje mysli w pożółkłym zeszycie,który tkwił w mojej szawce od jakichś trzech lat.
Kupiłąm go sobei do czwartej kalsy,ale nei wiem dlaczego z neigo nei kozystałam,
a jedank chyab wiem.Ma on 96 stron,a tyle jeszcze w żadnym zeszycie mi nei było potrzebne.No i dobrze,bo gdybym nei maiła żadnego czystego zeszytu moze bym się nie zdecydowała iść do księgarni po neigo,a poetm opisywać w nim swoje pzreżycia.Och...Już czuje sie lepiej,bo mam wrazenie,że zwierzam się mojej najlepszej pzryjaciółce,której nie mam,nigdy nei maiłąm i pewnei nigdy niebede mieć. Musze kończyć,bo za raz ide do szkoły.Myśle,ze jescze dizś coś opisze,ale nei ejstem pewa. Do zobaczenia.

Ersa
02.08.2004, 16:29
Originally posted by asiolin@Aug 2 2004, 04:16 PM
Odkąd pamiętam ludzie na ulicy i w szkole...
Pepełniali cholerne błędy ortograficzne... I wy także! Ja czasami waszych postów nie rozumiem xd A ty Wilk, jak zwykle pałałeś wielką i nieodpartą chęcią bycia dowcipnym, czyż nie? ;d Tak się składa, że nie rozumiem kiedy i w jakich okolicznościach ta facetka dokonała transakcji? ;d

asiolin
02.08.2004, 16:32
Originally posted by Ersa+Aug 2 2004, 04:29 PM--></div><table border='0' align='center' width='95%' cellpadding='3' cellspacing='1'><tr><td>QUOTE (Ersa @ Aug 2 2004, 04:29 PM)</td></tr><tr><td id='QUOTE'> <!--QuoteBegin-asiolin@Aug 2 2004, 04:16 PM
Odkąd pamiętam ludzie na ulicy i w szkole...
Pepełniali cholerne błędy ortograficzne... I wy także! Ja czasami waszych postów nie rozumiem xd [/b][/quote]
No to przykro Nam bardzo ztego powodua,le czy mogąłbyś ocenić moje opowcio? Pewnie Ci się nie spodoba,ale trudno.

Aithieel
02.08.2004, 18:09
*Kiedy wróciłam do swojego łóżka obudziłam się bo usłychałam cholerne skrzeki ... -Głupi pasażerowie dopłynelismy do domu ... Wstałam i wyszłam z łodzi . Udałam się pod pierwszy lepszy most aby się przespać ..."

Ametyzd
02.08.2004, 18:41
Wikl a tamto juz sie skończyło? Bo to był samolot (pływający)...

Ersa, nie przejmuj się... może masz zły dzień? Niektów\rych to śmieszy, bo to jest opowiadanie pt."Świat na opak". :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:

Ersa
02.08.2004, 19:45
Originally posted by Amethyst@Aug 2 2004, 06:41 PM
Wikl a tamto juz sie skończyło? Bo to był samolot (pływający)...

Ersa, nie przejmuj się... może masz zły dzień? Niektów\rych to śmieszy, bo to jest opowiadanie pt."Świat na opak". :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:
Ja w tym nie widzxe nic śmiesznego ;]

Misia
02.08.2004, 21:01
czemu :huh: mi sie bardzo podoba :lol:

Aithieel
02.08.2004, 21:08
Originally posted by Ersa+Aug 2 2004, 07:45 PM--></div><table border='0' align='center' width='95%' cellpadding='3' cellspacing='1'><tr><td>QUOTE (Ersa @ Aug 2 2004, 07:45 PM)</td></tr><tr><td id='QUOTE'> <!--QuoteBegin-Amethyst@Aug 2 2004, 06:41 PM
Wikl a tamto juz sie skończyło? Bo to był samolot (pływający)...

Ersa, nie przejmuj się... może masz zły dzień? Niektów\rych to śmieszy, bo to jest opowiadanie pt."Świat na opak".&nbsp; :lol:&nbsp; :lol:&nbsp; :lol:&nbsp; :lol:&nbsp; :lol:&nbsp; :lol:
Ja w tym nie widzxe nic śmiesznego ;] [/b][/quote]
A ja tak :] nie przejmuj się brylańcik ona tak zawsze :/

asiolin
03.08.2004, 15:06
A ktoś oceni wkońcu wspomnienia brzyduli?

Zizej
04.08.2004, 13:16
Originally posted by asiolin@Aug 2 2004, 04:16 PM
A teraz moje
,,Wspomnienia pewnej brzyduli.'' Odc.1 Śląsk 25.11.04r.
*Cześć!
Mam 13 lat i mieszkam na Śląsku.Jestem okularnicą,a w dodatku bardzo brzydką.
Odkąd pamiętam ludzie na ulicy i w szkole przezywali mnie. Jesczze w podstawówce dało to się to ajkoś pzreżyć,ale etraz od ponad dwóch miesiecy nie słysze nic innego jak przezwiska. Poza tymciągle mnie popychają i podkłądają mi haki. A to pzrecież nei moja wina,że jestem brzydka. Tą bzrydote napewno odziedziczyłąm po tacie.Nie wiem jednak jak mama wyglądała,bo zmarłą za raz potym ajk mnei urodziła,a tata spalił jej wszystkie zdjecia,by nei mieć co wspominać. Tak. Z pewnoscią swoja urodę(co ja mówię?Przecież tej brzydoty nei można nazwać urodą)odziedziczyłąm po ojcu. On napewno nie jest przystojniakiem.Wręcz przeciwnie,ale pzrecież on musiał to odziedziczyc po swoich rodzicach,którzy odziedziczyli to po rodzicach czyli to problem pokolenia,które było barzdo duże ze strony taty. Siegało nawet średniowiecza gdzie ludzie byli dość brzydcy. Ale koneic już o pokoleniu.Muszę sie zacząć rozpisywać an temat gimnazjum.No,wiec dziewczyny z mojej klasy chwaliły sie ciagle,ze mają swoje pamiętniczki,którym sie ze wszystkeigo zwierzają i ja właśnie dziś postanowiłam sobie Ciebie założyć. No i opisuje juz od kilku minut swoje mysli w pożółkłym zeszycie,który tkwił w mojej szawce od jakichś trzech lat.
Kupiłąm go sobei do czwartej kalsy,ale nei wiem dlaczego z neigo nei kozystałam,
a jedank chyab wiem.Ma on 96 stron,a tyle jeszcze w żadnym zeszycie mi nei było potrzebne.No i dobrze,bo gdybym nei maiła żadnego czystego zeszytu moze bym się nie zdecydowała iść do księgarni po neigo,a poetm opisywać w nim swoje pzreżycia.Och...Już czuje sie lepiej,bo mam wrazenie,że zwierzam się mojej najlepszej pzryjaciółce,której nie mam,nigdy nei maiłąm i pewnei nigdy niebede mieć. Musze kończyć,bo za raz ide do szkoły.Myśle,ze jescze dizś coś opisze,ale nei ejstem pewa. Do zobaczenia.
ehh no ja nie teges..noo booo nie wiem takie sobie...nic konkretnego tylko użalanie się nad sobą...ehh nawet ja w swoim pamiętniq tak nie amrudze na sibie..ja raczej bluzgam na siebie ale.. :P zostawmy to :D

wilk fajne :D podoba mi siem :D

asiolin
04.08.2004, 16:33
Originally posted by DJ mala+Aug 4 2004, 01:16 PM--></div><table border='0' align='center' width='95%' cellpadding='3' cellspacing='1'><tr><td>QUOTE (DJ mala @ Aug 4 2004, 01:16 PM)</td></tr><tr><td id='QUOTE'> <!--QuoteBegin-asiolin@Aug 2 2004, 04:16 PM
A teraz moje
,,Wspomnienia pewnej brzyduli.'' Odc.1 Śląsk 25.11.04r.
*Cześć!
Mam 13 lat i mieszkam na Śląsku.Jestem okularnicą,a w dodatku bardzo brzydką.
Odkąd pamiętam ludzie na ulicy i w szkole przezywali mnie. Jesczze w podstawówce dało to się to ajkoś pzreżyć,ale etraz od ponad dwóch miesiecy nie słysze nic innego jak przezwiska. Poza tymciągle mnie popychają i podkłądają mi haki. A to pzrecież nei moja wina,że jestem brzydka. Tą bzrydote napewno odziedziczyłąm po tacie.Nie wiem jednak jak mama wyglądała,bo zmarłą za raz potym ajk mnei urodziła,a tata spalił jej wszystkie zdjecia,by nei mieć co wspominać. Tak. Z pewnoscią swoja urodę(co ja mówię?Przecież tej brzydoty nei można nazwać urodą)odziedziczyłąm po ojcu. On napewno nie jest przystojniakiem.Wręcz przeciwnie,ale pzrecież on musiał to odziedziczyc po swoich rodzicach,którzy odziedziczyli to po rodzicach czyli to problem pokolenia,które było barzdo duże ze strony taty. Siegało nawet średniowiecza gdzie ludzie byli dość brzydcy. Ale koneic już o pokoleniu.Muszę sie zacząć rozpisywać an temat gimnazjum.No,wiec dziewczyny z mojej klasy chwaliły sie ciagle,ze mają swoje pamiętniczki,którym sie ze wszystkeigo zwierzają i ja właśnie dziś postanowiłam sobie Ciebie założyć. No i opisuje juz od kilku minut swoje mysli w pożółkłym zeszycie,który tkwił w mojej szawce od jakichś trzech lat.
Kupiłąm go sobei do czwartej kalsy,ale nei wiem dlaczego z neigo nei kozystałam,
a jedank chyab wiem.Ma on 96 stron,a tyle jeszcze w żadnym zeszycie mi nei było potrzebne.No i dobrze,bo gdybym nei maiła żadnego czystego zeszytu moze bym się nie zdecydowała iść do księgarni po neigo,a poetm opisywać w nim swoje pzreżycia.Och...Już czuje sie lepiej,bo mam wrazenie,że zwierzam się mojej najlepszej pzryjaciółce,której nie mam,nigdy nei maiłąm i pewnei nigdy niebede mieć. Musze kończyć,bo za raz ide do szkoły.Myśle,ze jescze dizś coś opisze,ale nei ejstem pewa. Do zobaczenia.
ehh no ja nie teges..noo booo nie wiem takie sobie...nic konkretnego tylko użalanie się nad sobą...ehh nawet ja w swoim pamiętniq tak nie amrudze na sibie..ja raczej bluzgam na siebie ale.. :P zostawmy to :D

wilk fajne :D podoba mi siem :D [/b][/quote]
A co byś zrobiła na miejscu tej ochydnej brzyduli? Ona taki los am.

Avenue
06.08.2004, 11:59
Ok. W związku z tym, że mój temat, o smiesznych wierszach, opowaidaniach itp. został zamknięty, tutaj daje "swój" list do Bravo Girl. Oczywiście nie wysłałam go. Poprostu nudziło mi się i złapała mnie "wena" na napisanie czegoś takiego jajcarskiego :lol: Pewnie nie wszyscy to czytali, więc daje jeszcze raz ^_^

List dwunastoletniej Eweliny poruszył naszą redakcję aż do głębi. Ta dzielna dziewczyna mimo że stała się zjadliwa dla swego chłopaka Stefana, to trzyma się wyjątkowo dzielnie. Ewelino! Spełniamy twą prośbę, i obok oryginalnej bielizny damskiej Kosmicznego Yyreka dodajemy na drugiej stronie naprasowywanki na paznokcie z Papa Dance.
Drogie Girl (bo Kosztujecie już 6 zeta w tym podatek 7%)!
Pisze do was po raz trzeci i mam nadzieje ze tym razem wydrukujecie mój list! Co prawda zaszłych dwóch nie wysłałam ale to was nie usprawiedliwia że czasem olewacie czytelniczki które dałyby się za was przelecieć każdemu z Komitetu Strajkowego Stoczni Szczecińskiej!
Jestem typowa szalona 12-latka kochającą się w Fidelu Castro, zbierającą zdjęcia rozjechanych jamników, słucham muzyki sakralno-satanistycznej podchodzącej pod Trash Disco i Trip Hop a moje ulubione kapele to Brygada Męczenników Al-aksy i oczywiście Maja Kraft! Nałogowo oglądam „997” i inne komedie z serii relity show. Moje ulubione gazety oprócz was kochani to „Nasz dziennik”, „Wędkarstwo Spinningowe dla Kierowców Samochodów o Masie Nie Przekraczającej 3,5 Tony” oraz tygodnik " Solidarność " z dodatkiem specjalnym ( w numerze
najnowszym jest ramka na zdjęcie ze zdjęciem Maryjana „Krzaka” Krzaklewskiego!)
To tyle o moich zainteresowaniach, teraz przechodzę do sedna sprawy z jaką piszę. Otóż problem dotyczy mnie i poniekąd mojego chłopaka, bo ja mam już chłopaka, tak wiem wstyd ze tak późno, ale długo leżałam w szpitalu na zajęczą wargę i nie miałam jak sobie znaleźć. Co prawda podwalał się do mnie taki jeden z lóżka obok, ale on już miał 8 zawałów i jak mu pokazałam pierś to tak fajnie zadyszał, zacharchał i umarł na atak ślepej kiszki... Szkoda bo nawet zaczynał mi się podobać - miał takie ładne szklane niebieskie oko i kręcone włosy w nosie!
Ale długo nie rozpaczałam, bo za miesiąc pojechaliśmy na wycieczkę klasową do Kozich Szparek. Tam poznałam mojego przyszłego chłopca. Okazało się ze chodzimy od 7 lat do tej samej klasy. Kiedy zwiedzaliśmy zaplecze zabytkowego sklepiku monopolowego „U Klausa” Stefanek ( bo tak ma na i imię mój luby) wyznał mi miłość pięknymi słowami, zaczerpniętymi z jego ulubionej komedii romantyczno pornograficznej ” Rozwarta i Romantyczna ”, których nie zapomnę do końca życia.
Stefan powiedział mi: ” Ewelinko, onanizuje się do ciebie od 5 lat... chcesz ze mną chodzić? ”. I jak ja mogłam się nie zgodzić? Poszliśmy wiec za sklep, on usadł na skrzynce po nalewkach a ja zrobiłam mu laskę i.... tu zaczyna się mój
problem. Otóż dostałam od tego zajawki! Na okragło obgryzam łokcie, a nogami trenuję karatę za swoim chomikiem. Znacie na to jakąś inną maść niż wazelina? Bo ja znam tylko wazelinę. Podobno jest najlepsza na wszystko (babcia Rozalka tak powiedziała, gdy była ostatnio w domu na przepustce ), ale po niej kanapki z serem topionym i szczypiorkiem nie smakują już jak dawniej...
Mam jeszcze jeden problem. Moja najlepsza koleżanka Wanda zaczęła się zadawać z jakimś podejrzanym typem ! Koleś nosi turban, buja się do jakiejś książeczki, nie wie kto to Waldek Goszcz lub Flipsy Malinowe i przedstawia się jako 19 letni student akademii medycznej: Osama Skin Łada ! Z lewego profila podobny jest do prezydenta Georga Dablju Busha juniora...boje się o Wandę ona przecież nie może brać tabletek antykoncepcyjnych bo od tego nadmiaru hormonów powoli staje się facetem... a do tego ma uczulenie na pyłki Sekwoi i prezerwatywy o smaku zielone jabłuszko...! Proszę pomóżcie nam bo jesteśmy na granicy wyczerpania nerwowego, mamy tego dość! Świat jest okrutny i nie chce się żyć. Do tego ta wojna domowa w południowym Libanie i brak festynów z pokazami latawców w naszym mieście, powoli nas zabijają... Pomocy!
P.S. Chciała bym założyć Fan Club Jarka Webera ale się wstydzę... macie na to jakąś rade?
Wasza kochająca na śmierć i życie Ewelinka 12 (prawie 13 ale okresu jeszcze nie dostałam).

Mam nadzieje, że się podobało i nikogo nie uraziłam (tzn. tych co czytają Bravo) :lol: :lol: :lol:

asiolin
06.08.2004, 15:55
O nei nei..Ja czytam bravo i w zaden sposób sie nei obraziłamwręcz przeciwnie. To opwcio jets The Beściraskie.Wczoraj o tym myślałam i może ja też co napisze śmiesznego,ale jak na razie dokończe wspomnienia pewniej brzyduli.

Zizej
06.08.2004, 16:40
Avenue to jest ******ste!!!!!! boshe :D nawet lepsze od tłumaczenia imion :P a mam taką stronkę gdzie wszystko jest dokładnie wytłumaczone :D świetne PISZ dalej avenue :P


asilin nie wiem co bym zrobiła na miejscu brzyduli..sama nie ejst miss universum i nie robie z tego afery... "mówi się trudno i płynie się dalej" :P napewno nie orzpaczalabym [i nie rozpaczam] nad swoją "irodą" :P

asiolin
06.08.2004, 16:50
Originally posted by DJ mala@Aug 6 2004, 04:40 PM
asilin nie wiem co bym zrobiła na miejscu brzyduli..sama nie ejst miss universum i nie robie z tego afery... "mówi się trudno i płynie się dalej" :P napewno nie orzpaczalabym [i nie rozpaczam] nad swoją "irodą" :P
No wiesz ja też nei jestem piekna,ale nei najbrzydsza,bo anwet sie z amna chłopaki ogladaja,a Cezarek to chyba na kase nei leciał,bo moim rodzice,ani ja milionerami nie jesteśmy. No cóż ona ma taki sposób myślenai,a poz atym nei chce mi sie zbytnio tego pisać,iwęc jeszcze kilak odcinków i koniec,a na razie ciąg dalszy:
*
To znowu ja. Właśnie wróciłam ze szkoły ,wiec postanowiłam za raz zabrać się za pisanie. Podgrzewam zupę i dlatego za chwilę będę musiała skończyć pisać.
.Teraz przejrzałam poprzednie strony i zauważyłam, że się nie przedstawiłam. No dobra....To ja mam na imię Ewa, a na nazwisko Wiórek.. Z powodu mojego nazwiska miałam wiele przykrości, bo mnie wszyscy przezywali. Nie skarżyłam się wychowawczyni, bo ona to by od razu poszła do dyrektorki i Ci ,którzy mnie przezywali mieli by przegwizdane.
Za raz...czy ja na prawdę powiedziałam przegwizdane? Ja nie wierzę w to. Naprawdę, a to pewnie dlatego, że ciągle słyszę to słowo wiele innych przekleństw na szkolnym korytarzu
I byłoby trudno nie zapamiętać choć jednego. Ale dość już o przekleństwach. Gadałam ,a właściwie pisałam o tym, że starałam się nie skarżyć, ale nie zawsze mi to wychodziło ,bo w pierwszej klasie podstawówki ciągle jak to mówią kablowałam. Wtedy moja wychowawczyni zaprowadzała przeze mnie skarżonych do pani dyrektor, która wzywała ich rodziców na poważną rozmowę. A ta moja nowa wychowawczyni to nawet nie wiem jakie metody stosuje
Na złych uczniów, bo jeszcze od początku roku szkolnego czyli prawie trzy miesiące temu nikt nie miał z nią do czynienia, bo każdy na początku chce się pokazać z jak najlepszej strony, a potem dopiero zaczyna broić. Oczywiście ja do takich osób nie należę.
Upss... Ja tu gadu-gadu, a z zupy pewnie już jest wrzątek. Kończe. Jak dobrze pójdzie to zajże do Ciebie, po obiedzie.

Zizej
06.08.2004, 16:58
jak chcesz to skończyć to napisz że wygrała w totka i zrobiła sobie operacje plastyczną i już nie ma zamiaru tego pisać bo będzie grała w filmie :P albo niech z z tego powodu ze jets taka brzydka popelni samobojstwo :D <<--ahh ta moja wyobraznia :D

asiolin
06.08.2004, 17:05
Originally posted by DJ mala@Aug 6 2004, 04:58 PM
jak chcesz to skończyć to napisz że wygrała w totka i zrobiła sobie operacje plastyczną i już nie ma zamiaru tego pisać bo będzie grała w filmie :P albo niech z z tego powodu ze jets taka brzydka popelni samobojstwo :D <<--ahh ta moja wyobraznia :D
Ee..Skończy się dobrze,ale nie tak średnio,a nie chce mi się pisać. Bo to trochę nudne,a są wakacje,wię nie chce mi się,a po wakacjach to nei bede mieć czasu.
A zaczełam to pisać,bo kiedyś mi się nudziło i napisałam w jeden dzień o całym jej dniu i teraz dokończe i koniec,bo tera mam co robić.

moonlight
06.08.2004, 17:25
Originally posted by Avenue@Aug 6 2004, 11:59 AM
Ok. W związku z tym, że mój temat, o smiesznych wierszach, opowaidaniach itp. został zamknięty, tutaj daje "swój" list do Bravo Girl. Oczywiście nie wysłałam go. Poprostu nudziło mi się i złapała mnie "wena" na napisanie czegoś takiego jajcarskiego :lol: Pewnie nie wszyscy to czytali, więc daje jeszcze raz ^_^

List dwunastoletniej Eweliny poruszył naszą redakcję aż do głębi. Ta dzielna dziewczyna mimo że stała się zjadliwa dla swego chłopaka Stefana, to trzyma się wyjątkowo dzielnie. Ewelino! Spełniamy twą prośbę, i obok oryginalnej bielizny damskiej Kosmicznego Yyreka dodajemy na drugiej stronie naprasowywanki na paznokcie z Papa Dance.
Drogie Girl (bo Kosztujecie już 6 zeta w tym podatek 7%)!
Pisze do was po raz trzeci i mam nadzieje ze tym razem wydrukujecie mój list! Co prawda zaszłych dwóch nie wysłałam ale to was nie usprawiedliwia że czasem olewacie czytelniczki które dałyby się za was przelecieć każdemu z Komitetu Strajkowego Stoczni Szczecińskiej!
Jestem typowa szalona 12-latka kochającą się w Fidelu Castro, zbierającą zdjęcia rozjechanych jamników, słucham muzyki sakralno-satanistycznej podchodzącej pod Trash Disco i Trip Hop a moje ulubione kapele to Brygada Męczenników Al-aksy i oczywiście Maja Kraft! Nałogowo oglądam „997” i inne komedie z serii relity show. Moje ulubione gazety oprócz was kochani to „Nasz dziennik”, „Wędkarstwo Spinningowe dla Kierowców Samochodów o Masie Nie Przekraczającej 3,5 Tony” oraz tygodnik " Solidarność " z dodatkiem specjalnym ( w numerze
najnowszym jest ramka na zdjęcie ze zdjęciem Maryjana „Krzaka” Krzaklewskiego!) ....... Do tego ta wojna domowa w południowym Libanie i brak festynów z pokazami latawców w naszym mieście, powoli nas zabijają... Pomocy!
P.S. Chciała bym założyć Fan Club Jarka Webera ale się wstydzę... macie na to jakąś rade?
Wasza kochająca na śmierć i życie Ewelinka 12 (prawie 13 ale okresu jeszcze nie dostałam).

Mam nadzieje, że się podobało i nikogo nie uraziłam (tzn. tych co czytają Bravo) :lol: :lol: :lol:
To jest świetne, do tej pory nie moge sie po prostu opanować. Już to kiedyś widziałem u ciebie na blogu. :P Niezłe. :P

Zacytowałem, ale skróciłem, żeby za długie nie było. ;)

Xero
08.08.2004, 10:02
Avenue --> ten list jest świetny. Czytając go bym prawie spadła z krzesła.heheh :)

Shakira
08.08.2004, 13:12
Avenue, niezly, hehe :lol: W ogole fajne opowiadania piszecie, moze ja tez cos zamieszcze kiedys... ^_^

asiolin
08.08.2004, 16:30
Originally posted by Shakira@Aug 8 2004, 01:12 PM
Avenue, niezly, hehe :lol: W ogole fajne opowiadania piszecie, moze ja tez cos zamieszcze kiedys... ^_^
Oby. Juz nei mozemy sie dozcekać-pzrynajmneij ja..

Elún
13.08.2004, 15:58
Originally posted by Avenue@Aug 6 2004, 11:59 AM
Ok. W związku z tym, że mój temat, o smiesznych wierszach, opowaidaniach itp. został zamknięty, tutaj daje "swój" list do Bravo Girl. Oczywiście nie wysłałam go. Poprostu nudziło mi się i złapała mnie "wena" na napisanie czegoś takiego jajcarskiego :lol: Pewnie nie wszyscy to czytali, więc daje jeszcze raz ^_^

List dwunastoletniej Eweliny poruszył naszą redakcję aż do głębi. Ta dzielna dziewczyna mimo że stała się zjadliwa dla swego chłopaka Stefana, to trzyma się wyjątkowo dzielnie. Ewelino! Spełniamy twą prośbę, i obok oryginalnej bielizny damskiej Kosmicznego Yyreka dodajemy na drugiej stronie naprasowywanki na paznokcie z Papa Dance.
Drogie Girl (bo Kosztujecie już 6 zeta w tym podatek 7%)!
Pisze do was po raz trzeci i mam nadzieje ze tym razem wydrukujecie mój list! Co prawda zaszłych dwóch nie wysłałam ale to was nie usprawiedliwia że czasem olewacie czytelniczki które dałyby się za was przelecieć każdemu z Komitetu Strajkowego Stoczni Szczecińskiej!
Jestem typowa szalona 12-latka kochającą się w Fidelu Castro, zbierającą zdjęcia rozjechanych jamników, słucham muzyki sakralno-satanistycznej podchodzącej pod Trash Disco i Trip Hop a moje ulubione kapele to Brygada Męczenników Al-aksy i oczywiście Maja Kraft! Nałogowo oglądam ?997? i inne komedie z serii relity show. Moje ulubione gazety oprócz was kochani to ?Nasz dziennik?, ?Wędkarstwo Spinningowe dla Kierowców Samochodów o Masie Nie Przekraczającej 3,5 Tony? oraz tygodnik " Solidarność " z dodatkiem specjalnym ( w numerze
najnowszym jest ramka na zdjęcie ze zdjęciem Maryjana ?Krzaka? Krzaklewskiego!)
To tyle o moich zainteresowaniach, teraz przechodzę do sedna sprawy z jaką piszę. Otóż problem dotyczy mnie i poniekąd mojego chłopaka, bo ja mam już chłopaka, tak wiem wstyd ze tak późno, ale długo leżałam w szpitalu na zajęczą wargę i nie miałam jak sobie znaleźć. Co prawda podwalał się do mnie taki jeden z lóżka obok, ale on już miał 8 zawałów i jak mu pokazałam pierś to tak fajnie zadyszał, zacharchał i umarł na atak ślepej kiszki... Szkoda bo nawet zaczynał mi się podobać - miał takie ładne szklane niebieskie oko i kręcone włosy w nosie!
Ale długo nie rozpaczałam, bo za miesiąc pojechaliśmy na wycieczkę klasową do Kozich Szparek. Tam poznałam mojego przyszłego chłopca. Okazało się ze chodzimy od 7 lat do tej samej klasy. Kiedy zwiedzaliśmy zaplecze zabytkowego sklepiku monopolowego ?U Klausa? Stefanek ( bo tak ma na i imię mój luby) wyznał mi miłość pięknymi słowami, zaczerpniętymi z jego ulubionej komedii romantyczno pornograficznej ? Rozwarta i Romantyczna ?, których nie zapomnę do końca życia.
Stefan powiedział mi: ? Ewelinko, onanizuje się do ciebie od 5 lat... chcesz ze mną chodzić? ?. I jak ja mogłam się nie zgodzić? Poszliśmy wiec za sklep, on usadł na skrzynce po nalewkach a ja zrobiłam mu laskę i.... tu zaczyna się mój
problem. Otóż dostałam od tego zajawki! Na okragło obgryzam łokcie, a nogami trenuję karatę za swoim chomikiem. Znacie na to jakąś inną maść niż wazelina? Bo ja znam tylko wazelinę. Podobno jest najlepsza na wszystko (babcia Rozalka tak powiedziała, gdy była ostatnio w domu na przepustce ), ale po niej kanapki z serem topionym i szczypiorkiem nie smakują już jak dawniej...
Mam jeszcze jeden problem. Moja najlepsza koleżanka Wanda zaczęła się zadawać z jakimś podejrzanym typem ! Koleś nosi turban, buja się do jakiejś książeczki, nie wie kto to Waldek Goszcz lub Flipsy Malinowe i przedstawia się jako 19 letni student akademii medycznej: Osama Skin Łada ! Z lewego profila podobny jest do prezydenta Georga Dablju Busha juniora...boje się o Wandę ona przecież nie może brać tabletek antykoncepcyjnych bo od tego nadmiaru hormonów powoli staje się facetem... a do tego ma uczulenie na pyłki Sekwoi i prezerwatywy o smaku zielone jabłuszko...! Proszę pomóżcie nam bo jesteśmy na granicy wyczerpania nerwowego, mamy tego dość! Świat jest okrutny i nie chce się żyć. Do tego ta wojna domowa w południowym Libanie i brak festynów z pokazami latawców w naszym mieście, powoli nas zabijają... Pomocy!
P.S. Chciała bym założyć Fan Club Jarka Webera ale się wstydzę... macie na to jakąś rade?
Wasza kochająca na śmierć i życie Ewelinka 12 (prawie 13 ale okresu jeszcze nie dostałam).

