Wróć   TheSims.PL - Forum > Blogi > Meryam
Zarejestruj się Blogi FAQ Społeczność Kalendarz

Komunikaty

Oceń wpis

sam sobie narysuj świat

Napisane 30.11.2015 19:42 przez Meryam

Przez kilka ostatnich miesięcy uczyłam się kultury. Nie powiem, że jestem jakaś super ułożona i nie klnę albo nie kładę nadgarstków na stół podczas jedzenia, ale pracuję nad sobą. Uczyłam się prywatności i tego, że nie każdy musi wiedzieć co się u mnie dzieje (o ironio, ale piszę o tym na forum publicznym ). Uczyłam się własnej wartości, bo od lat miałam zaburzone jej poczucie i uważałam, że zasługuję na cały brak szacunku jaki mnie spotyka. I tak jak nigdy nie wierzę w żadne gadki motywacyjne, tak chyba teraz po prostu uwierzyłam w siebie i w to, że mogę być swoją własną gadką motywacyjną. Wiem, że sporo osób na forum pewnie boryka się z podobnymi problemami co ja, nawet jeśli się do tego nie przyznaje. I mam na myśli problemy natury psychicznej, nie fizycznej. Jednak trzeba pamiętać, że jedno ma wpływ na drugie.
Wracając do tematu, którego... w zasadzie nawet nie przedstawiłam, a chciałam powiedzieć o tym jak pracowałam (i pracuję) nad sobą. Jak poczuć się lepszym sobą? Nie chcę tu świecić za przykład, ponieważ akurat do tego się nie nadaję, ale myślę, że może część osób weźmie sobie to do serca i przynajmniej spróbuje popracować nad swoim charakterem, ponieważ, wbrew pozorom, mamy na niego wpływ.
Zacznę może od tego, że przez całe życie miałam zaburzony system własnej wartości. Starałam się przypodobać ludziom, pokazać im jaka to jestem fajna przy okazji stając się kameleonem, który dostosowywał się do środowiska. Miałam przy tym ciągle swoje zdanie, ale starałam się podejść do wszystkiego dyplomatycznie, żeby nie zrazić nikogo innego. I to był chyba pierwszy błąd, że nie stawiałam siebie na pierwszym miejscu, a wręcz na ostatnim. Ważne, żeby innym było "dobrze", ja mogę poczekać. No właśnie nie! W pewnym momencie uznałam, że to chyba zaszło za daleko. Próbowałam puszczać mimo uszu pewne dosyć wstrętne uwagi (m. in. te wspomniane w poprzednim wpisie). Kiedyś pewnie bym nawet na nie przytaknęła, z czasem zaczęłam je ignorować. I myślę, że to był ten początek zmian, kiedy uświadomiłam sobie, że nie warto karmić trolla, nie warto dyskutować z idiotą i zniżać się do jego poziomu. Dopiero niedawno pozwoliłam sobie na to, by się przeciwstawić i uważam to za swój mały, osobisty sukces. Kolejny raz doświadczyłam sytuacji, w której ktoś obrażał moje wierzenia, miejsce pochodzenia, moje poglądy, i powiedziałam "dość tego". Uznałam, że nie pozwolę na to, by traktowano mnie bez grosza szacunku, bo jestem warta więcej niż to i nie muszę tego słuchać, a tym bardziej znosić.
I tu chyba muszę przejść do tego, że uczę się kultury. Kiedyś na taką sytuację, tak jak mówiłam, pewnie nawet bym przytaknęła. A jeśli nie, to pewnie stałabym się jednym z tych internetowych pośmiewisk, w których czytamy kłótnie dwóch gimbusów - i ja takim gimbusem byłam. Byłam hejterem i byłam strasznie tępą dzidą w tym wszystkim. Wychodziłam z założenia, że jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, to zasługuje na obelgę albo na to, żeby po nim zjechać po całości. Drugi