TheSims.PL - Forum

TheSims.PL - Forum (http://forum.thesims.pl/index.php)
-   Twórczość pisana. (http://forum.thesims.pl/forumdisplay.php?f=93)
-   -   Opowiadanie (http://forum.thesims.pl/showthread.php?t=15872)

pushek 31.10.2003 16:41

Temat TheSims: FOTOSTORY cieszy się bardzo dużą popularnością, więc postanowiłem założyć temat z opowiadaniami tekstowymi - oczywiście zaraz w tym poście napiszę swoje. Prosilbym o nie dodawanie komentarzy tylko same opowiadania.

Więc tak:



Pewnego slonecznego dnia postanowilem wybrac sie troche podzidowac na motocyklu. Bylem bardzo podekscytowany swoja nowa maszyna - honda cbr 900r. Na pierwsza jazden postanowilem nie szalec, ale powoli wczuc sie w nowy jednoslad. Jednak emocje wziely gore nad rozumem. Powoli wjechalem na autostrade, 300 metrow przejechalem powoli. Jednak juz po przejechaniu tego dystansu postanowilem maxymalnie odkrecic manetke gazu. 100 konny silnik nie zawiodl moich oczekiwan Przednie kolo powedrowalo wysoko unoszac caly przod motocykla, przybralem postawe stojaca, idealnie kontrolowalem manetke gazu. Jednak nie moglo byc tak idealnie, po powrocie na dwa kola zauwazylem milego pana kolo niebieskiego samochodu, ktory trzyma w rece suszarke i strzela nia do pojazdow. To oznaczalo dla mnie wyzwanie, szybko przyspieszylem do 150km/h, a to co mozna bylo przewidziec - patrol policyjny ruszyl za mna. Postanowilem sie troche z nimi poganiac, gdyz nie mialem rejestracji to moglem sobie na to pozwolic. Wytracilem prawie cala predkosc, bo jechalem przez chwilke 20km/h, patrol policyjny rowniez zwolnil do tej predkosci, gdy juz policjant wysiadal z samochodzu postanowilem wystrzelic, niczym pocisk atomowy. Szybko, bo w prawie 2,5 sekundy uzyskalem predkosc 100km/h - policja nie miala szans, aby mnie dogonic. Jadac po zapomnianej asfaltowej drodze, ktora przecinala las czulem dziwny chlod ktory wial mi po nerkach. Mialem na sobie kask, kombinezon, pas nerkowy, rekawiczki i buty motocyklowe. Nagle zaczal padac delikatny deszczyk - jednak przy takim szczegolnie trzeba uwazac. Jadac ok. 80km/h ujzalem na srodku jezdni Jelenia, ktory chcial przejsc na druga strone jezdni. Na moje nieszczescie ja bylem szybszy i udezylem w niego. Wylecialem ponad 10m w gore, motocykl obok mnie spadl na ziemie. Zabraklo mu 0.5 metra, aby mnie zmiazdzyc. Lezac na jezdni okolo 10minut podnioslem sie, czulem bardzo mocny bol w prawym lokciu, po policzkach splywala mi ciepla ciecz - myslalem ze to pot, nie dawalem wziasc sobie do mysli ze jestem ciezko ranny. Jelen, ktory wskoczyl mi pod kola lezal w bezruchu z wywalonymi na zewnatrz flakami - widok byl okropny. Moja maszyna nie nadawala sie juz do dalszej eksploatacji - nie byl to juz motocykl tylko pozostalosci po nim. Przezylem tylko dzieki mojemu kombinezowi. Czekalem tak na miejscu wypadku okolo 3 godzin, jednak okazalo sie to bezowocne. Bylem oddalony o dobrych kilkanascie kilometrow od mojego domu. W krytycznym stanie postanowilem wyruszyc przed siebie w poszukiwaniu ludzkosci. Szedlem cala noc, az do switu. Trafilem do jakiegos zapomnianego sklepu, w ktorym siedziala dlugowlosa staruszka. Oczywiscie starsza kobieta opatrzyla moje rany i polozyla do lozka, spalem przez 3 dni. Niestety obudzilem sie zakopany w czarnej trumnie 50 metrow od miejsca, w ktorym mialem wypadek. Niepozostalo mi wtedy nic jak czekanie na smierc...... Teraz jestem juz zapomniany, nikt nie wspomina mnie - motocyklisty z dlugoletnim stazem.


Autor: pushek

Midway 31.10.2003 18:14

World War II:

Był spokojny, piątkowy poranek. W obozie jenieckim przebywałem pod okiem niemców. Nie wiedzieli oni jednak jakie plany snują ich więźniowie.
- Dzisiaj nadszedł ten dzień szeregowy Clinton! - powiedział pewien francuski pułkownik - dzisiaj podkopiemy się pod całym obozem, aż do lasu, gdzie uciekniemy - ciągnął dalej z zachwytem
- Cicho bo ktoś usłyszy - uciszyłem go
Jak co dzień spisywano wszystkich jeńców. Podczas przerwy obiadowej odbyło sie spotkanie wszystkich więźniów w baraku gdzie był robiony podkop. Wszyscy brali się do pracy lecz - zostało im jeszcze do przekopania 10 m. Podczas całej przerwy przedłużyli tunel o 4 metry. Reszte postanowili dokończyć w nocy. Wieczorem niemcy znowu spisywali jeńców. Wszyscy byli obecni więc możnabyło spokojnie wrócić do swoich baraków. Wszyscy poszli do baraku oznaczonego numerem 2. Przez następne 30 minut wykopano pozostałe 6 metrów. Zostały pomiary:
- Pomyliliśmy się zostało 13 m.
Zabrano się więc do pracy. Minęło kolejne 30 minut. Zdążono wykopać tunel bo jeńcy nabrali tempa. Po chwili:
- Gotowe! Możemy uciekać pułkowniku!
Razem 14 jeńców po kolei wchodzili do tunelu. Ja - James Clinton weszłem jako 11 do tunelu. Nagle odezwali się niemcy:
- Halt Halt!
Był to znak że trzeba spadać. Nic nie myśląc wpadłem do lasu gdzie biegłem dalej. Usłyszałem czyjeś kroki za mną i pomyślałem że to jeden z jeńców - myliłem się to był niemiec. Uciekałem dalej. On wyjął swój karabin STG 44 i wypalił. Kula trafiła mnie w pośladek. Leżałem nieprzytopny.
- Obudź się weź lekarstwa - usłyszałem miły kobiecy głos. Była to pielęgniarka. Obudziłem sie więc w szpitalu. Po wzięciu tabletek zapytałem:
- Gdzie ja jestem?
- W szpitalu polowym w obozie jenieckim który zresztą znasz. Dla przypomnienia ci w tej chwili znajdujesz miejscowości zwanej Schwedt.
Po dwóch tygodniach leczenia i tyle samo czasu odsiadki w więzieniu poszedłem do sali obiadowej. Ujżałem tam 5 ludzi. Jeden z nich powiedział:
- Akcja niedokońca się udała. Tylko my w szóstke daliśmy sie złapać.
Po obiedzie wyszliśmy na świeże powietrze. Ujżałem strażnika który był ode mnie odwrócony, a inni strażnicy byli zajęci graniem w brydża. Wykorzystałem szanse i udeżyłem mocno go w głose. Po chwili leżał ogłuszony. Zabrałem mu karabin i strzeliłem do czwórki strażnikó zajęci gra. Dwóch z nich zabiłem, jednego ciężko zraniłem. Jeden którego kule omineły wypalił z karabinu i postrzelił jednego z moich kolegów. Trafił go w klatkę piersiową. Zakaszlał chwilę i rzucił się na ziemię. Stałem jak wryty patrząc się w martwego kumpla. Po chwili usłyszałem znajomy głos:
- James! James! Co ci jest dalej uciekajmy - powiedział Mark Croft. Ogłuszył on pozostałego strażnika - nie wiem jak mu się to udało ale postanowiłem nie pytać. Każdy był wyposażony w karabin. Po chwili wzięliśmy zakładnika w postaci oficera i uciekliśmy główną bramą. Zakładnika związaliśmy i rzuciliśmy pod pobliskie drzewo. Długo cieszylismy się z ucieczki - ale to jeszcze nie wszystko. Nadal jesteśmy na terenie niemiec i nadal jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie. Szedliśmy w nieznanym kierunku przez następną godzine, lecz ciągle był ten sam las. Wydawał się jakby nie miał końca. Nagle zobaczyliśmy polną drogie z kierunkowskazem na którym pisało: "Berlin 98 KM". Nie wiedząc gdzie idziemy bez słów poszliśmy tam. Usłyszeliśmy niemieckie odgłosy lecz żaden z nas nie znający niemieckiego nie rozumiał ich słów. Jeden z nich nas zobaczył i strzelił. Od razu możnabyło poznać że jest on zwykłym szeregowym, ponieważ ani razy nie trafił w nas, chociarz był oddalony od nas o 15 metrów. Po chwili jeden z naszych towarzyszy padł martwy na ziemie. Jeden z innych niemców go postrzelił. Szanse były równe - 4 nas i 4 niemców. Wszyscy wypaliliśmy z naszych STG 44 zabranych strażnikom z obozu. Wygraliśmy starcie, lecz jeden z naszych - Peter Anderson został zraniony w ramię. Jeden z nich krzyczał po angielsku:
- Błagam nie zabijajcie mnie pomoge wam znam te okolice błagam was!
Zgodziliśmy sie. Było nas razem 5.
To be continued!

Mam nadzieje że nie przynudzałęm.

.:GGA:. 31.10.2003 21:11

Droga do nikąd

Znowu to uczucie. Ból i bezsilność. Anka siedziała w ubikacji. Miała ich wszystkich dosyć. To okropne uczucie znowu ją ogarniało... Tak było już od dawna. Od paru miesięcy dzień w dzień- ta sama monotonia, ten sam smutek... Próbowała rozmawiać, próbowała... Dziwili się: przecież masz wszystko? Masz 15 lat, dobrze sie uczysz, masz rodzinę, jesteś zdrowa. I czego jeszcze można chcieć? Łzy cicho popłynęły po jej policzkach... Sama nie rozumiała co się z nią dzieje... Może i to jest depresja. Może i nie. A kogo to obchodzi?! Przecież nawet jej własna matka nie zauważyła tych blizn. Kogo to obchodzi, że się okalecza już ponad 4 miesiące. Jej kochaną rodzinkę obchodzi tylko to, czy odrobiła lekcje, czy wyniosła śmieci... Kogo obchodzi jej bezsenność?! Nikt nie wie, jak to jest leżeć godzinami w łóżku, aż do świtu... Patrzeć na wskazówki budzika i słyszeć te koszmarne echo w czaszce... ciagle to samo: echa kłotni z matką, echa wyzwisk koleżanek (...jak mogły ją oceniać... przecież NIKT jej tak na prawdę nie poznał nawet ona sama...) a pomiędzy tym przeplatające się słowa..."jak by to było, gdyby mnie nie było..." jak by to było gdyby sie nie wydarzyło... co by się zmieniło... " " ...idę ulicą i światła gasną, wyobraź sobie tak puste miasto... ciasno się robi i pasmo porażki sie dwoi ...nikt się z bólem nie oswoił..." Ciągle i ciągle... w kółko te teksty.. I tylko czasem przerwie to niespokojna, przerywana drzemka.. Anka już nie pamięta kiedy coś sie jej śniło. W kółko przezroczysta nicość... Jakby jej nie BYŁO.. A rano tony podkładu na twarz, mocna herbata. Nikt nic nie zauważał.. Nikt nie dostrzegał tej zmiany. Tak na prawdę miała nadzieję, że ktoś zauważy... To tylko potwierdzało obojętnosć ze strony świata. . .
Czeka. Powinna być na ostatniej godzinie. Wszyscy zwiali z WOS-u, tylko ona została. Nie chciała iść... Ale zastraszyli ją, że ją pobiją, jeśli pójdzie na WOS. Nie chciała iść z całą klasa na wagary... Ale bała się iść na lekcje... Oni są zdolni do wszystkiego. Już raz zrobili jej taki "kawał".. Wrzucili jej do szafki zdechłego szczura i wymazali błotem kurtkę... Nie powiedziała nic w domu... Matka darła sie na nią, że pewnie znowu gdzieś sie szlajała... Ale co miała powiedzieć... Nikt by nie uwierzył, a jeszcze w szkole by się mścili... Właściwie nie mieli powodów. Nic im nigdy nie zrobiła. Może nie pasowała do tego towarzystwa... Była inna. Miała lepsze oceny, była ładniejsza, ale dziwna... Nigdy z nikim nie gadała... Zawsze była dobra ze wszystkiego. Oczywiscie, na wfie była nikim. Obrywała od "koleżanek"... "Niechcący" ją kopały, w szatni chowały jej ciuchy. Często coś jej znikało...
Przeczekała dzwonek na przerwę. Dopiero, gdy głosy na korytarzu ucichły, wyszła z łazienki. Szybko się uczesała. Nałożyła kurtkę. Nie miała już siły zmienić butów. W tej chwili miała ochotę jedynie płakać. Znowu echo... "jak by to było... jak by to było... jak by to było..." nieskonczoność...
Weszła do domu. Zamknęła drzwi. Wyrzuciła do śmietniczki obiad zostawiony dla niej. Wyszła zrzucić śmieci do zsypu. Nikogo. Ojciec jeszcze w pracy. Matka już wyszła na dyżur. Wróciła do pokoju. Wyjęła z szuflady głęboko schowaną harcerską "finkę"- jeszcze po dziadku. Zachowała swoją ostrość... Niebawem z licznych, lecz niezbyt głębokich linii popłynęła krew. Cięła wysoko, prawie pod łokciem, żeby nikt nie zauważył... Na szczęście koszulki na wf miały dłuższe rękawy... Z jej oczu znowu popłynęły łzy. Już nie mogła wytrzymać. Nareszcie. Ból płynący z ręki zagłuszył echo w podświadomiści... Słone krople kapały na rękę pomazaną krwią. Piekło. Siadła na podłodze. Wcisnęła przycisk na miniwieży... Zatopiła się w dźwiekach linkin park`a... Następna piosenka... Druga płyta... zmieniarka z trzaskiem podała płytę DKA... "co pozostanie po mnie.... co pozostanie po tym... miłość do ludzi...nigdy nie idę na skróty.." Miała ochotę pójść na skróty... nóż leżał na podłoże koło niej...
Jeszcze nie dziś.... ale niedługo...
Posprzątała... Zaczęła odrabiać lekcje. Ojciec wrócił. Zjedli kolację... Rutyna. Żygać jej się chciało, ale grzeczniutko odpowiadała na pytania tatusia.. Przykładna córeczka. Przecież jest to jemu winna. W końcu on się zaharowywuje, żeby miała co jeść. Nie ma go całymi dniami w domu, po to, by jej zapewnić przyszłość.. Chciała krzyknąć, coś zbić, coś zrobić... Cokolwiek. Dlaczego tak jest!? Dlaczego...
Następnego ranka wstała po nieprzespanej nocy bardziej niż zwykle zmęczona. Zdziwiła ją cisza w domu. .. Weszła do kuchni i zobaczyłą kartkę: "Aniu wyjechaliśmy do ciotki Agaty, wrócimy wieczorem, obiad w lodówce"... Uświadomiła sobie, że dziś sobota. Cały pusty dzień snucia się bez celu po domu... Wywaliła obiad... Nie ma po co jeść. Co za różnica czy zje czy nie... I tak nikt na to nawet uwagi nie zwróci...
Próbowała coś czytać... W końcu zmęczona zasnęła... Nie pamiętała, kiedy tak dobrze spała.. Obudziło ją natarczywe dzwonienie do drzwi... Coś jej się śniło... Ale co?
Otworzyła drzwi z jakimś dziwnym przeczuciem ... GLINIARZ. "Pani Anna ___?" "Tak to ja, o co chodzi..?!" "Pani rodzice nie żyją. Mieli wypadek samochodowy jakąś godzinę temu.. Przykro mi.."...... BUM. No tak. teraz nic nie musiała..
Otumaniona ubrała się. Z wytrzeszczonymi oczami zamknęła dom i dała sie prowadzić do radiowozu. Brakowało jej powietrza.. Nie powinna zostawać teraz sama w domu- tak powiedział ten facet. Na komisariacie czekała na nią policyja psyholog... Potem nic nie pamiętała z tej rozmowy... Noc spędziła na komisariacie w izbie dziecka.... Przyjechała po nią ciotka Agata. Miała ją zabrać do siebie do czasu pogrzebu... Anna nie mogła się otrząsnąć... Teraz nic nie czuła. Nic nie mówiła... Wróciła tylko do domu po najpotrzebniejsze rzeczy... Wrzucała do torby bezwiednie wszystko, co jej wpadło pod rękę... Dotknęła "finki"... Schowała ją i kartkę od mamy... płyty... kilka ubrań...
Następny dzień przespała... Śniła się jej droga. Prowadziła gdzieś.. Anna wiedziała o tym... ta droga gdzieś prowadzi... Krajobraz wokół szary... skały... Ta droga prowadzi... To jest skrót... Obudziła się około 4.00 rano. Ubrała się. Wzięła pieniądze na bilet. Kiedy jechała pociągiem do swojego miasta głosy w jej głowie szalały... Jeszcze tak źle nie było.... Migawki z życia. Całe życie przelatuje jej przed oczami... Jako mała dziewczynka huśta sie na huśtawce... Bąble po komarach... Kolor kapci w przedszkolu... Pierwszy dzień w szkole. Dzień śmierci dziadka... Któreś urodziny... Jakaś beznadziejna dyskoteka... I nagle wszystko cichnie... Ustaje zamęt. Czuła nicosć. Nie mogła opanowac tego uczucia... Dołująca pustka. Po prostu nic.
Szła pustymi ulicami... Roztrącana przez przypadkowych przechodniów.
Weszła do kościoła. Była 7.30.. Niedługo msza. Właśnie jakis ksiądz przechodzi przez ołtarz... "Ojcze! Chciałabym przyjąć sakrament pokuty..."
"....tak, wiem, że to zrobię." "...dziecko zastanów się.... Bóg cię kocha. Nie dał ci większego ciężaru, niż zdołasz udźwignąć..."
Dochodziła 8.15.... Anka stała niedaleko skrzyżowania koło jej szkoły...Mijały ją gromadki rozchichotanych dziewczn... Chopcy co drugie słowo wtrącajacy "ku_wa". Dorośli idący do pracy. "Jak by to było... jak by to było..." jak to będzie... Wysunęła ostrze "finki" schowanej w rękawie płaszcza. Właśnie zielone światło zaczęło migać. Weszła na jezdnię własnie w chwili, gdy zmieniło się na czerwone. Kątem oka dostrzegła ciężarówkę. Nie zdąży wyhamować... Wyjęła nóż. Wbiła go z całej siły w nadgarstek, poczuła mrowienie i ciepło na dłoni.. Zdążyła odwrócić się i zobaczyć krzyczącą jakąś dziewczynę... W tym momencie czuła tylko okropny ból w nadgarstku. Ostatnim spojrzeniem objęła przerażonego kierowcę ciężarówki..
I nagle wszystko ucichło... Lecz miała świadomość swojego istnienia. Czuła jakby płatki śniegu spadały na jej twarz... czuła ukojenie.
"Gdzie ja jestem?" "Jesteś na drodze na skróty, moje dziecko" "Dziadku!! Tak bardzo mi ciebie brakowało..." Zobczyła swojego dziadka.
I razem odeszli w dal.. po szarej, kamienistej drodze... Lecz krajobraz nie był szary... Czuła, że wszystko jest przepełnione jasnością... Czuła...

A daleko za nimi został nóż. Leżał na szarej, kamienistej drodze.

"Śpieszmy się kochać ludzi- tak szybko odchodzą..."


Dla mojego dziadka.

Odwiedźcie mój blog- http://gga-gga-gga.blog.pl ... Tam jest takie jedno króciutkie opowiadanko. Ten sam klimat. Sorx, że to mi wyszło troche długaśne... :P

pushek 31.10.2003 22:31

Mateusz byl 16 letnim chlopcem z bogatej rodziny. Miał wszystko - od własnego telewizora w pokoju po siłownie znajdującą się w piwnicy jego domu. Koledzy go lubili i
nigdy nikt z jego rówieśników nie odważył się go zaczepiać - bo kto będzie zaczepiał syna policjanta? Mieszkał on w ogromnej willi, jego rodzice jeździli nowym mercedesem i nie liczyli się z pieniędzmi. Niby idealna rodzinka, jednak tak naprawdę rodzice Mateusza załatwiali wszystko pieniędzmi. Nie poświęcali czasu na rozmowy z synem, ponieważ ojciec pracował od samego rana, aż do północy - była to godzina, o której Mateusz już smacznie spał. Natomiast matka wyjeżdżała w delegacje z pracy, często wychodziła na różnego rodzaju bale i dyskoteki. Jedyne słowa jakie padały z ust rodziców do syna to "wstawaj szybko bo się spuźnisz do szkoły", jednak Mateusz mimo codziennego przypominannia o szkole chodził do niej "w kratkę". Często lubił sobie przypalić dobrego towaru i tym sposobem oddalić się od rzeczywistości. Po przypaleniu jego świat stawał się kolorowy i nie był powiązany z delegacjami jego mamy, czy też sprawami ojca. Mateusz sprzedaje marihuane i regularnie dzień w dzień, rano i wieczorem ją pali - wszystko ciągnie się tak od 3 lat. Obecnie Mateusz jest w stanie takim, że jak sobie nie zapali to jest do niczego nie przydatny, ma anemiczne ruchy i problemy z orientacją w świecie rzeczywistym. Już dla niego jest to problem, a nie zabawa. Jednak rodzice nie zauważają problemów syna i myślą, że jest wszystko wporządku. Mijały lata, z każdą dobą Mateusz popadał w coraz głębsze uzależnienie, uzależnienie od używki bez której nie mógł się obejść, nie mógł bez niej normalnie funkcjonować.... Gdy spał w nocy nagle stanął na krawędzi życia. Zastanawiał się czy skoczyć na dno czy wznieść się aż do samego nieba. Czuł się wolny, wyzwolony od wszystkich nieszczęść - jednak pozostawał przy nim jego nałóg, którym było palenie marihuany. Był już fizycznie uzależniony. Wybrał drogę skoku na dno, z biegiem czasu musiał więcej spalić, aby dalej w miarę normalnie funkcjonować. Jego pamięć wysiadła tak, że nie pamiętał co się działo kilka godzin temu. Jego droga na dno była prosta, mógł na niej rozwijać maksymalne prędkości i też takimi podróżował do stracenia... Dnia 23.06.2002 znaleziono ciało Mateusza na dachu wieżowca, wisiał na antenie i nie chodzi tutaj o program na żywo z jego udziałem, a o antenie, która posłużyła jako szubienica. Gdyby nie pewien maniak oglądania telewizji, który postanowił sprawdzić czemu mu śnieży obraz w telewizorze to Mateusz wisiałby sobie dalej w spokoju, zdala od życia, zdala od wszystkich problemów. Rodzice by nie zauważyli nawet jego zaginięcia, o którym dowiedzieli się od sąsiadów. Lecz oni za późno otworzyli oczy, chcieli mu ułożyć życie - jednak teraz pozostało im tylko zapalić znicze na jego grobie......

PTR 02.11.2003 01:27

Opowieść oparta na faktach:

Michał urodził się w Olsztynie. Żył ze swoim ojcem, bratem i matką w szarym, ciemnym bloku na skraju miasta. Rodzina jego była bardzo biedna, nie starczało na żywność ponieważ ojciec był narkomanem a matka piła nałogowo alkohol i przychodziła dzień w dzień pijana do domu. Nikogo nie obchodził los Michała. Wokół było pełno takich rodzin. A jednak chłopak nie załamywał się. Starał się dobrze uczyć. Nie chciał skończyć tak jak jego rodzice. Miał dużo kolegów i plany na przyszłość. Jego ojciec był bardzo zazdrosny, że wszystko mu się udaje, dlategoteż zaczął się nad nim znęcać. Bił go codziennie, nie patrząc czy jest to wigilia czy urodziny chłopca. Do czasu gdy spostrzegł się, że to nic nie pomaga. Zaczął wmuszać michałowi narkotyki. Systematycznie faszerował chłopca tym świństwem. Udało mu się. Michał opuścił się w nauce, przychodził na lekcje odużony, a koledzy odwrócili się od niego. Ojeciec wreszcie był usatysfakcjonowany ze swojego czynu. Chłopak popadł w nałóg. Nie mógł żyć bez narkotyków i stoczył się na dno. Nie wytrzymał tego wszystkiego psychicznie... Gdy matka poszła pić, a ojciec z jego bratem pojechali do babci, Michał powiesił się w przedpokoju naprzeciwko drzwi. Wisiał 12 godzin dopóki matka nie przyszła jak zwykle pijana do domu. Lekarz stwierdził, że gdyby chłopak powisiałby jeszcze z 2 godziny to odpadłaby mu głowa... Pogrzeb odbył się trzy dni później. Nie było na nim ojca i brata. Jedynie matka i kilka innych osób z rodziny przyszli na tą uroczystość.

Michał zmarł w wieku 14 lat i był dobrym kolegą mojego kumpla

Midway 02.11.2003 09:40

Co wy takie śmierci ciągle walicie?

CDN meine odcinek

Niemca przesłuchano. Za jego pomocą nasi bohaterowie dotarli do berlina. NIe wiedzieli dlaczego tam idą - jednak chcieli tam dążyć. Po 4 dniach przeszli całe 100 KM. Nie wiedzieli co robić dalej. Zatrzymaliśmy się żeby pogadać. Peter Anderson sie odezwał:
- mój rozrusznik serca! Baterie sie wyczerpują
Jeden z naszych gdy zobaczył berlin zaczał się bac aż w końcu pozwoliliśmy mu iść w dowolnym kierunku. Nasz jeniec kortzystając z chwili naszej nieuwagi zaczął uciekać lecz mark croft go ustrzelił. Było nas trzech. Kiedy weszliśmy do berlina zobaczyliśmy niemeicki patrol skłądający się z 5 ldzi. Schowaliśmy sie w beczkach które stały nieopodal. Na nieszczęście był w nich piepsz. Wiadomo co sie stało. Zaczeliśmy kichać i niemcy nas zauważyli. My zaczeliśmy uciekać. Mark croft w biegu zastrzelił jednego z niemców. Mimo to uciekaliśmy. Po chwili mark croft skręcił noge potykając się o drut telegraficzny wstający z ziemi. Powiedział nam żebyśmy uciekali. Sam się zajął patrolem. Ku naszemu zdziwieniu wystrzelił wszystkich. Niestety nadjechał czołg - Tygrys! Zasadził mu z shermana i leżał neżywy. Do nas też celował. Musieliśmu uciekać. Według moich obliczeń biegliśmy na północ. Udało nam sie uciec. Zostało nas tylko dwóch. NAgle Peter dostał ataku serca. Gały wu wyszły z oczodołów. Ja nieznając sie na medycynie postanowiłem go wesprzeć słowami. To niepomogło. Zapłakany usiadłem pod drzewem czekając na atak niemców... cokolwiek. Nagle wyskoczył spod krazków pewien żołnierz. BYł to ten który nas opuścił - John Moore. Obaj po naradzie postanowiliśmy wrócić do francji - polska była pod władaniem niemców a tamten kraj był po naszej stronie. Po kilkudziesięciu dniach wędrówki dotarliśmy do granic francji. Francuzi ich przepuścili.

To nie był koniec wojny, lecz koniec tej opowieści - o jeńcach którzy pragneli być wolni.

Olciaa 02.11.2003 12:05

Przez olbrzymie okno, do pokoju pewnej dziewczyny, dostawało się poranne światło. Anabella szybko podniosła się i zasłonioła je grubą kotarą. Nienawidziła słońca, a jej nadopiekuńcza mamusia znowu to zrobiła. Było jej wstyd za taką głupią matkę. Przecież Balla na światłowstręt! A ona ją męczy. Pani psycholog Jones sama zwariowała. Dziewczyna zeszła na śniadanie. Po drodze wtargnęła do łazienki i przejrzała się w wielkim lustrze. Zobaczyła niską, szczupłą dziewczynę, której długie, kruczoczarne włosy opadały na ramiona, a grzywka była za długo. Małe, ciemne oczka wpatrywały się w nią. Widać w nich było tajemniczość, spryt i inteligencję. Drobna, blada istotka ubrana była w piękną, ciemnozieloną koszulę nocną i czarne kapcie. Przyglądała sie sobie z niespokojem. "Przez 5 lat niewiele się zmieniło"- pomyślała. Gdy miała 12 lat wyglądała tak samo. Tylko w środku nastąpił przełom. Szybko zbiegła po schodach na spotkanie nowemu dniu...

cdn.

.:GGA:. 05.11.2003 21:35

To nie opowiadanie, to jest refleksja...

Był sobie pewien człowiek. Całkiem normalny, ot, taki w średnim wieku... Żył sobie w jakimś mieście, udawał, że wszystko jest dobrze. Udawał, że jest mu dobrze, że "jakoś leci".
Pewnego dnia ten człowiek poczuł, że ma dosyć. Sztuczności, i udawania. Miał dosyć. W jego głowie układała się jakaś cholerna układanka... Pomyślał sobie, że nie ma nic do stracenia. Jak zwykle wyszedł na wieczorny spacer. Jak zwykle poszedł na wiadukt kolejowy w centrum. Jak zwykle stanął przy siatce. Tylko jedno się zmieniło. Ten nocy miał już nie wrócić jak zwykle do domu. Miał nie położyć się do pustego łóżka. Miał jutro rano nie wstać do pracy.
Wspiął się na barierkę. Popatrzył w dół... Wysoko. To dobrze. Wdychał wiatr. Patrzył na mnóstwo ludzi... Wychodzili z pociągów, rozmawiali... Śmiali się. Patrzył jak światła migają. Jak wszystko zlewa się w jedno morze głosów, blasków. Zaczęło mu sie robić zimno. Poczuł, że ściska go coś w gardle. Dobrze. A teraz odliczanie... 10, 9... przypomniał mu się jego wredny szef i zazdośni o wszystko koledzy... 8, 7, 6... przypomniał sobie, że zawsze śmiali się w szkole z tego, że był niski...5, 4... przypomniał sobie śmierć swojej mamy... 3, 2... przypomniał sobie słowa piosenki, której słuchał jego ojciec... "jedyne co mam to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia.. Jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć.."..... jeden.... wziął zamach.... nagle stanął mu w oczach obraz kota, którego dokarmiał... kot był mizerny, miał nadszarpnięte lewe ucho, zawsze łaził po piwnicach.. Zrozumiał, że jednak ma po co dalej żyć. Przecież bez niego kota by już nie było. Przecież to on go uratował od zatrucia ta cholerną trutką na szczury... Zwierzak go potrzebował. I on zwierzaka również.

Zszedł z barierki. Wziął głęboki oddech. I roześmiał się. Tak, jak nigdy od dzieciństwa. Co za ulaga.
Odszedł, niknąc w gęstniejącej mgle.


--the end ... or the beginning--

Nie uciekaj od odpowiedzialności za innych. Dzięki tobie istnieją inni, dzięki inym istniejesz ty.

Shawnee 05.11.2003 23:02

Stała i patrzyła na przejeżdzające samochody, swoimi dużymi brązowym oczami.
Jej krótkie, ciemneblond wlosy, rozwiewały na wszystkie strony.
Ubrana byla w jasnozieloną, jesienną kurtkę, wytarte, czarne dżinsowe dzwony, na nogach miała adidasy.
Nagle na jej twarzy pojawił sie uśmiech...A potem łzy... Gorzkie łzy, któr jedna po drugiej spływaly po jej policzkach...
Przypomniała sobie całe swoje życie, od dzieciństwa aż do dzisiejszego dnia. Dnia w którym zrozumiała, że życie nie ma sensu... Chciała się zabić... Popełnić samobójstwo, nie istnieć...

Napisalam to pewnie dawno temu, znalazłam mój stary notes z opowiadaniami, wierszami, pisoenkami i rymami pisanymi przezmnie...

Głupie prawda???

Trinity 10.11.2003 12:49

Był zimny,zimowy poranek,Paulina zawsze wesoła obudziła sie ubrała,umyła,zjadła i poszłado do szkoły nie myslała że jej koleżance-Ance cos stanie sie za tydzień albo i dziś.Anka zawsze ponura bawiąca sie tylko z chłopakami i smiejąca sie tylko w szkole z różnych powodów.Dzisiaj gdy Anka przekroczyła próg szkoły przywitała ją Paulina,ale Anka była niecodzienna-ponura,niewesoła a zawsze choć troche usmiechnieta wchodziła do szkoły.Paulina pytałą ja so się stało a ona odpowiedała''Daj mi spokuj''.Paulina wkurzyła sie i powiedziała o wszystkim chłopkom,chłopcy,jak chłopcy umią podejść dziewczyne o osobowosci chłopaka.Chłopcy odrazu dowiedzieli sie że chodzi o Karoline-zazdrośnice,niby kolezanke Anki ale Anka tylko udaje-tak jak karolina.Karolina nagadała Ance że zamykaja jej ulubiny skejtowski sklep-a to prawda.Anka wkurzyła się.Po tygodniu wolnego(odpracowali ten tydzień)Anka przyszla do Pauliny wyszły na dwór,nagle zaczepił je jakis koles i zaciągnoł je do lasu chciał już zacząć bić Anke gdy ta dokopała mu w czułe nmiejsce i w kręgosłup.Wróciły.na drugi dzień poszły w to miejsce a tam nóż i na piasku napisane tak:Te dwie dziewczyny jeszcze dziś stracą zycie.Dziewczyny wiedziały że o nie chodzi i nagle....ten facet wyłonił się zza krzaka i wzioł do ręki nóż.chciał zabic dziewczyny ale Anka powstrzymała go,on podniusł się z ziemi i wbił nóż w gardło puliny,Anka wiedziala że Paulina juz nie żyje,wiedziala że czas na nią ale zanim facet zaczoł Anka wyrwała mu nóż z dłoni i zagroźiła.Facet zwiał a Anka poszła po Rodzicó Pauliny i swoich opowiedziała całą historie.Po miesiącu poczuła pustke,zaczeła słuchac cos takiego jak,Peja,DKA,WWO,co nie było do niej podobne bo Anka słuchała tylko łez.Zmieniła sie na gorsze.Wkońcu poszła w to miejsce gdzie zgineła paulina,a tam przyniosla ze sobą nóż ponieważ tam zginoł chłiopak którego kochała,Adrain,zginoł tydzień temu,wzieła nóż w swe ręce i nie mogła,nie mogla popelnic samobojstwa,nagle z krzaków wyłonił sie facet wspólnik tego co zabił Pauline ,wzioł nóż z rąk Anki i....przebił jej serce tak jak przebił serce jej ukochanemu chłopakowi,Adrianowi,i zabil ją,Anka widziała tylko Adriana,swoja siostrę,i Pauline,którzy poprowadzili ja tam gdzie jest jej miejsce,tam gdzie oni są już dluzej.Facet zadzwonił i powiadomił o zdarzeniu rodziców Anki i nakłamał że to ktos inny ją zabił,nakłamał żeby nie mieć kłopotów a miał na sumieniu już terzech Anke,Adriana,i kogos innego kogo nie znamy.

The End tej smutnej histori życia dzieci które miały dopiero 10 lat i skonczyły swe życie.
Wszystkie komentarze,pytania i uawgi kierować na prywtną wiadomość do mnie.Koniec

Lori 10.11.2003 14:32

Nastoletnie opowieści - Kostucha

Gwiazdka w Sim City była wielkim wydarzeniem . Ze wszystkich ulic rozlegały się śpiewy "We wish you a merry Christmas" , na ratuszu świeciły lampki z napisem " Merry Xmas" . W sklepach z zabawkami wielkie kolejki ciągnęły się przez całe centra handlowe . Ale nie wszędzie było tak wesoło . Na dziedzińcu Dziedzińcu pomiętego kupra 32 mieszkała rodzina Keeness : Bella , Walter , Margaret i Tom .
Margaret miała 13 lat a jej brat Tom - 5 . Pewnego przedświątecznego wieczora Mama odwiozła Toma do Babci a Margaret poleciła : Pilnuj domu i jak chcesz pooglądaj telewizję lub pograj na komputerze . Tylko nie otwieraj obcym a my wrócimy o 3 w nocy !
- Dobra , dobra - Powiedziała kpiąco Margy słyząc to po raz tysięczny .
Jak rodzice odjechali swym simpeaugotem 206 , Margaret zadzwoniła do swej najlepszej przyjaciółki Terry : Terry ! rodziców w domu nie ma !
- u mnie też - odpowiedziała
- to super ! przyjdź do mnie to coś porobimy
- okej !


Jako że Terry mieszkała w sąsiedztwie szybko ubrała się i pobiegła do niej .
- CZeść Terry !
- cZeść ! - odpowiedziała Terry i weszła do domu .
Margy i Terry poszły do salonu .
- To co probimy ?
- Może pooglądamy horror ?
- Super ! Mam najnowszy " Christmas catastrophy " !
I dziewczynki włączyły video i oglądały . Tak naprawdę Margy wszystko przygotowała . Pozbyła się " starych " i " brachola " z domu i zrobiła popcorn a film pożyczyła od kolegi Chrisa . Tymczasem dziewczyny poczuły się zmęczone i poszły spać . Terry na szczęście ze sobą wzięła piżamę . Łóżko Margaret było podwójne i przebraniu się dziewczyny rzuciły się na łóżko i zasnęły . Usłyszały stukanie w okno ! Zbudziło to Terry , która wyszła przed okno i popatrzyła .
- Co się stało ? - spytała Margaret .
- Coś stukało w okno , obudziłam się ale nie wiem co pukało .

Potem z dołu dochodziło głośne pukanie drzwi . Margy zebrała się i pobiegła do drzwi i popatrzała przez "oczko" zainstalowane w drzwiach a zobaczyła św.Mikołaja ale zamiast buźki z brodą zobaczyła trupią czaszkę .
- TEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEERRRRRRRRRRRYYYYYYYYYYYYY YY !
Terry zerwała się z łóżka i zeszłą na dół . Tymczasem trup wywarzył drzwi i powiedział :Złamałyście duch bożego NArodzenia ! Zamiast czekać , oglądałyście horrory . Surowo zapłacicie

Margaret i Terry uciekały na wszystkie strony domu ............ Ale uciec nie mogły bo kostucha swą czarną magią zamknął sczelnie drzwi i okna . Wygłosił dziewczynom :

Jeśli wykonacie siedem zadań przeżyjecie i klątwa zostanie zdjęta , jeśli nie czeka was śmierć ....... bUAHAHAHAHAH !!!

pushek 11.11.2003 05:47

Opowiadanie w formach wypowiedzi.

Jadę sobie swoim mercedesem po trasie i stwierdzilem, że mogę trochę przycisnąć gaz. Jadę sobie tak około 170km/h. Na pasie obok jedzie ciężarówka, z którą mam się minąć i nagle jakiś idiota w maluchu zaczyna ją wyprzedzać to ja musiałem zjechać na piaskowe pobocze przez tego matoła! Ledwo uszedłem z życiem, naszczęście nie wiem jakim cudem nie wpadłem do rowu, ani nie wjechałem w malucha.
Cudem uratorany kierowca Mercedesa.

-------------------------------------------

Jadę sobię już którąś godzinę z rzędu moją ciężarówką, a tu nagle jakiś palant z naprzeciwka nagina ponad 170km/h. Jednak miałem do niego ponad 600m, a mnie zaczął wyprzedzać jakiś maluch, więc zwolniłem do 80km/h. Maluch mnie nie zdąrzył wyprzedzić, ale naszczęście ten palant zjechał na pobocze.
Kierowca ciężarówki

---------------------------------------------

Mój bąk dzisiaj wyjątkowo szybko jeździł, więc jadąc po trasie postanowiłem wyprzedzić jadącą przedemną ciężarówkę. Pech chciał, że właśnie jakiś imbecyl z naprzeciwka jechał 170km/h i prawie we mnie przyłożył. Co za kretyn jeździ z takimi prędkościami po trasie, która ma piaskowe pobocze? Naszczęście zjechał na te pobocze i nie zderzyliśmy się.
Kierowca bąka

--------------------------------------------

Jadę sobię swoim motorkiem tak ok. 150km/h. Postanowiłem wyprzedzić ciężarówkę, która jechała przedemną. Już ją wyprzedzam i patrzę, a tutaj maluch się wlecze! Myślę - no to już po mnie, bo z naprzeciwka jechał mercedes ponad 170km/h. Przykleiłem się do baku motorku i czekałem na śmierć. Jednak kierowca mercedesa się okazał równy gość i zjechał na pobocze. Chwała MU! Ale powiedzccie czemu takie maluchy tak wolno jeżdzą? I przez takich ślimaków są wypadki!
Motocyklista

----------------------------------------------

Siedzę sobie w rowie i z Jankiem dujemy bęta, a tu nagle jakiś typ w luksusowym samochodzie przejeżdża nam za plecami. Ja z wrażenia aż pobiłęm butelkę. PIŁEM ZA UCZCIWIE ZAROBIONE PIENIĄDZE, A TEN NOWOBOGACKI WIEPRZ POZBAWIŁ MNIE MOJEJ AMBROZJI! Jak tu żyć?
Rolnik

----------------------------------------------------

Lecę sobie swoim UFO i musiałem pomuc dla jakiegoś gościa, żeby nie wjechał do rowu mercedesem. Ludzie nie jeźdzccie tak szybko jak jesteście tacy zacofani! My nie możemy Wam cały czas pomagać.
Ufoludek



***********

EDIT: Poprawilem z zamochodzie na samochodzie - wybaczcie popatrzcie na godzine o ktorej to pisalem..... ;d

Ciekawe kto był tym ufoludkiem :ph34r: :lol: - dop. wiadomo kto;d
Cicho!!!!! to bylo takie zyciowe :D - dop. autor

Lori 15.11.2003 22:09

Nastoletnie opowieści - Miłość akt 1 - czyli najcieplejsze uczucia rodzą się zimą

Od Sim City w Ameryce przenieśmy się do Francji a dokładniej do L'Asimesaux bo właśnie tam mieszka Mikea - 15 letnia dziewczyna . Mieszkała dokładnie nad jeziorem Fauxess gdzie spotykają się rybacy i żeglarze . Opiszmy rodzinę Mikei :
Państwo Pettigrew składali się z taty- Jeana , Mamy - Monici , jej starszej 18 letniej siostry - Mareki a także pięknej kundeleczki - Mandolinii .
A więc były ferie zimowe i Mikea nie miala co robić . Siostra wiecznie na mieście , mama w pracy a tata - jak zwykle nad jeziorem bo łowił ryby pod przeręblem ... To było jego hobby . A więc Mikea oglądala telewizję ale ze względu na czas zimowy seriale wydawały się krótkie i jakby po sekundzie wyświetlał się napis "Ce'st Fin " . Nudziło ją to o postanowiła na chwile ruszyć się z domu . L'Asimesaux to było nieciekawe miasto ale gdy się zobaczyło głębiej to coś było . Więc poszła .............

Koniec opowiadania ? Niezupełnie

..:Zoja:.. 16.11.2003 00:40

Nie wiem czy to będzie ciekawe opowiadanie ale sprobuje cos nabazgrac.

Pewnego wiosennego dnia Klara siedziała w domu.
- Codziennie to samo! Sprzatć chate wyrzucac wszystkie swinstwa! Jak tak mozna!
A ten jeden duren, jedzie do pracy, wraca wyrznie sie na kanapie i mowi: Zaparz wodę na kawe! To ja sie mecze i jeszcze on nigdy mnie nie wyręczy!
Nagle ktos zadzwonil do drzwi.
- Lece pędze nogi lamie! - krzyknela Klara zbiegajac po schodach.
- Siema! Polecisz ze mną na zakupy- powiedziala zasapana kumpela Klary Jolka- podobno dzisiaj jest wyprzedaz.
- Nie wiem. jeszcze obiad musze ugotowac za godzine Piotr wraca z pracy... i...
- Żadnych wymowek! Wiesz przeciez ze sama nie pojde! I czuje ze ty tez masz ochote na te zakupy!

Jolka byla przyjaciolką Klary ze studiow. kiedy skonczyly szkole wprowadzily sie do Trzcina - malego miasteczka w Holandii. Mieszkaly obok siebie. Byly papuzkami nierozlaczkami dopoki nie zjawil sie Piotr ktory zamieszkal razem z Klara. Od tego czasu zycie dziewczyn sie troszeczke zmienilo... Jola znalazla prace, a Klara musila zpelniac funkcje pani domu.

Dziewczyny pojechaly na zakupy. W miescie spotkaly Tomka (bardzo bardzo dobrego kolege Jolki). Potem poszli na obiad i Jolka i Tomek prawie nie zwracali uwagi na Klarcię. Postanowila zostawic ich samych. Pozegnala sie i wrocila do chaty. W domu czekala pizza i Piotrek. Gdy Klara chciala siegnac po kawalek Piotr krzyknal:
- Zostaw to moje! Nie chcialas gotowac obiadu wiec zamowilem. A ty zamow sobie,
chyba kase masz zreszta twoja sprawa. Klara nic nie jadla nie zamowila pizzy bo nie miala juz forsy, a Piotr nie dopuscil jej do lodowki. Poszla spac ze lzami w oczach.
- Czemu on tak mnie traktuje to bylo jedyne zakupy z kumpela w tym miesiacu!- Myslala zrozpaczona kobieta.

Piotr nie spal dzis z nia. Wyszedl z domu nie waidomo kiedy i gdzie...
Nazjutrz rano Klara....

C.D.N.

Fushma 16.11.2003 19:52

Rubinowe jezioro
Część I: ,,wprowadzenie"

Była noc, a na niebie kłębiło się miliony, miliony gwiazd. Wielki księżyc, w połowie zasłonięty chmurami, błyszczał się, jakby ktoś płakał nad nim i łzy na niego spadły. Wysoki las niedaleko wioski krył w sobie wiele tajemnic, niektóre tajemnice chroniły najdziwaczniejsze stwory, jakich świat nie widział. Jednym ze stworów była pewna kobieta - właściwie były to kontury kobiety, a jej skóra świeciła się w kolorze błękitno-morskim + księżyca. Włosy były złote i kołysały się na wietrze tak pieknie, że żaden meżczyzna nie przeszedł by obok tego nie zauważając. Stwór miał na imię Rilwa, po poznaniu imienia była więc kobietą. Ale czego chroniła? Nikt nie wiedział, tylko mieszkańcy wysokiego, ogromnego lasu. Gdyby ją ominąć (a jest jednak dobrą strażniczką), z daleka widać coś świecącego na ziemi, co ciągle płynie - Coś, co ma ogromną moc i jest największym skarbem w całym tym lesie. Gdyby się przybliżyć, coraz bardziej razi w oczy. Po chwili można usłyszeć jakby dzwonek+diamenty, które było słychać ze światła. Nie było już wątpienia. To jest jezioro --- Ale nazwano je RUBIONOWYM...


To są takie bazgrołki, wkrótce opowiadanie to tylko opis ;)

pushek 16.11.2003 21:17

Mżyło, cały las zasnuwała mgła. Z drzew spadały liście, które pod ciężarem wilgoci wolno opadały na ziemię. Piaszczysta droga cała była zaścielona liśćmi, które były w barwach jesiennych. Liście przylepiały się do wojskowych butów Zośki. Kulał on na prawą nogę, jednak wsparcie na potężnym kiju przynosiło ulgę bolącej nodze. Zdawał sobie sprawę z tego, że musi przebyć jeszcze daleką drogę.
Myśli Zośki były w ciągłym chaosie. W głowie huczały mu tylko te słowa: „Być tam z nimi – marzenie, być tam z nimi – wątpliwe spojrzenie, być tam z nimi – nieporozumienie”. Było to spowodowane tęsknotą do jego przyjaciół, kompanów – Rudego i Alka. Miał jednak światełko, do którego dążył – wiedział, że niedługo dojdzie do starego, wielkiego dębu, a zaraz za nim skończy się las. Pogłębiał się w ciszy, którą tak za czasów wojny lubił. Przez chwilę był zamyślony, oddalił się od świata myśląc o przeszłości. I raptem znowu, ale tym razem już najpełniej, uświadomił sobie, że wraca do domu i dzieli go od niego tylko ten las i kilka kilometrów pola. Wtedy mocno przyśpieszył swój chód. Doszedł do starego dębu, a przy nim zobaczył dwa osiodłane konie, na których było dwóch jeźdźców w mundurach wojskowych. Nie przestraszył się i nie zwolnił kroku. Zrozumiał, że nie dadzą mu przejść. Wiedział, że jak będzie przechodził obok nich usłyszy okrzyk „zaczekaj”. Zbliżał się coraz bardziej do starego drzewa i usłyszał to co mu w głowie łatało. Wolno i niechętnie postąpił cztery kroki, które go od nich dzieliły.
Jeden z nich był mały, łysy i piegowaty – wydawał się dla Zośki słaby i powolny. Drugi natomiast był dobrze zbudowany i zrobił na Zośce dobre wrażenie. Jako pierwszy odezwał się żołnierz, który był wysoki i umięśniony.
- Dokumenty.
Po usłyszeniu tego słowa, Zośka sięgnął do kieszeni w celu wyjęcia książeczki wojskowej. Poczuł ból prawego policzka. Na początku nie wiedział co to było, jednak po minucie uświadomił sobie, że został uderzony prze piegowatego mężczyznę. Piegusek, bo tak nazwał sobie Zośka małego i piegowatego żołnierza, powalił go na ziemię i przeszukał czy nie posiada broni. Oczywiście jej nie miał, w tym momencie większy żołnierz wyjął z kurtki Zośki jego książeczkę wojskową. Otworzył ją i z zaciekawieniem zaczął przerzucać kartki. Obaj żołnierze stwierdzili, aby puścić Zośkę. Było to spowodowane tym, że woja się już skończyła, a byli przecież Polakami. Zośka zaczął dalej iść swoją drogą przez las. Myślał, że strzelą mu w plecy, jednak nagle usłyszał za sobą narastający tętent koni. Minęli go bez obejrzenia się. Rytmicznie obaj żołnierze unosili się na siodle, na plecach podskakiwały im karabiny. Konie lśniły jak nasmarowane pastą, a następnie wypolerowane.
Zośka odrzucił kij, którym idąc podpierał się. Popatrzył na swoją skaleczoną nogę i policzek, w który został uderzony, po czym bez namysłu wyruszył w dalszą podróż. Tętno Zośki dalej było bardzo wysokie, przeraźliwy łomot serca nie budził w nim niepokoju. Wiedział, że za chwilę się wszystko z nim uspokoi i będzie mógł szybciej pójść. Doszedł do końca lasu, jeźdźcy już dawno gdzieś wyparowali. Przed jego oczami, spośród mgły zaczęła wyłaniać się nieduża górka. W myślach był radosny, zdawał sobie sprawę, że za tą górką stoi jego dom – dom, w którym się wychował. Po wejściu na wzniesienie gwałtownie zaczął biec w stronę swojego domu. Wszystko było tak jak dawniej, wszystko było mu znajome. Ukradkiem podszedł do drzwi domu, otworzył je jak najciszej się dało – chciał zaskoczyć swoją Matkę, chciał usłyszeć słowa radości z Jej ust na widok syna.
Jednak, gdy już wszedł do domu zrozumiał co się stało. W półmroku pokoju płonęła jasnym czerwonawym kolorem gromnica, która oświetlała zimne ręce jego Mamy. Ojca też już nie było, został sam. Jego rodzice byli w jego umyśle, wspomnieniach, snach, sercu teraz dalej tam są, jednak nie ma ich już pośród żywych.
- Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie – rzekł
- A światłość wiekuista niechaj jej świeci, niech odpoczywa w pokoju wiecznym. dokończyły dwie staruszki, które się modliły nad zmarłą.
Zośka kończąc powiedział tylko „Amen” po czym usiadł na krześle przy zmarłej. Nie zdjął butów, jakby wpadł tu tylko na chwilę. Położył dłonie na kolanach, przymknął oczy, potem nagle je otworzył i znowu zamknął. W tym momencie przypominał sobie wszystkie chwile z jego życia, kiedy był jeszcze dzieckiem. Zdjął ze swojej szyi złoty łańcuszek i wplątał go w ręce zmarłej Matki. Dostał go, gdy był jeszcze mały.
- Jak to się stało? – powiedział
Staruszki nie przejęły się jego wypowiedzią i nic mu nie odpowiedziały.
- Czy był doktor i zbadał przyczynę zgonu? – znowu zapytał
- Nie, nie było żadnego doktora. Niby skąd? – odparła jedna ze staruszek.
Po czym Zośka znowu zapadł w ciszę. Jedna staruszka nagle powiedziała:
- Oj nie doczekała się Matka synka, oj nie doczekała....
Nagle na dziewczęcej twarzy Zośki zagościła groźna, kamienna mina skierowana w stronę starzej kobiety. Ona postanowiła już nic nie mówić, niemal przestraszyła się tej miny. Dziwiło ją to, że nie podziękował za ubranie Mamy i za modlitwę nad Nią.
Kobiety wyszły z domu, wtedy Zośka odetchnął głęboko i nieśmiałym gestem dotknął dłoni Matki, jakby chciał się upewnić, że naprawdę nie żyje. Wyszedł z domu, spojrzał w stronę stodoły i pomyślał „Krowy już nie ma, zdechła” i rzeczywiście tak było, wszystko co pisała do niego Mama w listach było prawdziwe.
Było już ciemno, Zośka postanowił położyć się spać. Przed snem zjadł kolacje, przy niej znowu w jego głowie rozpętał się chaos. Znowu przebiegały przez jego myśli słowa „Być tam z nimi – marzenie, być tam z nimi – wątpliwe spojrzenie, być tam z nimi – nieporozumienie”. Nie wiedział o co w tym chodzi, ale nie bał się tego.
Noc przebiegła spokojnie, nie miał żadnych snów. Wstał z łóżka i ku jego zdziwieniu usłyszał głośne pukanie do drzwi. Nie miał pojęcia kto to może być, otworzył i zobaczył listonosza, który przyniósł dla niego list. Podziękował i szybko podbiegł do stołu. Usiadł i z zniecierpliwieniem rozerwał kopertę. Był to list od jego dawnego przyjaciela – Rudego. Dowiedział się w nim, że Rudy się ożenił i żyje sobie wraz ze swoją wybranką w dużym domu, do którego zapraszał Zośkę. Alek, jego drugi najlepszy kolega za czasów wojny już nie żyje – został zastrzelony przez dwóch chłopów, którzy nie wiedzieli o zakończeniu wojny i pomylili go z niemieckim żołnierzem. „Czasem zdaje mi się, że dzień mojej śmierci byłby najpiękniejszym dniem mego życia.” – tym razem to błądziło w umyśle Zośki
Po przeczytaniu tego listu przypomniały mu się wszystkie miłe chwile. Zupa Rudego i wszystkie jego przysmaki, wspólne rysowanie na ścianach, wybijanie szyb w niemieckich galeriach ze zdjęciami. Zośka odpisał Rudemu na list i po kilku dniach otrzymał odpowiedź z następującą treścią:

„Drogi Tadeuszu, bardzo chciałbym Cię ugościć w swoich
skromnych progach. Mogę po Ciebie przyjechać, gdyż mam
możliwość załatwienia samochodu. Będę u Ciebie jutro w południe,
czekaj na mnie przed płotem.” Jan „Rudy” Bytnar


Nastał długo oczekiwany przez Zośkę dzień – dzień, w którym miał się spotkać z Rudym. Z daleka dostrzegł nadjeżdżający samochód, gdy zobaczył Rudego, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Rudy już nie był taki jak dawniej, teraz był to poważny gość w garniturze z czarnymi farbowanymi włosami. Jednak było w nim to co zawsze go wyróżniało – piegi, tego nie mógł usunąć. Rudy zaprosił Zośkę do samochodu, po czym wyruszyli w podróż do domu Janka. Przez całą drogę wspominali stare czasy i Alka.
Rudy zaparkował samochód pod wielką białą willą. Jego dom zrobił wielkie wrażenie na Zośce. Żona Rudego miała na imię Martyna, była jasną blondynką. Jej włosy błyszczały w słońcu jak złoto. Cały dzień we troje spędzili przy stole jedząc i rozmawiając na różne tematy.
Następnego dnia Zośka pożyczył samochód od Rudego, w celu znalezienia na mieście pracy. Po kilku bezowocnych wizyt w kilku punktach postanowił wrócić do domu, niestety ten dzień się okazał dla niego pechowy. W pośpiechu wyjechał na skrzyżowanie, nie zauważył nadjeżdżającego samochodu wojskowego, wjechał mu prosto pod koła i już z nich nie wyjechał... Zośka doczekał się swojego najpiękniejszego dnia życia, nie był on taki jaki miał być, ale tego już nikt nie zmieni. Rudy wraz z Żoną na wieść o śmierci Tadeusza „Zośki” Zawadzkiego pogrążyli się w smutku. Zorganizowali skromny pogrzeb, na którym byli tylko oni i Ksiądz.....