Mam nadzieje, że się podobało i nikogo nie uraziłam (tzn. tych co czytają Bravo) :lol: :lol: :lol:
Nawet niezły ten liścik... :lol: :lol: Niektóre teksty to mnie rozbrajają!! :lol: :lol:

Avenue
13.08.2004, 17:56
Nie wiem czy dam drugą "część"... Ponieważ jest mnie śmieszna, krótsza i bardziej przypomina takiego hardcore'owego pornola :lol: Ale mam nadzieję, że może ktoś inny napisze coś podobnego bo i ja bym się chętnie pośmiała ^_^ :lol:

Ach i wielkie dziaaa za wszystkie komentarze i pochwały :wub: :lol:

Wardi
13.08.2004, 18:34
Originally posted by Shona+Jul 24 2004, 07:21 PM--></div><table border='0' align='center' width='95%' cellpadding='3' cellspacing='1'><tr><td>QUOTE (Shona @ Jul 24 2004, 07:21 PM)</td></tr><tr><td id='QUOTE'> <!--QuoteBegin-wardi@Jul 21 2004, 10:57 AM
A mogę coś śmiesznego?

"Było to dawno, dawno temu, kiedy to bramy Krakowa zamykało się na pineski. W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu usiadła 5-cio letnia staruszka i nic nie mówiąc rzekła: 'Widziałam jak z komisariatu wynosili żywego trupa. W porcie stały 3 statki: jeden był, drugiego było połowę, a trzeciego wcale nie było. Wlazłam na tego trzeciego i poleciałam na bezludną wyspę, gdzie się roiło od białych murzynów. Wlazłam na gruszkę, zerwałam pietruszkę i spadło jabłko...' A wszystko to było zapisane na pięćdziesiątej-szóstej stronnicy babcinej spódnicy, która umarła na rok przed swoim narodzeniem, trzymając w ręku kwadratowe kółeczko i popijając oranżadkę z kożuszkiem..."
:lol: niezle... sam wymysliles??? [/b][/quote]
Dawno tu nie byłem. Tak, sam to wymyśliłem :)

asiolin
13.08.2004, 21:37
Originally posted by Avenue@Aug 13 2004, 05:56 PM
Nie wiem czy dam drugą "część"... Ponieważ jest mnie śmieszna, krótsza i bardziej przypomina takiego hardcore'owego pornola :lol: Ale mam nadzieję, że może ktoś inny napisze coś podobnego bo i ja bym się chętnie pośmiała ^_^ :lol:

Ach i wielkie dziaaa za wszystkie komentarze i pochwały :wub: :lol:
heh...DAj! Plicho! ja mozę co anpsize,ale wątpie.Kiedys na takei coś maiłam wene podczas kapieli,ale nei zdążyłąm przelać an papier i zapomniałam juz :lol: <_<

Nirvan
13.08.2004, 21:40
No dawaj. moj brat sie prawie ze smiechu posikał....ups, zamorduje mnie.

*apple*
15.08.2004, 22:20
[B][COLOR=blue] Pewnego ciepłego deszczowego dnia koło mojego domu zatrzymała się ciężarówka "PRZEPROWADZKI WIEŚKA" z ciekawości wyszłam z mego ciepłego domku i schowałam się za żywopłot obserwując ciężarówkę. Nikt nigdy nie oglądał tego domu ponieważ mówili, że był nawiedzony, jednak ktoś wreszcie go kupił. Po kilku minutach czekania i oglądania jak 3 facetów wyładowywało różne paczki już miałam iść do domu gdy nadjechał FIAT 126P. Samochód był przepełniony ludzmi więc nie mogłam odróżnić sylwetek znajdujących się w nim. Wkońcu z samochodu wyszła Kobieta! Bardzo szczupła widać było wszystkie kości, ubrana była na różowo, ze strony kierowcy wysiadł Mężczyzna! Wyglądał na normalnego jednak był łysy i widać było wielką blizne na pół głowy od razu na jej widok odchyliłam się i upadłam nieszczęśliwie na śmietnik robiąc tyle hałasu, że kobieta i mężczyzna spojrzeli się w moją strone, naszczęście byłam za żywopłotem i nie btyło mnie widać. Gdy znów włożyłam głowe w żywopłot by wrócić do podglądania zobaczyłam chyba całą rodzinę sąsiadów= kobieta, mężczyzna, babcia, dziedek, ciotka, wuj, nastolatka i ON był taki piękny miał ciemną karnacje i blond włosy był wysoki i wyglądał na nieco starszego ode mnie! Nestety moja mama wyszła z domu i zawołała misiaczku kochany pora na obiadeczek musisz zjeść dużo witamin jak chcesz być taka jak Ja. Musiałam pogodzić się z tym, że cała rodzina sąsiadów patrzyła kogo tak się nazywa i wyszłam zza żywopłotu i poszłam do mamy! :( :(
************************************************** ******************
NASTĘPNEGO DNIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Odważyłam się i uczesałam moje proste czarne włosy w koczek i ubrałam najlepsze spodnie i mój ulubony sweter. Podeszłam do drzwi sąsiadów i zapukałam PUK PUK do drzwi długo nikt nie podchodził, ale się nie poddałam i znów zapukałam PUK PUK PUK wreszcie ktoś otworzył- ON!! rozejrzał się i jego przepiękne czarne oczy spojrzały na mnie!
Cześć!! jestem Julia mieszkam obok i pomyślałam że przywitam nowych sąsiadów!-powiedziałam to na jednym oddechu i chłopak długo na mnie patrzył i odpowiedział
Cześć! Jestem Paweł miło poznać kogośmoże byś oprowadziła mnie po okolicy???-zaproponował
************************************************** ******************po kilku minutach szliśmy jak starzy przyjaciele, a ja opowiadałam mu kto gdzie mieszka i jaki jest. Gdy doszliśmy do ostatniego domu naszej małej ulicy poczułam satysfakcje patrząc jak Sara patrzyła z zazdrością na mnie i na niego a ja powiedziałam-
Tu mieszka Sara lepiej z nią nie zadzierać ma paskudny charakter!!!
A on spojrzał na mnie i się uśmiechnął''''' CDN> ale dopiero koło 1 wrzweśnia bo wyjerzdżam :ph34r: podoba się piszcie prywatne1 wiadomości

asiolin
16.08.2004, 08:59
okej. NApisze Ci PM,że takei sobie. Troche takei dziwne,ale nawet ładne.

Zizej
16.08.2004, 11:39
A Ja zaczełam pisać 2 część o Ali i Kori :D nie wiem czy ktoś to będzie czytał...pisze to ze względu tylko na jedną osobe....wszystko zaczęło się od tego pieprzoneg* opowiadania....gdyby nie ono...teraz byłoby zupełnie inaczej....

asiolin
16.08.2004, 11:44
Originally posted by DJ mala@Aug 16 2004, 11:39 AM
A Ja zaczełam pisać 2 część o Ali i Kori :D nie wiem czy ktoś to będzie czytał...pisze to ze względu tylko na jedną osobe....wszystko zaczęło się od tego pieprzoneg* opowiadania....gdyby nie ono...teraz byłoby zupełnie inaczej....
Ja bede czytac i wiem o co Ci chodzi.FAjnei,ze napiszesz,ale skzoda,że nei hccesz ze mną gadać i już mnei nei lubisz.
EDIT: *
Przed chwileczką zjadłam czerwony barszcz . Drugiego jeszcze nie jadłam ,bo mi się nie chce. Hm....Może nadałabym Ci imię? Co? Bo przecież przyjaciele mają swoje imiona, a ja chcę Cię traktować jak przyjaciółkę. Każdy chyba oprócz mnie ma swojego przyjaciela..
Nawet mój tata. Jego przyjacielem jest brat czyli mój wujek. Dlatego jak mój tata ma jakiś problem to nie idzie z nim do mnie tylko do wujka Władka. Mój tata ma tylko jednego brata.
Moja mamusia była jedynaczką i ja też jestem. Gdybym miała rodzeństwo to z nim bym się dzieliła szczęściem i smutkiem. Najlepiej by było gdybym miała siostrę bo brat by się bardzo nie przejmował brzydotą. Niestety mama umarła i nie mam rodzeństwa. Tak sobie myślę ,że pewnie zostaną starą panną, bo żaden mężczyzna nie będzie chciał takiej paskudy jak ja., a jakby chciał jakiś to tylko jakiś paskudny. Zresztą czym ja się przejmuje? Lepszy taki niż żaden, a co ja marzyłam o księciu z bajki? Wystarczy mi taki, który będzie mnie kochał. I to jest najważniejsze. Nie liczy się wygląd. Ciekawa jestem czy bym tak samo mówiła gdybym była ładna. Na pewno bym tak uważała, a poza tym ja chcę urodzić co najmniej dwójkę dzieci, a najlepiej bliźnięta by miały podobne problemy i dzieliły się nimi z sobą.
Ech.. Już o tym nie myślę, bo jestem jeszcze na to za mała. Gdzieś za jakieś 10 lat mogę pomyśleć bardzo poważnie o rodzinie ,a teraz powinnam korzystać z życia. No tak, ale jak mam z niego korzystać skoro nie mam przyjaciół? W mojej klasie i pewnie w całej szkole każdy ma swojego przyjaciela. Pisząc każdy nie mam na myśli siebie. Gdybym miała przyjaciółkę to pewnie bym zapomniała o nauce i obowiązkach. Nie byłoby mnie pewnie cały dzień w domu i dostawałabym same dopy i jedynki.. Spędzam cały czas wolny nad książkami. Dzieci w szkole z tego powodu nazywają mnie kujonem ,ale ja nim nie jestem, bo lubię się uczyć i dlatego mam same bardzo dobre albo celujące oceny. Nauka jest tak jakby moją jedyną przyjaciółką. Ja się żaliłam, że nie mam przyjaciół, a to nieprawda, bo mam.
Moimi przyjaciółmi są martwe przedmioty ,takie jak: zeszyty, książki, no i od dziś oczywiście Ty. A właśnie. Miałam Ci nadać imię. Hm.. Takie chciałabym jakieś proste ,zwyczajne, ale za razem pomysłowe Mój tata ma na imię Staszek, wujek ma Włodek, a mama miała Marysia.
Już wiem.. Dam Ci na imię Marysia.

Avenue
17.08.2004, 15:21
Nie. Koniec. Nie dam tamtego "listu". Nie mam humoru, na wygłupy... Ale chciałabym Wam przedstrawić pare odcinków opowiadania które pisałam dość dawno, kiedy byłam jeszcze fanką LP... Jak się spodoba, to może będe to opo kontynuować... Ale koniec gadania. Pierwszy odcinek ^_^ :

Wędrowałam korytarzami jaskini. Właściwie to nie ja szłam, ale jaskinia krążyła, wchłaniała mnie w głąb siebie. Doznałam oszałamiających wrażeń, jakbym zjeżdżała po nieskończenie długiej, krętej pochylni. Wszystko wirowało, a ja nie musiałam się niczego bać. Jeszcze nie. Wewnątrz ktoś na mnie czekał, przynaglał, zachęcał, ale korytarze plątały się, supłały i w żaden sposób nie mogłam dotrzeć do celu. W końcu zrozumiałam, że nie może mi się udać, bo dzieli nas nieprzekraczalna granica czasu. Nagle otoczyły mnie ciemności. Wiem, że ciemność towarzyszyła mi od początku, ale dopiero teraz tak bardzo to odczułam. Czułam, że czekają, żeby mnie dopaść i wciągnąć w otchłań. Nie mogłam oddychać. Tkwiłam zablokowana między ścianami, a one z każdą sekundą zaciskały się jak szczęki. Nie mogłam nic zrobić, by odzyskać swobodę ruchów. Byłam bezsilna. Jakie to upokarzające! A potem ktoś zaczął mnie dotykać. Gorące dłonie błądziły po mojej skórze. Nie chciałam tego. Krzyczałam, ale gęsta czerń wypełniła mi usta. Dusiłam się, umierałam, ale ruchliwe palce wdzierały się we mnie.
- Nie! - Krzyknęłam, podskakując na fotelu. Rozejrzałam się dookoła. Obudziłam się z przeświadczeniem, że mnie nie ma. Po upływie miliona lat zorientowałam się, że jednak jestem i już nie śpię. Więc co jest? Umarłam, czy zwariowałam? Ogarnął mnie paniczny strach, taki, od którego pocą się stopy i dłonie, a wewnątrz ciała płonie ogień. Nie znałam ani tego okna, ani ścian. Gorzej - nie mogłam nawet przypomnieć sobie słów na ich określenie. Pustka. Wsysające próżnia. Jeszcze trochę, a sama przestanę istnieć. Nagle gdzieś tam za ścianą rozległ się głośny śmiech i wszystko wróciło do normy. Przetarłam oczy i uśmiechnęłam się lekko. Powoli zaczęłam wracać do rzeczywistości, ale wciąż lepiłam się od potu i obezwładniającego strachu. Niechętnie zwlekłam się z kanapy i podeszłam do okna. Na dworze panował spokój i cisza. Lubiłam San Francisco. Ten spokój jaki tu panuje. Czasami żałuję, że wyjechałam do Los Angeles, mimo iż wiem, że to było najbardziej dobre dla mnie wyjście. Położyłam dłoń na szybie i przycisnęłam nos do okna. Na dole dostrzegłam grupkę osób po drugiej stronie ulicy. Wyglądało to tak jakby się sprzeczali. Po budowie ciała i luźnych ubrania wywnioskowałam, że to mężczyźni. W końcu jeden z nich machnął ręką i pociągnął dwóch stojących obok niego w stronę hotelu. Reszta przez chwile stała i patrzyła za nimi, a potem sami odeszli w strone parku. Cofnęłam się wewnątrz pokoju, żeby mnie nie zobaczyli. Uśmiechnęłam się lekko, słysząc głośny wybuch śmiechu, gdzieś tam, trzy piętra niżej. Podeszłam do lampy stojącej na szafce obok telewizora, pociągnęłam za "dzyndzelek" i po chwili łagodne, tłumione przez żółty klosz, światło rozjaśniło ciepło moją sypialnie. Stałam i rozglądałam się po pokoju. Jeszcze nigdy tak nie żałowałam, że będę musiała opuścić hotelową sypialnię... Zawsze po prostu wiedziałam, że wchodzę do niego, by przespać dwie, góra trzy noce, żeby zaraz potem go opuścić. Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Westchnęłam głęboko i odwróciłam się w ich stronę.
- Co? - krzyknęłam niezbyt miło, ale mimo to kącik moich ust drgnął zabawnie. Drzwi uchyliły się, a w szparze ukazała się roześmiana twarz Dave'a.
- Przeszkadzamy? - zaśmiał się.
- Jeśli w liczbie pojedynczej to nie, ale jak w mnogiej to się muszę zastanowić. - odkrzyknęłam mu, zakładając dłonie na piersi.
-To my tylko na chwile... - usłyszałam wybuch śmiechu na korytarzu i jęk popychanego Phoenix'a. Tuż za nim do pokoju wtargnęli Mike i Rob. Z szerokim bananem na twarzy rozsiedli się na kanapie naprzeciwko mnie. - Zaraz spadamy się pakować...
- Taa... Ja chyba też powinnam...- westchnęłam wskazując dłonią na ubrania porozrzucane na łóżku i niedbale otwartą walizkę obok. Bourdon rzucił zdezorientowane spojrzenie na mój czarny biustonosz przewieszony na oparciu fotela, tuż obok jego głowy. Ledwo powstrzymałam się od śmiechu.
- Chcecie czegoś to picia? - zapytałam wstając i podchodząc do lodówki.
- Co masz? - zapytał Mike.
- Hehe... Zależy... - mrugnęłam do niego okiem. Uśmiechnął się szeroko.
- Byle co? - jęknął. Dopiero teraz zauważyłam, że jego oczy są jakieś takie dziwne... Stłumione garstką bulgoczących procentów w krwi. Chwyciłam butelkę wody i cztery szklanki. Postawiłam je na szklanym stoliku i usiadłam między David'em a Mike'em.
- Gdzie Joe, Brad i Chaz? - zapytałam.
- Jeszcze gdzieś poleźli... - westchnął Rob. - Ale była jazda, w Typhoon'ie kiedy zaczęli go sprawdzać, nie Dave?
- Ja tego nie widziałem... Dopiero później przyszedłem kiedy zaczęli go już sprawdzać...
- A co się stało?
- Och, policja zatrzymała Chester'a kiedy ten zaczął się wygłupiać i oplótł się wokół latarni... Był na***any w trzy dupy i gadał od rzeczy, gdy podszedł do niego koleś z radiowozu...
Roześmiałam się głośno.
- Myśleli, że jest naćpany... - dołożył jeszcze Mike.
- Idiota. Kiedy chcieli go sprawdzić alkomatem zaczął się głupkowato śmiać i gadać, że latarnia owinęła mu się wokół głowy i go gryzie w ucho...
- Gdyby nie Joe zabraliby go na posterunek. - westchnął Phoenix i wypił łyk wody.
- Okropny jest... Nigdy nie zapomnę, jak holowałam go do domu po Sylwestrze... Uparł się, żeby to właśnie u mnie nocować... - pokręciłam głową i odstawiłam szklankę z przeźroczystą cieczą na szklanym stoliku. Chester był chyba moim ulubionym Linkinem pod względem humoru i wygłupów. Zawsze kiedy miałam zły humor, wystarczyła krótka wiadomość na peger, żeby mnie rozweselić. Czasami nawet udawało się nam całkiem poważnie i kulturalnie pogadać. Ale wkurzał mnie. Tego nie da się ukryć. Wkurzał mnie jak cholera, ale na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że oni wszyscy, cała szóstka, nieźle działała mi na nerwy. Powodem było zapewne to, że byłam najmłodsza z całej ich ekipy, co było przyczyną częstych zaczepek z ich strony.
- O której jutro wyjeżdżamy? - zapytałam, żeby zabić nadciągającą cisze. Mike zmarszczył w skupieniu czoło. W jego stanie, wszelkie informacje kierowane w jego stronę docierały z lekkim opóźnieniem.
- Nie wiem... - wykrztusił w końcu. - Ale pewnie gdzieś około jedenastej. Trzeba by się spytać Chris'a, ale on teraz pewnie śpi... A co?
- Obiecałam Joan, że przywiozę jej liście jakiegoś makii. - przekręciłam oczami. Dave zaczął się śmiać. - Szukałam dzisiaj, ale ja nawet nie wiem jak to wygląda...
- Zdałaś ten egzamin? - zapytał Phoenix. Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem... - powiedziałam obojętnym tonem. Ciągle gniewałam się na nich o to, że zabrali mnie w czasie egzaminów. - Podobno będę mogła jeszcze raz pisać... Mike nie zasypiaj!
Szturchnęłam bruneta w ramię. Otworzył niechętnie oczy i przeciągnął się.
- Dobra, ja spadam. - mruknął i wstał. Przeszedł chwiejnym krokiem do drzwi nagle coś z całej siły pchnęło go na szafę. - Kuuurwa! - syknął, rzucając wchodzącej osobie śmiertelne spojrzenie.
- Mike? Upsss... - zaśmiał się chłopak i sam o mało się nie przewrócił. Joe.
- Joe... Co ty tutaj robisz? - zapytałam, wstając z fotela. Koreańczyk rozejrzał się po pokoju i swoje spojrzenie zatrzymując na Rob'ie i Dave'ie.
- Przyszedłem.... myśląc, że wreszcie dasz się poderwać.- uśmiechnął się szeroko. - Mike, co ty robisz?
- Ty s****ysynie, pomóż mi lepiej się stąd wydostać! - wydarł się na niego brunet. Hahn podał mu rękę i "postawił" go z powrotem na nogi.
- Gdzie zgubiłeś Chester'a? - zapytał się Rob. Chłopak wzruszył ramionami i rzucił się na sofe obok mnie.
- Nie mam pojęcia, gdzie oni poleźli... -powiedział ze swoją "poważną" miną. Poprawił okulary i sięgnął po moją szklankę wody. - To znaczy, chyba już są... Brad chciał jeszcze liście jakieś makii... - ja i Mike wymieniliśmy rozbawione spojrzenia - ... więc powiedzieli, że idą do parku... Mi się już nie chciało iść, więc poszedłem do Chris'a.
- Może wypadałoby po nich zadzwonić? - podsunęłam im pomysł, ale po ich spojrzeniach doszłam do wniosku, że to był głupi pomysł.
- Daj spokój... Pewnie przyjdzie gdzieś o czwartej i najwyżej później wyjedziemy... Będziesz mogła jeszcze poszukać tego zielska.- ziewnął Dave. - Też już chyba pójdę...
- Ej, no wy se robicie? - jęknął Joe. - Przyszedłem a tu koniec imprezki?
- Będziesz mógł poderwać Made... - wykrztusił Mike i mrugnął do mnie. Zmrużyłam groźnie oczy, ale zaraz potem roześmiałam się.
- Nic z tego... - powiedziałam, udając poważny głos. - Wszyscy macie stąd wypieprzyć i to zaraz...
Chłopacy spojrzeli na mnie roześmiani i podeszli do drzwi.
- Oka, to narka. - pożegnał się Rob i za Dave'em, Joe'em i Mike'em.
- Hej. - odpowiedziałam mu i mrugnęłam z bananem na twarzy. Drzwi zamknęły się cichutko za nimi i w pokoju znowu zapanowała cisza. Znowu zostałam sama ze swoim bałaganem na łóżku i z dziwnym uczuciem jakby moje ciało nie było już moje...

Zizej
17.08.2004, 17:25
fajne Avenue :D ja już mam 2 rozdziały swojego......ale nie dam juz tu...sorx....ale mnie tu nie zobaczycie... i jak ktos cos napisze tu na ten temat.. :D piszcie pm'y i nie zasmiecajcie forumka :*


buśka :D fasza kofana stara HaNaH222 :D :wub: :wub: :wub: :wub:

a dobra chrzanić to :P zostaje :D za bardzio Ws koffam :D najwyzej kogos bende ignorowac :P


ale ma, zlom wiadomosc....nie zapisalo mi sie....nic a nic...komp mi sie zrestartowal... :D :lol:

asiolin
18.08.2004, 21:24
Fajne Avenue,a ktoś moje oceni? To znaczy DJ mała,że jak ędziesz meic na kompie to pokazesz? Nie meij mi za złe,że się pytam,bo robei to w dobrej intencji.

lacoste
21.08.2004, 12:14
Juz tu pisalam jedno opowiadanie,ale chyba napisze jeszcze jedno ^_^
"Przyjaciele"

Ania to osoba bardzo wrazliwa.Prawie wszystkiego sie boi.W te wakacje podjela decyzje.Troche sie bala,ale to zrobila.Poszla do biura podrozy i wyczytala w katalogu wycieczke do Paryza.Byl to przelot samolotem.Ania miala zle skojarzenia z samolotami,gdyz jej dziadek kiedys rozbil sie samolotem w Frankfurcie i prawie ze nie zmarl.wtedy Ania bardzo sie przestraszyla.Drugi byl to wypadek we wloszech.Jej rodzice wtedy zagineli.Byc moze jeszcze zyja i przetrwali ten wypadek,ale nie daja znaku zycia.Ania jednek podjela ta decyzje i poszla do domu.Bylo juz pozno,Ania miala zle przeczucia.Wyobrazalo jej sie rozbicie samolotu.Strasznie sie bala,ale powiedziala sobie,ze zawsze ma takie zle przeczucia i nic zlego sie wtedy nie dzialo.Poszla spac.Nawet nie zjadla kolacji.nie mogla usnac.Nie spala dogodziny 2 w nocy.Byla przerazona.Cdn moze jutro.

asiolin
21.08.2004, 12:21
Gosiaw nawet fajne,a jak się moje podoba? co?

Zizej
21.08.2004, 18:53
Originally posted by gosiaw@Aug 21 2004, 12:14 PM
Juz tu pisalam jedno opowiadanie,ale chyba napisze jeszcze jedno ^_^
"Przyjaciele"

Ania to osoba bardzo wrazliwa.Prawie wszystkiego sie boi.W te wakacje podjela decyzje.Troche sie bala,ale to zrobila.Poszla do biura podrozy i wyczytala w katalogu wycieczke do Paryza.Byl to przelot samolotem.Ania miala zle skojarzenia z samolotami,gdyz jej dziadek kiedys rozbil sie samolotem w Frankfurcie i prawie ze nie zmarl.wtedy Ania bardzo sie przestraszyla.Drugi byl to wypadek we wloszech.Jej rodzice wtedy zagineli.Byc moze jeszcze zyja i przetrwali ten wypadek,ale nie daja znaku zycia.Ania jednek podjela ta decyzje i poszla do domu.Bylo juz pozno,Ania miala zle przeczucia.Wyobrazalo jej sie rozbicie samolotu.Strasznie sie bala,ale powiedziala sobie,ze zawsze ma takie zle przeczucia i nic zlego sie wtedy nie dzialo.Poszla spac.Nawet nie zjadla kolacji.nie mogla usnac.Nie spala dogodziny 2 w nocy.Byla przerazona.Cdn moze jutro.
eee....kiepsko napisane...troszkę niezrozumiałe....jednak...ciągle że się boi....to trochę nudzące... :P

Cocaine
25.08.2004, 13:46
Nikola była wesołą 17 latką. Do czasu. Mając 16 lat poszła do ortodonty. Wtedy poszła do liceum, czyli wyjechała ze wsi, na której do tej pory mieszkała bo tam miała gimnazjum i podstawówkę ale nie wybudowano jeszcze liceum. Jej najlepsza przyjaciółka- siostra Kamila, zwana dalej Kamą, Kamcią i Kamilką, miała zaledwie 14 lat ale już się usamodzielniła. Ciągłe wyjazdy w miasto z handlem warzywami i ubraniami od ludzi ze wsi bardzo ją usamodzielniły i sprawiły że dziewczyna dostała mieszkanie ze szkoły (pokoik 2x1 u milych ludzi) za tę samodzielność. Nikola czekała do końca. Nie chciała rzucać gimnazjum w którym tak świetnie się uczyła. Dostała się do prywatnego najlepszego w miasteczku liceum nr. 89 i tam chciała wiązać swą najbliższą przyszłość. Wykupiła malutkie mieszkanie (pokoik+kuchnia i łazienka) i urządziła się tam. Wypalane gliniane płytki, tanie deski i dywaniki, stare meble i najnajsarsze biblioteczki secesyjne. Nikola uświadomiła jej że jeżeli chciałabym tak jak ona (zostać stewardessą) to musi mieć prosty uśmiech. To było właśnie marzenie Nikoli....latać w powietrzu. Więc zapisała się do ortodonty. Na godzinę przed wizytą poszła do szpitala. Tam mieścił się gabinet. Akurat nikogo nie było więc weszła do gabinetu i siadła na fotelu.
- Kiepsko panno Komar. Kiepsko. Robimy wyciski, jutro proszę się zgłosić po aparat. Stały. - powiedziała jej wyrok lekarka. Nikola szła do domu i płakała. Ludzie się za nią oglądali. Byli ciekawi o co taka łądna dziewczyna może płakać. Kiedy koljenego dnia wyszła z gabinetu z drutami na zębach kompletnie przestała się uśmiechać...........

asiolin
25.08.2004, 13:54
Troche dizwne,ale anwet fajne,a moje ktoś oceni?