błąd. Każdy, nieważne jak tępa ta osoba jest, zasługuje na szacunek. Nauczyłam się, że muszę działać zgodnie z własnym sumieniem przy uszanowaniu zdania innych. Było ciężko, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nadal dotykały mnie pewne obelgi, ale przez to też uświadomiłam sobie ile zyskuję w oczach innych będąc kulturalna na przykładzie osób, które brakiem kultury traciły w moich oczach. Dotarło do mnie, że jeśli ktoś jest niekulturalny - to jego sprawa, ale to co JA mówię, świadczy o MNIE. A chcę, żeby świadczyło jak najlepiej. Nie chcę wyjść na gbura, chyba nikt nie chce. Więc nauczyłam się dyskutować ze spokojem i kulturą. O dziwo, nauczyłam się używać mniej sarkazmu, a chyba być bardziej poważną w swoich wypowiedziach. Albo może inaczej, sarkazmu używam nadal, ale staram się go używać bardziej subtelnie. Czy mi się udaje? - to zupełnie inna kwestia I dziś znów spotkała mnie obelga w moją stronę i jestem niezwykle dumna z siebie i z tego, jak "stylowo" wybrnęłam z sytuacji. Nie zignorowałam obelgi, bo zasługuję na więcej niż to. Nie przytaknęłam, bo to byłoby głupotą. Ale ze spokojem wyjaśniłam, że nie muszę tego słuchać i nie muszę rozmawiać z ludźmi, którzy nie okazują mi szacunku. Bo ja się staram, naprawdę, staram się przynajmniej traktować ludzi z szacunkiem, jakimikolwiek debilami by nie byli i cokolwiek bym o nich nie sądziła. Ale nikogo nie obrażam, nie obgaduję, jeśli mam z daną osobą jakiś problem, to idę bezpośrednio do niej, nie przez pośredników i nie przez obgadywanie załatwiam sprawy (i to jest kolejny mały sukces - nauczyłam się sama załatwiać własne sprawy ). Jeśli mam coś do powiedzenia, to mówię to na głos i do osoby, której to dotyczy. I według mnie na tym polega kultura. Przeklinanie i maniery swoją drogą, ale to, w jaki sposób traktuje się ludzi, to świadczy o kulturze.
Jeśli zaś chodzi o prywatność, to wspominałam o tym zarówno w poprzednich wpisach, jak i w kilku postach na forum czy komentarzach pod wpisami innych osób - nauczyłam się stosować zasadę ograniczonego zaufania. Potrzebowałam do tego złamanego serca, utraty przyjaciół, afery na całą szkołę ze mną w roli głównej, ale chyba wreszcie wiem, że nie wszystko mogę powiedzieć wszystkim. Niektórzy pewnie zauważyli, że jestem dosyć otwartą i bezpośrednią osobą i mówię to co myślę. Uważam to za swoją dobrą cechę, bo osobiście cenię szczerość, nawet do bólu. Ale zauważyłam, że ludzie lubią mówić o sobie i to jest kolejny błąd, który popełniłam. Kiedy się z kimś rozpoczyna rozmowę, to zazwyczaj używa się sformułowań typu "Co słychać?", "Co u ciebie?", "Jak się masz?". Ja reagowałam na te słowa lawiną słów. Jeśli u mnie było dobrze - każdy musiał wiedzieć, że jestem uradowana z jakiegoś powodu. Jeśli było źle - mówiłam każdemu, co jest nie tak. Każdy wiedział co u mnie, każdy wiedział, kogo nie lubię, kogo lubię, w kim się bujam, kogo obgadałam, itd. Zadawałam się z każdym i z nikim. Żadna z tych osób nie okazała się warta tego zaufania jakim ją obdarzyłam. Dlatego myślę, że przyjaciół jednak trzeba sobie dobierać i selekcjonować; pamiętać o tym, że nie każdy zachowa twój sekret, ale też o tym, że nie każdego to zwyczajnie obchodzi.