________________________________________
Jest to moja praca stylistyczna, wybrałem temat "Jak wyobrażasz sobie dalsze losy bohaterow, gdyby przezyli okupacje i dozyli wyzwolenia Polski?" czy jakos tak, ale chodzi zeby napisac ciag dalszy "Kamieni na Szaniec", gdyby bohaterowie nie zgineli. [alek, rudy, zoska]
Alek- Aleksy Dawidowski
Rudy - Jan Bytnar
Zoska - Tadeusz Zawadzki

"Kamienie na Szaniec" to lektura II gimnazjum

.:GGA:. 23.11.2003 14:07

Eh. POstanowiłam wkleić tu jedną z notek na moim blogu. Hyh, Olciaa mi już trochę rozreklamowała... :lol: Tak w ogóle, dzięki za uznanie Olciaa ;) To miłe być docenionym. Tak na prawdę to nie jest opowiadanie. Chociaż sama nie wiem, jak to traktować. To historia. To komunikat.. refleksja. Nazywajcie jak chcecie. I prosze o opinie. Mile widziane również negatywne :)




A miała walczyć do końca.
+++

Szukali.
Wszyscy szukali jej całą noc.

Wyszła do szkoły i już nie wróciła.
A przecież było jej tak dobrze- miała wszystko. Wszystko, czego zapragnęła. Jedynie takiej drobnostki nie miała- ot, miłości. Ale co to jest w porównaniu do jej pięknych strojów, co to jest? Jej tata- król zawsze zapewniał jej wszystko. Pracował do późna, żeby zapewnić jej przyszłość. Jak ona mogła tego nie doceniać? Ciągle kłóciła się z mamą- królową. O takie drobnostki- żeby cieplejszą kurtkę założyć albo czapkę. Zresztą jej tata-król też kłócił się z mamą-królową o wszystko. Nawet wyprowadził się ostatnio z pałacu.
Była taką małą niewdzieczną księżniczką. Chociaż nikt jej za księżniczkę nie uważał- klęła i biła się z kolegami, zawsze przeginała. Nikt jej dobrze nie znał. Zakładała codziennie maskę żartu, była happy. Wszyscy uważali, że ma niewyczerpane pokłady energii. Nie znali jej... Ona sama siebie nie znała.

I tylko w radiu puścili komunikat...

"...Szukali jej wszyscy przez całą noc. Znaleziono ją siedzącą pod drzewem. W pobliskim "lasku". Zmarła z powodu wychłodzenia organizmu. Prawdopodobnie zmarła o wschodzie słońca..."

Ludzie mówili, że miała w oczach dwa zamarznięte kryształy- łzy. Nie zdążyły spłynąć po policzkach. Jej twarz zastygła w u uśmiechu. Skulona pod krzewem jarzębiny patrzyła w stronę wschodząćego słońca. I zdążyła tylko zobaczyć jak promienie ognistej kuli odbiły się w jej łzach.

A przecież obiecywała sobie walczyć do końca?! Głupia. I tak o niej zapomną.

+++

Lubiła słuchać godzinami DKA..

Aśka:) 12.12.2003 21:08

Ech. A to moje wypociny... Trochę długię, ale zapraszam... I bardzo mocno proszę o komentarze, tutaj zabronione, więc proszę o PW, bo jet to dla mnie bardzo, bardzo ważne. Oto one.

-Dawno, dawno temu... - rozpoczął Ten, Który Mówi.
-Stary... To przeżytek.
-Człowieku, to tradycja...
-Stary, powiedz: trzy lata temu, pół wieku temu, bo jak zaraz mi wyjedziesz z siedmioma górami i siedmioma lasami to nie wyrobię.
-Stary, podły dziadu, nie czepiaj się, jak mówię, bo zaraz przestanę mówić i cię nie uleczę!
-To, że umiesz leczyć mówiąc nie znaczy, że możesz się rządzić innymi ludźmi.
-Zachowujesz się jak krasnolud, bracie. Twa mowa jest tak samo poetycka a zachowanie tak samo grzeczne.
-Ty mi tu nie wyjeżdżaj z krasnoludami! Jestem człowiekiem, zasługuję na szacunek.
-Ech... Tak, tak, a ja jestem tylko elfem, Tym, Który Mówi. Ale jeśli nie zaczniesz się zachowywać jak należy, człowieku, postanowię, że jednak nie uleczę twojej rany.
Z gardła człowieka wydobyło się ciche, gniewne warknięcie.
-Sprowadź mi tu Tego, Który Przepowiada. W tej chwili.
-Po co?
-Zobaczymy, czy wyzdrowieję bez twojej pomocy.
Ten, Który Mówi wyszedł. Wyszedł z chatki, do której zaledwie dwadzieścia minut temu sprowadzono go z powodu człowieka. Pomyślał o tym, jak bezmyślni są ludzie i dlaczego wybrał tą robotę. Po chwili stwierdził, że jednak powinien zostać kimś zwyczajnym. Jak Tym, Który Sprząta, lub Tym, Który Zamiata Siano Po Tych, Którzy Siano Roznoszą. Pierwszego zawodu nie wybrał, bo był ciężki. A przy drugim nie byłby w stanie się przedstawiać.
Dlatego został Tym, Który Mówi, lekarzem słów.

*

-Czego szanowny człowiek sobie życzy? - zwrócił się do człowieka uniżenie Ten, Który Przepowiada. Lekarz słów stał w kącie, czekając na decyzję człowieka.
-Czy wyzdrowieję, jeśli ten koleś do mnie nie przemówi?
Nagle Ten, Który Przepowiada usiadł na krześle, które specjalnie dla niego przyniesiono. Zaczęło się. Przepowiadający zaczął odbierać audycję losu człowieka.
-Bzzzzzzzzzz... Pogoda twego losu zachmurzona, lecz widzę promień słońca przychodzący ze wschodu... Bzzzz... Szzszszsz...
-To ja - powiedział Ten, Który Mówi.
-Zamknij się! - krzyknął człowiek.
-Sszszszsz... Lecz, gdy słońce zachodzi, burza okala pogodę losu człowieka... Zzzzzz... - nagle zamilkł.
-Koniec świata?
-No - powiedział lekarz słów.
-Ech. Zostań więc...
I jak na zawołanie, co wywołała zmiana decyzji człowieka, Ten, Który Przepowiada odezwał się znowu.
-Szszszsz... Bzzzz... A jeśli słońce nie zajdzie, na planetę losu człowieka spadnie meteor, który zniszczy rdzeń planety człowieka i...
-Ech, a to co ma być? - zaśmiał się człowiek.
-Nie wiem. Zniszczy cię, ale przed tym pożyjesz, człowieku. Lecz jeśli ja się tobą nie zajmę, umrzesz. Co ty na to?
-Dobra, gadaj.
I Ten, Który mówi rozpoczął rytuał. Położył rękę na czole człowieka i zaczął mówić...
-W wiosce, zwanej imieniem, którego mego niewyćwiczone usta wypowiedzieć nie potrafią...
Gdy lekarz słów wypowiedział te słowa, człowiek poczuł, że ból, który nie opuszczał go od zranienia powoli zostaje zaćmiony i że coś wędruje po nim. Nie wiedział, czy prawdą jest, że wtedy, kiedy oni mówią, ich dusza wędruje po ciele chorego. Podobno oni mówią, by dusza ich usłyszała, kiedy wróci. A ciało bez duszy może mówić tylko rzeczy, które zostały rozpoczęte przez duszę, ale nie skończone. Bo kiedy ciało skończy mówić, a dusza nie wróci, nie wróci ona do ciała już nigdy, a trudno ciału skończyć, gdyż mimo, że nie słyszało dalszego ciągu, wie co się dzieje w danej chwili z historią o której opowiada. Lecz jeśli historia skończy się, dusza zgubi się. A kiedy ciało leczonego wyjdzie z transu, zrozumie, że tak naprawdę samo też nie utrzyma dwóch dusz. I zginie. Człowiek zaczął myśleć coś o sportach ekstremalnych, ale opowieść, która żyła już na ustach ciała Tego, Który Mówi, zmusiła go, by jej słuchał.

*

Dawno, ale raczej nie tak dawno temu istniała wioska. A może nadal istnieje. Nie wiem. W każdym razie była ta wioska. Wioska była bardzo gościnna, drewniane domki przyzywały podróżnych swoim ciepłem i promieniującym od nich dobrem.
A jeden dom był najpiękniejszy i najbardziej przyzywający ludzi. Żyła w nim doskonała rodzina, pełna ciepła i miłości. Kochająca matka, mądry ojciec, córka i zięć, będący idealnym małżeństwem i córka, jeśli się nie mylę, jedna z najpiękniejszych kobiet ziemi. Oczy miała koloru kasztanów, włosy koloru słońca. Rzadkie jest takie połączenie w rasie ludzi, lecz dziewczyna była naprawdę wyjątkowa. Oczy, o których mówiłem, płonęły niegasnącym światłem. Usta czerwone niczym krew i równiutkie, białe ząbki, które odsłaniała przy uśmiechu.
Była tak piękna, że nierzadko musiała mówić rzeczy, typu "spadaj ty stary, porąbany zbereźniku", lub "a co ty sobie myślisz, gówniarzu, że jak masz mutację, to sobie wszystko możesz?"...
Na dziewczynie wisiała bowiem klątwa. Jej charakter miał być tak brzydki jak piękna jest jej powierzchowność, przynosić miała ludziom tak wielkiego pecha, ile szczęścia przynosił im jej widok. Kto rzucił klątwę, nie wiedział nikt. Mówili, że to jeden z podróżujących drogą czarodziei, któremu po narodzeniu młodej Deirdre, nie chcieli jej przyobiecać. Inni mówili, że to nie czarodziej, ale stara czarownica, która zazdrosna o piękno Deirdre, spaskudziła jej charakter. Inni jeszcze mówili, że urodziła się już taka wredna, a rodzice ją tak tłumaczą, bo im głupio.
Ja w każdym razie nie wiem. Słyszałem jedynie, że na widok dziewczyny mężczyźni, którzy widzieli ją po raz pierwszy, zakochiwali się na zabój, a ci, którzy na miłości tej już się sparzyli, uciekali, tak daleko jak tylko mogli.
Deirdre była z tego wszystkiego bardzo niezadowolona, nawet nieszczęśliwa, mimo, że jeszcze nie wiedziała, że tak naprawdę czuje. Gdyby wiedziała, rozglądałaby się za sposobem, który pomógłby jej zdjąć klątwę. Szczerze mówiąc, to miliard razy słyszała już o rozwiązaniu klątwy, ale miała już go dość i tym bardziej o nim nie myślała. Ciekawy jesteś, jakie to było rozwiązanie? Częścią klątwy było to, że zakocha się w człowieku o charakterze gorszym od niej, a klątwa zostanie zdjęta jedynie wtedy, gdy przez tego człowieka straci nadzieję na przyszłość. I będzie bardzo nieszczęśliwa.
Jak już mówiłem, Deirdre wcale nie przejmowała się klątwą i jej rozwiązaniem. Co dzień odganiała natrętnych wielbicieli niezbyt pięknymi słowami, co dzień wrzeszczała na matkę, co dzień kłóciła się z ojcem i co dzień nabijała z siostry.
Ale pewnego dnia stało się inaczej.
Pewnego, niezbyt ciepłego dnia zobaczyła go.
Pokochała go od pierwszego wejrzenia.
A on jej nawet nie zobaczył, a niewątpliwe było, że gdyby ją zobaczył, żyliby szczęśliwi do końca życia, gdyż zakochałby się w niej bez pamięci.
Ale on niestety jej nie zobaczył. Po raz pierwszy w życiu żałowała, że nie ktoś się nie zakochał w jej pięknych oczach, włosach, w których mieszkało słońce. Po raz pierwszy pomyślała, że może jednak nie być zła. Może wtedy już nie była zła? Zastanowiła się nad tym dobrze. I zrozumiała, że ciągle jest wredna. Że ciągle ma ochotę iść nawrzeszczeć na matkę, pokłócić się z ojcem i ponabijać się z siostry. Ale zrozumiała, że jeszcze większą ma ochotę iść do niego... A raczej za nim. Gdyż przybysz nie zatrzymał się w wiosce mimo jej piękna i gościnności. Nie zatrzymał się, by uszczęśliwić Deirdre. I Deirdre zrozumiała, że nigdy nie nawrzeszczy już na matkę, nie pokłóci się z ojcem, nie ponabija się z siostry. Tylko pójdzie za nim. Bo to było teraz dla niej najważniejsze.
Nie myślała nawet, kiedy znalazła się na drodze na południe, drodze, którą poszedł on. Nie myślała o rodzinie, nie przypuszczała nawet, że matka patrzy teraz na nią, ale nie żałuje, gdyż wie, że tak właśnie musiało być.
Dopiero ranem, a wieczorem wyruszyła, po tym, jak na drodze śledziła go tylko po śladach zrozumiała, jak bardzo jest głupia. I znienawidziła siebie tak bardzo jak nienawidziła wielbicieli.
Zrozumiała, że nie ma jedzenia, żadnego ekwipunku i że musi wyglądać okropnie. Lecz nie mogła się cofnąć. Do przodu, drogą, pchała ją miłość, którą żywiła nawet do tych marnych śladów jego stóp w żwirze. Pchała ją miłość, która była tak silna, że jej siła wewnętrzna, która przez całe życie jej nie opuściła, ledwo powstrzymała ciało, by nie rzuciło się na żwir, by ucałować ślady jego stóp.

*
Dusza Tego, Który Mówi błądziła po ciele człowieka. Pomyślała, że to naprawdę ciężki wypadek.
I że ma nadzieję, że historia nie skończy się zbyt szybko.

*
Trzeciego dnia zrozumiała, że nie może już iść dalej. Nie jadła nic. Piła jedynie wodę w przydrożnego strumyka. Mało spała. Nie mogła znieść myśli, że kiedy ona odpoczywa, on idzie dalej, oddala się od niej, a każdy metr oddalenia sprawia jej ból.
Pod wieczór trzeciego dnia zobaczyła miasto. Zobaczyła także cienie ludzi patrolujących wejście. I wtedy zrozumiała, że wcale nie wie, czy to jest wieczór, czy inna pora dnia, że sama już nie wie, czego szuka. Wiedziała, że musi znaleźć. Bo inaczej będzie to ją bolało. I straci nadzieję na przyszłość. A wtedy straci siebie. Kochała siebie. Mimo wszystkich wad, kochała siebie. I chciała być szczęśliwa. By siebie nie stracić.

*

-Obudź się piękna - usłyszała po tym, jak się obudziła. Nie wiedziała, co się stało. Tylko ten głoś brzmiał w jej głowie.
-Thsms, msfsmmfs? - zapytała.
-Zemdlałaś przy bramie miasta, piękna. Znaleźliśmy cię z chłopakami i przyprowadziliśmy cię do Tego, Który Mówi.
-Athm, Thsms, msfsmmfs? - zapytała jeszcze raz.
-Opowiedział ci historię i wyleczył. I poznał też twoją.
-Aml , Thsms, msfsmmfs? - wymamrotała poraz kolejny.
-Nie, nie mówił o co chodzi.
I wtedy zrozumiała, ma dość.
-Nie pytam się głupolu o tego durnego lekarza, ale się pytam, psia krew, ile dni ja tu już leżę!!! - wywrzeszczała. Chłopak odskoczył od łóżka, na którym leżała. Deirdre pomyślała o tym, że nie ma co udawać pokrzywdzonej i dobrej, gdyż nic na tym jednak nigdy nie zyska.
-Pi- pi- pięć go - godzin. - wyjąkał.
-Dobra. Pora ruszać. - powiedziała dziarsko i usiadła na łóżku.
-Nie... Nie możesz... Jesteś jeszcze... - nie skończył, gdyż musiał złapać Deirdre po tym, jak po próbie wstania osunęła się na ziemię.
-Żesz kur... Co ty robisz gamoniu!? Myślisz, że jak jesteś po mutacji, to możesz mnie obmacywać?!
-Ja... Ja nie...
-Puść mnie! - stanęła na nogach. To będzie trudne. Nawet bardzo.

*
Nie wyruszyła z miasta od razu jak początkowo zamierzała. Tylko trochę później. Jakieś dwie godziny później.
Przed wyjazdem musiała jeszcze poświecić oczkami do burmistrza, który zafundował jej prowiant na drogę.
I stanęła przed bramą. Ale nie była pierwsza, gdyż przed bramą stał już ktoś inny. Prawdę mówiąc, to nigdy nie wiedziała, czy o centaurach mówić ktoś, czy raczej coś. W końcu to coś miało połowę ciała konia. To musi coś znaczyć. Prawda?
I Deirdre się wściekła, drugi raz tego dnia.
-Panowie - powiedziała przez zęby do strażników i centaura - O co wam chodzi?
Zamiast odpowiedzi od strażników usłyszała jedynie trzy westchnienia. Za to odpowiedział centaur, który jak to centaur, nie zwracał uwagi na coś niżej swojego poziomu, coś mniej inteligentnego i dysponującego nieskończenie mniejszą wiedzą niż on.
-Panowie nie chcą mnie przepuścić.
-Dlaczego nie?!
-Bo... Bo jest centaurem.. - wykrztusił pierwszy strażnik.
-I... I... Nie... Nie ma... Pozwolenia - dodał drugi.
-Na co? - zapytała.
-Mówią, że nie mam pozwolenia na przewożenie zwierząt - zaśmiał się centaur.
Deirdre popatrzała na strażników a wściekłość w jej oczach była tak duża, jak jej nie pamiętała.
-Co? - zaśmiała się nerwowo - Co? Nie chcecie przepuścić tego pana tylko dlatego, że jest trochę... Ma trochę więcej kończyn? I nie powiedziałabym, że na to powinno być pozwolenie na przewożenie zwierząt!!! - ostatnie zdanie wykrzyknęła tak głośno, że strażnicy zaczęli się cofać.
-My... My... My wcale, ale to wcale tak nie myślimy!
-Tak, tak! My przepuścimy pana centaura, skoro to pani znajomy.
-Tak! Proszę przejść, już, proszę...
Kiedy ostatni strażnik wyciągnął rękę w niemym błagalnym geście o dowód osobisty, spojrzała gniewnie. Teraz wiedziała już, że tego też zapomniała. I że teraz będzie jeszcze trudniej.
-No, no, no... Co za temperamencik - zadrwił centaur.
-Słuchaj, ty... No...
-Cabrio.
-Ty... Centaurze. Pomogłam ci tylko dlatego, że gdyby nie to, musiałaby czekać dłużej. A to mi się wcale nie uśmiecha. Więc życzę miłej podróży i załatw sobie tą zgodę na przewożenie zwierząt, bo w innym mieście już mnie nie spotkasz.
-Hm... Ciekawe, co mówisz. Jednak moja znajomość gwiazd i losów świata mówi mi, że dążymy tą samą drogą...
-Ech... Centaury... Przemądrzały jak reszta nieparzystokopytnych...
-Hej, panienko, bez takich.
-W każdym razie nie możemy iść w ta samą stronę, gdyż ja sama nawet nie wiem, gdzie mam iść.
-Nie mów w ten sposób.
-Dlaczego? Skąd ty możesz wiedzieć, dokąd i po co ja idę, co? I nie mów, że zgadłeś, bo nie uwierzę, nikt nie ma takiego cholernego szczęścia.
-Ja nie zgaduję. Ja wiem.
-Żartujesz? A może mnie oświecisz? Bo ja wiem na ten temat naprawdę mało.
-Ekhem. No więc: podążasz za śladem człowieka, którego kochasz, mimo, że nie wiesz, kim on jest. Robisz to, gdyż jest to dla ciebie przeznaczone klątwą. Jeśli ten człowiek sprawi, że nie będziesz miała żadnej nadziei na przyszłość, twój charakter stanie się piękny jak twoja powierzchowność, która jest, szczerze mówiąc, na człowieka nawet niezła...
Deirdre poczuła, że ma szeroko otwartą buzię. Zamknęła ją.
-I tak się składa, że wiem, gdzie twój wybranek podąża... Ale co ja ci będę mówił, centaur jak człowiek, wcale nie jest świadom losów wszechświata...
-Nie... Przecież pan dokładnie wie, że żartowałam, centa... Cabrio. I mam nadzieję, że spędzimy razem troszeczkę czasu, podążając drogą tego człowieka.
-Hm, tak lepiej, dziewczyno. Szacunek dla centaura to jest "to, co tygryski lubią najbardziej".
-Słucham?
-Nie ważne. Tego jeszcze nie ma.
-Aha... Więc może mi pan powiedzieć, gdzie zmierza ten człowiek?
-Na północ.
-Aha... - pomyślała, że teraz nie może się rozzłościć. Ale nie pomyślała, że teraz powinna coś powiedzieć, więc zapanowała pełna napięcia cisza.
-Spotkasz go.
-Mam nadzieję.
-I to prędzej niż myślisz.
*
"To już tutaj" - pomyślała dusza Tego, Który Mówi. "Koleś nieźle oberwał. Ale co to dla mnie... W końcu jestem elfem. Nie człowiekiem".

*
Deirdre była wściekła na siebie. Gdyż polubiła centaura. Imponował jej swoją inteligencją i pewnością siebie. Ona nie była oczywiście gorsza od niego, doskonale wiedziała, dokąd zmierza i w jakim celu.
Szła do miłości. Do szczęścia. Do spełnienia przeznaczenia. Przeznaczenia, które zostało ustalone już dawno przez los, czyli istotę, która rządzi porządkiem świata i nadaje każdemu życiu znaczenie.
Po chwili tych rozmyślań doszła do wniosku, że zbyt długo przebywa z centaurem.
I tego własnie dna, kiedy minął już tydzień podróży, a ona, łaskawie niesiona na grzbiecie przez centaura, zbliżała się do niego. Do tego, który spełni jej przeznaczenie. Dzięki któremu w końcu znajdzie szczęście. A miłość narastała z niej z każdym krokiem. Wiedziała, że się zbliżają, wiedziała, że niedługo już go zobaczy.
Doszła do wniosku, że mimo, że lubi centaura, uznaje go ciągle jedynie za środek przewozu, coś rodzaju komunikacji miejskiej, jak sam on mówi. Nie wiedziała, czym są środki komunikacji miejskiej, ale centaur na pewno wiedział, więc nie mówił tego bez powodu.
I tego siódmego dnia podróży, wszystko się zburzyło.
W miejscu, gdzie powinny być ślady jej ukochanego, była kałuża. Kałuża krwi.
Zeskoczyła z grzbietu centaura i zaczęła szukać. Walka. Tak, to są ślady walki. On nie żyje... Tak, nie zostawił mi nadziei na przyszłość... Umarł...
-Co? Dziewczyno... Nie płacz...
-A czemu mam nie płakać? On nie żyje, gamoniu! On zniknął! Nigdy już nie będę szczęśliwa! To wszystko przez ciebie, ty stara zgrzybiała pokrako! Przez ciebie! Straciłam go! Straciłam!!!
I w tedy doszło do niej, że nie straciła. Była sobą. Nie straciła siebie ani jego.
-Widzisz teraz, że jeszcze masz nadzieję. Ale ja nie zniosę dłużej tych upokorzeń. Żegnaj - wymamrotał ze złością i odwrócił się.
-Nie! Poczekaj! Nie śmiej mnie tu zostawić! Słyszysz!? Słyszysz?! - ale on nie słuchał. Pobiegł w stronę lasu i zniknął w gąszczu, a ona wiedziała, że go nie dogoni.
-No to się dograłaś. Debilka. - powiedziała do siebie i usiała przed kałużą krwi.
Nie wiedziała, ile tak siedziała. To było coś w rodzaju transu.
Ale nagle się obudziła.
I nie obudziło jej bynajmniej stwierdzenie, że on jeszcze żyje.
-Panienko, pieniążki, biżuteria, drogocenne przedmioty - spojrzała w górę. Przed nią stał człowiek ubrany w łachmany. Już miała odpowiedzieć coś niecenzuralnego, ale w porę zauważyła, że za panem ubranym w łachmany stoi koło dwudziestu podobnie ubranych panów.
-Eee... Nie mam?
Lecz z ust zbója nie dobiegł żaden dźwięk. "Znowu to samo" pomyślała.
-Powiedzmy, że nie masz nic, oprócz swojego ciała. To wystarczy.
Poczuła uderzenie. Potem nic już nie czuła.

*
Lekarz słów pomyślał, że to dobrze, że ta opowieść jest długa. I wiedział, że niedługo się skończy. Miał nadzieję, że da mu wystarczająco dużo czasu.

*
Obudziła się w ciemnym namiocie. Było zimno. Leżała na czymś w rodzaju łóżka, ale do łóżka nie było prawie wcale podobne. Próbowała wstać, ale miejsce, w które uderzając ogłuszyli ją, zabolało niemiłosiernie. Jęknęła.
-Obudziłaś się moja piękna?
-Yyy... Nie? - powiedziała.
-Widzę, że tak. Nareszcie. Nie mogłem się doczekać.
Zbliżył się, a światło pochodni sączące się przez malusieńkie okienko oświetliło jego zgoloną na łyso głowę.
-Nie zbliżaj się! - krzyknęła.
-Dlaczego nie? Zrobię, co będę chciała. Nic mi nie przeszkodzi...
-Heeej! Szefie! - dobiegł głos z zewnątrz.
-Czego, gamoniu? - krzyknął łysy człowiek.
-Jakiś koleś do ciebie?! - odpowiedział głos.
-Nie da rady poczekać?!
-Nie!
-Dobra, idę! - krzyknął - Poczekaj tu na mnie - dodał do Deirdre.
-Nie będę czekać - wymamrotała do siebie. Nie mogła uwierzyć w naiwność tego człowieka. To, że zostawił ją samą, to jeszcze ujdzie. Ale że nie była do niczego przywiązana i zostawił drzwi otwarte na oścież to była już przesada.
Wyszła po cichutku. Nikt nie pilnował chatki. Szybko ale uważne przemknęła za chatkę. Tamtędy szła droga. Poszła nią. Za chwilą znalazła się na głównym szlaku. Nie mogła uwierzyć w głupotę tamtych ludzi. Albo w swoje szczęście.
Szła. Czuła, że on jest już blisko. Że się zbliża. Zobaczyła miasto. Zobaczyła chatę. Weszła do niej.

*
Ten, Który Mówi poczuł, że coś jest nie tak. Już skończył, jego dusza wracała, już była blisko.
Ale opowieść się skończyła. Ciało przestało mówić.
Kiedy ciało Mówiącego już umarło, duch, który pozostał w ciele człowieka, by żyjąc z nim zniszczyć go w kilka minut, zobaczył dziewczynę tak piękną, jak jeszcze w życiu nie widział.
I wtedy poczuł, że ciało człowieka umiera. Poczuł też, jak wielka miłość powstała w sercu człowieka. Czuł także, jak wielka miłość promieniowała od pięknej dziewczyny.
I poczuł, że człowiek przestaje oddychać.
Umarł.
A ona straciła nadzieję na przyszłość.
I umarła zaklęta Deirdre. Obudziła się ta prawdziwa. O duchu pięknym jak ciało. Duchu stworzonym, by być pięknym. By uszczęśliwiać innych. By leczyć innych. Leczyć pięknem i miłością.
I zapłakała. Bo poczuła, że ze starą Deirdre umiera jej dawna siła.
I wiedziała, że zrobi w życiu wiele dobrego. Ale mimo to zapłakała. Gdyż nigdy nie miała być już szczęśliwa. Nawet dając ludziom nadzieję na wyzdrowienie i dalsze życie.
Za wszystko w życiu trzeba płacić. Nawet za chwilę wzajemnej miłości. Warto dla niej umierać.
I rodzić się na nowo.

Lori 02.01.2004 22:46

+++Złudzenie+++


Wieczorem padał deszcz . 17-letnia Selene postanowiła wybrać się na dwór pospacerować . Wzięła kurtkę i poszła . Było jej bardzo zimno ale nie czuła tego . Dotarła do jakiegoś miejsca , bardzo ciemnego i nikogo tam nie było . Dostrzegła coś czerwonego , co splywało z rynny . Podeszła i stwierdziła "To krew !" . Bardzo ją to zaciekawiło . Ale nawet nie podejrzewała że wpadłą w trop strasznej tajemnicy . Zablolała ją głowa ........

*

Postanowiła wejść do piwnicy , bo tam spływała rynna z krwią . To bardzo zwinna dziewczyna i bez trudu przecisnęła się przez wejśćie . Wnętrza zbudowane były z kamieni . Nie było podłogi za to była ziemia .
" Ale tu ciemno " ! . Miała ze soba latarkę , więc włączyła . Korytarz był bardzo długi i dość tajemniczy . Z prawie każdego kącika mysz lub szczur wystawiał główkę . Selene przechodziły dreszczę i kolejny ból głowy . Ale o dziwo nawet nie usiadła odpocząć . Czuła jakiś "Magnes" który prowadizł ją przez piwnicę .

*

Zakończenie korytarza było bardzo imponujące . Ujrzała duzy , wytworny i podziemny dom . " Ach ! Jakze tu pięknie ! Te obrazy , wystroje , dekoracje , fotele ! " . Postanowiła rozgośćić się i usiadła na kanapie . Już praiwe zasnęła aż nagle usłyszała głośny krzyk ....
" Ach ! Kto to krzyczał ? Kto tam jets i co tam sie dzieje ?! Dziwna piwnica .... "
Poszła za głosem tego krzyku ....................
Nie było nikogo ale usłyszłą za drzwiami że tam jest ten ktoś , kto krzyczy . Dzrwi były zamknięte . Gorączkowo szukała klucza . Niestety musiałą wrócić do pokoju i go poszukać . W palącym się kominku znalazła ........ KLUCZ ! Musiała szybko go wyjąć , nim sie spali . W poblizu było wiadro z wodą i pompą . Ugasiła ogień i wzięła klucz , po czym pobiegła do pokoju . Otwrzyła i ujrzała płaczącego chłopca ok. wieku 6 lat . Podeszła i spytała się :

- "Co się stało ?"
- " zamknęli mnie tutaj , siedzę tu już od 2 dni . Jem tylko myszy "
- " Och ! Kim jesteś ? "
- " Jestem Tim i mam 7 lat . A ty ? "
- "Jestem Selene , ale nie ma czasu na wyjaśnienia ! Pomogę ci ! Chodźmy ! "

Wzięła Tima za ręke i poszła . Oprócz korytarza kanap i pokoju nie widać było wejśćia . Selene zasatanawiała się gdzie teraz pójść . I nagle zobaczyła dziurkę a obok niej młotek a tam w ziemi wyryte słowa :

"Znajdziesz kogoś nieznanego
Chociaż go nie uwolniono
nagle głebi serca jego
łez kałużę uroniono

Niechaj słońce się ukryje
A księżyc wiecznie nastanie
znaczy to , iż juz nie żyjesz
bo jesteś w wampirów klanie"


Selene przestraszyła się bardzo treśći wskazówki . Bolała ja głowa osłabły nogi i ręce ............ Zemdlała ................ Tim cały czas jej pilnował wierzac ze przeżyję ten szok choc nie rozumiał co piszę na ziemi ....

C.D.N.

P.S. piszcie PW z komentarzami ^_^

MonioXa 21.01.2004 10:44

Świat Anandy. cz.1

Jestem Amanda i mam 13 lat. Mieszkam w małej wiosce, której nie ma na mapie. Są plusy i minusy mieszkania na wsi. Nie jeżdżą samochody, można się opalać i chodzić do późnej nocy, ponieważ weś jest mała. Ale niestety są też minusy mieszkania na wsi. Muszę pomagać przy codziennych pracach domawych jak: mycie naczyń, podłóg, zbieranie jajek od kur i innych rzeczy jakich nie chce mi się robić. Mam też swoją pazckę. Składa się z pięciu osób: Pauly, Anastazji, Patrycji, Marceliny i oczywiście ze mnie :). Anastzja jest moją najlepszą przyjaciółką, ale i o reszcie paczki też nie zapominam. Razem się opalamy, pływamy w jeziorze i jeździmy na koniach. Dla mnie fajnie żyje się na wsi, ale zawsze chciałam zamieszkać w mieście. Marcelina, która raz była w mieście opowiadała mi, że nie warto tam mieszkać:
- Tam nie da się oddychać! Wszystko się zabetonowane, tylko są parki. Kilka drzewek. W mieście bie sznują przyrody - oburzyła się Marcelina.
Ale ja i tam zawsze chciałam zamieszkać w mieście i mnie nie interesowało o kto mówi. Mówili, że jestem uparta jak osioł :P.
Lecz któregoś dnia rodzice zrobili mi niespodziankę, miałam wyjechać do miasta! Ciocia Eliza napisała , żebym przyjechała do niej na wakacje a był czerwiec. Szybko powidziałam mojej paczce dobrą nowinę:
- Jak to? Masz wyjechać? - powiedziały koleżąnki zasmucone.
- Przykro nam jest, że jedziesz - oznajmiła smutno Anastazja. Zrobiło mi się jej żal - Ale spełniło się twoje marzenie, więc jedź nie chcemy abyśmy stały na przeszkodzie twoim marzeniom - dodała. Ja i Anastazja uscisnęłyśmy się:
- Będe pisać do ciebie - poeiwdziałąm do Anastazji.
Wieczorem zaczęłam się pakować. Pomagały mi w tym koleżanki:
- Hmmm co mam wziąć?
- Może to? Taka ładna sukienka w kwiatki - oznajmiła Paula.
- No nie wiem - odpowiedziałam.
- W mieście trzeba się ubierać modnie i w obcisłe ciuchy - powiedziała Marecelina.
- Może pójdziemy do sklepu i kupimy coś dla ciebie. Jeszcze sklepy są otwarte - dodała Anastazja. Ala to ją podziwiałam, że zawsze umiała pocieszać ludzi i doradzać im.
Ze skarbonki wzięłam moje oszczędnosci i poszłam do pobliskiego sklepiku z ciuchami. W nocu kupiłam moim zdaniem modne ciuchy, czyli: jakieś szerokie na dole spodnie nazywane dzwonami, różową bluzkę i dżinsową kurtkę. Jeszcze moje włosy ułożane w warkoczyki zostały rozpuszczone, bo jak mówią moje koleżanki wydlądam w nich lepiej niż w warkoczkach.
- Teraz wyglądasz jak dzieczyna z miasta. Nigdy bym cię nie poznała, że jesteś ze wsi - komplementowała mama.
Rano przyjechała po mnie cocia Eliza samochodem. Całą paczka się zeszła wraz z rodziną. Pomachałam im i wyruszyłam ku przygodzie do miasta...

Koniec części pierwszej
Ps. Piszcie na PW co sądzicie o tym opowiadaniu.

Milva 21.01.2004 13:34

Tą hisrorie oparłam na książce "Mistrz i Małgorzata''

Był gorący niedzielny wieczór. Na ulicy Błonkowej nie było dosłownie nikogo oprócz dwóch ludzi. Pierwsza z nich oczytana, inteligentna redaktorka miesięcznika literackiego Magdalena Iwanowicz oraz młody, dość naiwny prozaik Michał Bokanek o psełdonimie S****iątko szli w strone parku rozmawiając o Jezusie:
- Ależ Misza, czy ty nie rozumiesz, że napisałeś o Jezusie jakby istniał?! Sęk w tym, żeby nie oczerniać Jeszue tak jak ty to zrobiłeś, ale ukazać, że nie istnieje...
W tym czasie na ulicy Błonkowej tego dziwnego ( co trzeba odnotować ) dnia pojawił się pierwszy osobnik w blasku zachodzącego słońca. Drugą rzeczą, krórą musimy odnotować to jego wygląd. Otóż niektórzy stwierdziliby, że ma on nibieskie oczy i jest niskiego zwrostu, inni, że ma szare oczy i jest wysoki. Ale, zaden a tych rysopisów nie był prawdziwy. Otóż nasz osobnik miał jedno oka piwne, szalone, a drugie czarne i puste. A zwrostu był średniego.
Słysząc rozmowe naszych bohaterów elegancki cudzoziemiec postanowił się przysiąść.
C.d.n....

MonioXa 22.01.2004 17:13

Świat Amandy cz.2

Ciocia Eliza mieszkała kilkaset kilometrów od wsi. Zostawiłyśmy samochód w specjalnym wagonie na samochody (coraz dziwniejsze są te pociągi :D). Pierwszy raz jechałam pociągiem. Zawsze tylko słyszałam jak ludzie opowiadali o nich. Usiadłyśmy razem z ciocią na fotelu. Wieczorem byłyśmy w restauracji, która była w pociągu. Jedzenie bło nawet dobre, ale nic nie równa się z wiejskim jedzeniem. Jechałam z ciocią tak kilka dni. Miałam już tego dość, chodź pozałam nową koleżankę Emilię, któa też jechała do tego samego miasta co ja, gdyż tam mieszkała. Super! Wreszcie będe mieć przewodnika! Wreszcie dojechałyśmy. Peron, z którego wyszłyśmy był kilka kiloretrów, więc trzeba było jechać samochodem. Po godzinie wyszłam z ciocia z samochodu. W mieście było lepiej niż sobie wyobrażałam! Ale Marcelina miała rację, wszystko było zabetonowane.
- To pewnie uroki miasta - pomyślałam.
W domu cioci Elizy były trzy pokoje: gościnny, sypjalnia coci i mój własny poków, który został niedawno wyremontowany. Mój pokój był różowy. Było w nim tak przytulnie! Ciocia Eliza była bardzo bogata, gdyż miałam też własny telewizor, radio i telefon komórkowy. Nigdy nie miałam komórki. Nie umiałam jej trzymać. Ale szybko się przyzwyczaiłam. Następnego dnia przyszła do mnie Emila. Zabrałą mnie ze sobą do miasta. Czułam się nie swojo. Były duze budynki. Kryte baseny i mnóstwo sklepów. Nagle zatrzymała się Emilia mówiąc:
- Już jesteśmy.
Zatrzymałyśmy się pod sklepem z ciuchami i obuwiem.
- Wiesz te ciuchy, które masz na sobie nie pasują do ciebie - powiedziała Emilia i zaprowadziła mnie do sklepu. Zaszłyśmy też do fryzjera i do pre innych miejsc. nie mogłam poznać sama siebie. Nigdy mi się nie śniło aby tak wyglądać! Następnego dnia rano Emila zapoznała mnie ze swoją paczkę. Byli w niej: 13-letnia Natalia, 13-letnia Tamara, 12-letnia Sara, 14-letni brat Emili Marek i 13-letni Damian. Damian jest super :wub:! Jest to chłopak wysoki ,wysportowany, który umiał się odpowiednio zachować. Wszyscy podali mi rękę a Damian poparzał na mnie i powiedział:
- Miło ciebie poznać Amando!

Koniec części drugiej

Milva 23.01.2004 21:59

Część druga

Tak, więc nasz cudzoziemiec postanowił się przysiąść...
- Przepraszam państwa, ale czy wy nie wierzycie w Jezusa?
- Ależ oczywiście - odpowiedziała Magdalena Iwanowicz
- Ależ jakto możecie w niego nie wierzyć?
- A takto - odpowiedział S****iątko zbulwersowany nachalnością gościa
- Czyli nie wierzycie też w szatana? - rzekł nietypowy osobnik
- Nie wierzymy!!
" Zapaliłbym - pomyślał S****iątko"
- Jakie pan pan pali?- zapytał nie oczekiwanie
- A jakie pan ma?- pwiedział zdziwiony
- Jakie pan pali?- powturzył pytanie beszczelny gość
- Papierosy Dobre
I oto przed nim pojawiła się paczka, świerzo opieczentowana paczka Dobrych
- Tak więc powiedzieli państwo, że nie wierzycie, ani w szatana, ani w Jezusa, ale jak można nie wierzyć w kogoś kogo się spotyka?
"Wariat"- pomyślała Magdalena Iwanowicz
- Pozwólcie, że udowodnie wam istnienie Jezusa...
I tak o to popłyneła historia jak nasz gość był świadkiem spotkania Jeszui z Poncjuszem Piłatem...
C.D.N.

WILU 29.01.2004 21:35

Idealne dziecko z morałem...

Dawno, dawno temu w dalekim królestwie żyło sobie małżeństwo simów Rafał i Weronika. Kochali się. Ona poznała go na starówce. Zaczęło się od niewinnej rozmowy, a po paru minutach całowali się namiętnie. Weronika urodziła dziecko. Nazwali je Kasia. Kasia zawsze była pilną uczennicą, lecz zaczęła staczać się na dno... Ubierała się na czarno, paliła papierosy, nie chodziła do szkoły. Kasia trzy razy nie była w szkole i poszła do specjalnej. Weronika i Rafał długo płakali za Kasią. Zrobili sobie nowe dziecko. Tym razem idealne... Weronika pracowała w firmie klonowania królików. Stworzyła tam dziecko idealne o imieniu Basia. Zawsze miała szóstki. Dzięki temu zawsze przynosiła stówę do domu i byli bogaci i szczęśliwi! Ta historia uczy nas, żeby zawsze chodzić do szkoły!!!

To moje pierwsze opowiadanie...

WILU 31.01.2004 11:25

„Mroczna tajemnica”

Alfred i Agnieszka mieszkali w małym domku. Zawsze żyli skromnie. Nigdy nikomu nie okłamali, jednak ich głowy co noc nawiedza koszmar senny z przed lat. Kiedyś dawno temu mieli dziecko, ślicznego chłopczyka. Nazwali go Piotr po dziadku Agnieszki. Niestety nie było ich stać na utrzymanie dziecka, postanowili je zabić. Zaplanowali to bardzo sprytnie, chcieli żeby dziecko umarło szybko. Zbudowali obok swojego domku małą altankę, wprowadzili tam Piotrusia i powiedzieli żeby bawił się fajerwerkami. Chłopiec nic nie podejrzewał, niestety raca spadła na ziemię i spaliła altankę wraz a nim. Rodzice nie chcieli prowadzić nawet rozmowy z kostuchą, chcieli się pozbyć dziecka. Po dziecku pozostał nagrobek ukryty w krzakach. Pewnego razu jeden z ich są siadów odkrył ich mroczną tajemnicę. Zażądał pieniędzy za nie wyjawienie tajemnicy. Alfred i Agnieszka nie mieli pieniędzy na zapłatę, wiec postanowili popełnić samobójstwo. Wskoczyli razem do jeziora i utopili się. Może w niebie będą mogli żyć razem ze swoim dzieckiem w dostatku.

dona 21.02.2004 12:52

"PRZYJACIÓŁKI"
odcinek 1
[color=purple][COLOR=purple]Mariela pracuje jako nauczycielka muzyki ma bardzo zdolnych uczniów jest bardzo z tego zadowolona mieszka w dwu pietrowym domu z psem kotem i siostrą która ma na imie Jola .Jola nienawidzi Marieli choc ona na nia zarabia poniewaz tylko Mariela pracuje . Jola zakochała sie w chłopaku swoje siostry i glatego sie nie nawidza .Mariela jak zwykle idzie do pracy . Przyjechała na miejsce i jaki głos sie do niej odezwał nieznajomy głos
Ktoto moze byc pomyslała Mariela nie odwracając sie .

Milva 21.02.2004 14:45

Część trzecia...
Tak wię Magdalena i S****iątko wysłuchali opowiesci o Poncjuszu Piłacie.
- No więc nadal nie wierzycie w Jezusa?
Magdalena Iwanowicz i S****iątko wymienili między sobą znaczące spojrzenia.
- Pozwoli pan, że nachwilę sie oddalimy- powiedziała Iwanowicz
- Ależ oczywiście! Księżyc zielony, tranwaj, Anuszka, śmierć- zamruczał gość ledwo dosłyszalnie
- Misza- rzekła Magdalena, gdy oddalili się od cudzoziemca- musimy zadwonić do szpitala psychiatrycznego!
- Dobrz, ale...
- A ty zostań i go popilnuj
- Ale...- rzekł S****iątko ze strachem zezując na szaleńca, który właśnie stwierdził, że widział Jezusa.
- Idę zatelefonować- i poszła nawet się nie obejrzawszy
Iwan ze strachem usiadł koło wariata...
-Eee... czy mogę zobaczyć pana dokumenty?
- Ależ przoszę- i podał z gracją jakieś papiery
- Woland, profesor czarnej magi Woland- zamruczał Misza

W tym czasie Magdalena Iwanowicz udała się na stację zatelefonować.
Budka telefoniczna znajdowała się na drugiej stronie, niestety sygnał zawiadomił, że właśnie nadjeżdza trawaj...
Tak, wiec Magdalena chociaż znajdowała się w bezpiecznej odległości pstanowiła się posunąć do tyłu...
... i zdażył się wypadek. Otóż Magdalena Iwanowicz poślizgneła się na dziś rano wylanym oleju kupionym przez Anuszkę z ulicy Warszawskiej.
Jej ciało ztoczyło się ta tory, jedyne co zdąrzyła zobaczyć to zielony księżyc. Ze stacji dobiegły zduszone głosy, krew prysneła na twarze rozchisteryzowanych ludzi. Ktoś biegał i krzyczł " To Anuszka, ta z Warszawskeij, wylała dzisiaj olej!
Odcięta głowa Magdaleny Iwanowicz potoczyła sie aż na ulicę Błonkową gdzie S****iątko i szaleniec, który doprowadził do tej tragicznej śmierci siedzieli na ławce...
Przerażony Misza spojrzał na cudzoziemca, ale tego już nie było...

Otóż cudoziemiec nie był żadnym, szleńcem, ani wariatm, nie był też oszustem... profesor czarnej magi Wolan był szatanem...

Koniec cześci trzeciej i ostatniej

dona 22.02.2004 08:29

Mariela po chwili odwruciła sie i ujzała wysoką szczupłą kobiete.
-Czesc mam na imie Brigida jestem ty nova a podobno jestes tutaj najlepsza czy mogłasby zpoznac mnie i podłuczyc ,wysłała mnie do Ciebie dyrekcja - powiedziała nie znana jej kobieta .Alez tak - odpowiedziała . Oprowadziła ją po szkole i po klasach gdzie uczyli sie uczniowie i zapoznała ją z papirani pokazała jej wszystko i zdązyły sie tez lepiej poznać . Mariela wruciła do domu i zajzała do pokoju jej sieostry a ona jak za zwyczaj tam siedziała i płakała i chciała jej powiedziec ...Ale zadzwonił telefon -Halo -odebrała - Czesc tu maciek (tak miał na imie jej chopak)Chce cie zaprosic na kawe wiesz spotkajmy sie w naszej restoraci -powiedział do telefony Maciek . Ok bede za 10min . Gdy mariela dojechała na miejsce wytrzeszczyła oczy i prawie zemdlała z zaskoczenia ..

pushek 24.02.2004 19:20

Data: 24.02.2004
Autor: Krzysztof Kozioł

Długi, ciemny korytarz...

W nieruchomym centrum kosmosu czas mijał nieubłaganie, Mały Książę z dnia na dzień stawał się coraz starszy. Miał już ponad 25 lat, ale dalej czuł się jakby był dzieckiem i wcale mu to nie przeszkadzało. Róża jednak dalej bawiła go swoim pięknem i to było dla niego tak fascynujące. Właściwie Książę nie zmienił się zbytnio fizycznie, poza jednym szczegółem – mianowicie rosła mu już broda i wąsy, co było wynikiem codziennego golenia się przez chłopca, jednak wszystkie zmiany z wiekiem zachodziły w jego psychice, powoli popadał w obłęd i zdawałoby się, że nic go z tego nie wyrwie. Dorosły Mały Książę mimo swojego podeszłego wieku, z niezbyt trzeźwo myślącym umysłem, postanowił wyruszyć w podróż po planetach otaczających jego skromne miejsce zamieszkania. Róża niestety z powodu grypy nie mogła wybrać się wraz z nim, a terminu wyprawy zmienić się nie dało.

Przygotowania do podróży trwały ponad cztery godziny. Lista rzeczy – spisana, wulkany – wyczyszczone, baobaby – wycięte, róża – podlana, czyli wszystko było wykonane i można było wyruszać w podróż.

Pierwszą planetą na jaką trafił była Nibylandia. Kraina marzeń, snów, mlekiem i miodem płynąca, idealna dla smakoszy. Wszystko na niej było niby na niby, jednak tak prawdziwe. Nic nie było jasne jak słońce, jak księżyc... jednak to właśnie było niesamowite, w sam raz dla Małego Chłopca. Na planecie działy się cuda. Potrzeba więcej fantazji, a można było uwierzyć w tę charakterystyczną nierealność, wykroczyć poza ustaloną strefę. Mały Książę, gdy był jeszcze młody mógłby zrozumieć cel istnienia tej planety, jednak teraz nie był w stanie odnaleźć się i poczuć czar wpięty w klimat Nibylandii, więc po prostu opuścił dziwne miejsce.

W momencie opuszczenia niemalże doskonałej planety Mały Książę zastanawiał się czemu nie dał rady zrozumieć jej istnienia. “Ta planeta przecież była tak na niby, dokładnie tak jak kiedyś za mojej młodości”. Jednak nie mógł tak zastanawiać się latami, przestał i wyruszył w dalszą podróż.

Na drugiej planecie jednak nie było tak jak na poprzedniej, tutaj Mały Książę musiał działać natychmiast, ponieważ miejscem, w które trafił okazał się długi, ciemny korytarz. Oparł swoją ciężką głowę o ścianę. Był wykończony. Nieprzyjemny chłód ciągną od średniowiecznych, kamiennych posadzek. W powietrzu można było wyczuć charakterystyczny zapach, odór. Tak pachniała śmierć. Było duszno, pomimo przeszywającego chłodu. Mały Książę chciał się podnieść, jednak dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że nie ma na tyle sił. Lepka ciecz spływała po jego skroni. “To pewnie pot” - pomyślał sobie, nie dopuszczał do siebie myśli, że jest ranny. Oddychał ciężko, nierytmicznie. Tracił litry krwi.
-N-n-n-ie skończę w ten sposób! - mówił sam do siebie, po czym zacisną zęby. Strach go paraliżował.
-A co jeśli trafię na NIEGO? - przez chwilę wydawało mu się, że widzi JEGO straszliwe, czerwone oczy w cieniu. Odruchowo złożył się do strzału ze swojego kosmicznego plazmowego karabinu, w który zaopatrzył się przed wyjazdem. “Nie mogę ulec szaleństwu” - pomyślał. Każdy krok, przez ciemny korytarz rysował się bólem na jego twarzy. Nie chciał nawet sam dla siebie pokazać swojej słabości. Nagle usłyszał krzyk, śmiertelny krzyk rozrywanej ofiary. Jakaś niewidzialna siła skierowała go w stronę wydobywającego się wrzasku. Mały Książę w swoim życiu widział wiele zjawisk, jednak te sprawiło, iż ugięły się jego kolana i włosy zjeżyły na głowie. Na środku komnaty, rozświetlonej blaskiem pochodni leżał martwy człowiek z rozdartą tytanową zbroją na sobie.
-Cokolwiek go dopadło jest tutaj ze mną – znowu powiedział sam do siebie.
Mały Książę znowu spojrzał na zbroję poległego, przypominała ona mu podartą koszulę zamoczoną w krwi. Z zamyślenia wyrwał go szmer. Klęczał nad szczątkami człowieka, wystawiony na atak. To wszystko mogło przyciągnąć to COŚ. Mały Książę po raz pierwszy w życiu poczuł śmierć nad sobą, prawdziwą i ostateczną. Bez namysłu rzucił się do ucieczki, biegł przez ciemne korytarze gubiąc rzeczy zapakowane w jego plecaku. Wszędzie widział czerwone oczy demona. Wyobraźnia wyćwiczona za czasów dzieciństwa dodawała strachu, każda ściana była potworem, zmorą gotową rzucić się na niego. Zatrzymał się dopiero, gdy dobiegł do rzeki, w której zamiast wody płynęła lawa. Upał bijący od magmy był nie do zniesienia, odszedł i zaszył się w jakimś kącie. Nagle z podestu, który znajdował się nad miejscem schronienia Małego Księcia posypał się pył. Chłopiec czuł tylko pieczenie na skroni, gdy pot mieszał się z krwią. Słychać było skrzypienie starych, drewnianych schodów – COŚ nadchodziło. W ostatnim przypływie desperacji Mały Książę uderzył w posąg gargulca, odłamując mu kamienną rękę. Chwycił ją oburącz i czekał na swojego anioła śmierci. Mały Książę odwrócił się do tyłu i zobaczył czerwone oczy wroga. Rzucił się do panicznej ucieczki, po kilku minutach dobiegł do dziwnego portalu, którego górę zdobiła wielka reklama “Tyskie – dziś wieczorem”, a pod nią niewielki napis “Kefir Danone – jutro rano”. Mały Książę nie wiedział co go czeka za wrotami portalu. Piekło? Cierpienie? Śmierć? A może ratunek? Jeszcze chwilę się zastanawiał, po czym przeszedł przez drzwi.

Po przejściu wrót portalu znalazł się w dziwnym tunelu z niebieskim neonem na końcu, w kilka sekund dotarł do rażącego światła. Na chwilę zemdlał, po czym obudził się na swojej planecie. Wszystko było po staremu, obok Małego Księcia znajdowała się róża oraz wulkany, które wymagały ponownego przeczyszczenia. Chłopiec postanowił już nigdy nie wyruszać w podróż po kosmosie. Był szczęśliwy, że jest już w domu. Zastanawiał się czy to był tylko sen, czy jednak naprawdę przeżył to wszystko? Podczas tej przygody poczuł co to jest strach, strach przed śmiercią. Te uczucia były dla niego wcześniej zupełnie obce. Mały Książę został już do końca na swojej planecie, codziennie wykonywał swoje obowiązki i cieszył się widokiem róży. Jedno jest pewne – już nigdy nie wyruszy w nieznane.

Vilgefortis 13.03.2004 20:00

Patrzyła na ciemną wystawę księgarni.Powoli zapadał zmrok.Na pustym rynku nagle pojawił się obcy mężczyzna.Uśmiechał się.Dziewczynka spojrzała na niego z zainteresowaniem.Miał ciemne,trochę potargane włosy i lekki zarost.Mimo to sprawiał wrażenie sympatycznego.Zapytał:
-Jesteś gotowa?
Dziewczynka zdziwiła się.Nie z powodu pytania.Już wiele obcych osób zadawało jej podobne.Po prostu,jak to zawsze określała nic nie "czuła".Zawsze umiała przewidzieć w nieokreślony sposób intencje rozmówcy,tym samym znajdując na nie odpowiedż.Po dłuższym namyśle odpowiedziała:
-Nie wiem...
-Jeszcze masz czas.Nie musisz od razu rozumieć wszystkiego...
Posłał jej pogodny uśmiech i zniknął w ciemnościach.
C.D.N. nastąpi,jeśli się spodoba.Czekam na komentarze ;).

.:GGA:. 13.03.2004 20:33

Yyy.. jaa... ja to chyba skądś znam :blink:

Vilgefortis 13.03.2004 20:58

Serio???Przysięgam,że nie zgapione...Wymyślałam sama.

.:GGA:. 13.03.2004 21:34

Serio! :blink: Albo znowu mnie trapią sny prorocze i deja vu, albo mi się zdawało... :blink:

OK! JUŻ KONIEC POSTÓW NIE NA TEMAT!