Cocaine
26.08.2004, 10:00
odc.2
Asiolin dzieki....kazda krytyka jest dobra....a co do twojego to szczerze mowiac...nie czytalam!
odc.2
Znajomi wyciągali ją na filmy do kina, na których zawsze się śmiała. Robili wszystko żeby się uśmiechnęła. A jednak te przeklęte druciki zmieniły jej życie o 360 stopni. Nie umiała się serdecznie śmiać. Zamknęła się w sobie. Nie odbierała telefonów. Nie oglądała telewizji. Dopóki nie poznała Bartka. Wpadła na niego podczas kontroli u ortodonty. Też miał stały aparat ale było mu w nim "do twarzy".
- Hej ślicznotko. - mruknął głaskając ją po policzku.
- Ej. Nie przesadzasz?- zapytała zezłoszczona miłosnym podbojem Nikola.
- Nie. Chodź gdzie jedziesz?- zapytał szybko.
- do siostry. Sim Klonowa 58. Plizz podwieź mnie - powiedziała i .......uśmiechnęła się!
- Dobrze, wsiadaj. - powiedział. Miał ekstra wóz. Nikoli się spodobał. Chłopak oczywiście. Marzyła i nim się obejrzała byli na miejscu.
- Już? - zapytała nieco zdziwiona.
- Tak. Chyba że chcesz jeszcze gdzieś pojechać.- powiedział.
- Nieeee, odpada. Papa. - powiedziała i rzuciła mu na siedzenie karteczkę z numerem telefonu. Wzięła plecak i wyszła. Przycisnęła dzwonek domofonu z napisem Komar Kamila. Nikt się nie odezwał. Bartek nie odjeżdżał. Nikola wzięła klucze i weszła do domu. Potem otworzyła mieszkanie. Było pusto a przecież się świeciło. Nagle usłyszała skrobot klucza. Schowała się do szafy. Ale zamiast Kamili zobaczyła pasiaste biało-czarne ubranie.
- Złodziej!!- krzyczało jej wnętrze. Zabrał telewizor, wieżę i kanapę oraz kilka obrazów. Wyszedł. Nikoli było głupio że nie stanęła w obronie mieszkania własnej siostry. Zmusiła się do płaczu. Siedziała na fotelu i płakała. Kiedy usłyszała kroki przeraziła się. Ale w drzwiach stał tylko Bartek.
- Co jest? - zapytał.
- Nie mam pojęcia. Ktoś ją okradł. - powiedziała Nikola płacząc.
- Gdzie jest toaleta?- zapytał szybko.
- n alewo. - wychlipała Nikola.
- AAAAAAAAAA!!!!!- wrzasnął Bartek z łazienki i wyskoczył jak oparzony.
- Co się stało??- zapytała podnosząc się.
- Nikola...w wannie. - wykrztusił Bartek . Nikola spojrzała w dół. Z sufitu zwisał hak, z haka sznurek. Był zawiązany wokół szyi siostry. Ciało Kamili miotało się drgawkami. Spojrzała jeszcze bardziej w dół....koło toalety leżał test ciążowy. Dodatni.
- Boże, ona ma 14 lat....-wyszeptała Nikola. :ph34r:

asiolin
26.08.2004, 11:30
Karo kara zachęcam do pzreczytanei,a Twoje nadal jest takei sobie-ten 2 odc.

asiolin
27.08.2004, 19:45
O bosh jakie długie,ale nawet neizłe,le nooo :huh: :wacko:

Ersa
27.08.2004, 19:50
Asilin... -_- Tutaj nie komentujemy opowiadań -_-

asiolin
27.08.2004, 20:00
Originally posted by Ersa@Aug 27 2004, 07:50 PM
Asilin... -_- Tutaj nie komentujemy opowiadań -_-
<_< jak nei..Komentujemy i piszemy,a ja juz napsiałąm kilka,ale neistety nikt nei arczył isę ich ocenic <_<
PS:Button jest mój

Ersa
27.08.2004, 20:08
Originally posted by pushek@Oct 31 2003, 05:41 PM
Temat TheSims: FOTOSTORY cieszy się bardzo dużą popularnością, więc postanowiłem założyć temat z opowiadaniami tekstowymi - oczywiście zaraz w tym poście napiszę swoje. Prosilbym o nie dodawanie komentarzy tylko same opowiadania


No i jak, teraz rozumiesz? -_- Trzeba go sobie było brać wcześniej -___-

mugzemet
29.08.2004, 20:29
o BOSH chciało ci się to pisać ?? A teraz moje simkowe opowiadanko, które gdzieś tam napisałam i nikt nie odpisał :
Dawno dawno temu za górami za lasami w pięknej krainie zwanej SimCity mieszkały trzy pewne rodziny sąsiadujące ze sobą.
W pierwszym domu mieszkała rodzina Kowalskich. Gabriel i Helena mieli dwójkę dzieci : Henia i Mariolkę. Henio i Mariolka pałali do siebie nienawiscia od kiedy Henio zepsuł Barbie Mariolki. Choc od tego wydarzenia minęło sporo czasu dziewczynka nadal rozpamiętywała te straszliwa chwilę, dlatego za karzdym razem gdy nadarzyła się okazja, próbowała zrobić mu coś przykrego. Henio ma zal do swojej siostry, bo przeciez to nie on zepsuł jej ulubiona zabawke. Nie rozumie Marioli, wkoncu ta lalka była juz stara i brzydka, miała poczochrane włosy, gdzie było pełno piasku.
Sasiadami Kowalskich byli Wiśniewscy. Mieszkała tam dziewczyna o imieniu Eleonora, jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, dlatego opiekowali sie nią dziadkowie : Józef i Pelagia. Eleonora gdy była mała przyjaźniła się z Mariolka, ale ta od czasu zniszczenia lalki wyładowywała swa złość nie tylko na swym bracie, ale takze i na niej. Eleonora obraziła się na sasiadke, by zrobić jej na złość zaprzyjaźniła się z Heniem. Dawniej uważała go za przygłupa, wkońcu był chłopakiem, ale gdy poznała go lepiej odkryła że jest bardzo miły. Wkońcu Eleonora zakochała się w swoim sąsiedzie.
Ale ich szczesie nie mogło za bardzo rozkwitnać, gdyz w ich zycie wtargnoł drugi chłopak : Irek Jaskólski. Państwo Jaskólscy przyjaźnili się od dawna z dziadkami Eleonory, więc często do nich przychodzili. Dziewczyna polubiła chłopca, on też, nawet bardzo. Był zazdrosny o Henia, gdy codZiennie widział go wraz z Eleonorą jak razem spedzają czas. pewnego dnia postanowił się do nich przyłączyc i udowodnic swej ukochanej, że to jego powinna kochać. Eleonora lubiła obojga chłopców, Irek także był bliski jej sercu, tak samo ja Henio.
Gdy wszyscy trzej dorośli, nadal się spotykali. Henio i Irek marzyli o tym by oswiadczyć sie Eleonorze. Jednak Irek był pierwszy. Wieczorem zaprosił ukochana do swego domu. Przygotował romantyczna kolację. Po jej zjedzeniu poprosił Eleonorę do tańca, gdy skończyli wyjoł z kieszeni pierścionek zaręczynowy i poprosił o ręke dziewczyny. Ona gdyz kochała Irka, zapomniała o Heniu i zgodziła się. Niedługo potem wzięli ślub. I tak Eleonora została pania Jaskólska. Nie mieli bo Irek ich nie lubił, uważał ze nie wytrzymał by gdyby musiał dzielic swa żonę z kimś innym. Eleonora nie była tego zdania. Choc kochała swego meza nad życie, w głębi serca nie była z nim szczęśliwa. Potajemnie spotykała się z Heniem.
Pewnego wieczoru gdy szli razem ulicą za ręke spostrzegła ich Mariola Kowalska, stara panna zazdrościła Eleonorze. Udała że ich nie widzi i weszła spowrotem do domu. Następnego dnia gdy żony Irka nie było w domu Mariola udała się do niego. Chec prawdziwej zemsty na bracie kazała jej powiedzieć Irkowi co widziała wczoraj. Mężczyzna był strasznie zły. Gdy Eleonora wróciła do domu zastała tam swojego męża i Mariole. Irek zaczoł na nią krzyczeć. Przechodzacy niedaleko ich domu Henio usłyszał to i wbiegł do mieszkania. Teraz złośc Irka przelała sie na niego. Wszyscy wyszli na dwór gdy nagle rozpetała się straszliwa burza. Coś chuknęło i Eleonora oraz Henio runęli na ziemie.
Irek JAskólski przez smierć swojej zony postradała zmysły, umieszczono go w Szpitalu Psychiatrycznym. Mariola powieśliła sie, nie mogła znieść myśli, że przez jej głupotę jej brat oraz była przyjaciółka niezyją. Henia Kowalskiego Oraz Eleonorę Jaskólską-Wiśniewską pochowano razem na pobliskim cmenarzu. Koniec.

*apple*
29.08.2004, 21:28
Odcinek 2 "Dziwna miłość"

Gdy wracaliśmy tak do jego domu rozmawialiśmy na różne tematy ale on unikał jednego ile ma lat , gdy zaczynałam tan temat pytając:
-Ile masz lat ?-on wymijająco odpowiadał:
-A kto mieszka w tym domu?? A mój wiek na pewnmo jest mniej interesujący od twojej wypowiedzi!
Więc szłam i opowiedałam mu o sobie, on jednak nic o sobie nie mówił nasza rozmowa wyglądała jak rozmowa z niemową! czułam się źle więc w końcu stanełam i powiedziałam:
-Dość o mnie pogadajmy o tobie bez żadnych innych tematów chcę wiedzieć wszystko nawet o twojej bieliźnie!-jego mina świadczyła sama za siebie, nie chciał mówić o tym ale ja go zmusiłam więc nieśmiało zaczął:
-nazywam się Paweł i przeprowadziłem się tu z Pikutkowa dolnego i lubie muzyke i lubie rysować mam siostre młodszą i starszą ....... milczałam przez chwile aż w końcu powiedziałam
-może przyśpieszymy zaraz mam obiad??
on przytaknął i poszliśmy szybko w kierunku domu

przez całą noc myślałam o nim i pomyślałam że jutro wpadne do niego do domu poznać jego rodzine może oni coś opowiedzą ciekawszego od jego wypowiedzi?
Zrobiłam jak chciałam i rano poszłam w rozpuszczonych włosach w jeansach i bluzce rozpinanej z przodu do niego zapukałam PUK PUK PUK poczekałam chwile i usłyszałam kroki do drzwi, tak jak myślałam on otworzł drzwi i powiedział:
-Wejdź moja rodzina pojechała do kościoła więc jestem sam!
-TY z nimi nie pojechałeś??
- nie wolałem zostać, właśnie maluje obraz ocenisz go??
-oczywiście!!!!!
weszłąm za nim do pokoju pełnego pięknych obrazów kobieti zobaczyłam kilka nagich portretów gdy zobaczył że patrze na nie powiedział:
-Nikt mi nie pozował jeszcze może chcesz byś pierwsza??
nieśmiale odpowiedziałam
-tak...
a on posadził mnie na kanapie ustawił ręce i głowe i zaczął malować, długo machał pędzlem aż w końcu pokazał piękny obraz jak zdjęcie byłam na nim ja a on powiedział
-może jeszcze jeden??
oczywiście się zgodziłam a on nieśmiale powiedział
-mogę odpiąć jeden guzik?? spojrzałam na niego dziwnie i sama odpiełam jeden a on odpiął 2 ja 3 on 4 ja 5 on 6 ja 7 on 8 i ostatni guzik odpieliśmy razem


CDN

Gać
01.09.2004, 16:19
oh gash ale długie te wasze opoiwadania za kilka dni napisze sowje!bay! ^_^

*apple*
04.09.2004, 19:35
Zrobiliśmy to! Dziś rano obudziłam się i pomyślałam że go kocham. Od razu po śniadaniu poszłam do niego nikt nie otwierał, pukałam , a wręcz dobijałam się. W końcu do drzwi ktoś podszedł, ale nie otworzył, gdy zobaczyłam jego sylwetke zaczełam wołać i wtedy otworzył drzwi. Był inny na wejście od razu szorstko powiedział
-Co tu robisz???
-Jak to co nic nie pamiętasz??
-Oczywiściwe że tak!-jego głos się zmieniłsię stał się na taki jak wczoraj
-Co dziś porobimy??
-Może gdy znam twoje ciało , będziesz mi pozowała nago??
-ktoś jest w domu??
-nie tylko my
-to dobrze
pozowałam mu na łóżku tam gdzie wczoraj byłam , namalował mnie i powiedział że musi gdzieś iść więc poszłam do domu , a w domu czekała mnie niespodzianka mama załatwiła mi dostęp do internetu, weszłam tam i w wyszukiwarce napisałam swoje imie i nazwisko z ciekawości może coś tam jest o mnie przeraziłam sięwidząc napis-zdjęcia i filmy, weszłam tam i nie mogłam w to uwierzyć na zdjęciach byłam ja naga na kanapie i na filmie byłam ja naga , zrozumiałam że on mnie wykorzystał...........

hacker
06.09.2004, 16:38
Przeszeskoczył przez płot, cicho prawie bez szlestnie. Był jak cień, pod osłoną nocy nikt niebył wstanie go słapać. Nagle z lasu wyskoczylo paru opryszków i pobiegli zanim. I wszyscy znikneli mi z oczu, kim jest ten młody człowiek którego ciagle ktoś ściga, a jednak nikomu nie udaje sie go złapać? Zaczołem zadawać sobie to pytanie coraz częściej. Był szybki jak wiatr i zwinny niczym kot. Czlowiek ten zawsze miał na głowie kaptur jego bluzy koloru nieda się zobaczyc w nocy. Pewnego dnia zobaczyłem go poraz kolejny biegł bardzo zwinnie i szybko w prost na mnie, schowałem sie w uliczce a on też tam wbiegł. Uciekaj z tąd-powiedzał do mnie. Ale ja stałem w bez ruchu i nic nie mówiłem...

CDN

cornishonka
06.09.2004, 20:02
"Gwiazda"

Rozdział 1

Gwizdnięcie. Oddech. Obudzenie. I znów cała zlałam się potem. Wpatrzyłam się w ciemny sufit, a po chwili wstałam i podeszłam do okna. Uwielbiałam patrzeć się na wschód słońca - ostatnio przez te koszmary regularnie się budziłam.
I pomyśleć, że w ciągu ostatnich kilku godzin bieg wydarzeń był zupełnie inny, niż teraźniejsza, spokojna noc. Po pierwsze - spotkałam konia i lwa, o których od zupełnie dawna śniłam. Po drugie - poznałam zupełnie nowe osoby i zmieniłam swój sposób życia. Nie jestem już zwykłą, szarą dziewczyną, którą każdy może gardzić i nie zwracać uwagi na jej ból, cierpienie. Nie jestem już tchórzliwa.
,,Jak coś już się stało, to będzie i trzeba się z tym uporać." - Opowiadał mi ojciec.
Pamiętam, że jak byłam mała, zawsze wieczory przed snem spędzałam na słuchaniu opowieści taty, który bardzo dużo przeżył i zawsze mógł mi doradzić. Matka także uważnie słuchała. Ale za nią specjalnie nie przepadam.
To zawsze ojciec był moim szczęściem w życiu. Matka sprawiła tylko, że ojciec mógł mnie mieć.
,,To twoja wina." - Powtórzyłam sobie po raz setny w tym tygodniu. Kolejny tydzień przynosił ze sobą kolejne powtarzanie tych słów. Właśnie. To moja wina, że tata zginął. To moja wina, że tak duże szczęście w moim życiu zniknęło. Spojrzałam na zdjęcie całej mojej rodziny. W środku byłam ja z tatą i mamą. To zdjęcie to jedyne tak żywe wspomnienie, bo godzinę po jego zrobieniu zginął mój ojciec. Nigdy go nie zapomnę.
Obok zdjęcia stoi świeczka. Za każdym razem, gdy uznam to za koniecznie, zapalam ją, zupełnie jak na grobie. Mama też, ale nie robi tego z entuzjazmem. Przeciwnie - wydaje mi się, że jej jest w danym momencie obojętne, co ma zrobić.
Zaczęłam powoli schodzić po schodach, cicho, żeby nie zbudzić mamy - ona raczej nie jest przyzwyczajona do śniadania o tak wczesnej porze. Zapaliłam lampkę w kuchni i zaczęłam smarować tosty masłem. Co jakiś czas spoglądałam na okno, za którym słońce wznosiło się coraz wyżej. Usłyszałam zwykle, poranne odgłosy - nadapnięcie mamy na ogon psa i głośny wrzask. Weszła do łazienki podskakując -,,Pewnie pies ugryzł ją w nogę" - pomyślałam.
- Oooh... Witaj, córeczko. Od której tu jesteś?
- Pół godziny... Dzisiaj obudziłam się później niż zwykle - Wyszczerzyłam zęby.
- To dobrze... Przynajmniej bardziej się wyspałaś. - Uśmiechnęła się mama i usiadła do stolika. Położyła więcej masła, szynki, sera, dwie miski, mleko i pudełko płatek śniadaniowych. Ugryzłam ostatni kawałek tosta i rzuciłam się po miskę, mleko i płatki. Resztę śniadania spędziłyśmy w ciszy, ale ja w duchu cieszyłam się, że już ferie. Wtedy mama odezwała się i powiedziała to, co wytrąciło mnie z równowagi:
- Na Wielkanoc jedziemy do cioci Volkiss.
Upuściłam łyżeczkę, która wydała głośne brząknięcie na podłodze i tak gwałtownie wstałam, że mama wzdrygnęła się.
- DO CIOCI VOLKISS?
- Tak, Katuniu. Wymyj łyżeczkę i dokończ płatki.
,,Katuniu" to przezwisko od mojego prawdziwego imienia, Kate.
- Nie jestem głodna.
- Nie żartuj! - Mama zrobiła krzywy uśmiech i wymyła mi łyszkę. Gdy mi ją podała, udawałam, że jem.
- Nie chcę jechać. - Odpaliłam bez namysłu, co się może po tych słowach stać.
- Nie udawaj małego dziecka. Gdzie twoje dobre maniery?
- Hmm... Ja nie mam dobrych manier... - Wybełkotałam z uśmiechem małego dziecka.
- To teraz będziesz miała. Bez sprzeciwu.
Dokończyłam wreszcie śniadanie i pobiegłam do pokoju.
Wyjazd do ciotki Volkiss to była ostatnia rzecz, jaką chciałabym teraz zrobić.

-----------
CDN. ^^

кама
08.09.2004, 22:05
DJ mala pytala sie czy to bedzie w odcinkach, YES
Opowiadanie PT.Ten kto kocha kobiety hoc ich nie kocha.
Part 2.
A wiec ten, skonczyl juz z nia, w ten sposob, stal sie poszukiwany przez policje, bo Jeden z sąsiadow widzial wszystko na wlasne oczy, tyn czasem on mial w planie jeszcze jedno morderstwo, byla to bardzo urocza dziewczyna jego brata,byla piekna, wszyscy mu zazroscili, nawet czasami sie z nim o nią bili,Ale czas zeby zniknela z tego swiata, on dla swojego brata poprostu zazrdoscil.dzwoni do bratai mowi do niego: niedlugo ktos bliski dla ciebie zginie, brat pyta: A dlaczego? on: NIe wiem. :lol: A wiec,on po jakims czasie znalazl sie u kolegi, ktory pozyczy mu kupiony od niego karabin(Pamietacie ten karabin z part 1).on ze swoją dziewczyną pojechal do miasta , do restauracji, jednak nic jej nie powiedzial otych morderstwach. :unsure: robi sie strasznie :unsure: , nagle wchodzi policja, proboje strzelic w niego ale PRAFILO W JEGO DZIEWCZYNE! on juz powybijal policjantow z pistoletu. Dzwoni po karetke gdy nagle jego dzwiewczyna Przestaje oddychac i nie ma juz dla niej ratunku.on sie zemsci,obiecal to, ito zrobil, po jkaims czasie zadzwonil; do niego zapraszając go do siebie,lecz dziewczyna jego brata welaszla na teren dzialki, i ją odrazu tez zaciukall.i co najgorsze, zapomnial ze jego kumpel u niego nocuje, a ten tym czasem patrzyl przez okno...Zadzwonil po policje i bylo po naszym Mordercu,leczpotem on postanowil... Ciąg dalszy nastąpi
---------------------------
KIepski ten odcinek nowy

cornishonka
09.09.2004, 00:04
Rozdział 2

Siedziałam w pokoju całe popołudnie. Gdy zbliżył się wieczór, mama nagle zawołała mnie na dół.
,,Szykują się kłopoty" - Mruknęłam sama do siebie, zamknęłam dokładnie za sobą drzwi do sypialni i zbiegłam przeskakując co dwa stopnie. Na dole chciałam zrobić popisowy poślizg, ale gdyby nie fotel, wywaliłabym się. Przeklęty dywan...
- Opanuj się, dziecko! - Usłyszałam głos zza siebie. Odwróciłam się i zobaczyłam mamę. Ale kok miała tak mocno ściśnięty, że chyba coś się jej źle robiło w głowie. Usiadłam grzecznie na fotelu i zaczęłam wpatrywać się w swoje kapcie. Ale gdy co jakiś czas zerkałam na mamę i spotykałam jej wzrok, zrozumiałam, że lepiej patrzeć na nią. Więc spojrzałam. Mama westchnęła i wreszcie powiedziała:
- Musimy ustalić pewne zasady co do wyjazdu - Tu zerknęła na mnie spode łba, wstała i zaczęła chodzić w tą i spowrotem.
Gdybym nie ugryzła się w język, powiedziałabym, że nie jadę, a źle by się potem stało.
- Ee... Jakie? - Starałam się, żeby to nie zabrzmiało jak ironia, tylko jak zaciekawienie.
- Po pierwsze, nie będziesz chodzić w takim ubraniu - wskazała palcem na moje obcisłe, modne dżinsy i ładny top bez ramiączek. - Ciocia nie jest na czasie.
- Taak... - Westchnęłam - Pewnie jak zwykle zrobiła mi jakąś staroświecką spódniczkę w szkocką kratkę?
- Zapewne tak - Kiwnęła głową mama i znowu zaczęła chodzić w tą i spowrotem.
- Coś jeszcze?
- Siedź. Kiedy przyjdzie pora, powiem - Warknęła matka. ,,Lepiej teraz nie robić sobie żartów..." - Pomyślałam i usadowiłam się wygodniej w fotelu. - No dobrze... Poza tym, będziesz musiała wracać z podwórka najwyżej o wpół do dziewiątej.
- No i dobrze, tam nigdy nie ma co robić...
- Będziesz codziennie rano ćwiczyć...
- ...Nareszcie wcisnę na siebie te fajne spodnie...
- I będziesz pomagać cioci w zbieraniu owoców co dwa dni! Jasne?
- A będę za to coś dostawać? - Wypaliłam i ugryzłam się w język, no, ale za późno.
- Taak... Za cały ogródek... Siedem złotych...
- Za cały ogródek?! SIEDEM ZŁOTYCH?! - Warknęłam i spojrzałam na mamę spode łba. Ten ogródek był naprawdę wielki.
- Jak będziesz ładnie to robić, to siedem pięćdziesiąt! - Krzyknęła matka i spojrzała na zegarek. - Już późno, idź do pokoju! Zaraz cię zawołam do łazienki!

*

Gdy właśnie wychodziłam z łazienki, cały czas myślałam o tym, że mama jest tak strasznie nerwowa. Co to mogło spowodować? Może sama tak bardzo nienawidzi ciotki? Albo denerwowało ją to, że musimy bardzo dobrze wypaść? Każde nowe rozwiązanie było coraz bardziej głupie i postanowiłam, że sama ją zapytam rano. W końcu trzeba być szczerą ze swoją matką.

-----------

CDN. ^^ ;P

cornishonka
11.09.2004, 13:53
Sorry, że post pod postem:P
----------------

Rozdział 3

Wcale nie spałam. Siedziałam tylko i pisałam wypracowanie do szkoły, która chociaż była za dwa tygodnie.
Oczy piekły mnie nieznośnie, ale teraz nie mogłam zasnąć. Czułam coraz bardziej narastające napięcie. Wkrótce zaczęło wreszcie się rozjaśniać. Gdy słońce było już delikatnie nad ziemią, obejrzałam swoje wypracowanie rozciągnięte na trzy strony.
I znowu poranne odgłosy. Szybko schowałam wypracowanie do szafki, zgasiłam lampkę i wskoczyłam do łóżka. Chciałam udawać, że śpię.
Tup, tup, tup.
Mama właśnie szła do mojej sypialni, żeby mnie obudzić. Skrzypienie drzwi i usłyszałam śpiący głos mamy. (Oczy miałam zamknięte.)
- Och... Jak się cieszę, że nareszcie się nie obudziła o szóstej... Kochanie, obudź się!
Otworzyłam oczy, pokazując, że miałam lekki sen. Ziewnęłam (najpierw spróbowałam udawać, potem dokończyłam to naprawdę) i wymamrotałam:
- Która godzina?
- Prawie ósma. Chodź na śniadanie, Katuniu.
Wstałam, przeciągnęłam się i założyłam kapcie-króliczki. Zamknęłam za sobą drzwi i zbiegłam po schodach, przeskakując co dwa stopnie.
- Co dziś na śniadanie?
- Płatki. A na obiad gołąbki.
Kiwnęłam głową, co oznaczało zrozumienie.
- Mamo, muszę się ciebie o coś spytać...
- Tak, kochanie?
- Czy... czy ty lubisz ciocię Volkiss?
Mama wytrzeszczyła oczy, złożyła ręce w piąstki i zaczęła drżącym głosem:
- Och... tak, oczywiście...
Po tym pytaniu mama zaczęła zachowywać się bardzo dziwnie. Zamiast płatków przez pierwsze pół godziny próbowała sobie do miski wlać ketchup.
- Daj mamo, ja to zrobię - Wyszczerzyłam zęby, i zostawiając w spokoju już prawie zjedzoną porcję, wsypałam mamie płatków i nalałam mleka. Mama już jadła normalnie, chociaż wydawało mi się, że ręka jeszcze się jej trochę trzęsie. Gdy zjadła zjadła tylko parę łyżek płatków, wstała i mruknęła:
- Idę przygotować ci ubranie.. Jak wrócisz do sypialni, będzie już gotowe...pozmywaj...
Mama wcale nie patrzyła się na mnie, tylko gapiła tępo w okno za mną. Powoli wyszła i słyszałam już tylko jej tupanie po schodach.
No i rzeczywiście. Po zmywaniu gdy weszłam do swojego pokoju, ubranie leżało na łóżku. Przebrałam się i usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę - Krzyknęłam, chociaż nie usłyszałam odpowiedzi. Jakoś mnie to nie zmartwiło.
Otworzyłam i zobaczyłam Kasię.
Miała końskie zęby, lekko wysunięte do przodu, piegi, ciemne blond włosy i oczy, które zawsze bardzo zabawnie wytrzeszczała. Po za tym, była niesamowicie chuda, chociaż nie chodziła w ogóle na żadne ćwiczenia.
- Cześć. - Uśmiechnęła się, wytrzeszczając i mrugając oczami, a ja parsknęłam śmiechem.
- Och... cześć... - Zapiałam, ocierając łzy z oczu.
Wpuściłam Kasię, zamknęłam drzwi i poszłyśmy do salonu. Sięgnęłam po pilot i włączyłam telewizor.
- Co to za nagła wizyta? - Spytałam się. Kasia jęknęła.
- Musimy porozmawiać...O mojej matce.

------------
CDN. ;P

Misia
11.09.2004, 16:14
Corn zapowiada sie bardzo fajne :D podoba mi siem twoj styl pisania ^_^

Misia
11.09.2004, 16:14
Corn zapowiada sie bardzo fajne :D podoba mi siem twoj styl pisania ^_^

Cocaine
12.10.2004, 13:35
Cześć. Jestem Annie i mam 18 lat. ZNowu się przperpwoadzam. Wszystko jest już pudłach a moje ciuchy ułożone i poskładane w kostkę. Udało mi się dotrzymać szczęśliwego czasu - nie zawrzeć żadnych znajomości. Nie mogłabym znieść znowu tego rozstania. W Coanmomille byliśmy zaledwie 2 miesiące. Zresztą naszym rekordem(moim, mamy i taty) było 5 dni w Meksyku. Mama nie mogła znieść tamtejszego klimatu. Bazgram ostatnie słowa w domu w Coanmomille. Ten pokój urządziłam sobie za ponad 200 dolarów. Zarabiałam je a całą kasę ładowałam w pokój. Teraz zostawiam w nim zaledwie tapetę i gwaizdki na suficie, bo wszystkie moje meble kazałam zabrać ze sobą. Nie będę w kółko kupować nowych. Zresztą....
- Kochanie. Mamy małą mianę planów, - Westchnęłam cviężko.
-No. - powiedziałam niegrzecznie zatrzaskując pamiętnik.
- Nie jedziemy do Denver. - powiedziała.
- Nie. To niemożliwe!!- dostałam furii. Od trzech tygodni rozmawiałam z ludźmi z mojego roku tylko po to żeby nagle im oświadczyć że nie oprzyjadę??
- Jedziemy do Palm Springs. Wybacz....- wyszeptała mama a z jej oczu popłyneły łzy.
- Daruj sobie płacz. Lepiej mi powiedz gdzie będe studiować wymarzoną psychologie.- rzekłam bezczelnie do mamy.
- W Palm Springs jest bardzo dobra uczelnia. Wierz mi że będziesz mogła tam studiowac. - wyjąkała mama.
- Mam to w nosie. Jade do Denver. - powiedziałam i wyszłam przed dom. Wsadziłam na przyczepę mojej toyoty wszystkie moje meble, zabezpieczyłam je i pożegnałam się z rodzicami.
-NAra. Będę przyjeżdżać. - powiedziałam i poleciałam do samochodu. Odpaliłam go i mama mnie dogoniła,.
-To są klucze lod naszego mieszkania. Pa córeczko. - powiedziała i odeszła,. Ruszyłam. Było mi smutno ale byłam zadowolona. Wreszcie życie na własny rachunek!!


Piszcie co sądzicie o pamietniku Annie.

Mathea
13.10.2004, 19:10
W Warszawie nastała jesień.Kelly dopiero co przeprowadziła się tu z Ameryki razem z mamą Ann, tatem Joshem i młodszą wscipską siostrą Mary.Kelly nie chciała się przeprowadzać do Polski.Nie chciała zostawiać przyjaciół, szkoły i swojego chłopaka Patricka.Cały lot samolotem przesiedziała naburmuszona patrząc przez małe okienko.Gdy to juz ja znudziło czytała albo spała.Nie miała zbytniej ochoty rozmawiać z mamą, gdyż przed lotem się z nią pokłóciła.
Teraz gdy stała pośrodku swojego nowego pokoju na mysl przyszło jej jedno:
-"Hmm...może nie będzie aż tak źle...poznam nowych przyjaciół, nauczę się nowego języka.."-Ale nagle przypomniała sobie o Patricku.Jak ona zniesie to, że juz nigdy go nie zobaczy??? Rozpłakała się.Usiadła na łóżku i coraz bardziej pogrążona we smutku zasnęła.