Ta bajka nie ma morału, może poza tym, że możemy kształtować siebie. Ale nasz charakter to nie tylko to, co my sądzimy sami o sobie, ale też to, jak nas widzą inni. Im lepiej mnie widzą inni, tym lepiej ja się czuję ze swoim charakterem i tym bardziej czuję, że idę w dobrym kierunku. I tym bardziej uczę się na błędach. Nie każdy musi mnie lubić, żebym ja lubiła siebie. A wolę siebie taką. Może bardziej zamkniętą, bardziej skrytą i mniej "lubianą przez wszystkich", jednak bardziej zgodną sama ze sobą. Ci, którzy mnie nie lubią - trudno, przecież nie muszę z nimi rozmawiać, nie muszą mnie lubić, i tak znikną z mojego życia. Ci, którzy mnie za to cenią - świetnie, cieszę się, że mam takich ludzi, którzy mnie cenią za mój charakter, nie za żadne inne czynniki.
Bo ja to ja. Ja zawsze będę sobą. Czy Ty jesteś sobą?
Napisane w Bez kategorii
Odwiedzin 1689 Komentarze 2 Edytuj tagi
« Poprzednia     Główny     Następny »
Komentarzy 2

Komentarze

  1. Stary komentarz
    Avatar KarolinaJ
    Dobre pytanie zadałaś. Czy ja jestem sobą? Nigdy nikim innym nie byłam i dlatego w gimnazjum i liceum bywało różnie - jako ta niedopasowana do grupy, broniąca własnych poglądów i nieprzejmująca się tym, że ktoś mnie nie lubi nigdy nie miałam aspiracji bycia w "szkolnej elicie". A przecież jakie to jest dla niektórych ważne gdy ma się te naście lat. Fakt faktem często potrafiłam się odgryźć kiedy ktoś wybitnie działał mi na nerwy ale bardziej to było coś jak reakcja obronna, nigdy bezpodstawny atak. W miejscach w których pracowałam i w tym, w którym pracuję obecnie też miałam styczność z różnymi ludźmi. Byli tacy co nie mogli wytrzymać kwadransa bez obrobienia komuś czterech liter ale też i tacy, którzy mówili wprost jeśli coś do kogoś mieli. Jak wszędzie, różnych ludzi się spotyka. Czytając Twój wpis zaczęłam się zastanawiać jak by wyglądała praca w takim miejscu gdzie konflikty rozwiązuje się między sobą zamiast szeptać po kątach. Kurcze, wtedy człowiek z chęcią chodziłby do roboty Atmosfera w pracy ma bardzo duże znaczenie, więc gdyby tak każdy zaczął z szacunkiem traktować innych to jakie życie byłoby piękne
    Praca nad sobą, nad poczuciem własnej wartości to długotrwały proces ale moim zdaniem warto. Pewnie, nie każdy to doceni ale najważniejsze, jaki wpływ to ma na nas samych - chociaż ekspert ze mnie żaden, mogę mówić jedynie z własnego doświadczenia. Czasami jest to trudne, szczególnie jeśli nie mamy w nikim wsparcia, człowiek zaczyna powątpiewać w słuszność tego co robi, w co wierzy... ale na szczęście takie chwile zwątpienia mijają Udając kogoś kim się nie jest, dopasowując się, być może można mieć znajomych na pęczki ale tylko będąc sobą można znaleźć prawdziwą przyjaźń i po prostu być szczęśliwym I tym optymistycznym akcentem zakończę