Vilgefortis 13.03.2004 22:34

OK.No to piszę dalej...
Przy pierwszym spotkaniu Ewa miała dopiero 7 lat.Zawsze była inna niż jej rówieśnicy.Wiecznie zamyślona i bystra,umiała spostrzec,czego nikt inny nie widział.Lecz jej prawdziwym,niezrozumianym nawet przez nią samą darem była niezwykle dobrze rozwinięta intuicja i "przewidywanie",ogólnie nazywanym przez dziewczynkę "czuciem".
Mieszkała z babcią.Matka umarła przy porodzie,a ojciec nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za dziecko.Została tylko babcia,stara ekscentryczka,która na każdy temat miała własne zdanie.
Weszła do małego mieszkanka w starej,trochę odrapanej kamienicy.
-Już jestem!
-Wreszcie.Gdzie ty się szwędałaś?-spytała z wyrzutem babcia.
-Trochę się zasiedziałam u Marty...
-Acha.
-...i spotkałam po drodze jakiegoś dziwnego pana.
Babcia spojrzała na Ewę ze zdumieniem,jednak szybko się opanowała i podreptała do kuchni.Wnuczka po cichu ruszyła za nią.Nagle babcia zaczęła dziwnie mamrotać,wyraźnie nie zdając sobie sprawy z obecności dziewczynki:

I na razie tyle.Jeśli tu nie można,to (jeśli komuś się chce) prosiłabym o komentarzna PW.

cornishonka 14.03.2004 20:16

1 część historii pt. ,,Mała Laura"

- Biedne dziecko... - Mruczała starsza kobieta pod nosem na przystanku autobusowym przy osiedlu Greyville. Teraz uniosła twarz. Pod oczami miała worki, jakby nie spała od kilkunastu nocy. Zaczęła walić laską o ziemię i wrzeszczeć do ludzi na przystanku: - GDYBYŚCIE TAK MOGLI JE PRZYGARNĄĆ! TO MIASTO JEST I TAK JUŻ W BEZNADZIEJNYM STANIE! - Parę najsłabszych odeszło od przystanku, inni przycisnęli stopy do ziemi i zaczęli zgrzytać zębami. Gdy nadjechał autobus, staruszka weszła do niego, a wszyscy wysiedli.
- Świetnie, więcej miejsc dla mnie! - Parsknęła śmiechem. Gdy autobus zatrzymał się przy Greyville 17a, staruszka wysiadła. Rozejrzała się i poszła do zaułku, gdzie są same kosze na śmieci.
- Babcia! Jedzenie! - Usłyszała głos zza koszu na plastik. Siedziała tam mała dziewczynka o długich blond włosach, które błyszczały się w słońcu. Miała piękne, niebieskie oczy. Ale ubranie już nie takie ładne. Była to obdarda sukieneczka z dziurami na kolanach.
- Nie, nie jestem Twoją babcią i nie mam jedzenia. - Mruknęła starucha. Z pięknych niebieskich oczu pociekły łzy.
- Jestem głodna. Nie jadłam od wielu dni. - Pisnęła mała dziewczynka i zaczęła klęczyć.
- Niedługo zjesz. Mam znajomych, małżeństwo, którzy marzą o dziecku, a nie mają samochodu, by pojechać do domu dziecka. Cieszysz się?
Dziewczynka tylko otarła oczy i wstała na gołe nogi.
- Idziemy, Lauro...
------------------------------------------------------------
CDN. I nie komentować :P

cornishonka 17.04.2004 22:43

2 część

W bardzo eleganckim domu, na zielonej kanapie siedziała Alicja i Mariusz.
- Nudna cisza, hę? - Mruknął Mariusz. W tym momencie zadzwonił dzwonek.
- Otworzę. - Mruczał dalej. Gdy otworzył drzwi, zobaczył staruchę i małą, piękną dziewczynkę.
- O co chodzi, Mario? - Spytał, patrząc to na staruchę, to na dziewczynkę.
- O nic takiego. Słyszałam, że szukacie dziecka. Znalazłam ją na śmietnisku trzy tygodnie temu. Sądzę, że ucieszy was fakt, że teraz należy do was.
Mariusz wytrzeszczył oczy. W tym momencie przyszła Alicja.
- Jakie to śliczne! - Pisnęła i uklęknęła przed dziewczynką. - Jak się nazywasz, malutka? - Powiedziała z wyjątkowo słodkim uśmiechem.
- Laura.
- Aha! A ile masz lat?
- Siedem.
- Umiesz liczyć?
- Raz, dwa, trzy, cztery...
- Znasz alfabet?
- A, B, C, D, E, F...
- Super! - Pisnęła Alicja i wstała. Laura popatrzyła na nią niebieskimi oczami.
- Widzę, że się rozumiecie. To ja idę. - Uśmiechnęła się starucha. Mariusz stał w drzwiach nadal jak posąg w drzwiach z wytrzeszczonymi oczami na ścianę, a Alicja wzięła Laurę na ręce i weszła z nią do domu.
- Jaki domek! - Uśmiechnęła się Laura.
- Prawda? Ale rozrywkę będziesz miała podobną do naszej. Nie możemy ci kupić zabawek. A jedzenie też podobne. Choć, rozstawię ci materac, na którym będziesz spać. - Zaczęła tłumaczyć Alicja. Laura usiadła na zielonej kanapie. Po chwili pojawiła się Alicja z ładną sukieneczką, niebieską w czerwone kwiatki. Ubrała w nią Laurę.
- Choć, pójdziemy zjeść. - Powiedziała i zaprowadziła dziewczynkę do kuchni.

*

Od wprowadzenia Laury minęły już cztery dni. Dziewczynce bardzo się tu podobało. Jedyna rzecz, jaka się nie podobała Laurze, to Mariusz. W ogóle go nie słuchała, bo nic dla niej nie robił. Gdy Alicja wyszła pielęgnować ogródek, on nie czytał jej bajek, nie pomagał uczyć się malować pędzlem na sztalugach, tylko siedział na kanapie i czytał gazetę sprzed tygodnia. Alicja nie pochwalała zachowania Mariusza. Gdy Laura kładła się spać i dostała buziaka w czoło od Alicji, udawała, że zaczyna spać. Gdy usłyszała trzaśnięcie drzwiami, wstawała i skradała się pod drzwi. Powoli zaczęła słuchać każdy szmer i pisk za drzwiami. Ostatniej nocy słyszała dużą kłótnię:
- Posłuchaj, Mariusz, mógłbyś chociaż mi pomóc! Uwielbiam się opiekować Laurą, ale gdy wychodzę do ogródka, mógłbyś się nią zająć!
- Ja jej nienawidzę! Nie znam się na opiekowaniu bachorami!
- Tak?
- Tak! I wiesz co?! Wydaje mi się, że ona psuje nasze małżeństwo!
- Małżeństwo? Wiesz, niepotrzebnie się z tobą ożeniłam! Nie chodzisz do pracy, nic nie robisz, nie starasz się zdać prawa jazdy! MAM DOSYĆ!
Po tym wrzasku Laura usłyszała tupania i trzaśnięcie drzwiami. Następnego ranka Laura przybiegła do sypialni Alicji i Mariusza. Ale w łóżku była tylko Alicja.
- Alicja! Alicja! Czemu nie ma Mariusza? - Spytała się Laura. Alicja wstała, usiadła na krześle i wzięła Laurę na kolana, całując ją w główkę.
- Wiesz... Mariusz musiał wyjść. - Ale dalej nic nie powiedziała. Zapadła cisza i poszły do kuchni.

CDN. bez komentarzy :P

lacoste 05.05.2004 17:56

Czas na moją historyjke :D
"Czar Miłości"
odc 1
Gośka to romantyczna dziewczyna.Jest piękna,ładnie sie ubiera...jest spokojna,nigdy sie nie nudzi. Pewnego dnia poszla na plażę.Było pięknie.Słońce przygrzewało,a ona opalała sie na hamaku i rozmawiala z kolezanką Angelika.
-Wiesz co,Gośka czemu ty nie masz jeszcze chłopaka?-Powiedziała w pewnym momencie Angelika.
-E,tam.Wszyscy sie za mną kręcą ale to nie jest prawdziwa miłość.-ty tego moze nie rozumiesz,ale to musi być ten jedyny.-Nie byle jaki.-Odpowiedziała Gosia.
-Jak tak myślisz...
Na drugi dzień Gosia miała urodziny.Przyszło bardzo dużo gości do jej wielkiej rezydencji.Byla matka,ojciec i jej cała rodzina.O północy przyszli jeszcze znajomi.Wszyscy świetnie się bawili.W pewnym momencie pewien chłopak Michael zderzył się z Gosią.Zakochali się od pierwszego wejrzenia...
CDN
I jak?Podoba się wam?Szczegóły będą w następnym odcinku!

lacoste 07.05.2004 20:36

Witam! :P
Sory że pisze posta pod postem ale chcialam napisac 2 odcinek mojej historyjki.

Odc 2
Michael zawstydzil sie trochę.
-Czesć mała -powiedzial Michael.-Pójdziesz na kawę?
-Pszepraszam ,ale ja Cię nie znam-odpowiedziala na to Gośka.
troche bylo jej glupio.Ale pszeciez to byl jej wymarzony chlopak.Gośka wyszła z rezydencji i sie poplakala.obok niej pszechodzil jeszcze Michael.
-Dlaczego płaczesz?
Gosia poplakana pszytulila sie do Michaela.
On pszytulil sie do niej.
Tak zaczeła się miłość...
Wreszcie Gosia zasneła na rękach Michaela.Zaniózł ją do swojego domu i czuwal przy niej całą noc.Rano Gosia się obudziła...
CDN
PS Czekam na ocene :D

Vilgefortis 07.05.2004 22:33

-...jeszcze za wcześnie,inne są brane o wiele później...
-Na co za wcześnie?
-Na...Na...Na kolację! Czy dali ci u tej Marty chcociaż raz kolację?
-Nie...
-Jak zawsze!A zsyłają nam tu to swoje dzicko,żeby nam wyżarło wszystko z lodówki!
-To może ja już pójdę spać...?
-Idż dziecko,idż...
Ruszyła przez wąski,ciemny korytarz do swojego pokoju.Była wyczerpana.Najpierw szkoła,ze swoim hałasem,później nieustająca paplanina Marty,a teraz babcia...Rzuciła się na łóżko.Kochała spokój,ciszę.Tym czasem w swoim krótkim życiu rzadko kiedy mogła być choć przez chwilę sama.Pomyślała jeszcze odziwnym mężczyźnie.Choć nie rozumiała do końca jego pytania,wyczuwała instynktownie,że jeszcze nie jest gotowa.Na co?Z resztą...Jeszcze ma czas...Jeszcze zrozumie...

cornishonka 08.05.2004 13:57

3 część

Popołudnie Alicja i Laura spędziły w głębokiej ciszy. Nic nie było do roboty, niż czytanie książek. W tym momencie zadzwonił telefon.
- Ja odbiorę, Laureńko. - Powiedziała do Laury, gdy ta już biegła do telefonu.
- Halo?
- Alicja?
- Mariusz? Odwal się ode mnie. Nie dotarło do ciebie, że nie chcę już cię słuchać?
- Daj spokój. Tamta kłótnia to... No wiesz. Czasem mi odbija. Ale bez ciebie nie potrafię żyć. Teraz tylko chodzę po ulicy jak jakiś włóczęga.
- Ja...
- A po za tym nie mam mieszkania i pieniędzy.
- WYSTARCZY! WIEDZIAŁAM, ŻE DZWONISZ TYLKO PO TO, ŻEBY MNIE UBŁAGAĆ O PIENIĄDZE I DOM!
- Ale... Nie... Źle myślisz...
- DOSYĆ! NIE CHCĘ CIEBIE SŁUCHAĆ! JEŚLI ZADZWONISZ CHOCIAŻ JESZCZE RAZ, ZMIENIĘ NUMER TELEFONU!
Alicja zakończyła rozmowę tymi słowami. Rozglądała się. Laura była w swoim pokoju i bawiła się lalkami. Tymczasem Alicja usiadła na kanapie i zasłoniła swoją twarz rękami. Łzy zaczęły jej ciurkiem lecieć po polikach. Spojrzała na siebie w lustro. ,,Właściwie, czy to był dobry wybór?" - Mówiła sobie w myślach, patrząc na swoje czerwone poliki. Ale nie mogła tego odwołać. Nie znała numeru Mariusza, właściwie nie wiedziała, czy on dzwonił z budki czy z komórki, a może z gorszych rzeczy. Ciągle dręczyło ją pytanie: Czy to sen, czy jawa? Podobnie czuła się w wieku czternastu lat, kiedy zobaczyła, jak jej chłopak całuje się z najgorszą dla niej dziewczyną w szkole. Ale nie chciała w taki sposób pokazywać to Laurze. Ciągle myślała o jej biednej, dziecięcej psychice. Czy ją też spotka taki los? A może źle się stało, że Alicja przyjęła Laurę pod swój dach? Ciągle o tym rozmyślała, położyła się na kanapie i przymknęła oczy. Po paru sekundach nieświadomie zasnęła.

*

Następnego dnia obudził ją denerwujący dzwonek do drzwi.
- O boże, przespałam tak całą noc? Dzisiaj muszę się wykąpać... - Powiedziała, pociągając nosem. Otworzyła drzwi. To była Maria (starucha).
- Cześć Alicjo. Chciałam tak wpaść i spytać się, co u was? Jak Laura?
- O matko, Laura :ph34r: !
Alicja pobiegła od jej pokoju i otworzyła drzwi. Laura spała na łóżku z maskotką w ubranku. Maria weszła za nią.
- Coś nie tak?
- Nie... W porządku Mario... Po prostu....Wczoraj wieczorem zasnęłam i zapomniałam ją przebrać...
- Hm, w twoim przypadku, to jest tak, że jeśli zasypiasz wieczorem w ubraniu i zapominasz się wykąpać, to znaczy, że stało się coś ważnego. Mów!
Alicja jąkała się, aż w końcu obie usiadły na kanapie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Eee, oceniajcie, jeśli chcecie... Ja nie mam talentu do opowiadań ;P

lacoste 08.05.2004 15:14

"Czar Miłości"
odc 3
Trochę sie pszestraszyła...ale jak ujrzała Michaela to dostała olśnienia...coś jej siedziało na sercu...chciała to powiedzieć ale...to on jej to powiedział...
-Kocham cię-i wsunoł jej na palec pierscionek ze szczerego złota wysadzany brylantami.
-Ale ja...
-Prosze nie odmawiaj mi.Jesteś taka piekna-powiedział Michael wsuwając jej włosy za uszy.
Coś go tknelo...zblirzyl się do niej i...pocałował ją.
-Och,przepraszam ale my się nie znamy...-powiedziała Gosia
-Ale ja cie znam.Wczoraj...
-no to powiesz mi chociaż jak masz na imię?...
-Michael...mam 19 lat...
-Jesteś ode mnie starszy...mam 18 lat...
-No widzisz.Jestes Gosia prawda?....
-Tak...
-Możemy się umuwić na jutro na plażę...o 20:00...
-o o oke..okej...
CDN

lacoste 09.05.2004 15:04

"Czar Miłości"
Odc. 4
I jak myślicie-poszła?Nieeee okradli ją...biedna gosia... :P
Nieeeeee!Ukradli jej torebke!To normalne ze chciala modnie wygladac ale...ściągneli jej sukienke! :P (co za zboczeńcy!) :P Ale Gosia miala pod spodem kostuim kompielowy wysadzany brylantami...na szczęście.
Siedziala na kraweżniku i plakala nagle przestala.
Pomyslala ze ma w torebce prawo jazdy i znów sie rozbeczała.
-Łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!Okradli mnie!
-co za baba!Ryczy ze ją okradli-powiedziała stara babka.
Kazdy wiedzial,ze mieszkaja tu tylko bogaci ludzie.
Nagle przed gośką zrobiło sie wielkie zbiegowisko.
-Policja!Ona jest poturbowana!-powiedzial ślepy facet.
-Nie poturbowana tylko ją okradli...
Zaczeła sie afera.Do zbiegowiska doszedł Michael.
-Co sie stalo,slodziutka?-Zapytal ją.
-Och,tylko ty mnie rozumiesz!-I rzucila mu sie na szyję.
-No chodz-jest za 20 dziewiąta.Pójdziemy na plażę.-Wszystko mi wytlumaczysz.
CDN BUHAHAH :lol:

KiK 09.05.2004 17:21

To prawda że fotostory cieszy się dużą popularnością i sama uważam że takie opowiadania to dobry temat.. ale myślałam o innych tematach...to typowo chłopski temat,a co dla dziewczyn???

cornelia 09.05.2004 18:59

Błagam nie śmiać sie:P

I
"Witaj w Fadden Hills"
Był zimny letni wieczór , drzewa kołysały sie w rytmie powiewajacego wiatru.Na polach juz dawno nie było widac kwiatów pomimo tego ,że było lato.W pewnym małym rodzinnym domku mieszkała dziewczynka o pieknych brązowych oczach i rudawych włosach zwali ja Will.Lecz nie była normalną dziewczynka ,nie bawiła sie lalkami jak inne dziewczynki w jej wieku bwaiła sie samochodami i lubiła nosic szerokie spodnie tak jak chłopcy.To nie było jej najwieksza tajemnicą a raczej jej sekret polegał na tym ze posiadała niezwykłe moce chodz miała zaledwie 7 lat , w przedszkolu zamieniła klocka w butelke......
Po kilku latach kiedy juz Will miała ukończone 14 lat wybrała sie jak zawsze do zwykłdej szkoły.Wydawało sie , że wszystko jest normalne , normalny dzień ,normalne powietrze i normalna droga... lecz nie to nie był zwtczajny słoneczny dzień...Dziewczynka po kilku minutach doszła do swej szkoły,przebrała buty i juz na korytarzu spotkała swoją ulubioną kolezanke Lare miała długie,rązowe,kręcone włosy lecz wydawało sie ,że troche zadarty do góry nosek..
-Cześć Will-Wyjąkała cichym głosem Lara sprawiając wrażenie zdziwionej
-Hej Lara-zawołała Will która jeszcze poprawiała swoją nową spudniczke
Po chwili podbiegła do nich jedna z koleżanek z klasy a zwała sie Jenny była troche przygrubawa lecz bardzo dzielna
-Hej dziewczyny! Wiecie co?-zapytała z lekkim podnieceniem Jenny
-No co?-Wyjąkneła Lara grzebiąc sobie w kieszeni jakby czegos szukała
-Nie mamy dzisiaj W-f bo babka jest chora-z zadowoleniem powiedziała Jenny która nie przepada za zbytnim wysiłkiem fizycznym ,jej ulubionym sportem było zajadanie sie ciastkami
-Szkoda że nie ma ,nie pogramy sobie w siatke-powiedziała Will czekajac na poparcie dosc zakłopotaniej Lary ,lecz ona tylko grzebała w kieszeni swoich niebieskich spodni.
Nagle zapadłą cisza dziewczynki patrzyły sie na sibie oczekując ze ktos skomentuje wypowiedz Will.Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcje dla wielu mieszkańców miasta Fadden Hills ,którzy uczeszczali do tutejszej szkoły oznaczało jedno pięcio literowe słowo "Nauka".Na pierwszej lekcji a była nią matematyka Will uciadła obok Lary która nadal miała nie wyraznie skwaszoną mine.Lekcja sie zaczeła wszyscy usiedli w swoich nowych ławkach a po chwili Pani profesor oznajmiła ,że jutro bedzie wielki sprawdzian z układów równań co nikogo z uczniów nie ucieszyło.Zaraz Will przysuneła sie do Lary szepcząc jej jaka to matematyka jest trudna.Lekcja szybko sie skończyła i zadzwonił dzwonek na przerwe.Ponieważ było lato wiekszość uczniów wyszła na podwórze tak samo zrobiła Will i jej koleżanki.Dziewczynki spoczeły na szkolnej,ogrodowej ławce i wyciągły swoje drugie śniadanie.Nikogo nie zdziwiło że Lara nie ma dziś śniadania bo jak sama uważa chce być w przyszłości modelką i musi sie odchudzać.Jednak Will przypomniał sie ten fakt i z grzeczności zaczeła kolejny wątek rozmowy:
-Laro dlaczego chcesz byc modelka? Przecież tak sie katujesz!-powiedziała Will troszeczke poddenerwowanym głosem
-A co cie to obchodzi?- zapytała Lara z bardzo zimnym spojrzeniem po wstała i podiegła w strone szkoły
-Stój!J..aa nie...-zawołała Will po czym pobiegła za swoja przyjaciółką.
Lara poczuła sie bardzo skrzywdzona przez kolezanke,która tak naprawde nie była niczemu winna poprostu chciała sie zapytać a podobno kto pyta nie błądzi. Will biegnąc za przyjaciółką pomyślała sobie dlaczego to własnie ona i własnie teraz jej to powiedziała?czy to przez emocje? czy poprostu ma zły dzień.Po dłuższym poscigiem za Larą dobiegła do damskiej toalety gdzie Lara siedziała w jednej z ubikacji.Will zdziwiła sie tym faktem poniewaz Lara zawsze powtarzała że wc w szkole jest strasznie nie zadbane i ,że
ona nigdy tam nie zrobi stolca.Will czekała cierpliwie na dziewczynke która długo nie wychodziła z toalety.Po chwili jak na złość musiał zadzwonić dzwonek na lekcje wszyscy z krzykiem wybiegli z toalety ale nie Lara.Will postanowiła zapukać w drzwiczki od ubikacji i zapytac czy cos sie stało lecz nie zdazyła bo przyjaciółka nagle otworzyła drzwiczki i wybiegła bez słowa z toalety.Will bardzo zdziwiło to zachowanie ponieważ
Lara nigdy tak sie nie zachowywała.Po dość długich namysłach Will postanowiła zajrzeć do ubikacji.Odworzyła zielone dzwiczki i ze zdziwieniem zpojrzała w muszle klozetu ,Lara nie zdążyła spuścić wody.Will popatrzyła głębiej i ujrzała pływający papierek o owalnym kształcie.Dziewczynka po chwili zorientowała sie o co chodzi i bez wachania z lekko zaczerwionymi policzkami spłukała wode i pobiegła na lekcje.W drodze do klasy Will zastanawiała sie nad usprawiedliwieniem spóźnienia lezcz nic mądrego nie wymyśliła i postanowiła skręcić do szkolnej biblioteki.Po chwili juz stała przed dużymi drzwiami prowodzoncymi do najstarszego miejsca w histori szkoły.W bibiotece nie było dużo osób tylko jakaś dziewczynka która miała sterte książek na stole.Will usiadła koło niej i postanowiła zagadać.
-Cześć jak masz na imie?-zapytała bez wachania Will
-hej Anka ma na imie -odpowiedziała dziewczynka przeglądająca własnie ksiązke z napisem"o kotach"
-Acha dlaczego nie jesteś na lekcjach?-zapytała Will z wielką dociekliwością
-Ja jestem na pseudo wagarach i właśnie czytam ksiązki o kotach-odpowiedziała Anka która wydawała sie bardzo zadowolona ze swojej wypowiedzi
Will usmiechniechnała sie i wstała z krzesła po czym skierowała sie w strone wyjscia z bibioteki.Dziewczynka z pogrzebaną miną opusciła szkołe czuła sie inaczej jak wolna bez szkoły i nauki.Will usiadła na ogrodowej ławeczce gdzie dziś rano dziewczynki toczyły burzliwe rozmowy które skończyy sie gniewem Lary.Dziewczynka miała na widoku wiele rzeczy :ptaszki cieszące sie życiem,drzewa i cos tajemniczego czym był cmentarz nic w tym dziwnego ale Will spostrzegła jakąś postać.Dziewczynka postanowiła to sprawdzić co ciekawego ta osoba wyrabia i pobiegła na cmentarz.W drodze dziewczynka mogła dostrzec rysy postaci była to kobietao długich jasnych blod włosach wysoka i szczupła.Will po kilku minutach krętą dróżką dobiegła do cmentarza ale kiebiety juz nie było.Dziewczynka pomyślała sobie że trudno i już nie miała ochoty wracać do szkoły ponieważ miała blisko do domu i tam sie skierowała..........

cornishonka 10.05.2004 17:48

część 4

Alicja długo się tłumaczyła, ledwie mówiła slabami. W tym momencie zadzwonił telefon.
- Kur... Jeśli to znowu Mariusz to zmieniam numer!
Odebrała.
- HALO?
- Alicja Gnoff?
- Tak... A ty to kto?
- Michał. Michał Romenlai.
- No tak... Nie znam Cię. Czego ode mnie chcesz?
- Czy to twój mąż chodzi po ulicy jak jakiś włóczęga i prosi o pieniądze?
- O Boże... Przekaż mu, żeby się niech wreszcie ode mnie odwalił... To on Ci podał numer mojego telegonu?
- Tak. Ale posłuchaj. On to zrobił specjalnie. Pokazał mi też Twoje zdjęcie. Uznałem, że jesteś piękna, a on powiedział "Jeśli ci się podoba, to zadzwoń do niej". I... Chciałem się spytać...
- Tak?
- Czy... Umówisz się ze mną... W parku przy Sadvillen 15a ?
Alicja nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. To był nieznajomy facet. Ale może wróżył lepszą, doskonalszą przyszłość?
- Do...dobrze...O...o której?
- O siódmej. Bądź punktualnie.
I zakończyła się rozmowa. Alicja pożegnała się z Marią, ale nadal była w szoku. Czy naprawdę pójdzie? Dziwnie się czuła... Wręcz się bała...

*

Dokładnie za pięć siódma Alicja usiadła na ławce, w samym centrum parku, przy ogromnej fontannie. Była w ładnej, krótkiej i czarnej spódniczce, czarnej bluzce z rękawami do łokci i włosami spiętymi w kok. Założyła także kolczyki z prawdziwego srebra i pomalowała się. Siedziała przed lustrem co najmniej dwie godziny. Ale teraz wiedziała, że jest łatwym kąskiem dla jakiegoś bandyty. Popatrzyła na zegarek. Siódma. Gdzie on jest? Nie miała zamiaru dłużej czekać. Wstała i zaczęła powoli iść. Było słuchać tupanie jej szpilek, bardzo modnych i wygodnych. Wtedy usłyszała głos zza swoich pleców.
- Alicja?
- T...Tak...Michał?
- Tak. Usiądziemy? Gdzieś się wybierałaś?
- Wiesz, ja...Tego... Do barku po napoje...
- Przcież barek zamknięty. No usiądź. - Zachęcał swoim nadzwyczajnym głosem, klepiąc puste miejsce na ławce. Sam usiadł obok tego miejsca.
- Ja...Eee...Właśnie sobie przypomniałam, że o w pół do ósmej mam...Tego...Lekcję...Gry na pianinie... - Mruczała Alicja i powoli zaczęła odchodzić. Jednak Michał złapał ją za rękę i przyciągnął na ławkę.
- Alicjo, nie bądź głupia. Co ci się we mnie nie podoba?
Alicja spojrzała na niego, od butów do czubka głowy.
- Hmmm..Może to, że cię nie znam?
- No to poznaj. W czym problem?
- No..Problem...Yy...Jest...Ale...
Alicja nie mogła nic mówić. Wydawało jej się, że twarz Michała się przybliża...I przybliża...

*

Wróciłą do domu w szoku. Laura spała na kanapie. Znowu. Alicję ciągle dręczyła myśl, że tak bardzo zaniedbała swoje domowe obowiązki. I to już drugi dzień... A na dodatek ciągle myślała o przyjemnościach... Jak choćby taki namiętny pocałunek z nieznajomym facetem... Z tych wszystkich nerwów przebrała Laurę, położyła ją do łóżka i ze sobą zrobiła to samo.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heh, oceniajcie, jak wam się chce. Cornelia, Twoje opowiadanko mi siem podoba! :)

cornishonka 10.05.2004 23:04

część 5

Alicja obudziła się rano z bólem głowy. Nie miała ochoty zajmować się Laurą po raz pierwszy. A może dobrze się czuła? W sumie była jeszcze dosyć młoda, jak miała około 23 lat. Przypomniała sobie słowa matki: "Odpowiedni wiek na własne dziecko to co najmniej 27 lat!". No tak, ale co teraz miała zrobić? Laura mogła by bardzo przeżywać to, że Alicja odda ją do domu dziecka. Ale może pomyśli o innych. Maria? Nie, podobno dużo szwęda się po mieście w poszukiwaniu kremu na jej zmarszczki. Jej znajoma Matylda? To jest myśl... Laura jest jeszcze młoda, pewnie się nie zorientuje, o co chodzi. W końcu Alicja będzie ją częściej odwiedzać. Weszła do pokoju Laury i po cichu zaczęła ją pakować. Zadzwonił telefon. Alicja pędem odebrała, żeby nie obudzić blondwłosej dziewczynki.
- Słucham?
- Cześć Alicjo! Nie obudziłem cię?
- O matko... Cze...cześć Michał. Nie, nie obudziłeś...Spokojnie...
- Wiesz, chciałem się umówić z tobą... Tym razem do klubu, dyskoteka zaczyna się o ósmej, będzie barek i najnowsze hity...
- Ja... nie.
Alicja nie wiedziała, co mówi. Przecież Laurę oddaje, czy nie może sobie odpuścić te nerwy i pójść na dyskotekę?
- Nie chcesz iść?
- To znaczy... Mogę pójść. Kiedy?
- Już dzisiaj. Cieszysz się?
- No...Tak.
- Super, skarbie! Przyjadę po ciebie samochodem o wpół do ósmej, okej?
I odłożył słuchawkę. Alicji wydawało się, że obok niej pojawił się mały aniołek i diabełek.
- Wstydź się, Alicjo! To bardzo nieładnie! Czemu w ogóle oddajesz Laurę? Posłuchaj się mojej Anielskiej duszy i pójdź za moimi radami...
- Nie słuchaj tej chodzącej żenady! Pozwól sobie na odrobinę przyjemności! Może przy okazji znów się z nim pocałujesz!
Alicja uśmiechnęła się, jakby miała się zaraz zemścić, a aniołek zrobił wystraszoną minę. Wkrótce dwie małe postacie zniknęły.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heh, nie chcem już dzisiaj dalej pisać ;d. Niedługo następna część.

A takie pytanko... Czy ktoś w ogóle tu zagląda? Hello! :P

lacoste 15.05.2004 15:55

"Czar Milosci"
Odc. 5
Poszli na plaze.Jeszcze bylo jasno.Przez caly czas gadali.
-Co się stało?-powiedzial Michael.
-eeeeeee...nic.......-odpowiedziala Gosia....
-Przecoiez jastes cala splakana
-Okradli mnie...widzisz,nie mam sukienki i torebki!
-Boshe,co oni robią...
-Nie mają kasy...i kradną...-troche sie odsunela.
-Czemu mi uciekasz?-Zasmial sie Michael :lol:
-Aaaaaaaa....brzydko wyglądasz.Masz ptasie placki na wlosach :lol:
-Tak?
-Tak.
-juz?
-Nie.
-BLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE! Ochyda!
-Boshe,fajne masz wlosy.-Zasmiala sie gosia.
CD moze nie nastapic :lol: :P :lol: :lol: :D

Garfield 16.05.2004 09:11

Pamiętnik Babci

Jestem normalną dziewczyną. Mam 13 lat i mam na imię Zuza Simcool. Moja mama ma na imię Dorota, a tata Zenon.
Teraz opowiem historię, w którą na pewno nikt nie uwierzy.
Pojechałam na wyspę wakacyjną do babci. Było bardzo miło aż do pewnego czasu. Bawiłam się na dworze z kotem o imieniu Pysia. Po jakimś czasie Pysia uciekła do domu. Poszłam na wzgórze, tam zobaczyłam zniszczoną chatkę. Oczywiście zaraz tam pobiegłam, bo kocham przygody. Zobaczyłam schody. Było bardzo ciemno. Gdy wchodziłam po schodach, na górze coś zaskrzypiało. Ujrzałam coś włochatego ze wstrętnym pyskiem. Bardzo się przestraszyłam. To coś odwróciło się i spojrzało na mnie, miało duże, wstrętne ślepia. Zauważyłam, że trzyma coś w ręce. Ten odrażający potwór nagle ryknął i upuścił to, co trzymał w ręku. Uciekłam. Pobiegłam do domu babci, ale jej nie było. Zaczęłam się martwić. Pobiegłam z powrotem do tej chatki, w której widziałam potwora, ale go już tam nie było. Nagle dojrzałam to co trzymał w ręce ten potwór, był to pamiętnik.
Nagle moim oczom ukazała się babcia. Miała oczy szaleńca, takie same jak ten potwór. Bardzo się przestraszyłam. Nagle to coś podobne do babci przemówiło do mnie.
-Weź mój pamiętnik i zniszcz go.
-Ale czemu? - zapytałam.
- Weź i zniszcz - powtórzyła babcia - nie chcę być już tym potworem, to zaszło za daleko.
- Ale co? - zapytałam ponownie.
- Miałam zamieniać się tylko nocą i zabijać tylko złych ludzi. Teraz zamieniam się cały czas, bez względu na porę dnia i zabijam zwykłych przechodniów.
- Ale...
Babcia przerwała mi - Zniszcz ten pamiętnik!
Chwyciłam nóż, który leżał na półce. Wbiłam go w pamiętnik, a z pamiętnika wylała się krew. Nagle ujrzałam pomarańczowe światło. Gdy się obudziłam, zobaczyłam, że jestem w domu. A nade mną pochylona była moja mama.
Byłam bardzo szczęśliwa, że to był tylko sen, tylko zwykły sen.

Koniec

"Kitty" 19.05.2004 15:51

Mam nadzieje że spoba wam się opowiadanie pt. ,,Dziwna rodzina''
Odc. 1
Zona Scotta (Skot) McCandera była piękna i miła Luci (Lusi) p. McCander, która znikneła w dziwnych okolicznościach, do dziś nikt nie wie co się stało z nią.
Zostawiła dwie córki: Matiye (Matije) i Keishe (Keisze), Matiya jest towarzysk, przyjazna i piękna, a zaś Keisha była cicha, spokojna, miła i piękna (tak jak ich matka). Pewnwgodnia Matiya urządziła przyjęcie na cześć swych 18-tych urodzin, Keisha była wściekła na swojego ojca gdyż nie pozwolił wyprawić jej 19-te urodziny i zamkeła się w swoim pokoju. Matiya krzyczała do zamkniętej siostry - Otdwórz te drzwi! - ale Kaisha nie odpowiedziała. Nagle uszłyszano krzyk, ojciec wraz z swoim przyjacielem wyważyli drzwi lecz za puźno Keisha znikneła.

Koniec ODC. 1

No i jak piście jak siępodobało i czy się nie podobało! :)
pozdr.

asiolin 02.06.2004 12:47

Cytat:

Originally posted by .:GGA:.@Nov 5 2003, 10:35 PM
To nie opowiadanie, to jest refleksja...

Był sobie pewien człowiek. Całkiem normalny, ot, taki w średnim wieku... Żył sobie w jakimś mieście, udawał, że wszystko jest dobrze. Udawał, że jest mu dobrze, że "jakoś leci".
Pewnego dnia ten człowiek poczuł, że ma dosyć. Sztuczności, i udawania. Miał dosyć. W jego głowie układała się jakaś cholerna układanka... Pomyślał sobie, że nie ma nic do stracenia. Jak zwykle wyszedł na wieczorny spacer. Jak zwykle poszedł na wiadukt kolejowy w centrum. Jak zwykle stanął przy siatce. Tylko jedno się zmieniło. Ten nocy miał już nie wrócić jak zwykle do domu. Miał nie położyć się do pustego łóżka. Miał jutro rano nie wstać do pracy.
Wspiął się na barierkę. Popatrzył w dół... Wysoko. To dobrze. Wdychał wiatr. Patrzył na mnóstwo ludzi... Wychodzili z pociągów, rozmawiali... Śmiali się. Patrzył jak światła migają. Jak wszystko zlewa się w jedno morze głosów, blasków. Zaczęło mu sie robić zimno. Poczuł, że ściska go coś w gardle. Dobrze. A teraz odliczanie... 10, 9... przypomniał mu się jego wredny szef i zazdośni o wszystko koledzy... 8, 7, 6... przypomniał sobie, że zawsze śmiali się w szkole z tego, że był niski...5, 4... przypomniał sobie śmierć swojej mamy... 3, 2... przypomniał sobie słowa piosenki, której słuchał jego ojciec... "jedyne co mam to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia.. Jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć.."..... jeden.... wziął zamach.... nagle stanął mu w oczach obraz kota, którego dokarmiał... kot był mizerny, miał nadszarpnięte lewe ucho, zawsze łaził po piwnicach.. Zrozumiał, że jednak ma po co dalej żyć. Przecież bez niego kota by już nie było. Przecież to on go uratował od zatrucia ta cholerną trutką na szczury... Zwierzak go potrzebował. I on zwierzaka również.

Zszedł z barierki. Wziął głęboki oddech. I roześmiał się. Tak, jak nigdy od dzieciństwa. Co za ulaga.
Odszedł, niknąc w gęstniejącej mgle.


--the end ... or the beginning--

Nie uciekaj od odpowiedzialności za innych. Dzięki tobie istnieją inni, dzięki inym istniejesz ty.

GGA fajny blog. A swojego opowiadania chyba tu nie zamieszczę,bo na razie ciągle
ppiszę w dziale,,Oceń pracę'' w temacie opowiadania o candy dollsach.

Zizej 05.06.2004 13:58

Moje opowidanko będzie krótkie i wymyśliłam je na basenie czakjąc na wolną kabinę
~~Ukryta prawda~~
Elżbieta mieszkała w bogatej dzielnicy w pięknej willi.Miała tylko jedno dziecko, córkę Kornęlię.Jej mąż zostawił ją dla innej, bogatszej i piękniejszej kobiety.Właśnie wtedy postanowiła,że jeszcze mu pokaże.Z wielkim trudem zdobyła to co ma teraz.Pracowała kilkanaście lat, aby jej ukochna córeczka miała "dobrze" w życiu.Eli jej życie się podobało, miała dużą firmę,piękny dom, mądrą i piękną córkę.Niczego więcej nie chciała od życia.Jedna Kornelii, lub Kori jak mówili na nią przyjaciele nudziło jej luksusowe życie.Prywatna szkoła ładne ciuchy,owszem była zadowolona że ma wybór, jednak wśród jej przyjaciół znajdowały się tylko bogate snobki, które myślały jak się ubrać i umalować na randkę w najlepszej restauracjii w mieście.Ona była inna.Była szalona,wesoła mogłaby być duszą towarzystwa, jednak trzymała się raczej zdala od balów,randek i wypadów za granicę w weekend'y.Ona chciała być w "normalnym" towarzystwie.Jednak kto będzie ją lubił, lubił ją, a nie Kori w bluzcę od Versace??

cdn.

Zizej 05.06.2004 16:44

~~Ukryta prawda cd.~~
Pewnego dnia Poszła do „normalnej” dzielnicy, gdzie mieszkali „normalni” ludzie.Tam , w sklepiku na rogu kupiła ładną bluzkę, wzorowaną na takiej jaką wczoraj kupiła u Channel.Skoczyła jeszcze do sklepu Levis'a i kupiła tanie jeansy.Tam większość jest droga, więc postanowiła kupić jeansy z "odrzutu" były lekko uszkodzone,miały małą plamkę na nogawce.Każda jej koleżnaka zrobiłaby teraz sprzedawczyni awanturę za "coś takiego",ale ona chciała wyglądać przeciętnie.Jeansy pare razy kazała sprać sprzątaczce.Gdy wyglądała jak każda nastolatka w jej wieku,której rodzice nie zarabiają 1000000$ rocznie poszła na dyskotekę.Lokalu nie wybierała sama, poszła za tłumem młodych ludzi i tak znalazła się w "PODZIEMIU".Była to dyskoteka wraz z barem.Miejsce spotkań okloicznej młodzieży.Wchodząc do sali Kori pierwszy raz w życiu poczuła, że istnieje.Wszyscy się tutaj do niej uśmiechali,a obcy ludzie mówili jej „cześć!”.Zaraz zaczęła tańczyć.Leciały piosenki nieznanych zespołów.Debiutańci mogli dać koncert, nic za to nie dostając, ale i tak wszyscy dobrze się tutaj bawili.Kiedy tańczyła przy rockowej piosence zespołu „Kit z tym” zaczepił ją jakiś chłopak:
-Hej!Zatańczymy?-świetnie wyczuł moment,bo na scene wchodziła właśnie nowa kapela i jako pierwsi zagrali „wolną” piosenkę.
-Jasne-Kornelia cieszyła się bardzo ,bo oto 1 raz podczas gdy jej koleżnaki robiły to miliony razy ona tańczy z chłopakiem.-Muszę to sobie zapisać w kalendarzu!!-pomyślałą dziewczyna.

Zizej 11.06.2004 21:46

Po tańcu Jacek-tak miał na imię chłopak-zaprosił Kori na drinka.Chociaż ma dopiero17 lat wypiła martini z lodem tak jak to robi wieczorami jej matka.Nagle poczuła się dziwnie.Obudziłą się dopiero w domu.
Nie pamiętała co robiła wczoraj wieczorem.Chłopak.Taniec.Drink..Ale cobyło dalej??Jak wróciła do domu??Wynikła z tego chociaż jedna dobra rzecz.
-Przynajmniej wiem,że po martini boli mnie głowa...-Wyszła z łóżka i weszła do łazienki.Spojrzała w lustro.Tam patrzyła na nią piękna wysoka brunteka o piwnych oczach.Oczy na pewno miałą po ojcu.Jej matka miała zielone oczy i długie brązowe włosy za ramiona.Upinałą je codziennie w kok.Ciasny,elegancki i wygodny.Kornleia miała włosy także za ramiona jednak krótsze niż jej matka.Nosiła warkocz, czasem gdy wychodziła gdzieś z koleżankami upinała włosy kolorwą spinką, ob. Jak mówiły jej koleżnaki: „chodzić w warkoczu po mieście to straszna siara!”.Była sobota więc Kori postanowiła popływać w basenie,a potem zadzwonić do jakiejś pizzeri.Matka kazła jej przyzwyczajać się do wykwintnych potraw, jednak ona nie chciała jeść krewetek,krabów i kawioru.Co najwyżej mogła wypić szampana do pizzy czego jej matka nie pochwalała.Dziś Kornelia nie zamierzała nigdzie wychodzić.
-Muszę się trochę zrelaksować, w końcu dziś jest sobota!!-Kiedy mówiła sobie to ostatnie słowo „sobota” przpomniała sobie tego Jacka.Kim był?Co było potym jak postawił mi drinka?-Może póję dziś do tej dyskoteki?Albo nie!To zbyt niebezpieczne!-skarciłą sam siebie.Nudziło ją jej życie ale nie do tego stopnia aby się zabić-To niebezpieczne...Niewiadomo kim on był..Może to diler narkotyków?Albo jakiś zboczeniec?-Myślałą tak długo aż wreszcie jej kierowca wyrwał ja z transu....

cdn.

Zizej 12.06.2004 11:28

-Dziękuję, Paweł.Jesteś wolny.Wrócę do domu na piechotę.-Basen znajdował się nieopodal willi pań Elżbiety i Kornelii Gerewald.Był w sumie na ich posesji.Na sąsiedniej działce.Elżbieta chciałą wynagrodzić swojej córce brak czasu i postanowiła kupić kilka działek położnych blisko siebie.Znajdowały się tam między innymi budynki z :
-basenem
-siłownią
-studiem nagraniowym
-małym kinem
-pracownią komputerową
Na inncyh dziłakach znajdowały się jeszcze: pole do paintball’a, ścieżka rowerowa, ścieżka do jogging’u, jeziorko i tym podobne.Żadna koleżnaka Kori nie miałą tak wypasionej chaty [ani jej okolic].
Przez najbliższych kilka tygodni Kornelia i jej mama żyły tak jak przed pamiętnyj wyjściem młodej Gerewaldówny do dyskoteki.W tym czasie Kori skupiła się głównie na nauce,nauce i jeszcze raz nauce.Zaniepokoiła się dopiro wtedy gdy spóźniał się jej okres.Powiedziała o tym mamie, a ta wysłała ją natychmiast do lekarza.Były późny wieczór i żaden „odpowiedni” lekarz nie przyjmował o tej porze.Jednak Elżbieta obdzwoniła kilku znjomych i wkońcu jeden z lekarzy przyjął jej córkę.Kornelia długo nie wychodziła z gabinetu.W końcu wyszła ze sposzczoną głową.
-Mamo-powiedziała smętnie.-Mamusiu..Ja jestem w...jestem w...jestem w ciąży...-Zapadło długie i niezręczne milczenie.Trwało ono w w limuzynie podczas powrotu do domu.Oraz przez jakiś czas w domu.Kornelia teraz już wszystko rozumiała.Ten Jacek z dyskoteki w tamten piątek upił ją i potem wykorzystał.Dziewczyna nie mogła zrozumieć tylko jednej rzeczy.Jak znalazła się w domu?Jeśli chłopak odwiózł ją do domu to co powiedziałą jej matce?A może sama wróciła?Co myśli o niej teraz matka?Pewnie zaraz się tego dowie gdyż Elżbieta zmierzała w jej kierunku.

ciąg dalszy nie nastąpi bo odchodze z forum.. a i tak nikt tego nie czyta :( [jak napiszesz na gg to ci wysle cale opowiadanko 8604150]

.:GGA:. 12.06.2004 11:56

Hanah no co ty :o ;) Twoje opowiadanie jest świetne! Mi się bardzo podoba i jestem ciekawa dalszych losów Kori :D Wg mnie jedno z lepszych opowiadań :) Pisz dalej...! :D

Zizej 12.06.2004 19:46

noo dobra piszem:
-Co ja jej teraz powiem?-Teraz tylko ta jedna myśl tkwiła w głowie Korneli Gerewald, która wyszła z domu do nieznanego miejsca, a teraz ma dziecko z nieznajomym mężczyzną.
Elżbieta usiadła wygodnie w fotelu.Kornelia nie miałą pojęcia gdzie przez cały ten czas była jej matka.Spojrzała na jej twarz ukradkiem.Ela wyglądała i czuła się spokojnie.Patrzyła teraz w dno swojego kieliszka, w którym tradycyjnie o tej porze znajdowałą się martini.
-No i co teraz chciałabyś mi powiedzieć, kochanie?-zpytała najbardziej spokojnie jak tylko umiała Elżbieta..
-No , bo ja...-Kori nie umiałą powiedzieć tego co wydarzyło się kilka tygodni temu-Ja jestem w ciąży...
-To wiem słonko.Powiedz mi tylko z kim? Weźmiesz ślub ze swoim ukochanym i będzie po sprawie.A więc kto będzie moim zięciem, a wkim ty się zakochałaś?
-Mamo..Ja nie wiem kto to jest...Spotkałam go na dyskotece...W piątek...kilka tygodni temu...Postawił mi drinka..a...a potem to już nie wiem co było...-O dziwo jej matka nie oburzyła się na te słowa.Uśmięchnęła się tylko i powiedziała cicho do siebie-Historia lubi się powtarzać...-Kornelia usłyszała to co powiedziała jej matka i natychmiast powiedziała:
-Mamo!Błagam!Nie wyrzucja mnie z domu!Ja nikomu nie powiem...Ja..Ja nawet usunę to dziecko...
-Co?Czy ty oszalałaś??Chcesz zabić człowieka??I to w dodatku nienarodzonego!-Kornleia nigdy nie widziała swojej matki w takim stanie...Teraz jej ukochana mama wyglądałą jakby miała za chwilę ekspolodować.Najwyraźniej oburzyły ją słowa córki do tego stopnia, że doprowadziły ją do furii.
-Jak śmiesz mówić coś takiego?Czy ja...Czy ja zabiłam ciebie?Nie!Przecież jesteś tutaj ! żyjesz, oddychasz, myślisz. Twoje serce bije...Kochanie...Popełniłaś ten sam błąd co ja...Myślę, że to czas abyś dowiedziała się o tym co powinnaś wiedzieć od bardzo dawna...Opowiem Ci...O mnie..O tobie...I o twoim ojcu....-Kori nie mogła uwierzyć...ZA chwilę dowie się co się stało przed kilkunastoma laty...Dowie się czegoś o swoim ojcu...O nim i o swojej matce...Dowie się całej prawdy o swojej matce.
dziex GGA żę Ci się podoba :) to miło :)

ludek 12.06.2004 19:50

:) ja ci napisalem na gg ze mi sie podoba!! ,bo jak napisalas ze odchodzisz i kto chce historyje to siem zem zglosil ... :) dzis to bylo !! :)

Zizej 12.06.2004 20:26

nie dostałam żadnej wiadomości na gg :( szkoda bo lubie je sobie czytać :) ale ja jednak zostaje!! podziekuj Ersie i innym :) opowiadanko będe pisała dalej..tzn. kopiowała bo już napisałam.. troche sie przeciągneło alee trudno :P ma chyba 3 strony :)

Vilgefortis 13.06.2004 00:10

Jakie wy macie problemy :lol: .Mojego też nikt nie czyta,a piszę dla samej przyjemności pisania :) .Nawet nie wymyśliłam tytułu...

Minęły trzy lata.Ewa w tym czasie zaczęła w sobie odkrywać coraz to nowe,dziwne "zjawiska".Przez ten czas znacznie przewyższyła rówieśników.Z początku po prostu bardzo szybko przyswajała wiedzę.Gdy osiągnęła odpowiedni poziom,przeniesiono ją do klasy wyżej.To nie wystarczyło.Jakiś czas później wystarczyło,że raz o czymś przeczytała i umiała to.Nauczyciele określali ją "wybitnym dzieckiem".Rówieśnicy ją uwielbiali.Rozumiała ich,zupełnie jakby czytała w myślach.Tylko Babcia zachowywała dziwny spokój.Jakby to wszystko było naturalne i oczywiste...

Była niespokojna.Trwało to już pół roku.Czuła,że nadchodzi ten czas.Jest prawie gotowa.Na co?Na jakiś przełom.Ale musiała czekać.To nastąpi już niedługo.Wtedy wszystko zrozumie.Wyczuwała to...

Zizej 13.06.2004 11:49

-Przed 17-stoma laty ja...Biedna dziewczyna z biednej dzielnicy miałam okropne życie..Miałam 17 lat czyli tyle ile ty teraz-Kori zapomniła że jej mama ma tylko 34 lata...Nigdy nie myślałą jak to była że jest taka młoda i ma już prawie dorosłe dziecko.-Moi rodzice pili...pili nałogowo...byli alkocholikami-o dziadkach Kori też nigdy nie wspominano...myślała,że umrali ze starości...a jednak...-Ja nocami wychodziłam z domu..a raczej uciekałam...bałam się, że rodzice kiedy będą pijani zabiją mnie kiedyś...niejednokrotnie mnie bili...do dzisiaj muszę chodzić do psychoterapeuty, bo czasem się załąmuję...Pewnego wieczoru poszłam do dyskoteki...Tam wszyscy byli równi...Nikt nie patrzył czy twoi rodzice mjają 10$ czy 1000000$ wszyscy wszystkich lubili i wspólnie się bawili...Tam w dyskotece poznałam Marka...Twojego ojca...Marek miał 26 lat i spodobał mi się od razu.Był przystojny i wyglądał na inteligentnego...Potem było to samo co pewnie było u ciebie....Jeden drink..kolejny i już niewiem co się stało...Mogę się tylko domyślać....Hmm-Ela zaśmiała się w myślach-Nawet wiem co się stało... a właściwie co z tego wynikło...Teraz oto ty siedzisz przedemną i powtarzasz mó głupi błąd...Czy to jakaś klątwa??
-Tak..Ale mamo..przecież ty wzięłaś ślub z tatą...Jak...Jak to się stało??
-No wiesz.Babcia i dziadek byli pijakami i pewnie gdzieśtam jeszcze nimi są ...chyba że umarli w tejswojej melinie-mruknęła z nadzieją w głosie Ela-Byli ale nie znaczy to że chodzili pijani an co dzień...Pamiętam, że twój dziadek bardzo mnie kochał kiedy nie pił i właśnie w taki dzień powiedziałam mu o dziecku...I wtedy on kazał mi tylko powiedzieć który to i czy się kochamy..Ja powiedziałam, że go kocham ale nie wiem czy on mnie też...Dziadek wziął wtedy swoją strą strzelbę i poszedł do Marka z takim samym pytaniem...No i ten stary pajac powiedział, że mnie kocha...widocznie tak się bał strzelby...Potem był ślub...Przeprowadzka...Urodziłaś się ty...i po kilku miesiącach odszedł...Odszedł do jakiejś 17-sto latki...I pewnie robi tak aż do dziś...Zwodzi je...One zakochują się w nim, bo jest taki dojrzały..Niestety dojrzały tylko z wyglądu...
-To nie wróciłaś do dziadka i babci?
-Po co?Żeby mój tata szukał tego łajdaka i kazał mu wrócić?Wolałam mieszkać i wychowywać cię sama niźli z nim...Chyba nigdy nie będę żałowała tej decyzji..Jak widzisz dobrze wyszło, że nas zostawił....
-I nigdy więcej nie spotkałaś go ??
-Oczywiście, że spotkałam...A raczej on „przypadkowo” spotkał mnie....
-I co?Co było dalej??Opowiedział co się z nim działo?
-Oczywiście...Mówił,że tamtego dnia upił się i zgubił...Że chciałby wrócić do mnie, czy wybaczę mu tą krzywdę...A kiedy na każde z jego pytań odpowiedziałam NIE.Zagroził sądem...
-Mamo! Jak mogłaś?? Teraz mogłabym grać z tata w ping ponga na siłowni!!
-Słońce...Czy ty nic nie rozumiesz?? Marek chciał wrócić do moich pieniezy nie o nas...Nawet nie zapytała się o ciebie...Nie zapytał o twoje imię...jak się czujesz...Zapytała tylko czy to co urodziłam to był chłopak czy dziewczynka...ale to już po rozprawie w sądzie..
-Co??Jakiej rozprawie??O co chodziło??
-Była to rozprawa rozwodowa a także podział majątku, przyznanie opieki nad tobą...

agentka 13.06.2004 13:14

Opuszczony cmentarz....
i "Ścinacz głów :lol:

2 w 1

Dochodziła północ.Grupka przyjaciół wracała z imprezy.Lecz jedyna droga do domu jaka była wiodła ich przez opuszczony cmentarz.A więc szli ścieżką... dziewczyny piszczały ze strachu.A faceci jak to faceci... udawali macho.Wkocu znaleźli się u bram cmentarza.BYło zimno.Wreszcie odważyli się ruszyć.Szli, jak na razie było spokojnie lecz nagle coś chwyciło jedną z dziewczyn za nogę.Upadła.Całą paczka zaczeła panikować.Coś wciągało ja za te krzaki! Jakaś moc nie czystaa!!"To coś" wydawało głos przerazający,aż wkoncu nie było po kobiecie śladu.Wszyscy zaczeli uciekać lecz nie mogło być tak ze im się nic nie stanie... Na swojej drodze zobaczyli starszego pana z latarką.Myśleli ,że to tutejszy dozorca.Mylili się... Podeszli do niego jak gdyby nigdy nic.Zaczeli krzyczeć i opowiadać co sie przed paroma minutami ich przyjaciółce stało.A dozorca stał i nie reagował.Jedna z dziewczyn ze strachu chwyciła go za dłoń.Poczuła kości...Szybkim ruchem odkryła rękaw jego płaszcza.To był trup !Jego kości były aż tak łamliwe ,że ręka nagle odpadła !Z pod jego kapelusza zaświeciły czerwone oczy... a z jego ust toczyła sie krew... Zza płaszcza szybkim ruchem wyjął kosę i w ciągu tak krótkiego czasu odrąbał im głowy.Nie zdążyli uciec....
Ślad po nich nie zaginął.Na drugi dzien, rankiem na cmentarzu, dozorca ten normalny znalazł 4 głowy i wokół krew.Dziś ten cmentarz jest oznaką śmierci.. zaden ochotnik i zaden odwazny człowiek nie chce tam iśc... boi się ze jego dopadnie "ścinacz głów!!".


Nie mam talentu do pisania jakis opowiadan.... ocencie jesli mozecie i chcecie :)

Nindë 13.06.2004 13:51

Agentak mi sie twoje podoba..Super zakonczenie...Maly horror...a bu!!

Teraz ja tez cos napisze!!

"Czas młodości" odcinek 1

Byla pewna paczka przyjaciolek...Cztery niesamowite dziewczyny..Ktorym zdarzaly sie nizwykle przygody...Wszystkie chodza to tej samej klasy i maja po 14 lat..A ta paczka to: Julia, Daria, Lucyna i Kamila...Taka paczka...Czesto maja babskie pogaduchy u jednej z ich domow dzisaj przypadlo u Darii...
-Mniam!! Twoja mama robi pyszne sałatki-powiedzila Kamila
-Wiem..-powiedzila Daria
-Ale jednka moja mama robi lepsze-powiedzila Kmaila
-O ty!-zasmaila sie Daria i zaczela sie bitwa na poduszki
Tego wie czoru byla burza i zadnej z dziewczyn nie chcialo sie isc do domu..
-Dziewczynki zbierac sie..Rodzice sie beda o was martwic-powiedzila Kasia mama Dari
-Ale niech pani popatrzy jaka tam jest podgoda..-powiedzila Lucyna
-Dobrze zaraz zadzwonie do waszych rodzicow ze bedziecie tu nocowac-powiedzila Kasia
-Hurra!!!-krzyknely dziewczyny
-Co robimy-pyta sie Julia
-Opowiadajmy opowastki od duchach..-powiedzila Daraia
-Lepeij nie..-powiedzila Kmaila
Nagle otworzyly sie z hukiem okona..
-Aaaaaa!!-krzyknely..
-Spokojnie to tylko okna..-powiedizla Daria
Poszla zamknac okno i........

No wlsanie co sie stanie??

Zanussi 13.06.2004 17:58

BYL SOBIE ZYKFRYT I ZYKFRYT!! TO DWA PATYKI!! KOCHAJĄ SIE BAWIĆ W PIASKOWNICY I SĄ GALAZKAMI SOSNY

-CZEŚĆ ZYKFRYT!!
-CZEŚĆ ZYKFRYT!!
- CO U CIEBIE?!
- A U CIEBIE?
- AUF WIEDER ZEIN!
- YO
- LUBIE CIE
-JA TEZ-
-PA
-PA




TO MOJE NAJLEPSZE OPOWIADANIE!!

agentka 13.06.2004 21:20

Ekhm... Zanussi to ja sie boje pomyślec jakie jest twoje najgorsze skoro to jest twoje najlepsze.... bez urazy. :mellow: -_- To jest raczej dialog a nie opowiadanie.

Cytat:

Agentak mi sie twoje podoba..Super zakonczenie...Maly horror...a bu!!

No! i o to chodziło zeby to był horror, ja uwielbiam pisać opowiadania takiego typu :P Ochh..... :lol: Dzieks za ocene...