Koniec części pierwszej.. ;D

Cocaine
18.10.2004, 16:34
odc. 2
Już prawie dojeżdżałam do Denver kiedy zaczął padać deszcz. Wjechałam szybko na stację bojąc się o meble i sprawdziłam ich stan. Były nadal nietknięte. Kupiłam dużo folii ochronnej i zabezpieczyłam je przed kolejną nawałnicą. W kieszni moich ulubionych Levis'ów grzechotały przyjemnie klucze. Nagle oczy zaszły mi łzami....mama. Zostawiłam ją....zachowałam się naprawdę po chamsku. Zjechałam na pobocze i zalałam się łzami. Ściekały mi po policzkach, po kierownicy....po kluczach...nagle podniosłam głowę do gory. Przede mną stała tablica z napisem "denver welcome". Denver Wita!! Ależ się ucieszyłam. zaraz zapomniałam o mamie i pojechałam szybko pod wskazany adres. Mieszkanie było dość ciasne. Dwa małe pokoiki plus kwadrat 2 metry na 2 w roli przedpokoju. Jak ja przez to przecisnę moją olbrzymią szafę? Zaczełam się zastanawiać. Weszłam do pierwszego pokoju. Denna tapeta w paski. Jeszcze dziś pójdę na zakupy - postanowiłam. I przypomniała mi się bardzo ważna rzecz: nie mam przecież pienędzy nas życie!! Ale w tym momencie zauważyłam kopertę.
" Dla szanownych mieszkańców. Oto wartość naszych obiecanych mebli do salonu które jednak zabraliśmy ze sobą" w środku było 1 000 000$!!! Jejku ale się ucieszyłam!!Natychmist pobiegłam do sklepu i kupiłam granatową tapetę w giwazdy i kupiłam do tego fosforyzujące gwiazdki na sufit i meble. Przylepiłam szybko tapetę (ale to szybko idzie) i że mieszkanie było na parterze a moje bmeble małe i lekkie wniosłam je. Zamiast łóżka zawsze spałam na materacu. Ten materac który przez tyle przejchał. Ustawiłam szybko meble, zjadłam byle jaką kolację i położyłam się na gołym niebieskim welurze miękkiego materaca. Nagle zadzwonił telefon....to była.....

Cocco
20.10.2004, 20:09
cz.1
Jeszcze 25 lat temu rodzina Ćwirów była rodziną, składającą się
z Matki, Ojca i dziecka. Ale to się zmieniło.
Oglądaj tylko u nas!

Zong
22.10.2004, 19:51
No i ja niedługo zamieszczę tu swoje opowiadania...

gryzia
22.10.2004, 20:17
No ja chyba zrobie opowiadanie na podstawie zycia Julii (ona chyba miala na nazwisko Kapulet).

Zong
22.10.2004, 20:41
Życie Julki było SUPER! NAPISZ O NIM!
Napisze wam historię z Milowa żywcem wziętą, czyli jak mogło się potoczyć w Miłowie. WSTĘP:
Każdy posiadacz gry The Sims 2, nawet niektórzy nieposiadacze (np. ja) znają Miłowo. Wszystko dziej się 25 lat później. Majkę porwało UFO, Henryk jest stary, Kasandra dorosła, zaręczona z Donem Lotario, jest także mały Alex-syn Henryka i Majki. Henryka podrywają siostry Kaliente. Krąży, m.in. po "Dochodzeniu w sprawie Ćwirów", plotka, że Dina chce ożenić się z Henrykiem dla pieniędzy, Don z Kasandrą z tego samego powodu, a razem chcą później zdradzać swoją żonę/męża."Nie zależy im na prawdziwej miłości, tylko na pieniądzach Ćwirów". Jak potoczy się życie Miłowa w tym opowiadaniu? Zobaczycie czytając je!

Jedna z wersji, ale strasznie krótka i nieopisana znajduje się w The Sims 2-> Jak potoczyło się życie rodzin Maxisa. Zapewniam was, ta będzie inna, ciekawsza!
ps. pierwszy odcinek jutro..

gryzia
23.10.2004, 09:51
No a ja bede dzisiaj rozbyslaco moim story aTy Zong pisz,pisz ,a to twoje story napewmo bedziestrasznie ciekawe!

Gothik
23.10.2004, 10:02
WYCIECZKA
11.08.2004 - 29.08.2004

W pociągu siedzieli, w przedziale. Koła stukały rytmicznie. Za oknem mijał nie krajobraz, ale jakiś stary film. Życie mijało. Drzwi przedziału były zamknięte na głucho, zasłonięte tą zasłonką taką, co to zwykle bywa na wyposażeniu, gdyby ktoś chciał coś intymniejszego odprawić w wagonie. Pociąg jak pociąg - jechał sobie, skądś i dokądś. Wydaje mi się, że ktoś do niego czasem wsiadał, ktoś wysiadał - ale to tylko wrażenie. Pociąg i jego pasażerowie istnieli od zawsze, tak samo jak ten napis - "szanuj mnie" - przybity nad oknem przedziału. Koniec końców podróż miała jeszcze tę wieczność potrwać, zatem ktoś słusznie stwierdził, iż lepiej będzie, gdy minie ona we w miarę przyjemnym otoczeniu. Stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk.

Pasażerowie:
SZCZEBIOTKA - wesoła i kwiecista dziewczyna. Ma dość długie włosy, z których płynie ledwie słyszalna muzyka fletni. Jakby nieobecna - szczególnie duchem. Wgapiona tylko w krajobrazy za oknem, zamyślona bez pamięci.

MASŁOŃ - długa trąba, melonik, garnitur i monokl. Ot, arystokrata, może nie tak gruboskórny za jakiego może uchodzić. Ale to jeszcze się okaże.

SZURAN - idealista miłości, romantyk do kwadratu, z wyglądu zupełnie inny niż by się wydawał - taki nijaki dość. Właściwie to nawet go nie ma, bo kto by na osobę bez celu, bez przyczyny i bez niczyich reakcji na jej istnienie zwracał jakąkolwiek uwagę? Jak chcecie to go nawet wykreślcie z tej sztuki. A jak nie chcecie, to zauważcie jego staromodną, podartą marynarkę, kraciaste spodnie oraz cylinder przykrywający zmierzwione włosy.

PANI STEREOTYPKA MILCZANOWA - stare babsko, umalowane do nieprzyzwoitości i w rzeczy samej - nieprzyzwoite. O charakterze równie paskudnym, co wygląd. I uśmiechu równie nieudolnie mylącym, co makijaż. Ma też czułki, które próbuje ukryć pod kapeluszem, lecz nie za dobrze jej to wychodzi.

PAN TOFEL MILCZAN - jej mąż, który - w porównaniu z małżonką - naprawdę nie istnieje, a przynajmniej istnieje w bardzo niewielkim stopniu. Ale za to ma spodnie w szkocką kratę, w kant zaprasowane, może nawet kiedyś eleganckie. Poza tym nosi obrożę, a do niej przyczepioną smycz, którą zawsze trzyma Milczanowa.

DZIECIAN - ot, dziecko. Małe, mniejsze, najmniejsze - choć może nie do końca. Ono o sobie nic nie wie, więc co ja mogę powiedzieć...?

Jechaliśmy tak i jechaliśmy; zdawało się, że od stu tysiącleci - zwykle podróże dłużą się niemiłosiernie, nawet pospiesznym - a hrabia Masłoń, czy też jakkolwiek on się tytułował, akurat rozwiązywał krzyżówki. Prawdę mówiąc, to on ze sto lat rozwiązywał te krzyżówki, ale akurat teraz raczył się odezwać.

MASŁOŃ
(zagryzając ołówek)
Litera na literę "e", na dwie litery...

(cisza)

MASŁOŃ
Hmm...

MILCZAN
(nieśmiało)
Może "em"?

(wszyscy - prócz SZCZEBIOTKI i DZIECIANA - kierują wzrok ku niemu, jakby odezwanie się w pociągu było czymś nader dziwnym; najsrożej patrzy się MILCZANOWA)

MASŁOŃ
Możliwe, możliwe, proszę szanownego pana. Ale sprawdźmy pionowo... Coś pospolitego, pozbawionego wartości, pięć liter.

SZURAN
Życie.

(teraz na niego pada uwaga)

MASŁOŃ
Tak, poniekąd to się zgadza, szanowny panie, lecz wtedy wychodzi, iż litera na literę "e", na dwie litery, to "eż".

MILCZANOWA
Tak, dokładnie, to źle? Jest taka litera.

MILCZAN
(niepewnie)
Kochanie, to raczej jest "żet".

MASŁOŃ
"Ży".

MILCZAN
Tak, możliwe.

MILCZANOWA
(grobowym głosem, do MILCZANA)
Kochanie, nie mam na myśli ostatniej litery alfabetu, lecz literę "eż", to znaczy takie "eż", jak na przykład "czesz", "wyczesz".

MASŁOŃ
A, znaczy "esz".

MILCZANOWA
Przecież mówię.

SZURAN
To nie litera, tylko głoska.

MASŁOŃ
Słusznie, słusznie...

(MILCZANOWA patrzy na MILCZANA, oczekując poparcia; ściąga smycz, przywołując go do porządku niczym niegrzecznego psa)

MILCZAN
(szybko, z wymuszonym uśmiechem, pełnym bólu)
Ale, proszę szanownych ja panów, może nie we wszystkich przypadkach?

MASŁOŃ
Możliwe, możliwe...

SZURAN
Kto to jest "japan"?

MILCZAN
Słucham...?


Ciąg dalszy nastąpi :D

Mathea
23.10.2004, 10:45
Gdy Kelly się obudziła było po północy.
-Ummm...długo spałam...A jeszcze dziś idę do szkoły!!!
Wyskoczyła z łózka i po cichu zeszła na dół do nowej kuchni, by wziąć coś do jedzenia.Musiała coś przecierz zjeść.Siedząc przy stole usłyszała nagle kroki.Bojąc się, że to mama schowała się za stosem pudełek.Nie chciała drugiej kłótni.A tu nagle do kuchni weszła Mary.
-Co ty tu robisz o tej porze? - powiedziała zaspanym tonem.
-Nie twój interes! A ty?? Powinnaś dawno spać!!! Dobranocka dawno się skończyła!
Małą Mary poptarzyła na nią z ukosa i spowrotem wrócił do siebie.
Gdy Kelly zjadła postanowiła, że pójdzie znów na górę i jeszcze trochę się prześpi.Musi mieć siły by stanąć przed nową klasą.

Koniec cz.2
Jaki będzie pierwszy dzień Kelly w szkole?
Czy pogodzi się z mamą?
O tym już w cz.3 !

gryzia
23.10.2004, 11:30
No fajnie pisz dalej , a ja bede czekac.

Zong
23.10.2004, 11:45
"litera na literę e na dwie litery...."-świetny początek. Nieźle się zapowiada-pisz dalej!
Pamiętnik Kasandry odc. 1
Cześć! Nazywam się Kasndra Ćwir. Mieszkam w willi z tatą i moim młodszym bratem Alexem, który urodził się tuż przed zaginięciem mamy. On twierdzi, że to przeze mnie, bo chcę wyjść za Dona (jestem z nim zaręczona), ja że to przez to, że za długo oglądała niebo, tata, że to przez siostry Kaliente, one że to przez Dona, a on że to przez tatę. Każdy ma własne zdania. Pracuję jako naukowiec. Dziś jest sobota, mam wolne. Z tego powodu miał przyjść do mnie Don. Zamiast niego zjawiły się te wredne Kaliente. Dina przyszła z tortem, a Nina z kwiatami.... jak tata z nimi wytrzymuje?
-Kasandro!!-krzyknął
-O co chodzi?
-Były Kaliente...
-Wiem.
-..i ja chcę, żeby nie przychodziły. Ważniejsza jest twoja przyszłaość.. i Alexa.
-Tato... powiedz im, że masz je gdzieś... i że nie chcesz ich więcej widzieć.
-Już idę im to powiedzieć.-wyszedł do salonu.-Nino! Dino! Nie chcę was więcje widzieć! WynOCHA!!
Siostry wyszły. Chciały pokazac jak bardzo są wobec niego miłe i posłuszne. Usłyszałam głos Niny:
-Słyszałaś? Mnie powiedział jaką pierwszą!
-Co z tego? Przez przypadek.
-Akurat!
-Jutro nie możemy przyść. Dopiero pojutrze...
"Ech... Ile z nimi można wytrzymać"-pomyślałam. Wtedy usłyszałam telefon. Był to Don.
-Wybacz, ale nie mogę przyjść.
-Jak możesz! Jedyny mój wolny dzień a tobie się nie chce! TY...!-rzuciłąm słuchawkę.
CDN.

Mathea
23.10.2004, 14:46
Rankiem, gdy Kelly zeszła na dół na śniadanie, mama spojrzała nia nią i spytała:
-Mary mi powiedziała, że dziś po północy byłaś na dole, w kuchni i się chowałaś za pudłami...co tam robiłaś o tej porze??
-Niemogłam zasnąć, więc zeszłam na dół by czegoś się napić.Nie można???-odpowiedziała naburmuszona.
-Mozna młoda panno, lecz proszę nie mówić do mnie takim tonem! Miej szacunek dla matki!
Kelly obużona odpowiedziała:
-Gdzie tata??? Powinnam chyba jechac do szkoły?!?!?!
-Tata pojechał autobusem do nowej pracy.Dziś ja Cię zabiorę.
-CO??? ALE TATA MIAŁ MNIE ZAWIEŚĆ!!! NIE TY!!
-A czy robi ci to jakąś różnicę?I niekrzycz na mnie, proszę!
-Robi mi różnicę...
Mówiąc to poszła po torbę.Matka stała na środku patrząc na zbuntowaną córkę.

-Kelly! Jedziemy! Chyba niechcesz się spóżnic??
-NO JUŻ!!!-krzyczy zbiegająca Kelly.Wsiadła do samochodu trzaskając drzwiami.
Samochód ruszył.
-Córeczko...powiedz czemu jesteś dla mnie taka...?? Co ja ci zrobiłam?
-Jak co-odpowiedziała niepatrząc na matkę-jak mogłaś się zgodzić opuścić nasz dom...Ty niewiesz co ja teraz czuję...
-Nieprawda kochanie! I ja musiałam opuścić wszystkich znaomych! rzucić CAŁĄ MOJĄ KARIERĘ!! Twoje problemy to mała cząstka moich! Myślisz, że to tak łatwo być dorosłym...jak dorośniesz sama się dowiesz, że to nie takie proste.Tyle na głowie...-zaszlochała.
Kelly zrobiło się żal matki...niepotrzebnie tak rano krzyczała na nią.
-Mamo przepraszam...ja-jaa...niechcę byś przezemnie płakała!! Ja nie-nieweidziałam!-i zaczęłam płakać.
-Słońce ty moje..nie płacz..obetrzyj łzy...patrz to Twoja szkoła...nichcesz chyba mieć rozmazanych oczu..dalej idź...powodzenia.
Dziewczyna pocałowała matkę w policzek i wyszła z samochodu. Gdy spojżała na szkołę trochę się przestraszyła...
-Gdzie teraz??-kompletnie nie wiedziała gdzie iść.widząc jakiegoś chłopaka zaczepiła go i zapytała:
-Sorry, gdzie znajdę klasę pani Ferdowskiej??
Chłoapk się obrócił i zaniemowił.Był to wysoki blondyn z niebieskimi oczyma.Kelly patrzała na niego zafascynowana-Jaki piękny....-pomyslała
-Eee...-zająknął się chłopak-chyba pani Fedrowskiej...
-O tak! właśnie...pomyliło mi się..jestem tu nowa.-zarumieniła się.
-Nic nie szkodzi. Właśnie chyba się tak złozyło, że będziemy razem w klasie.
-Tak..?? To super! To może już pójdziemy??-spytała.
-Och...tak...Piotrek miło mi.-wyciągnął do niej rękę.
-Kelly..-odpowiedziała tym samym.
Rozmawiając szli korytarzem to klasy.


troszkę się rozpisałam :p

Zong
23.10.2004, 23:26
Fajne :P w porównaniu z moim świetne...
Pamiętnik Kasandry odc. 2
.. prawie się rozpłakałam, ale wszedł Alex. Zawsze przed nim chciałam pokazywać mężną starszą siostrę.
-O co chodzi?
-O tego twojego Dona.
-Dona..???!!!
-Tak. Widziałem go... ze sprzątaczką.
-Co z tego? Kasia u niego sprząta zarabiając na życie.
-Zarabia na życie? Całując się z nim?
-CO???-w tym momencie weszłą Dina.
-Cześć-powiedziała
-Miało was nie być.
-Ale jestem.
-Tatko was nie chce!!-krzyknął Alex i wybiegł
-Po co przyszaś? Do taty? jest zaję.. Nie ma go.
-Przyszłam do ciebie.
-Do mnie? A po co?
-A co nie można?
-Możesz... Ale jeśli myślisz, że dzięki mnie zdobędziesz symatię ojca to się grubo mylisz.
-Wcale tak nie myślę. Ja.. cię lubię. I...
CDN.

Mathea
24.10.2004, 16:01
Gdy weszli razem do klasy, akurat zadzwonił dzwonek.Zajęli miejsca obok siebie.
Kelly czuła się dość dziwnie.Wszyscy się tu znali, a pozatym mieli calkiem inny styl ubierania się niż w Ameryce.Ona ubrana w obcisłe biodrówki i bluzkę do pępka bardzo wyróżniała się spośród wszystkich.Chłpacy zato oglądali się za nią na korytarzu.Akurat to jej pasowało.Lubiala jak chłopcy oglądali się za nią.
Nagle drzwi klasy otworzyły się.Weszła pani Fedrowska.Była to wysoka kobieta w podeszłym wieku.Ubrana w spódnicę w szkocką kratę i jasny sweterek wyglądała na miłą.
-Dzień dobry moi kochani!
-Dzień dobry prosze pani...-odpowiedzieli wszyscy chórem.
-Dziś przedstawię wam nową koleżankę-tu odwróciwszy się do Kelly machnęła ręką przywołując ją do siebie.
Kelly wstała z małym oporem.Stanęła u boku nauczycielki.
-Witaj.Może opowiesz nam co nieco o sobie....Kelly.??-to słowo wypowiedziała niepewnie.
-Eee...Na imię mi Kelly...
-To już wiemy lalunio!-odpowiedział jakiś chłopak siedziący w cieniu.Gdy jego twarz wyłoniła się dziewczyna ujrzała parę przebiegłych oczu i wykrzywione od śmiechu usta.
-Borys! Nie przerywaj kolezance!
Rzeczywiście speszyło to Kelly..coraz niepewniej kończyła zdanie i zaczynała nowe.Gdy wreszcie zakończyła swoją małą przemowę zadzwonił dzwonek.
Szybko włożyła książki do torby i wybiegła z klasy.
-Hej..KELLY!! Czekaj!
Kelly odwróciła się.To Piotrek.Podbiegł do niej i powiedział:
-Nieprzejmuj się Borysem.On jest chory.-tu pokazal na głowę.-zawsze szuka zaczepki.Ale za to Twoja historia była niesamowita...mieszkać w Ameryce...super...ja bym niemógł tak..
-Dzięki..co mamy teraz?-szybko zmieniając temat ruszyła korytarzem.
-Historia...ale..niechcesz o tym pogadać?-powiedział Piotrek ruszając za nią.
-NIE!-krzyknęła i pobiegła przed siebie.



Co myślicie o stworzeniu bloga i tam wystawieniu tego opowiadanka???

Zong
24.10.2004, 17:18
Jak wam się podoba moje opowiadanko?
Pamiętnik Kasandry odc. 3
-I.. ty.. chciałam z tobą pomówić o twoim życiu.
-O moim? Moje życie jest bez sensu!
-Nie! Ale moje tak!
Prowadziłyśmy cudowną rozmowę. Pokazałam Dinie swoje pamiątki z przeszłości. Opowiadałam o niej, a Dina o swojej. Zaczęłam ją lubić.
Dochodziłą noc. Dona jak nie było, tak nie ma. Zaczęłam płakać. Wzięłam się za jakąś książkę, ale nie mogłam czytać. Myślałam o nim. Niezauważyłam jak zasnęłam. Minęło kilka godzin. Poczułam ciepłą dłoń na moich plecach. Najpierw spojrzałam na zegrek. Była prawie północ. Obróciłam się.
-Don!-szepnęłam. Chciałam zapytać czemu tak późno, ale nie zdążyłam.
-Wybacz... nie mogłem wcześniej.
-Alex widział cię z Kasią.-powiedziałąm odsuwając się od niego
-To nieprawda!
-Wierzę mojemu bratu. On traktuje mnie jak matkę.
-A mnie nie wierzysz?
Jak mogłabym nie wierzyć chłopakowi, którego kocham? Ale kto mówił prawdę? Alex czy Don? Nic nie powiedziałam. Don czekał na odpowiedź.
Spędziłam z nim wspaniałą noc. Obudziłam się rano-było po trzeciej (według zegara ściennego-od Alexa; ten zegar zawsze chodzi dobrze). Nie było koło mnie Dona. Gdzie poszedł? Co się z nim stało? Źle się czułam. Spojrzałam w kalendarz. 13 październik. Rocznica śmierci mojej babci. Spojrzałam w mój mały zegarek-od Dona. Wskazywał północ. Stanął. Trudno, oddam go do naprawy. Spojrzałam w ten od mamy. Działał dobrze, nawet spieszył. Jeszcze kilka godzin temu nie spieszył. Czemu? Wstałam i ubrałam się. Zrobiłam śniadanie dla wszystkich, jak zawsze. Poszłam na grób babci. Zobaczyłam tam Dona.
CDN.

Sensiqúe
24.10.2004, 22:02
Tak oto piszę pamiętnik Maliszy Sims....moze sie Wam spodoba :P a moze nie :) Oceniajcie proszę.....ale nie tu, bo tu nie wolno, tylko wyślijcie mi wiadomość :P

Pamiętnik Maliszy Sims część pierwsza:

Jestem Malisza Sims...., zaczynam pisać ten pamiętnik, bo muszę się komuś zierzyć...po prostu muszę.... Teraz mam 17 lat......, z wyglądu...cóż....., wile osób zawsze mi mówiło, że ładna jestem....I tak chyba jest...Ja się nie przejmuje zbytnio kto jak myśli....., dla mnie liczy się moje zdanie.... Chłopaka nie mam...., jeszcze nie miałam....no może prócz Radka...ale z drugiej strony..on chciał mnie tylko ze strony fizycznej...., ja tak nie chciałam...Zresztż, on jest nieważny. Rodzeństwa...też nie mam....A rodzice? Hmm..nawet nie wiem jak wyglądali..., jestem adoptowana...podobno moi rodzice oddali mnie do domu dziecka zaraz po moich narodzinach...Ale mnie to nie obchodzi...jeśli mieli mnie oddać, to lepiej ze wcześnie niż np.teraz....Szczerze mówiąc, to w ogole nie obchodzą moi starzy...nie chcieli mnie...trudno....Ich wybór... Więcej o sobie nie chce pisać...,nie wiem co....Źle się czuje tu, w domu dziecka...Wiem, że gdy będe miała 18 lat, to wyrzucą mnie stąd...zresztą..tu i tak syf jest.....
Poniedziałek, 6 lipca:godzina 18.00
Dziś w domu dziecka wylałam na taką wredną Zośkę gorące mlego...,phi, głupia żmija...myślała, że wyzywając mnie od prymitytów sprowadzi mnie do płaczu...Myliła sie...Wkurzyłam się..i musiałam całą szklanke mleka wylać na nią...Zemściłam sie....Ma głupia za swoje! Oberwałam za to...od opiekunki. Wzięła mnie do dyrektorki....Ta mnie ochrzaniła..., ale mi to wisi....liczy sie to, że więcej Zośka mnie nie wyzwie...Smutno mi tu...praktycznie nikt mnie nie lubi...., taki jest juz dom dziecka...są tu porzucone dzieci..na początku są miłe.., jednak z czasem stają się złe....Ja czuje, że jestem gorsza niz np.3 lata temu....Staje sie zła..., zdaje sobie z tego sprawę...Chyba zawsze byłam zła..., nawet podczas badań u psychologa, tu w domu dziecka, pani psycholog stwierdziła, że nie jestem zwyczjna....podobno za szybko sie złoszczę..,a to może sie odbić na mojej przyszłości. Ech...czasem myślę, czy mnie czeka jakas przyszłość?? Mam wrażenie, że całe zycie spędze w tym domu...Choć chyba lepiej tu byc niz gdzies pod mostem...Niby tu bezpieczniej jest..., nie wiem.....Żałuje ze nie mogę byc jedną z tych szczęśliwych dziewcząt...., co każdego dnia wracają z uśmiechem ze szkoly do..do..domu....do prawdziwego domu...., do rodziny....Ich jedyne zmartwienie to jaką bluzkę mają kupić..czy tą zieloną..czy białą....Ale one mają rodzine....ja nie mam...nigdy nie bede miec rodziców....Dzieciństwo jest tylko jedno...., ja je juz prawie przeżyłam...., nawet nie zauważyłam jak to szybko minęło...Dzieciństwo....tylko jedno.....jedno.....Chyba sie popłaczę! Nie , nie moge! Muszę byc silna..tylko dzięki wytrwałości przeżyje, ale do czego mam dozyc??? Nie mam przyszłości..żadnej....choć źle sie nie ucze..nawet dobrze...ale po co mi nauka? Nie czuje sie dorze mająć tylko suche wykształcenie..., pracę....chce być dzieckiem..,kochanym...lubianym....Ale nie bede....Kończę dziesiejszy wpis....już kolacja bedzie..znowu jakies niesmaczne płatki....ale trudno..i tak na więcej liczyć nie moge....Jak zobacze Zośkę to skopie jej tyłek....nieznoszę jej....wredna....

C.D.N........ to tyle jak na razie....bede pisac wiecej..prosze komentujcie mi na pm jak wam sie podoba ten pamietnik:)

Zong
24.10.2004, 22:44
nawet fajne..., a moje?
Pamiętnik Kasandry odc. 4
..-Co tu robisz?-krzyknęłam
-Jak to co? Dziś jest rocznica śmierci twojej babci...
-WIEM!
-...i sprzątam grób.
Obróciłam się. Tata na szczęście jeszcze spał.
-O czwartej?
-Nie, kochanie, o czwartej trzydzieści pięć.
-Chciałeś mnie wyręczyć?
-Tak.. pomóc ci? Może teraz i ty posprzątasz?
Z chęcia chwyciłam szczotkę. Postprzątałam i wypolelerowałąm grób. Wyglądała jak nowy. Obróciłam się. I tato, i Alex spali. Czwarta pięćdziesiąt. Ale gdzie jest Don? Poszłam do domu. Don siedział na moim łóżku.
-Jak ci się spało?
Stanęłam osłupiała. Ile ja spałam po tym jak przyszedł? Godzinkę? Dwie?
-Dobrze...-palnęłam
-No to dobrze... Na którą idziesz do pracy?
-Na ósmą. Już szósta dziesięć! Muszę obudzić Alexa!
Alex z niechęcią wstał. Spakowałam mu plecak i włożyłam. Jak matka.... Ale on nie ma matki... Ja też... Co się stało z mamą? Często zadoję sobie to pytanie, ale nigdy nie mam na nie odpowiedzi. Poszłam do taty. On już wstał. Czytał gazetę.
-Wstaniesz?-zapytałam
-Jeżeli przyszły Kaliente to mnie nie ma!
Roześmiałam się.
-Kaliente? O szóstej?
-Trzydzieści. Obudziałaś Alexandra?
-Tak...-tata zawsze mówił na Alexa Alexander. Alex wolał "Alex". Mi kazła tak na siebie mówić. Ojciec mógł jak chciał... W końcu to ojciec, a nie siostra, która udaje matkę... Ojciec czasami mówił Alexowi Alex.
-Wstanę za godzinkę. Co jest na śniadanie?
-To co zwykle. Dla ciebie kanapki z serem i kurczak. Podgrzej dwie minuty w mikrofalówce.-wyszłam. Poszłam do pokoju. Don nadal siedział.
-Po co tu siedzisz?
CDN.