    Pozdrawiam
    Napisane 01.12.2015 00:00 przez KarolinaJ KarolinaJ jest offline
  2. Stary komentarz
    Avatar Mroczny Pan Skromności
    Na "bycie sobą" trzeba jeszcze wziąć małą poprawkę - każdy ma wady. Dojście do tego zajęło mi wbrew pozorom naprawdę sporo czasu. Rzecz w tym, że podejście "jak ktoś mnie nie lubi to jego problem" zakłada, że ja już nic nie muszę zmieniać w sobie. Poza tym, nie jest łatwe znalezienie złotego środka pomiędzy przesadnym martwieniem się o to, jak postrzegają mnie inni a totalnym wyje**niem. Nie zgadzam się z tym, że szczerość zawsze jest najlepsza. Jako przykład podam siebie i mój mały konflikt z nauczycielem w liceum. Nauczyciel ten był, nie będę owijał w bawełnę, wysoce niekompetentny. Nie potrafił zaskarbić sobie mojej uwagi na zajęciach. Nie mając nic lepszego do roboty, mówiąc krótko, cisnąłem bekę przez trzy lata na każdych jego zajęciach. Najpierw poszedł na mnie naskarżyć, gdy pogadanka z wychowawcą niewiele pomogła (chociaż starałem się, ale po prostu nie potrafiłem się powstrzymać) zaczął otwarcie się ze mną kłócić. Podczas jednej z takich "kłótni" (raczej to on krzyczał a ja starałem się nie śmiać) kazał mi się leczyć psychiatrycznie Kto miał rację? No cóż, przykro mi to mówić, ale on miał rację. Jakkolwiek jego zajęcia były beznadziejne, tak moje zachowanie wcale nie było lepsze. Dlatego, że nie udawałem nikogo innego w sytuacji, gdy wskazane było udawanie zdrowego psychicznie człowieka, który przynajmniej nie przeszkadza nauczycielowi w wykonywaniu jego pracy. To może taki przesadzony przykład, bo raczej nie taki był przekaz. Ale uznałem, że warto o tym wspomnieć, bo chyba każdy "początkujący" w pracy nad sobą będzie miał pewien problem z wyczuciem tego złotego środka. Ja sam mam z tym problem, a próbuję go znaleźć od bardzo dawna.
    Grunt to nie naginać własnych zasad tylko po to, żeby dopasować się do towarzystwa. Nauczyciel w szkole to z zasady ktoś, kto nie musi znać mojego prawdziwego "ja". Co innego rówieśnicy, osoby, które widujemy na co dzień. To są ludzie, którzy albo pozostaną z nami, albo odejdą w zapomnienie. Przez moje długoletnie problemy z "odnalezieniem siebie" (brzmi to tandetnie, ale nie mam w głowie żadnego lepszego określenia) teraz nie ma w moim życiu dosłownie nikogo z czasów podstawówki/gimnazjum, chociaż znalazłoby się kilka osób, z którymi chętnie podtrzymałbym kontakt. Z tym, że te osoby nie wiedzą, kim tak naprawdę jestem. Prawdopodobnie ja też nie wiem, kim oni są.
    Generalnie zgadzam się z tym wpisem, chociaż uważam, że trzeba doprecyzować kilka rzeczy. Bycie sobą, a "maska społeczna" (to chyba tak się nazywało na wosie) to dwie różne sprawy i to, że czasami trochę poudaję, nie jest niczym złym. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy udawanie na pewno nie wyjdzie mi na dobre.

    Chyba najważniejsze stwierdzenie, jakie tu padło, to o tym, że należy szanować każdego, bez względu na wszystko. Nawet jeśli znajdzie się ktoś, kto mnie nie uszanuje, to moje sumienie będzie czyste.
    A propos tej szkoły, to zawsze mnie bawiły te sytuacje, gdy ktoś nauczycielowi nie powiedział dzień dobry i była z tego wielka drama. To jest dopiero brak szacunku, ze strony nauczyciela, rzecz jasna. Bo najczęściej dzień dobry było, tylko wielki pan (a najczęściej wielka pani) magister nie słyszy z większej odległości niż czubek własnego nosa. To tak na marginesie.
    Napisane 02.12.2015 19:50 przez Mroczny Pan Skromności Mroczny Pan Skromności jest offline
 

Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 14:56.

Partnerzy

Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Spolszczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin
Wszystkie prawa zastrzeżone dla TheSims.pl 2001-2012