"Kitty" 13.06.2004 21:58

,,Dziwna rodzina" - odc. 2
Natychmiast Matiya zadzwoniła na policje, gdy odłożyła słuchawke od telefonu zędlała. Natychmiast na kanape zaniusł ją jej najleprzy przyjaciel, po chwili odckneła się i policja przyjechała. Scott opowiiedział im całe zdarzenie. Policja znała rodzine McCanderów i miała przeczucie że z córką stało się to samo co z matką, Jej przyjaciel Michael (Majkel) przygnembiony zaproponował....
-Jeśli chcesz to ja i Neya (Nija) zostaniemy.
-Lepiej nie. A jeśli ten ktoś kto porwał Keishe wruci tu? Niechce zeby tobie albo z Ney'a coś stało się!!!
-Bede spokojniejzy jeśli.....
Nagle Neya przerażona....
-AAAAAAAAA!!! Ktoś w krzakach!!!
Policja wybiega na ulice i krzyczy .....
-Stać policja! Prosze wyjść za krzaków z podniesionymi rękoma!!!
Jeden z funkcjonariuszy powoli podchodzi do krzaków......
-Tam nikoogo niema!!!
-Jakto?
-Jest tylko jakiś pierścionek!
Mateya zdziwiona...
-Pierścionek? Pokaście go!
Dziewczyna podbiegła co sił w nogach.
-To pierscionek mamy Keisha znalazła go w swoim pokoju.
-Kiedy?
-Niedawno.
Ojciec przerarzony...
-Co z tą rodzina się dzieje?
Koniec odc 2
No i co, podoba się?? :P
Pisałam to dwie godziny :)
Pozdrawiam B)

"Kitty" 14.06.2004 12:27

,,Dziwna rodzina" - odc. 3
Następnego dnia, wcześnie rano Matiya wraz z Michaelem, Ney'a i kilkoma innymi przyjaciułmi porozwieszali plakaty z informacjią o zaginionej Keishy McCander. Michael bardzo spierał Matiye, tak jakby czuł coś do niej. Po tygodniu, bez zadnej wieści o siostrze, Matiya poczuła coś do Michaela. Kiedy Matiya i Michael zostali sami w salonie, gdyż Neya poszła spać z buluy głowy, a ojciec pojechał na komsariat zapytać czy wiadomo coś nowego o zginione. Zmęczona Matiya złapała ręke Michaela .....
-Czemu to dla mnie robisz?
-Co?
-To że tu jesteś, powinjeneś być w domu z swoją spokojną rodziną.
-Wole być z tobą.
W tej chwili Michael pocałowal Matiye w usta......
-Bo kocham cię!
Smutna dziewczyna rozpłakała się, w tej samej chwieli mocno przytuliła jej nowego chłopca.
Koniec odc. 3
JEZU :blink: !!!!!
Z tego z robiło się ROMANSIDŁO -_-
Sztraszney odcinek, nie? :(



P.S. Sorry że naopisałam dwa posty pod żąd!!!!!!!!!!

Zizej 14.06.2004 15:35

ee tam romansidło czy nie mi siem podoba :P

-Czyli...Czyli to i tak twoja wina!!Chciał być z nami...Wolałabym żeby był dla pieniędzy znami niż w ogóle...Interesował się mną...Kłamałaś!!
-Ty nic nie rozumiesz!!-Elżbieta znowu się zdenerwowałą-Chciał podzielić Mój majątek!! Chciał mieć ciebie pod swoją opieką a nie interesował się tobą przez 5 lat i chciał ciebie mnie zabrać! Na szczęście sędzia powiedział, że cały mają tek jest mój, bo sama do niego doszłam...A dzieckiem będę się opikowała również ja, bo on nie interesował się nim przez długi okres, a poza tym ja zapewnię ci lepszą przyszłość....A co do tego pytania... to zpaytał o płeć, bo niewiedział co ma podać do nowegodowodu osobistego...czy ma syna czy córkę....
Przez kilka następnych miesięcy Kornelia oswajałą się z tą bolesną prawdą...Miała mały problem z ubraniamy jednak naszczęście zaczęły się wakcje i mogła się uwolnić od nieprzyjemnych komentarzy na jej temat...Nie zorientowani w temacie mówili:
-„Zobacz jak ona przytyła”
-„Podobno załamała się bo firma jej matki upadła”
Ci co coś słyszeli ale nie do końca mówili:
-„Podobno jej matka jest w ciąży, a ona jest taka gruba, bo udaje że to jej dziecko”
-„Prawdopodobnie wynajął ją jej sąsiad bo jego żona nie może mieć dzieci, a ona urodzi dziecko dla nich”
No i cozywiście Ci co wiedzieli o co chodzi mówili tylko:
-„Szkoda mi jej będzie studiowac z dzieckiem na ręku”
Zdarzały się również bardziej uszczypliwe uwagi:
-„Dobrze jej tak... Pewnie nie wie kogo to dziecko”
Kornelia była jednak szczęśliwa.Poprosiła mamę aby jedną z łazienek dla gości połączyć z jej pokojem i tam urządzić pokój dziecka.Ela zgodziła się i zaproponowała aby zmniejszyć równieżjeden z pokoji dla gości, bo dziecko musi mieć przestrzeń.
ja kciałam tylko powiedzieć że to już przedostatni odcinek mego opowiadanka o przygodach Kori :) nie wiem czy ktoś to czyta ale dobra :P może ktoś keidyś po klikunastu latach znajdzie ten temat przeczyta moje opowiadanie opublikuje i dostane za to kupe forsy :P a nawet jak nie to nie będzie mi smutno :P

"Kitty" 14.06.2004 21:49

Cytat:

Originally posted by HaNaH222@Jun 14 2004, 03:35 PM
ee tam romansidło czy nie mi siem podoba :P

Naprawde? :huh: Podoba ci się? :rolleyes: Ciesze sie :P

I następny odc. ^_^
,,Dziwna rodzina" - odc.4
Dwa lata później wszyscy stracili nadzieje na odnalezienie zaginionej Keishy McCander.
Cztery lat późśniej.
Panna Matiya McCande, niedługo będzie Panią Matiy'a Charver (Charfer) .
Michael oświadczył się jej, za tydzien ślub. Dziewczyna w siódmym niebie, ale najpierw wieczór panijski....
Neya zaprosiła Matiye do siebie......
-Mam dla ciebie niespodzianke.
-Jaką?
Neya otwiera drzwi.....
-ŁAŁ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Dziękuje wszystkim!
-Jest jeszcze coś, otwóż te duże pudło!
-Te?
-Tak!
-AAAAAAAA!!! Niewieże!!!!!
-Czas zabawy!!!
Następny dzień.
Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Matiya ledwo żywa, z lodem w worku na głowie i w ręku pudełkiem aspiryny, otwiera drzwi. Za drzwiami stoi Michael ktury.....
-AAAAAAA!!!!!!!
-Dziękuje! Mi też miło cie widzieć!
-Chcesz żebym dostał zawału?????? Uważaj sto.......!!!!!!
BACH! Biedna przewruciła się.....
-AUŁ!!!!!!!
( :lol: :lol: )
A wiec tak nadszedł wielki dzień. Ślub był spaniały, panna młoda byla przepiękana!
Po roku Matiya urodziła dziewczynkec o imieniu Alena (Alina)
Ten odcin ek jest chybatroche lepszy, co? :)

Zizej 15.06.2004 14:23

aa tam lepszy :P wszystko sa fajniutkie oto moje opowiadanko :

Minęły wakacje.Kori wróciła do szkołyi radziła sobie jeszcze lepiej niż przed ciążą.W styczniu na początku 2 semestru [tuż przed lutym] Kornelia urodziła śliczną i zdrową córeczkę.Dała jej na imię Alicja, bo gdy zapytała się spotkanej przypadkowo małej dziewczynki o ślicznych blon włoskach jak ma na imię ta odpowiedziała, że Ala.
Gdy Ala skończyła 2 latka Kornelia poszła na studia o kierunku nazywanym pedagogiką.Tam spotkała wielu ciekawych mężczyzn jednakżaden nie chciał się związać z kobietą z małym dzieckiem.Podczas wręcznia dyplomy ukończenia studiów zauwarzyła ona ysokiego blondyna....Był on strasznie podobny do Jacka...Ojca jej dziecka.
Postanowiła wtedy zapytać mężczyznę o imię, a ten odpowiedział:
-Jestem Jacek Wolbert.A pani?
-Matka pana dziecka...
-Hmm.To Ty jesteś tą dziewczyną z dyskoteki?Chciałem Ci powiedzieć że tamtego wieczoru sama zaproponowałaś mi...No wiesz i ja się zgodziłem...Zakochałem się w tobie...chodziliśmy razem na język niemiecki w szkole..ale ty nigdy na mnie nie zwracałaś uwagi...W szkole pary razy próbowałem się do ciebie odezwać w tej sprawie..ale te twoje koleżanki...Odganiały mnie od ciebie...Ja..ja chciałbym-I wtym momencie zrobił coś czego Kori nigdy się po nim nie spodzieała-oświadczył się jej
-Wyjdziesz za mnie?Bardzo cię kocham i chciałbym wychować nasze dziecko...Czy to dziewczynka?
-Tak...Tak....
-Tak co?
-Na oba twoje pytania odpowiedam „Tak” mamy córeczkę Alicję...A ja też się w tobie podkochiwałam ale nie wiedziałam, że to ty jesteś tym Jackiem z dyskoteki...W tych światłach wyglądałeś jakoś inaczej...
Dwa miesiące potem Jacek i Kornelia wzięli ślub i zamieszkali razem na kolejnej działce zakupionej przez Elżbietę.
HAPPY END
To było ostatni odcinek mojego opowiadanka...jak wam siem podobało??Mówię do tych co czytaja [chociaz ten ostatni odcinek] :PP

ludek 15.06.2004 19:39

PRZESWIETNE !! napisz jeszcze jakis odcinek ... moze o alicji ?? albo zacznij nową serie , bo podoba mi sie to jak piszesz :)

Zizej 15.06.2004 21:05

w końcu mam "prawie 6 " z polaka :PP a to z tą Alciją to nawet nie głupi pomysł :) Obiecuje Ci ludku że jak tylko coś napisę to dowiesz się o tym pierwsz :P a narazie moje "candy opowiadania" mozesz przeczytac w tym temacie poszukaj tam sa tez moje opowiadania ze zdjeciami :)

ludek 15.06.2004 21:15

ok :) jak mam sie pierwszy dowiedziec moj number gg : 3530206 :)
ha ! ide przegladac tamte opowiadania :) moze niedlugo i ja cos skrobne :)

Zizej 16.06.2004 15:11

~~== ~~> Pamietnik pokojówki <~~==~~

18.06.2004
Siemka!Mam na imię Oliwia i niedawno przeprowadziłam się do Brazylii.Z pwodu braku pracy w Polsce postanowiłam pracować tu.Jednak i tutaj nie ma za dużo pracy...Dlatego właśnie jestem pokojówką.Mieszkam w olbrzymim domu jakich tu pełno.To jest troche jak w telenoweli, ale ja nie zakocham się w swoim pracodawcy ani w jego synie bo pracuję u pewnych straszych ludzi.
Oni z tego co mi wiadomo mają córkę w Stanach.Jestem wesołą
22-latką.Moi państwo mają ogromny ogród.Właściwie to tu nie ma co robić.Dwa razy dziennie sprzątne wylane wino z podłogi[strasznie im się trzęsą ręce] tak poza tym to oni tylko by ciągle spalii jedli.Więcej by tu zarobiła zawodowa ścielaczka łóżek niż biedna Polka.Poza tym strasznie tu śmierdzi...wazeliną, a ta babcia to się perfumuje i z tą wazeliną to śmierdzi gorzej niż moja babcia Gefa.Babcia miała na imię GenoweFa i z tą d ta Gefa.Babcia zawsze śmierdziała kotami i sikami.Mama mówiła że tata nie chce kupować jej kibla do domu bo i tak niedługo umrze, a mieszkanie się sprzeda.Nie sprzedali mieszkania, bo mieszzka w nim teraz mój brat...On jst młodzy o 2 lata ama swoje mieszkanie.Ja dalej mieszkam z rodzicami....To taki wstyd, że hej.\Nie zapraszam nikogo do siebie, bo śmierdzi w domu babcią Gefą, tata chciał oszczędzić i zrobił pogrzeb u nas w domu i trumna stała w kuchni na stole...Na miejscu na cmentarzu tata też oszczędził...Pochował babcię za domem w ogródku.Tam zwsze było mojej młodszej siostry ulubione miejsce do zabawy...Teraz to się tam chyba już nie pobawi.???

nie jest to o Ali ale mi siem troszki podoba..sorx ludek że nic nie pisnełam ale ... dopiero wróicłam z budy i tak jakoś sobie to wymyśliłam żeby wkleić-Ty napisz to ja Ci wyślę całe opowiadanko...jesli Cie interesuje :PP

ludek 16.06.2004 15:16

ha ! pytanei , jasne ze interesuje :) szczegolnie mi sie podobalo :

Tam zwsze było mojej młodszej siostry ulubione miejsce do zabawy...Teraz to się tam chyba już nie pobawi.???

i :

trumna stała w kuchni na stole...

:lol: :lol: :lol: :lol:

Kirke 16.06.2004 16:05

mi też się podobało to takie z życia wzięte :P

Zizej 17.06.2004 09:54

no to lecimy daje 2 odc :)

19.06.2004
Świetnie! Jak podpisywałam tą umowę to nie było w niej nic o zmywaniu sików z podłogi!! Babcia w nocy nie zdążyła do łazienki...Myślałam nawet żeby jej tam łóżko przenieść, ale dziadek z nią śpi a on ma uczulenie na tą kostkę co się do muszli wkłada.Oni są tacy bogaci,że ja im mam kupować kostki toaletowe antyuczuleniowe! A ja dostaję tylko 600zł tygodniowo! Żądam podwyżki! Zastrajkuję chyba.Muszę lecieć bo bacia znowu nie zdążyła do łazienki!

20.06.2004
Dziadek niby taki ślepy a napis na butelce potrafi przeczytać!Dzisiaj zażądał żebym mu czytała gazetę, bo on niedowidzi.Jak wyszłam po krople do oczu[aż tak mnie bolały] to wziął sobie szklankę i nalał whisky!Ciekawe skąd wiedział, która to butelka?Może na wyczucie?Następnym razem naleję tam denaturatu.A u babci po staremu ciągle nie zdąża do łazienki.Chyba nauczę jej jazdy na wrotkach...

hahah az sie brehalam jak to pisalam miecha temu :P

asiolin 17.06.2004 10:14

Haniu masz talent! Zostań pisarką,bo świetnie piszesz.
Opowiadanie super!

ludek 17.06.2004 16:01

heh :) mowilem to juz kilka dni temu :) pisz kolejne odcinki jak najczesciej !! :)

Nindë 17.06.2004 16:15

"Czas młodośći" odcinek 2

-Burek!! Ty wstrętny kocie!!-krzyknela Daria
-No bardzo..-powiedzila Kamila
-No co masz pretensje do kota??-zapytala sie Julia
-No bo jest burza i kotek mousi sie schronic i...-powiedzila Lucyna
-i..Nas wystraszyc..-dokonczyla Daria
Wlaczyly plytke Drai z Hip-Hopem i zaczela sie impra..
Okolo 2 w nocy mama Dari poszla im zwrocic uwage..Rano wszytko bylo porozwalnae..Slupy przewrocone a drzewo sie przewrocilo na dom..Lucyny!!
-Co sie stalo z mioimi rodzicami?-zapytala sie Lucyna..
-Prykro mi smierc na miejscu-powiedzila sasiadka..
-Nieeeeeeeeeeee!!!!!-poplakala sie Lucyna i sie zalamala..
Juz minal miewsiac od tego zdarzenia a Lucyna mieszka u Dari..Kamila i JMulia bardzo wspolczoly w one w te noc milay impre..
Jendnak Lucyna skrywala sekret...
-Hej Lucyna gdzie idziesz-zapytala sie Daria i pobiegla za nia..
Poszla do jakiegos chlopaka..I zapytala sie masz...

No wlasnie co on ma miec??

ludek 17.06.2004 16:24

pewnie dragi ma miec ten kolo

Zizej 17.06.2004 17:40

ja mysle ze ona sie zapyta
-masz moze porzyczyć jakieś tabletki?? mam miesiączke i bardzo cierpie :PP
a teraz moje 2 odcinki :P

21.06.2004
Dzwoniła ich córka z U.S.A. pytała czy nie stważają kłopotów.Ja jestem taka uczciwa, że powiedziałam, że żadnych problemów z nimi nie mam.Powiedziała też , że jeśli coś będzie nie tak to ona da mi więcej.Pieniędzy oczywiście.Mam rozwiązanie dla dziadka i babci.I to wymyśliłam to oglądając telewizję[same seriale brazyljskie].
Dla babci kupię pampersy, a dla dziadka kupię radio.Ustawię na jakiś informacyjny program i niech słucha.Myślę, że za to mogę wziążć więcej kasy, bo kosztowało mnie to utratę wolnego czasu!

22.06.2004
Babcia chce jechać do córki.Dziadek razem z nią.I ja razem z nimi.
Ale oni tam będą mieli swoją córeczkę więc ja mam 1 dzień wolny.
Dzisiaj ich pakowałam.Musiałąm lecieć do chemicznego po przeciwuczuleniową kostkę do sedesu.Dziadek to ma kaprysy.Nie mówię nic o babci bo mnie dziś strasznie wściekła!!Kazała mi spakować całą walizkę perfum i 2 słoje wazeliny.Żadna walizka tego nie pomieściła.Straszne.A jeszcze zostały jej kosmetyki i łańcuszki!

ludek 17.06.2004 18:14

SWIETNE !! ja jednak czekam na dokonczenie o Ali I Kori caly czas :)

Zizej 17.06.2004 18:17

to musizz sobie jeszcze poczekać :P najpierw to ja muszem edytowac swoja stronke!! [link ponizej] potem zaczne pisac o ali i kori :P narzie zadowol sie o Olivi :P

asiolin 17.06.2004 18:35

Haniu świetne! Elu ze względu na liczne błędy tak sobie.

Vilgefortis 19.06.2004 00:40

HaNaH222 to o Kornelii było całkiem fajne,tylko trochę zniszczyłaś je zakończeniem,ale ogólnie OK ;) .Acha,i może ktoś by raczył przeczytać jednak moje opowiadanie i je ocenić? :) Bo chyba jak na razie raczej nie ma chętych :lol:
Ciąg dalsza...

Niedługo później Babcia umarła.Było to dość dziwne,biorąc pod uwagę,jak świetnie trzymała się staruszka jak na swój wiek.Rzadko chorowała,.Wieczorem była jeszcze spokojnie na siłach,żeby pomarudzić,że Ewa prawie nic nie mówi,przegonić z wrzaskiem chłopca roznoszącego reklamówki i jak zwykle w sobotę pójść na kawę do pobliskiej kawiarni.W nocy już nie żyła.Lekarze określili to "nagłą i spokojną śmiercią".
Ewa nie miała już nikogo.Po Babci czuła tylko pustkę.Po śmierci dość szybko się uspokoiła.Nie miała nawet trafić do sierocińca,bo bardzo szybko zgłosiło się wiele osób z chęcią przygarnięcia "uzdolnionego dziecka".
"Pewnie gdybym nie mieła tych zdolności nikt nawet na mnie by nie spojrzał".Nie chciała iść do innego domu.Wiedziała,że wszystko by się zmieniło i dość szybko by się nią znudzono.Była raczej małomówna i trochę zamknięta w sobie.Czuła,że zmiana, na którą czeka,nadejdzie skąd inąd.Z zupełnie skąd inąd.

asiolin 19.06.2004 10:52

Bardzo fajne.... Ale wolę Hani...Haniu kiedy ciąg dalszy?

Vilgefortis 19.06.2004 11:24

Cz.6
Na pogrzebie było niewiele ludzi.Tylko Ewa i kilka przyjaciółek Babci.Dziewczyna nie płakała.Stała tylko ze spuszczoną głową i myślała,jak dalej wszystko się potoczy.Zaczęła czuć na sobie czyjeś spojrzenie.Z początku spokojne, lecz uporczywe.Później zaczęło się robić naglące.Podniosła głowę i rozejrzała się.Żadna z przyjaciółek Babci raczej nie zwracała na nią uwagi.W końcu,przy bramie prowadzącej na cmentarz dostrzegła dość dużego,białego psa.Psa?To określenie jakoś nie pasowało do zwierzęcia.Czarne,wypukłe oczy cały czas się w nią wpatrywały.On czekał.Jednak doczekała do końca pogrzebu,po czym przez nikogo nie zauważona podeszła do zwierzęcia.Pies zaczął powoli iść w stronę zachodzącego już słońca.Ruszyła za nim.

asiolin 19.06.2004 14:36

Bardzo ładne opowcio Vilgefortis. Proszę pisz dalej....

agentka 19.06.2004 17:32

Opowiem wam coś prawdopodobnie na faktach, opowiadała mi to babcia.Owszem, możecie sie z tego śmiac i mi nie wierzyć ale co tam.Jak opowiadałam to koleżankom to piszczały ze strachu...

Akcja dzieje się na wsi.
Była noc i jak zawsze dziadek poszedł doglądnąc zwerzęta.Dał im jeść itp.Poszedł spać.W nocy obudziło go coś.Jakiś dziwny dźwięk.Wstał i skierował się do obory.Otworzył drzwi i zobaczył ,że wszystkie zwierzeta są w powietrzu.Poprostu... unosiły się nad ziemią... Na drabinkach pod ścianą byłozaczepione bydło... Nie wiedział o co chodził.Spanikował i pobiegł do swojej żony....

Niestety nie pamiętam co było dalej...
Drugie :

Jakaś prababcia albo babcia mojej babci była podobno trochę bogata.W domu miała cenne rzcezy : naszyjniki ze złota i srebra, cenne obrazy itp.
Szła już spać lecz cos usłyszała.Myslała ze sie jej zdawało.Poszła spać.
Lecz ten dźwięk wydawał jakiś złodziej.Wkradł sie do domu wiadomo z jakich przyczyn.Babcia o tym wiedziała.Złodziej schował sie u niej pod łóżkiem...
Spała ze świadomością ,że pod nią leży złodziej, niebezpieczny człowiek który także okazał się mordercą...Rano wstała i zadzwoniła na policję.

skoro mi to babcia opowiadała to jest to na faktach.Dziwnie to opowiedziałam ale trzeba było słyszeć moją babcie jak to opowiadała :o

asiolin 19.06.2004 17:36

Ooo...Mnie takich rzeczy babcia nie opowiada. :lol:
Fajne!

agentka 19.06.2004 22:42

Moja babcia jest wyjątkowa :lol: :lol: zartuje... eheh

Teraz mnie dziewczyny mają za osobe która opowiada najlepsze straszne opowiesci i która potrafi wystraszyć :D ^_^ :D

asiolin 20.06.2004 12:13

Moja też jest wyjątkowa,ale w inny sposób.
No to moje opowcio oparte na dzisiejszym moim śnie. :lol:
Wśród ludzi żyjących na świecie żyła sobie pewna kobieta o imieniu Samanta.
Miała dwóch wielbicieli: jednego czułego i troskliwego Marcela,a drugiego
zimnego jak lód Eustachego.
Marcel się opiekował Samantą. Przynosił jej jedzenie i picie.
Natomiast Eustachy był zazdrosny i co wieczór obmyślał zemstę.
Pewnego wieczoru wymyślił,że udusi przeciwnika.
Gdy Marcel czekał przed domem Samanty na nią, z tyłu zakradł się Eustachy.
Udusił Marcela i schował się za krzakami.
Samanta płakała i miła nadzieję,że Marcel za raz wstanię i powie,że to żart.
Jednak mężczyzna się nie ruszał,więc wtedy z za krzaków wyłonił się Eustachy7 z róża i zaczął adorować piękną Samantę.
Ona jedank odtrącałą jego uczucia. Wzięła na ręce Marcela i przywlokłą go do małego pobliskiego kościółka. Tam poprosiła księdza o ślub. Ksiądz sie zdziwił,bo nigdy nie wyprawiał ślubu kobiecie i umarłemu męższczyźnie,ale wykonał prośbę damy i udzielił im ceremoni. Po ślubie Samanta wzięła Marcela do swojego domu i położyła go na swoim łóżku. Gdy kładłą sie spać to położtyłą sie obok Marcela.
Tak żyła długo i w odrobinie szczęścia,a Eustachy został ukarany za zabójstwo
Marcela własną śmiercią.



Koniec....No i jak? He,he...To był mój sen,ale nadał bohaterom imiona by sie nie mylili. :lol: :D :lol:

Zizej 21.06.2004 16:48

doobre asiolinq dobre :) tyylko...hmm no bo teges...ona żyła z tym trupem?? blehh ale musiałp jechać u niej na chacie :P

asiolin 21.06.2004 18:41

Cytat:

Originally posted by HaNaH222@Jun 21 2004, 04:48 PM
doobre asiolinq dobre :) tyylko...hmm no bo teges...ona żyła z tym trupem?? blehh ale musiałp jechać u niej na chacie :P
Haniu,ale tu nie o to chodzi,bo to był mój sen! :lol:
No i nie wypadało mi zmieniać treści! :D :lol:
Dzięki,że Ci sie podoba!

Zizej 22.06.2004 07:50

pisze kolejny odcinek...a co do zakończenia op.o Kori to juz mi sie nie chcialo pisac :P chcialam zeby byl happy end wiec napisalam cos takiego :P


23.06.2004
Jesteśmy na miejscu.Dostałam premię od ich córki za spakowanie ich! Dostałam 300dolarów myślałąmże dostanę tych znczków ->$$ w oczach.Poszłan na zakupy.W rezulatcie mam 2 bluzki,3 pary spodni,4 spódniczki,2fartuszki,6 par bótów i trochę pamiątek.Wszystko kupowałam w takiej taniej sieci sklepów „Second hand clothes” Nie wiem co to tak dokładnie znaczy ale wiem że clothes=ubrania.Poleciłam tej ich córeczce te sklepy.Ale ona powiedziałą, że nie ma zaufania do nowych marek.Dziwna co?
Poszliśmy na kolację do KFC.Babcia była nadzwyczaj szczęśliwa.Przywiozła sobie z tamtąd daszek.Ja też taki mam.Dam go mojemu bratu.On lubi takie zachodznie wynalazki.

24.06.2004
Już wróciliśmy.Jest późno w nocy.Wszyscy już śpią tylko ja jedna nie.Rozpakowuję się.Zastanawiam się kiedy będę miała okzję włożyć swoje nowe ciuchy!? Już jutro będzie tydzień od kiedy tu pracuję, a 8 dni od kidy tu jestem.Powiem wam, że się już przyzwyczaiłam do babci i dziadka.Są nawet fajni jak się bliżej przypatrzeć.Jestem takaśpiąca,że się chyba nawet dziś nie umyję przed snem bo po prostu zasypiam na stojąco...

asiolin 22.06.2004 09:08

Śliczne Haniu..Mam nadzieje,że będziesz jeszcze dużo pisać o Oliwii.
Oliwia tak?

Zizej 22.06.2004 12:03

tak tak ale juz nie dlugo koniec :P zaraz sie skonczy :P wklejam odcinek 1 bo bedzie dluzej :P

25.06.2004
Wszyscy dziś zaspaliśmy! Ja się obudziłam o 10.36, a dziadek i babcia o 12.35.Już nawet nie jedli śniadania tylko obiad i znowu drzemka poobiednia!Dostaliśmy telefon, że przyjeżdża ich córka.
Już się stęskniła??Muszę jej przygotowac pokój.

właśnie sprawdzilam i zostaly tylko 2 odcinki czy tam 3 do wklejenia :P

Zizej 22.06.2004 12:07

Cytat:

Originally posted by agentka@Jun 19 2004, 05:32 PM
Opowiem wam coś prawdopodobnie na faktach, opowiadała mi to babcia.Owszem, możecie sie z tego śmiac i mi nie wierzyć ale co tam.Jak opowiadałam to koleżankom to piszczały ze strachu...

Akcja dzieje się na wsi.
Była noc i jak zawsze dziadek poszedł doglądnąc zwerzęta.Dał im jeść itp.Poszedł spać.W nocy obudziło go coś.Jakiś dziwny dźwięk.Wstał i skierował się do obory.Otworzył drzwi i zobaczył ,że wszystkie zwierzeta są w powietrzu.Poprostu... unosiły się nad ziemią... Na drabinkach pod ścianą byłozaczepione bydło... Nie wiedział o co chodził.Spanikował i pobiegł do swojej żony....

Niestety nie pamiętam co było dalej...
Drugie :

Jakaś prababcia albo babcia mojej babci była podobno trochę bogata.W domu miała cenne rzcezy : naszyjniki ze złota i srebra, cenne obrazy itp.
Szła już spać lecz cos usłyszała.Myslała ze sie jej zdawało.Poszła spać.
Lecz ten dźwięk wydawał jakiś złodziej.Wkradł sie do domu wiadomo z jakich przyczyn.Babcia o tym wiedziała.Złodziej schował sie u niej pod łóżkiem...
Spała ze świadomością ,że pod nią leży złodziej, niebezpieczny człowiek który także okazał się mordercą...Rano wstała i zadzwoniła na policję.

skoro mi to babcia opowiadała to jest to na faktach.Dziwnie to opowiedziałam ale trzeba było słyszeć moją babcie jak to opowiadała :o

ahh chyba ta nasza kłótnia w innym temacie nie była potrzebna...sorx ze post pod postem ale to by bylo za duzo namieszane :P moja babcia to mi tylko raz opowiadala ze jak byla mala i poszla kiedys z kolezankami do lasu to widziala jak duuuuuuuuza swiecaca kula sie toczyla z gory-sama i ponoc tam bylo jeszcze pare dziwnych wydarzen w tej wsi ale juz tego nie pamietam :P :(

asiolin 22.06.2004 13:00

Cytat:

Originally posted by HaNaH222@Jun 22 2004, 12:03 PM
tak tak ale juz nie dlugo koniec :P zaraz sie skonczy :P wklejam odcinek 1 bo bedzie dluzej :P

25.06.2004
Wszyscy dziś zaspaliśmy! Ja się obudziłam o 10.36, a dziadek i babcia o 12.35.Już nawet nie jedli śniadania tylko obiad i znowu drzemka poobiednia!Dostaliśmy telefon, że przyjeżdża ich córka.
Już się stęskniła??Muszę jej przygotowac pokój.

właśnie sprawdzilam i zostaly tylko 2 odcinki czy tam 3 do wklejenia :P

Choć krótkie ślittt! Ok! :wub:

кама 23.06.2004 19:08

Opowiadanie PT.Tez kto kocha kobiety hoc ich nie kocha.
Part 1
Zaczynamy nasza historie. Zyl sobie facet ktory KOchal kobiety.
MIal taka kolerzanke krora szybkko sie stala Narzeczona.
Chyba go nie kochala... Nawet nie chciala go pocalowac. A wiec pozwalali sobie tylko na Przytulanie... i Czasem na Yakuzi. Widac bylo rze sie nie lubia bo nawet w YAkuzi sie klocili. On jej tez ZA bardzo ni lubial.Wyszli iwec z Yakuzi i postanowili juz sie wiecej nie spotkac. PO paru MInutach zadzwonil po inna kolerzake ktora byla mu troche blizzsza.OOOO!~jezu. ona go tez nie chce calowac. Itak dobrze sie zaczyna: Obiad Jedza Razem , On zjadl ona jescze je, wiec mysli nad planem jak sie pozbyc tamtej. JUzmam! krzyknol gdy ona poszla. W#iem co zrobie. POjade do miasta po broni ja zabije RZeby mi juz nie przeszkadzala. Wiec jedziemy do miasta, Kupujemy bron... oooo! Jaka laska! Trzeba skorzystac! i to jescze GWiazda!Jedziey. nie mozna tracic czasu na jakos Glupia kobiete. Dzwonimy po busik i jedziemy do Chaty. Jestesmy w domu... Jescze pomysle sobie rzycz\enie. OOO! juz 12. POra dzwonic po ofiare. Idzie. TYlko jescze wyjme karabin.Ona czaly czas mi przynosi prezenty:powiedzial damian z podejrzeniem ze opna kogos ma ale ten prezent itak wezmie.JUz dostaje z Karabinu! jest w panice! NIe dam Ci litasci: powiedzial on. o ona: prosze ! Bede cie kochala! on jej odpowiada: "NO a czemu perzynosisz mi codziennie przent? napewno nasz kochanka i dla tego. niechcesz rzebym cos podejrzewal!" "Nie blagam! KOcham cie!" ona odpowiada . a on: NIe ma litosci! jestem Bezlitosni i jestem bez serca dla tych ktorzy mnie nie szanuja! a ty mnie wlasnie nie szanujesz! PIF PAF I JUZ PRAWIE PO NIEJ!ONa mowi:OOOH... slabo mi juz nie...on:TAK nie zyjesz wiem . zabilem cie! PA NA ZAWSZE! AHAHAHHAHA !juz nikt mnie nie bedzie ponizal!!!
Koniec Part 1
POzdrawiam

Zizej 24.06.2004 10:52

hahahah fajne tylko troszki dziwne...czy to bedzie w odcinkach???

26.06.2004
To straszne!Ona chce ich przeprowadzić do siebie do Stanów!!
To znaczy że ja się im już nie przydam!Mam się już pakować.I ich też.Jednak Ich córka powiedziała,że wypłaci mi 2 razy tyle ile mam w kontrekcie czyli 20 000 zł!! I to mam samolot za darmo i mogę wziążć co chcę do domu z ich domu! Już spakowałam: wazon,odświeżacze powietrza[żeby tak nie śmierdziało babcią w domu],przeciwuczuleniową kostkę klozetową, bo może dlatego tatę tak bardzo swędzi tyłek.I jeszcze wzięłam kilka ramek na zdjęcia i komplety pościeli.Dodatkowo dostałam od dziadka 15 000 ale nie wiem za co.Tylko tak mrugnął i pokazał mi O.K.

to przed ostatni odcinek a teraz ostatni :


27.06.2004
Już jestem w samolocie do domu.Babcia wyśle mi jeszcze telewizor i może kuchenkę elektryczną.Na pewno za to 13 000 kupię sobie małe mieszkanko,jakąś kawalerkę.I znajdę sobie męża.Muszę pamiętać,żeby umiał mówić po Włosku to pojedziemy razem następnym razemdo Włoch i będziemy razem pracować u jakiejś babci i jakiegoś dziadka.

asiolin 24.06.2004 11:00

Haniu szkoda,że już koniec. Slitopowcio :wub: !
Kamo szczxerze mówiąc to mi sie zabardzo nie podoba Twoje opowiadanie,bo ajkieś takie nie do końca zrozumiłe i nierealne. KOjaży bardzo mi się z jakimis okropnymi simami...Ale każdy ma prawo do wyrażania sowjej opini.

ludek 24.06.2004 11:05

haniu , przeswietne , zajefajne , zajedwabiste ... no ... :) :) :) supcio :) wymysl dlasze czesci :P:P :P :P :P :P :P

Zizej 24.06.2004 11:19

chciałbyś :P jush mam pomysł na opowcio o Ali :) układam je narazie w głowie :) jednak narazie musicie poczekać ze 2-3 tygodnie :( musze to przelac na...papier?? nii na ekran moinitorka :P

asiolin 24.06.2004 11:22

Acha...No dobra..Będziemy czeakć w drobnej nudzie...

Misia 07.07.2004 18:30

Super piszecie, jak ja skoncze to tesh umieszcze

asiolin 08.07.2004 09:46

Cytat:

Originally posted by ..::Sharon::..@Jul 7 2004, 06:30 PM
Super piszecie, jak ja skoncze to tesh umieszcze
Aaaa..No to czekamy! Napsizesz kiedy Nudiz mi sie....

Elún 15.07.2004 22:54

Cytat:

Originally posted by asiolin@Jun 20 2004, 12:13 PM
Moja też jest wyjątkowa,ale w inny sposób.
No to moje opowcio oparte na dzisiejszym moim śnie. :lol:
Wśród ludzi żyjących na świecie żyła sobie pewna kobieta o imieniu Samanta.
Miała dwóch wielbicieli: jednego czułego i troskliwego Marcela,a drugiego
zimnego jak lód Eustachego.
Marcel się opiekował Samantą. Przynosił jej jedzenie i picie.
Natomiast Eustachy był zazdrosny i co wieczór obmyślał zemstę.
Pewnego wieczoru wymyślił,że udusi przeciwnika.
Gdy Marcel czekał przed domem Samanty na nią, z tyłu zakradł się Eustachy.
Udusił Marcela i schował się za krzakami.
Samanta płakała i miła nadzieję,że Marcel za raz wstanię i powie,że to żart.
Jednak mężczyzna się nie ruszał,więc wtedy z za krzaków wyłonił się Eustachy7 z róża i zaczął adorować piękną Samantę.
Ona jedank odtrącałą jego uczucia. Wzięła na ręce Marcela i przywlokłą go do małego pobliskiego kościółka. Tam poprosiła księdza o ślub. Ksiądz sie zdziwił,bo nigdy nie wyprawiał ślubu kobiecie i umarłemu męższczyźnie,ale wykonał prośbę damy i udzielił im ceremoni. Po ślubie Samanta wzięła Marcela do swojego domu i położyła go na swoim łóżku. Gdy kładłą sie spać to położtyłą sie obok Marcela.
Tak żyła długo i w odrobinie szczęścia,a Eustachy został ukarany za zabójstwo
Marcela własną śmiercią.



Koniec....No i jak? He,he...To był mój sen,ale nadał bohaterom imiona by sie nie mylili. :lol: :D :lol:

Nie rozumiem twojego opowiadania :blink: ;) :ph34r:

ludek 15.07.2004 23:14

Cytat:

Originally posted by SOSIk_ona+Jul 15 2004, 10:54 PM-->
QUOTE (SOSIk_ona @ Jul 15 2004, 10:54 PM)
QUOTE (Ersa @ Aug 2 2004, 04:29 PM)
QUOTE (Ersa @ Aug 2 2004, 07:45 PM)
QUOTE (DJ mala @ Aug 4 2004, 01:16 PM)
QUOTE (Shona @ Jul 24 2004, 07:21 PM)
blondynka,mila sympatyczna w miare ladna pomysłowa ... niestety koledzy tylko i wyłacznie uwazaja ja za kolezanke... i ma przez to same klopoty

Sebek----> ladny wysoki smukly chlopak brat Tamathy... kocha sie w niej ale wie ze nie jest to prawidlowe zachowanie... lecz nie moze sie pogodzic z mysla ze jest jego siorka...

Olimpia---> przyjaciółka Tamathy. chlopcy za nia szaleja i jest dumna z tego. wie doskonale ze wszystkie dziewczyny zazdroszcza jej. ale nigdy nie momyslała o Tamathie

Natasha---> matka Tamathy i Sebka. przezyła trudne chwile w swoim zyciu i teraz chce zepsuc je swoim dzieciom przez roztanie sie z ojcem...

Valdi---> maz Natashy... osadza ona go o zdrade co nie jest prawda... wmawia dzieciom ze ma inna... one niestety wierza i nie chca znac ojca... Valdi chce zrobic wszystko aby odebrac dzieci Natashie....


czesc 1---> i na pewno nie ostatnia... (: Grudzien

jak zawsze rano Tamatha zbierała sie do szkoly... nie bylo jej latwo bo zdala do 2 liceum i coraz wieksze wymagania itp. Sebek juz dawno byl w szkole jest od niej o rok starszy i bardzo ambitny... wiec nie tracac czasu ubrała sie i no po prostu wykonała wszystkie poranne obowiazki/zajecia... o samej mysli ze ma dzis leciec na piechote do szkoły robiło sie jej zimno i miała dreszcze... mróz, snieg i inne nieprzyjemnosci...
po drodze jak zawsze wstapiła po Olimpie ktora znowu na twarzy miała istna tapete... nie lubiała jej ale musiała bo tylko z nia mogła zblizyc sie do narazie nie wazne ale tez łaziła z nia bo jak by sie oddaliła to frruuu chłopcy beda mieli ja gdzies i nie miała by juz przyjaciółki... Tamatha rozpoczeła rozmowe bo coraz zimniej jej było...
-Co u ciebie??? jak minol Ci weekend???
-ach superowo... chłopcy puszczali mi smsy i prosili o chodzenie... nawet byli raz u mnie na kolacji co ... troche nie odpowiadało mamie... --- odparła z wielka duma Olimpia
-Fajnie... u mnie była tylko ciotka... a poza tym nic sie nie wydarzyło... -z wielkim przygnebieniem odpowiedziała Tamatha...
po 5 min doszły do szkoły... juz od drzwi chłopcy czekali na Olimpie... stał tam tez Darek ale nie patrzył na Tamathe... zauwazyła tez swego brata ale jakos nieinteresował ja tak bardzo jak Darek... weszly i zaczeły sie jak codzien te komplementy:
Ach jaka ty jestes ladna , daj mi buziaka itp...
,, dlaczego ja tak mam??? eh nigdy nikt mnie nie pokocha `` myslała Tamatha...
po czym zadzwonił dzwonek i kazdy poszedł w swoja strone...

słuchajcie teraz nie moge napisac dalej moze jutro lub pojutrze 2 czesc podobało sie???

Zong 18.11.2004 18:41

Podobało się... Narazie 1 część-wprowadzenie.. W nastęnych akcja.. Mam nadzieję ciekawa.
Ja też anpiszę jutro, w czasie Jurassic Park, bo to mój brat ogląda i mam wolny komputer (:

Narya 18.11.2004 18:46

dzieki Zong... napewno bedzie cool akcja... ty równiez piszesz niezłe te swoje opowiazdki kara_kara równiez ;D

Zózga 18.11.2004 18:57

Hmmm... Talent powrócił.

Rozdział 5 - Bestia? (tamto było: Czy on naprawdę?)

godzina 16.00.
Kuchnia sierocińca.
Niedziela.

Myję te potworne naczynia. Niedokładnie, ale przynajmniej Martha widzi co robię. Oj podchodzi tu!!!
-CO TO MA BYĆ?! -krzyknęła rozwścieczona.
-Miska...
-PYTAM O PŁYN!
-No ten, który mi...
-TO JEST DO CZYSZCZENIA KIBLI!!!
-Trudno. Przynajmniej do czyszczenia...
-Nie trudno, tylko... OCH!!! -i tu wylała na moją głowę ten płyn. Nałykałam się go dosyć sporo i udławiłam, no i...

godzina 17.00.
Szpital dla dzieci w Moorthtown.
Niedziela.

...No i wylądowałam tu! Jacy wszyscy są dla mnie mili... teraz. Ja leżę sobie i... Zaraz, zaraz co to takiego to za oknem? Coś większego od goryla, może nawet słonia!!! Zielone. Ma te oczy niebieskawe. Chyba tracę przytomno... :( :( :(

Not so happy end.

Narya 18.11.2004 19:13

czesc 2---> Grudzien

po szkole kazdy wybiegł do autobusu albo do starych... miałam isc (Tamatha)na piecho bo nie miałam przy sobie biletu ale zauwazyłam mamuske... była u Sebka na zebraniu i chyba jest bardzo zle jak zazwyczaj... przeniesli go do innej szkoły. ma za swoje!!! jak pali w kiblu i wyzywa wszysztkich po kolei...
wsiadłam i pojechalismy do domu... jak znalazłam sie w nim była wiadomosc
-ach oby to był Darek--pomyslała
ale niestety to jej braciszek z głupia jak zawsze wiadomoscia
-hej co u ciebie siostrzyczko???
to zalosne... dlaczego ja zawsze mam byc pokrzywdzona przez los??? czemu-- po wypowiedzeniu tych słow popłakała sie i poszła spac... bylo to o 23.00 bo była jeszcze z matka w supermarkecie i tam sie zeszło...
-Tamatha niuniu wstawaj!!! juz 7!!!-wrzeszczala Natasha
-no juz mamo daj mi chwile... -wyjeczała Tamatha
-znowu ta chwila bedzie trwała 1 godzine co??? juz ubieraj sie i schodz na sniadanie bi nic dla ciebie nie zostanie- po czym zeszła ze schodów i poszła do kuchni...
nie zostało mi nic do roboty jedynie wstac i leciec nawet w pidzamie na dół bo zjadłabym nawet konia z kopytami... jak stanełam w drzwiach drapiac sie po głowie i przy okazji ziewałam zamurowało mnie przyjechał stary... eh, znowu zmarnowany dzien... wiec usiadłam i powiedziałam dzien dobry i zaczełam jesc...
uff... narazie nie doszło do awantury... ale juz zaczeli na siebie dziwnie patrzec...
wyszłam do kibla aby umyc sie i tylko jak zamknełam drzwi zaczeło sie:
-co ty jej nagadałas co???
-nic, czysta prawde!
-ta od razu jeszcze bedziesz tego zalowala!!!-i moj ojciec wybiegl zamykajac drzwi...
wyszłam i zastałam mame w okropnym stanie... płakała...
nie odezwała sie do mnie przez cała droge do szkoły...
-dobra mamo to ja ide... pa
-papa baw sie dobrze...-odparła i pojechała
-baw sie dobrze w szkole??? eh juz kompletnie zwariowała...
dzien minol mi coolowo... Darek spojrzal mi w oczy i usmiechnol sie... a poza tym dostalam dwie piatki z fizyki i chemii...
wychodzilam ze szkoly i zobaczylam ojca ktory macha do mnie i dziwnie sie usmiecha...
-cos sie swieci-pomyslalam...
-corenko wsiadaj do samochodu jedziemy do sadu...-jakos 1 raz nie wrzeszczl na mnie
-nie mam zamiaru nigdzie z toba jezdzic odwal sie!!!-wykrzyknełam
-chodz matka juz tam jest Sebek tez... -czemu on nie krzyczy co??? strasznie sie zmienil...
- nie pojde sama to niedaleko... i odeszlam
gdy znalazlam sie kolo sadu zamurowalo mnie...
cz. 3 juz jutro

Zong 19.11.2004 18:30

Ogólnie dobrze, tylko zdecyduj się czy opowiadać będzie Tamantha, czy ty.
Pamiętnik Kasandry odc. 19
..Kilka dni chodziłąm bez przerwy do Sandry. Bardzo ciekawiła mnie ta tajemnica, ale widziałąm, że ona niechętnie mnie przyjmuje. Po tygodniu dałam sobie spokój.
Wrócił Jan Nowak (ten młodszy). Zaczął znów przychodzić do taty. Dobrze znam tatę i wiem, że bezinteresownie on nie gra w szachy z kimkolwiek. Chodziłam z Jaśkiem do szkoły, a po za tym nic.
Gdy miałam dzień wolny od bracy Jasiu się nie pojawiał. Pewnego dnia zapytałam tatę:
-Jak ci się gra z Jaśkiem?
-Dobrze.
-Trenujesz na jakies mistrzostwa, a może on ci płaci? Dlaczego grasz z nim w szachy? Przecież masz ciekawsze zajęcia.
Mimo woli spojrzłam na ciężarną Dinę.
Ach, zapomniałam napisać. Mimo to, że tata się odmłodził dostaje emeryturę. Dina nie angażuje się w żadną pracę, bow ie, że bezsensem byłyby urlop macierzyński po kilku miesiącach pracy.
-Nie ma żadnych mistrzostw. Po prostu chcę grać.
-A nie możesz z Diną?
-Nie.-odparł i udawał, że czyta gazetę
-Tato...
Nie odpowiadałą. Kryła się za tym ciężka tajemnica, jak nie chciał mi, swojej kochanej córeczce powiedzieć. Postanoiwłam ją odkryć. Była to szybka, ale jak się okazało ciężka decyzja. W pewnej chwili rozmowy...
Próbowałam też kontaktować się z Diną. Ona powiedziała:
-Tak, przychodzi taki młody człowiek i gra z Heniem. Ja gotuję obiad, czy sprzątam, nie interesuję się nimi. Henrykowi należy się chwila relaksu i zapomnienia...
Od niej nic się nie dowiem.
W środę powiedzieałąm, że idę do pracy. Dina wyszła na badania. Alex dawno w szkole.
Wpół do 10, przyszedł Jaś. Dawno go nie widziałam! Dużo sie zmienił.
-Cześć!-krzyknął tata-Nareszcie. Dziś nikogo nie ma. Możesz mi wszystko powiedzieć.
-No cześć, cześć...
Zaczęli grać.
-No..-powiedzial tata
-Tak?
-Kiedy jej wreszcie powiesz?
-No wiesz, ta nie taka prosta decyzja... Najpierw muszę spędzać z nią więcej czasu... Potem powoli..-nastąpiła chwila ciszy-No, muszę już lecieć! Zaraz mam pracę.
Tam w ogóle, kim on jest?
Nic z rozmowy sie nie dowiedziałam. Wiem tylko, ze tata nie jest w nic poważnego zamieszny-żadne narkotyki, przestępstwo.. Tylko jakaś "ona"...
Zaraz, zaraz, ja też jestem kobietą...
CDN.

Sensiqúe 19.11.2004 19:01

Na serio wielkie dzięki, że podoba się Wam to co piszę..:)

Pamiętnik Meliszy Sims część ósma

Sobota, 23 lipca, godzina 13.30
Moje życie to porażka...., nie jestem człowiekiem....., zabiłam dwie osoby...Dzieciństwo spędziłam w domu dziecka...Kim jestem? Mogę siebie nazwać tak zwanym marginesem społecznym..., a także zepsutą dziewuchą. Nie mam za grosz współczucia...Takie myśli napływają do mnie każdego ranka....każdego od momentu kiedy zabiłam tą dziewczynę w domu dziecka...teraz musze uciekać.., od policji...i od zbrodni które popełniłam...Zbudziałm się dziś o 6.00 rano...umylam..zjadłam jakieś ..płatki z mlekiem..no i herbata...Myślałam....cały czas myślałam...Nad tym, dokąd mam uciec....Muszę wyjechać z tego kraju ...z Polski....Najlepiej jakbym gdzies za granicę wyruszyła....Jak na razie, wyjadę z tego miasta....Gdzies dalej...Najlepiej do Szczecina....Teraz jestem w Tarnowie..Szczecin jest daleko...Tak, tam pojadę...pociągiem....jakoś spróbuje....muszę. Nie mogę tu być...Nie wiem jak sobie poradzę..ale najpierw wyjadę...planuje zrobic to w poniedziałek...Wtedy jest troche tłoczno w pociągach....nikt nie zauważy mnie....w końcu biletu nie kupię....Nie mam za co. Musze poszukać tu, w domu tej ireny, czy ma ona jakieś kosztowności...wątpie w to. Ale może znajdę cos ciekawego. W końcu, jak ona jeszcze żyła, to nigdy nie mogłam zaglądać do jej pokoju...., a także na strych nie wolno mi było iść....Zbadam te miejsca...., kto wie..może ta stara ma coś wartościowego? Troche sie boję..., mam za domem trupa w ziemi, obok las..straszny....wszedzie pusto...nawet po tej drodze tu, obok nikt nie przejeżdża. Brrr....aż mnie ciarki przechodzą..ale jestem zbyt zajeta planowaniem ucieczki,żebym miała sie bać. Kończe dzis pisac ten pamiętnik..ale tylko na dzis...pojde zobaczyć strych i pokój Ireny. Aha, właśnie....na moja podróż na pewno zabiore pamiętnik...nie mam sie komu zwierzać..tylko tu mogę..choc to troche błąd z mojej strony..lepije żeby nikt tycj zapisków nie czytał..prócz mnie....Wtedy bym trafiła do poprawczaka...potem więzienia. A tego nie chce....mimo że jestem tak zła....jakos ...nie przeszkadza mi to..to znaczy na pewno jest to dla mnie obciążenie..ale jakos przeżyję...mam nadzieję...

Zong 19.11.2004 19:12

No, niezłe, niezłe... Coraz bardziej się rozkręca. No i pamiętaj o akcji!

Narya 19.11.2004 20:03

Zing dzieki twe tez niezle ale z akcja to powoli mam zamiar zrobic wiele odcinkow... narazie to taki wstep... powoli sie bedzie dzialo... ale jeszcze musze pomyslec nad 6 czescia bo 3 4 i5 mam juz w glowie

Zózga 19.11.2004 20:26

Nienawidzę mojego życia...
 
Mam nadzieję blondi, że nie masz mi tego za złe, że moja tesh w sierocińcu? (chodzi o bohaterke)

Rozdział 6 - COŚ TAJEMNICZEGO


godzina 14.38., dwa miesiące po wypadku z płynem.
Las Moorthwood.
Sobota.

Uciekłam z sierocińca. Nikogo mi nie żal, no może tylko dziewczyn, ale trudno. Spaceruję po lesie. Bardzo tu cicho. Słońce cały czas świeci. Nie wiem gdzie pójść. Ukradłam trochę chleba i wogóle czegoś z sierocińca. Napewno z głodu narazie nie zginę. Być może zeżrą mnie jakieś... hmmm... wiewiórki? Idę od półgodziny i nic nie znalazłam. Jestem wściekła na kucharę na maxa, że mi całkowicie popsuła życie. Jeszcze chyba smierdzę od tego płynu :sick: :yucky: ! Ale uciekłam między innymi dlatego, bo jej nie wywalili no i... i się boję, a-ale każdy by się bał! Ja jestem cierpliwa wyjdę z tego lasu za chwileczkę.

godzina 15.44.

Jeszcze tylko sekundka.

godzina 17. 18.

JESZCZE TYLKO MINUTECZKA.

godzina 17.20.

AAAA!!!!!!!! NIE WYTRZYMAM!!!!

Zong 19.11.2004 20:49

Pamiętnik Kasandry
Jestem kobietą.. KOBIETĄ... A taki Alex nie.. Ach, jak ja mu zazdroszczę! Ale ma jeszcze całe gimnazjum i liceum i..
-Dzień dobry-usłyszałam. Szybko schowałam pamiętnik i przy okazji spojrzalam na zegarek. 3:20.. Gdybym była dziś w pracy, to już bym wróciła.. Spojrzałam dalej. Stał.. stał tam Jaś.
-Cześć.-powiedziałam udając zdziwioną-Od dawna jesteś w Miłowie?
-Od 2 dni.
-Podobno grasz z moim ojcem w szahy.-może od niego coś wyciągnę?
-Ta..ak. Może do mie przyjdziesz?
-Nie. Zaraz jemy obiad.
-Możemy zjeść na mieście.
-Na mieście?...-chyba już wszytko rozumiem. Taaak, chodziło o mnie. Uległam jego namowom. Poszliśmy do restauracji, do kina.. Spotkamy się za 2 dni. Gdy wchodziłam usłyszłam głos taty:
-I widzisz kochanie... Nareszcie jakiś dobry kandydant na stanowisko jej męża... Sam mnie prosił. Dobrze, że zrezygnowała z Dona.
-Ach, a wiesz, że Nina jest w ciąży?
-Tak? A jak twoja?
-Dobrze. To dziewczynka.
-Nazwiemy ją..
Wtedy krzyknęli razem:
-Anna!
-Ale oczywiście zapytamy Kasandrę o zdanie.
I zaczęli.. Najpierw się całować, a potem..
Poszłam drogą okrężną do mojego pokoju. Już wszystko wiem. Ale na co mi to? Iwem, że m,nie Jaś kocha... On też wie ( :P ). Muszę porozmawiać z Anią..
Nawet prawdy nie umiem pisać. Ostatnio jestem strasznie markotna. Karolina... Karolinka.. Moja kochana Karolinka zapadła w śpiączkę, jak głoszą plotki, ale częściej się mówi, że nie żyje.
Ania wie wszystko. Jaś jej powiedział... W drugiej klasie. Dlaczego ona, moja przyjaciółka, mi nie powiedziała?
-Jaś jest tobą zachwycony.-powiedziała-Ty masz szczęście!
-Szczęście? Ja nawet nie wiem, gdzie pracuje!
-Jest... On.. On ci nic nie powiedział?! Mimo to, że cię kocha?
-Nie.
-On pisze scenariusze do filmów.. i nowelki.. Głównie bajki dla dzieci.
-acha.
-Dla waszych przyszłych dzieci... Ty nic do niego nie czujesz?
-Nie.
-Poznaj go bliżej, on jest wspaniały!
-nie mam ochoty.
-Ależ.. Ależ Kasandro!
-CO?
-Spróbuj tylko!... Proszę! Mówie ci, to twoja druga połówka!
-Zajmij się swoja drugą połówką!
-Poznaj, to mój chłopak..
Poznałąm jakiegoś chłopaka... Nie mam nastroju... Źle się czuję.. Po stracie Karolinki wszystko ejst szare i nieprzyjemne... Nic mi się nie układa. KAROLINKO!
CDN.