Sensiqúe
25.10.2004, 19:56
Cóż.....tak na marginesie Zonq...fajnie piszesz:P no ale nie jestem tu po to, aby komentować...aha....co do jednej rzeczy...ktos mi pisal ze to co ja pisze jest ok i wygląda troche podobnie do "Pamiętnika narkomanki" :) To fakt...tak mnie naszlo napisac cos takiego :P a "Pamiętnik narkomanki" czytałam..i podoba mnie sie ta książka :)
Pamiętnik Maliszy Sims część druga

Czwartek, 9 lipca, godzina 15.50
Martwię sie..chyba mnie wyrzucą z domu dziecka..., niee.., nie wyrzucą, ale oddadzą może do takiej starej kobiety...ONa ponoc szuka pomocy domowej, była tu kiedyś i widziała mnie. Chyba chce mnie stąd wziąść..., tak przynajmniej słyszała u dyrektorki moja koleżanka Izka...,zawsze podsłuchuje o czym dyrka gada z opiekunką...., Izka to taki nasz "informator". Zawsze wie co sie dzieje...Ja tej starszej pani nie widzałam..., a może....nie wiem...nie pamiętam. Niby to fajnie, że mnie stąd wezmą...,ale nie wiem kim będzie ten, kto mnie weźmie...Ja nie mam nic do gadania. I tak czuje, że chcą mnie sie stąd pozbyć, podobno sprawiam problemy. Wiem o tym, zdaję sobie sprawę z tego, że robię dużo złego..., krzywdzę innych. Jednak robię to tym, kto krzywdzi mnie. Nie wiem czy to źle...,czy nie. Szczerze mówiąc...hmmm....sprawia mi czasem przyjemność krzywdzić innych....nie wiem czemu....Gdy kogoś wyzwę, to .....to....napełnia mnie takie uczucie..jakby triumfu...zwycięstwa...nie wiem dokładnie jak to opisać...Czuję sie wtedy silna.... i nie przejmuje się tym, że znowu wyląduje u dyrki, bo co mi tam....jak juz wcześniej pisałam..wisi mi to...Jestem w takiej sytuacji, że nic mnie nie obchodzi..., zgorszona jestem totalnie...nie chce ulegać temu, ale muszę. Bo kto mnie powstrzyma? Ta nieudolna opiekunka..,nie ona nie ma charakteru aby mnie zmienić. Jest zbyt głupia. Jetem taka, jaka jestem...niezbyt lubię to co robie..ale to juz mój odruch. Krzywdzę innych i lubię to. To mnie rozluźnia....
Niedziela, 12 lipca, godzina 18.34
Tak..to już pewne, że mnie oddadzą do jakiejś starej baby....Tak Izka słyszała u dyrki. Prędzej, czy później nie będzie mnie już tu. Chyba w środę ma przyjść ta kobieta co mnie chce adoptować...Bleh....adoptować..nie lubię tego słowa. Jest takie...nie wiem jakie, ale go nie lubie. Jeden raz byłam adoptowana...ale tylko raz..jak miałam..4 latka..albo 3...adoptowało mnie jakieś młode małżeństwo. Ale mnie oddali, nie wiem czemu..nic nie pamiętam z tamtego okresu, bo byłam mała. Gdzie trafię? Co ze mną będzie???? Czy moje cierpienie sie skończy...., czy może zacznie na nowo? nie wiem....nikt nie wie..nawet dyrka nie wie....
Poniedziałek, 13 lipca, godzina 19.00
Dziś Jolka (taka nasza trochę wariatka) chwaliła się, że ma jakieś...narkotyki. Zebrała parę dziewczyn i poszły do kibla...coś ponoc paliły...Jak wróciły, to miały takie "szklane" oczy..i głupio sie śmiały....Chciały abym ja też to wzięła, ale nie chce. Nie musze tego brać..., to byłby dla mnie dodatkowy kłopot. Chociaż...ale nie, nie wezmę. Nalegały moje koleżanki jak nie wiem co. Gdzieś po 4 godzinach zaczęły sie zataczać...poszły spać o 15.00! I tak do tej pory..teraz palą znowu....w kiblu. Myślałam, czy może by na nie dyrce zakapować..ale nie..wtedy bym miała przechlapane u dziewczyn do końca życia. A one zdrajczyniom dają popalić..wiem bo widziałam. Jedna dziewczyna poszła do dyry, bo one jej groziły , na drugi dzień ta cos sie poskarżyła trafiła do szpitala....PObiły ją moje koleżanki. Ja nie chce mieć więcej problemów. I tak całe moje zycie to jeden, wielki problem. Ciągle myślę o środzie...opiekunka mi mowiła, że właśnie w środę będe mieć gościa...Tą starą babcię..i może mnie weźmie..Dlatego kazano mi sie dobrze do niej zachowywać. Kurczę.., brzuch mnie boli..źle sie czuje..to pewnie przez zupę..dziwnie pachniała...Była niesmaczna...Ale tu, takie rzeczy to norma...Jak na święta w Boże Narodzenie jest świeży chleb to sukces....Tak tylko to jakiś czerstwy mamy. Jejku..jaki syf tu jest....Trwa gorące lato..pojechałabym nad morze..., nigdy tam nie byłam. Morze polskie znam ze starego albumu w bibliotece, tu w domu dziecka. Jak mi smutno to idę do czytelni na dół, biorę album "Polskie skarby" i czytam. Właściwie to oglądam..tam prawie tekstu nie ma.
godzina 22.00
Przed chwilą dyrka i opiekunka znalazły w kiblu dziewczynę...podcięła sobie żyły..widziałam to..ja ją tam znalazła...Dla wielu to był okropny widok..mnie jakos to nie przerażało....nie wiem czemu...W każdym razie tej dziewczyny nie znałam..moze to dlatego sie nie przeraziłam...Tak czy siak ta dziewczyna umarła. Zośka, ta wredna, zaczęła do mnie krzyczeć "TY. ty , ty ją zabiłaś!" To nie ja...Sama to zrobiła..to nie ja..to nie ja.....nie....ja....

Mathea
26.10.2004, 17:59
Piotrek pobiegł za nią.
-Kelly czekaj! Ja nie chciałem...KELLY!
Dziewczyna nawet się nie odwróciła.Akurat zabrzmiał dzwonek.Kelly otarła szybko oczy i usiadła w ławce.Piotrek cała lekcję próbował zwrócić na siebię uwagę Kelly, gdyż chciał jej wytłumaczyć i przeprosić za to co powiedział.
Gdy pierwszy dzień minął, Kelly z ulga wyszła z klasy.Usiadła na ławkę czekając aż przyjedzie mama.Nagle Piotr usiadł obok niej.
-Kelly...czemu mnie unikasz...? Sory za to co Ci powiedziałem, niewiedziałem, że tak zareagujesz.
-Po pierwsze prawie sie nie znamy...po dru..-Chłopak jej przerwał:
-Ale przecież możemy prawda?
Kelly się zarumieniła...
-...Po drugie to nie Twoja wina, że tak zareagowałam.Już taka wrazliwa jestem i tyle.
-To może skończymy tą rozmowę...?
-Jak możesz?!-powiedziała przez łzy Kelly-JAK?!
I znów się rozpłakała.Zakryła twarz rękoma i pogrążyła się we łzach.
-Ale o co Ci chodzi???
W tej samej chwili podjechał samochód po Kelly.Ta zerwała się z ławki i po chwili znikła we wnętrzu samochodu.
-KELLY JUŻ NIE BĘDĘ!!!-krzyknął Piotrek za odjeżdzającym samochodem.

-Córeczko czemu płaczesz..? I co to był na chłopak?
-Och..mamo...to Pioterk...poznałam go, gdy szukałam klasy.On jest moim nowym kolegą z kl-klasy...
-Ale czemu płaczesz?
-Przypomniał mi o...o...Ameryce!! I o wszy-wszystkich, których tam zostawiłam!!!
Zapadła cisza.I taka została aż do końca podróży.

Sensiqúe
26.10.2004, 18:47
Pamiętnik Maliszy Sims część trzecia

Środa, 13 lipca, godzina 22.00
Tak..to już pewne, jutro mnie zabierze stąd jakaś stara kobieta...Ponoc miało to być dziś..ale jednak jutro....Wiem to od dyrki.sama mi dziś mówiła. Powiedziała też, że mam być grzeczna, bo sprawiam tu tylko problem i lepije gdyby mnie tu nie było. To przykre słyszeć takie rzeczy...Jednak...hmm...dla mnie to już nie ma znaczenia, stałam sie tu osobą bez uczuć..nic mnie nie obchodzi. Przez 17 lat musiałam oglądac te same szare ściany, te same twarze niemiłych opiekunek. MOże jutro to się zmieni? Zobaczę...Wszytsko okaże się jutro. Ciągle mam w głowie tą dziewczynę z toalety, co sobie żyły podcięła. Nie wiem czemu tak mi to mocno utkwiło w pamięci. Może sie pomodlę, aby jutro zaczęło sie dla mnie szczęście? Niee..nie modliłam się od...od...chyba nigdy tak szczerze sie nie modliłam...Nie czuje ku temu potrzeby. Zresztą..nawet nie umiem...,bo kto mnie miał nauczyć....Tu, w domu dziecka nikt tego nie uczył. Nikogo nie obchodzi, czy rozmawiamy z Bogiem...Nawet gdyby panowałą tu religia satanistów, to i tak chyba nikt by sie tym nie przejął. Pójdę spać...już czas...jeśli sie nie położę, to dostanę ochrzan od opiekunki...
1.00 w nocy
Nie moge spać..mam jakieś koszmary...co do tej dziewczyny w kiblu..co sie zabiła...Nie! nie! nie mogę kłamać, nawet w tym durnym pamiętniku! PO to go przecież założyałm, aby sie zwierzać...a napisałam kłamstwa! Tak trudno przyznać mi się sama przed sobą...tak trudno...nie mogę..muszę to napisać....Ta dziewczyna w kiblu...ona sama nie odcięła sobie żył.....ktos jej w tym pomógł, a raczej zrobił to za nią....Tak! To byłam ja! Ja ją zabiłam! Dlaczego??? Nie wiem!!! Musiałam....ona mnie wyzwała..chciała pobić....nie lubiała mnie..., zaczęłam sie z nią kłocić...a ona nagle wyciągnęła jakąś żyletkę....groziła mi! Wtedy nagle rzuciłam się na nią..nie mogłam znieść tego, że mnie źle traktuje. Wpadłam w jakis atak złości..może i furii...jakoś odebrałam jej żyletkę...I ...zabiłam ją....ledwo pamiętam jak ja potem zaciągnęłam i ułożyłam tak, aby to wyglądałlo na samobóstwo....Zrobiłam to....ale nie wiem dlaczego...boję sie tego...ale nie..nie odczuwam winy za mój czyn.., w końcu jej sie należało..to ona chciała mnie atakować..ja sie broniłam...tylko broniłam....tylko.....broniłam......zabiłam....... ..

C.D.N.

Zong
26.10.2004, 19:23
zabójstwa wszędzie...
Pamiętnik Kasandry odc. 5
.. pokazałam mu zegarek. On roześmiał się. Pokazywał północ.. Wzięłam drugi zegarek i powiedziałam:
-Jest już szósta! O siódmej muszę wyjść!
-Jeszcze godzina, siadaj...
-Musze Alexa przygotować do szkoły!
-Siadaj...-wybiegłam z pokoju. Pobiegłam na dół do Alexa.
-Ile masz dzisiaj lekcji?
-Sześć. WF, polski, matematykę, angielski, historię, przyrodę.(chodzi do podstawówki)
-Zapakowałeś wszystko?
-Tak.-starałam się jak najdłużej ciągnąć z nim tę nudną rozmowę. BYLE JAK NAJDŁUŻEJ!
Nareszcie. Siódma. Odprowadzam Alexa pod autobus (mamy tak sławny dom, że pod naszym w Miłowie staje autobus szkolny :P i jeszcze na dwóch przystankach.. ale nie pod domami). Wsadziłąm się w autobus, bo było wyjątkowo późno-7. 08! Na szczęście zdążyłąm. Pracuję od niedawna. Nie miałam jeszcze żadnego awansu. Tata mnie dużo szkolił w nauce, więc cały czas się wyrywałam z dobrymi odpowiedziami. Prowadzący wykład podszedł do mnie, zadał mi pytanie, odpowiedziałam i on krzyknął: "Dostajesz awans! Awans! Natychmiastowy awans!" Och, jaka jestem szczęśliwa...! Pracuję nocami. Zarabiam prawie dwa razy więcej i mam jeszcze jeden dzień wolny! 13.30. Jestem w domu. Alex kończy lekcje. Wróci za półtorej godziny. Idę na górę...
-DON!!!!!
-Tak?...
Jakby nie wiedział o co chodzi!
-Już 13.30! Ty tu siedzisz od północy! TRZYNAŚCIE I PÓŁ GODZINY!
-Czekałem na ciebie...
-Widziałeś tatę?-zapytał dyskretnie odsuwając się od niego
-Nie. Chyba nie wychodził
-na pewno wychodizł. Może jest w ogródku... ACH! Dzisiaj 13 październik! Wspomina babcię...-na ostatnie dwa słowa zciszyłam głos.
-Zostaniesz?
-Musze obiad ugotować..
-Nic dzisiaj nie jadłem!
-Ty... NIC? Masz kanapkę, dostaniesz obiad.
Minęła godzinka. Przygotowałam obiad i zeszłąm do ogródka. Zobaczyłąm tatę, ale nie przy grobie babci, przy...
CDN.

Blondi
27.10.2004, 16:11
no więc czesc 2 MATKA CÓRKA I BARTEK
matka- danuta
córka-natasha
bartek-miał ze 20 lat


wróciłam do domu i próbowałam zasnąć. Niestety jakoś mi to nie wychodziło:1stres 2.ból 3.głod
zeszłam na dół aby przyrządzić sobie przepyszną kolacje...
ale i to mi nie wychodziło... Pokaleczyłam sobie paluszki i niestety wybuchł pożar
po tym wszystkim nie mogłam poznać domu... straż nie odpowiadała dopiero po 30 min przyjechała i to jeszcze zaspana... ehh jutro do pracy...
Rano nie obudził mnie budzik... wstałam dopiero wtedy kiedy zadzwonił telefon. Tak to z pracy. nasłuchałam sie od szefa wielu nieprzyjemnych rzeczy i min. tego że nie moge już tu pracować. Bolało mnie to i to bardzo. Nie bede mogła spotykać sie z Bartkiem...

sorry ale dziś nie jestem w stanie napisać dalej... może w piątek pa

Zong
27.10.2004, 17:39
Pamiętnik Kasandry odc. 6
.. teleskopie. Na pewno myślał o mamie... Prawie się rozpłakałam. Odeszłąm na kilkanaście metrów i znów podeszłam.
-Tato!-zawołałam. Odwrócił się
-Tak?
-Ee.. no obiad już jest.
-A Alex przyszedł?
-Nie.
-To poczekam.
Zapadła nieprzyjemna cisza. Tata obrócił się w stronę grobu babci.
-Co robiłeś?
-Czytałem gazetę, Dina wpadła na chwilę... Oglądałem telewizję, trochę poeksperymantowałem...
-Odkryłeś coś?
-Jak zwykle chyba nie... A jak tobie poszło w pracy?...
Lekko zarumieniłam się. Chciałam o tym powiedzieć przy obiedzie. Na szczęście przyjechał Alex.
-Chodz na obiad...
Przy drugim daniu tata powtórzył pytanie jak mi poszło w pracy.
-Dostałam jeden wolny dzień...
-Nie dostaje się wolnych dni za nic...
-Pracuję nocą. Dostałąm awans.
Tata ucieszył się. Musiałam mu pięciokrotnie opowiadać jak to było. Gdy chciał szósty raz powiedziałam:
-Alex, jak ci poszło w szkole?
-Dostałem.. szóstkę.
-To czemu siedzisz cicho? Z czego?
-Z WF-u... Pan dyrektor powiedział, że jestem uzdolnionym chłopcem i może pójdę do szkoły specjalnej...
-Może go zaprosimy?-spytałam
-Jak mu zasmakuje obiad...-powiedział tata i patrząc na mnie z dumą dodał-Co na pewno się stanie...
-Wtedy Alex pójdzie do szkoły specjalnej.. A czy ty w ogóle chcesz do niej iść?
-Tak, ale nie od razu...
-Zaprosimy dyrektora na za tydzień... i tak kończysz podstwówkę tobyś się rozstał z kolegami... Może spodkasz kogoś fajnego?
Nałożyłam porcję obiadu dla Dona i poszłam na górę. Tata miał dzień zachwytów... Nadal rozmawiał z Alexem. pOłożyłam przed Donem talerz. Z chęcią zjadł.
-Powiedz mi.. Co ty właściwie tu robiłeś?
-Spałem do 4.. Posprzątłaem grób twojej babci.. Potem siedziałem... o ósmej poszłem spać... O 10 na chwilę wyszedłem i wróciłem o trzynastej..
-Nie widziałeś taty?
-Nie.. i on nie widział mnie... Cały czas siedział w ogródku.
A więc Dina przyszła, jak Don spał... Czemu nie przyszła też Nina? Czy Dina wiedziałą, że Don jest u mnie w domu? Po co wyszedł "na chwilę" Don...?
W tym momencie Don wyjął....
CDN.

Sensiqúe
27.10.2004, 20:26
Pamiętnik Maliszy Sims część czwarta

Czwartek, 14 lipca, godzina 17.24
Jestem tu od....od 12.00...Tak...jestem w domu tej starszej babki....Już nie wrócę do dzomu dziecka..jak na razie. Nie jest tu zbyt miło..,to duży stary dom...,w ogóle nie ma tu żadnych zdjęć....Kobieta jest chyba samotna. Mam swoj pokój, ma ściany jakieś....szare, stara szafa w jednym rogu...,łóżko pojedyncze, biurko ...I jakaś stara półka z książkami...Zajrzałam do tych ksiąg..są z okresu wojny...drugiej wojny światowej...Taki to dom brudny i bez uczuć..., tak jak w domu dziecka. A kobieta? Ma na imię Irena Zachodzka (dziwne nazwisko), z wyglądu jest starą babką.....,ma już...75 lat. Nie ma sił zająć sie domem...ja za robote nie biorę kasy, więc mnie wzięła. Niezbyt sie cieszę z tego...Pani Irena jest dla mnie oschła...nic nie mówi, no poza tym , że tu jest mój pokój i jutro przydzieli mi zadania....Tak tu cicho i smutno..przeraza mnie to..bardzo...Ciągle pamiętam, to że zabiłam dziewczynę.....nikomu tego nie powiem..nie mogę..nie ufam na tyle żadnej osobie. Chyba mi uszło to morderstwo...., w tej chwili az sie boję sama siebie....Muszę zapomnieć..tak będzie najlepiej..., uświadomie sobie, że to nie ja...że taka sytuacja nigdy nie zaszła. Tak, tak zrobię....
godzina 21.36
Babka poszła spać....głodna jestem...ale do jedzenia nie ma prawie nic..przynajmniej nie ma nic dobrego....Na obiad dostałam jakąś zupę....jarzynowa czy co...niezbyt smaczna..,ale zawsze był to ciepły posiłek..Babka jadła coś innego..tez zupę...ale chyba jakiś barszcz..przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka...Czuję, że jutro czeka mnie ważny dzień.....Mam wstać o 6.30 rano i zrobić śniadanie dla siebie i dla pani Ireny....tak mi kazała. Nie za bardzo umiem gotować..., w domu dziecka wszytsko nam robili..., śniadanie przygotowali. Jakos sobie poradzę..tak myślę....
godzina 3.00 w nocy
Przed chwilą sie obudziłam...Zbudził mnie jakis szmer, jakby ktos tu wchodził...,ale nie bylo nikogo. Boję się....Tak tu strasznie w nocy....Cały dom jest otoczony drzewami...przez okno w moim pokoju w moim pokoju widac tylko drzewa i drogę....Oj, bardzo sie boję.....Ta posiadłość jest na totalnym odludziu..., nie lubię byc tak sama. Ale muszę..znowu musze...znowu muszę komuś podlegać...Może jak bede miec 18 lat tosie stąd wyniosę? nieee...., to znaczy wynieść sie mogę..ale nie mam pieniędzy, a okradac nie będe tej kobiety, bo i tak za wiele nie ma. A ja wiem co to bieda i głód, nie chce aby i ona cierpiała... Lepiej sie położę....Musze wcześnie wstać.....achhhh.......jutro ważny dzień................

Zong
27.10.2004, 21:15
Pamiętnik Kasandry odc. 7
.. pudełko na pierścionek. Rzeczywiście znajdował się w nim pierścionek.
-Czy wyjdziesz za mnie?
Długo czekałam na to pytanie-praktycznie od dnia, w którym się poznaliśmy. Teraz, kiedy przyszło co do czego, nie wiem co powiedzieć. Patrzę na Dona, myśle o tym co mi powiedział Alex... Naprawdę nic nie wiem. Chcę powiedzieć tak, ale coś mi tego nie pozwala zrobić. Odpowiadam więc:
-Nie wiem... Zastanowię się.
-Pomyśl. Teraz albo nigdy.
-Za tydzień..
Don bez słowa wyszedł. Poszłam do pokoju taty. Na szczęście Alexa nie było.
-Don tu był....-szepnęłam
-I..?
-Oświadczył mi się.
-Zgodziłaś się?
-Powiedziałam, że się zastanowię. Nie wiem czy dobrze zrobiłam.
-Dobrze. On nie kochał cię, ale nasze pieniądze.
-A ja myślę, że jednak nie.
-Majka, to znaczy twoja mama... widziała go kiedyś z Kaliente.
-Którą?
-Z Niną.
-Nie wiem co robić...
-Rób dobrze.
-Wszystko wydaje się dobre...
-Myśl logicznie.
-Tato... Pomóż mi!
-Kasandro, zastanów się.
-Nad czym?
-Dobrze wiesz.
-Tak..
-Czy ty go kochasz?
To było pytanie, jak Dona. Czy ja go kocham? Już sama nie wiem! On niby kocha moje pieniądze... Musze to zbadać!
-Zaraz wracam.
Zadzwoniłąm do Diny. Traktowałyśmy się jak przyjaciółki. Opowiedziałam jej całą sprawę.
-Kasandro... Ja wiem, on... cię nie kocha. Tylko Ninę. Ja wiem.
Poszłam do taty.
-Tato... Dina tez widziała Dona z Niną.
-Zerwił z nim-powiedział twardym głosem
-Tato, czy ty nie rozumiesz, że on był jedym człowiekiem, którego kochałam?
-Będą inni. Jesteś młoda i piękna.
Piękna! Akurat!
-Wcale nie!
-Kasandro, on cię nie kochał.
Nie kochał.. nie kochał.. Jak trudno to sobie przyswoić.. nie kochał..
-Ależ tato!
-To prawda. I Donowi, i Ninie nie zalezało na prawdziwej miłości, ale na pieniądzach.
-Ja nikogo innego nie pokocham!
-Kasandro.. Pokochasz!
-NIE!-zaczęłam płakać
-Tak to jest z miłością. Kiedyś znajdziesz prawdziwą miłość... swoją drugą połówkę... Tak jak ja i mama..
-Tato ja nie mogę!
-Możesz Kasandro, możesz-powiedziała Dina-Twój tata mówi dobrze. Kiedyś spotkasz tego swojego jedynego... Don cię N I E kochał. NIE!
-Wiem.. Ale.. ja nie mogę...
-KASANDRO!-krzyknęli jednocześnie Dina i tato
-Wiem, wiem.. mogę, ale trudno mi będzie...
-Pomożemy ci...!-znów odpowiedzieli jednocześnie
-Zajmij się Alexem... On bardzo cię kocha.. Na razie podłóż wszelkie nadzieje w nim...
-On jest twoim dziełem! On nie wychowywał się z matką! Tylko przez rok Majka przy nim była!! I ty głównie się nim zajmowałaś! Byłaś szczęśliwa z rodzeństwa, bawiłaś się z nim godzinami...
-On jest moim dziełem... Nie mam co robić.. Idę do niego.. Ja go kocham!! Mojego kochanego Aleksanderka! Jeszcze pamiętam jak miał siedem lat i mówił: Nie mów do mnie Olek... Nazywam się Alex! Nawet mama jak był malutki mówiła Olek lub LAeksander.. Chciałm o niej pamiętać.. Miłość do niego była silniejsza...
Plotłam trzy po trzy... Mówiłam zdania bez składu i ładu, ale tato i Dina byli zadowoleni... Udało im się...
CDN.

Misia
27.10.2004, 21:45
Zong tak szczerze to bylo strasznie sztuczne. Fajnie opisywalas uczucia, ale draznilo mnie to, bo wiem z wlasnego doswiadczenia, ze odkochanie sie wcale nie jest takie latwe, przeciwnie jest okropnie trudne, a jesli jest jeszcze ta druga... nie bede sie tu rozpisywac o zyciu prywatnym, ale tylko mowie, milosc przychodzi latwo, ale nie odchodzi w ten sam sposob...

Zong
27.10.2004, 21:48
Skasowałam już ostatnie zdanie.. Teraz wynika z tego, że im się udalo, ale tylko "na wierzchu"; "w środku" Kasandry cały czas jest Don... Ale o tym później. Czy teraz jest dobrze? Jak wam się teraz podoba?

Mathea
29.10.2004, 19:42
moze ktos oceni moje opowiadanko..powie co mu sie w nim nie podoba..co zmienic..??

Zong
30.10.2004, 23:31
Nawet fajne.. Ale ostatni odcinek pisałaś we wtorek... To dawno temu. Główna akcja toczy się wokół Piotrka (i Kelly oczywiście, ale to główna bohaterka..) można rozwinąć inne wątki. Ogólnie dobrze.

Mathea
31.10.2004, 09:24
Nawet fajne.. Ale ostatni odcinek pisałaś we wtorek... To dawno temu. Główna akcja toczy się wokół Piotrka (i Kelly oczywiście, ale to główna bohaterka..) można rozwinąć inne wątki. Ogólnie dobrze.
Hehe txx za rade i ocenke ;]

Zong
31.10.2004, 14:40
A jak Ci się podoba moje? No i pisz jak najszybciej ciąg dalszy! Nie mogę się doczekać!

Mathea
31.10.2004, 19:53
Twoje? Fajne jest ;) Nic niemam do niego ;] Pisz dalej ;))

Zong
31.10.2004, 21:34
Dzięki za miłą ocenę... Ale od siedmiu postów nie ma rzadnego opowiadanka... Czas napisać jakiś odcinek... Więc napiszę:
Pamiętnik Kasandry odc. 8
.. udało... niby już zapomniałam o Donie... Oni tak myśleli... Ale to nie takie łatwe... Pamiętam, po zniknięciu mamy tata płakła całymi dniami.. Nic nie jadł.. Ale jednocześnie go to fascynowało.. UFO!... Gdzie ja jestem? W moim pokoju. Jak się tu znalazłam? Siedziałam u taty... Jest 18.... Poszłam na dół. Zobaczyłam tylko tatę. Spodziwałam się jeszcze Diny.
-Córuniu! Nareszcie! Siedziałaś tam cztery godziny!
Cztery godziny? Mojemu tacie odbiło? Spojrzłam na zegarek. No tak, stanął. Ach, to moje szczęście do zegarków!
-Która godzina?
-22.30
-O której Dina wyszła?
-O 20.
-Co ja robiłam?
-Zasnęłaś... Odnieśliśmy cię do twojego pokoju...
-A Alex?
-Uczył się.
-On nie może się przemęczać!
-Już zasnął, nie martw się.
-Ja też idę spać... Dobranoc, tato.
-Dobranoc.
Wcale nie poszlam spać. Co tata robił półtorej godziny z Diną? Wydaje się to być dziwne, ale... I nie. nie wiem co myśleć. Wiem jedno: o piątej muszę wstać, żeby zrobić śniadanie.... Śniadanie... Jeszcze dzisiaj dawałam je Donowi.... To wszystko przez rocznicę śmierci mojej babci! Zaraz.. dzisiaj jest piątek trzynastego!... Czy to przez to? Ja nie wierzę w klątwy.. NIE! Napewno nie! Słyszę z zegara na dole 11 uderzeń... Co robi tata? Muszę zejść na dół! MUSZĘ! I co widze? Tata nie śpi. Robi jakieś doświadczenia. Przelewa mikstury... Chce wypić... Chce wyjść. Biegnę, po cichu na górę i rzucam się do łóżka.
-Kasnadro.... Kasandro!
-Tak..?
-wiesz.. Byłąś sprzątaczką... Teraz będziesz obiektem doświadczalnym.. Będą w ciebie wpakowywać dzisiątki mikstur... Wypróbój się!
-Ale oni.. mi dadzą odszkodowanie jak źle zadziała...
-CÓRKO! Nie ufasz mi, słynnemu naukowcowi?
-Dobrze..
Wypiłam. Ale się bardzo bałam.
-Jak się czujesz?
-Czuje się.... młodsza!
-Działa-szepnął tak, żebym nie usłyszała, ale usłyszałam-Dziękuję... Idzmy już spać
A więc poszłam spać... Ale po co mu ten odmładzacz? Chce sie odmłodzić, ale dlaczego? Dla kogo? Może odmładzacz da mu coś innego? Poczekam, a się dowiem. Napewno. A teraz dobranoc.
CDN.

Neroska
01.11.2004, 18:44
Pewnego dnia lał deszcz,parki i ulice były mokre a drzewa kołysały się na wietrze puste uliczki i zakamarki tylko mały kotek był na ulicy pod kartonowym pudłem w swojej kryjówce.
Myszy spały pod podłogą a koty wygrzewały się na poduszkach przy kominkach ,gdy nagle ktoś zapukał do domu pani Mileny
-puk,puk!!!-rozległo się głośne pukanie do drzwi
pani Milena otworzyła drzwi i zobaczyła listonosza
-Ma pani list od syna-powiedział listonosz i wręczył pani Milenie kopertę
-Dziękuje-odpowiedziała staruszka i zamkneła drzwi po czym otwozyła list
to było zaproszenie na wesele.
pani Milena wyczytała go z miłym nastrojem i odłożyła list na stoliczek na stoliczku była miseczka z owocami i filiżanka kawy,gdy zadzwonił telefon pani Milena podbiegła do telefonu i odpowiedziała:
-Halo?
-Witaj mamo-rozległ się głos syna w telefonie
-Witaj synku-odpowiedziała pani Milena
-Czy dostałaś już moje zaproszenie?-Odpowiedział
-Tak dostałam-odpowiedziała
-Ciesze się-odpowiedział
-Kim jest twoja narzeczona?-odpowiedziała z zaciekawieniem pani Milena
-Ona ma na imię Kasandra Ćwir-odpowiedział
-ooo....To ta dziewczyna która mieszka obok nas?-zapytała
-Tak
-Kiedy ślub?
-Za 2dni-odpowiedział nieco stanowczym głosem
-Synku gratuluję Ci-odpowiedziała staruszka wzruszając się
-Mamo ty płaczesz?
-Nie synku-odpowiedziała-Tylko coś mi wpadło do oka
-Aha to Papa
-Pa
Koniec części 1 W następnym odcinku więcej wrażeń

Zong
01.11.2004, 18:54
Hej, to moja Kasnderka Ćwir, o której też pisze... Pisz... Sławna Kasandra Ćwir... :P

Neroska
01.11.2004, 18:57
Hej, to moja Kasnderka Ćwir, o której też pisze... Pisz... Sławna Kasandra Ćwir
Ja piszę swoje story!!!!