Narya 19.11.2004 23:50

czesc 3 i jak tu zyc???


jak doszlam do sadu zamurowalo mnie... po co tu tylu ludzi... jest mama i Sebek z papierosem w gebie... widzialam tez ojca gadal z jakas babka w samochodzie... to pewnie ta z ktora zdradza mame... zaczela sie rozprawa... ale nie mialam zamiaru sluchac i poszlam spac... obudzila mnie sedzina jak stukala tym mlotkiem... nie ma co robic tylko se stuka i gada jak najeta...
-a wiec (blablabla) corka ... z ojcem a syn z matka-wykrzyknela sedzina...
-co ja sie nie zgadzam!!! -wstalam i oburzona patrzylam na mame i tate...
-nie masz tu nic do gadania laluniu-odrzekl Sebek i polecial hen daleko stad...

tata oczywiscie zadowolony wychodzil i ciagnol moje bagaze. mama stala ze swoja siorka i gadaly oraz obie plakaly...
-idz porzegnaj sie z mama i wracaj ... zaraz jedziemy do mnie do domu...-ciagnac za soba bagaz powiedzial ojciec
wiec pobieglam i rzucilam sie jej na rece...
-mamo kocham cie... ale ja nie chce z nim isc musze???
-idz on jest twym ojcem i ... i ...-jakala sie matula
-i co mamusiu???
-on mnie nie zdradzal, idz huz i nie zadawaj mi wiecej pytan
przez chwile nie moglam ruszyc sie z miejsca... kim jest ta babka w samochodzie ojca, ona mnie oklamywala 3 lata!!! nie wiem dlaczego ale jakos znienawidzilam matke...

wiec poszlam do ojca... po 15 minutach znowu trafil na czerwone swiatlo, ten to ma szczescie to juz 6 czerwone w czasie drogi... ale wyjal klucze i ...
-wiec popatrz w prawo to twoj nowy dom a ciocia bedzie cie rano budzila do szkoly bo ja pracuje... ciocia mieszka o tam naprzeciwko... jutro pojedziemy po twoje inne rzeczy
-ale ja tu juz nazawsze???
-jak narazie tak, ale Natasha ma prawo spotykania sie z toba...
wiec ta babka to moja ciotka... jak moglam ojca podejrzewac, dlaczego ona mnie oklamywala wiedzma jedna... czemu akurat teraz po 3 latach mi to powiedziala, ale dlaczego roztala sie z ojcem??? nie wiem jak sobie odpowiedziec na te pytania...
ojciec oprowadzil mnie po domku i tyle gadal niczym ta sedzina... poszlam na gore rozpakowac sie i zawolal mnie na dol...
-tak tato
-jedziesz ze mna po swoje rzeczy do mamy jutro???
-nie, nie chce jej widziec... tato mozemy pogadac???
-jezeli o tych sprawach to nie dzis... niedlugo swieta i nie chce wspominac tego co bylo ok??? a teraz zasuwam do sklepu po zupki chinskie, zjesz ze mna co???
-nie tato, musze odrobic lekcje a jutro mam sprawdzian z biologii...
-to ja cie zwolnie napiszesz kiedyindziej bo napewno nie masz dzis sily no nie???
-tak dzieki. -usciskalam go pocalowalam w policzek i nie wiem dlaczego to zrobilam... jak znalazlam sie w pokoju to sprawdzajac skrzynke odbiorcza zastalam tam wiadomosc od Darka...

Zong 20.11.2004 11:14

Pamiętnik Kasandry odc. 21
Dwa dni później przyszedł Jaś. Odepchnęłam go i powiedziałam: Spadaj. Zdziwił się. Przychodził jedzcze następnego i następnego i następnego.. dnia.
-No nie rozumiesz? Jesteś taki tępy? Powiedziałam nie, to nie.
-Ale dlaczego?
-Nie zrozumiesz.
-Zrozumiem.
-Ach, spadaj!
-Powiedz..
-Ona.. ona.. ona NIE ŻYJE!
-Jaka ona?
-Jesteś wstrętny! Do widzenia! Nie chcę cię widzieć przez miesiąc!
Ten miesiąc z pozoru był przyjemny. Co chwila dostawałam jakieś głupie listy. Czy on nie może zrozumieć, że jestem w rozpaczy? Że go nie kocham? Teraz wyrzucam wszystkie jego listy. Jestem zła na tatę. Uknuł spisek.. Przeciwko mnie! Jak on mógł. Tato, ty.. ty...
-Dzień dobry, Kasandro.
-Ta... tata?
-Tak. Spotykasz się z Jaśkiem?
-Nie.
-Dlaczego?
Miałam ochotę wszystko, zupełnie wszystko powiedzieć tacie. Co o nim myślę, zapytać dlaczego mi to zrobił?..
-Tato..-zaczęłam, ale pomyślałam, że może nie od razu...
-Słucham?
Nie, muszę t o powiedzieć. Wstałam.
-tato! Jak mogłeś!... Zrzoum, że nie będę wychodzić za kogo ty chcesz! To moje życie i ja decyduję!
Powiedziałam.
-Ale.. Ależ córeczko ja nie wiem o co ci chodzi.
Jak już coś powiedziałam, to musze wszystko.
-Nie rozumiesz? I jeeszcze kłamiesz? Jak możesz!? A dlaczego spotykasz się z nim każdego dnia... Jak mnie nie ma?
-On mnie.. prosił..
-Chyba prosił o moją rękę!
-Obiad!-krzyknęła Dina
-O nie! Nigdzie nie pójdzesz. Teraz mi wsyzstko wytłumacz!
Pół godziny milczał.
-Co jest, gdzie wy jesteście?-denerwowała się moja macocha
-No odbrze. On.. no zrozum, on cię kocha.
-Ale ja go nie.
-Kasandro, gdzie ty masz oczy? On jest piękny, mądry, bogaty...
-Może dla ciebie to jak najbardziej odbowiedni kandydant. ale dla mnie nie. I nie podejmuj za mnie więcej decyzji!
-Puścisz mnie?
-nie. Powiedz CAŁĄ prawdę!
-Wyjdziesz za niego?
-Nie.
-Postaraj się go bliżej poznać!
-DLACZEGO CI NA NIM ZALEŻY?!?!
-On naprawdę cię kocha... Nie jak Don... Nie jak Karol.. Kasandro!
-.
-Proszę.
-nie.
-Błagam... Ty go kochasz... Na pewno.. Kasandrusiu!
Czy.. ja... dobrze słyszałam? Pierwszy raz w moim życiu tata nie powiedziała do mnie "Kasandro" czy "córusiu"... Musi mu zależeć!
-Tato..
-Tak?-spytał z nadzieją
-Ale... Ale pamiętaj, że masz córkę, której nie wystarczy.. Patrzeć na ciężarną macochę. Ja potrzebuję ciebie i twojej miłości.
Zawsze chciałam mu to powiedzieć.. On 7 roku życia.. Ale on.. On.. On i te eksperymenty... Może zrozumie, że ma dorosłą córkę, która od dawna pragnie jego miłości?
cdn.

Zózga 20.11.2004 13:33

Nienawidzę mojego życia...
 
Rozdział 7 - Coraz częściej nawiedzają mnie takie sny


godzina 15.50.
Sierociniec w Moorthtown.
Sobota.

Nienawidzę tych snów! Coraz częściej mnie nawiedzają. Że uciekam z sierocińca i nie mogę znaleźć drogi... Ale jaka to ma być droga? Pathy mówi, że to poprostu zły koszmar. Kiedyś gdy kochała Kubusia Puchatka marzyła o nim co noc i co noc jej się śnił. Może ze mną jest tak samo? Może ja też o tym marzę? Może? Ale marzę o tym by się zagubić w lesie tylko żeby znaleźć dom. Dom. Ale taki prawdziwy dom. Jak ja nie chcę mieszkać w tej budzie! Przykładem mogło być to, że dzisiaj Steve usiadł koło mnie na "stołówce" (ta "stołówka" jest zbyt obleśna by mogła się nazywać jadalnią) :1smutny: :( :wacko: xP . Miałam ochotę go walnąć krzesłem, na którym siedziałam :chair:! Ale nie mogam się ruszyć, gdyż mnie zamurowało gdy mnie pocałował. Reszty dnia nie będę opisywać!!!

Narya 20.11.2004 15:26

czesc 4-- I jak tu ZYC???

wzielam telefon i juz po glowie lazily mi kudlate mysli...
lecz zawiodlam sie kiedy przeczytalam sms'a...
eh... w oczach zakrecila mi sie lza... ale zabralam sie do odpisania ale nie odpisal... czekalam na odpowiedz 2 godziny, ale nic... rano uswiadomilam sobie ze to czekanie to strata czasu bylo i chyba szybko usnelam... dobrze ze dzis sobota...
-Tamatha sniadanie!!! schodz na dol-wrzeszczala ciotka
-juz juz jest tata???
-nie pojechal do twej mamy po twe rzeczy , ale schodz juz pogadamy na dole
wiec ubralam sie i zeszlam... dzis 22 grudnia niedlugo Wigilia... kiedys nie moglam sie doczekac tego dnia ale teraz jest inaczej... mam w ... swieta, takie swieta jak tego roku.
-tutaj masz chleb, ile slodzisz , z cytryna herbate, co???-zapytala sie ciotka
-hello jestes tam???-powtorzyla wymachujac mi przed oczyma reka
-tak, jestem. 1 lyzeczke bez cytryny-odparlam

Po zjedzeniu sniadania ciotka poszla do domu po pieniadze i szla do sklepu. mialam okazje zobaczyc dom i zajrzec w najwieksze zakamarki. znalazlam sie po pewnym czasie na strychu. ladnie tu ale komu chcialo sie tu sprzatac? pewnie ciotka robila porzadki. Rozgladajac sie znalazlam wielka skrzynie. otworzylam ja i znalazlam zdjecia mamy i taty. piekne. jak oni sie wtedy koffali. chociaz ktos kochal mame... nie tak jak mnie. wyjelam wszystkie zdjecia i zauwazylam tam pamietnik. to znaczy wygladal na pamietnik. byl caly zakurzony otworzylam go i przeczytalam
-pamietnik Natashy Olivier
tak to pamietnik mamy i jej panienskie nazwisko. czytac czy nie???
eh co mi zalerzy...
lecz wstepu nie chcialo mi sie czytac wiec przeszlam do wieku mojego czyli jak mama miala 17 lat...
mama mieszkala w domku dziecka ??? ta wiadomosc niezle mna wstrzasnela...

yyy??? mama byla w ciazy z tatem jak miala 17 lat!!!
<2 miesiace pózniej... jestem w ciazy z Valdim dba o mnie ale ja mysle o aborcji... zalerzy mu na dziecku i na mnie ale studia i zycie cale przez to debilne dziecko zwalone!!! jutro koncze 18 lat... nie mam czasu pisac ide na USG >
niemozliwe nie chciala miec dziecka dobrze ze to nie ja tylko Sebek... o nie tata przyjechal ...
-czesc jestem , gdzie zaniesc te twoje farby i te przyrzady do malowania-spytal
-do mojego pokoju!!! -zabralam pamietnik i scowalam go za bluzke tata nie zauwazyl i dobrze zaraz przeczytam dalej...

CDN!!!

Zong 20.11.2004 15:50

Zózga... powinna go spoliczkować :P
Pamiętnik Kasandry odc. 22
.. i tak mijały miesiące.. Chodziłam z Jaśkiem do kina, restauracji.. Jakże on się zdziił. kiedy pierwszego dni powiedzialam, że z nim pójdę do kina! Ale ja nadal do niego nic nie czuję..
Tata cZęsto do mnie przychodzi, rozmawiamy... Ale nikt nie może zrozumieć co ja czuję przez stratę Karoliny... Może mama by zrzoumiała? Ale mamy.. Mamy też nie ma! Najukochańszych dla mnie osób..
-Tato... Wiesz, dopiero teraz rozumiem co to znacvzy prawdziwy tata.. Wcześniej tylko mama się mną opiekowała.. A ty.. Ty i twoje eksperymenty.. Widziałam jak mama rozpaczała.. Myślała, że jej nie kochasz...
-Ależ ją kochałem!
-Tak? Teraz dopiero masz tę swoją ukochaną! Nigdy nie byłeś taki miły wobec mamy!
-Kasandro!...
-Alex też nie ma prawdziwej rodziny. Matkę zastępuję mu ja, a tata..
-Jak możesz!
-Mam nadzieję, że chociaż dla tego czegoś co się urodzi będziesz prawdziwym ojcem!
-Kas...
-I to nawet nie będzie dziecko mamy! Ty jej nie kochałeś!
-Ty nic nie rozumiesz!..
-Rozumiem. Wczoraj byłam na strychu. Przejrzałam zdjęcia. Nie ma tam mamy.. A podobno wszystkie rodzinne zdjęcia wziąłeś?
-Ależ kochanie...
-Kim będzie to dziecko?
-Dziewczynką. Chcemy ją nazwać Anna.
-Bo matce Diny? Wiem, że się nie zgodzicie.. Ale chciałabym żebyście ją nazwali Karolina.
-Nie wiem co ty czujesz do tej Karoliny!
-Może.. jakbyś kochał mamę tobyś wiedział.. Ona mi była tak kochana jak mama.. Nie zrozumeisz.. Ty tylko kochasz eksperymenty i Dinę!
-Kasandro!
-I wiedz, że nie będę się spotykać z Jaśkiem! Nic do niego nie czuję!
-Kochanie..
-Wyłaź stąd!!!!!!!!!!!
Coraz częściej myślę o ucieczce.. z Alexem.. Bez Karoliny i mamy mam tylko jego.. Co ja bym bez niego zrobiła?
Alex uczy się cudownie.. Jedyna pociecha.. Już mnie praca nie cieszy.. Chociaż tuż przed ś iercią Karolinki awansowałyśmy.. Ja jeszcze potem..
Dlaczego Sandra nie pzrejmuje się śmiercią siostry?
Niedawno była afera ze szkołą Alexa.
"Dyrektorka dała nagrodą wyróżniającą za łapówkę, chociaż..
CDN.

Cocaine 21.11.2004 09:17

Magdzia odc. 8
Tak, tak, myslała klepiąc szpilkami po twardym betonowym podłożu. Powitały ją nieprzyjazne spojrzenia
- Morederczyni idzie...- szeptali niektórzy. Magdzie zrobiło się przykro. Nie chciała mówić gdzie teraz mieszka...co teraz robi...pogrzeb dłużył jej się niemiłosiernie. Jej rodzice nieźle się wysilili, kościół był udekorowany, a jej zdjęcie widniało na trumnie. Magda położyła na niej białą różę.
- Weź tą różę idiotko. - usłyszała sykięcie od Amy. Dziewczyna zrzuciła ją na ziemię. Poszła wcześniej od wszystkich na cmentarz. Kupiła po drodze wielką wiązankę, a potem poszła pod procesję biegnącą na cmentarz.
- Przperaszam. - szepnęła po tym jak wszyscy poszli i rzuciła swoją wiązankę na sam wierzch. Zapaliła lampkę i poszła do "domu". Omal nie skręciła w uliczkę prowadzącą do jej domu rodzinnego. Ciekawe co by się stalo gdyby się tam pojawiła. Już siódma. O ósmej mają zbiórkę w zakładzie, Magda nieco przyspieszyła kroku. Wkrótce była tam. Wysszła powolutku na górę na czwarte piętro i otworzyła kluczem drzwi od pokoju. Weszła do niego. Był tak samo obskurny jak był, nic się nie zmieniło...Magda postanowiła jutro kupić farbę. Dziewczyna zrzuciła z siebie ubranie i kompletnie naguśka poszła do łazienki. Tam wzięła prysznic, przebrała się w jeansy i sweterek, i zeszła na dół,
- Nowych wychowanków Ośrodka wychowawczego poprszę tutaj!! - wykrzyknęła siwa pani dyrektor. Magda wyszła na środek i kilka innych dziewcząt.
- Przyzamy się do tego co zrobiłyśmy?? - zapytała nas inna pani. Pierwsza odezwała się dziewczyna po lewej stronie.
- Jestem Karolina i próbowalam popełnić samobójstwo.
- I mama dlatego...
- Tak dlatego mnie wysłała. - powiedziałą sztywno dziewczyna i odebrała klucz od swojego pokoju i już sobie poszła.
- Jestem Ewelina i zabiłam moją wychowawczynię. - odparła Ewelina i poszła do pokoju. Jeszcze jedna osoba.
- Jestem Kasia i wysłałam swoje zgloszenie, byłam prostytutką. - i poszła.
- Jestem magda, zabiłam moją przyjaciółkę. - powiedziała Magdzia i zeszła z podestu. Poszła do pokoju, nikt nie patrzył gdzie idzie. Dziewczyna zamknęła się od wewnątrz, rzuciła klucz za okno, tak, że spadł w środek głębokiego jeziora. Magda zrzuciła z siebie dżinsy i położyła je na rurce od łóżka. Potem ściągnęła sweter i stanik, na końcu koronkowe stringi. Poszła do łazienki i usiadła na podłodze. Poczytała trochę wybranych wierszy z pierwszej gimnazjum, potem umalowała się ładnie i sięgnęła do kosmetyczki. Znalazła żyletkę. I zdecydowała- zrobię to. Przejechała kilkanaście razy po ręce robiąc czerwone ślady, z których za chwilę popłynęły strużki krwi. Na podłodze zrobiły się kałuże....

Narya 21.11.2004 12:35

czesc 5 - I JAK TU ZYC

nie wiem co we mnie wstapilo... nigdy nie czytalam czyis tajemnic... trututu
o moja komorka... wiadomosc tekstowa... DAREK!!! jest odpisal!!! ale ja sie ciesze!!! nie no jestem normalnie w 7 niebie... ale dlaczego... przeciez to jeszcze nic nie znaczy... buuu... ale odpisze mu ale pamietnik czeka...
< Sebek ma 1roczek... a ja zrobilam cos czego naprawde moge zalowac... poklocilam sie z Valdim i poszlam do Roberta... stalo sie co mialo sie stac... bedzie zle bardzo zle... boje sie reakcji Valdiego, pewnie dzis mnie przeprosi da kwiaty a ja zrobilam cos takiego... > nie... NIE!!! ja nie jestem corka taty! musze z nim natychmiast pogadac... wiec zbieglam na dol i stanelam obok ojca...
-co sie stalo, nie wziolem czegos?-spytal nie wiedzac co sie swieci
-tato. ty nie jestes moim ojcem!!!
-skad wiesz!?
-czytalam to-i dalam mu pamietnik mamy . juz wiedzialam co zrobi bedzie na mnie wrzeszczal ze ja jestem nie poprawna i czytam czyjes notatki
-boze niuniu, moze i nie jestes ale ja cie kocham jak swoje!!!
-to przez to sie roztaliscie?
-tak... przeprosilem ja a ta mi taka wiadomosc przekazala... nie bylem na ciebie zly ale na Natashe... gdy sie urodzilas bylem taki wesoly pelen zycia i tez zly ze nie jestem twym ojcem...
-tato ja juz nie wiem co o tym myslec...
TRUTURTUTRY
-co to -zapytal ojciec
-moja komorka zaraz pojde odebrac wiadomosc... - i rzucilam sie na tate...
-pamietaj ze zawsze cie kocham i kochac bede, gdybym nie kochal to bym ociebie nie walczyl w sadzie... -oboje sie poplakalismy...
pobieglam na gore odebrac smsa od DARKA mam nadzieje...
< ok to moze sie spotkamy w Wigilie o 19??? przy parku odpisz!!!>
nie nie moge uwierzyc moje marzenia sie spelniaja, co prawda powoli ale jednak spelniaja...
nie wiem dlaczego sie o to spytalam ale juz wyslalam... za oknem snieg pada... jutro wigilia... bez matki sebka i z moim przyszywanym tatusiem... to jest zalosne...

CDN

Cocaine 21.11.2004 13:08

Magdzia odc. 9
Magda leżała już tak na zimnej posadzce spokojnie 15 minut. Krew zaczynała przeciekać pod drzwiami od łazienki. Dobiegała 20:00, miała być wtedy kolacja. Magda nie zjawiła się na nią, co zainteresowało dyrektorkę.
- ciekawe co też powstrzymuje tę młodą damę przed przyjściem na kolację. - powiedziała ona i poszła na górę kłaniając się wszystkim w futrynie drzwi. Jednak kiedy doszła do drzwi zauważyła że są zamknięte.
- Pani Kasiu, pani Kasiu, tu są klucze. - powiedziała przymilnie piskliwym głosem dziesięcioletnia sprawczyni kradzieży w hipermarkecie.
- Dziękuję kochanie. - powiedziała ona i wetknęła dobry klucz w dziurkę od zamka. Klucz zachrabęścił, drzwi się otwarły.
- Zuziu zawołaj panią doktor!! - wykrzyknęła dyrektorka na widok krwi na dywanie. Lekarka przybiegła natychmiast z plecakiem i w czerwonym ubraniu.
- Wymiękła. - odparła dyrektorka brzydko i usiadła na krześle. Lekarka chwyciła Magdę za rękę.
- Nie czuję pulsu. - powiedziała przerażona i zawiązała bandaże nad ranami i zawiązała plastry bandażem na krwistych wgłębieniach.
- Czy to coś poważnego?
-Raczej tak. - powiedziała lekarka i wzięła zakrwawioną Magdę na ręce. Zaniosła ją wiotką na dół i położyła na noszach, Wezwała karetkę. Przyjechali natychmiast.
-Czy jej życiu zagraża niebezpieczeństwo? - zapytała lekarka.
- Nie, raczej nie. - powiedziała pielęgniarka i lekarz po czym odjechali na dwóch kołach do szpitala. Lekarka zastała dyrektorkę na przegrzebywaniu rzeczy Magdy.
- Co pani robi/ - zapytała wchodząc nagle do pokoju.
- Spójrz. - powiedziała ze łzami w oczach. Lekarka wzięła do ręki zdjęcie jej matki. Była ładna, szczupła, była śliczną blondynką. Ale najwyraźniej była mściwa.
- Nie widzę w tym nic złego.
- Spójrz do tyłu. =- wydukała dyrektorka szukając dalej w torbie.
- O...- wyjąkała tylko lekarka. Na zdjęciu widniał z tyłu napis: "Nienawidzę cie!!".
- Na tym pisze kocham cie. - pokazała jej dyrektorka zdjęcie Gosi.
- Spójrz tylko, wszystko się układa: Nie cierpi matki, nie chce być w środku, a jedynym promyczkiem jest jej siostra - więc się zabiła.
- Niemądrze zrobiła.
- Dzwoni twój telefon....

Zózga 21.11.2004 19:27

Nienawidzę mojego życia...
 
Rozdział 8 - Steve, czyli niekończący się koszmar chodzący za mną krok w krok!

godzina 17.05.
Sierociniec w Moorthtown.
Poniedziałek.

-Witaj, Cukiereczku! -przywitał mnie Steve jak zwykle z szerokim uśmiechem na twarzy :sick: . Udawałam, że go nie słyszę. -HEJ! Mynthy!
-Ja? Mówisz do mnie?
-Owszem. Czy istnieje piękniejsza Mynthy od Ciebie, Cukiereczku?
Miałam mu ochotę porządnie przywalić za tego cukiereczka!
-Napewno. Cześć.
-Dokąd idziesz?
-Eee... do... eee... POKOJU! Tak! Właśnie! Do pokoju!
-Odprowadzić Cię, Cukiereczku?
Chwila ciszy. Popatrzyłam mu prosto w oczy. Te obleśne niebieskie oczy. Potem popatrzyłam na twarz. Cienki nos. Rude włosy, które jak zawsze były przetłuszczone. Piegi.
-Czemu mnie tak nazywasz?
Chyba bał się powiedzieć wprost: "Bo Cię kocham".
-Bo jesteś sło... śliczna jak... słodka jak cukier... ek... cukier...eczek...
-Mhm. A czemu za mną idziesz?
-Chcę Cię odprowadzić.
-Do łazienki? Po co?
-D-do ł-łazienki d-dalek-ko. -powiedział niesmiało.
-Och nie aż tak!
-Eee... aleee...
-Wiesz, co? Odczep się ode mnie ty wybryku natury.
-Czemu wybryk natury?
-EKHEM!!! Spójrz na siebie.
I odeszłam.

Gać 22.11.2004 20:24

Przygody Henryka
 
Przygody Henryka Część I:
Farma Henryka:
Był piękny, słoneczny, letni dzień. Wokół jeziora Liliowego i miasteczka Rabac latało wiele kolorowych ptaków, dzieci biegały na podwórkach a ich rodzice i dziadkowie wychodzili na letnie spacery. Wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni. Tylko stary dziadek o imieniu Henryk nie miał szczęścia w życiu. Mieszkał na wzgórzu, gdzie znajdowała się wielka farma. Dziadek Henryk był w podeszłym wieku i z tego powodu zaniedbał swoją farmę.
Jeszcze kilka lat temu, gdy żyła jego żona Teresa, farma była zadbana a na polanach biegały szczęśliwe zwierzęta. Gdy lato dobiegało końca i przyszła jesień Teresa zachorowała. Henryk był zrozpaczony! Po kilku dniach dowiedział się że jego żona zmarła. Od tego czasu farma i zwierzęta zostały zaniedbane.
Mijały miesiące. Pewnego deszczowego dnia do chaty Henryka zapukała policja. Dziadek chwiejnym krokiem doszedł do drzwi i je otworzył.
W progu ukazał się komendant Glina pytając:
- Pan Henryk Gotycki?
Henryk odpowiedział:
- Tak, to ja. W czym mogę pomóc?
- Przybyłem tu w sprawie pańskiej farmy. – rzekł komendant
- O co chodzi? – spytał Henryk
- Chodzi o farmę, która od kilku miesięcy jest zaniedbana- odpowiedział policjant
- Jak to? Przecież ja o nią dbam! – krzyknął dziadek
- Dba pan? Niech pan wyjrzy przez okno i zobaczy w jakim jest stanie. Ona...
- Milcz! – krzyknął Henryk nie pozwalając komendantowi dokończyć!
- Ja mam milczeć? To pan niech zamilczy. Nie ma pan prawa ze mną się kłócić. – odparł policjant
- Mam swoje prawa i zdanie! – odpowiedział Henryk i zamknął drzwi.
Komendant odszedł od drzwi, wsiadł do radiowozu, trochę pomyślał i odjechał.
Chwilę później dziadek spojrzał przez okno na farmę i powiedział sam do siebie:
- Komendant miał racje... Zaniedbałem farmę. Muszę coś zrobić i to jak najszybciej.


nastepny rozdizał: STRACENIE FARMY! :)

Zózga 22.11.2004 20:42

Rozdział 9 - Bestia znów?


godzina 9.00.
Szkoła w Moorthtown.
Nuuuudnyyyyy wykład pana Werders'a.

-Więc mój wykład podsumuje -wszyscy zamarli, nikt nic nie umiał- Panna... Blicy Cathrell!
Blicy wzdrygnęła. Pathy i ja spojrzałyśmy na nią ze współczuciem, a ona posłała nam sygnał oznaczający "Tylko tyle?!"
No a co? Przecież my tesh nic nie umiałyśmy!
-Panno Cathrell moja cierpliwość ma granice.
I nagle Blicy zaczęła mówić. Mówić o wszystkim! Dosłownie jakby pamiętała słowo w słowo to co facio mówił!!! I postawił jej 5+!!! Siedziała potem jak zamurowana. Oczy wytrzeszczone.
Nie wiem co gorsze. To że Blicy zaczęła nawijac jak najęta czy to ze chwilę później nic nie było widać. Naprawdę piękny złocisty poranek zmienił się w czarną noc. Zobaczyłam coś... cos czarnego? To dziwne! Jak można zobaczyc coś czarnego na czymś czarnym? BEZ SENSU!!! Krzyknęłam.
-A CÓŻ TO MIAŁO ZNACZYĆ?!
Wróciłam na Ziemię.
-Ja... ja... pan... pan nie widział?
-Owszem! Widziałem jak pani pieknie odpowiadała!
-Ja? Przecież to Blicy!!!
-Proszę tak nie krzyczeć. Obawiam się, ze będę musiał pani wstawic ocenę niedostateczną.
-Kiedy ja...
-Milcz!
Spojrzałam na Blicy. Cicho przeglądała książkę. Jak to morzliwe?






To niemorzliwe...

Gać 23.11.2004 09:14

Henryk
 
Przygody Henryka Czesc II
Strata farmy

Minął rok! Farma stawała się coraz piękniejsza. Wszyscy z miasteczka podziwiali Henryka i jego wyczyny.
Dziadek był z siebie dumny. To szczęście jednak nie trwało długo. Na farmę wkroczył komendant z ekipą i hyclami. Dziadek podszedł do nich i spytał:
- Po co przybywacie?
- Przybywamy po zwierzątka panie Henryku! – odpowiedział policjant
- Po co? Chyba nie zamierzacie odebrać mi farmy?- odparł Henryk
- Otóż to! Zabieramy wszystko. Nie umiał pan o to zadbać to musimy zabrać. – rzekł komendant i krzyknął:
- Do roboty! Najpierw zwierzęta!
- Co? Nie możecie mi tego zrobić. Nie widzicie? Farma jest coraz ładniejsza! – krzyknął dziadek
- Mnie to nie obchodzi! Gdybyś zrobił to wcześniej to byś miał spokój. A nie zrobiłeś to spokoju nie masz.- powiedział prawie, że krzycząc komendant.
Dziadek Henryk nie miał szans zatrzymać tylu ludzi. Wołał o pomoc, lecz nikt go nie słyszał.
Policjanci i hycle wykonali swoją pracę i wrócili do samochodów. Komendant też chciał wrócić lecz przeszkodził mu w tym Henryk. Zaciągnął go na bok i rzekł:
- Nie ujdzie ci to na sucho!
- Co ty powiesz? – odparł komendant.
- Powiem tyle, że jesteś łotrem. – odpowiedział Henryk i odszedł.
Komendant zamyślił się! Ale zaraz wrócił do samochodu i odjechał. Dziadek obserwował jego samochód lecz po chwili zniknął z jego pola widzenia.
Usiadł w fotelu i zasnął. Obudziło go jednak szczekanie psa. Wyszedł i zobaczył pięknego owczarka. Na początku pies bał się starszego pana ale gdy Henryk pokazał kawałek kiełbaski od razu przyszedł. Przyzwyczaił się szybko i Henryk wpuścił go do domu. Przygotował mu legowisko i nakarmił go. Szybko stali się przyjaciółmi.

Zong 23.11.2004 18:58

możliwe przez ż
Pamiętnik Kasandry
..chociaż miał ją dostać Alexander Ćwir"
Alex, kocham cię-pomyślałam
Miałam dość Diny.
Miałam dość taty.
Miałam dość Anny.
Miałam dość mojej pracy.
Miałam dość szkoły Alexa (zauważyłam, że gabinet jest inny, a sekretarka to tamtej bliźniaczka.. Sandra zabiła Karola, a że Karolinka widziała to i ją zabiła. Miałam nie podważalne dowodu. Wygrałam sprawę. Tata mnie chwalił. Miałam tego dość.)
Miałam dość Dona i Niny oraz ich dziecka.
Miałam dość wszystkiego!!!!!!!
Spakowała się i Alexa. Zwolinłam się z pracy. Wzięłam Alexa, zamiast do szkoły, do domu, który nie dawno kupiłam. Alex nie narzekał. Szkoła jest okropna-twierdził.
W końcu spotkałam tego, tego jedynego. On mnie pokochał. Był to Peter. Po kilku dniach znajomości poprosił mnie o chodzenie. Bez wahania się zgodziłam. Zapowiedziałam o wszystkim Alexowi. Polubił Petera.
Kiedy Peter mi się oświadczył, spojrzałam na niego. Zrozumiał.
Po dwóch tygodnaich wzięliśmy ślub.
-Kasandro.. Musze ci powiedzieć, ze ja nie lubiłem ani Dona, ani Karola, ani Jaśka. Lubię tylko jego.
-Ja też.. Tylko, że ja go kocham.
Peter jest biznessmanem. JA zostałam nauczycielką. Uczę Alexa polskiego (jestem oczywiście po studiach). Jestem jego wychowawczynią.
Nie mogę. Jak to się mogło stać? Nie, Peter mnie nie zdradza, nic takeigo.. Jestem w 4 miesiaću ciąży. Dokładnie 5 miesięcy po ślubie. Miałam to ogłosić Peterowi, ale on.. on zapadł w śpiączkę! wzięłam urlop. Tygodniowy. Muszę ochłonąć. Codziennie chodzę do Petera. Lekarze mówią, że to coś poważnego, ale nie chcą mi poiwedzieć co.. Pewnie ze względu na moją ciążę.
To już 6 miesiąc. Wyglądam jak idiotka. Pewnie wszyscy się ze mnie śmieją. Co dopiero wśród uczniów! Nauczyciele to nie, one mnie lubią...
Dziś po lekcji podszedł do mnie Alex.
-No co? Nie rozumiesz tematu, czy coś innego?
-Rozumiem. Chciałbym ci powiedzieć.. że się zakochałem.
-W kim?-zapytałam ze zdziwieniem
-W Kasi.
-To ta blondynka, co dostała dziś 5-?
-Tak.
-Miła jest i sympatyczna.. Niech przyjdzie do nas jutro.
Kasia jest naprawdę miłą dziewczyną. Na dodatek kocha Alexa i rozumie dlaczego tęsknię za Karolinką.
Minęło 9 miesięcy. Nauczycielki mi odradzają, ale ja uczę.
W czasie lekcji z Alexem dostałam ataku. Zaczęłam rodzić. Większość uczniów to nie obchodziło, a zapowiadał się ciężki poród. Tylko Kasia zadzwoniła na pogotowie.
Kiedy urodziłą się dziewczynka, ocknął się Peter. Podowójne szczęście. Dziewczynka nazywa się Karolina.
Teraz.. Teraz to tylko ryczeć. Nie mogłam się ruszyć, kiedy się dowiedziałam. Karolina wypadła mi z rąk, na jej szczęście, na łóżko. Ciągle płaczę. Koleżanki mi współczują, ale tak naprawdę.. to tylko plastyczka Ewelina. Nie znałam jej od tej strony. Częściej się z nią spotykam. To naprawdę fajna kobieta.
Nie ma dnia bez łzy.. Tylko Karolina mi o nim przypomina. Peter zginął. W wypadku samochodowym. Dlaczego on tak nieostrożnie chodził?
Moje życie było pełne nieszczęść. Nie kochający ojciec, matka porwana pzrez UFo, śmierć wspaniałego mężą.. Tylko Alex w tych wszystkich chwilach mi pomagał. On jest wspaniały. Ożenił się z Kasią. Ona też jest wspaniała. Mają trzy córeczki. Alex jest lekarzem. Przeżyłam w życiu wiele, ale wiodę spokojne życie. Tylko uważam na małą Karolinkę.. Chociaz mała to nie ejst. Ma już przeszło 30 lat, jest w ciąż, ma kochającego mężą. Tylko na starość moje życie stało się cudowne.
Kasandra Ćwir.
Koniec.
Przepraszam, że takei długie, ale nie chciało mi się tego dzielić. Może w niektórych sytuacjach za mało opisu?.. Jeśli tak, przepraszam.

Zózga 24.11.2004 16:45

Nienawidzę mojego życia...
 
(faqtycznie, thanks [żżżżżżż])

Rozdział - ***


godzina *****
************
************

Nie możliwe!!! Co to było!? Nie wiem co się dzieje dostaję zawrotów głowy!!!! Nie wiem która godzina. Nie ważne gdzie jestem! Nie rozumiem!!! :O
Pathy? Czy to może ona mnie straszyła? Podkładała mi cos pod oczy?
BEZ SENSU!!!! Nie chcę żyć...

Cocaine 24.11.2004 21:05

Magdzia odc. 10
- Halo? - spytała dyrektorka
- Magda już się obudziła. - poinformowała ją lekarka ze szpitala i rozłączyła się. Tym czasem dziewczyna obudziła się. Magda zastanawiała się co tutaj robi. Dopiero na widok czerwonych ran i zagłębień na rękach zoreintowała się o co chodzi. Niewiele myśląc wyrwała sobie z ręki kroplówkę i transfuzję po czym poszła . Krew z woreczka kapała przez przewód na posadzkę. Magda poszła w piżamie na dół.
- Magdo! Magdo!! - usłyszała chłodny głos matki za sobą dziewczyna
- CZego chcesz?
- Czemu na moim zdjęciu napisałaś "nienawidzę cię?"
- Bo taka jest prawda. Nie umiesz tego zrozumieć więc musiałam to tak wyrazić.
- Serio> Magdziu ja cię kocham.....
- Ale ja nie - odparła M. i poszła w swoją stronę.
- Proszę porozmawiaj ze mną. - powiedziała za nią matka. Magda obróciła się i siadła na krześle.
- Słucham twojej propozycji. - powiedziała bezczelnie i założyła nogę na nogę.
- Nie cierpię kiedy mnie denerwujesz
- Trzymaj nerwy na wodzy. - poradziła jej córka.
- Nie lubię kiedy dokuczasz gosi.
- Zabierz ją od nas z domu.
- O to trudno. Ale ją kochasz...
- To daj mi ją do zakładu.
- Nie będziesz dobrą matką!! - krzyknęła jej matka na cały korytarz.
- Zamknij się. Nie będę tak z tobą rozmawiać. - syknęła Magda i wyszła z oddziału.
- Magdo, prosze wrócić na miejsce. - powiedziała pielęgniarka i zaprowadziła ją do jej sali.
- Madziu...- usłyszała przesłodzony głos jakiejś kobiety. Przed nią siedziała kobieta o włosach spiętych w twardego, grubego warkocza, mocno umalowanej, w okularach z grubymi szkłami oraz w lnianych spodniach i czarnej bluzce z białym krawatem.
- Śmiesznie pani wygląda. - burknęła dziewczyna i zajęła się olbieraniem mandarynki.
- Jestem dyrektorką zakładu...
- Dla dzieci od lat 10 - do lat 17, który zajmuje się niezwykłym uleczaniem z kleptomanii dziewczynek i chłopców...
- Dla psychicznie i nerwowo chorych, który mieści się przy piątej alei.
- Kto mnie wpakował do tego pierdla?
- Nie mogę zdradzić.
- Pieprzona mamuśka. - powiedziała Magda i naciągnęła kołdrę na głowę.
- W ciągu ostatnich kilku minut obrałaś mandarynkę, cisnęłaś ją w kąt, a teraz nakryłaś się kołdrą. Wiesz o czym to świadczy?
- Nie wiesz. - powiedziała po imieniu do niej dziewczyna.
- Jesteś chora.
- Chyba u ciebie w d***e.
- Nie, to niemożliwe, mam małą pupę. - powiedziała i zademonstrowała jej to baba
- Jest pani chora, tyle mogę pani zdradzić. -powiedziała Magda i wstała powoli po obiad.
- Proszę mi nie przeszkadzać. - powiedziała do lekarki rozdającej obiad paniusia
- A niby to czemu Magda ma nie zjeść obiady>
- Właśnie czemu!! - zaprotestowała dziewczyna.
- Nie podoba mi się twoje zachowanie gówniaro.
- Odwal się. Jesteś niemiłą.....
- Nikt mi nie będzie nic dyktował.
- Mi też. Do widzenia. - powiedziała Magda i pociągnęła ją do ubikacji...

Zózga 25.11.2004 09:43

Rozdział 10 - To dopiero BESTyJKA


godzina 12.30.
Szkoła w Moorthtown.
Przerwa obiadowa.

-Spokojnie, Mynthy. -powiedziała Pathy.- To napewno tylko jakieś zwidy.
-Mam taką nadzieję.
Siedziałyśmy w klopie. Nagle w drzwiach damskiego (uwaga) stanął Steve! TO JUŻ SZCZYT!!! ROZUMIEM CUKIERECZKA, KWIATUSZKA I SERDUSZKA, ALE ŻEBY STANĄĆ W DRZWIACH DAMSKIEJ?! ON JEST N-IE-NORM-AL-N-YYY!!!
-Cześć Mynthy.
-Steve! Co ty tu...?
-Ja tu stoję, Cukiereczku.
-No to lepiej tu nie stój, bo to damskaxPxPxP;P!
-Wiem. I widzisz? Intuicja mnie do Ciebie zaprowadziła.
-Ech. Muszę z nim porozmawiać. -szepnęłam do Pathy.

-Wiesz, co Steve?
-Mów, Cukiereczku.
-Ja... eee... nie chcę cie urazić, ale mnie na tobie tak nie zależy jak tobie na mnie.
-Rozumiem.
-No bo... w żadnym wypadku nie chc-e-ę cie u-uraź-zić...
-Ależ ja Ci wierzę, że nie chcesz.
-Ja...
-I jedno pozostanie pewne.
-Słucham?
-Ja... z tego nie zrezygnuję. Bo ja Cię KOCHAM.
-Acha.

CO?! JAK MOGŁAM POWIEDZIEĆ TYLKO "ACHA"?! JAK MOGŁAM SIĘ TAK ZAWSTYDZIĆ?!:O:wacko::geek::yikes:
ACH JA GŁUPIA!!!!:chair:

Cocaine 26.11.2004 13:55

Magdzia odc. 11
Magda pociągnęła ją do ubikacji.
- Pożeganj się z życiem. - powiedziała złowrogo i zacisnęła na jej szyi pasek od szlafroka. Kiedy upewniła się że ciało leży bezwładne wbiła jej nóż w brzuch. Potem sama się nim dźgnęła. Leżała udając że to tamta pani zabiła ją. Wieczorem przyszła lekarka do ubikacji.
- Doktorze, czuję tu zapach krwi.
- Och, ja też...- usłyszała jak przez watę dziewczyna...
- Hyyyy....- usłyszała odgłos upadanego ciała dziewczyna. Lekarz wziął obydwie do gabinetu zabiegowego.
- Nie wiem czemu ona to robi...- mówił lekarz idąc przez korytarz z uczynną pielęgniarką.
- Wszystko kręci się wokół rodziny...- powiedziała ona i podpisała coś.
- Doktorze, oan chyba się budzi. - dobiegła do nich z boku mała dziewczynka o błędnie biegających po gałkach oczach.
- Dobrze agatko. - powiedział lekarz i pogładził ją po głowie.
- To pana creczko?
- Tak, wychowuje się w zakładzie dla dzieci chorych psychicznie. WIe pani, geny mojej żeony i jej siostry pomieszane razem dały...
- Dobrze, nie musi sie. pan tłumaczyc.
- Dziękuje że pani to rozumie. A ja idę do pacjentki. - powiedział lekarz i odszedł w prawo.
- Czemu ona mi to zrobiła? - wychrypiała lekarka jak przez sen
- Nie chciała tam trafić
- I tak tam trafi gówniara jedna...]
- Właśnie przez wyzywanie jej takimi epitetami ona może czuć się odtrącona
- XCiekawe od kogo...- powiedziała pod nosem pani.
- Magda się zbudziła- oświadczyła pielęgniarka i poszła na salę do dziewczyny obok
- Idę do niej. Do widzenia. - i pogłaskał sją po głowie jak małe dziecko.

Zózga 26.11.2004 14:53

Rozdział 11 - Samobójstwo

godzina 11.40.
Sierociniec w Moorthtown.
Łazienka.

Pathy mnie tu zaciągnęła.
-Słuchaj, Mynthy! Bardzo cię lubię i będzie mi ciebie żal. -wyciągnęła nóż. Krzyknęłam.
-Jak możesz? -no... tym razem wrzasnęłam.
-Nie chce ciebie zabić tylko siebie... Żegnaj Mynthy...
-NIEEEE!!!! -próbowałam wyrwać jej nóż. Żeby ułatwić sobie zadanie kopnęłam ją kolanem w brzuch. I to bardzo mocno. Na moje nieszczęście weszła właścicielka sierocińca...

godzina 13.50.
Sierociniec w Moorthtown.
Wejście.

-Powiedz mi -powiedziała mile policjantka.- czemu to zrobiłaś?
-No... kopnęłam ją w brzuch, bo chciała popełnić samobójstwo. Nienawidzi tego sierocińca... A ja... Ja... Nie chciałam jej zabić... Pathy jest przecież... no... moją przyjaciółką -rozpłakałam się- i-i nig-gdy bym j-ej nie ZAB-B-IŁA-A!!!! Ona... M-mnie... cz-czasem m-mówi, że... mnie-e-e PODZI-DZIWIA!!! JAK MOŻECIE?! NIE-NIE Z-ZAB-B-IERAJCIE M-MNIE D-DO POP-P-PRAWCZ-CZAK-KA!!!!! NIE CHCE!!!!!
-Uspokuj się. -uciszała mnie policjantka.- Nigdzie cię nie zabierzemy. Wierzymy ci. Chodzi nam tylko oto że kopnęłaś ją mocno w brzuch. Nic ci nie zrobimy póki ona nam wshystkiego nie...
Usłyszałam ryk. A potem poczułam coś twardego na szyji. Myślałam że to już koniec...

Zong 26.11.2004 21:10

Cel życia odc. 1 "Tajemnica. Czemu oni przed mną wszystko kryją?"
Nie jestem zła. I może nie jestem też dobra, ale żeby mnie tu zamykać, kiedy ja chcę odkryć tajemnicę mojego życia, to przesada. Jestem niewinna!
Może zacznę od początku.
Odkąd pamiętam, no niezupełnie, byłam w Domu Dziecka. Moje pierwsze wspomnienia to nieustające kłótnie rodziców. A potem.. pamiętam jak tata chciała pociąć sobie żyły, a mama wyrwała mu nóż i sama mu podcięła żyły... Tata jeszcze wyrwał mamie nóż i wbił jej w serce...
Kilka dni później przyszła do domu moja ciocia od strony mamy, dyrektorka Domu Dziecka.
I w Domie Dziecka mi się nie poszczęściło. Takie jest moje życie. Mieszkałam z Anią. Jak miałyśmy po 8 lat, to znaczy ona urodziła się w grudniu, ja w styczniu, Ania wychodziłą na całe dnie do koleżanek. Mówiono o mnie: "ona jest dziwna". Choć jestem ładną dziewczyną i mądrą nikt nie chciał mnie wziąć. Uśmiechałam się jakl mogłam, okazywałąm życzliwość, ale gdy tylko moi niedoszli rodzice dowiadywali się o mojej przeszłości... Koniec.
Nie wiem co w niej jest, ale to na pewno nie wzajemna śmierć rodziców. To nie ja za to odpowiadam. W końcu morderstwa nie są dziedziczne?
W moim 10 roku życia nastąpił przełom.
Spojrzałam na Anię krzywym okiem.
-Aniu..
Nie odezwała się. Chciało mi się płakać.
-Aniu...-powiedziałam płaczem
-Tak?-odpowiedziała swoim ślicznym głosem. Byłam szczęśliwa
-Śpisz?
-nie.
-A masz zamiar?
-Tak, za godzinkę.
-Musze z tobą poważnie porozmawiać.
-Mów.-powiedziała, tłumiąc śmiech. Poczułam się urażona.
-Nie śmiej się.-znowu przytłumiłam płacz-Ja nie jestem taka dziwna. To moi rodzice.. Zabili się. W ogóle ja podejrzewam, że oni nie są moimi rodzicami. A ty wiesz coś o swoich?
-Nie. Nic mi nie chcą powiedzieć.
-Mi też. Właściwie, co ty robisz tam.. z tymi k o l e ż a n k a m i?
-No dobra.. Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić. Mamy wiele wspólnego. Nie chodzę do żadnych koleżanek. Bałam się ciebie. Błagałam, żeby mi dali inny pokój. Z powodu ciebie nikt nie chciał mnie znać. Myślałam, ze pomiędzy nami jest.. coś... takiego.. Jakby zerwana nić.. Nie chciałam jej pierwsza naprawić.
Pamiętam każde słowo. To była najważniejsza chwila w moim życiu.
-I ja wiem...-dodała Ania-Ja wiem, ze ty taka nie jesteś. Nie. Nie jesteś taką, jak mówią inni. Ty jesteś miła...
-Aniu.. Ach, Aniu...
CDN

mala_kAzIa 28.11.2004 15:57

Chlopak z marzen??
 
Streszczenie zycia Jelly:
Jelly Pszczolka mieszkala w Huberttowie.Miala 15 lat.W szkole poznala wspanialego chlopaka -Johna Monday.zaczela z nim chodzic.Rodzice nie mieli nic przeciwko temu.Ufali jej i wiedzieli ze nie zadaje sie z "zurami".
Pewnego dnia John zaprsil ja na imprezke....
-----------------------
-Chodz Jelly!! Bedzie fajnie wszyscy kuple i kumpele....Mozesz wzisc ze soba Izke(najlepsza przyjaciolka Jelly).
- No nie wiem.... twoi kumple nie cpia??
- Nie nic z tych zeczy-przekonuje ja nadal Johny-To jak przyjdziesz??
- Tak... Mysle ze tak!
- jestes slodka!!! CMOK Narazie!! Do zobaczenia na imprezie.
-Taa ...Narka!
Jelly bardzo sie cieszyla.Kiedy doszla do domu przypomialo jej sie : Co ja powiem mamie??
-puk puk!!
- Jelly??
-Tak mamusiu...
- robisz cos dzisiaj o 18??
- YYY ... Nie... To znaczy tak ide do Izki sie uczyc- dziewczyna klamie-Bo ten no....bo... bedziemy uczyc sie .....tej no....Historii...
- Szkoda:( Trudno chcielismy isc z toba do tej nowej restauracji ale jezeli nie mozesz trudno...
-Kurde fajnie-mysli dziwczyna i udaje sie do pokoju- co ja na siebie wloze ??? Moze te nowa sexy sukienke...Tak bedzie pasowac.-I dzwoni po Izke
- No hej Izka!
- Hej
-Pojdziesz ze mna na impre?
- Tak chetnie kto bedzie??
- ja no i ...a zobaczysz !! Przyjde po ciebie o oooo... 17.30
- dobra!Pa
-Pa
Jelly ubrala sie w sukienke wlozyla nowiutkie buty i wymknela sie z domu zeby jej mama nie zauwazyla.
Poszla po Izke.Jak zawsze wygladala oszolamiajaco. Niebieska sukienka, torebka i suuper buty.
Doszly do budynku w ktorym miala byc impreza. Juz od progu bylo slychac super muze.Dziewczyny bawily sie do polnocy.Izka wyszla pierwsza.
- Ej Jelly!! Chodz ze mna..
- Ale gdzie John??
-Zobaczysz!!
John zaprowadzil ja do ciemnego pokoju
-John co ty robisz??Czemu wiazesz mi rece co sie dzieje.-John zawiazal jej rece i nogi oraz usta i oczy. Ale po co ???Dowiecie sie w nastepnym odcinku:D

Zózga 29.11.2004 13:53

Rozdział bardzo smutny

godzina nawet nie wiem która.
Nawet nie wiem gdzie.
Co to ma znaczyć?

czuje sie dziwnie bardzo dziwnie
to co mnie uderzylo
bylo
twarde
ale
tez jakby
...
...
...
miekkie?
nie rozumiem
nic nie czuje
gdzie ja jestem?
co sie stało?
ZARAZ COŚ SŁYSZĘ!
płacz
płacz
widze łzy
łzy
...
...
po moim odejściu
...



Smutne zakończenie, ale tak tutaj miało byc :1smutny: A trudno zaraz wymyśle coś jeszcze lepszego.

Zong 29.11.2004 20:12

Cel życia "Przyjaźń, szczera, prawdziwa przyjaźń. Dużo jej zawdzięczam"
Długo marzyłam o takiej przyjaźni. Marzenia czasem się spełniają, ale trzeba się do tego przyłożyć...
Pewnego dnia usłyszałam:
-Tak, panno Grempke, chcemy Annę...
Ktoś.. chciał wziąć Anię do domu. Spojrzałam na nich. Młode, piękne, no i chyba bogate małżeństwo. W Naszym Domu Dziecka nie ma dużo Ań...Chyba pięć... Zostawcie moją Anię McCoins!
-Tak, Annę McCoins.
Nie. Nie zrobią mi tego.
-Aniu-powiedziała dyrektorka, panna Grempke-Ci mili państwo chcą ciebie wziąć..
-Ależ panno Grempke! Tak nie można!-krzyknęłam
-Chcą, to chcą. Anno, zbieraj się.
-Panno Grempke..
Wiedziała, że temat pzrejdzie na moją przeszłość. Szybko wzięła Anię i wyszła.
-Nie martw się!-usłyszałam jeszcze. Jak mam się nie martwić? Moja jedyna nadzieja, moja przyjaciółka... Usłyszałam warkot silnika. Wspaniała, czerwona limuzyna odjechałą właśnie spod domu. Aniusia będzie mieć wspaniałe życie. Pewnie o mnie zapomni. A ja..
-Nie martw się..-usłyszałam ponownie. Szybko obróciłam się i poszłam do mojego pokoju.
Czy zostanę w nim sama? Czy kogoś mi przydzielą? Czy on mnie zaakceptuje? Chcę Anię!
Spojrzałam w lustro. Wcześniej byłam ładną dziewczynką. Przyjaźń dodała mi rumieńców i nadziei, że mam dla kogo żyć. Nadzieja jest matką głupich.. Nie! Wierzę, że Anka o mnie nie zapomni... Tymczasem mam życie tutaj.
-Panno Grempke.. Czy ja zostanę sama w pokoju?
Dyrektorka spojrzała na mnie chłodno.
-NAjprawdopodobniej tak.-powiedziała bez uczuć-A teraz zajmij się sobą, za 3 godziny jest kolacja. No, spływaj.
Zostanę sama.. Może jednak warto żyć?
Spięłam włosy.. TAk jak pokazane była w Aninej książce. Nie zabrała jej, nie zdążyła. Czy może wzięła cokolwiek?
Ubrałam ładną spódniczkę i wyszłam. Wzięłam też książkę.
-Berit? To ty?-usłyszałam pierwsze zdziwienia. Teraz mam piękny kok kasztanowych włosów, spódniczkę do kolan, granatową i piękną bluzkę.. Po mamie.
-Tak, to ja.
Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam Brigiet(czyt. Bridżit), zwaną pięknością Domu Dziecka. Wszyscy się w niej kochali. Ale z wiekiem zbrzydniała.. Tymczasem ja jestem piękną nastolatką... NA dodatek miłą, sympatyczną...
Zaczęli koło mnie przechodzić chłopacy. Nie wiedzieli jak zacząć mnie podrywać.. No cóż.. Jak tu, w Domu Dziecka, zaproponować pójście do kina, co się zazwyczaj robi?
Gdybyście widzieli minę Brigiet! Jaka jestem szczęśliwa.. W końcu podszedł do mnie George, którego tak Brigiet kochała!
-Be.. Berit.. Koło ciebie nie siedzi nikt.. No.. może ja bym mógł?
-Ależ George, ty siedzisz koło mnie!
-Zostań koło swojej ukochanej Brigiet. Nie chcę siedzieć koło kogoś takiego jak ty. To by było poniżenie.
George prawie zapadł sie pod ziemię. A jaka ja byłam szczęśliwa! Ale.. Co oni takiego we mnie widzą? Jestem taka jak wcześniej...
CDN

Sensiqúe 29.11.2004 20:30

!!!
Cóż..ja niestety jak na razie zawieszam działalność pisania mojego story o Maliszy Sims...po prostu nie mam chęci pisać...pomysł mam..ale brak mi jakiejs takiej...no..chęci :P Zawieszam ale nie kończę pisania..na pewno do tegorocznych Świąt cos napiszę :P

Zong 30.11.2004 14:36

Szkoda.. Ciekawe jest Twoje opowiadanko. Dobrze, że napiszesz w tym roku, ale do ŚBN jest cały miesiąc...
Cel życia "A może jednak?.."
No więc, co we mnie było wspaniałego?
No tak.. Po wspólnym spędzaniu czasu z Anią stałam się bardziej opalona.. W zestawieniu z pięknymi, zielonymi oczami i długimi, zawsze czystymi, a przy tym nie przetłuszczonymi i załupieżowanymi włosami... I jeszcze tak spiętymi.. Ale dlaczego dopiero teraz to zauważyli?
Mijały tygodnie. Tego dnia nie zdążyłam się uczesać, za późno wstałam. Zdążyłam tylko lekko przyczestać włosy.
Usłyszałam wredny głos Brigiet:
-Patrz, George.. Twoja ukochana nie zdążyła się uczesać. Odebrało jej to cały urok. No i..
-Ależ nie, ona ciągle jest piękna. To ty brzydniejesz. Brigiet, spójrz na siebie. Kiedyś to byłaś ładna. Ale teraz.. Teraz koniec z nami. KONIEC!
-George...
-Nie rozumiesz po polsku?
Właściwie.. Dlaczego ja to robię Brigiet?
Ach.. Ona mnie kiedyś zraniłą.. Ona najbardziej się ze mnie śmiała... Ale ja nic nie robię. Ja po prostu jestem. Od jutra przestaję się tak specjalnie ubierać. Zobaczymy... Brigiet...
TAk.. I to "działa". Ale Brigiet.. Ona jest okropnie złośliwa w stosunku do mnie.
A zdarzyło się to na tydzień przed moimi urodzinami.
-Brigiet..-zapytał jej Marcin, jeden z chłopaków z naszego Domu; Brigiet czytała jakiś magazyn, a ja książkę-Brigiet.. Co można kupić dziewczynie na prezent?
-Zależy jakiej?-oczekiwała, że jej powie
-byle jakiej
-Ale np. jedna coś lubi, druga nie..
-Dowiem się.
-Możesz kupić misia, karteczki, kosmetyki-nagle obróciła się w moją stronę-O, na przykład Berit cały czas czyta tę książkę. Przecież jest kontynucja..
-Brigiet-powiedziałam ostro-przecież wiesz, że mam tą książkę po mamie. Nie mam ciągu dalszego. A u nas w bibliotece...
-Po mamie? MAmie zabijace?
-Nie masz dowodów, ze to moja mama!-krzyknęłam, prawie płacząc
-Tak??
-Berit, przecież ty... musiałaś dużo cech odziedziczyć po swojej matce. A nie jesteś zabijaką.
-Brigiet?
-Tak.. wiem..
Marcin szybko coś szepnął Brigiet.
-Przepraszam.
-Nic się nie stało.
-Może się w końcu pogodzicie?
Chwilę milczałyśmy.
-Brigiet.. A może jednak?
-NIE!
Szybko odbiegła.
-Nie martw się, Berit. Kiedyś się pogodzicie.
-Wiem.
Jednak coś mam z tej piękności... Przyda się. Na razie w moim życiu jest bardziej pięknie. Ale nie zawsze tak będzie... Im dłużej, tym lepiej.. I oby jak najdłużej!
CDN

Zózga 30.11.2004 20:22

BLONDI PISZ GDZIE NASZA DAWNA MALISZA?