Neroska
01.11.2004, 19:23
Następnego dnia pani Milena ubrała się jak zwykle w długą szarą spódnicę i czarną bluzkę z długim rękawem,ubrała się i zjadła śniadanie.
Po śniadaniu poszła na zakupy miała 5torb (to nie troche dużo jak na staruszkę :O ?)
Gdy zrobiła zakupy i doszła do domu odrazu zadzwoniła do kwiaciarni
-Tak proszę tu kwiaciarnia''Czerwona róża''czym mogę słóżyć?-odpowiedział głos w słuchawce -Dzieńdobry czy ma pani może jakąś kompozycję kwiatową na ślub?
-Tak jest kilka a jakie pani chce?
-Kilka róż i tulipany-odpowiedziała
-Tak znajdzie się coś
-Ile to będzie kosztowało?-zapytała
-67,81-odpowiedziała kwiaciarka
-Aż tak drogo?-zdziwiła się staruszka
-Tak bo jeszcze koszt wysłania do domu -odpowiedziała
-Ale ja chciałam tylko zamówić a przyjdę do kwiaciarni-odpowiedziała staruszka
-Ahaaa no to będzie kosztowało 34,12
-Świetnie -odpowiedziała staruszka
-Na jakiej ulicy znajduje się kwiaciarnia?
-Na ul.Simona
-Dziękuje dowidzenia!- odpowiedziała i odłożyła słuchawkę
Po czym rozpakowała zakupy i zrobiła obiad
Po zjedzeniu smakowitego obiadu zabrała się za szycie spódnicy (Milena była krawcową)
Kiedy skończyła nagle zadzwonił telefon
-dzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyynnnn nnn
Po czym staruszka odebrała telefon i odpowiedział jej głos :
-Czy uszyła mi pani już tą spódnicę?-to była jej klientka która była przemądrzała
-Ooo...pani Simkowiak-odpowiedziała
-Niech mi pani powie ile to będzie kosztować-odpowiedziała obużona i zdenerwowana
-34,50-odpowiedziała staruszka ze strachem
-Ooo...Nie pani dam tylko 2,17
-Prosze ja potrzebuje tych pieniędzy
-Nie-i odłożyła słuchawkę
i rozpłakała się
Koniec

Zong
01.11.2004, 19:40
Nie wściekaj się.. Wiem, ze piszesz swoje story.. Prosze, nie wściekaj się... Piszesz swoje story o swojej Kasnadrze.. Na pewno będą inne.. MAmy inne pomysły.. Nie widzisz tego: :P , które świadczy, ze Pisałam z ironią ... PROSZE, NIE ZŁOŚĆ SIĘ! Wiem, ze mogłaś źle zrozumieć, ale naprawdę tak pisałam.. Z IRONIĄ!!! Wcale tak nei myślałam.. TO BYŁA IRONIA!! Już sie nie kłócimy?

Mathea
01.11.2004, 19:50
Kelly wyszła z samochodu trzaskając drzwiami.Weszła do domu i prosto po schodach czmychnęła do swojego pokoju.Plecak rzuciła w kat a sama opadła na łóżko
-Jezu...zrobiłam z siebie taką idiotkę!! Jak mogłam?! - pomyslała o sobie Kelly.- rozryczałam się przednim w pierwszym dniu szkoły...jestem okropna...-płacz nasilił się.
Do pokoju weszła matka Kelly, Ann.
-Córeczko mogę? Jak minał Twoj pierwszy dzień szkoły?Jak nauczyciel?
-Było okropnie.Nauczycielka taka sama.-odpowiedziała szlochając w poduszke.-JA CHCĘ DO DOMU!
-Jesteś w nim, kochanie.To nasz dom.
-Nie! To nie nasz dom! To-to..- niewiedziała co powiedzieć.
-...nasze więzienie?-dokńczyła matka.-Wiem, że źle się tu czujesz.Mówiłam ci już dziś o sobie, prawda? Mi tez nie jest tu łatwo.
-Przepraszam mamo..niemusiałam tak na Ciebie krzyczeć.
-Oh...nieprzejmuj się.Zejdź na obiad.Zaraz będzie gotowy.


Na dziś starczy...jakoś weny niemam..

Neroska
02.11.2004, 16:18
Pani Milena przyszła do kwiaciarni''Czerwona Róża''I zapytała się
-Ma pani już moje kwiaty?
-Tak-i podała je na ladę
-Ma pani też może jakieś wstążki?
-Tak mam-odpowiedziała
-A w jakim ma pani kolorze?
-Żółtym,zielonym,kremowym,brązowym,czer....-ale nie skończyła
-Poprosze kremową
-Dobrze-wyjeła piękną dużą wstążke i powiedziała-pani Mileno dla kogo te kwiaty?-zapytała ciekawa-Dla mojego syna bo on ma wesele-odpowiedziała wesołym głosem-Oo....wie pani może ja dam pani jakieś inne kwiaty jeszcze dobrze?-powiedziała pani Joanna lubiła panią Milene-Nie będę robiła pani kłopotu lepiej już pójdę-odpowiedziała-Pani Mileno nie robi mi pani żadnego kłopotu-Naprawde?
-Naprawde-i dała jej 3bukiety
-Ale ile to będzie kosztowało?
-Dla pani za darmo
-Muszę pani dać pieniądze-i dała jej 18simoleonów(18simoleonów to 67zł)
-Naprawde nie musi mi pani ich dawać
-Al....-Naprawde no niech już pani się nie martwi i idzie do domu-Dobrze
Gdy tak szła myślała o pani Simkowiak czy powinna jej dać tą spódnice czy ją zatrzymać po powrocie do domu odłożyła kwiaty do wazonika i postanowiła oglądnąć dziennik
-Uwaga,Uwaga grasuje niebezpieczny bandyta na ul.Simsona25 Prosimy zamykać drzwi i okna-I to już koniec dalsza część jutro!
undefinedCzy pani Milena zamknie drzwi tego dowiecie sie jutro!

Zong
02.11.2004, 19:05
Pamiętnik Kasandry odc. 9
..Wstałam dziś o piatej. Miałam wstać o czwartej. Szybko się ubrałam, nawet nie zdążyłąm się uczesać... Przygotowałam śniadanie i za piętnaście szósta poszłam do Alexa.
-Alex już szósta.. WSTAWAJ!
-Mama?
Chciałam go zapytać czy kiedykolwiek widział swoją matkę.. Zastanowiłam się jednak czy tak bardzo jestem podobna do mamy... Ubrania nie widział, miałam rozpuszczone włosy... Może.... Tymczasem on zasnął.
-Śniadanie gotowe.
Zdjęłam z niego kołdrę i zeszłam na dół. Po kilku minutach zszedł.
-Jedz-powiedziłam i poszłam do siebie. Teraz siedzę i pisze. Moze obudze tatę? Pójdę do Alexa.
-O której kończysz?
-O 15.. Będę w domu po 16.
-Chcesz odgrzewany obiad?
-Wolę świeży.
Wtedy obudził się tata. Było wpół do siódmej. Alex poszedł do siebie.
-Cześć tato-powiedziałam, udając, że wczoraj nic nie piłam
-Wydajesz się młodsza
-To przez ten twój eliksir-powiedziałam nieprzyjemnym tonem
-Kasandro..
-Po co ci on?-zapytałam w końcu. Nie chciałam czekać.
Odwrócił się. Trzeba było nie zadać tego pytania. Zraniłam go. Dlaczego? Czy to takei tajne? Przecież i tak sie dowiem! Nie może tego kryć... To nie tajemnica! On na pewno nie zrobił tego bez powodu... Zawsze ma powód... Nawet jak się żenił z mamą.... O czym on myśli? Wydaje się smutny. Popatrzył na zdjęcie mamy. Ja za nim. Prawie płacze. Ja nic nie wiedzę do płaczu. Dlaczego? To przecież była jego żona... Ale moja matka.... Kto się bardziej do niej przywiązał? Na pewno nie Alex... Tata idzie do pianina... Prawie nigdy nie grał.... Ale mama.. Mama codziennie rano!... Dotyka jedne klwisz. Potem drugi. Zaczyna grać. Gra tak pół minuty. musze przyznać, ze mama grała lepiej... Ale "trening czyni mistrza"... Przestał. Zaczął o czymś myślać. Minęła tak kilkanaście minut. Wtedy radosnym głosem Alex krzyknął:
-TO ja idę! Cześć!
-Ja tez pójdę.
-Gdzie?
-Jestem dorosła. Nie wolna mi wychodzić?-zapytałąm oburzona
-Ależ możesz, ale uważaj na siebie.
Wybiegłam. "Uważaj na siebie"; nie jestem dzieckiem! Tata.. mnie poniża! Poszłam do Dona. On myśli, że jestem w pracy.... Zobaczę jak bardzo jest mi wierny... Może on mnie jednak kocha? Jestem już przed jego domem. Słyszę jakieś dziwne głosy. Weszłam. Zobaczyłam...
CDN.

Neroska
02.11.2004, 21:28
Bardzo Extra opowiadanko daje ci 6 plusów

Zong
02.11.2004, 22:51
Dziękuę, Twoje też jest fajne... Nastepny odcinek we czwartek lub, jak będzie mało zadane (kończę basen 16.30, musze się wysuszyć i cały czas siedze w szkole), jutro. To już jestem...
Pamiętnik Kasandry odc. 10
..pusty dom. Cały był pusty. Okłamał mnie. Mówił, że ogląda jakąś telenowelę.... JAK MÓGŁ!! Ciągle słyszałam te głosy. Poszłam cichutko do ogródka... W jacuzzi.. siedział Don i Nina.. Wiecie co robili... Stałąm. Nie zauważyli mnie.
-DONIE!-krzyknęłam-Nie waż się więcej przyjść!
Dałam mu znak ręką, że nie ma co tłumaczyć, gdyż chciał bardzo. Ale widziałam swoje i swoje wiem.
-A ty, Nino-dodałam-Nie licz na wsparcie taty.. Moje zdanie w jego małżeństwie się BARDZO liczy!
Wyszłam. Już nigdy nie przyjdę do Dona! To jest pewne. A czy o nim pomyśle.. Postaram się nie myśleć o nim pozytywnie.
Poszłam do mojej przyjaciółki, prawie "siostry", Małgosi Nowak. Siedziałam u niej kilka godzin. Dowiedziałąm się, ze jej brat, Jaś (po tacie), wyjechał do Dziwnowa... Po co? Nie powiedziała mi.

-Gdzie byłaś?-przywitał mnie tata, gdy chciałam mu podać pokrojone owoce.
-U Dona.. i Małgosi.
-Był Jaś?
-Wyjechał.
-Acha.. Z nim fajnie grało się w szachy...
-?
-Jak byłaś w pracy, a Alex w szkole.
-Po co ci to?..-wiedział o czym myślę. O eliksirze!
-Pamiętasz, ile lat temu zaginęła mama?
-11...Nie, 12.
-Jedynaście i pół. Alex miał pół roku. Śmierć uznaje się w 2 lata po zaginięciu... I ja... mam prawo się ożenić.
-W takim wieku? TATO!
-Po to mi eliksir.
-I...?
-Wiem, jak bardzo mnie kochasz... Twoje zdanie się liczy...
-Za Nine nie wyjdziesz! Widziałam ją i Dona razem w jacuzzi!
-O Ninei nie myślałem.. Nie lubię jej. Chcę wyjść za twoją przyjaciółkę.
-Małgosię?
-NO COŚ TY!
-... Kasię?
-Jaką Kasię?
-Tę z Dziwnowa.
-Chodzi o..
-Wiem od początku, tato. Dobrze wiem. Tylko nie wiem...
CDN.

Shavonda
05.11.2004, 13:32
Mroczny Dom


Wieczorem o godzinie 23.00.Rodzice Dominiki jechali zamknąć sklep.
-No Dominika nie prubuj czegoś głupiego zrobic gdy nas nie będzie-powiedziała mama.
Dominika nic nie powiedziała, ale latało jej po głowie czy zrobic jakiś wypat nocą. Podeszła do okna rzeby zobaczyć czy rodzice odjechali. Zadzwoniła do swojej przyjaciółki Lidi.
-Lidia może dzisiaj w czarną noc pujdziemy do tego opuszczonego domu na wzgórzu co.
-O jasne, ja tam nie ide
-No prosze zobaczymy co sie tam kryje.
-No dobra.
-No to o 12.00 bądź przy moim domu.
-OK.
Dominika połorzyła sie i przysneła do 12.00.Gdy wstała czekała na dole Lidia.
Rodziców Dominiki jeszcze nie było więc mogła bez problemu iść do opuszczonego domu na wzgórzu.
Razem z Lidią poszły do strasznego i mrocznego domu.
-Słyszałam że w tym domu pojawiaja się Zjawy właścicieli-odpowiedziała Dominika.
-Nawet mi o tym nie mów
-Co boisz się
-Niee
-Ja tylko chce zobaczyć co w tym domu jest.
Powoli zbliżały sie do rudery.Weszły di środka, dom był cały w pajeczynach i z kurzu , było strasznie ciemno. Dominika zapaliła świece i szły powoli długim korytarzem.
Weszły razem do jakiegoś pokoju.Lidia zobaczyła dziwna szkatółke która lerzała na kominku.Otworzyła ja a w niej lerzało luckie oko
-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaa
-Co się z tobą dzieje, przestraszyłaś się głupiego oka-Odpowiedziała Dominika
-No wiesz takie stare i wyschniete oko wygląda obrzydliwie fujjjjjjjjjjjjjjjjjj.
Odłorzyła skarbonke i rozglądały się po pokoju. Nic szczeglnego nie znalazły więc wyszły z pokoju.
Szły dalej ciemnym korytarzem i weszły do łaziemki.
Dominika rozgladała sie uwarznie po łazience, ale jak zajrzała do wanny to nie mogła uwierzyc , lerzały tam zwłoki kobiety, miała twarz pociętom, jakby ktoś pocioł ją nożem. Nie miała jednego oka, a nos był obcięty.Wanna była z cała z krwi.Zawołała Lidie
-Lidiaaaaaaaaaaaaaaa chodź zobaczyć coś strasznego
Lidia podeszła i zakrzyczała
- Cicho bo może ktoś sie ukrywać w tym domu.
Wyszły z łazienki i poszły dalej.Weszły po schodach na góre, było tam z 15 pokoi, weszły do jednego z nich.Był to pokój od włascicielki domu ,na karzdej ścianiebył portret jej podobizny.Rozgladały się uwarznie po pokoju, asz tu nagle usłyszały że cos zleciało.Porywczo odwruciły się w drugą strone ale nic nie zauwarzyły.Kiedy miały wychodzic z pokoju wylazła im zjawa właścicielki pokoju.
-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa krzycały oby dwie i chciała jak najszybciej uciec z tego pokoju, ale zjawa i ch goniła. Lidia biegła ile sił w nogach, ale zjawa złapała ja za noge i ciągła do łazienki. Dominika pobiegła za nią żeby ją wyciągnąć z tamtąd.


Ciąg dalszy Wkrutce:P :D

I jak wam się podobała moja historyjka

http://republika.pl/kamilka4/fantasy07.gif http://republika.pl/kamilka4/fantasy02.gif
__________________
I LOVE THE SIMS 2 :mbounce: :tv: :w000t: :clap:



Mam na imie Kamila

Zizej
05.11.2004, 14:10
duzo bledow ortograficznych ale .... no nawet niezłe ;d

huehuehue ;ddd teraz pora zeby ciocia zizej dała cos swojego ;d ostatnie opowiadanie o korneli skonczylo sie juz dawno, a drugiej czescie pisac mi sie nie chcialo ;d ale teraz mam wenę więc prosze:


MARTA

Rozdział 1-Zmiany


Był zimny ranek.Marta z trudem wstała ze swojego łóżka, stojącego pod oknem.
-O matko...Może sobie jeszcze pośpie??Która to godzina? -spojrzała na zegarek.Była już 7.43.Za 6 minut miała autobus do szkoły.
-O ja!Zaraz się spóźnie!-Wstała, i szybko pobiegła do łazienki.Błyskawiczny prysznic, a potem owsianka na śniadanie.Ubrała stare czarne spodnie,czerwony T-shirt, i adidasy.Wpakowała do plecaka wszystkie książki jakie leżały na biurku.I tak wyglądał codzienny poranek Marty Zawadzkiej.
Marta ma 13 lat.Chodzi do szkoły podstawowej w Ustce .Jest to mała miejscowość nad Morzem Bałtyckim.Marta mieszka tu od urodzenia, razem z matką-Kamilą i ojcem-Radkiem.Dziewczyna ma jeszcze starszą i młodszą siostrę, a także młodszego brata.Mieszka w dużym domu, w centrum miasta.
-Świetnie-pomyślała dziewczyna-Co z tym butem!Mamo!Wychodze!Chociaż i tak jestem już spoźniona-powiedziała ciszej Marta.
Na przystanku czekała na nią jej przyjaciółka Ania.
-Ania!Anka!Ania!Tutaj!-pomachała do koleżanki.
-Autobus się spóźnia.Ty to masz szczęście.Ale mogłabyś wstawać trochę wcześniej.
-Oj czepiasz się.Nie moja wina, że lubie pospać.Ale tym razem to moja komórka nie zadzwoniła.-usprawiedliwiała się dziewczyna.
-Ja też dzwnoniłam...Czemu nie odebrałaś?
-YY...Nie wiem, czekaj sprawdze-wyciągnęła z kieszeni swoją komórke.
-No fakt...Rozładowana.Jak wróce do domu to naładuje.No gdzie ten autobus?-niecierpliwiła się.
-A lekcje odrobiłaś?-Ania jest zawsze grzeczna,poukładana i dobrze wychowana.Jednak Marta uwaza poprostu, że jest za mało odważna, a momentami nudna.
-Lekcje?A co było zadane?Wiesz wczoraj sie przed kompem zasiedziałam-mówiąc to zaśmiała się serdecznie.
-Było, i to dużo!Matematyka,angielski,polski i historia.Jeśli nie odrobisz dostaniesz następna jedynke z matmy!-zdenerwowała się Ania.
-No i co?Nie rozumiem dlaczego się tak przejmujesz.To ja ją dostane.O, jedzie nasz autobus.-ruszyła w kierunku gdzie zatrzymał się szkolny bus.
-Ten dzień będzie okropny-mruknęła wsiadając za Anką.
W szkole czekał na Martę i Anię ich kolega Adam.
-Hej Adi!Dasz przepisać lekcje?-przywitała kolege.
-Taa jasne.A co znowu nie odrobiłaś?-spytał z dziwną miną.
-A Ty co?Piszesz o mnie książkę z Anką?!Dzięki bardzo, przepisze od kogoś innego.-Ruszyła wściekła w stronę damskiej toalety.
-Co jej jest?-spytał zdziwiony Adam.
-Niee wiem.Od rana taka jest.-mówiąc to wzruszyła ramionami.
Przyajciele spotkali się ponownie razem dopiero przed klasą do języka niemieckiego.
-O.Jesteście.-Powiedziała Marta bez entuzjazmu.
-Zawi!Co ci jest?Chodzisz taka wkurzona na wszystkich i wszystko!-Adam zwaany tez Adi,Morix, nie wytrzymał i nakrzyczał na przyjaciółkę.
-Daj sobie spokój co?To wy na mnie napadacie, że lekcji nie odrabiam!Wielkie mi co!Przestańcie bo zaraz zwymiotuje!
Marta wściekła się jeszcze bardziej.Każdy wymagał od niej dobrych ocen.Nie wierzyła, że teraz usłyszała to również od swoich przyjaciół.A jednak.Ich też dorwała ta mania na punkcie dobrych stopni i zdania testu kompetencji.Miała tego dość.Ciągle słyszy to w domu, od nauczycieli, a teraz jeszcze od Anki i Morixa?Czuła się strasznie.Czuła się porzucona,nielubiana,nierozumiana.Nie miała nadzieji na poprawe.
-Czy tak musi być?Czy ja musze taka być?-W duszy płakała.Ale w rzeczywistości odwróciła się na pięcie i pomimo tego, że było już po dzwonku zbiegła na dół po schodach.
Ania martwiła się o nią.Nie było jej na niemieckim.Na angielskim,matematyce,przyrodzie,historii i informatyce, którą tak lubiła też nie.Ania Przeczuwała gdzie jest jej przyjaciółka.
-Napewno siedzi w kafejce intertnetowej-pocieszala sie w duchu.Chciała żeby tak było.Często się tak nie zdarzało, ale ona dobrze wiedziała co stanie się potem.Gdy wejdzie do kawiarenki, Marta rzuci się jej na szyję, przeproszą się i pójdą do domu jednej z nich odrobić zaległości.
Taką Zawi lubiła.I tylko taką chciała znać.Wysiadając z autobusu i żegnając się z Adim czuła, że wydarzy sie coś złego.

za błędy ort. przepraszam, tak samo jak za literowy ale jak mam wene to nic poza trescia sie dla mnie nie liczy ;dd


niedlugo 2 czesc ;p bo juz pisze

ps:kolesiowa tak jak ja mieszka w ustce bo nie moglam wymyslec innego miasta ;d

Cocaine
08.11.2004, 17:39
Magdzia odc. 1
Dj mala fajne!
Magdzia odc. 1
Magda żelazo wstała jak zwykle o 6:14 rano i ubrała się w dres. Pobiegła chwilę wokoło domu, zrobiła szybką gimnastykę i poszła wziąć prysznic. Po aromatycznym prysznicku poszła do pokoju i spakowała swój czarny nike'owski plecak, rzuciła go do przedpokoju i zeszła po olbrzymich schodach.
- Cześć mamo. - burknęła patrząc na młodszą siostrę Gosię.
- Cześć kochanie. Zaraz będą kanpaki.
- Nie możemy choć raz zjeść tostów na śniadanie> Jak w Ameryce? - zapytala ostro dziewczyna
- Nie. - ucięła matka i podgrzała kolorowy słoiczek w mikrodfalówce.
- Ona musi jeść tą PAPkę? - spytała siląc się na obojętność Magda.
- Tak!! Przestań zasdawać pytania!~- wrzasnęła mama i rzuciła przed nią talerz z kilkoma kanapkami. Nagle połowa z papki jabłkowo- mięsno ryżowej Gosi wylądowała na głowie i ubraniu Magdy.
- Zabierz ode mnie tego bachora!! Nie chcę rzeby ona mieszkała z nami w domu!! - wykrzyczała w twarzx mamie dziewczyna
- Idź się umyć. - powiedziała ona do córki i przytuliła Gosię. Mała dziewczynka popłakała sie.
- Ja pseplasam, mamo daj coś innego do am am mama!! - wypłakała Gosia.
- Nie przepraszaj bękarcie. - mruknęła pod nosem Magda sprysukując włosy prysznicem. Szybko je wysuszyła sięgnęła po plecak, portfel, spakowała kilka złotych na obiad szkolny i zeszła na dól.
- Już idziesz? - spytała tępo matka.
- Idę, slepa jestes? - zapytała niegrzecznie ona i założyła swoje ulubione czarne buty reeboka. Miała na sobie dzisiaj różowe rybaczki i czerwoną bluzę adidasa.
- Hej. - rmuknęła do Tashy, jej najlepszej przyjaciółki. Tasha była z ameryki i miałą miliony czarnych dredów na głowie związanych czarnymi gumeczkami.
- zesc. Co taka markotna ty? - zapytała niegramatycznie.
- Eee, dzisiaj ja do ortodonty jade i dlatego....
- A co będziesz nosić aparat?
- CHyba tak, i w dodatku stały.
- Amy podjechała. - Amy była starszą siostrą Tash i miała dla odmiany czarne warkoczyki.
- elo kobitki. - powiedziała ona, wyrzucila je pod ich gimnazjum i pojechała 20 przecznic dalej do swojego liceum.
- Ha ha ha. - śmiała się banda Lisy na przerwie. Lisa byla ubrana w różową kraciastą miniówkę, białą bluzkę i różowy sweterek. Cała jej świta była tak ubrana. Magda powturzyła cały rozdział z matematyki i wyszła na przerwę. I spotkała się z "tym" spotkaniem Karoliny........

Zong
08.11.2004, 17:59
Pamiętnik Kasandry odc. 11
..dlaczego.
-A dlaczego się żeni?
-Bo się w kimś zakochało. Albo dla pieniędzy. Z nią nie ozenisz się dla pieniędzy. Zakochałeś się w niej? TAto, nie rozśmieszaj mnie. A teraz do widzenia.
-Córeczko, zrozum...( :P cytat z "Na dobre i na złe")
-Nie chcę nic rozumieć.
-Ale...
-I nic wiedzieć. I nie przychodz do mnie!
Co ja mam robić? Mój tata chce ożenić się z Diną, ale nei zrobi tego bez mojej zgody. Chcę tego ślubu, ale jak teraz wyobrażam sobie tatę i Dinę słabo mi się robi.
Byłam w pracy. Testowano na nas różne leki. Jak miałąm wyjść podeszła do mnie jakaś kobieta:
-Pani Kasandra Ćwir?
-Tak, to ja, a co?
-Nic, bo widzi pani.. Zauważyłam, ze pani płakała.
-Tak.. Ja przepraszam, musze iść.
-Nic nie szkodzi, pójdę z panią. Nie mam nic ciekawszego do zrobienia. Nie chce mi się wracać do zwariowanej siostry.
-Doskonole panią rozumiem..
-Ma pani siostrę?
-Nie, brata. Ale go kocham. Mam trochę zwariowanego ojca.
-Jak pani może tak mówić! Co ja bym dała, żeby mieć ojca!
-Ma pani matkę?
-Nie.
-Ja też nie. Porwalo ją UFO.
-Moja zginęła kilka dni po narodzinach Katarzyny.
-To ta siostra?
-Nie. Moja druga siostra. Ma 2 latka. Jest chora. Nie mamy funduszów, zeby ją wyleczyć.. Jak tata zmarł w wypadku, to już tylko się zabić.
-Pani wybaczy, aj musze iść do domu, zrobić Alexowi śniadanie.
-To pani brat?
-Tak. Zaraz idzie do szkoly. Do widzenia!
-Do widzenia.
CDN.

Gapa
09.11.2004, 14:17
Klaudyna to dziwna dziewczyna(ale czy żaden z nas nie jest choć trochę dziwny?).Prześledźmy jej dzieciństwo.

Jest rok 1989.Wielu ludzi oglądało runięcie muru berlińskiego.Jedna kobieta obserwowała to przez okna szpitala, rodząc dziecko.
-Gut Kinder, gut!- wywrzaskiwały pielęgniarki, bo dziecko nie chciało zasnąć.W końcu dały je matce.
-Nazwę Cię Klaudynką.Moja kruszynko!-powiedziała świeżo upieczona matka.
Dziecko odpowiedziało jej głośnym wrzaskiem.Przyleciały niemieckie pielęgniarki.
-Schlafen, schlafen!-krzyczały.Po czym zabrały dziecko.
Klaudyna dorastała w wielu krajach.Umiała rozmawiać swobodnie w wielu językach.Kiedy miała 8 lat, miała pojechać z rodzicami do Francji.Wsiadła do samochodu.Poczekała na rodziców.Silnik ruszył.Wyjechali na drogę.Ojciec Klaudyny wjechał na skrzyżowanie, gdy właśnie nadjeżdżał z drugiej strony tir. Rodzice Klaudyny zginęli. Dziewczynka trafiła do domu dziecka.W wieku 13 lat postanowiła przygarnąć ją para milionerów, która nie mogła mieć własnych dzieci.

To by było na narzzie na tyle.Sorry, że tak krótko, ale muszę kuć.Papa.Dalszy ciąg nastąpi.

Cocaine
09.11.2004, 22:40
Gapa...mętne??
odc. 2
Magda spojrzała duskretnie w doł. Wydała z siebie lekki okrzyk przerażenia. Dobiegła do plecaka, zawiązała sweter w pasie i podbiegła do ubikacji wraz z Tashą.
- Tasha, ja pierwszy raz mam...- jąkała się Magda szukając wkładek.
- Okres? Kobieto ja mam już od 13 roku życia. Trzymaj. - rzuciła jej podpaskę.
- Ale co ze spodniami?? - zapytała pytająco Magda.
- Spoko, mam spódniczkę, założysz sobie na spodnie.
-Dzięki. - powiedziała Magda i poszła do toalety. Po matematyce prawie wszyscy wiedzieli od KAroliny że Magda ma okres.
- Tii....dziw mi że masz plamki...- docinał jej Marcin. Tasha kręciła uparcie swoje dredy na palcu.
- Boli mnie brzuch. - jęknęła na biologii Magda.
- To normalne...skurcze...- odparła Tasha.
- Proszę pani? Możemy wyjść? - zapytała dyskretnie Magda i wytłumaczyła jej wszystko za drzwiami.
- Dobrze, zwolnij się. - odparła ona i weszla do klasy. Magda poszła przez park a potem do domu. Przypomniała sobie że ma pieniądze i kupiła 2 paczki wkładek.
- O witaj. - powitała ją przymilnie mama i otworzyła jej drzwi.
- Dostałam okresu. - bąknęła Magda i zjadła na sucho zimne tosty.
- Ojej. W szkole?
- A gdzie? Myślisz że wagaruję? - odparła ona bezczelnie i poszła do pokoju.
- Przeprasza. - odparła matka i rzuciła w jej stronę jakąś książeczkę. Po drodze Magda napotkała Gosię na schodach. Powoli schodzila w dół, ostrożnie, jak na dwulatkę przystało. Magda popchnęła ją tak, że maleństwo spadło ze schodów robiąc kilka fikołków. Magda zaśmiała się cicho i poszła do góry do pokoju. Przebrała się w wygodne spodnie i poszła na dół. Tam wciąż płakała Gosia. Mama uspokajała ją.
- Już już kochanie. Już nie boli główeńka. Ojej, zaraz pojedziemy do lekarza.
- Idziesz ze mną do ortodonty!! - wykrzyknęła Magda złowieszczo.
- Gosia jest ważniejsza. Ona się rozwija. - odparła matka i obróciła się z Gosią na rękach do okna.
- Sorry. - odparła Magda i ubrała się.
- To ty idziesz? - spytała szeptem mama niosąc na rękach uśpioną Gosię.
-Idę. Pa maleńka. - odparła cicho pod nosem. A z policzka mamy stoczyła się słona łza.