PRZEDSTAWIENIE POSTACI NASTĘPNEGO OPOWIADANKA:

Cath Pellor - urocza 16-latka. Ma piękne, kręcone, blond włosy i niebieskie oczy. W przyszłości pragnie zostać dziennikarką i dlatego pisze artykuły do szkolnej gazetki. Ma siostrę Jamie. Cath uważa, że to obrzydliwie słodkie imie!

Jamie Pellor - młodsza siostra Cath. Ma 14 lat, krótkie, proste blond włosy i brązowe oczy. Kocha swojego kota, Jima, rasy maine coon. Jej największe marzenie to wyjechać do Afryki.

Alie Crastvin - naj przyjaciółka Cath. Nosi aparat na zęby, ale po za tym jest i tak jest najładniejszą dziewczyną z klasy. Ma rodziców lekarzy, więc wspólny obiad przy stole nie obejdzie się bez rozmowy o usunięciu... EKHEM! Nie ważne. Starzy chcą by została lekarzem, ale ona o wiele bardziej nadaje się na matematyczkę.

Martin Scesh - chłopak Cath. Ma 17 lat. Pragnie zostać modelem :laugha: , ale się do tego nie przyznaje. Ma młodsze rodzeństwo przez co randki z ukochaną dziewczyną często są przekładane na inny termin jak wizyty u lekarza.





NO I TO NA TYLE.

Gapa 01.12.2004 19:46

Tyle osób próbowało tu swoich sił.Może i ja spróbuję?

Nikę obudził wystrzał.W jej okolicy to na porządku dziennym.Przecież mieszka w Bagdadzie.
Weronika Clementoli była córką ambasadora Włoch w Iraku.Pół roku temu przeprowadziła się tam razem z ojcem, matką i 13-letnim bratem.Chodziła do amerykańskiej szkoły.
Przez ostatnie pół roku wiele wydarzyło się w życiu Niki.Przez ten czas prowadziła dziennik.

Dziennik Niki

20 sierpnia,2004r.

Boże, ten dzień będę wspominać do końca życia.Jak ojciec mógł mi to zrobić? Właśnie robiłam sobie tosty, a tata wchodzi do kuchni i oznajmia, że dostał wreszcie pracę. Bardzo się ucieszyłam. Firma ojca zbankrutowała dwa miesiące temu, a od tamtego czasu gorliwie szukał posady.Wszystko było by OK, gdyby nie dokończył zdania.Powiedział, że dostał pracę w IRAKU.Przyszło mi na myśl, że oszalał na starość, ale nie wyglądał na obłąkanego.
-Tato, czy to ten program w stylu ukryta kamera, gdzie obserwują ludzi, którzy usłyszeli jakieś absurd?!-wyjąkałam.
-Skądże.Razem z matką pomysleliśmy, że ty, ona i Tommy także przenisiecie się razem ze mną do Iraku.-odpowiedział ojciec.
-Żartujesz...!-ryknęłam.
-Nie.Od dawna przygotowywałem się, aby powiedzieć to tobie.Nie miałem odwagi, przyznaję.-wyjąkał.
Pobiegłam pędem do matki.To jakiś żart, absurd.Jak to możliwe, żeby ojciec dostał pracę w Iraku?Przecież TAM JEST WOJNA!Co będzie tam robił?Oni mogą nas najwyżej pozastrzelać!Obijając się o ściany, trafiłam do sypialni, gdzie matka oglądała właśnie poranne wiadomości.
-Mamo... wiesz co ojcicec powiedział...?On ...
-W naszym bloku pewnie już wszyscy usłyszeli twoje wrzaski.Rozumiem, denerwujesz się.Ale pomyśl, Nika, jakie to dla ojca ważne: mieć pracę. Ile wytrzymamy na zasiłkach? Musimy utrzymać Ciebie, Tommy'ego.
-Ale... ojciec zrujnował mi życie.Bez przyjaciół, zdana na łaskę i nie łaskę jakiś zdziczałych irackich rebeliantów, którzy przy pierwszej, lepszej okazji nas pozabijają...
-Upokój się i nie histeryzuj.Po kilku dniach znajdziesz już wielu przyjaciół. Co się tyczy irackich rebeliantów, bądź spokojna, pracodawcy ojca na pewno zapewnią nam dostateczną ochronę.Prześpij się z tą myślą.Jutro na pewno będzie lepiej.Wiem, że trudno ci będzie w nowej szkole, nie w tych samych warunkach, co tutaj i w zupełnie innym otoczeniu.Ale co będzie, jeśli tu zostaniemy?Znalezienie przez ojca nowej pracy może potrwać miesiące.A nawet więcej.
-Dzięki-mruknęłam i przytuliłam matkę-naprawdę, dzięki.

Wiem, że głupie i bezmyślne, ale cóż, trudno.Będzie ciekawiej.Jeżeli coś Ci sie nie podoba, to proszę powiedz mi.Takie komentarze pozwalają się zmieniać.
Na lepsze.

Zózga 03.12.2004 11:20

Gapa, wiesz co? BARDZO SZCZERE :D!!!

Odcinek 1
Cath właśnie jadła obiad kiedy matka wtargnęła do jadalni.
-Kochanie, znalazłam świetną szkołę dla dziewcząt...
"Oho! Już się źle zapowiada" pomyślała Cath.
-... z internatem... -ciągnęła dalej mama.
-Z INTERNETEM?
-Nie żartuj sobie. Mają tam bardzo dobrą salę gimnastycznę, scenę teatralną, sale mają wymiary...
-Ale mamo ja tam nie chce iść.
-Jak to?
-Musiała bym opuścić przyjaciół...
-Acha... A! I słuchaj maja tam jeszcze...

To oznaczało, że Cath napewno tam pojedzie. Al ekto zajmie się Jimem? Kto zajmie się Jamie? To już mniejsze zmartwienie:D.
Ale Jim... Nie może opuścić ledwo dokarmianego przez mamę i torturowanego przez siostrę oraz ignorowanego przez ojca kociaczka. :1smutny: "No ale co będzie z Jimem?"
-No ale co będzie z Jimem? -spytała w końcu.
-A co by miało być?
-No bo ty go zapominasz dokarmić, Jamie go torturuje, a tata go ignoruje jest zdany tylko na mnie.
-Hmmm... Poszukam innej szkoły...
-JEST! -krzyknęła Cath gdy mama wyszła. Podszedł do stołu Jim.
-Jim ty się nie bój pani cię nie opuści. Nareszcie opuści tą szkołę. Jako przyjaciela miałam tylko ciebie. Wiesz Jim?
-Miau?
-Taaak... Idź się pobaw głupi kocie.
-Mrauuuu...
-Ojojojojojoj! Minie sporo czasu zanim ktokolwiek nauczy się rozumieć koty i którykolwiek kot nauczy sięrozumieć ludzi.
-Mam!!!! -wykrzyknęła matka.
-Co?
-Patrz tu! To niedaleko, a szkoła bardzo dobra.
-Acha. Ale nie z internatem?
-Nie, nie. Nie mogę uwierzyć, że tak ci zależy na tym kocie.
Matka myślała, że córce nie będzie zależało tak na nowej szkole z powodu przyjaciół, ale ona ich nie miała. Może to będzie od życia druga szansa?...

Gapa 03.12.2004 18:19

Dziennik Niki

1 września, 2004

Cóż, mogło być gorzej.Spakowaliśmy się i wogóle, sprzedaliśmy dom.29 sierpnia wsiedliśmy do samolotu...a może był to 28?... i w drogę!Tommy był zachwycony. Pierwszy raz leciał samolotem.Podróż zleciała szybko.Może dlatego, że podczas lotu puszczali Władcę Pierścieni?Mniejsza z tym.Ważne, co stało się później.
Mówi się, że na lotniskach nie ma dostatecznej ochrony.Od tamtego dnia też tak sądzę.Ale nie uprzedzajmy faktów.Najpierw wstał jakiś facet w turbanie.Stewardessa paptrzyła na niego kątem oka.Natychmiast zerwało się dwóch następnych."Mułali, kadguali, ajaaa"-zrozumiałam szept jednego z nich, w zielonej puchowej kamizelce Adidasa.Facet w w dziwnych bermudach w kwiatki i z dredami spojrzał na nich ze zdziwieniem.Mężczyzna z kamizelką wyjął broń.Przekręciłam się w fotelu.
-Nie ruszać się!Nie chcemy użyć siły.Jeżeli nie będziecie sprawiać problemów, nic wam się nie stanie.Sprawujemy tymaczasową opiekę nad samolotem.-powiedział po angielsku.Troje jego kolegów rozmawiało z nim.Jest ich czterech. -pomyślałam.Jeden musi być w kabinie pilotów.Miałam w głowie plan.Jeżeli popchnę jednego z nich...OBUDZIŁAM SIĘ.
To był tylko głupi sen.Całe szczęście.Nade mną wisiała mama.
-Skarbie, zaraz lądujemy.-mruknęła.

Dom?Fajny.Basen, siłownia i takie tam bajery...Aha.I co najważniejsze:
We Włoszech, mieszkaliśmy w apartamentowcu.Tu mamy jeden wielki dom.
Więc rodzice pozwolili mi na psa.Byłam cała happy.Nazwałam go Burger, ku wielkim sprzeciwom rodziców.Ale cóż poradzę, jestem uzależniona od fast foodów.Populacja zachodu.

Szkoła?To dopiero pierwszy dzień.Ale nawet fajnie.Poznałam Brigette. Francuzka. Jest fantastyczna.Chodzi ze mną do klasy.Nauczycielka też w miarę.Młoda Amerykanka.Dzieci to głównie Amerykanie, Anglicy, Polacy(dzieciaki wojskowych) i Irakijczycy (dzieciaki bogatych Irakijczyków).

Zong 03.12.2004 21:39

28 sierpnia.. moje urodziny.
Popełniasz podstawowy błąd. Pomiędzy zdańmi trzeba wstawić spację. Po za tym bardzo dobrze.
Cel życia "Czy warto jest mieć te piętnaście lat za sobą?"
Brigiet.. Jak ona mi dokucza..
Tego dnia o trzeciej (rano) skończyłam 15 lat. Myślałam, że tylko Ania o tym pamięta, ale nie..
Nie zastałam od neij listu. Wyjechała trzy tygodnie temu, a nawet mi nie wysłała chociażby karteczki.. Aniu, czy ty mnie pamiętasz?
Zastałam za to kilka prezentów. Wśród nich była kontynnuacja książki od mamy. Wiedziałam od kogo to. Jednak nie ucieszyłam się. Aniu!
Wszyscy zdziwili się moim zachowaniem. Byłam strasznie marktona. A przecież kończyłam piękny wiek-15 lat!
Minął tydzień. Panna Grempke pozwoliła mi iść do biblioteki.
-Masz wrócić za najwyżej pół godziny! Pokaż jakie masz książki! Jak wrócisz, przyjdź do mnie!
Nasza dyrektorka jest okropna. Nie pozwoli wyjść na 20 minut.. Jakby coś złego miało by mnie spotkać. A ja tak pragnę szczęścia.. Miłości..
Gdy wracałam z biblioteki, nagle, nei wiem dlaczego, wypadły mi ksiązki. Szybko się schyliłam, ale już ktoś mi je podał. Spojrzałam na niego. Był pięknym, przystojnym młodzieńcem. Chyba w nim się zakochałam. Ale czy taki chłopak jak on mnie pokocha?
Patrzył w moje oczy. W moje piękne, zielone oczy, i długie rzęsy.. To je mam najpiękniejsze.
Wtedy nagle odezwałam się:
-Dzięki.
On nagle się ocknął i powiedział:
-Ach, nie ma za co.
Poszłam dalej. On za mną. Czyżby.. Czyżby on dażył mnie takim uczuciem ja ja jego? To byłoby prawdziwe szczęście..
-Jak sie nazywasz?-zapytał
-Berit.
-Ja Maciek. A gdzie mieszkasz?
Czy musiał akurat o to spytać? Nie wstydzę się Domu Dziecka, ale żeby powiedzieć jemu.. Nie mogłam mu się pochwalić willą, blokiem, a nawet chałupką...
Patrzył mi w oczy, tak, jakby chciał powiedzieć: No mów, nawet jak masz ojca alkocholika i bezrobotną matkę...
-Mieszkam w Domu Dziecka-szybko wyszeptałam
-I wypuszczaja was tak do biblioteki?-spzytał. Nie okazywał zdziwienia. Byłam tym mocno poruszona.
-Dyrektorka wypuściła mnie z okazji moich urodzin...
-Masz dzisiaj?
-Nie, miałam tydzień temu.
-Które?
-Piętnaste.
-Ja mam szesnaście lat. Od zawsze jesteś w Domu Dziecka?
-Od drugiego czy trzeciego miesiaca... życia.
-Pamiętasz swoich rodziców?
-Tak.. Ale oni nie byli chyba moimi rodzicami.
-Acha.
-A ty gdzie mieszkasz?
-Pewnie nie wiesz, gdzie to jest.. NA Brzechwy 7/1. Pozwolisz, że cię odprowadzę?
-Tak.
Spojrzałam mu w oczy.. Miał takie piękne, niebieskie oczka..
-Jak to jest nie znać swoich rodziców?
-Źle-odpowiedziałam bez zastonowienia
-Tu mieszkasz?
-Tak.
-W jakim pokoju?
-Chcesz mnie odwiedzać?-spytałam ze zdumieniem, nei ukrywając swojego zdumienia, ale ukrywając moje szczęście
Maciek zmieszał się.
-No.. tak.. A kiedy masz imieniny?
-7 lutego.
-No to w jakim pokoju miekszasz?
-Zapytaj kogoś, a się dowiesz. Jestem jedną Berit w tym Domu. Cześć.
-Pa.
Poszłam do dyrektorki. Póściła mnei do pokoju. Tam spoktała mnie niespodzinka.
CDN

Cocaine 04.12.2004 12:49

Magdzia odc....eee
Magda siedziała już istotnie na parapecie i odrywała sobie kroplówki.
- Madzuyu> - powiedziała słodko [ielęgniarka.
- Podejdziesz jesszcze krok i skoczę.
- Nie...magdo. - powiedział stanowczo lekarz. Magda nagle dostała ataku furii.
- Nikt mi nie będzie rozkazywał!! nikt!!! - wrzeszczała i popchnęła go na tackę z lekami.
- Jesteś wstrętna!! - szepnęła pielęgniarka i oderwała ją od leżącego doktora.
- Małą...jeszze sie policzymy. - powiedział złowrgoglo lekarz i wyszedł trzaskając drzwiami.
- Lekarz z Bożej łaski. - powiedziała Magda i wciągnęła na siebie ukochaną czarną bieliznę, na nią czarne spodnie i czarną bluzę. Spakowała resztę rzeczy do tyorby i poszła.
- A ty gdzie? - zapytała złym tonem lekatrka.
- do domu wariatów. - odparła jej Magda i poszła z sali w ciemny korytarz. Nikt nic nie podejrzewał, magda dotarła bezpiecznie pod swój dom. tam założyła perukę i dokładnie ją nalepiła na ogolone przed chwilą włosy.
- Proszę otwórz mamusiu...- szeptała dzwoniąc. Usłyszała szybki bieg Gosi ijej krzyk :
" prosze!!"
- O dzień dovry. - powiedziała do niej jej własna matka.
- Jestem Luiza Marka.
- I co więcej mogę się o pani dowiedzieć?
- I mąż wyrzucił mnie z domu. - kłamała w żywe oczy matce dziewczyna.
- No dobvrze.
- MOgę wejść? - spytała pełna obaw.
- Oczywiście. - Magda przywitała się z nieco bojącą się Gosią i poszła do swojego pokoju. ]
- Dawno tu nie było mojej cłórki.
- To pani ma jeszcze córkę?
- Tak, zabiła swoją przyjaciółkę. Jest teraz w zakładzie poprawczym.
- Żal mi je.....- powiedziała Magda i psozła na górę...

Gapa 04.12.2004 14:29

Och...ok.

Dziennik Niki

5 września, 2004
Zmieniłam zdanie. Ojciec odmienił moje życie na lepsze. Był drugi dzień szkoły. I lekcje. Wtoczyłam się do klasy z nowym, załadowanym książkami plecakiem. Rozejrzałam się. Z drugiej ławki szczerzyła do mnie zęby Brigette. Położyłam plecak na miejscu obok niej. Wstała.
-Hej, ludzie chciałabym wam kogoś przedstawić. - przemówiła po angielsku.Dziewczyny z ostatnich ławek przestały chichotać z nad 'Cosmo' i zaczęła uważnie przypatrywać się Brigette.
-To jest Weronika - wskazała na mnie ręką. - A to: Angelina i Katie Jones - wskazała ręką na dwie czarne dziewczyny, te od Cosmo - Amerykanki, Borys Michałow, Rosjanin- popatrzyłam na przystojnego bruneta, MRUGNĄŁ DO MNIE! - Aniomi Kiasaki, Japonka - azjatka pomachała mi ręką - potem: Oleg Michaiłow z Rumunii, Deryl Smith, Australijczyk, Cameron Keith z Jamajki.
-Cześć - mruknęłam, po czym spłonęłam rumieńcem. Osunęłam się na krzesło, obok Brigette.
-Nie przejmuj się, oni są bardzo sympatyczni. - uśmiechnęła się.Tak...szczególnie ten Rosjanin... - pomyślałam.Do sali weszło dwóch piegowatych, rudych chłopaków.
-Cześć, Borys. - powiedział jeden - Cześć, Oleg. - powiedział drugi.Przez myśl przemknęło mi skojarzenie z Crabbe'm i Goyle'm z Harry'ego Pottera.
-Ej, Lardin - krzyknął jeden, w naszym kierunku - kim jest twoja koleżanka?
-A co Cię to interesuje, Hënner? - krzyknęła Brigette.
-No bo wiesz, musi wiedzieć, kim ma pomiatać - zaśmiał się szyderczo drugi rudzielec.
-Ty... szmato!- wybuchłam.
-Ależ panno Clementoli! - odwróciłam się i zobaczyłam naszą nauczycielkę od algebry - panią Greordi, też Włoszkę. Przeklnęłam w duchu - niech panna się uspokoi, to pierwszy dzień szkoły! - spłonęłam rumieńcem. Przez resztę zajęć siedziałam cicho.
-Och, nie przejmuj się.Nic sie nie stało.A Georg i Frederick to zwykłe świnie. - pocieszały mnie Brigette, Cameron, Angelina i Katie.

W domu powitało mnie pytanie matki:
-Jak było?
-Fajnie - skłamałam.
-Mówiłam ci, Nika.Będzie wszystko dobrze - uśmiechnęła się i poszła szukać waniliowego Cappuccino w szafce.-Hans, gdzie jest moja kawa?! - zawołała ojca.
Pobiegłam do pokoju.Na ścianie wisiało wielkie lustro.Nigdy nie zwracałam uwagi na mój wygląd.Matka truła mi, żebym zrobiła coś z włosami, umalowała się i takie tam rzeczy.Teraz, jeśli chcę spodobać sie Borysowi, muszę coś zrobić. Koniecznie.

Zózga 04.12.2004 19:04

Odcinek 2
Jim popatrzył na swoją panią ostatni raz. A jednak! Jedzie do szkoły z internatem. Po drodze jeszcze mówiła mamie:
-Ale Jim!!! Mamo.
-Zaopiekuje się nim.
-Nie pójde.
-No a co?! Będziesz tu tak sterczeć? Czy może weźmiesz Jima ze sobą?!
-Wiesz to dobry pomysł.
-Cath, wsiadaj!!!
-Nie ma mowy!
-Cath!!! JUŻ!!!
-Nie.
-Jak chcesz. Nie jedziemy tak?
-Nie jedziemy.
Matka troche się zdziwiła. Wiedziała, że to zawsze działa gdy jadą do Kidslandu bez Jima, ale tym razem to nie był Kidsland. To była szkoła imienia Mrs. Steepwood, czyli założycielki szkoły. Do Kidslandu chce się jechać, ale nie musi, a do szkoły imienia Mrs Steepwood nie chce sie jechać, ale trzeba. W Kidslandzie dobrze się bawiono, a w szkole imienia Mrs Steepwood trzeba się uczyć. W Kidslandzie mają wstęp dzieci od 5 do 11 roku zycia, Cath była o wiele starsza.
-Panno Pellor. -rzekła matka.- Pojedzie tam piani czy sie to pani podoba czy nie!
-Nie podoba mi się.
-Przestań sie zachowywać jak mała beksa!
-Nie jestm beksa nie płacze. -nadal spokojnie mówiła Cath.
-Kochanie... Jim z nami nie pojedzie... To dobra szkoła.
-Wiem. Ale nie jest przeznaczona dla Jima.
W końcu pojechały...

Cocaine 06.12.2004 20:21

Maqgdzia
- A wiesz kobietko że mi jest jej żal? Wcale. - powiedziała bez łądu i składu.
- Na serio> Nie tęskni pani za nią?
- Prawie wcale. Nikt za mną nie krzyczy. No i te wyzywające ubrania. - Magdzie zrobiło się słabo. Miała przecież te same ciuchy!!
- Przykro mi ale muszę jechać do centrum. Z walizką. - powiedziała Magda i wyjechała autobusem z ulicy domowej. W autobusie się popłakała.
- Hej piękna nieznajoma. - powiedział ktoś do niej.
- Cześć. - odburknęła Magda i wyjęła kosmetyczkę z torby.
- Nie poznajesz mnie?
- Nie. - powiedziała dziewczyna i poprawiła delikatnie sobie usta szminką.
- Jestem Sarah. Milcząca Sarah.
- To naprawdę ty? - spytała zaskoczona Magda.
- Tak, to ja....pozbyłam się aparatów słuchowych, rodzice zrobili mi drogą operację.
- A gdzie? - zainteresowała się dziewczyna?
- W Filadelfi, a tak w ogóle gdzie jedziesz?
- Do centrum, muszę sobie kupić nowe ciuszki.
- I tak wyglądasz pięknie. - pochwaliła ją dziewczyna.
- O, wysiadam. Pa.
- Pójdę z tobą. - uparła się Sarah i uparcie deptała jej po piętach. Poszły najpierw do Siphory gdzie Magda musiała sobie kupić coś firmowego. Wybrała miękką kosmetyczkę, lusterko, błyszczyki w tubeczkach, lakiery i kilka zestawów do kapieli.
- Wiesz...skąd masz na to kasę? - spytała zaskoczona Sarah.
- Staruszka mi dawała. A teraz mi ojciec przesyła. Rentę po ojcu.
- Aha. - zmartwiła się dziewczyna patrząc jak Magda wkłada jeszcze lusterko i kilka cieni do koszyka i idzie do kasy.
- Dwieście piętnaście zł. - powiedziała ekspedientka. Magda wyciągnęła ukochany portfel z SiSheep i zapłaciła daną sumę. Expedientka spakowała jej to i poszły dalej.
- Może do Simpp Town? - spytała nieśmiało Sarah.
- OK. - zgodziła się Magda i poszły szaleć. Dziewcyzny wybrały trzy opaski na rękę z wizerunkiem ganji, białą bluzeczkę z napisem Simpp i czarne spodnie z napisem "HOT" na pupie.
- Ciesze się....że masz tyle kasy. - wyjąkała nieznośnie Sarah.
- Mam cię dość Sarah. Kupić ci jakieś ciuchy> - zapytała zdenerwowana Magda i kupiła jej wszystkie dostępne ciuchy w rozmiarze "S".
- Pasi? - zapytała i poszła dalej zostawiając ją z dwudziestoma torbami. Magda dosłyszała jeszcze głosik za plecami:
- Jeszcze chciałam do Ismay....
- To chodź. - warknęła wściekła Magda i poszla z nią do ISmay 'a.
- Kupisz mi to bikini?
- Mało ci? - spytała dziewczyna kupując śliczną bluzę w cytrynowym kolorku, dżiny z napisami, bieliznę i różowe stringi oraz prześliczne kabaretki.
- A mi? - zapytała zawiedziona Sarah.
- Prosze. -powiedziała Magda niedbale i wrzuciła jej sześciopak ze skarpetkami do koszyka.
- I nic więcej? - zapytała
- Odwal się. - powiedziała jej Magda po wyjściu ze sklepu.
- Kiedy ja nie mogę. Idę do toalety. - powiedziała a Magda pobiegła za nią.
- Ja nie mogę...ja jestem....nie...jak ci tyo powiem jak się obrazisz....
- Gadaj dzi***o.
- Jestem....

Zózga 07.12.2004 10:23

Odcinek 3
Cath siedziała w samochodzie i smutnie patrzyła przez szybę.
-Zaraz będziemy na miejscu!!! - powiedziała radośnie mama.
-Yhy...
-Cath, dobrze wiesz, że...
-Mamo ty nawet tacie zapominasz dać obiadu, a co dopiero kotkowi. xP
-No cóż... Tata sam sobie włoży obiad.
-Kot też tak?
-O! Jesteśmy na miejscu. Wyłaź z samochodu. - Cath skojarzyło się to z Get out, right now!
Spojrzały obydwie na wysoki budynek. Robił naprawdę wrażenie. "No z dwa metry to napewno ma, hehe" pomyślała Cath.
-Witam pani Pellor! - rzekła radośnie hmm... chyba dyrektorka. - Miło mi panią gościć. A to zapewne...
"Pani córka Cath Pellor, czyż nie mam racji?" owa właśnie córka znała już bardzo dobrze ten zwrot.
Kobieta ciągnęła dalej.
-...pani córka, Cath Pellor, czyz nie mam racji? - i na koniec ten jak zwykle słodki uśmieszek plus pogładzenie po główce jak jakiegoś psa. - Jak się miewasz?
-Co? Ja? - obudziła się nagle. - Eee tak. To znaczy dobrze.
-Witaj w naszej szkole zapraszam do środka. O! To są twoje bagaże? - wskazała palcem na dwie ogromne walizy.
-Tak, to... tu... są... m-moje rzeczy... oczywiście.
-Idź, idź! Twój pokój ma numer 213 i jest na drugim piętrze. Ja tu sobie porozmawiam z twoją mamą.
"Do chole... ŁAAAAAAAAAAA!!! W DODATKU NIE MA WINDY!!!! :D CO SOBIE TA WREDNA BABKA MYŚLI, ŻE JA SAMA BĘDĘ TASZCZYĆ TE WALIZY?! NIE MA MOWY!!!"
Niestety nie było tu nikogo kto by mógł to zrobić za Cath, więc biedaczka sama ciągnęła przeklinając przez cały czas, a gdy ktoś ją o coś zapytał to zamiast grzecznie odpowiedzieć mówiła: "K***e!"
No ale nikt jż nie zwalczy choroby przeklinania jak już się nią zarazi, hehe.
"Co to za g*****, ch*****!!!"
Ciągle pocieszała się myślami: "Phi! I tak nikt nie powinien mieć prawa dotykania moich walizek swoimi brudnymi łapskami. Nikt nie jest godzien zaszczytu niesienia mojej walizki, co najmniej jednej.":D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D

Zong 07.12.2004 18:36

Cel życia "Aniu!........."
Leżał list.. Może od Ani?
"Kochana Berit!
Wiem, że płakałaś, że nie piszę, ale nie mogłam. Mieszkam w piekle. Chcaiłam Ci napisać list pierwszego dnia, ale... Nie pozwolono mi.
Tak, to jest PIEKŁO. Zacznę od początku. Gabrysia, ta kobieta, kazała mi sprzątać. "Tak, tak"-dorzucił Marcin, jej mąż, i przytulił się do niej. Nei będize przyjemnie..-myślałam. Ale nieprzyjemności zaczęły się po tygodniu. "Nie sprzątaj już!"-krzyczeli. Ulżyło mi. Ten dom jest wielki. Jeśli siedzisz przy oknie, to na pewno go widzisz... Pamiętasz?
Krzyczeli na siebie cały czas. Pierwszy tydzień to chcieli zrobić na mnie dobre wrażenie, a teraz.. Chyba wiem co się święci. Namówię Gabi do zeznań. Wierzę, że zaraz oni się pozabijają. Wyczekuj na mnie. Syzkuj się na kontakt telepatyczny.
Muszęr kończyć, gdyż "Co tam piszesz, kochana?" "Zostaw ją w spokoju!" "A ty mnie!"... Ich kłótnie nie zaprzestają się nawet o pierwszej. Nie wytrzymam.
Ania"
List Ani zrobił na mnie duże wrażenie. Nie miał daty.. Może dyrektorka go przetrzymywała???
Pamiętam jeszcze o nim.. A on o mnie? Ach, Maciek..
Tego wieczoru jak każdego usiadłam przy łóżku. Było ciemno. Nie paliło się żadne światło. No tak, było po 3. Co robi ANia?
Spojrzałam na większy budynek. Na 100% Anka mieszka tam.
POczułam ból. Nagle jedno ze świateł zapaliło się. W tamtym budynku. Przeraziłam się. A kiedy usłyszałam "NIE!!!!!!!", mój strach przerastał mnie samą. Aniu... Kochana...
Okno otworzyło mnie. Dotarły do mnie jakieś myśli... Tak.. to myśli Ani... Z okna wylała się krew. Jak to widziałam, nie wiem. Usłyszałam jeszcze "MARCIN!!!!!! TY WIESZ.. JA CIĘ KOCHAM!" Krzyczał to ktoś BARDZo głośno.. Czemu nikt się nie obudził?
Źle się poczułam.. Aniu...
Zemdlałam.
CDN

Ciara 08.12.2004 18:21

,, Morze śmierci"
Morze, plaża, pochmurne, szare niebo, wiatr. Woda niespokojnie falowała. Za kazdym podmuchem wiatru piasek szeleściła razem z drzewami znajdujacymi się za plażą. Było na plaży prawie pusto, prawie ... Czternastoletni chłopiec zwany przez innych huliganem, ubrany w obdarte dżinsy, porwaną kurtkę ... spacerował. Tak, niewinnie. Topił smutki w butelce piwa ukradzionego ze sklepu, co chwila nerowo kopał piaske nogą. Picie alkoholu to nic dziwnego w jego przypadku, miał to po rodzicach. Jak tu by inaczej, gdyż nikt nawet nie chciał mu pomóc. Dla innych był wandalem, łobuzem... był niczym! Miał na imię Daniel. Tak naprawdę jego imię to Karol, ale on miał ,,swój świat" w którtym mógł wszystko , również dac sobię inne imię, czemu nie? Nieraz spotkał się z określeniami ,,syn pijaka" czy też od młodszych ,,syn zula". Nie obchodziło go to, wiedział, że rodzice alkoholicy to nie jego wina. Po tej wędrówce po plaży nagle zatrzymał się. Wsadził ręcę do kieszeni. Wyżucił butelkę na ziemię. Z jednej kieszeni wyjął jakąś kartkę... kartkówkę z wielkim czerwonym napisem NDST! ... kolejna do kolekcji! W drugiej ręce miał długopis, ledwo piszący. Popatzrył na butelke. Usiadł na piasku. Złapał kartkę i długopis w jedną rękę, a drugą przysunął do siebię butelkę. Złapał spowrotem długopis w wolną rękę, oparł kartkę i kolano i zaczął pisać:
SAM NAUCZYŁEM SIĘ CHODZIĆ!
SAM NAUCZYŁEM SIĘ JEŚĆ!
SAM NAUCZYŁEM SIĘ PISAĆ!
SAM NAUCZYŁEM SIĘ ŻYĆ!
NIE NAUCZYŁEM SIĘ KOCHAĆ!
ABY KOCHAĆ TZREBA DWOJGA, WIĘC Z KIM MIAŁBYM TO DZIELIĆ? Z RODZICAMI?
W tym momencie zaśmiał się ironicznie sam do siebie. Zaczynało grzmieć, lekko kropiło, morze zaczynało szaleć, a pisaek sypał się chłopcu do oczu. Pisał dalej:
W MOIM ŚWIECIE MOGŁEM WSZYSTKO, MOGĘ WSZYSTKO I BĘDĘ MÓGŁ WSZYSTKO!
DANI....
W tym momencie długopis się wypisał. Zrobiło się ciemno, głośno grzmiało, lał deszcz, ciągle ukazywało się błyskawice, morze oszlało! Chłopak wstał, złapał za butelkę. Popatrzył na kartkę i zaczął głośno wykrzykiwac słowa na niej zapisane, próbując przekrzyczeć grzmoty. Kiedy czytał płakał. Miał wszystkiego dosyć! Wiatr mało mu nie wyrwał kartki z rąk. Silnie ją zwinął i wsadził do butelki. Ledwo stał na nogach przez siłę żywiołu. Zaczął biec w stronę morza, nie ogladając się za TYM światem. Wbiegł do wody, żucił butelkę przed siebie, pobiegł głębiej i wpłynął pod wodę... Już się więcej nie wynurzył.
Śmierci Daniela nikt nie spostrzegł, nikogo to nie obchodziło. Może tylko Boge, jedyną istotę w którą wierzył ...

Zong 10.12.2004 21:55

No ciekawe, ale były blędy.
Cel życia "Co się ze mną dzieje?"
Obudziłam się w izolatce.
-Żyjesz!-krzyknęła Ania
-Tak, a co?
-Nie.. nie nic.
-Powiedz jej.
-Jesteś chora.
-I co z tego?
-Nie wiadomo, czy przeżyjesz. Masz zapalenie płuc.
W tym momencie Gabi zaczęła płakać.
-Pani jest Gabrysia?
-Mówi mi ty. Tak, ja jestem Gabriela.
-A.. co się stało z tym pani.. twoim mężem.
-Kochanie, nie denerwuj się, nic.
A działo się to mniej więcej tydzień temu. Toczyłam naromalne życie w izolatce, brałam leki...
-Z tym Marcinem coś się stało-powiedziała mi kiedyś Ania-Ale powiem cie kiedy indziej, nie denerwuj się.
Tego samego dnia, wczoraj, wieczorem, przyszedł do mnie jakiś Marek.
-Jak się czujesz?-spytał sztucznie. Wyraźnie to zauważyłam
-Dobrze. Chyba mogę już wstać.
-NIE!
-Dlaczego?
-Masz przecież zapalenie płuc.
-I co nie mogę wstać???
Szybko wstałam i wyszłam z pokoju. Akurat stała tam Brigiet.
-O.... Cześć. Przyszłaś do mnie?
-Tak. Chciałam pogadać.
Szybko zamknęłam drzwi.
-No, o czym?
-Współczuję ci.
-CO?
-Masz przecież...
-Zapalenie płuc. Kaszlę i tyle.
-Nie wiesz? Może lepiej ci nie powiem?
-Coś strasznego?
-Nie. To.. tylko cięższa choroba płuc. Naprawdę.
Nie czułam się dobrze. Co mam w końcu?? Na co jestem chora?
-No to ja idę...-powiedziała Brigiet-Już po jedynastej. Hej
-Hej
Weszłam do pokoju. Zamurowało mnie. Prawie nie krzyknęłam, ale dostałam ataku. Słyszała tylko Brigiet i dyrektorka.
-Jak mogłaś!-krzyknęła dyrektorka.
-Ale to nie ja! Rozmawiałam z Brigiet!
-Czy tak?
Nie odpowiedziała.
-C z y t a k?
Spojrzałam jeszcze raz na....
CDN

Gapa 12.12.2004 19:04

Dziennik Niki
10 września, 2004

Zaczęłam wprowadzać w życie mój plan. Co ze sobą zrobiłam?
Zaczęłam chodzić na siłownię, basen, biegać, kupiłam masę nowych ciuchów i zrobiłam wyjazd do kosmetyczki i do fryzjera. Zmieniłam się nie do poznania. Różnica wygląda jak coś w stylu:
vs.
Brigette bardzo mi pomogła. Wtajemniczyłam ją w to, jakie wrażenie zrobił na mnie Borys. To dla niego tak się staram. Ona powiedziała, że mnie rozumie. Opowiedziała mi o niej i o chłopaku, dla którego zupełnie się zmieniła. Mówiła, że kiedyś stała wśród żuli pod paryskimi bramami sącząc piwo i paląc papierosy. (Nigdy o niej tego nie wiedziałam.)Ale kiedyś przeszedł koło niej chłopak. Popatrzył na nią z pogardą i odszedł. Wspomniała, że żeby skończyć z tym wszystkim musiała przypomnieć sobie to spojrzenie. To pomagało jej na odwyku. Teraz Brigette to piękna, pełna uroku dziewczyna. Widać, jak się człowiek może zmienić, jeśli tylko jest dla kogo. Wszyscy w szkole bardzo się zdziwili, kiedy zobaczyli mnie po przerwie świątecznej. Weszłam do szkoły rozpromieniona, wyobrażając sobie, że jestem tą kobietą z reklamy perfumów Esprit. Wszyscy gapili się we mnie, ku mojej radości. Ale wśród tych spojrzeń nie było owego namiętnego spojrzenia, jakie przesyłał mi Borys w moich marzeniach. Był zajęty odrabianiem na parapecie zadania z algebry. Zrobiłam się czerwona jak burak. To ja dla niego to wszystko robię: chudnę, maluję się... A ON NIC! Walnęłam plecak o ławkę.
-Nika, coś ty taka ...
-Brigette, on mnie nie zauważa.
-Jeśli chodzi ci o algebrę, to nic dziwnego, że Cię nie zauważa, nie zauważa narazie nikogo, bo gdyby nie odrobił tego zadania, to nauczycielka wstawiłaby mu już drugą lufę za braki.
-Eeeee...-wyjąkałam, bo Borys właśnie wszedł do klasy. Przyjrzał mi się dokładnie i się uśmiechnął.
-Co za metamorfoza. Ale nie wiem dlaczego. Przecież i tak byłaś już ładna. - powiedział.Puściłam buraka i wysapałam:
-Nie...to...ja..wcale...
-Ok, skoro tak sądzisz... A właśnie.-jakaś dziewczyna weszła do klasy.-Alice!Nika to Alice.Alice, to Nika.Weroniko, Alice to moja dziewczyna.-Poczułam jak krew prestaje mi napływać.Ciągnęło mnie ku ziemi.Zemdlałam.

Zong 14.12.2004 19:12

Cel życia "Ale.. to nie ja!"
Spojrzałam jeszcze raz na.. na.. na martwe ciało tego Marka.
-Berit?-spytała dyrektorka
-Nie. To nie ja go zabiłam.
-No jak to?
-Rozmawiałam z Brigiet.
Dyrektorka zawsze podczas rozmów nieznośnie patrzy nam się w oczy. Ale dzięki temu zna prawdę. Na szczęście przerzuciła wzrok na Brigiet.
-No? Czy to prawda? No, szybko, szybko!
-Nie..
Szybko na nią spojrzałam. Brigiet!!!!! Nie, ja tego nie zrobiłam! Ty wiesz! Nie rób mi tego! NIENAWIDZĘ CIĘ!
-Nie pamiętam.
Jak to nie pamięta? Ty..
-Jak to nie?-spytała panna Grempke patrząć to na mnie, to na ciało, to na moją koleżankę.
Moje oczy wyrażały złość-piekielną złość. Jak możesz, Brigiet? Brigiet? Dziewczyna patrzyła w dół. Była zła na siebie. Pewnie chciała poprawić to co powiedziała. W moich oczach zaiskrzały iskierki nadziei. Niesłusznie. Właśnie w tamtej sekundzie spojrzała na mnie i powiedziała ostatecznie:
-Narmalnie, prosze pani. Nie wiem, jak to się stało, ale zasnęłam i już nei pamiętam czy ta rozmowa mi się śniła, czy nie.
-Panno Grempke!!-krzyknęłam, podburzona słowami-To naprawdę nie ja!
-A kto?
-Nie wiem? On sam?
W Brigiet zaiskrzała chęć zadośćuczynienia.
-O tak, prosze pani. To jest możliwe. On nie był lubiany.
-Berit. Idziemy.
-Gdzie?
-Jak to gdzie? Do poprawczaka!
spojrzałam na Brigiet. Ona na mnie. Wymieniłyśmy się złowieszczymi, niufnymi, i przyjacielskimi spojrzeniami. Szepnęłam jej jeszcze: Brigiet! Proszę! Wiedziała, co mam na myśli. Niech ona powie prawdę!
Tak. Siedzę w poprawczaku za to, czego nie uczuniłam. Źle się czuję. To wina p. Grempke. Wiem, że zaraz przyjdzie i powie: "Berit, kochanie! Brigiet się przyznała! Pamięta! On sam się zabił! Przepraszam! Chodźmy!" Wybaczam jej, ale ja przez nią chyba zaraz umrę.
Mam 39,9.
-Berit, kochanie! Brigiet się przyznała! Pamięta! On sam się zabił! Przepraszam! Chodźmy!
-Nie ma za co..-szepnęłam-Ale proszę pani, źle się czuję.. Zaczekajmy trochę. Jest 3! Proszę pani!
-Nie ma mowy! Acha, i pamiętaj. Nic się nie stało. Tylko ty, ja, i Brigiet i tym wiemy. Ale nikomu ani słowa!
-A.. ciało?-wydusiłam z siebie
-Nie ma go. No już, już. To tylko nieporozumienie. Wybacz mi.
-Wybaczyłam pani dawno, ale ja chyba umrę.
Zapiszczało. Szłam z termometrem. Szybko wyjęłam, żeby pani się nei skapnęła. No nei! Co prawda już jesteśmy w domu, ale mam...
CDN

Cocaine 16.12.2004 19:03

Dawno mnie tu nie było...ale napiszę!!!
Na nowo....
"Nowe życie"
Cześć, jestem Nika (bosz...) i mam 13 lat. Właśnie jutro zaczynam naukę w nowym gimnazjum...nie mogę się doczekać poznania nowych koleżanek, a może..przyjaciółek>???
- Nika kładź się już spać. - powiedziała sennie moja mama wtaczając się do pokoju. To że musiała się już wtaczać a nie wchodzić nie było jej winą. Ojciec zrobił jej drugie dziecko i zostawił na pastwę losu z moją na nic użyteczną kobietą zapracowaną czyli babcią.
- Mamusiu jeszcze chwilkę. - odparłam zza biurka i znad pamiętnika. Pamiętnik.. to zwykły notesik tyle że w kwiatki i w słoniki i chmureczki.
- No dobrze. Nisiu ja już pójdę jednak...- powiedziała po chwili i usiadła na łóżku.
- Mam do ciebie żal. - powiedziałam jej wprost.
- A czemu>? - spytała wstrząśnięta.
- Nie będziesz mi umiała sama zapewnić godnego życia. - odparłam notując moje słowa.
- Dobranoc złotko. -powiedziała i odeszła nie całując mnie nawet na pożegnanie. Dopiero o wpółdojedenastej zorientowałam się zę muszę iść spać. Zrzuciłam z siebie szlafrok i położyłam się w łóżku. Kiedy przyszła do mnie babka.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Niczego kochanie. Chciałam ci się spytać co zrobiłaś mamie.
- Nic. - odparłam bezczynnie.
- Zrobiłaś jej coś jednak bo płacze na łóżku w swojej własnej sypialni!! - zdenerwowała się babcia.
- Mam do niej żal. - powtórzyłam się i usiadłam na łóżku.
- Przepraszam. - powiedziała ona cicho i poszła. Byłam zła na cały świat. Położyłam się spać.....
1 września 2004 rok.
Wilgotno mi było nad rankiem kiedy się zaczęłam budzić. Powoli otworzyłam oczy i rozmasowałam bolący brzuch. "Pewnie ze stresu" - pomyślałam i usiadłam. Wstałam powolutku i doszłam do okna. Przeciągnęłam się i doszłam do łóżka by je pościelić. Odkryłam kołdrę i...doznałam szoku. Całe prześcieradło było zakrwawione!! "nie, to niemożliwe!!" - krzyczałam na siebie w duchu nakrywając łóżko narzutą. Jednak świadczyły o tym też moje spodnie od piżamy. Dostałam miesiączki. Szybko znalazłam ubranie i założyłam szlafrok. Tam przedostałam się do łazienki. Zaczęłam szukać podpasek jednak...przecież mama była w ciąży!! Nie nosiła podpasek bo nie miała okresu!!
- Mamo? - szpenęłam do niej z łazienki kiedy szła na dół.
- Tak? - spytała
- Możesz iść do kiosku>?
- Cos się stało?? - zapytała mnie wprost.
p- Uhm. - wejdx. - nakazałam jej.
- No cóż...widzę że...
- Tak, dostałam okresu.
- Mam ci kupić podpaski??
- Tak. - odparłam zdziwiona że tak łatwo poszło.
- Dobrze...już idę. Ale zacznij się ubierać bo już siódma. - nakazała mi mama i poszła do kiosku. Pierwszy dzień szkoły - tak fatalnie!!

*SmoczycA* 18.12.2004 12:12

Zabawa w chowanego...
 
Był rok 1975.Dwójka dziewiętnastolatków postanowiła sie pobrac.Ojciec panny młodej był bardzo bogatym człowiekiem,więc mogl urzadzic mlodym huczne wesele.Przyjecie odbyło sie w wynajetej starej willi.Pozno w nocy,gdy wszyscy byli juz pijani,pan mlody wpadl na pomysl,aby pobawic sie w chowanego.Wszyscy sie wiec pochowali,a mezczyzna mial ich szukac.Po okolo 20 minutach poszukiwac odnalazl wszystkich oprocz swojej zony.Kilka godzin szukal panny mlodej,lecz nigdzie jej nie bylo.Mlodzieniec myslal,ze zona chce mu wiwinac glupi zart,jednak dziewczyna sie nie odnalazla.Po kilku tygodniach daremnych poszukiwan zrospaczony pan mlody postanowil ulozyc sobie zycie na nowo.Trzy lata pozniej starsza kobieta sprzatala strych willi.Zaciekawil ja drewniany kufer stjacy w rogu.Wewnatrz znajdowaly sie zwloki panny mlodej.Dziewczyna wchodzac do kufra,przez przypadek zatrzasnela jego pokrywe.Sciany skrzyni byly tak grube,ze nikt nie uslyszal wolania o pomoc...

Cocaine 18.12.2004 15:31

odc.2 "nowe życie"
Póki co zaczęłam się myć i lekko podmalowałam oczy. W końcu byłam już kobietą i miałam więcej przywilejów niż dziecko!!Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. - szpenęłam znad umywalki.
- Masz- powiedziała mama, po czym urządziła mi szybką lekcje zakładania podpasek.
- Dzięki. Pa. - powiedziałam i założyłam majtki. Trochę więcej problemu było z podpaską ale jakoś poszło. "no" - pomyślałam wciągając spodnie i sweter. Czarny sweter i czarne spodnie. Pod spodem była na szczęscie nieco przykrótka bluzeczka.
- Kochanie i jak tam dzień - zapytała moja babcia znad stosiku dokumentów.
- Ok. - powiedziałam i wsypałam sobie płatki kukurydziane wprost na spodnie.
- Nika...zlituj się...- powiedziała moja mama i wsypała mi taką samą ilość tyle że do miseczki.
- No soryy...- powiedziałam i wzięłam apatycznie łyżkę.
- Tlo dziecko jest chyba chore. - powiedziała moja babunia i skrobnęła swój podpis na jakimś piśmie.
- Nie jest chora mamo, nie jest. - obroniła mnie mama i usiadła na krześle.
- Chcesz kanapki z dżemem? - spytała babcia pogryzając chleb.
- Nie dzięki...- powiedziałam wypijając resztkę soku pomarańczowego.
- Podwieźć cię?
- Nie dzięki. - obroniłam się szybko i wstałąm do wyjścia.
- Nikuś, nie masz żadnych ładnych butów...
- A te czarne?? - zapytałam z nadzieją.
- Przecież są moje...- powiedziała ze zdziwieniem mama.
- No ale nie mogę ich pożyczyć? - spytałam nieco zdziwiona...
- Wolałabym nie. Mają obcas a niektóre nauczycielki mają no wiesz chysia na tym punkcie...
- Jestem już...
- kobietą. Ale tylko twój organizm tak twierdzi. Dla nauczycieli i dla mnie dalej jesteś dzieckiem. - przerwała mi mama i wręczyła mi czarne czółenka.
- Nie masz lepszych? - Spytałam złośliwie.
- Prosże. - powiedziała i wręczyła mi bilet miesięczny
- Mogę się chociaż dowiedzieć którym autobusem mogę dojechać do nowej szkoły?
- Oczywiście. - powiedziała moja mama.
- No to?
- Wszystko pisze na bilecie. Wytęż wzrok. - nakazała mi i usiadła z powrotem w kuchni. "Potwór nie matka"- pomyślałam i poszłam na przystanek. Miałam wsiąść w 158. Wsiadłam więc posłusznie i jechałam aż do samej szkoły. Po drodze wsiadło kilkanaście osób. W indetycznych strojach jak moje, no wiadomo...Wysiadłam tuż przed wrotami szkoły.
- Hej. - powiedziała do mnie jakaś dziewczyna. Była dziwna, chuderlawa.
- Cześć. - powiedziałam grzecznie.
- Wyluzuj troszkę...wiesz pierwszy dzien szkoly tutaj to nic strasznego.
- Nie wyglądasz mi na trzecioklasistkę która zna tą szkołę jak własną kieszeń.
- Bo taka jest prawda że znam/ Często tru przychodziłam z siostyrą.
- Masz w tej szkole sisterkę?
- No...nie tyle że sister co i mamę...- powiedziała.
- A to ciekawe...i masz siostrę i mamę? A twoj tata?
- Daddy? Został w Anglia...p- powiedziała ostrożnie.
- Mieszkałaś w Anglii? Super!!
- Ale mój dad był dla mnie angry...- mówiła łamaną polszczyzną...
- Na początku mówiłaś całkiem dobrze po polsku co się dzieje??
- E tam, nic poważnego...I zdenerwowany. - wytłumaczyła mi i pchnęła drzwi do klasy. A tam siedziało mnóstwo...

*SmoczycA* 18.12.2004 19:14

Duch...
 
W srodku lasu byla mala wioska,w ktorej mieszkaly tylko cztery rodziny.W jednej z tych rodzin umarl 80-letni staruszek.Wszyscy mieszkanczy zgromadzili sie wiec w dniu pogrzebu w domu zmarlego.Za pknami szalala burza,wial silny wiatr i w calej miejscowosci zgaslo swiatlo.nagle zaczelo sie dziac cos dziwnego.W powietrzu czuc bylo zapach roz,pogasly wszystkie swiece.Wtem zrobilo sie jasno i ukazal sie duch zmarlego opuszczajacy cialo.Zjawa zaczela sie pozgromadzonych o zaczela isc w kierunku drzwi.Przeszla przez nie i wyszla na zewnatrz.Sparalizowani strachem ludzie ockneli sie i wyjrzelu przez okno.Duch wchodzil coraz glebiej w las.Po pogrzebie rodzina wrocila do domu i zorientowala sie,ze wszystkie swiece sa pozapalane...Kto je zapalil? Chyba sie domyslacie...

Cocaine 18.12.2004 20:01

odc.3
Tam bylo mnóstwo osób z angielskimi minkami na twarzy,
- Sorry, pomyliłyśmy klasy. - powiedziała za mnie dziewczyna i poszła do kolejnych drzwi.
_ jak ty masz w ogóle na imię?
- Nieważne...
- Ważne - krzyknęłam za nią w pośpiechu.
- Nancy. - powiedziała mi.
- Ładne imię. - odparłam i weszłam za nią do dobrej klasy.
- Hej nowe!! - krzyknęły do nas stałe bywalczynie najwyraźniej.
- Hey my nowa klass. - powiedziała pół polsko Nancy.
- A ty kim jesteś? - zapytała ją jakaś dziewczyna.
- Nancy. - powiedziała ona i zajęła nam ławkę na samym końcu. " tu chyba będzie najspokojniej" - pomyślałam siadając tuż obok niej. Było mi ciepło więc zdjęłamsweter ukazując nieco pulchne ramionka.
- Nie zauważyłaś czegoś Nancy>? -zapytałam nieco sepleniąc przez zdenerwowanie.
- Nie. - powiedziała do mnie normalnie.
- To przyjrzyj się dokładnie mojej twarzy. - powiedziałam i zaczełam się uśmiechać. Nie zdradziłam wam jeszcze jednego - noszę aparat na zębach. Teraz na rozpoczęcie roku kupiłam sobie ładne czarne gumeczki do niego i pięknie wyglądam.
- Ty nosić aparat. - powiedziała niegramatycznie.
- No...- szepnęłam i zwiesiłam głowę.
- Do twarzy ci w nimty. - pocieszyła mnie Nancy
- Dzięki.
- Och no!! Teacher!! - prawie klrzyknęła Nancy. Nancy miała rację. Nauczycielka weszła do klasy, fakt.
- Jestem Karina Bengs. Pochodzę ze Szwecji ale od dziecka mieszkam w Polsce. - przedstawiła się szybko.-
- MOżemy się pani przedstawić? - zapytała niewielka niska dziewczynka.
- Dobrze. Słucham was...- powiedziała uważnie.
- Jestem Lena Kawalier. Mam 13 lat. - powiedziała pierwsdza dziewczyna ubrana w dżinsy i różowy sweter.
- Ok, masz trochę nieprzepisowe ubranie. - powiedziała nauczycielka.
- Ja jestem Ania Basiak i mam 13 i pół lata. - [powiedziała dziewczynka ubrana w niebiesko - granatową spódnicę i czarną bluzeczkę.
- Jestem Kasia Granciak. - powiedziała i od razu siadła zaczerwieniona dziewczyna. I tak bla bla bla wszyscy się powoli przedstawiali. W końcu doszła do nas.
- I nasze ostatnie dwie madame. Proszę,. - powiedziała z uśmiechem Karina.
- Jestem Nika Nowak i chodzę do tej klasy, dopiero od dziś. - nikt się nie zaśmiał z mojego tekstu. Każdy patrzył się na mnie. Szybko usiadłam.
- I ostatnia madame tego przedpołudnia. - powiedziała już z wymuszonym uśmiechem Bengs.
- Nancy Awalier. Anglia. - powiedziała jak w teleturniejach Nancy i usiadła na miejscu.
- Masz okres? - napisała na kartce.
- Dziś rano dostałam, a co?
- Widać ci krew na tyłku. - podniosłam palce w górę.
- Czy mogę wyjść do toalety>? - zapytałam.
- Tak, proszę. - odparła nauzycielka i przeszła do innych spraw.Poszłam do ubikacji. Po chwili przyszła do mnie Nancy. I kasia.

Zózga 20.12.2004 14:29

Odcinek 4
Cath zdążyła już w szkole poznać Allie, najpiękniejszą dziewczynę w klasie, być może nawet w szkole, jednak nosi ona aparat. Jak narazie to jej najlepsza przyjaciółka. Nie znają się dobrze...
-Cześć. -zaczęła kiedyś Allie.- Pomóc ci w czymś lekcje na jutro nie są proste...
-Poradze sobie. Ej, czy wiesz może kim jest ta Nell Stevens? Ma obrzydliwie popularne nazwisko.
-A moje jest natomiast bardzo rzadkie. Ta Nell jest po prostu najładniejszą dziewczyną w szkole.
-To chyba konkurencja dla ciebie.
-Nie, hehe. Ja mam aparat.
-I co z tego? W starej budzie był jeden Aparaciarz i był o wiele przystojniejszy w aparacie niż bez niego.
-Niemożliwe.
-Możliwe.
-Ah, tak?
-Tak!
-Zakład?
-Jaki?
-Że przegram wybory Miss szkoły?
-Okey! Nie martw się, bo napewno wygrasz, hehe. Zrobię ci niezłą kampanię! Już zabieram sie za plakat. Jaki wolisz kolor tła? Ten czy ten? A napis może być taki? Czy może brokatem? A jakim brokatem złotym czy srebrnym? Mam też niebieski może być? Ha! Już mam pomysł na napis. -wzięła złoty brokat i na czarniej kartce napisała.- "Głosuj na Allie! Nie pożałujesz tego! Głosuj na Allie! Wyniknie z tego coś miłego! Nie ważny aparat ani krzywe zęby, o nie! Ważne, że Allie jest THE BEST!" I jak ci sie podoba?
-Dzięki, ale...
-O! Tutaj narysujemy aparat na zęby. Fajnie będzie wyglądało.
-Ale...
-A!!! Zobaz tu jest jakos pusto. Co tu zrobimy?
-Ale...
-Ha! Już wiemy! Masz jakieś swoje zdjęcie?
-Ale... Cath!!! Ja nie mam szans! N-I-E-M-A-M!
-ZAŁOZYŁYŚMY SIĘ! Zapomniałaś już? Musisz ćwiczyć swoją pamięć.
-Bo się baba od anglika wkurzy! Tak?
-No. Ale robimy.
Robiły plakat aż do północy, a potem razem odrabiały lekcje, których ich wiele nie zostało, a jeszcze później grały w Makao, Makaron i Kakao. Były tylko we dwie w pokoju, więc miały pełen luzik.