Zong
10.11.2004, 17:44
Pamiętnik Kasandry odc. 12
..gdy nareszcie wyprawiłam Alexa, szczęśliwa, że zdążyłam usłyszłam:
-Dzisiaj mamy 2 godziny więcej!
-Jak to?
-Za to przez dwa dni zaczynamy później.. Nie będziesz sie musiała spieszyć z pracy... Chyba się cieszysz?
-Dobrze, niech będzie... Masz jeszcze kilka kanapek!
Poszłam do ogrodu, aby nie myśleć o Donie.
-Dzień dobry!-usłyszałam
-Co pani tu robi?
-A siedzę, nie chciało mi się wracać do siostry...
-A co w ogóle robi ta siostra?
-Zarabia na siebie.. Tak.. Cały czas siedzi w ogrodzie... Nie ma czasu na obiad, chociaż czasem zje, na chłopaka, chociaż jest ładna, na nic! Wszystko przez kwiaty!
-Próbowała ją pani wyleczyć?
-Tak.. Dlatego poszłam tam-wskazała na laboratorium, widoczne nawet z odległości 1 km-ale nie chcieli od razu przydzilić mnei do "robiącej "leki" "
-Dlatego?...
-Dlatego chcę prosić ciebie o pomoc.
-MNIE?-roześmiałam się
W tamtej chwili przechodził koło nas Don...z Niną, a za nimi Dina. Zdenerwowałam się. Dina weszła do domu. Drgnęłam. Kobieta obróciła się.
-To przez niego?
-Co przez niego?
-Pani nastrój. Nie matrw się, przejdzie ci. Poznasz fajnego chłoppaka..
-A.. co z tą pomocą?
-Chciałam prosić pani ojca o pomoc.
-Tatę?
-TAk. On jest sławny.. a moja siostra cierpi. A ile pani ma lat?
-19.
-Ja też.
-Ale ja przez...
-Mogę to wypić?-nie czekając na odpowiedz kobieta wypiła odmładzacz.
-To przez to! Tata testował na mnie "lek".-wypiłam po niej.-Masz 18 lat
-Pani tata...
W tamtym momencie Dina wyszła. Była zła. Na pewno na mnie.
-Dina!-krzyknęłam-Co się stało?
-Twój ojciec.. nie chce ślubu.
-Dlaczego?
-Po mówi, że ja go nie kocham. Mam proźbę... Maożesz załatwić mi eliksir, który sprawi, ze on przejrzy prawdę?
-Zobaczę. pa!
-Pa!-rzekłam do kobiety:-To Dina, moja przyjaciółka. Chce wyjść za tatę. Jak ty sie właściwie nazywasz? A twoja siostra?
-Jestem Karolina, a ona Sandra. Wybaczysz, aj już muszę iść, zrobić jej śniadanie.
-A jak masz na nazwisko?
-Endlane (czyt. endlejn).
-Uhu.
-Załatwisz?
-Pobiorę nauki u ojca-szepnęłam
-To ja idę. pa.
-pa.
Poszłam do taty
-Tato..
-Co?
-Dlaczego Dina była zła?
-Powiedziałem jej twoją decyzję.
-Z tego powodu była taka.. nieszczęśliwa?
-Tak.
-Tato, będziesz mnei uczył jak robić mikstury?
-Co ci tak spieszno? Moze najpierw pogramy w szachy?
musiałam odegrać nudną partyjkę. Wynik? Remis. Tata był zmuszony mnie uczyć. Najpierw teoretyka. Podłuczył mnie co jak wygląda, czego nie wolno z czym mieszać.. Łatwizna. Jeszcze musze wiedzieć jak zrobić mikstury. Teraz tata udał się na drzemkę. Przygotuję obiad i postaram się coś znaleźć. To musi być jak najszybciej!
Obiad jest do odgrzania.. Gotowy. Tata, jak zwykle, będzie spał do obiadu. Włączę komputer i poszukam czegoś w internecie.
"Mikstury"...'jak tworzyć poszczególne.."-składniki. MAm!
CDN.

andonezja
10.11.2004, 19:12
duzo bledow ortograficznych ale .... no nawet niezłe ;d

huehuehue ;ddd teraz pora zeby ciocia zizej dała cos swojego ;d ostatnie opowiadanie o korneli skonczylo sie juz dawno, a drugiej czescie pisac mi sie nie chcialo ;d ale teraz mam wenę więc prosze:


MARTA

Rozdział 1-Zmiany


Był zimny ranek.Marta z trudem wstała ze swojego łóżka, stojącego pod oknem.
-O matko...Może sobie jeszcze pośpie??Która to godzina? -spojrzała na zegarek.Była już 7.43.Za 6 minut miała autobus do szkoły.
-O ja!Zaraz się spóźnie!-Wstała, i szybko pobiegła do łazienki.Błyskawiczny prysznic, a potem owsianka na śniadanie.Ubrała stare czarne spodnie,czerwony T-shirt, i adidasy.Wpakowała do plecaka wszystkie książki jakie leżały na biurku.I tak wyglądał codzienny poranek Marty Zawadzkiej.
Marta ma 13 lat.Chodzi do szkoły podstawowej w Ustce .Jest to mała miejscowość nad Morzem Bałtyckim.Marta mieszka tu od urodzenia, razem z matką-Kamilą i ojcem-Radkiem.Dziewczyna ma jeszcze starszą i młodszą siostrę, a także młodszego brata.Mieszka w dużym domu, w centrum miasta.
-Świetnie-pomyślała dziewczyna-Co z tym butem!Mamo!Wychodze!Chociaż i tak jestem już spoźniona-powiedziała ciszej Marta.
Na przystanku czekała na nią jej przyjaciółka Ania.
-Ania!Anka!Ania!Tutaj!-pomachała do koleżanki.
-Autobus się spóźnia.Ty to masz szczęście.Ale mogłabyś wstawać trochę wcześniej.
-Oj czepiasz się.Nie moja wina, że lubie pospać.Ale tym razem to moja komórka nie zadzwoniła.-usprawiedliwiała się dziewczyna.
-Ja też dzwnoniłam...Czemu nie odebrałaś?
-YY...Nie wiem, czekaj sprawdze-wyciągnęła z kieszeni swoją komórke.
-No fakt...Rozładowana.Jak wróce do domu to naładuje.No gdzie ten autobus?-niecierpliwiła się.
-A lekcje odrobiłaś?-Ania jest zawsze grzeczna,poukładana i dobrze wychowana.Jednak Marta uwaza poprostu, że jest za mało odważna, a momentami nudna.
-Lekcje?A co było zadane?Wiesz wczoraj sie przed kompem zasiedziałam-mówiąc to zaśmiała się serdecznie.
-Było, i to dużo!Matematyka,angielski,polski i historia.Jeśli nie odrobisz dostaniesz następna jedynke z matmy!-zdenerwowała się Ania.
-No i co?Nie rozumiem dlaczego się tak przejmujesz.To ja ją dostane.O, jedzie nasz autobus.-ruszyła w kierunku gdzie zatrzymał się szkolny bus.
-Ten dzień będzie okropny-mruknęła wsiadając za Anką.
W szkole czekał na Martę i Anię ich kolega Adam.
-Hej Adi!Dasz przepisać lekcje?-przywitała kolege.
-Taa jasne.A co znowu nie odrobiłaś?-spytał z dziwną miną.
-A Ty co?Piszesz o mnie książkę z Anką?!Dzięki bardzo, przepisze od kogoś innego.-Ruszyła wściekła w stronę damskiej toalety.
-Co jej jest?-spytał zdziwiony Adam.
-Niee wiem.Od rana taka jest.-mówiąc to wzruszyła ramionami.
Przyajciele spotkali się ponownie razem dopiero przed klasą do języka niemieckiego.
-O.Jesteście.-Powiedziała Marta bez entuzjazmu.
-Zawi!Co ci jest?Chodzisz taka wkurzona na wszystkich i wszystko!-Adam zwaany tez Adi,Morix, nie wytrzymał i nakrzyczał na przyjaciółkę.
-Daj sobie spokój co?To wy na mnie napadacie, że lekcji nie odrabiam!Wielkie mi co!Przestańcie bo zaraz zwymiotuje!
Marta wściekła się jeszcze bardziej.Każdy wymagał od niej dobrych ocen.Nie wierzyła, że teraz usłyszała to również od swoich przyjaciół.A jednak.Ich też dorwała ta mania na punkcie dobrych stopni i zdania testu kompetencji.Miała tego dość.Ciągle słyszy to w domu, od nauczycieli, a teraz jeszcze od Anki i Morixa?Czuła się strasznie.Czuła się porzucona,nielubiana,nierozumiana.Nie miała nadzieji na poprawe.
-Czy tak musi być?Czy ja musze taka być?-W duszy płakała.Ale w rzeczywistości odwróciła się na pięcie i pomimo tego, że było już po dzwonku zbiegła na dół po schodach.
Ania martwiła się o nią.Nie było jej na niemieckim.Na angielskim,matematyce,przyrodzie,historii i informatyce, którą tak lubiła też nie.Ania Przeczuwała gdzie jest jej przyjaciółka.
-Napewno siedzi w kafejce intertnetowej-pocieszala sie w duchu.Chciała żeby tak było.Często się tak nie zdarzało, ale ona dobrze wiedziała co stanie się potem.Gdy wejdzie do kawiarenki, Marta rzuci się jej na szyję, przeproszą się i pójdą do domu jednej z nich odrobić zaległości.
Taką Zawi lubiła.I tylko taką chciała znać.Wysiadając z autobusu i żegnając się z Adim czuła, że wydarzy sie coś złego.

za błędy ort. przepraszam, tak samo jak za literowy ale jak mam wene to nic poza trescia sie dla mnie nie liczy ;dd


niedlugo 2 czesc ;p bo juz pisze

ps:kolesiowa tak jak ja mieszka w ustce bo nie moglam wymyslec innego miasta ;d

fajne ;d daj nastepny rozdzialik bo chce wiedziec co bedzie potem ;d

Cocaine
10.11.2004, 19:37
Andonezja trzeba było do tego cytowac caly post??
Magdzia odc. 3
Weszłam do poradni ortodontycznej, wyszłam na trzecie piętro i usiadłam. Poczekałam ze dwie godziny na wejście i potem poszłam do gabinetu. Usiadłam na niewygodnym fotelu.
- Hmm...widzę że chyba...- po czym pokazała mi druciki zamontowane na manekinie.
-COO?/
- Wybacz kochanie ale tą wadę da się przynajmniej teraz wyleczyc....- odparła
- No dobra. - powiedziałam niechętnie i otworzyłam buzię.
- O tak pięknie. - powiedziała i założyła mi kilka pierścieni i długi drut wkoło ząbków.
- Hmm uroczo wyglądam. - i rzuciłam jej na biurko wybraną sumę. Poszłam powoli do domu macając czarne gumeczki.
- Witaj kochanie.
- Cześć. Co z Gochą?
- Spi. Ma rączkę w gipsie i złamane żebro. Ale z głową wszystko w porządku. - Upadłam na ziemię i zaczęłam płakać.
- Popchnę...popchn...pocphcnęłam ją...-wyjąkałam.
- Ty...ty...podla !! - wykrzyknęła matka i uderzyła mnie w policzek.
- Boli. Mam aparat.
- Nie obchodzi mnie to!! - krzyknęła matka i dołożyła Magdzie z boku w plecy. Magda obolała poszłą do łazienki. Wzięła ciepłą kąpiel i założyła gruby szlafrok. Pełna obaw poszła do pokoju i siadła przy internecie. Pomyślała- to było coś!! Modelka w aparacie!! Natychmiast rozesłałam moje zdjęcia, wysłałam momentalnie zaliczki i w nocy obudziły mnie wyrzuty sumienia. No bo...no bo jak ja mogłam jej to zrobić? Poszłam do pokoju mamy i zobaczyłam ją. Maleńkie ciałko ginęło pod gipsowym opatrunkiem. Przykrylam nagą wystającą nóżkę i poszłam do pokoju. I wybuchnęłam płaczem.

Zong
10.11.2004, 19:48
Pamiętnik Kasndry odc. 13
Wydrukowałam przepisy i wzięłam się do ich wykonania. Nagle usłyszałam:
-Dzień dobry?
-Tak?
-Ja do Aleksandra Ćwir...
-Nie ma go, jest w szkole.
-Chciałem go przenieść do szkoły dla uzdolnionych.
-Tak? Pan jest jego dyrektorem?
-tak.-podniosłam głowę. Zobaczyłam przystojnego, dobrze zbudowanego, pięknego, umięśnienogo; słowem: wspaniałego około 20 letniego faceta-proszę to podpisać
-Ja, opiekun Alexandra... Nie mogę tego podpisać. To musi podpisać jego ojciec.
-A pani kim jest?
-Jego siostrą.
Po chwili wróciłam z podpisanym paipierkiem.
-Proszę.-powiedziałam. Dyrektor był wyraźnie zachwycony nie tylko wspaniałym domem, ale i mną, choć starał sie to ukrywać
-Dziękuję...
Nie mogłam znieść jego wzroku. Zajęłam sie miksturami.
-Co pani robi?-spytał
-..Ćwicze. To moja praca. Mam.. zadanie domowe!
Podszedł... Blisko, bardzo blisko mnie.
-Pani ma to po ojcu?
-Tak.-powiedziałam twardo
-Ile ma pani lat?..
-Co pana to obchodzi? Pana powinna interesować nauka i wykształcenie Alexa.
-Alexa.. tak...
Jeszcze bardziej sie do mnie przybliżył. Odsunęłam się od niego. Podobał mi się, ale on wyraźnie sie we mnei zakochał. Nie mogłam zapomnieć histori z Donem. Nie chciałam miłości.
-Do widzenia panu-odburknęłam. On z niechęcią poszedł. Pewnie powtarzał sobie: "jeszcze tu wróćę!"
Tymczasem ja zajęłam się miksturami. Zadzwoniłam szybko po Karolinkę i Dinę. Tata spał.
-Masz?-zapytały z nadzieją
-To twoja, a to twoja.
-Tylko sie nie pomyl!
-Chyba jest dobrze... Trzeba sprawdzić..
Wypiłam część mikstury Diny. Dziwnie strałam się nie być szaloną. Wypiłam "odtrudkę" (zawsze na wszelki wypadek!)
-Ty masz Karliony.
-Idę do Henryka.-powiedziała radośnie Dina, a Karoliny już nei było. Nie pożegnałą się. Żadna mi nie podziękowała. Cóż to za wdzięczność?
CDN.

Sensiqúe
10.11.2004, 20:03
Dłuugoooo nie pisałam ciągu dalszego...,ale lepiej późno niż wcale :P
no więc..do rzeczy :P :
Pamiętnik Maliszy Sims część piąta:

Piątek, 15 lipca godzina:23.00
Sporo się dziś napracowałam....., muszę cały ten dom sprzątać! To tylko dlatego ta Irena mnie wzięła z domu dziecka, tylko po to, bo sama sprzątać nie może, a ja to taka tania siła robocza. Cała ta chata ma 2 piętra! Jest tu bardzoo brudno i ogólnie...syfiaście. A ja to mam sprzątać..., mam nadzieję, że nie rozkaże mi, abym tu remont robiła..., umarłabym chyba. Myślałam, że może z tą kobietą jakis kontakt nawiąże, ale nie....nie wychodzi mi. Ona mnie wyraźnie nie lubi, traktuje jak niewolnika. Ta babka nie ma uczuć, nie okazuje ich..., może to przez to, że jest sama? Niewiem. Ale wiem, że jak na razie uprzatnęłam kawałek piwnicy..., mnóstwo tam pajęczyn i starych mebli, obrazów, cos jak rodzinne fotografie...Niedowiem się pewnie nic od tej kobiety..kim była, czy miała rodzinę...Jedyne co do mnie mówi, to tylko tyle, że czeka mnie dzis to i to i mam wszystko co każe zrobić...W domu dziecka miałam choc trochę z kim pogadać..., tu mam tylko pamiętnik...nic więcej...nikogo więcej. Czuję, że moja psychika rujnuje się w samotności...i to coraz bardziej. Zdaję sobie z tego sprawę..., nie mam dobrego dzieciństwa, więc na pewno dobra w życiu dorosłym nie będe. Nawet teraz, w wieku 17 lat, zabiłam koleżankę...Taaaak..opisałam to tu w pamiętniku..kilka dni temu, wtedy źle się z tym czułam...Ale teraz mi to przeszło.Nie czuję się winna, nic a nic. To chyba źle...jeśli byłabym dobra, to powinnam czuć wyrzuty sumienia....a tego nie odczuwam. Zresztą....ja nie mam uczuć..., dom dziecka pozbawił mnie ich całkowicie. Stałam sie niczym kamień, twarda i zimna. Myślę, że jak juz raz popełniłam morderstwo...to mogę zrobic wiele złego...Ale czy zrobię cos okropnego? może...niewiem....Samobójstwo? Nieee....jestem nieszczęśliwa, ale nie zdesperowana....Może znów kogos zabiję? swoja drogą...zabic kogos..to nie jest złe uczucie....Jakoś dziwnie czuję się wtedy..usatysfakcjonowana....., spełniona....Wiem, że triumfuje...., rządzę. To dziwne....., czasem boję się swoich myśli....a i czynów...Ale potem i tak wszytsko sobie wybaczam....

Cocaine
11.11.2004, 14:21
Zong :clap:
Magdzia odc. 4
Magda rano wstała za piętnaście szósta, przegimnastykowała się i zeszła na dół, Z góry widziała jak mama karmi biedną Gosię lyżeczką.
- Cześć mamo. Co na śniadanie? - rzucila obojętnie. Cisza. Magda dostrzegła płatki w wielkiej misie, nabrała sobie małą miseczkę i usiadla przy stole.
- Ce ce!! - krzyknęła triumfalnie Gosia.
- Cześć mała -powiedziała Magda i pogłaskała ją po głowie. Ledwie odstawiła rękę dostała po niej od matki.
- Nie udawaj lepszej niż jesteś,. - syknęła i podała kolejną łyżeczkę do buzi malucha. Ale Gosia nie chciała jeść. Magda skończyła płatki. Poszła do pokoju, spakowała się i wybiegła na dwór. Potem podbiegła pod przystanek.
- Cześć. - wysepleniła niezdarnie.
- Hej panno żelazne szczęki. - zaśmiała się tasha.
- Bardzo śmieszne. - drażniła się z nią Magda.
- Patrz, jaka ta moja siorka punktualna. - powiedziała Tasha i wskazała na czarny samochód Amy jadący z naprzeciwka.
- No, jak jej się chce tak jechać z obrzeż miasta...
- Wiesz że to nie rodzice ją wyrzucili tylko ona uciekła? - opowiadała dalej pasjonująco Tash.
- Cześć Amy. - powiedziała Tasha i Magda jednocześnie i wgramoliły się do tyłu.
- Hej dziewczyny. Do twarzy ci Magda w aparacie. - powiedziała Amy i ruszyła spod wierzby.
- pod naszą szkolę. - oświadczyła Tash.
- No raczej się domyślam....- wyszeptała ironicznie Amy i podjechała pod szzkółkę.
- Ojoj a co powie Karolina> - zmartwiła się natychmiast Magda.
- Nie przejmuj się nią. HEJ!! - krzyknęła Tasha do swoich koleżanek z klasy niżej.
- Ooo witaj. Madzia w aparacie> No, no...- wyszeptały dziewczyny między sobą.
- Prawda że jej ładnie> - bronila zaciekle jej honoru Tasha
- No całkiem niezle...- powiedziała Sarah, jedna z jej kliki.
- Ale wiesz dziwię się że sobie dałam go ząłożyłć. - przemówiła w końcu Magda.
- A miałaś inne wyjście? - spytały razem dziewczyny.
- Nie no nie miałam. Chodźcie bo babka od bioli lubi być mściwa. - pouczyła nowe Magda i podprowadziła je pod salę matematyczną.
- Musze ją poprzeć. - niechętnie zgodziła się Tash.
- COO> Niechętnie? Ja ci dam niechętnie.!! - powiedziała Magda i pchnęła przyjaciółkę w żebra.
- Ha ha, ału boli!

Zong
11.11.2004, 18:47
Karuś :clap2:
Pamietnik KAsandry odc. 14
Wypiłąm nowy eliksir. Przejrzałam prawdę. Tatcie wystarczyłąby moja zgoda, ale nei cchaił tego mówić Dinie.
-Nie działą-jęknęła ona
-Nie musi-uśmiechnęłam się i szybko przyrządziłam odmładzacz
-Tato wypij to.
-Dobre.. co to?
-Jesteś o 20-30 lat młodszy. Mozesz sie ożenic z Diną.
-Zgadzasz się?
-tak.
-Dino! Chodz tu!
-TAk?-uśmiechnęła się
-Czy chcesz być moja żoną?
-O tak! A dlaczego on jest atki młody-ostatnie słowa szepnęła mi
-Dałam mu odmładzacz
-I ty też jesteś jakaś inna..
Te słowa tata usłyszał
-Jesteś dziwnie piękniejsza.
Zostawiłam przyszłe małzeństwo.. ich sprawom i poszłam zobzczyć siebie w lustrze. Wyglądam jak zawsze... Taka sama cera, włosy, ale jestem piękna. Pewnei ten eliksir.. Co piłąm z Karoliną to nie był odmładzacz, tylko ...
-Cześć! Działą! Sandra już umówiła się z chłopakiem, ale mania kwiatów jej nie przeszła, choć juz jest mnijesza!
-Karolino.. Ten eliksir, to nei był odmładzacz. Upiększacz. Zobacz-podałam jej lusterko
-RZeczywiście. To ja lecę. Pa
-pa
-Dzień dobry pani.
-Czy pan mi nie da spokoju-powiedziałąm dyrektorowi, ale oniemiałam. Przyniósł wspaniały bukiet kwiatów
-Pójdziemy na kolację?-zapytał
-Ta-a-ak...-wyjąkałąm-ale nie dziś, ani jutro, ani pojutrze, ani..
-Kiedy masz wolne?-spytał
-Za... 4 dni.
-Przyjdę o 18.
-Niestety, mam pracę w nocy.
-Zwolnisz sie. Załatwię to-powiedział, spojrzał na mnie i wyszedł
Dziwnie sie w nim zauroczyłam. Ale na pewno go nie kocham. Wiem co to miłość. Taka jak Dona i Niny, czy taty i Diny.. Te siostry mają szczęście. Też bym tak chciała. Chciaż ten dyrektor jest przystojny i bogaty, a ja piękna i też bogata.. Doskonała z nas para. Ale ja nei pozwolę na za wiele. Co mu powiedzialąm? Za 4 dni. Mam całkowicie wolny dzień! Nie musze sie zwalniać. Ale spokojnie. To tylko zwykła kolacja. Na razie musze pozbyć sie kwiatów.
Chciałam zanieść je w wazonie do pokoju taty. Gdy wchodziłam, nei zauważyli mnie. Jak Don i Nina. Ciekawe, kiedy ślub?
-Musze już iść-szepnęła Dina gdy byłam w salonie-Powiedz Kasandrze, kiedy nasz ślub
NAjpierw wyszła Dina.
-Pa-powiedziałam
-Pa
-Kasandro. Mój i Diny ślub będzie za miesiąc.
-Dokładnie?..
-13 listopada.
-Dobrze.
-Kiedy obiad?
Tat był strasznie młody. O 10-20 lat starszy ode mnie. Było to dziwne uczucie. Ale.. musiałam.
-Za godzinę. Alexowi odgrzeję.
-Wraca później?
-Tak.
Mógłby sie zainteresowac swoim synem. Ja, siostra Alexa, musze o niego dbać i wszystko wiedzieć, a on, jego ojciec nawet nie wie, że wraca później.
-Wiesz co podpisałeś?
-Tak. Zgode o przeniesienie Alexa do szkoły dla uzdolninych uczniów.
-SDUU zwaną też SS(szkoła spacjalną)
Poszłam na górę. Ale mi sie czas dłuży... Chciałąbym pracować w dzień. Nie mam co robić.
-CZeść-powiedziała Karolina
-Co tu robisz?
-Przyszłąm, nudzi mi się. Mogłybyśmy pracować w dzień, nie mam co robić.
-Dokładnie tak samo uważam! A jak Sandra?
-Dobrze. Wróciła i powiedziała: Mam dość facetów. Zostaw to, ja ugotuję obiad. Jakby ją ktoś zmienił!
Milczałyśmy dłuższą chwilę.
-Stałam się jakby mądrzejsza po tym elkisirze-powiedziała Karolina
-Nei tylko piękniejsza.... JA też. Dziwne, nie?
-Tak. Sorki, musze lecieć. pa
-pa
CDN.

Zizej
11.11.2004, 18:55
Rozdział 2-Czy to ona?


Ania weszłą w podwórze starej kamienicy.To tutaj mieści się ulubiona kafejka Marty.Otworzyła stare,skrzypiące i drewniane drzwi.Weszła po shcodach an 1 pięro.Cała klatka schodowa była zaśmiecona.Cała kamienica była obskórna, ale Zawi bardzo lubi to miejsce.
Wchodząc do kawiarenki poczuła miły zapach.Tutaj nie jest tak jak na zwenątrz.Rozejrzała się po holu.Nigdzie nie było jej koleżanki.Weszła dalej.
-O,Ty jestes koleżanką Zawi?Nie ma jej u nas dzisiaj, aż sam sie zdziwiłem.-zaczepił Anie jakiś dorosły mężczyzna.
-Każdy ją tutaj zna...Nic dziwnego ona jest bardzo towarzyska.-myślała dziewczyna.
-Nie ma jej?Szkoda.A nie wie pan może kiedy będzie?-spytała niepewnie.
-To ty nie wiesz?Więc skąd ja mam niby wiedzieć?-facet był bardzo rozbawiony.
Ania odwróciła się w stronę wyjścia.
-Ej poczekaj!Jak ją spotkasz to poiwedz jej że Marek ją szuka.-zaśmiał się mężczyzna.
-Dobrze, Do widzenia.
-Do widzenia!Hahahah...
Wyszła statmtąd z ulgą.Wszystko jest dziwne.Ten facet...Ale najgorsze jest to, ze wspomniał coś o jakimś Marku...Kim on jest?Czemu Marta jej o nim nie poiwedziała?Tak wiele było pytań w głowie Ani.Na żadne jednak nie umiała sobie odpowiedzieć.Ale wiedziała kto odpowie.
Marta!Tylko gdzie jej szukać?
-No jasne!-klepnęła się w czoło.-Jaka ja jestem głupia!Napewno poszła do domu...-tam właśnie skierowała swoje kroki.Gdy zadzwoniła do drzwi nikt ich nie otworzył.Dopiero teraz straciła nadzieję.Stała na ulicy rozglądając się wokół siebie.Nie wiedziała gdzie ma iść.Zazwyczaj siedziałaby teraz u Marty w domu.Nie chciała wrócić do swojego domu.Tam było pusto.Szła tam tylko gdy musiała.Jej matka i ojciec pracowali przez cały dzien.Rano znajdowała na stole pieniądze na jedzenie.
Postanowiła więc iść na spacer do parku.Tutejszy park jest bardzo mały i można go przejść w ciągu 3 minut, mimo to jest on bardzo lubiany przez młodzież.Gdy wchodziła właśnie północną stroną, zauważyła na ławce Marte.Siedziała sama rysując coś w zeszycie.Ania podeszła do niej cicho.Dosiadła się, niezauważona.
-Co rysujesz?-spytała nagle.
-O matko!Anka!Ale mnie wystraszyłaś-Marta złapała się za serce.
-Sorry, przecież wiesz że nie chciałam!-przeprosiła ją z lekkim uśmiechem, że udało się jej ja przestraszyć.
-Dobra, dobra.Rysuje to drzewo, o widzisz?-wskazałą na wielki stary dąb.Był duży i rozrósł się bardzo.
-No, no no!Nieźle ci to wychodzi...-pochwaliła ją.Wiedziała że jej przyjaciółka bardzo lubi komplementy.
-Dzięki.Siedze tu już dość długo, więc mam jeszcze troche rysunków.
-Długo?Od kiedy uciekłaś z lekcji?-Ania postanowiła przejść do sedna.
-Taak...Nie...Najpierw poszłam do domu po ołówek i blok.-Marta odpowiedziała bardzo spokojnie.Nie miała ochoty na kłotnie.Chciała być miła, wstydziła się bowiem trochę swojego rannego wybuchu złości.
-Ach tak?Nie obchodzi Cię to, że Szafrańska powiedziała, ze wezwie twoich rodziców?
-O matko...Anka, nie mam ochoty się z tobą kłócić.A to co powiedziała Szafrańska wcale mnie nie obchodzi...Robicie wielką afere, że mnie na paru lekcjach nie było...Gdym codziennie do szkoły nie przychodziła to rozumiem.Ale to jeden dzień!
-Takie dni ci się zdarzają coraz częściej!
-Wiesz co?Odwal się ode mnie!Nie martw się o mnie.Od tego mam matkę.-Marta zebrała swoje rzeczyi ruszyła ku wyjściu z parku.
-Zawi!Zawi, poczekaj!Ja nie chciałam!-Chciała dogonić przyjaciółkę, ale ta nie odwrociła się nawet.
-Nie poznaje jej...-powiedziała sama do siebie Ania.

Marta weszła do domu ciągle jeszcze wkurzona na Ankę.
-Co ona sobie wyobraża?!Będzie mnie pilnować?!-mowiła do siebie krojąc chleb.
-Siemka mała-to był brat Marty, Jarek.Jarek ma 17 lat.Zawsze trzymał sie blisko siostry.Nigdy się o nic nie kłócili.Te dobre stosunki mieli jednak tylko między sobą.
-Przestań.Nie mam ochoty na wygłupy-dizewczyna była tak wściekła, że chciała się na kimś wyżyć.
-Ej!Co jest?Czy ja ci coś zrobiłem?Bo sobie chyba nie przypominam.
-Odwal się co?Tak zrobiłeś.Wszyscy jesteście okropni.-wybiegła do swojego pokoju, prawie płacząc.Mięła się w drzwiach z Zuzą, jej starszą siostrą.Za Zuzą nie przepada reszta rodzeństwa.Dziewczyna słucha hip-hopu i popu, muzyki która jest znienawidzona przez Martę,Jarka i Olę ich młodszą siostrę.Zuzia uważa się za skejta.Jednak częściej ubiera obcisłe biodrówki,bluzeczki i mini spódniczki.
-Co jej jest?-spytała z niesmakiem.
-Idź sobie lepiej posłuchaj Britnej Spirs-przedrzeźniał ją brat.
-Daj sobie spkój co?Ugh!Ja oszaleje chyba w tym domu!-i również wyszłą z kuchni.
-Co z nimi?-zapytał kolejnej wchodzącej do kuchni siostry, Oli.
-Nie mam pojęcia...I nie będe się ich pytała!One uważają, że jestem jakaś niedorosła!A ja mam przecież 11 lat!-i jako następna uciekła.
-One mają chyba zbiorowy okres.-speszył się.Zabrał się za przygotowywanie kawy.Po czym udał się do salonu, żeby pooglądać telewizję.

jeszcze raz sorx za literowy ale jakos specjalnie nie chce mi sie poprawiac :D

Virgin
11.11.2004, 19:39
Rozdział 2 "Urodziny"
Za tydzień są moje 13 urodziny. Mama pozwoliła mi urządzić przyjęcie urodzinowe. Mam jeden problem kogo zaprosić.Hmm. Może zaprosze Patricie, Madison, Marka, no i jeszcze Paula.
Za godzine idziemy z mamą zamówić torta, kupić zaproszenia i balony no i możę jeszcze coś.
-Mary ubieraj się zaraz idziemy.
-Dobrze. Zapraszam tylko cztery osoby. Ok?
-Dobrze zaproś ile chcesz.
Po powrocie wzięłam się za pisanie zaproszeń pierwsze było dla Patrici.
Droga Patricio!
Chciałam cię zaprosić na moje 13 urodziny.
Odbędą się one 20 grudnia na ulicy Kars
o godzinie 3am.
Mary
p.s: Możesz mi kupić jakieś zwierzątko.
Napisałam ,że może kupić mi jakieś zwierzątko ,bo mama nie chce kupić.
Teraz musze wybrać strój. To? Nie. Może to. Tak.Wybrałam czarną bluzkę bez jedengo rękawa i dżinsową spódnieczke miniówke. Tydzień poźniej. Już dzisiaj jeszcze tylko 2 godziny ,a torta nie przywieźli co się stało ja chce mojego torta za 10$. Te pieniądze były moje i chce tego torta. Aaa!!! Boże jak ja się podniecam . Mama powiedziała ,że 2 osoby mogą zostać na noc ,bo ona z tatą jadą do babci na jeden dzień . Tylko jakie? Już 3.20. Wiem na noc zostanie Patricia i Madison zrobimy sobie noc duchów. Żartuje. Ale z nimi zawsze jest ciekawie.Drrrr!! Aaaa!! Już idą.
-Cześć Paulo. Wejdź.
-Cześć. Madison już idzie.
-To super.
Paulo jest najładniejszym chłopakiem w szkole. Mi się chyba podoba najbradziej ze wszystkich dziewczyn. Madison moja koleżanka od 3 klasy. Patricia znam ją od przedszkola. A Mark kolega ,którego też znam od pszedszkola.
-O! Cześć.Madison. A gdzie Patricia i Mark?
-Nie wiem jak zwykle się spóźnią.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Idą. Hej.
-Wejdźcie.
-Wszystkiego najlepszego.-Powiedziała wręczając mi prezent Patricia.
-Oh. Jaka ładna.
Wiedziałam kupiła mi piękną papugę wraz z klatką. Kurcze gdzie ten tort. Drr!!
-Dzień dobry.
-Czy to pani Mary?
-Tak.
-Prosze torta.
No wreście. Po przyjęciu została Madison i Patricia ,ale tylko na 2 godziny.
-To co porobimy?-Spytałam kiedy nagle drzwi do mojego pokoju się otworzyły.
-Kto to? Przecież Tom i Jackie są u swoich dziewczyn. A Kate i Jamelia pojechały z mamą.
-Aaaaa!!!!!!-Zaczełyśmy krzyczeć przerażone.
-Dobra może to przeci...-Nie dokończyłam ,bo otworzyło się okno.
-Kto to? Kim jesteś?-Powiedziała Madison.
-Duchem.-Odpowiedział ktoś kto miał bardzo podobny głos do Jackiego.
-Jack. Wyłaź z tamtąd.-Powiedziałam spokojnym głosem.
-Ja nie jestem Jack.
-No to kto?-Spytała Patricia.
-Tommy.-Odpowiedział wstając.
-Ty paskudo.
Miałam rację to był Jack. Nastraszył nas.
-Dziewczyny weźmy poduszki i na niego. Ok?-Spytałam.
-Ok.-Odpowiedziały.
-Aaaa!!!- Zaczełyśmy wrzeszczeć goniąc Jackiego to był najlepszy wieczór w moim życiu.



Wiem ,że strasznie gupie i tysiące błędów :DD

Zong
11.11.2004, 22:02
Pamiętnik Kasandry odc. 15
..i stało się. Stałyśmy sie mądrzejsze. Wszyscy się nami zachwycali no i naszą "mądrością". Dostałyśmy awans. Teraz głupia teoria od 8 do 14. Będziemy się uczyć co z czym wolno mieszać, czego nie... Nuda.
Zostałam w pracy. Nie było sensu wychodzić na pół godziny. Teraz jest 16, jesteśmy po obiedzie.
-Kasandro!-usłyszałam
-Tak, tato?
-Zmiana planów. Ożenię się z Diną w przyszłym roku, 13 stycznia.
-Dlaczego?
-Postanowiliśmy wspólnie, że potrzebujemy więcej czasu.
-Acha.
Cztery dni się ciągnęły i ciągnęły, nawet w pracy było nudno, mimo to, że siedziałam w ławce z wesołą Karolinką. Nagle przypomniałam sobie, że dziś o 18 przyjedzie po mnie dyrektor Alexa. Szybko sie przygotowałam i zeszłąm na dół.
-Gdzie idziesz?-spytał tata
-NA kolację z dyrektorem Alexa. Zaprosił mnie. Chyba umiesz zrobić sobie kolację?
Byłam coraz bardziej złośliwa wobec taty.
O 17.59.59 przyjechała piękna, czarna limuzynka. Wysiadł z niej dyrektor i otworzył mi drzwi. Częstował mnie wykwintnymi potrawami, wspaniałymi winami, ale odmówiłam
-Chyba jedziemy na kolację?-pytałam
Powiedział mi, że się nazywa George Coin (czyt. Dżordż Kojn). Zawiózł mnie do najdroższej restauracji. Grała muzyka, były znane osobistości, podawona wykwintne potrawy... Czułam się ogromnie nieswojo. O wiele lepiej było mi w małej jadalni, czy ajk kiedyś jadaliśmy, w ogródku. Mógłby mnie zawieźć do swojego domu, małej restauracyjki, ale nie tu.
-Pójdziemy stąd?-zapytałam szeptem
-Coś ty!
-Czuję sie nieswojo.
-Ale...
-Chodzmy stąd!
-To tylko godzinka... Prosze cię, wytrzymaj.
-No dobrze.
Gdy kończyliśmy George złapał, lepiej bym powiedziała ujął, moją rękę i szepnął:
-Kocham cię.
Wyrwałam z uścisku rękę. Starał się go lekceważyć, ale powtórzył:
-Kocham cię!
Nie mogłam wytrzymać.
-A ty?-dodał po chwili
-NIE!-powiedziałam i wyszłam z restauracji. Lekceważyłam go. Poszłam szybko do domu. Miałam go dość. Teraz siedzę i myślę czy dobrze zrobiłam. Moze go kocham? muszę sie zastanowić, ale to nie jest łatwa decyzja. Moze będzie z nim tak, jak z Donem?
Minęły dwa miesiace (bez czterech dni). Pzremyślałam wszystko. Zaczynam za nim tęsknić. A on?
W pracy nadal uczymy sie tej nudnej teorii. Nawet Karolinka jej nie rozweseli. Kiedy dostaniemy awans?
Kontakty Diny i taty są bardzo dobre. Często się spotykają, długo rozmawiaja w samotności, kto wie co tam robią?
Mimo to tata nie opuszcza nauki. Czasem całymi dniami prowadzi eksperymenty.
Wrócił Jaś Nowak. Tata, cały w weselu, często gra z nim w szachy.
Alex uczy się bardzo dobrze, mimo wysokich wymagań.
Nina i Don wzięli ślub. Nie zaprosili nikogo z naszej rodziny. Byłą na nim tylko Dina, rodzice Diny i Niny oraz rodzice Dona. Tak, bez naszych pieniędzy nei mają za co wyprawić wielkiego wesela. Tylko rodzina.
Sandrze powodzi się dobrze, Karolinie także.
Ogólnie wszystko dobrze. Tylko ja. Ja jestem smutna.
Dziś środa. Mam dzień wolny. Karolina choruje. Dina... Dina rzadziej ze mną rozmawia, kontaktuje się. Tylko tata. Zeszłam na dół. Byłą dziewiąta, Alex w szkole, Dina z tatą w jego pokoju.
CDN.

Cocaine
11.11.2004, 22:15
Fajne te wasze a Zogusia w szczególności!!
Magdzia odc. 5
Tasha upadła na ziemię jak ugodzona nożem.
- Nie wygłupiaj się. - ironicznie zaśmiała się Magda.
- Ał...ał wezwijcie pogotowie.....- jęczała leżąca na ziemi Tash. Na nieszczęście tuż obok przejeżdzała Amy.
- Czesc!! Zrobili nam dzis dzień wolny, Co to za zamieszanie? - spytała jednym tchem
- Ja...uderzyłam....uderzyłam tash w żebra.
- Cośty jej zrobiła!! O nie, ona dostała pełnegop ataku!! - dopiero teraz spostrzegłam co się dzieje z Tashą. Tash leżała na ziemi. Jej głowa waliła o beton i odbijała się jak piłka. Oczy były wywrócone bialkami a z buzi ciekła jej piana.
- Ona ma padaczkę? - spytałam
- Tak!! I wyciszacz choroby ma właśnie w ostatnim żebru...nie mówiła ci? - spytala Amy Magdę i pobiegła do sekretariatu.
0- MOżna skorzystać z telefonu? - zapytała Amy a ja podsłuchiwałam.
- Oczywiście. CO się stało na dziedzińcu? - zapytała nagle dyrektorka.
- Tash dostała ataku padaczki. - usłyszała Magda i po chwili siedziała skulona w szkolnej toalecie. Dopiero kiedy usłyszała wycie syren odważyła się wyjść na zewnątrz.
- Ona z tego wyjdzie? - spytała Gupio.
- Może...ale nie jesteśmy pewni....- odparli lekarze pakując ją do karetki.
- Nie, to nic nie da!! Zanim ją dowieziemy do SimKrakowa ona umrze!!
- COOO? - wrzasnęła Magda i wybuchnęła płaczem.
- Tak, kochanie wzywamy helikopter. - powiedziała miła lekarka.
- SimKrk Simkrk zgłoś się!! - usłyszeli wszyscy zgromadzeni.
- Tu Simkrk Tu simkrk slucham?
- Prosze podleciec pod gimnazjum w Adzie przypadek padaczki, bardzo ciężki, już jest w bardzo zaawansiowanym stadium /
- Szybko już lecimy zgadzamy się!! - usłyszeli wszyscy. Nagle lekarka krzyknęła:
- Ona traci oddech!!
-Respiracja, rurka nr. 14 dawać szybko!! - wydawali polecenia.
- Jesteśmy na d Adzą!
- Pod szkołę pędem!! - wkrótce wszyscy ujrzeli nadlatujący żółty helikopterek.
- Proszę się odsunąć!! - zagrzmiało z góry. Wszyscy z Magdą włącznie odbiegli na bezpieczną odległość pod szkolny ganek. Helikopter wylądował. Lekarze szybko wyskoczyli z niego i podbiegli do Tashy. Amy pobiegła do nich .
-Naprawdę tak ciężki stan? - uslyszała Magda.
- Nie wiemy czy doleci żywa. - odparli oni co kompletnie załamało Amy i ona też wybuchnęla płaczem. Wszyscy zaczęli ją pocieszać że to najczarniejszy scenariusz ze wszystkich możliwych
- Wszystko przez ciebie!! Jeśli Tasha wyzdrowieje ma szlaban na spotkania z toba!! - wykrzyczała jej w twarz Amy. Nigdy nie była równie wściekła.
- Ale ona żyje. ....
- A skąd wiesz czy doleci żywa!!
- Domyślam się, bo jestem cholerną optymistką!! - krzyknęła zdenrwowana Magda i usiadła wysoko na poręczy.
- Boję się o nią!!
- Amy nie płacz. Karetka jest dalej na dziedzińcu to dowiemy się.
- Gimnazjum Adza gimnazjum Adza odbiór.
- Tak>
- Pacjentka Tasha....

Zong
11.11.2004, 23:27
Twoja, Karusiu,... cudowNa!!!!!
Pamiętnik Kasandry odc. 16
..wyszłam przed dom.
-Dzień dobry, pani Kasandro!
-A dzień dobry-powiedziałam listononoszce, będącą jednoczeście gazeciarką-Wiesiu, dostałaś awans?
-Tak, proszę pani!
-Należał ci się!
-Poczta dla pani. Do widzenia.
-Do widzenia.
Oglądnęłam list. Nie był to rachunek. Pisało wyraźnie: Kasandra Ćwir. W końcu otworzyłam mocno zaklejoną i zapieczętowaną kopertę.
"Kochana Kasandro!
Życie bez Ciebie straciło sens. W ogóle nie wiem, jaki miało sens zanim Cię poznałem. Chodzę smutny, cały czas w uszach mi brzmi Twoje "nie"... Gdy tylko widzę Aleksa chcę płakać, ale powstrzymuję się. Nie wiem co pisać. Moja miłość do Ciebie jest piękna, ale Ty jej nie chcesz. Nawet Ci nie podałem mojego prawdziwego nazwiska. Nie nazywam się George Coin, ale Karol Engeln (czyt. endżeln; z akcentem na dże).
Karol"
Usiadłam. Uświadomiłam sobie, że go kocham. POszłam do szkoły Alexa.
-Gdzie jest gabinet dyrektora?-zapytałam faceta wyglądającego na woźnego
-Pani w sprawie jakiegoś ucznia?
-Nie pana interes. Gdzie jest gabinet...
-Prosto i na lewo, pokój nr. 7.
Weszłam do gabinetu. Zobaczyłam Karola.
-Cześć-powiedziałam nachylając sie nad nim. Szepnęłam mu "kocham cię"
Pocałowaliśmy się. Gdy wyrwałam się z jego objęć powiedzialam:
-Ale nie musisz przestawać pisać do mnie pięknych listów.
-Przyjadę po ciebie.
-Nie trzeba, kochanie.
-Ale...
-Przyjdz. Przejdziemy się. Pa.
-pa.
Wybiegłam ze szkoły. Wiedziałam, ze za chwilę zadzwoni dzwonek, a nie chciałam żeby ktokolwiek mnie zobaczył.
-Cześć tato-weszłam do jego pokoju-Co robiłeś?
-ee... Siedziałem z Diną.
-Wiesz... Poznałam fajnego chłopaka..
-Nie masz dość facetów?
-Miałam. Ale zakochałam się. To Karol Engeln, dyrektor Alexa.
-CO?
-To on sie we mnie zakochał, tato. Ja w nim dopiero po 2 miesiącach.
-A.. Ale..
-Co ale?
-Nic. Mam nadzieję, że z nim nie będzie jak z Donem.
-Nie. A jak z Diną?
-Chcielibyśmy wcześniej ślub, rozumiesz..
-Tak. Kiedy?
-Za pół miesiąca. Zaproszenia już rozesłane. Wszystko kupione.
-Acha. Wezmę urlop. I powiedz swojej narzeczonej, ze ona zaniedbuje naszą przyjaźń. A ja tak bym chciała...
-Dina cały dzień spędzi u nas. Teraz gotuje obiad. Potem chce z tobą pogadać. Do wieczora.
-Naprawdę? Tak się ciesze, tato!-pocałowałam go w policzek-Pa, ide do niej
-Pa-powiedział i zaczytał się w jakiejś książce o szachach.
CDN.

Zózga
12.11.2004, 21:44
Rozdział 1 - Kiedy sierocińca nadejdzie kres?!

godzina 19.27.
Sierociniec w Moorthtown.
Tydzień przed moimi 14-urodzinami.

Nienawidzę urodzin! Wiem, że to dziwne, ale to tylko zależy od tego czy jest się wychowanym w sierocińcu. A ja jestem. To straszne co oni tam robią! Banda Steve'a zawsze daje dziewczynom w prezencie robaki na talerzu, pająki w ubraniach i gąsienice w plecakach. Obrzydlistwo! Dlatego nigdy nie mówię o swoich urodzinach tym... tym... och! Brak mi słów! Zawsze mówię o nich tylko moim koleżankom. Niestety, raz Steve podsłuchał o czym gadałyśmy i teraz zna wszystkie daty naszych urodzin. A tych obawiam się najbardziej, bo 13 to mój pechowy numer... Wolę nie myśleć co się na nich wydarzy. No! Ale rozgadałam się na temat urodzin. Teraz opowiem o sobie:
Mam na imię Mynthy. Jestem wysoką i szczupłą (jeszcze) 13-latką. Mam rude, kręcone włosy i (co gorsza) dziwaczne oczy. To znaczy... Dobra powiem to wam jak najszybciej, choć nie znosze o ty mówić. Jedno oko mam niebieski, drugie zielone...
Marzę o psie, najlepiej owczarku, jednak najbardziej pragnę wyjść z tego sierocińca. W nauce nie idzie mi tak źle. OK! OK! Jestem kujonką! Ale co z tego? I tak pewnie nikogo nie będzie obchodzić jak się uczę. Mam xywę: Szarlotka. Skąd ta xywa? Otóż pewnego dnia (a konkretniej na dzień dziecka) dali nam w szkole szarlotki. Tak je pokochałam, że nie mogłam się powstrzymać i nie dość, że zjadłam swoją to i podkradałam nieco z szarlotki mojej najlepszej przyjaciółki, Pathy. Teraz tak mi wstyd i głupio, że się w głowie nie mieści :wacko: ! Mniam! Mam ochotę na szarlotkę. Oj, muszę kończyć, bo zadzwonił dzwonek na kolację.
Ciekawe, co dziś będzie?

fish
12.11.2004, 22:03
chciałem Was pochwalić :D niektóre opowiadanka naprawde zajefajne. Respect!

Cocaine
13.11.2004, 13:54
Magdzia odc. 5
- Pacjentka Tasha jest w stanie krytycznym. - usłyszeli uczniowie z radiofonu
- czekamy na wiadomości. - powiedziała lekarka.
- Tasha nie żyje. - usłyszeli wszyscy. Amy kopnęła Magdę w brzuch a potem dołożyła jej po nosie. Magda poszła do ubikacji. Postanowiła z tym skończyć. Po prostu miała dość życia w takiej rodzinie, w takim gronie uczniów.
- Magda Żelazo proszona do sekretariatu. - zagzrmiał głośnik na korytarzu. Magda poszła powoli, zapukała do wielkich drzwi.
- Proszę. - usłyszała głos Pani Kantor.
- Dzień dobry ja yy w sprawie yyy...
- Śmierci Tashy. - podsunęła sekretarka.
- Tak. - wyjąkała Magda i popłakała się teatralnie.
- Nie rycz laleczko. Lepiej mi złotko powiedz jak zamierzasz teraz rozwiącać swój problem!! - zarządała Pani Kantor.
- Przeniosę się do innej szkoły. - palnęła Magda.
- oK. kiedy wniesiesz papiery?
- Po pogrzebie Tash.
- Tashy. Nie cieprię zdrobnien. Ona nie ma dwóch latek żeby tak na nią mówić!!!
- Dobrze pani dyrektor. - wyercytowała Madzia.
- A teraz bierz odwrót. Do widzenia.
- Do widzenia pani dyrektor. - powiedziała sztywno Magda i wyszła z pokoju.
- Mogę się zwolnić? - zapytała polonistki Mag.
- Ok. Zwolnij się. Załatw pogrzeb.
-A od czego ma rodzinę!! - wybuchła Magda.
- Dziwię ci się młoda. - powiedziała niegrzecznie nauczycielka.
- Do widzenia. - odparła Magda, zarzuciła torbę i poszła do domu. Po drodze wstąpiła do kiosku.
- L&m-y lighty. - powiedziała Magda i przegrzebała kiesznie.
- 5 zł 40 gr. - powiedziała kioskarka i wydała Magdzie resztę. DZiewczyna poszła do parku i pomyślała że pasmu nieszczęść da się jakoś zaradzić.
- Będziesz wieczorem w domu? - zapytała Magda matkę.
- Nie. Idę z Gosiaczkiem na kontolę. - powiedziała Matka i poszła do płaczącej siostry. Magda wieczorem poszła do sklepu. Kupiła siedem paczek chipsów serowo-cebulowych, fromage i koperkowych oraz maślanych, cztery chleby białe, dziesięć paczek cukierków Geisha, piętnaście bułek z dżemem, serem, makiem i czekoladą, cztery czekolady Milka z orzeszkami i Happy Cows, potem zapłaciła za to wsyzstko z grubego portfela Matki i poszła do domu. Zajrzała do pokoju mamy - bylo czysto. Pokój był czysty, tak samo jak i cały dom. Zjadła szybko to co miała - tyloko czekolady upychała już na siłę. Potem poszła do ubikacji. Robiła to po raz pierwszy....nie wiedziała że może sobie tym zniszczyć życie. Magda uważnie otowrzyła drzwi toalety. Najpierw spojrzała na siebie w olbrzymim lustrze stojącym przy pralce. Była gruba po zjedzeniu tego wsyzstkiego. Magda wsadziła palec do gardła. zwymiotowała to wsztystko i usiadła na posadzce. Matka znalazła ją potem.
- Co ty tu robis?
- Strułam się czymś.
- Choć, zaniosę cię do łóżka, zrobię ci uczynek.
- Nie!! Chciałam powiedzieć, sama pójdę...

Zózga
13.11.2004, 14:13
Fish miały być tylko opowiadania!

Rozdiał 2 - Kara dla Łazienkowiczów

godzina 11.00.
Szkoła w Moorthtown. Apel.
Dwa dni przed moimi urodzinami.

-Drodzy uczniowie! -zaczęła dyrektorka szkoły, pani Whertson.- Dziś odbędzie się apel na temat Waszego zachowania na przerwach. Każdy nauczyciel dyżurujący na przerwie będzie miał specjalny notatnik, w którym będzie zapisywał kto się źle zachowywał... :devil:
-Jak to? -szepnęłam do Pathy. Ona zaś zmarszczyła czoło i przymrużyła oczy jakby chciała powiedzieć "No nie" :ranta: .
Dyrektorka mówiła dalej:
-...Dzięki temu nauczyciel łatwo zapamięta kto nie przestrzegał zasad. Takiej osobie obniży się punkty z zachowania. Regulamin wisi na dolnym i górnym korytarzu. Jednak przeczytam go wam teraz:
Uczniowi odejmuje się punkty za:
1. Bieganie po korytarzu i po schodach (od -3 do -5)
2. Zagrażanie zdrowiu lub ŻYCIA kolegom (od -20 do -40)
3. Zaśmiecanie szkoły (od -5 do -10)
4. Chałasowanie w bibliotece (od -2 do -4)
I to w pewnym sensie wszystko. Jednak jest coś jeszcze:
Uczeń zostaje solidnie ukarany za przesiadywanie bezmyślnie w toaletach. Tu zwracam się do dziewczyn, bo chłopcy raczej nie wchodzą bez powodu do toalety. Dziewczęta, poniosą za to odpowiednią karę. Dowidzenia wracajcie do klas.
Wszyscy się rozeszli. Postanowiłam wracając do klasy porozmawiać z Pathy, więc zadałam jej pytanie:
-Jak myślisz co to będzie za kara?
-Nie jestem pewna, ale chyba się już domyślam, a ty?
-Nie wiem. Powiedz mi jak sądzisz co to będzie?
-Będą nam kazać sprzątać kible i wynosić śmieci!
-To niesprawiedliwe! Od tego są te głupie i obleśne sprzątaczki, a nie my, młode i ładne 14-latki! Nie chcę skończyć jako sprzątaczka! Nie chcę skończyć w śmieciach!
-Ja równierz! Może nie powinnyśmy przesiadywać tyle czasu w toaletach?
-Ale to jedyne miejsce gdzie można spokojnie porozmawiać!!!
-Może w takim razie znajdziemy sobie inn miejsce?
-Jakie?
-Biblioteka?
-Nie. Tam nie wolno hałasować.
-Ech... Nie ma w szkole takiego miejsca.
-No właśnie. Nauczyciele nie mają teraz dla nas serca.
-A mieli kiedyś?
-Faktycznie, nie mieli.
-Poprostu wszyscy nauczyciele to przynudzające zrzędy!
-Nienawidzę ich!!! OOOO!!!! Myślisz, że kiedys poniesiemy taką karę?
-Napewno nie raz i nie dwa, może nawet i nie trzy, ale dla mnie lepsze to niż gorsza średnia.

Sensiqúe
14.11.2004, 11:14
Zonq i Kara sie chwala za story..a ja??? No mnie nikt nie oceni? :P

Pamiętnik Maliszy Sims część szósta:

Środa, 20 lipca, godzina 23.00
Coraz mniej czasu mam, nawet brakuje mi go na prowadzenie pamiętnika...Cały dzień sprzątam, ten dom chyba konca nie ma! Po co takiej samotnej babce taka wielka chata?! Nie wiem... Coraz bardziej mnie ta kobieta denerwuje, do jedzenia nie ma prawie nic..w ciągu dnia mam tylko dwa posiłki, oba zresztą nadzwyczaj skromne. Tu jest gorzej niż w domu dziecka! Tam przynajmniej miałam z kim pogadać.., a tu...jestem ciągle sama. Dłużej tego nie zniosę!! Mam ochotę stąd uciec, ale to bez sensu..znajdą mnie..nie mam do kogo uciekać...Teraz jestem pewan, że dyrektorka domu dziecka chciała mnie wywalić..do byle kogo...
Piątek, 22 lipca, godzina 13.45
Nie wiem czemu, ale naszła mnie znów ta chęć...., to złe uczucie..., tak się wkurzyłam na tą babkę, że mam ochotę ją zabić! Nie, nie mogę...to złe..ja nie mogę...ale chce....ona jest dla mnie niedobra....., a ja sie staram..sprzątam najlepiej jak umiem..jej i tak nie pasuje. Tak, tak chce ja zabić! Ona niszczy mi życie, karząc pracowac u niej za marne dwa posiłki dziennie! Nigdzie wyjść nie mogę, nie mam z kim rozmawiać...coraz gorzej ze mną.....coraz trudniej jest mnie sie opanowac z tych złych mysli...Co się ze mną dzieje?! Wszytsko jest dla mnie takie trudne..nie umiem sobie ze wszystkim poradzić...psychicznie nie wytrzymuje..., wiem że jest ze mna coraz gorzej..staje się zła...mam te złe mysli....chce zabić, znowu...Bo czuje w tym przyjemność. To chore!! Ale prawdziwe.
godzina 1.30 w nocy
Kilka godzin temu znów posprzątałam...., kuchnię...Irenie, tej babce..znowu nie pasowało to jak sprzątam....zaczęła narzekać, krytykowac mnie, dostałam szału! Zaczęłam krzyczeć, kłócic się z nią....wycierałam nóż...taki..duzy nawet....zamachnęłam się w tej wściekłości..trafiłam nim prosto w kobietę....Ona wydała z siebie krótki jęk..cos wyszeptala padając na ziemię, chyba :"przeklinam cie ty dziewucho". I upadła na podłogę, umarła, zaczęła krwawić, chciałam ją jakos ocucić....byłam w szoku....Miałam jej krew na swoich dłoniach, ubraniu....Czułam jak ta czerwona maź spływa po moich palcach....
C.D.N....................