Cocaine 20.12.2004 17:33

odc. 4 .
Nie wiedziałyśmy co zrobić z moim kłopotem. W końcu zaprałam trochę gatki, zmieniłam podpaskę i wróciłam do klasy.
- Zrobimy sobie małą powtóreczkę z polskiego.
- O nie....- jęknęła zgodnie klasa a ja z nimi. Już teraz wiem czemu moja mama była taka markotna jak miała okres.
- Nancy..proszę. - powiedziala siląc się nacuzcielka.
- No proszę proszę idź. - popędziłam ją delikatnie. Zobaczyłam ze jakaś gruba dziewczynka smaruje coś na kartce.
- Proszę mi zrobić wykres zdania...proszę o tego. - po czym wskazała palcem na dziwaczne zdanie.
- YY...wiewiórka biegła po suchym gałezi. - wyszeptała po cichu Nancy. A gruba dziewczynka napisała jej odpowiedź i delikatnie podniosła zeszyt do góry.
- Pssst. - szpenęła cicho, a Nancy zrobiła wykres, kiedy nauczycielka wyglądała przez okno.
- No cóż, skoro koleżanka Agnieszka jest taka mądra sama nam zrobi wykres. Bardzo trudnego zdania. - po czym takie jej dowaliła zdanie, ale Aga szybko sobie z nim poradziła.
- Jest pani zachwycona? - spytała prosto z mostu.
- Zaskoczona, dziecko zaskoczona. Ustalmy kilka spraw dotyczących....- zaczęła i gadała igadala.
- Możemy juz wyjść? - zniecierpliwiła się Nancy
- A śpieszy ci się gdzieś? - zapytała
- Tak, bardzo . -odparła Nancy, Ale zanim zdążyła się podnieść. Stao się coś strasznego....

Zong 20.12.2004 18:33

Cel życia "Dzięki"
Mam gorączkę 41,0. Położyłam się do łóżka. Po chwili zapukała Brigiet i powiedziała:
-Berit? Przepraszam cię. No bo wiesz.. Ja... To za George'a. No ja wiem, że ty.. Zresztą, go nie ma. Jest u amerykanów. Wiesz? Wzięli go. Taka młoda parka zapragnęła mieć nastolatka. Współczuję mu. Z angielskeigo to cudem udawało mu się przejść do następnej klasy. Ale to nieważne. Ty to za dokuczanie? Ja też nei byłam.. Ojca nie znam. Podobno nie żyje. A matka "w żałobie", tuż po moich narodzinach poślubiła jakiegoś Stefana. Fajny był. Opiekowal się mną, mama pracowała.. W wieku moich dwóch lat wygrała miloin na jakiejś loterii. Rzuciła pracę, ale.. Nie wracała do domu. Była od tamtego czasu narkomanką. Po trzech latach Stefan umarł. Mama zaczęła mnie bić. Nie wiem, co ich łączyło. Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że jest w ciąży. Jakim cudem? Przecież jej cały czas nie było. W szóstym miesiącu ciąży umarła na przedawkowanie. Skąd to wiem? Przecież takich rzeczy się nei zapomina. Najlepiej o tym wiesz, Berit. Berit..??????
-Wezwij dyrektorkę.-szepnęłam ostatnim tchem. Chyba zaraz umrę. Zemdlałam.
Przez cały czas widzialam mamę. Moją mamę. Siedziała nade mną i płakala. Nie widziałam jej twarzy...
-BERIT!-usłyszalam radosny głos Brigiet-Wiesz, byłąś w śpiączce. Miałaś 41,9. Szczęście, że byłam. Nie wiem, jak żyłaś. Teraz jest sierpień. Spałaś prawie pół roku.
-Uratowałaś mi życie.. Dzięki.
CDN

Bazuka Rozi 22.12.2004 23:45

Pamietnik szkolnej gwiazdy I
 
Czwartek 7.00
No zaraz pójde do nowej szkoły...Musze sie tylko umalować, ale tak zeby kazdy zazdroscił mi ubioru!!!No wiec czarny tusz na rzesy czarny cien do powiek i czarna szminka.Do tego rozowa mini i rozowy sweterek.Hmm..Musze pomyslec tylko jakie zrobic wejscie....
Czwatek 7.30
Ok, no wiec działam tak ; ide do autobbusu krokiem modelki do kazdego usmiecham sie....Jak będe blisko drzwi do autobusu musze zarzucic swoje loki na prawy bok ramion.Po wejściu przybije kazdemu piatke i usiade najprzystojniejszemu chłopakowi na kolana!!!No i bede miała wytłumaczenie@@@Słodkim głosikiem niczy sama MM powiem i uloze sexownie usta:-Nie widziałam nigdzie wolnego miejsca wiec usiadłam tutaj..Dalej sie coś wymyśli..
Czwartek 14.00
Super nie uwierzycie, ze już wszystkie dziewczyny sie do mnie garna...Tak teraz własnie ( przed sekundka dosłownie) udzielałam im lekcji tańca brzucha..Oczywiście nie przypadkowo biodra tak mi wirowały,ze było widac mi bielizne, ale takie mocne ruchy przychodziły jak przechodził koło mnie Paweł...
Czwartek 17.00
Umówiłam sie z Pawłem na randke!!!No tak zaraz po szkole,ale mam postanowienie..Jeszcze dzis pocałować sie namietnie z Pawełkiem..-No to zaraz pokaze ci gdzie sa naj-przewałam mu zatykajac mu usta.Zaciagnełam go do krzaków.Paweł za dobrze mnie zrozumiał wyszczerzył biale zeby i pokazał mi paczke sim pino z naga kobietom..Ale debil on od razu chce sexu!!!Dobra wazne , ze go zaliczyłam

Cocaine 26.12.2004 21:51

Ktoś wszedł do klasy. Miał na sobie zcarną marynarkę, w ogóle był cały ubrany na czarno.
- Jeśli któreś z was piśnie teraz słówko albo jakkolwiek się ruszy wasza pani dostanie kulkę w brzuch. - odparł groźnie a nasza nauczycielka zbladła. Szybko wyciągełam wnioski - ona była w ciąży!! Nancy siedziała jak skamieniała i była cała żołto - zielono - biała. Było jej niedobrze. Każdy siedział bez ruchu. Ja też. Czułam każde słowo wypowiedziane przez ciała innych.
- Raz...dwa trz!! - po czym rozległ się strzał. Usłyszeliśmyszum. Krew płynęła po podłodze. Sprawca wybiegł szybko i uciekł jak najdalej. Podbiegłam do niej. Nie wiedziałam co robić, wezwałam więc karetkę, a póki co związałam ją nieco nad brzuchem moim swetrem żeby jej przypadkiem nie wykrwawić.
- Dzień dobry. - wpadła lekarka, odsunęła mnie mocno, tak że poleciałam na ławkę i mocno stłukłam sobie rękę. Potem jeszcze kilka osób (lekarzy!!) mnie popchnęło. Nagle poczułam ostre chrupnięcie i przenikliwy ból w nadgarstku
- Aa,,.moja ręka...- szepnęłam i wykrzywiłam się z bólu
- Sorry młoda. - wyszeptała lekarka i zbadała szybko nauczycielkę.
- Oejj....to chyba złamanie z przemieszczeniem...- zatroskał się lekarz.
- ONA JEST W CIĄŻYY!! - krzyknęła przeraźliwie lekarka i rozłożyła specjalne łóżko na kółkach. Starając się nie ryzykować życiem pacjentki jak najprędzej ułożyła ją na pomarańczowej desce i przeniosła na łóżko. Szybko rozłożyli na nim zielone prześcieradło, a ją okryli specjalną, nie przylegająca do ran folią. Mnie zabrali razem z nią, ale ja jechałam na wózku inwalidzkim, ponieważ potknęłam się i chyba solidnie zwichnęłam nogę.
- Boże, boże...- szeptała lekarka intubując ją.
- A co ze mną? - zapytałam
-Masz bardzo mocno zwichniętą nogę, czyli szyna gipsowa i bardzo solidnie złamaną rękę. Przez najbliższe dwa tygodnie raczej nie masz szans ruszać się z łóżka - stwierdził profesjonalnie lekarz,.
- A co z moimi rodzicami?
- Masz komórkę? - wyciągnęłam dla szpanu nową Nokie.
- Ok. Zadzwoć do rodziców, będziesz pod narkozą. - powiedział lekarz, a ja z trudem dodzwoniłam się do ammy. Była przerażona ale obiecała dotoczyć się do szpitala jak najszybciej. Ok. Już jesteśmy. Najpierw wywieźli naszą rozkrwawioną nauczycielkę, dopiero potem wywieźli na wózku mnie. Powoli wjechałam do szpitala. Usiadłam na specjalnym łóżku nakrytym niebieskim jakby pergaminem i czekałam na lekarza.
- No dobrze. Uśpimy cię teraz.
- Taa....to kiedy mam pogrzeb? - zapytałam
- Nie na zawsze...- zaśmiał się sztucznie i posadził mnie uważnie.
- Masz zwichniętą nogę, ale i tak założymy ci szynę gipsową, a rękę musimy operować. Będziesz miała w niej śruby. - zbladłam. Widziałam to po jego minie że zbladłam/
- Nie, ja się na to nie zgadzam.
- Będziesz miała problemy...- wyszeptał on złowrogo a ja się położyłam, po czym przebrałam w specjalne ubranie do takich operacji. A potem nie widziałam już nic. Tylko przesuwające się w ciąż nade mną lampy. I w końcu, kiedy otworzyli mi wielkie drzwi. Potem wjechałam na salę operacyjną, dostawili mi taki blaszany rowek, w który miałam wsadzić rękę. Ok, pomyślałam i wepchnęłam ją tam. Nogę już mi chyba gipsowali, nie pamiętam, wszystko się zaczęło rozmazywać...

Neroska 02.01.2005 15:09

Zamknięta w sobie
 
Na podstawie historii moich simsów.
Pewnego dnia dziewczynka o imieniu Irma odebrała telefon i powiedziała:
-Halo,słucham?
-Witam czy to Irma Kosowska?
-Tak,kto mówi?
I ktoś odłożył słuchawke Irma sie przestraszyła i powiedziała''A jeżeli to jakiś morderca co ja zrobie?''
10LAT PÓŻNIEJ
-Irmo Śniadanie na stole!
-Już idę
Irma zbiegając po schodach usłyszała swoją komórkę i odebrała
:-Kto mówi?
-Hey to ja David
-A cześć,co u ciebie?
-U mnie dobrze ,a u ciebie?
-Też właśnie ide na śniadanie zobaczymy sie w szkole.Pa!
-Pa!
i wyłączyła komórke i powiedziała do mamy
-Mamo wróce dzisiaj później
-Dokąd sie wybierasz?-zapytał tata
-Ja na randke
-Kochanie,a z kim?
-z Davidem
-To miły chłopak.-powiedziała mama
-O tak bardzo miły,po ostatniej randce jak odprowadzał Irme wybił nam szybe kamieniem -powiedziałojciec oburzony
-Kacper!-powiedziała mama
-Co?
-Irma ma prawo spotykać sie z kim chce
-No dobrze .ale powiedz Davidowi żeby był ostrożny bo jak nie to zadzwonie do jego rodziców
-No zgoda
nagle Irma dostała sms'a od Davida:Moja kochana kocham cie David
-Ale on romantyczny
-A,gu,gu -odpowiedziała młodsza siostra Irmy
-Zaraz nakarmimy moją Sandrusie -powiedziała mama
i wzieła ją na ręce
-Mamo,za tydzień jest koncert SimScHaDeRs moge pójść .
-Możesz, a ile kosztuje bilet?
-7simoleonów
-A...jeżeli tak to prosze-i podała jej 7simoleonów
DRYŃ,DRYŃ!
-Odbiore!-powiedziała Irma
-Halo?
-Irma Kosowska?
-Tak,kto mówi ?
-Szef twojego ojca
-TATO SZEF DZWONI!
i podała słuchawke ojcu
Ubrała sie i wyszła
-O nie znowu test-powiedziała jej koleżanka Natalia
-A no właśnie,idziesz na koncert SimChaders?-zapytała Irma
-Raczej nie,bo mnie starzy skrzyczą i w ogóle
-Hmm..szkoda
CO IRMA POWIE DAVIDOVI?
TEGO DOWIECIE SIE W NASTEPNYM ODCINKU
CZEKAM NA KOMENTARZE!

Agacior89 06.01.2005 18:44

[B]Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa...[/B]
 
* * *
Wczoraj koło godziny 22-giej moja komórka zawibrowała... Tak, wiedziałam doskonale, że to był SMS od NIEGO. Nie pomyliłam się...

JEREMI: „Śmierć to zaledwie początek, życie to zaledwie chwila, znowu widzę gwiazdy blask bo ktoś jest tam, gdzie ja. Mur rozpadł się w proch. Dziękuję, że obdarzyłaś mnie blaskiem swojej duszy i ciepłem swojego spojrzenia.”

GUŚ: „Spojrzenia...? Chciałabym... Czy mi kiedyś pozwolisz? Właśnie poszedł mail do Ciebie i nowy wpis na Blogu :). Śpij słodko mój wampirku!”


Tak... To niesamowite, że najbliższą mi osobą jest właśnie ta, której nigdy nie widziałam na oczy. Poznaliśmy się przez Internet. Na jednym z forum dyskusyjnych, tajemniczy chłopak który podpisywał się jako wampir Nosferatu. „Death is only the beginning”- to było jego ulubione hasło. Zaintrygował mnie.
Potem zaczął czytać mojego BLOGA- czyli internetowy pamiętnik. Dziwne uczucie, ale kiedy czytałam jego komentarze miałam wrażenie, jakbym sama je sobie pisała. Potem zaczęły się maile. Śmieszne, bo miałam przecież tylu internetowych znajomych, ale nikt nie był taki jak ON. Fascynował mnie na każdym kroku, każde jego słowo dawało mi taką radość... Nawet jego imię, takie niesamowite... Nie, on nie mógł być Krzyśkiem, Przemkiem czy Tomkiem. To nie przypadek że ma na imię Jeremiasz. Niesamowite imię, zupełnie jak on sam też był niesamowity. Zaskakiwał mnie tym, jak potrafił opisywać świat- wszystko co czuje. Tym, że patrzył na wszystko w ten sam sposób, co ja. Że mogłam mu napisać po prostu WSZYSTKO, milion najgłupszych rzeczy, a on i tak je rozumiał. Że kiedy zasiadałam przed komputerem i miałam pisać maila, to nigdy nie musiałam zadawać sobie pytania, o czym mam mu pisać.
Kim on dla mnie był...? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Nie wiem.
Wiem natomiast, kim jest dla mnie teraz...

* * *
Wiedziałam o tym doskonale, że On czyta codziennie mojego Bloga. Chociaż zżerało mnie z ciekawości, jak może wyglądać, nie prosiłam go o zdjęcie- nie wiem, czemu. On moje widział, wiedział o mnie naprawdę dużo- ja o nim niemalże nic. Tylko tyle, że ma 20 lat, kręcone włosy i mieszka w Warszawie. Wiedziałam natomiast inne rzeczy: jaki jest jego ulubiony kolor, zapach, dzień tygodnia, wiedziałam, że też lubi Wojaczka... Wiedziałam, co robi kiedy jest smutny, kiedy się cieszy, wiedziałam jakich ma przyjaciół, jak bardzo cierpiał kiedy zostawiła go dziewczyna... Nie widziałam nigdy jego oczu, ale wiedziałam, jak mogą wyglądać w nich łzy...
Zaplanowałam sobie, że pojadę z Nuśką do Warszawy- we wtorek, zaraz po świętach. Nasze ulubione miejsce to okolice Pałacu Kultury, więc pojechałyśmy tam również i tym razem.
Napisałam o tym na Blogu. Było pewne, że ON to przeczyta. Chciałam, żeby wiedział, o tym. Że będę we wtorek w Empiku. W ostatnim mailu napisał mi że chciałby się ze mną kiedyś spotkać. Napisał mi coś jeszcze.
Czytałam to i łzy mi płynęły po policzkach.

„Co się ze mną dzieje? Jeszcze niedawno byłem załamanym człowiekiem, którego ulubioną myślą była ta o samobójstwie. (...)Teraz wszystko się zmieniło. To wszystko Twoja zasługa. Znów się śmieję, zacząłem swobodniej czuć się w towarzystwie siostry i rodziców. Słowa nie odzwierciedlą tego co czuję, po prostu chciałbym Cię teraz bardzo mocno przytulić...”undefined

Myślałam o tym również, kiedy o godzinie dziewiątej rano jadąc autobusem patrzyłam na zaspaną Warszawę. Serce mi biło mocno. „Po prostu chciałbym Cię teraz bardzo mocno przytulić...”. Jeremiaszku, co ja niby takiego zrobiłam? Dałam Ci przecież zaledwie kilka maili, więc dlaczego uważasz, że mogłam zmienić Twoje życie...?
Wyszłyśmy z autobusu i udałyśmy się do pobliskiego McDonalds’a. Siedziałam przy stoliku i sącząc powoli jakiś kolorowy napój myślałam o tym, co by się stało, gdybym go spotkała dzisiaj. Choć wydawało mi się to nierealne, miałam przynajmniej okazję uciec na te kilka chwil do mojego ulubionego świata- do świata marzeń.... On też tam był. W moim świecie.... Próbowałam sobie wyobrazić: co by było, co bym mogła mu wtedy powiedzieć... Nie, lepiej nie- znam siebie i wiem, że gdybym miała stanąć z nim oko w oko zaraz zaczęłabym się jąkać i czerwienić... Taka głupia cecha mojego charakteru. Jak ja tego nie cierpię...!
Kiedy Nuśka uporała się ze swoim śniadankiem, poszłyśmy do Empiku. We wtorki jest w nim kręcony program MTV, więc wiedziałyśmy, że będzie się coś działo... :).
Mimowolnie po wejściu zaczęłyśmy się rozglądać za chłopakami o kręconych włosach. Znalazłyśmy tylko jednego, stał przy stoisku z płytami. Najpierw myślałyśmy, że to dziewczyna, dopiero kiedy się odwrócił, obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem... Nie, dziewczyny nie mają zarostu :). Nie wiedziałyśmy, co ze sobą zrobić, więc zaczęłyśmy łazić między stoiskami. W pewnym momencie zatrzymałyśmy się przy muzyce alternatywnej. „Guś... On... On tu idzie...”. Zanim zdążyłam się odwrócić, poczułam, że czyjeś ręce zasłaniają mi oczy. Ciarki mnie przeszły, gdy koło ucha usłyszałam niesamowity szept: „Death is only the beginning...”.
Poczułam, że coś mi się w brzuchu przekręca. „To... To Ty?”. Odwróciłam się. Stał przede mną chłopak, nieco wyższy ode mnie, w zielonym płaszczu i czarnych spodniach. To był ten sam, którego przy wejściu pomyliłyśmy z dziewczyną. Kręcone, ciemne włosy zakrywały mu twarz, a spod okularów spoglądały niezwykle zielone oczy. Poczułam, że serce bije mi mocniej. Facet, który wiedział o mnie wszystko, który jak dotąd żył jedynie w Internetowym świecie, stał właśnie przede mną. Uśmiechał się szeroko.
Spuściłam głowę i zakryłam ją dłońmi. Natychmiast poczułam, ze robię się czerwona jak burak. Tak, ja wiedziałam, że tak będzie... Zaczęłam jąkać coś w stylu: „Nie... To niemożliwe... To szaleństwo... Jeremi, to naprawdę TY?”. Podniosłam znowu wzrok, żeby się przekonać, czy to przypadkiem nie złudzenie... Nie! On dalej tam stał i ze szczerym uśmiechem patrzył na mnie. Zaczęłam się śmiać. Nie wiedziałam co powinnam zrobić, więc chwytając jedyną myśl, która mi przychodziła do głowy, rzuciłam się na niego. Czułam, że nogi mi całe dygocą, on zresztą też się cały trząsł. Pewnie wszyscy ludzie, którzy byli w tej chwili w Empiku musieli nas uznać za wariatów... Nie przejmowałam się tym, nic mnie wtedy nie obchodziło, poza tym, że ON był przy mnie. Nuśka gdzieś znikła, dopiero później dowiedziałam się od niej, że poszła sobie, bo się popłakała ze wzruszenia. Ja nie miałam jak płakać. Cały czas się śmiałam.
Zaczęliśmy chodzić po Empiku. Ja i On. Na początku żadne z nas się nie odzywało, jednak po chwili kompletnie nam się języki rozwiązały... Zagadaliśmy się tak, że przed przypadek na drzwi wpadliśmy :). Postanowiliśmy zejść na pierwsze piętro i poszukać Nuśki. Tak jak myślałam, siedziała na kanapie i czytała „Samotność w Sieci. Tryptyk”. Tak...
To nie jest historia zmyślona. Nie! Ona wydarzył się naprawdę! Tu i teraz! Znalazłam właśnie swoją „Samotnosć w sieci”, w tak śmieszny sposób. Wystarczyło jedno kliknięcie, jeden mail do Niego... Gdyby nie ta książka, nie uwierzyłabym, że miłość przez Internet jest możliwa. A jednak... Zamiast Jakuba był Jeremi, zamiast roku „klikaliśmy” do siebie przez miesiąc... Ale to nam wystarczyło.
Kiedy zobaczyła nas razem, oczy zaczęły jej mocno błyszczeć. Wiem już, jak wygląda Nuśka, kiedy powstrzymuje łzy. To była właśnie jedna z tych chwil.
Sięgnęłam po tą samą książkę. Co prawda mam ją w domu, ale to wydanie było poszerzone o kilka maili, które dostał autor od czytelników. Nie było miejsca na kanapie, więc rozłożyłam w przejściu między nią a półką z książkami. Trudno było mi się skupić na czytaniu. Podniosłam wzrok znad książki. Zielone oczy wpatrywały się we mnie z szerokim uśmiechem, siedząc na przeciwko mnie. Wskazałam mu miejsce koło mnie. Przysunął się ostrożnie, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. Objął mnie. Siedzieliśmy tak naprawdę długo. Czytałam właśnie jeden z maili, w którym jakaś kobieta uparcie zapewniała, że „Samotność w sieci” to bajka i że ona nie wierzy w takich „Jakubów”.
Zaczęłam się śmiać.
A ja wierzę...! Jeden właśnie „Jakub” siedział koło mnie. Ten najcudowniejszy, najprawdziwszy...
Nie wiem sama, ile tak siedzieliśmy. Długo. Nuśka poszła posłuchać płyt, a my cieszyliśmy się swoją bliskością. Nawet jeśli to był sen, nie chciałam się z niego budzić.
W końcu wróciła Nuśka. Postanowiliśmy wyjść z Empiku. Szliśmy przed siebie, nie zważając nawet dokąd. To niesamowite, jak wiele mieliśmy wspólnych tematów. Szliśmy bardzo szybko, właściwie to sama nie wiem czemu. Obeszliśmy całą „starówkę” i ładnych kilka parków. Było koło godziny piętnastej, kiedy doszliśmy do jakiegoś przystanku. Nuśka została daleko w tyle.
Pisałam mu kiedyś, że 13 i 16 to moje szczęśliwe liczby. Śmieszne, bo przez Internet poznaliśmy się 16 marca. Dziś jest 13 kwietnia...
Kiedy siedzieliśmy na przystanku, oparłam o niego głowę a on mnie przytulił. Zamknęłam oczy. Chciałam, żeby ta chwila się nigdy nie kończyła.
Nadjechał autobus. Po raz pierwszy tak mi się smutno zrobiło na widok autobusu. Puściłam jego rękę i pobiegłam. To szaleństwo...! A jednak...
15 lat czekałam na kogoś takiego...
Uśmiechnął się.
A ja 20...

* * *
Wieczorem sprawdziłam skrzynkę pocztową. Już czekał na mnie mail od znanego dobrze adresu: „Nameless_Nosferatu@...”

„Wiem, że nie śmiałaś się z mojego imienia, lecz przez nie, a raczej dzięki niemu. 16 i 13. Tak 13.;) Niesamowite! Nieprawdopodobne! Nierealne! A mimo to zdarzyło się.
Już Ci mówiłem, masz wspaniałą przyjaciółkę, nie wiem jak ona dzisiaj z nami wytrzymała, nie dość, że nudno to jeszcze taki maraton, w te i z powrotem.
Pytałaś się jak patrzę na świat, właściwie nie odpowiedziałem. Dlaczego? Nie wiedziałem co, miałem pustkę w głowie, myślałem o czym innym, delektowałem się chwilą, Twoją obecnością. Wiele razy tak jest, że po prostu nie potrafię odpowiedzieć na zadawane mi pytania tak jakbym chciał. Dopiero później, po fakcie znajduję odpowiednie słowa. Nie wiem, może ma to związek z odpowiednią chwilą i miejscem, jak zauważyłaś jestem dość milczący, ale czasem tak mi się język rozwiązuje, że nie zdążam połknąć śliny i z tego powodu wychodzą trochę krępujące sytuacje. Plącze mi się język, słowa brzmią zupełnie inaczej niż miały. Może chodzi tu o coś w stylu nastroju, że poważne pytanie zadane w luźnej atmosferze luźnie zostanie potraktowane, może muszę się wczuć w sytuację, w pytanie. Przy Tobie to było bardzo trudne, próbowałem odnaleźć słowa. Jedyne jakie mi się nasuwały to: "Agata, Guś, Guziczek, Agaciorek, Agatka... Jak dobrze, nie odchodź, niech czas zastygnie, czy ona jeszcze tam stoi?" (...)
Czytałem komentarz Nuśki, ona ma rację dajesz mi siebie, a to i tak o wiele więcej niż się spodziewałem. Na forum pytałaś się jakie mam plany w stosunku do Ciebie, czy dzisiejszy dzień był moim planem? Nie. O dzisiejszym dniu tylko marzyłem. Chciałem dać Ci jak najwięcej bym mógł, tyle na ile byś mi pozwoliła. Mam prawie 20 lat, Ty prawie 15, nie chciałem abyś przeżyła moje pięć, nie chcę, nie pozwolę. Nie chcę Cię skrzywdzić, wysysać krwi, szczypać, nawet jeśli oto prosisz. Nie chcę, nie mogę.
Ból? Tak boję się bólu. Perspektywa umyślnego zrobienia sobie czegoś, wbicia ostrza, przepalenia się, jest po prostu odrażająca. Dlatego wybrałem skok, puszczasz się i tyle, reszta dzieje się sama. Często wychylałem się z różnych balkonów, zazwyczaj na pół piętrach, gdzie nie było niebezpieczeństwa, ale i mimo to czułem strach przed skokiem. Nawet to lubiłem. Waliłaś kiedyś pięściami w ścianę? Głupie pytanie, pewnie, że nie. Lecz ja owszem, raz. W tamtej chwili, w tamtym miejscu czułem się z tego powodu wspaniale: "Tak! Boli! Jeszcze raz! Tak! Dobrze! Boli!".
"To nie ma być ten codzienny ból towarzyszący rozpaczy. Nie ten zaczynający się zaraz po przebudzeniu, od końca paznokcia dużego palca stopy do nasady włosów. To ma być inny ból. Ten kontrolowany i umiejscowiony. Zadany żyletką lub niedopałkiem papierosa. Zamieniasz przy tym swoje wewnętrzne cierpienie na dający się zlokalizować ból fizyczny. W ten sposób przejmujesz nad nim kontrolę". (Fragment zaczerpnięty z „Samotności w Sieci”)
Smutne, ale naprawdę, gdy stałem na krawędzi, gdy bolało, czułem się lepiej, niemal dobrze. Bałem się tego, ale to tylko pomagało, gdybym się nie bał nie miało by to sensu. Strach był barierą między życiem, a szaleństwem. Pokonując strach, szaleństwo przepływało przeze mnie, czułem się wolny. Nawet nie chcę wiedzieć jaki wyraz miały wtedy moje oczy.
To się zmieniło, jesteś przy mnie, a ja przy Tobie, tak mi dobrze, gdy jesteś blisko, a gdy Cię nie ma? Zawsze jesteś.
Ciepło Twojego dotyku ciągle tętni na moich dłoniach... Nuśka się myli. Ty jesteś czarownicą. Rzuciłaś na mnie urok, silny, najsilniejszy, nawet gdybym chciał nie zerwałbym go... Nie chcę.
Dzisiaj, gdy wróciłem do domu, usiadłem do gitarki. Dopiero wtedy odczułem piętno naszego "małego" maratonu, jeszcze raz ukłony dla Nuśki, dopiero wtedy zauważyłem moje ślady na ręku. Wyraźnie i dość głębokie ślady po paznokciach, moich paznokciach. To się stało w pierwszych chwilach, nie wiem w jaki sposób, to nie było celowe, przemyślane, po prostu tak się stało. Ten czas, rany, nie potrafię powiedzieć jak się czułem, nigdy jeszcze nie cieszyłem się tak na czyjś widok. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, ściskałem Cię mocno, jedną rękę położyłem na drugiej i jakoś tak wyszło.
Rodzice próbowali ze mną o czymś porozmawiać, uśmiech na ustach wyraźnie zasugerował im, że nie bardzo ich słucham. Byłem z Tobą.
Zauważyłem już Was jak przechodziłyście obok mnie, ale myślałem, że mam przewidzenia, później nogi mi przywarły do ziemi, chciałem nasycić się Twoim widokiem. Gdy usłyszałem Wasze komentarze zdecydowałem się, że jednak podejdę. szedłem cicho, ostrożnie, ale jak najszybciej, cały czas powtarzałem w myślach: "Nie odwracaj się". Ledwo zdążyłem ;-).
Gdy siedzieliśmy przy kanapie, chciałem spojrzeć na zegarek, ciekaw byłem ile godzin trwała ta minuta. Nie zrobiłem tego, bo po co.
Kobalt, ładnie, a gdybym był blondynem to też bym był Kobalt? Siarka, dlaczego jesteś Siarka? Czemu nie złoto, nie... Lepiej tlen, bez tlenu nie można żyć.
Twoje oczy, niebieskie wpadające w szaro-żółty, coś cudnego, włosy, to nie blond, to nie żółty czy złoty, to Twój kolor. Ich zapach wydaje mi się jakbym znał go od zawsze.
Pisałaś kiedyś, że jesteś tchórzem, to nie prawda ja nim jestem, ja. Tchórz! Nie chciałem czegoś zepsuć, mimo tego, że wiedziałem, że tak się nie stanie. Tchórz!
Gdy nie było Cię na forum zacząłem się zastanawiać po co ja na to forum wchodzę. Z początku, dla rozrywki, aby mieć z kimś kontakt, móc pogadać od tak sobie, z czystej rozrywki. Tak jakby maile tylko, że otrzymywane częściej. A później? Forum Dive przekształciło się w forum Guś. Co tam mnie obchodzą wypociny Rechy, Żany, Kuby. Szukałem zawsze Twoich postów i czasem byłem rozczarowany, gdy nie potrafiłem napisać czegoś w odpowiedzi. W wasz piwny "spór" z ChorWaThem wręcz na siłę się wcinałem ;-). [Tchórz ze mnie!]
Od wczesnych chwil dzieciństwa los, sytuacje uczą mnie, aby przełamywać strach, niczego się nie nauczyłem. Byłem w Somiance na wakacjach, miałem jakieś 5-6 lat. Siedziałem na zjeżdżalni, było już ciemno. Wtedy przyszedł "wilk". W oczach dziecka, nie był to zwykły wilk, lecz mistyczna bestia, czyste niebezpieczeństwo. Był biały, a w świetle gwiazd i księżyca, świetliście błękitny. Bałem się go, wiedziałem, że mi zrobi krzywdę, ale wiedziałem, że nie mogę siedzieć i czekać, że muszę się ratować. Czekałem na dogodny moment, aż coś choć na chwile, odwróci jego uwagę. Po czym zjechałem najlepiej jak potrafiłem i pobiegłem do domu nie oglądając się za siebie. Rodzicom nic nie powiedziałem, do tej pory nie wiedzą, nikt nie wie.
To był po prostu bardzo miły biały pies, nawet nie wilczur, coś w stylu husky, ale większy. Ale ja byłem z siebie dumny, zwyciężyłem, bestie, zwyciężyłem siebie. Nie chciałem, aby rodzice mi gratulowali, uspokajali. Byłem spokojny, dumny.
Mimo to niczego się nie nauczyłem, dalej jestem tchórzem, ale naprawię błąd, chcę, dzisiaj chciałem...
Ok. 5,8 miliarda ludu jest na świecie. Mimo to znaleźliśmy się, i to tak blisko. Przecież mogłaś mieszkać w Kanadzie, a ja na Litwie. Jesteśmy tak blisko...
Ten mail, jest dla Ciebie, czy może bardziej dla mnie? Pisząc czuję, że jesteś obok mnie. Myślę o Tobie.
Dziś prawie w ogóle nie mogłem zasnąć, a gdy czasem mi się udało przysnąć ktoś zsyłał koszmary abym jak najszybciej się obudził. Cieszę się.
"Even if You are not with me I am with You", ale Ty jesteś...
Nie piję, nie palę, nie ćpam. To kłamstwa. Ty jesteś moim alkoholem, kręci mi się w głowie, ledwo stoję. Zażyłem Cię, to była mocna dawka, bardzo mocna. Za słaba... Jestem uzależniony, dobre pół godziny zostałem siedząc na przystanku, gdzie jeszcze przed chwilą byłaś. W powietrzu czuć było Twoją aurę.
Tęsknię za Tobą...”
undefined

Poczułam, że po policzkach płyną mi łzy. Jedna, druga... Dobrze, że byłam w pokoju sama. „Płakać trzeba w spokoju. Tylko wtedy ma się z tego radość”. Kolejny cytat z tej książki. „Samotność w sieci...”. Czemu samotność...? Nie, to już nie jest samotność, czuję to wyraźnie że ktoś jest przy mnie, że nie jestem samotna, nie...
Czy gdybym, jej nie przeczytała, ten dzień miałby miejsce? Nie wiem. Wiem, że pan J.L.Wiśniewski ma rację. Te łzy dawały mi radość, tym prawdziwszą, że nie były wcale słone. Nie! Kiedy płaczesz ze szczęścia, mają one inny smak.
Są po prostu słodkie...
* * *

Dostałam właśnie przed chwilą od niego SMS-a.
„Dwa razy pod obojczyk...Proste, prawda...?”.
Proste... Nawet nie wiesz, jak bardzo...


To jest moje ulubione wypracowanie szkolne, napisane pod koniec drugiej klasy. Dlaczego ulubione? Bo pisąłam o tym co czuje, bo pisałam o miłości. Bo to wszystko jest historią o wiele dłuższa i bardziej skomplikowaną. Bo chociaż mi samej trudno w to uwierzyć- wydarzyło się N A P R A W D E...
Mam nadzieję, ze komus będzie się chciało czytać ;)

Lillian 09.01.2005 20:57

Cała ja
 
Postanowiłam że też zacznę jakieś opowiadanko.Pamiętnik jak mi tradycja już każe :p.Oceńcie go,jak się wam spodoba,mogę napisac kolejny odcinek.



1 styczeń 2005rok

Ostatnio bardzo modne w moim mieście stało się posiadanie pamiętnika,więc żeby nie odbiegać od reszty,także sobie kupiłam.Hmmmm..........kurczę........nie mam zielonego pojęcia jak się takie coś prowadzi!!Może,najpierw się sobie samej przedstawię.Więc tak.

Imię : Martyna
Nazwisko : Kubic
Ksywka : Mara
Wiek: 13 lat
Waga : 48 kg
Wzrost : 163 cm
Kolor włosów : czarny
Kolor oczu : piwny
Rozmiar buta : 38

Moja rodzina

Mama : Karolina
Tata : Mariusz
Młody potwór mieszkający w czymś co można było kiedyś nazwać pokojem : Dawid

I co ja jeszcze mogę o sobie powiedzieć.Kurczę,niewiele.No....kochliwa jestem,to na pewno.Średnia uczennica,to też.Tego,no,co by tu jeszcze.Ubóstwiam taniec.I,jak się domyślasz pamiętniku* zakochana w chłopaku z klasy,Damianie.I jeszcze chodzi ze mną na lekcje tańca!!Kurdę.Tyle,że nie jest ze mną w parze.Z głupią Izką.Tą wypacykowaną lafiryndą.Za to mi się trafił jej figo fago jeden.Ja zazdroszczę jej,a ona mnie.Muszę coś zrobić,żeby tańczyć z Damianem.Jeeeeezu nooooooooo!!!!!!!!!!Ja nie mam pojęcia jak się prowadzi pamiętnik!!Coś gadali o tym,że tu się opisuje swój dzień.Ale moje życie jest denne!!**Może coś w tym nowym roku się wydarzy.......
Warto poczekać do jutra....

od autorki pamiętnika * Dziwnie się czuję zwracając się do przedmiotu martwego...

odemnie ** podobnie jak to opowiadanie.

Cocaine 09.01.2005 21:41

Kiedy się obudziłam leżałam już na łóżku. Sztywna, wykrochmalona pościel chrzęszciła przy każdym ruchu, a ja cały czas gapiłam się na krople spadające regularnie przez rurkę kroplówki. Moja ręka tkwiła w białwym cięzkim opatrunku, noga natomiast wisiała na żeliwnym wyciągu. Leżałam tak, jak życiowa pokraka, kiedy poczułam głód. No jasne, od rana nic jadłam. Zadzwoniłam białym przyciskiem po pielęgniarkę.
- Słucham>? - zapytała. Spojrzałam na nią. Miała na sobie dość krótką różową spódniczkę i bluzeczkę w kolorze mięty. - Słucham? - powtórzyła i potrząsnęła długim żółtym kucykiem.
- Fabujesz włosy? - zapytałam ją wprost.
- Myślałam, że chcesz mnie poprosić o coś sensownego. - odparła i obróciła się do wyjścia ukazując idealnie wymodelowane pośladki.
- Chciałam jeść,. - odparłam a ona zatrzymała się w pół kroku.
- Pasi ci zimna potrawka z kurczaka?
- A mogę zjeść ciebie??!! - wściekłam się i podnioslam do góry białą rękę. Okazała się jednak ona tak ciężka, że momentem opadła na kołdrę.
- Ok, ok. - powiedziała z nieco angielskim akcentem i wyszła. Byłam zdenerwowana, ale po chwili złość minęła. Zobaczyłam bowiem, że na mojej szafce leży moja komórka. Wzięłam do ręki stary model Nokii i otworzyłam skrzynkę odbiorczą. Nie ma co...najnowsze plotki, dwa razy pozdrowienia...zniechcęcona wrzuciłam komórkę do szuflady i sięgnęłam zdrową rękę po książkę.. Zdążyłam się już dobrze w niej rozczytać, kiedy usłyszałam huk małych kółeczek i do sali wtoczyła się żółtkowłosa z wózkiem.
- Twój obiad przyszedł. - upomniała się i nachyliła się po talerz. Jednak spod spódnicy nagle wyskoczyły czarne koronkowe stringi. Uśmiechmęłam się, a ona wstała i jak gdyby nigdy nic nawaliła mi solidną porcję ryżu i polała ją potrawką.
- Jami. - odparłam kiedy podstawiała mi talerz pod nos.
- No nie wiem czy takie jami.Zmienisz zdanie. - odparła żółtkowłosa i podała mi widelec. Niezgrabnie lewą ręką zjadłam połowę porcji.
- No i co? Całkiem niezłe. Jak masz na imię? - zapytałam ją
- Andżelika. - powiedziała i wzięła mój talerz. - Zupy? - zapytała
- No, z chęcią. - odparłam i zjadłam całą miskę kartoflanki.
- Dużo jesz jak na tak szczupłą osóbkę. - odparła
- Miałam trzy lata temu anoreksję. - odparłam zgodnie z prawdą i popatzryłam na nią.
- Nieźle się załatwiła.ś. Powiesz mi czemu to zrobiłaś?
- Bo chciałam mieć idealną figurę. - odparłam i opadłam na poduszki. Były tak twarde jak kamienie, ale już to mi specjalnie nie przeszkadzało.
- Idziesz się przespać? - zapytała żółtkowłosa Andżelika
- No, przespałabym się troszeczkę. - odparłam i nieudolnie przykryłam sobie rękę w gipsie i tą zdrową kołdrą. Kiedy wstałam przyszła do mnie mama. Była ubrana w ogrodniczki i kolorowy T-shirt.
- Rety, zupełnie jakbyś moja młoda damo wyszła z poważnego wypadku.- powiedziała mama postukując w gips.
- A mi się wydaje że znowu ci przybył kilogram. - odparowałam, a mama szczerze się zdziwiła.
- Ostatnio jesteś bardzo zgryźliwa. - powiedziała i wyjęła spod swojego krzesła wielką torbę.
- Super. - odparłam przeglądając rożne rzeczy. Zjadłam na miejscu 40 dkg "Michaszków" w czekoladzie białej i mlecznej z orzechami oraz paczuszkę Lay's- ów solonych./
- Wraca ci apetyt. - odparła z dumą i wystawiła na stolik kilka Snickersów.
- A co w szkole? - zapytałąm.
- Macie zajęcia z nową polonistką...przynajmniej dopóki pani..
- Cśśśś - uciszyłam mamę. - Jej nazwisko jest święte. - odparłam zgodnie z prawdą i wzięłam do ręki kolejnego już chyba trzeciego Snickersa.
- Wow, moja droga bo znowu się zrobisz jak pączek. - ostrzegła mnie mama. Wtedy natychmiast mi się przypomniały te wszystkie lata, jak byłam jak piłka i odłożyłam Snickersa z dala od siebie.
- Dzięki .ze mi przypomniałaś....- podziękowałam jej i wzięłam do ręki kartkę.
- Napisać ci coś?? - zapytałą
- Nie, dziękuję- powiedziałam i wzięłam do lewej ręki ołówek. Wyszło mi coś cudownego, pięknego i niesamowitego. Po prostu cudo.
- Mamo spójrz....- poweidziałam. To było lustrzane odbicie mojej matki.
- Masz talent córciu...- powiedziała ona i pogłaskała mnie.
- Ała. - odparłam kiedy przycisnęła mi rękę. Delikatnie usiadłam i zwinęłam kartkę w kulkę. Umiałam jednak rysować lewą ręką. Nie wiedziałam jednak jeszcze co mnie czeka,.

Nadine 11.01.2005 18:42

Pamietnik Maggie
 
Yoooo!
Jestem Meggie Silver!
Jestem wysoka szczupla Brunetka o piwnych oczach .
Mam 13 lat i Brata Malcolma (Debil ma 9 lat )
Moim jedynym zwierzatkiem jest szynszylka :)
Ktora nazywam Babi . Malcolm Tez
ma szynszyle która zwie sie
Zebus (malcolm dostal go w dzien kiedy wypadl mu zab)
Mam tez przyjaciolke Ashley Gold.Bujam sie w chlopaku
ktory zwie sie Michael Sleep Jest super!!
Z kolei moim wrogiem Jest Tez wysoka(przez 12 cm. szpilki)
nie jaka Lily Jones Blondynka typowa pusta lala Barbie :)
Wlasnie jutro zaczynam Gimnazjum
Wiem ze blondi,Ash i Michael Benda ze mna w klasie
Mam nadzieje ze wszystko bedzie Oky!
A wiec tyle o mnie!
Bye Bye!!
(Mój pamietnik zaczne Potem)
****
Mam nadzieje ze fajne
Zycze milej Lektoory :D

Nadine 11.01.2005 19:07

Pamietnik Maggie cz.1
 
A jednak mam teraz czas :)(czekam na ksiedza na kolende)
***
7:30
-Meggie!!Meggie!! Wstawaj!!- kuchni dobiega wolanie 33-letniej Susan Silver-mojej rodzicielki
-Juz Juz!!
-Meggie Nie grzeb sie sniadanie czeka!! Rozpoczecie roku masz o 9:00!!
-ok! A co Malcolm Juz wstal???
-Yhm.. On tak sie cieszy ze idzie do 3 kl. ze wstal o 6!
-co za debil- Mysle,ale nie powtarzam tego glosno . Czasem tych
malych dzieci nie rozumiem ale szybko trzeba sie ubierac!
7:44
Uaa Ubralam sie wczoraj bylam z mama w Versace i
dostalam Czarne fajne spodnie i biala Bluzke :)
Weszlam do kuchni i powitalam nasza tradycyjna rodzinke,rodzinke Silver'ów
-Ile chcesz tostow? -pyta mama
-dwa poprosze -mowie
-a ja 4!!
-Malcolm! Bez przesady! Dostaniesz dwa!
-Ja tez poprosze -mówi tata :)
-Juz kotku :wacko:
-Meggie jak zjesz to idz do lazienki sie umyj i uczesz! Umyj zeby Oks??
-No .. Uaaaaaaaaa
7:47
Jestem w toalecie wlasnie sie myje i zalatwiam
za chwile wychodze o 8 umowilam sie z Ash u niej (ma blizej do budy)
7:50
-To czesc kochanie!
-czesc mamo!
-Aha pamietaj zebys sluchala nauczycielki
nie robila uwag na temat spodniczek i bluzek innych dziewczynek i nie ...
---
tak mozna by wymieniac bez konca moja mamcia jest bardzo troskilwa
Ale mowie tylko
-No to pa!
Jaki Fuks ciesze sie ze nie musze isc z malcolmem,On zawsze robi taka SIARE!!
uhhhhh... Jestem akurat przy domu ash
8:10
Wlasnie z Ash Rozmawiamy sobie :)
Po kryjomu zwinelam kosmetyczke,
Chyba zrobimy sobie jakis Sexy Make-up!
8:30
W koncu zdecydowalam sie na srebrny brokat na powiekach i
Blyszczyk.Ash Chciala Niebieskie cienie (jest blondynka o zielonych galach)
Ale wybilam jej to z glowy . Gdzie tadziewczyn ma mózg?? Ten jej niebieski byl za mocny wiec wziela brudny roz i blyszczyk jak moj.
Ona ma fajnie Ma francuski manicure.(tak nawiasem mowiac
CDN.
(ksiadz idzie Papa!!)

Lillian 11.01.2005 19:31

Cała ja
 
2 styczeń 2005 rok


Dziś rano zbudził mnie krzyk Dawida,który domagał się wejścia do mojego pokoju.Cóż,pierwszy raz chciał do niego wejść.Słysząc,jak bardzo zależy mu na wejściu,postanowiłam się nad nim popastwić...
-Maaaaaaaarrrrrraaaaaaaaaaaaa!!!!Otwieraj!!!!!
-Zamknij się smarkaczu.Ja chcę spać!!
-Już 7!!
-I to jest odpowiednia pora,by spać!Idź do pokoju!-nastąpiła długa cisza.Nagle słyszę,jak mój brat wbiega po schodach."Zbudzi rodziców!To pewne!I koniec z wylegiwaniem się do 11" pomyślałam.
-Wiesz,Mara.Mam pewien argument....a raczej,interes....-dziwnie to zabrzmiało.Cóż,trzeba przyznać,że młody ma zmysł do interesów.Postanowiłam go wpuścić.
-Właź,mów co to za interes-otworzyłam drzwi bratu i usiadłam ta krześle podbódek wspierając na oparciu.-no więc?co to za interes?-spytałam
-Widzisz może,co ja tu mam?-spytał się młody podrzucając mój cień do powiek i lakier do paznokci.Zaczerwieniłąm się z lekka.
-No...chcesz żebym ci zrobiła mkijaż?-zapytałam z drwiną
-Ha,ha...ale się uśmiałem.Nie.Wiesz dobrze,że rodzice zabraniają ci się malować...-powiedział poważnym tonem z miną zwycięzcy
-Oddawaj!Nic nie powiesz rodzicom!!Bo.....bo.......-zabrałam bratu moje "akcesoria" i chciąłam mu zagrozić
-No co?Nie masz na mnie haka.Ale za to ja mam
-Czego chcesz??Kasy?Wypłata i tak jest już jutro!Nie wyczekasz?
-Ale z ciebie siora materialistka...otóż....mam parę warunków...
-O nie!Nie będziesz mnie smarkaczu szantażował!!-chcałam już młodemu przyłożyć...
-Maaaaaaaaaamoooooooooo..................
-Dobra,dobra!!Czego chcesz!
-Hi hi...po pierwsze: odrobisz za mnie matme w przyszłym tygodniu
-Ok,to ci jeszcze mogę zrobić
-po drugie: Nie powiesz rodzicom że idę do Kamila na imprezę!!
-No proszę...uciekasz?
-Zamknij się bo Damian cię już nigdy nie zobaczy umalowanej...kochliwa Maro...-Boże!!ON CZYTAŁ MÓJ PAMIĘTNIK!!!!!Nie no!!
-Więc jak??Nic nie powiesz??
-Nooo...dobra.Niech ci wisi.
-Jakby co,to zupełnie nie wiesz gdzie jesteś i powiedz mamie że napewno kiedyś wrócę.
-Ho ho...ostro młody pogrywasz.
-Wiesz takie są interesy.Pamiętaj o warunkach,bo inaczej papa sekreciki!-i wyszedł z triumfem.Muszę bardziej się postarać chować moje rzeczy w jakieś lepsze miejsca.JAK ON TO ZROBIŁ!!Ych.......ale niech mu wisi.Przynajmiej będę się mogła w spokoju malować.Mieć mamę dermatolog nie jest prosto...Tylko trochę mnię martwi to,co Dawid powiedział na końcu.Eeee tam!!!!!Lepiej pomyślę,jak się umalować jutro do szkoły!!Wreszcie zobaczę Damiana!!!!!

Nadine 11.01.2005 20:08

Dokanczam ksiadz i ministarnci juz se poszli wiec pisze dalej :)
***
A tak nawiasem mówiac to ja nie mam co malowac Potwornie obgryzam moje pazurki
8:50
Jestesmy przy szkole. A kolo nas? Znajoma blond czupryna (peruka)
Blondi zwana Barbie O nieeee...
-Czesc Swinki
-Hmm .. Jestes bardzo orginalna Barbie
-Barbi? nie zle! ale wymysl cos lepszego!!
Dobra Reszte rozmowy z blondi pominmy
Jak zwykle denna rozmowa ,Denna Barbie :)
Hey chwila?
Czy to nie jest...??
Tak to Michael z Peterem (peter to milosc Ash)
-Czesc dziewczyny !!
-Hej =)))
12:40
Koniec dlugich wypowiedzi Dyry i wogole rozdali nam nasze plany itd.
I jutro zazyna sie szkola :)
dzisiaj nioe ustalalismy z nasza wych. (Baba od Bioli)
Kto bedzie przewodniczacym ale juz wiemy jak bedziemy siedziec!
Ja z Ash siedzimy w przedostatniej lawce a za nami ...
Peter i Michael!! z KOLEI przed Nami Barbie z Vanessa :)
(druga barbie)
I nagle Michael zatrzymal mnie i pocalowal namietnie!!
No coz to tylko Fikcja ;(
Cos mi sie wydaje ze blondi go podrywa.
Wredna Lafirynda!
15:00
Wrocilam z domu na szczescie nikogo nie ma
uff... ZDobrze ze zawsze mam klucze i nie musze sluchac trucia mojego
mlodszego brata Fiuuuuuuuuu :)
16:00
Co robic ??!!
Zaczynam sie nudzic!
Mam pomysl wejde do neta i sprawdze poczte
W Necie czekaja mnie 2 wiadomosci:
REDgIrl(moja kol.):
Czesc Mala! i co?
do jakiej klasy??
Ja do Id ODP. Meg!

Druga:
LikEchicken(kolega):
I co ???
Szkoda ze nie jestem w twoim Gim.
No coz Adio zlotko!
17:00 No coz odpisze im a potem pogram w Simy2 :)
19:00 No nareszcie Mama przyjechala!
Ciekawe co takl dlugo robila na rozp. roku u Malcolma??!!
****
C.D.N

Cocaine 15.01.2005 19:24

Zaczynam wszystko od nowa :)
<_ Jestem Lily Madison i jestem młodszą siostrą mojej wspaniałej siostruni która jeździ na łyżwach figurowych i w ogóle ma masę talentów, a ja siedzę w mojej zaszczutej melinie czyli moim pokoju i znowu się nudzę.
- LILY! - dobiegł mnie już któryś z rzędu okrzyk z dołui.
- Idę już ide...- stęknęłam i podniosłam się spod ciepłego kocyka.
- Boże Lily prędzej bo mam trening...- jęknęła moja cudowna siostrzyczka nalewając mi herbaty.
- Nie mam przecież czterech latek i mogę sobie zrobić sama herbatę Samantho. - odparłam oficjalnie.
- Ale masz ich zaledwie jedenaście i po tym jak rozsypałaś kakao w cukrze wolę cię nie zostawiać samej w kuchni Lilyanno. - odparła równie oficjalnie i zamieszała w szklance.
- Daj mi cukier. - zarządałam i wstałam.
- Ey ey Lily. Poczekaj. - pospieszyła mnie siostra i przytknęła mi rękę do czoła
- Nie mam gorączki. - powiedziałam i wymknęłam się spod jej czujnej ręki.
- Nie, Lily! Wracaj tu! - krzyknęła do mnie. Wróciłam powłócząc nogami w w czerwonych kapaciach idealnie harmonizujących z czarną atłasową piżamką.
- Co jest? - zapytałam
- Przecież rak nerki to nie jest choroba którą można wyl...
- Nie można. !! - wykrzyknęłam wściekła i dopadłam do niej i chwyciłam ją za bluze.
- Lily...ja zapomniałam ja przepraszam...- szeptała moja siostra,
- To uważaj. - powiedziałam i puściłam ją. Wzięłam do ręki ciepły kubek z herbatą oraz talerzyk z kanapkami i poszłam na górę. Postawiłam jedzenie na stoliku obok łóżka i zakopałam się głęboko w koc. Po chwili leżenia wstałam i sięgnęłam po zeszyt w fioletowej okładce. Napisałam kilka nudnych opowiadań i wepchnęłam zeszyt pod łóżko. Wzięłam do ręki kubek z herbatą i popijałam ją po łyczku.
- Lily? - usłyszałam zza drzwi.
- Tak? - zapytał spodkoca.
- To ja, Samantah (dalej nazywana Sam.) - powiedział głosik.
- OK. - odparłam i schowałam kanapki pod łóżko.
- Chciałam wziąść talerzyk. - powiedziała Sam i zajrzała mi prosto w oczy.
- Talerzyk się stłukł a skorupki wyrzuciłam za okno. - skłamałam jej w żywe oczy i napiłam się łyka herbaty,
- OK. Daj mi rękę,. - powiedziała. Teraz wzięła do ręki grubą igłę, oraz przewód od kroplowki. Jak zwykle wzięła do ręki najpierw igłę, wkłuła mi się w żyłę, wprowadziła tem venflon i podłaczyła mi kroplówkę.
- Jak zwykle. - fuknęłam i położyłam rękę na kołdrze.
- Nie przejmuj się. Zaraz ci zmienię cewnik. - ta okropna rura odprowadzała moje siuśki do takiego plastkiwego woreczka.
- dzięki, na razie nie trzeba. - starannie ukrywałam bowiem przed rodzicami i siostrą fakt, że od kilku dni mój mocz zmienia się z barwy słomkowej na rdzawobrunatną.
- No dobra siostra, co cię gryzie? - zapytała mnie prosto w oczy.
- NIC! - krzyknęłam wściekła i udałam że śpię. Potem wstałam do kuchni i....

Bloom11 15.01.2005 19:36

Miłość,wielkie wesele i smutny rozwód :(
 
Pewnego pięknego dnia gdy Nina (bohaterka opowiadania)otworzyła drzwi swojego domku i wyszła w niebieskim szlafroku po gazete.Już miała sie odwrócic żeby wejść do domu zobaczyła przystojnego bruneta.
- dzieńdobry- krzyknęła zywo do męszczyzny
- A dzieńdobry,dzieńdobry!- odpowiedział
- jaki piekny dzień mamy aż chce sie żyć! -zagadał
- Och piękny- odparla
- Jestem Nina Sllye - powiedziała
- Filip Kownacki milo mi
- Mi równierz- i sie usmiechnęła
- Może pan wejdzie- zapytała Nina
- Nie biegne do sklepu - odparł
- Dobrze do wodzienia!
I weszła do domu gazete połozyła na stoliku i poszła do łazienki.Podeszła do umywalki i spojrzała w lustro wiszące nad umywalką `On jest códowny,przystojny i miły' -pomyślała
Powiesiła szlafrok na wieszaku, rozebrała sie i weszła pod prysznic.
- Ojak przyjemnie jest myć sie i być czystym - zaczeła śpiewać
Dzwonek zadzwonił do drzwi.Dziewczyna ubrała sie w bluzke na ramiaczkach i otworzyła..........



C.D.N ;)
Zapowieć odcinka 2
-Kto bedzie stał za drzwiami?
-Czy Nina pokocha Filipa?

(sory że na odcinki ale nie zdarze zrobić dziś)

Cocaine 22.01.2005 12:14

:) - moja nowa telenowela
 
Nie nie nie,. Brak pomysłów na dalszą część. Zaczynam od nowa
:)
odcinek 1
Hej....jestem Kaja i spodziewam się upragnionego potomka. Razem z moim mężem staraliśmy się o dziecko od około 8 lat, czyli odkąd połączyły nas więzy małżeńskie.
- Kochanie czy to dziś? - zapytał mnie mąż. Wyciągnęłam kalendarzyk i spojrzałam. Widniał w nim napis jak byk - Tego dnia masz największe szanse na ciążę. -
- Oczywiście! - odparłam i wpełzłam z nim pod kołdrę. Ledwie zdąrzył wejść kilkoma sprawnymi ruchami w moje ciało rozdzwoniła się moja komórk,a
- Nie ma cię w domu. - szepnął mój mąż.
- Oczywiście...- zdążyłam tylko wyszeptać poddając się jego cudownej woli. I tak do rana kilka razy. W końcu rano wstałam obolała i poszłam do łazienki. Moich nozdrzy dobiegł apetyczny zapach naleśników. Tym razem jednak zamiast prędko zbiec po schodach przyklękłam przy muszli i zwymiotowałam. "Pierwszy sygnał..." - błysnęło mi w głowie ale nadzieja zniknęła równie szybko. Zaraz przypomniałam sobie, że po każdym stosunku boli mnie wszystko i wymiotuję na sam zapach jedzenia.
- Śniadanie! - krzyknął mocno zaniepokojony mąż zza drzwi.
- Tylko sobie zrobię makijaż. - skłamałam i umyłam zęby. Ubrałam się w sukienkę na szelkach i golfik po czym szybko przypudrowałam nosek i przymalowałam delikatnie oczy.
- Dzień dobry madame...- powitał mnie i postawił przede mną kilka naleśników na talerzu.
- Dziękuję. - odparłam i przysunęłam się do stołu. Wzięłam do ręki widelec i wsadziłam pierwszy kąsek naleśnika z serem do ust. Zzieleniałam i poczułam jak wszystko co do tej pory zjadłam od wczoraj podchodzi mi do gardła. W ostatniej chwili dopadłam toalety i złożyłam mocny hołd kibelkowi nisko się mu skłaniając.
- Ty musisz być w ciązy...- szepnął mój mąż i wypuścił z rąk talerz.
- Tak jest zawse. - odparłam i skryłam twarz w dłoniach.
- Nie, tak nie było prawie nigy. - odparł on i pozbierał skorupy z białego ostrego talerza.
- Ok. Idziesz do apteki? - zapytałam z nadzieją.
- Pójdę z chęcią. - powiedział i ubrał się. Rozebrałam się do piżamy i ułożyłam sobie wygodne legowisko z poduszek koca i kołdry na kanapie. Oglądałam jakieś reklamy, potem program kiedy zaskrzypiały drzwi.
- Mam test,. - powiedział mój mężyk podchodząc do kanapy,.
- Musimy poczekać przynajmniej kilka tygodni




PIĘĆ TYGODNI PÓŹNIEJ
Wstałam raniuchno i poszłam do łazienki obok naszej sypialni i rozpakowałam plastikową pałeczkę.
- Daj boże dziecko i zdrowie. - wyszzeptałam w górę do sufitu i nasikałam na plastik.
- Kochanie i co? - usłyszałam zaspany głos spod kołdry z sypialni.
- Będę Mamusią. - krzyknęłam radośnie i spojrzałam ufnie w lustro.

Fanka 22.01.2005 21:17

Inna...
 
Pewnego dnia na prrzedmieścia Sim City, wprowadziła się pewna rodzinka o nitypowym nazwisku Willmerstone... Nie byli najbogatsi ale także nie byli najbiedniejśi... Rodzina składała się z pana domu Scotta Willmerstone który jako zatwardziały biznesmen, nie ma czysu dla swej rodziny i nie widzi niczego poza swoją papierkową robotą... Pani domu Sary Willmersttone która ma wyjątkowe zamiłowanie do sztuki i gastronomii... Wiecznie powtarza, że chętnie studjowała by pewien z tych kierunków lecz nie wystarczyło by jej na opłaty... I oczywiście młoda panna Willmerstone o imieniu Wanda... Ma ona 13 lat i nie ma zbyt dobrego kontaktu z ojcem i matką... Jest otwarta co sprawia że jest zwyczajnie naiwna przez co nawet raz została uprowadzona... Ale ta historia nie będzie opowiadać o porwaniu małej dziewczynkia ale życiu...



Pewnego sobotniego poranka jak zwykle Wande obudzil natrętny dzwięk budzika który nasilał się coraz bardziej... Twardy sen który zmorzył naszą bohaterkę niespodziewanie został brutalnie przerwany przez ten irytujący dzwięk...
-Kiedy to się skończy...-Spytała samą siebie, Wanda...
-Wandziu kochanie!-zawołała Sara-Wstań bo ci naleśniki wystygną!
-Już Mamo!
Wanda nie lubiła naleśników więc nie było jej spieszno na śniadanie... Wkońcu do pokoju wpadła Sara i zbeształa swoją córkę...
-Mamo! Nie będę jadła naleśników, nie możesz mnie zmuśić do zjedzenia czegoś czego nie luię! Jestem prawie dorosła!
-Wandziu, co się z tobą ostatnio dzieje... Cały czas jesteś zdenerwowana i kłucisz się ze mną!
Nagle na dole rozległ się potworny huk co przerwało klutnię Wandy z Matką...
Zbiegły na duł po schodach do kuchni...



-Co wydarzyło się w kuchni?
-Co sppowodowało ten potworny huk?
Tego wszystkiego dowiecie się w następnym odcinku... :D

I co i jak? Pisać będę odcinkami bo jak narazie nie mam pomysłów na ciąg dalszy... :\

Cocaine 22.01.2005 22:01

:)
odcinek 2
Spojrzałam w lustro...i przeraziłam się. Byłam straszliwie wychudzona - branie leków na potrzymanie pracy moich jajników wykańczało mnie. Byłam kompletnie wykończona i w totalnej rozsypce. Założyłam na siebie tylko żółty słoneczny szlafrok i otworzyłam apteczkę. Wzięłam do ręki strzykawkę i nabrałam do niej trochę zielonego płynu. Wstrzyknęłam go posłusznie w zgięcie łokcia i wyrzuciłam kolejną z milionów strzykaw do kosza pod umywalką.
- I co? - zapytał mój mąż blady jak ściana.
- Możesz płakać....- odparłam zachęcająco.
- Znowu się nie udało? - zapytał ze smutkiem.
- UDAŁO SIĘ! BEDZIEMY MIEĆ DZIECKO! - krzyknęłam i położyłam się ostrożnie obok niego. Czule dotknął mojego brzuszka i zszedł na dół. Po chwili sączyłam sok pomarańczowy.
- Zadzwoń do doktora Leniwskiego. - poradziłam mu.
- A gdzie jest telefon?
- Nie wiem...położyłam go wczoraj na komodzie...- odparłam i nadgryzłam bułkę z jagodami.
- Jest. - odparł mój mąż i wcisnął cyferki po czym podał mi telefon./
- Halo? - zapytałam po trzecim sygnale.
- Tu doktor Leniwski słucham?
- Tutaj pani Kaja Malinoska. - odparłam z niewielką dumą.
- Coś się stało?
- tak. Jestem w ciąży. - odparłam.
- Zapraszam na badania. Potwierdzimy wtedy domowy test. - wylał mi na głowę kubeł zimnej wody lekarz a ja rozpłakałam się po wcisnięciu czerwonego guziczka.
- Co jest> - zapytał mój mąż a ja wzięłam do ręki chusteczkę.
- Może wcale nie jestem w ciąży...test może być fałszywy....- odparłam i wysmarkałam nos.
- Na pewno jesteś. I nie płacz bo urodzisz beksę. - pocieszył mnie Carol i przytulił do swojej ciepłej jeszcze koszulki.


Jestem w szpitalu. wczoraj miałam jakieś krwawienie. To zaledwie tydzień po tym jak w domu odkryłam, że będę miała dzidziusia. Nikomu się nie poskarżyłam, dopóki nie zasłabłam. Nie chcę przeleżeć całej ciązy w szpitalu.
- Halo? - zapytałam i wetknęłam do ust kolejną pralinkę.
- Kaja? Cześć Kotku. - powiedział czule mój mąż. Ale ja nie odpowiedziałam, Poczułam silne ukłucie w dole brzucha,.....


CZY KAJA PORONI?

Fanka 24.01.2005 22:53

Inna...
 
Wanda i Sara zbiegły pośpiesznie po schodach o mało z nich nie zlatując... Wbiegły do kuchni ale otwierając drzwi można powiedzieć że kłęby dymu żuciły się wprost na Sarę i Wandę... Odsuneły się i przerażone oraz zdezorjentowane popatrzyły tylko na siebie ze zdziwieniem bo nadal nie wiedziały co siŁ dzieje w kuchni!? Wanda postanowiła wejść do kuchni wzieła chusteczkę od mamy przedarła się przez kłęby dymu do okna otwierając je na oścież...
-Mamo! Mamo!!! Gdzie jesteś?!
-Tutaj Wandzie! Tu jestem!
W tych kłębych dymu nie widziały siebie a co dopiero co się stało... Kiedy kłęby opadły,
Wanda spostrzegła że ktoś leży koło jej nogi na ziemi... Nie była pewna ale wydawało jej się że był to jej ojciec!!!
-Mamo! Mamo! MAMO!!!
-Tak Wandziu!-Kłęby dymu już opadły prawie całkowicie...
-Mamo, to... tu... TU LEŻY TATA!!!
-O Boże!!! Scott! Scott!-Tym razem Sara popadła w histerię... A znana była jako twarda i bardzo wytrzymała kobieta...
-Mamo czy.. Mamo czy tata nie żyje!?!?!?!?!?!?!
Mama sprawdziła tętno i w kilka sekund puzniej po jej policzku spłyneła łza...
-Kochanie, tatuś nie żyje...



-Co pocznie Sara i Wanda?
-Czy otrząsną się z tego szoku?
To wszystko i troche więcej już w następnym odcinku...

I jak? Sory że takie krutkie :\ ...

Basieńka 07.02.2005 14:25

Więc teraz ja. Myślę, że się spodoba i że nie było jeszcze czegoś takiego.
Tytuł: "List"
Odcienek: 1

"Piszę ten list bo zawsze chciałam żeby świat o mnie usłyszał... usłyszał nie tylko moje puste i bez wyrazu nazwisko, ale także moją historię. TUTAJ i TERAZ moje życie wydaje się stracone, ale chcę, żebyście wy nie popełnili jednego z moich błędów. Bo za jednym błędem cięgnie się reszta i to tak szybko że nie zdołamy się z tym uporać. Ja nie wiem jakim cudem wyglądam tak jak teraz. Nie wiem kiedy doprowadziłam się do takiego stanu... Gdy spojrze w lustro co widzę? Szarą, pustą twarz i wychudzone ciałol. Kim ja jestem? A raczej czym? to pytanie zadaję sobie codzinnie rano, a wieczorem modlę się do Boga, o którym już zapomniałam, żebym już się nie obudziła. Żeby moja śmierć wyglądała bezboleśnie. Chciałabym napisać wam krótko co zrobiłam, że dopuściłam się do tego stanu, ale nie da się. Muszę napisać wszystko od początku... od...."

Myślę że wstęp się podoba. Będzie to opowiadanie o przeszłości. Wieczorem odcinek 2

Basieńka 10.02.2005 11:26

Dzięki! Dopiero teraz napisze drugą część bo jestem chora i tak mnie wszystko boli...

"...od mojego dzieciństwa. Gdy miałam 5 lat... To było takie beztroskie życie! Wogóle nie przejmowałam się co bęzie później, zero stresu. Wtedy żyłam dniem dzisiejszym. Teraz... PRZESZŁOŚCIĄ. Więc gdy miałam 5 lat moi rodzice się rozwiedli. Wtedy tego nie rozumiałam, myślałam że tata nadal będzie nas odwiedzał. NIe znałam powodu. Dla mnie byli wspaniale dobrani. Tata odszedł. Poprostu wyprowadził się i już go nigdy nie widziałam. Mama wpadła w depresje. Cały czas obwiniała siebie. Mówiła że ta *****a jest taka i taka, ale my (ja i moja młodsza siastra) nie rozumiałyśmy. Teraz wiem że ojciec miał kochankę. Mama zacząła pić, krzyczeć na nas, zostawiać na nawet tydzień same w domu dwie 5 i 4-letnie dziewczynki. Po roku tego zaniedbania byłam na nią zła. Nauczyłam się złości. "Mame" jeżeli tak można było w tym okresie nazwać ją matką zabrali na odwyki do jakiś senatorium, a ja i moja siostra trafiłiśmy do babci. Tam było jeszcze gorzej. Nie, babcia była wporządku, ale dziadek i wujek. Dziadek cały czas krzyczał, a gdy babcia stawała w naszej obronie bił ją. Ale wujek... on był gorszy... Nie krzyczał, wręcz przeciwnie. Wujek mówił zawsze spokojnie, ale opowiadał straszne rzeczy: o morderstwach, o gwałtach i tego typu sprawach. My się bałyśmy, ale na tym sę nie skończyło........"

Basieńka 11.02.2005 17:08

Część trzecia listu:

"... on... teraz wstyd mi to pisać, ale to on się powinien wstydzić, że molestował 6 i 5 letnie siostrznice! To było okropne, macał nas w delikatnych częściach ciała. Chciałam go zabić!!! Już nawet się go nie bałam, bałam się tylko o Jenny (moją młodszą pięcioletnią siostre). Pewnego dnia przyjechała "mama". Była po terapiach i innych rzeczach tego typu. Była bardzo dziwna, miała wychudzoną twarz, która nie okazywała rzadnych uczuć, była zamyślona i patrzyła w dal. Nie reagowała nawet na przytulenie babci. "Mama" brała psychotropy i nas nie poznała. NIe mogła nas zabrać od babci. Wtedy wujek poszedł na ryby, a dziadek pojechał do miasta i powidziałam wszystko mamie z nadzieją że coś wskóra. Ona nawet na mnie nie spojrzała! Ostatnia nadzieja utonęła w bezdennym marzo pogrzebanych nadzieji. U babci męczyłyśmy się jeszcze 3 lata. Kiedy miałam 9 lat na lekcjach opowidziano nam o molestowaniu. Po powrocie do domu....

Kapa 12.02.2005 13:35

A wic teraz ja:



Poniedziałek, 23.5.2004.Był chłodny, wietrzny poranek, około 500. Pana Mokrowicza obudził dźwięk budzika który zawiadamiał go że za godzinę musi iść do pracy. Był nauczycielem w szkole położonej o 20 km od jego domu, więc musiał wyjeżdżać wcześnie. Jego żona i córka jeszcze spały. Pomyślał sobie: ,,ten dzień zapowiada się tak samo jak inne”. Niestety mylił się. Zrobił sobie śniadanie, umył się, ubrał i wyszedł z domu. Wsiadł do srebrnego Pegueta 206. Dojechał do szkoły dosyć spokojnie, nie licząc pieszego którego omal nie przejechał. Te 6 godzin lekcyjnych upłynęło mu spokojnie. Tymczasem jego córka, Amanda miała dzień wolny od lekcji i wybrała się z matką na zakupy. Była 1430, Pan Mokrowicza wracał z pracy. Nagle zobaczył znak pokazujący objazd. Nic nie podejrzewając jechał dalej. Pogwizdywał sobie gdy wtem zamurowało go zupełnie. Zobaczył ,że od przepaści rozcierającej się na jakieś 50 m dzieli go tylko pare metrów. Wiedział ,że już nie zahamuje, więc przycisnął gaz do dechy. Jechał jakieś 180 km\h. Wjechał na kawałek mostu który musiał się po prostu zniszczyć. Lecąc w powietrzu pomyślał o Amandzie i Kasandrze ( żonie pana Mokrowicza ) gdyż wiedział ,że nie doskoczy na drugi brzeg kanionu. Wiedział ,że zginie. Próbował ukryć strach lecz nie umiał. Ujrzał na drugim brzegu zarys postaci. Zobaczył swojego szefa u którego miał dług w wysokości 100 000 $. Krzyczał o pomoc. Szef mu odkrzyknął: ,,Żegnaj, Dłużniku”. Pan Mokrowicza zesztywniał. Samochód już spadał w duł. Nie było już ratunku. Samochód uderzył w kamienie na dole kanonu, a Pan Mokrowicza wyleciał przez przednią szybę i roztrzaskał sobie głowę o kamienie. Wiedział już ,że to jego szef to zorganizował. Ale czemu? Co mu to da? Na te pytania nigdy nie usłyszy odpowiedzi. Umarł od utraty krwi. Na górze jego szef śmiał się przeraźliwie. Wiedział co zrobić by odzyskać pieniądze. Skoro jego dłużnik nie żył mógł wysłać do jego domu komornika który weźmie z jego domu przedmioty o łącznej wartości 100 000 $. Odszedł od miejsca zdarzenia. Po paru godzinach ciało Pana Mokrowicza znaleźli przypadkowi turyści. Zawiadomili policję i lekarza, bo myśleli że jeszcze żyje.


***

Amanda i jej matka wracały do domu gdy nagle Kasandra poczuła wibrację komórki w lewej kieszeni. Wyciągnęła go i odebrała:
- Halo?!
- Dzień dobry, Po tej stronie komisarz policji. Mamy dla pani przykrą wiadomość – Powiedział smutno komisarz.
- Tak? – Zapytała Kasandra.
- Pani mąż nie żyje. – Odpowiedział komisarz – Proszę się zgłosić na komisariat za godzę.
- Mamo, co cię stało spytała Amanda widząc ,że oczy jej matki napełniły się łzami.
Kasandra odłożyła telefon do kieszeni i powiedziała:
- Amando, twój ojciec nie żyje!!! – krzyknęła i rozpłakała się.
Amanda nie mogła uwierzyć w słowa swojej matki.



C.D.N

Kapa 12.02.2005 17:33

Sorry ,ze dwa jeden post pod drugim ale nie mogBem si powstrzymac od napisania next odc. A wies:



Po tej krótkiej rozmowie telefonicznej Amanda rozumiejąc już co się stało pobiegła do swojego pokoju i zamknęła się tam na klucz. Jej matka chodziła po domu zapłakana i myślała o dwóch rzeczach: czy to był tylko wypadek? Co teraz z nimi będzie?. Po godzinie zapukała do pokoju córki mówiąc ,że muszą iść na komisariat. W odpowiedzi usłyszała odmowę córki.
Więc Kasandra poszła sama. Amanda tym czasem zadzwoniła do wszystkich koleżanek by spytać je co ma zrobić. Wszystkie mówiły tylko o tym ,że ma się uspokoić. Na komisariacie Kasandra dowiedziała się że żadne roboty się tam nie odbywały i nikt z służb publicznych nie umieścił tam tablicy objazdu. ,,A więc to było morderstwo!!!!! Ale kto????”. Do domu biegła co biegła sił w nogach by powiedzieć córce ,że to było morderstwo. Zastała Amandę siedzącą przed telewizorem. Powiedziała jej o morderstwie. Dziewczyna natychmiast pobiegła do swojego pokoju i włączyła komputer. Kasandra natomiast wzięła gazetę i przejrzała oferty pracy. Jedna pozycja ją zastanowiła: Komisariat poszukuje chętnych na detektywa, wymagane umiejętności: kondycja, logika i kreatywność. Pensja: 1 000 $ dziennie. Kasandra posiadała te umiejętności a poza tym wiedziała ,że jeśli ją przyjmą będzie miała uprawnienia do zbadania sprawy swego męża. Zadzwoniła od razu na komisariat i zgłosiła się w ofercie pracy. Przyjęli ją i dali pierwsze zadanie: znaleźnie mordercy Ś.P. H. Mokrowicza. Od razu poszła do swojego gabinetu. Amanda szukała w Internecie wszystkich znajomych swojego ojca, a Kasandra sprawdzała wszystkie papiery. Kasandra znalazła dokument pożyczki od szefa Ś.P. pana Mokrowicza na sumę 100 000 $. I to był jej pierwszy podejrzany: szef Ś.P. pana Mokrowicza. Powiedziała o tym Amandzie i wyszła z domu by się przewietrzyć. Amanda natomiast przekopała pocztę swego ojca i znalazła list o szefa:
Mokrowicza!!!! Pożyczyłem ci te 100 000 $!!!! Ale masz mi je oddać do końca 2003 roku!!! Jeśli nie po sylwestrze spodziewaj się najgorszego!!!!
To był dowód na to by oskarżyć szefa, pana D. Sosnowskiego. Wybiegła by powiedzieć mamie o liście i zobaczyła coś przerażającego. Jakiś zamaskowany człowiek celował pistoletem w Kasandrę. Już miał pociągnąć za spust lecz Amanda rzuciła w niego wazonem. Uderzył w zamaskowanego człowieka w rękę i strzał nie trafił w serce Kasandry lecz jednak trafił w inne miejsce. Mężczyzna uciekł, a Kasandra zemdlała pod wpływem bólu.
C.D.N
Co w następnym odcinku:
- Czy Kasandra żyje?
- Czy List D. Sosnowskiego jest wystarczającym dowodem by go oskarżyć?

Korinthiana 17.02.2005 11:48

To moze nie bedzie opowiadania, ale kawalwk z mojego wypracowania.

Ojcem mym jest miłość, matką cierpienie. Kim jestem? Jestem czymś pomiędzy. Mam na imię nicość, która kiedyś będzie wszechmocna. Na nazwisko pustka, która ogarnia wszystko. Wypełnia brak każdej utraconej osoby. Zastępuje szczęście, czekając na odbudowę uczuć. Po czym odchodzi bez słowa.
Wśród wszystkich przeczytanych historii znam miłość, ból, cierpienie. Dobro i zło. Czerń i biel. Kontrast dla każdego istnienia. (...)

Basieńka 18.02.2005 11:49

Cytat:

Napisał A A A
To moze nie bedzie opowiadania, ale kawalwk z mojego wypracowania.

Ojcem mym jest miłość, matką cierpienie. Kim jestem? Jestem czymś pomiędzy. Mam na imię nicość, która kiedyś będzie wszechmocna. Na nazwisko pustka, która ogarnia wszystko. Wypełnia brak każdej utraconej osoby. Zastępuje szczęście, czekając na odbudowę uczuć. Po czym odchodzi bez słowa.
Wśród wszystkich przeczytanych historii znam miłość, ból, cierpienie. Dobro i zło. Czerń i biel. Kontrast dla każdego istnienia. (...)


Dobre! Już coś podobnego czytałam (chyba w wypracowaniu mojego brata, które z neta ściągnął). Sory, ale to może zabrzmieć jakbym oskarżała ciebie o ściągnięcie tego, ale tak nie myślę. Poprostu ja nie umiem mówić jasno i zawsze coś namotam. Świetne!

Część 4 "LIST"

Poszłam do babci i powiedziałam jej wszystko, a ona? Zamiast mi pomóc, oskarżyła mnie o kłamstwo i uderzyła w twarz tak perfidnie, że upadłam na podłogę. Straciłam przytomność. Widziałam siebie 4 lata temu z tatą i mamą. Śmiali się do mnie. Biegłam do nich i.... Obudziłam się w szpitalu.
- Mało brakowało, a mała odpłynęła by nam na dobre. -Widziałam jak za mgłą mężczyznę w białym fartuchu.
- Najprawdopodobniej zabierzemy ją do domu dziecka, była bita i molestowana, a ponad to znęcano się nad nię psychicznie.- powiedziała kobieta w niebieskim mundurze.
Gdy odeszli zaczęłam płakać. Niewiem dlaczego. Nagle przyszła jakaś przemiłą kobieta z Jenny:
-Magda! Przeprowadzamy się! Ta pani powiedziała że jest tam dużo dzieci i będzie nam dobrze! -krzyczała mi nad uchem Jenny.
- Taa.... kiedy idziemy do domu dziecka? -spytałam kobietę.
- Za 3 dni, jak tylko wyjdziesz ze szpitala. Jestem Karolina i będę waszą opiekunką.
- Pewno...
- Magda będzie fajnie! Zobaczysz!
Minęły 3 dni i wtedy...

Khaterine 19.02.2005 12:41

W
podwarszawskiej wsi mieszkała szczęśłiwa rodzina: Ojciec, Matka, Córka i Syn. Niestety Matka zachorowała i parę miesięcy ppóźniej umarła. Ojciec bardzo ją kochał, wiięc bardzo rozpaczał po jej stracie. Zaczął pić, a gdy wracał pijany do domu bił Dzieci. Po ppewnym czasie trafił do więzienia za kradzieże i mordersttwo. Dzieci zabrała opieka społeczna. Trafiły do domu dziecka. Były tam bardzo nieszczęśliwe, tam także je bito.
Pewnego dnia do tego domu dziecka, w którym mieszkali przyszło Małżeństwo, które od trzech lat starało sięo dziecko, ale okazało sięę, żę byli bezpłodni. Wybrali Córkę, ale ponieważona nie chciała opuszczaćswojego brata zaodoptowali też jego.
Byli bardzo szczęśłiwii, ażw gazetach ukazała sięinformacja:
"Wczoraj w więzieniu powiesił się mężczyzna" - Ojciec tych Dzieci.
Poszli na pogrzeb, znowu byli nieszczęśłi, ale po roku zapomnieli o nim i znowu byli szczęślliwi.
KONIEC

Cocco 25.02.2005 14:55

"Dziennik Anastazji Dallas" (na prawdziwych zdarzeniach)
 
Mam brazowe wlosy, oczy szaroniebieskie, i uwielbiam heavy metal.
Zamieszkalam w Weronie, i od razu poznalam sasiadów.Miedzy znajomymi musze opisac Ceryla (chyba to byl Ceryl).
Ma gruba u dolu twarz, wyglada na wesolka.Wlosy brazowe, tak jak ja.
Zakochalam sie w nim, ale kiedy przyszedl Steven...
Steven to sprzatach. Rudy, rzystojny... Mialam dylemat. Cyryl czy Steven Dallas? Po paru rozmowach ze Stenenem nie rozmawialam z Cerylem, a Steven byl moim przyjacielem.Zauroczneie, jak w Cerylu
przeszlo w przeprowadzenie sie do mnie Stevena, slub dziecko, dwoje dzieci...
Steven to stróz prawa, ja jestem w sporcie.
Wlosy przefarbowalam, a wicie ze Tim, za wczesnie dorósl?
Jego siostra, Simon jest bardzo ladna.A w domu, jeszcze kiedy bylam tu sama wszedl wlamywacz.
A reszta...
Opisze póxniej.

***

Czy Anastazja opisze swój slub?
Pozar?
I co sie z nia stalo?

czesc II w przygotowaniu!

Esi 26.02.2005 21:15

Ok, spróbuję, zaznaczam, że jest to dosć akbstrakcyjne.
Zimny, zimowy wiatr wdzierał się pod kurtki zmarzniętych spacerowiczów, których nie za dużo było dzisiaj w parku. Dziewczyna siedząca na ławce wbijała w każdego mocne spojrzenie swymi czarnymi oczami. Ludzie czuli się nieswojo gdy to dziwne dziewczę kierowało na nich swój wzrok. Wśród owych speszonych osób był chłopak. On jednak podszedł do dziewczyny i spytał:
-O co ci chodzi? Czemu patrzysz tak na nas wszystkich? Czy... Czy nie masz czego innego do roboty?
Ona popatrzyłą na niego czarnymi oczami spod fali bujnych, czarnych loków.
-Szukam -odparła.
-Czego? -zapytał zdziwiony abstrakcyjną odpowiedzią.
-Nie wiem czego, czegoś co jest dla mnie jak powietrze, jak wiatr, jak... -wyszeptała.
Chłopak westchnął głośno. No tak, pewnie ma do czynienia z kolejną wariatką. Naplewiło ich się tutaj w parku, są drugą, po narkomanach, najliczniejszą społecznością.
-To bardzo miłe, o czym mówisz -mruknął z ironią.
-Wiem, że mogę być dla ciebie wariatką, taką jak dla wszystkich, którzy tutaj przechodzą. Oni się mnie boją, ty też się bałeś, prawda?
W głowie chłopca kołatały się sprzeczne myśli. O co chodzi tej wariatce? A może owa oryginalna postać jest osobą nadzwyczaj mądrą, wyrocznią?
-To pa. -powiedziałą nieznajoma wstając.
Ze zdziwieniem popatrzył na jej plecy. Dzwina peleryna w którą ubrana była postać okazała się zwykłą narzutką, a napi na niej głosił ,,VISION -najtańsze szkła kontaktowe na rynku".

Yra 01.03.2005 21:42

Był kedyś pewien chłopiec, chłopiec był samotny. Spotkał dziewczynkę....równie samotną. Ta samotność ich połączyła....związała ich sznurem niesamowitej bezwarunkowej przyjaźni....Tak naprawdę byli jedną istotą, rozumieli się bez słów....w końcu oboje byli szczęśliwi....Kiedy tylko mogli mówili sobie "Kocham Cię", byli bezpieczni, niezniszczalni....ale tylko wtedy kiedy byli razem, kiedy któreś z nich było samo nie potrafiło sobie poradzić....naprzykład ze złymi ludźmi którzy nie rozumieją inności. Dlatego zawsze byli razem...Ona i On...
I myślałam, że tak będzie zawsze, naiwnie wierzyłam, że wkońcu się ułorzy....,że nareszcie będzie dobrze....byłam głupia, jak zwykle. Takie mam szczęście....ale wróćmy do naszych przyjaciół...
Chłopiec wracał od swojego hmm...przyjaciela....i pojawili się źli ludzie nierozumiejący inności....cłopiec był sam ....nie poradził sobie....
Teraz patrzę na niego....przeźroczyste rurki plączą się wokój jego ciała....leży...szpitalne łóżko zapach śmierci maskowany odorem środków czystości i leków....a on leży...to go nie dotyczy.....
Proszę żeby się obudził....bo kiedy zostanę sama....nie przeżyję....czysto egoistyczne podejście.
Ale On i Ona są jednym kiedy jedno umrze drugie nie będzie miało wyjścia....a ja nie chcę umierać.

- Arkowi....Aniołowi, którego zesłał mi ten, Który Nie Istnieje.
Kocham Cię.

Khaterine 05.03.2005 11:42

-Zostaw mnie!
-Nie bij jej!
-Auuu, to boli!
-Następnym razem będziesz posłuszna!
-Zostaw ją! Dzwonie po policję!
-NIe zrobisz tego!
-Zrobię! ZOstaw mnie!
-ZOstaw mamę nie bij jej!
-Ręce do góry! Idziie pan z nami!

W końcu cisza... Jak dobrze wiedzieć, żę nic im sięjużnie stanie... 5 lat to dużo przmyśłi to co zrobił...
O! Ktoś idzie... O! To Anetka. Już prawie nie widać siniaków.
-JAk sięmama czuje?
-Dobrze, ale widzę, że brakuje jej taty, ale...
-CO ale?
-Ona jest szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie. Szczęślliwa, żę w końcu w domu jestspokój, a nieszczęśliwa, bo za nim tęskni... Na sali sądowej ją wyzywał, ale ona nadal go kocha. Słyszałam jak mmu to mówiła. On też ją kocha. Jego dobra strona. Jego zła strona nas nienawidzi.
Biedne dziecko...
-A Paweł?
-Powiedziałyśmy mu, żę tatuś pojechał na wakacje... Naprawdę za nim tęskni. Dobrze, że sobie przypomniałam. Mama prosiła, żeby podziękować, za opiekęnad nim w czasie rozpraw. Bardzo nam pomogłaś.
-Trzeba pomagaćinnym...
-Ja już muszę lecieć do szkoły...
Dobrze się stało, żę zadzwoniłam na policję... Biedna kobita. Tak tęskni za tym potworem... Biedna ANettka.... Biedny Pawełek...


CDN.

Gapa 05.03.2005 19:22

W otchłaniach samotności...
 
Otworzyłam oczy. To co zobaczyłam wokół siebie wcale mnie zachwyciło. Brudni, obszarpani... ja też taka jestem... to straszne. Zapada wieczór, zapalają się latarnie, dzieci uciekają do domów w obawie przed wymyślonymi przez siebie potworami, które czają się w ciemnych zakątkach ich mózgu. A ja? Siedzę na tej ławce, odkąd pamiętam... Ja i moja gitara. Ponura przeszłość, staram się o niej zapomnieć, lecz powraca z podwójną siłą, kiedy pojawia się ktoś, kogo znałam... w poprzednim życiu... to zaczęło się, kiedy miałam dwanaście lat. Koleżanki, poprzebierane za lalki Barbie wciąż wesoło chichotały i uganiały się już za chłopcami. Według mojego 12-letniego umysłu to było chore. Ja chciałam tylko wpatrywać się w zachodzące słońce na moim kochanym trzepaku, tak, właśnie, wśród odrapanych bloków, ćpunów i obsikanych bram... z dala od koleżanek. Ojciec mój, po śmierci matki poświęcił cały swój czas na alkohol, zapominając o mnie. Wkrótce pozbawiono go praw rodzicielskich, a mnie przekazano do domu dziecka. Tam byli tacy jak ja... rozumieli mnie... przeszli to samo, co ja. Był też On... jego rodzice... kiedy ojciec zginął w wypadku, mama popełniła samobójstwo. On wiedział, co przeżywałam... Wymykaliśmy się potajemnie, On brał mnie za rękę i spacerowaliśmy po parku... W końcu, On, On... powiedział, że... uciekniemy... pocałował mnie w usta i uśmiechnął się... zaplanował ucieczkę do domu jego kolegi, tam mielibyśmy żyć długo i szczęśliwie razem. Nie wiedziałąm, co powiedzieć...

C.D.N.

_NaZz_ 08.03.2005 06:48

.:Wystarczy tylko chcieć:.
 
Tutaj zamieszczę swoje "story". Jest dokładnie takie same co Fotostory, tylko bez obrazków.
-----------------
Odc. 1

Hej! Nazywam sie Ania i mam 16 lat. Właśnie poszłam do liceum. Jestem jedynaczką. Mój tata rozwiódł się z moją mamą 3 lata temu. Od teraz mieszkam razem z mamą w dosyć ładnym domku w SimLondynie. Moją najlepszą przyjaciółką jest Baśka. I coś o moim wyglądzie: mam blond warkoczyki i niebieskie oczka. Jestem dosyć zgrabna. Uwielbiam słuchać muzyki, malować i pisać książki. Mamusia mówi, że mam bujną wyobraźnie i poczucie humoru. Ciekawe czy to prawda? Hmmm... Nieważne. I coś o mojej mamusi: ma blond włosy, spięte w takiego jakby "koka". Z przodu wygląda jakby miała zawiązanego kucyka. Ja najbardziej uwielbiam jasne kolorki i ciepłe. Jestem osóbką nieśmiałą, wrażliwą i... mądrą. Nienawidzę mojego największego wroga, czyli Hani i Izy, złych ludzi itp.


Pewnego popołudnia po szkole mama kazała mi zrobić zakupy. Poszłam z Baśką, bo ona też musiała zrobić zakupy. Miałam wtedy na sobie niebieską bluzę i dzinsy. Nagle Basia zagadneła do mnie:
- Anka, słyszałaś o tym że ten nowy jest podobno chłopakiem Hani?
- No wiem, ale co z tego? - zapytałam nie bardzo kumając.
- No nic, pytałam tylko. - odpowiedziała wzruszając ramionami.
- Aha. A mnie się ten Jurek nie podoba. Jest taki... taki zwykły. - odpowiedziałam bez namysłu. - chodz, bo taksówka już dojeżdża. I wysiadły my z taksówki płacąc, a potem skierowaliśmy się do sklepu z żywnością. Wzięłyśmy koszyki i kupiliśmy chleb, ser żółty, sok pomarańczowy i takie tam inne. Po kilku kwadransach staliśmy przy kasie. Sprzedawca zapakował nam towar i poszliśmy spowrotem. Baśka usiadła z naszymi siatkami na najbliższej ławce, a ja poszłam do automatu z telefonem zadzwonić. Taksówka przyjechała błyskawicznie. Wzięłam od Baśki moje siatki i wsiadłyśmy do taksówki.
- Baśka, przyjdziesz do mnie do domu, zaraz jak zaniesiesz zakupy? - zapytałam.
- No... to zależy od mojej mamy. Zadzwoń, a ja dom ci odpowiedź, okey?
- Okey. Pokaże ci mój nowy obraz. - Resztę jazdy przesiedziałyśmy w milczeniu. Potem poszłyśmy do domu.
- Pa, Basiu! - pożegnałam się z koleżanką.
- Pa! - odpowiedziała. Zaniosłam siatki i dałam mamie resztę. Napiłam się soku i zadzwoniłam do Baśki.
- Hej, to ja. Przyjdziesz do mnie? - zapytałam z ciekawością.
- Nie, niestety nie mogę. Teraz muszę odrobić lekcję, a potem mamy razem z mamą jechać do babci. - odpowiedziała ze smutkiem.
- Trudno. Najwyżej wpadniesz do mnie jutro. Narazie! - odpowiedziłam odkładając słuchawkę. Zaczełam sie zastanawiać co teraz zrobić. Włączyłam komputer. Weszłam na czat. Było dużo osób. Nagle zaczęła ze mną rozmawiać jakaś dziewczyna. Była w moim wieku i mieszkała niedaleko mnie. Bardzo dobrze nam się rozmawiało i dobrze ją poznałam. Miała na imię Sylwia. Miała podobne zainteresowania co moje. Zapytała czy chcę się z nią spotkać.


CDN.

Khaterine 08.03.2005 20:00

To będzie krótke zakończenie:

5 lat później...

Nie!!!
On wraca...
Dziewczyny nie ma, ale Magdalena i Pawełek...
Już w następnym tygodniu...
Ktośdzwoni...
Magdalena...
Płacze, pewnie nie chce jego powrotu...
-On nie żyje! Powiesił się... zostawił list..
Drodzy,
Bardzo was kocham, ale wiem, że Was krzywdz, wybaczcie, żegnajcie.
Piotr


KONIEC

Basieńka 09.03.2005 16:33

Cytat:

Napisał Basieńka
Część 4 "LIST"

Poszłam do babci i powiedziałam jej wszystko, a ona? Zamiast mi pomóc, oskarżyła mnie o kłamstwo i uderzyła w twarz tak perfidnie, że upadłam na podłogę. Straciłam przytomność. Widziałam siebie 4 lata temu z tatą i mamą. Śmiali się do mnie. Biegłam do nich i.... Obudziłam się w szpitalu.
- Mało brakowało, a mała odpłynęła by nam na dobre. -Widziałam jak za mgłą mężczyznę w białym fartuchu.
- Najprawdopodobniej zabierzemy ją do domu dziecka, była bita i molestowana, a ponad to znęcano się nad nię psychicznie.- powiedziała kobieta w niebieskim mundurze.
Gdy odeszli zaczęłam płakać. Niewiem dlaczego. Nagle przyszła jakaś przemiłą kobieta z Jenny:
-Magda! Przeprowadzamy się! Ta pani powiedziała że jest tam dużo dzieci i będzie nam dobrze! -krzyczała mi nad uchem Jenny.
- Taa.... kiedy idziemy do domu dziecka? -spytałam kobietę.
- Za 3 dni, jak tylko wyjdziesz ze szpitala. Jestem Karolina i będę waszą opiekunką.
- Pewno...
- Magda będzie fajnie! Zobaczysz!
Minęły 3 dni i wtedy...

Wkońcu się zebrałam w sobie i piszę dalej.

Część 5 "LIST"
... zabrali mnie do domu dziecka. Wcale nie było tak wesoło jak się zapowiadało. Moja siostra była szczęśliwa, a skoro ona była ja też starałam się być. Z kilometra było widać moje udawanie. Opiekunki prowadzały mnie do psychologa. Ja nie chciałam pomocy. Bałam się jej. Byłam zamknięta w sobie i z nikim nie potrafiłam rozmawiać. Tak minęły 2 lata tej męczarni.
Gdy miałam 11 lat zaczął się walić się całkowicie świat. Opiekunka oznajmiła mi że pewna rodzina chce adoptować moją siostrę, ale mnie nie chcą, bo już jestem trochę za stara. Było ciężko, ale utrzymy wała mnie myśl, że jest jej tam dobrze. Jenny miała nadzieję że jeszcze się zobaczymy, lecz ja wiedziałam że to było nasze ostatnie spotkanie.
Po roku, dzięki moim "przyjaciołom" zapomniałam o całej sprawie....

+Kim byli przyjaciele Magdy?
+Czy na tym kończy się ciąg przykrych zdarzeń?
+Czy rodzina zdecydue się zaadoptować jeszcze Magdę?
=To wszstko w następnym odcinku!

PS. Wiem że mało ale mam mase zadań do odrobienia. Pozdro!

Cocco 19.03.2005 21:02

Opowiadanie
 
Lubię pisać, a z fotami mam problemy, więc tu będą moje opowiadania, w odcinkach.

.................................................. .................................................. .........................................



"Sonia - nastoletnia tajemnica"


Był pochmurny, szary dzień.Sobota.Poranek.Dziewczyna o brązowych włosach, i równie brą


zowych oczach, leżała na łóżku, i myślała. Sonia nie miała przyjaciółki, z którą


mogłaby poplotkować, czy spędzić czas. Najczęściej myślała, i pamiętnik nie potrzebny był by zapamiętać wszystkie zdarzenia. Wszystkie pamiętała.
Myślała właśnie o swoim przyjacielu ze starej szkoły.Ach, kiedy była jeszcze w Weronie!
Tyle pól, gdzie biegała z koleżankami, ten las w którym była z Markiem na pikniku...
Teraz, w Miłowie nie mogła się tak bawić.Tylko sklepy, nic więcej. Pomyślała o Monice Mazgaj.
Najpopularniejszej dziewczynie w okolicy i szkole. Usłyszała dzwonek do drzwi, czyjeś kroki, kluczyki, przekręcony zamek w drzwiach... Zbite szkło...

Cocco 22.03.2005 15:23

"Sonia - nastoletnia tajemnica"
 
Dziewczyna o brązowych włosach, i równie czekoladowych oczach wpatrywała się w okno.
Była sobota.Poranek.Padał deszcz.
"W Weronie było tak cudownie!" - myślała. Odkąd się pzeprowadziła nic nie było takie jak w Weronie.Pamiętała las, gdzie bujał ją


kolega,
Marek.Pamiętała pola, po którrych biegała z koleżankami. Nastolatka w Miłowie nie miała przyjaciół, a żeby zapamiętać cokolwiek, nie potrzebny był pamiętnik.
-SONIA!ŚNIADANIE NA STOLE!-jej przesadnie modna matka , a jednocześnie nadopiekuńcza mamusia wołała ją do stołu.
-SONIA!!!-odchrząknął gniewnie przesadnie bogaty ojciec. Na szczęście, nie chciał się przeprowadzać.

Gdy wreszcie mogła odejść od stołu położyła się w swoim pokoju. Pole, las... Wszystko jej się przypominało...
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi, kroki matki, szelest kluczy, zamek do drzwi... zbitą


szybę...

KOMENTUJCIE!!!
***
Co się stało?
Czy Sonia będzie jeszcze w Weronie?
Kogo spotkała na swojej drodze?

moniak1993 03.07.2005 21:33

Losy nastolatki i jej matki
 
Mały wstępik :

Matka (Jenny) : lat. 35, brunetka o oczach niebieskich,wychowuje sama 15 letnią córkę ponieważ mąż ją i jej córkę bił. Matka postaniowiła,że sie przeprowadzi do innego miasta i tak się stało.Teraz mieszka razem z córką w Paryżu.

Córka (Nicol (czytaj Nikola) ) : lat 15,ma chłopaka Dejvida, uwielbia sluchac muzykę,chodzic na spacery,spotykac sie z Dejvidem i przyjaciółmi.

Dejvid : 15 lat .Chłopak Nicol.. niedokonca szczery wobec niej

Andzelika : 16 lat. Była dziewczyna Dejvida.. lubi rozwalać dobre związki

Iza : 17 lat. Kolezanka Dejvda którą kiedys pocalował...

I inni ... których przedstawie pozniej w odcinkach bo wypisywac nie ma sensu

Odcinek 1 .

2004 r. 15 lipiec
W Paryżu nastał nowy dzień, Nicol jeszcze spała a jej mama Jenny robiła śniadanie dla swojej córki i dla siebie,gdy już je zrobiła postanowiła obudzić spiocha na śniadanie, poszła na górę i lekko zapukając powiedziała :
- Nicol, wstawaj !!!!! - krzykneła mama
- Mamo są wakacje, daj mi pospać !! - powiedziała głośnym tonem zdenerwowana Nicol.
- Śniadanie stygnie, no wstawaj już !! - powiedziała mama i poczym pomkła na dół zjeść śnadanie.
Nicol wstała ,przetarła oczy i pościeliła łóżko, gdy kończyła brać kompiel jej zadzwonił telefon :
- Słucham, kto mówi? - zapytała
- To ja Dejvid, może się spotkamy ? jest ładna pogoda, moze sie przejedziemy do parku? - powiedział z nadzieją.
- Dejvid... ja dopiero wstałam musze zjesc sniadanie... oddzwonie do ciebie - odpowiedziała.Nastepnie odłozyła słuchawke i poszła na dół zjeść śniadanie. Gdy zeszła na dół mamy w kuchni nie było, ani w kuchni ani w całym domu.. :
- Dziwne... ? - pomyślała i dalej jadła.
Zjadła i zmyła po sobie talerz i biegiem napisała smsa do Dejvida :
Czesc kotku, jesli zaproszenie do Parku jest nadal akutalne to przyjdz do mnie o 13:00. Czekam i całuje, Nicol . W tym czasie dziewczyna,ubrała sie w swoje nowe ciuchy i umalowała. Gdy wybił zegar 13 :00 do domu zadzwonił dzwonek , za dzwiami stał Dejvid . Nicol poszła mu otworzyc dzwi i namiętnym pocałunkiem go przywitała. Za jakies 15 minut byli już w parku ...
- Dlaczego sie nie odzywasz? coś sie stało ? - zapytał zaniepokojonym tonem Dejvid.
- Chyba nic,dziś mama wyszła rano z domu i nawet nie poweidziala dokąd i gdzie .. martwie sie o nią !! - powiedziała
- Spokojnie, wszsystko bedzie dobrze zobaczysz... - pocieszył ją chłopak i poszli w kierunku ławki na której usiedli. Nagle Dejvid zobaczył swoją byłą dziewczynę i ostrorznym krokiem odsuwał się od Nicol.
- Cos sie dzieje? - mrunkeła pod nosem...
- Nie nic , idzie moja kolezanka która nie wie ze jestesmy parą ... wiesz.. - Okłamał ją Dejvid.
- Czesc ! - krzykneła
- Czesc.. czesc - odpowiedzieli... przytuleni do siebie ...
- Ooo widze ze masz nową dziewczynę ? no ładnie.. ale farciara a szkoda ze ja juz nie jestem twoja dziewczyną... pamietasz.. słonce plaza... ? - nie dokonczyła bo przerwała jej oburzona Nicol.
- Co?! to wy byliscie razem ?! jaa... ja tak ufałam tobie ale teraz sie przekonałam ,że jestes zdrajcą!!!! tacy jak inni !!!!! dlaczego mi nie powiedziales ze to twoja byla dziewczyna? tylko mnie okłamałes! co? - krzyczała jak opentana
- Ale.... ale..to nie tak jak myslisz ... zrozum !! ona jest chisteryczka i kazdej taki kit wciska!!! - powiedział zdenerwowany Dejvid i biegł w kierunku Nicol ...
- Zostaw mnie! nie tłumacz się ... już wiem co z Ciebie za ziółko ,odsun sie... i wykasuj mnie ze swojej pamieci raz na zawsze.. KONIEC Z NAMI !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzykneła ostrym tonem Nicol i biegła do domu rozpłakana . W tym samym czasie Dejvid kłócił sie z jej byłą dziewczyne (Andzeliką) :
- Jak mogłaś ?! - krzyczał oburzony Dejvid.
- Jak? normalnie... poprostu taka juz jestem... bo pamietasz co było na dyskotece w klubie "Reding" ?? pamietasz?! a teraz dobrze Ci bo zrobilam dokladnie to samo co Ty mi z Izą .
- Iza to nie była moja dziewczyna to była tylko kolezanka ktoramnie pocalowala, a teraz dossc z tym !!!!!! przez Ciebie straiłem dziewczyne !!!!! nigdy Ci tego nie wybacze - powiedzial załamny Dejvid i pobiegł w kierunku domu. Gdy wbiegł do domu rzucił sie na kanape i zaczoł rozpaczliwie szlochać. I dokladnie w tym samym czasie Nicol robiła to samo i zamartwiała sie o bedzie z jej losem i jej mamą która wyszła rano i jeszcze nie przyszła do domu, a Andzelika mysli co zrobić aby oni nigdy nie byli razem...

1.Co bedzie z Nicol i Dejvidem? czy bedą razem?
2. Gdzie sie podziała i kiedy wroci Jeny matka Nicol?
3. Czy była dziewczyna Dejvida wykozysta okazje i uknuje jakiś plan?

To i wiecej w nastepnym odcinku !

moniak1993 03.07.2005 22:56

Losy nastolatki i jej matki. Odcinek 2
 
Odcinek 2

Nicol leżała na łózku w swojim pokoju i rozmyslala ze łzami w oczach co bedzie dalej ? gdy nagle słyszy ze ktoś wkłada klucz w dzwi ... "Oho, to napewno mama,nie moze mnie zobaczyc w takim stanie!" - powiedziala sama do siebie i pobiegła szybko umyć twarz. Nicol zeszła na dół i zobaczyła swoją mamę przymierzającą nowe ciuchy.Uśmiechneła się i powiedziała :
- Ładna bluzka i te spodnie są też fajne... - powiedziała podejrzliwym głosem
- No dzieki, co Ty taka blada jestes? coś się stało? - dopytywała się Jenny
- Nie,nic.. jest wszystko ok - Powiedziala uśmiechając się Nicol
Naglę mama rzuciła powalający pomysł który powalił Nicol z nóg :
- Wiesz tak sobie pomyslalam,że może zaprosimy dzis Dejvida na kolacje? wkoncu muszę go bardziej poznać,kupiłam sobie specjalnie sukienke na tę okazję. - Powidziala z iskierką nadziei Jenny.
- Mamuś,yy.. Dejvid musiał wyjechać .... do ... swojej babci... i .. nie przyjedzie prędko.... - Mówiła wykręcającym się tonem
- Rozumiem , no nic przełozymy to na inny termin - Powiedzieła i pomkneła do kuchni pichcić ciasto.
Gdy Jenny poszła Nicol odetchneła z ulgą i stała w jednym miejscu przez kilka minut ... gdy naglę zapiszczała komórka " Piiip....piiiiiiiip.......piiiiiiip" Nicol była w szoku jak czytała smsa : " I co ? jak sie bawisz kretynko? dobrze Ci? bo ja z Dejvidem sie swietnie bawimy, wlasnie siedzimy w jakuzzi i całujemy się namiętnie... pa złociutka " Nicol zamurowało lecz domyślała się ze to sprawka Andzeliki.Mama zapytała się córki :
- Córuś, kto to napisał SMS'a?
- Koleżanka... - odpowiedziała Nicol odtrząszająca się ze szoku którego doznała po SMS'ie.
- Chodz na deser,obiad Ci dziś daruje ! - Mówiąc to nakładała przekładańca dla siebie i córki.Nicol milczała przez cały czas. Lecz naglę zadzwonił dzwonek do drzwi :
- Mamo, ja pójde otworzyć a Ty pozmywaj naczynia,zaraz wracam - uśmiechając się słodko poszła. Gdy otworzyła dzwi zobaczyła faceta w kominicarce ten ją uderzył i zaklejił usta taśmą następnie włożył do samochodu i odjechał. Jenny pozmywała naczynia i zapytala się :
- I co? kto tam jest ?
Lecz nikt nie odpowiadał .Poszła na przedpokoj i zobaczyła tam liścik "Mamy twoją córkę niedługo damy Ci namiary jak i co,bądz w domu i czekaj na sygnały i nie wzywaj glin bo twoja córka zginie! " Czytając to zaczeła płakać i powiedziala sama do siebie:
-Matko Boska! muszę coś zrobić..tylko co ?!
Poczym chwyciła słuchawke od telefonu i wykrąciła numer na policje:
- Halo?! Policja?! porwali mi córkę ! porawli ją spod domu jakies 20 min temu. Nie wiem kto to był ! bo zmywalam naczynia. - mówiła zdenerowana Jenny
- Spokojnie,zaraz przyjedziemy - Pocieszył ją policjant
Za 5 min policja już była spisała protokół i wziela zdjęcie córki.
Jenny, poszła spać bo była wykonczona i miała nadzieje ze znajdzie się jej córka.

1.Czy porywacze dadzą znać?
2. Czy policja znajdzie Nicol?
3.Co powie Dejvid na wiadomość o porawniu Nicol ?

To i wiecej w nastepnym odcinku !!!!!! Zapraszam do czytania

Cocaine 04.07.2005 21:53

Znóóów coś nowego... tamto było nieciekawe :P



Część I.
Młoda dziewczyna z łomotem zbiegła ze schodów. Z kuchni dobiegło głośne westchnienie, a po chwili płacz noworodka.
- Znowu ją obudziłaś! - wykrzyknął w przestrzeń ojciec próbując uciszyć trzymiesięczne dziecko. kiedy pokołysał wózek nogą z garnka zobaczył jedynie smużkę ciemnego dymu.
- Ech... - westchnął i bez większych nadziei zbliżył się do rondla. Ledwie uchylił pokrywkę straszliwy dym wypełnił każdy kąt przestronnej kuchni pomalowanej na jasnożółty kolor.
- Coś się stało? - zapytała chodząca piękność Magda, siostra przeuroczej Justyny, która była fanką mocnego rocka i miała szczególnego bzika na punkcie glanów, co powodowało wieczne budzenie się najmłodszej Matyldy i jej donośny płacz roznoszony po okolicy.
- Tak. Twoja siostra zbudziła Matyldę, a ja spaliłem wam zupę. Idź coś zjeść na miasto, może złapiesz jeszcze Justynę. - powiedział ojciec i podniósł do góry delikatne malutkie ciałko. Kochał to ciałko jak nikogo na świecie. Jak zdolną Justynę, buntowniczą Magdę.. po prostu uwielbiał. Codziennie odmiennie wymyślał dla niej nowe kołysanki, śpiewał jej do snu nie wiedząc, że siostry po kryjomu się z tego śmieją. Co z tego, skoro coś ułożyło tak czarny scenariusz i wracając z pracy do domu żona miała wypadek i zmarła na miejscu. Od tej pory kochał Matyldę, jakby była młodszym wcieleniem matki. Wierzył, że będzie równie subtelna jak Magda, a będzie miała coś z pazurkiem, jak Magda. Chciał, aby miała piękne, długie i mocne włosy w kolorze orzecha, jakich posiadaczką była mężatka.
- Tato. Ona odjechała i nawet na mnie nie zaczekała. - sprowadziła go natychmiast na ziemię córka, potupując ciągle obcasem od modnego białego klapka. jej szmaragdowa spódnica falowała za nią delikatnie, kiedy niczym anioł szła do swojego pokoju. Po chwili zobaczył ją taką, jaką ją bardzo lubił. W białym pomazianym fartuchu, roboczych spodniach i ciemnych butach w ciapy noszonych do malowania. Po cichu przemknęła w stronę pracowni i przekręciła klucz w zamku. Uniósł się ostrożnie, by nie obudzić córeczki i ułożył ją na wielkim łożu w sypialni, w którym od niedawna budził się sam.
- Tato, pomocy! -usłyszał zza grubych dyktowych drzwi prowadzących na ciasny stryszek. Ojciec przykrył prędko dziecko pieluchą tetrową i wdrapał się na szczyt schodów.
- Otwórz zamek! - krzyknął głośno i nie zdążył - usłyszał jedynie odgłos upadającego ciała. Zaczął uderzać w klapę nad głową. Po chwili jego pięść wybiła dziurę. Sięgnął długą ręką do zamka i przekręcił go dwukrotnie. Kiedy klapa opadła na drugą stronę poczuł swąd. Swąd palącego się ubrania, nasiąkniętego terpentyną. Natychmiast podskoczył i pobiegł w głęboki kąt gdzie leżała jego córka. Natychmiast ją zniósł na dół i rozebrał ze zwęglonego ubrania. Przyłożył do oparzonej prawej ręki zimny kompres i patrzył bezczynnie, dopóki spróchniałe drewno nie zaczęło się kruszyć. Pobiegł do łazienki i nabrał kilka wiader wody, po czym polewał palące się prace wodą. Nic już nie przypominało rozkosznych pejzaży, to było coś masakrycznego, co na pewno nie ucieszy jego córki.
- Tato... - usłyszał z dołu i zbiegł po schodach. Jego córeczka była podejrzanie blada i dziwnie oddychała. Usłyszał syczenie z góry i domyślił się, że ostatnia iskra została zagaszona. Ojciec sięgnął po słuchawkę i wykręcił numer pogotowia. Kiedy karetka zajechała na miejsce córka nie była już blada, ale sina.
- Przepraszam, gdzie jest pacjentka? - zapytała młoda kobieta, a na wskazany przez ojca palcem kierunek pędem pobiegła do tego pokoju. Wszyscy w domu mogli usłyszeć jak naciska na sztywny woreczek wypełniony tlenem i pompuje go do płuc dziewczyny. Po chwili Magda była niemal niebieska na całej powierzchni twarzy. Lekarze prędko znieśli ją na sztywnych noszach do karetki i odjechali prędko. Ojciec chwycił za słuchawkę.
- Halo? Justyna? - zapytał niepewnie, bo nie był pewien, czy wybrał w pośpiechu dobry numer.
- Co jest, nie możesz znaleźc pieluch? - zapytała i pociągnęła z głośnym żłopnięciem łyk jakiegoś trunku.
- Magda pojechała do szpitala. Przyjedź do domu, albo do szpitala, byle ktoś z nią był. - wyrecytował prędko ojciec i niemal widział, jak dziewczyna bieleje przy telefonie.
- Lecę do domu. - odparła. Wyłączyła telefon. Ojciec przewinął dziecko i trzęsącymi się rękami naprędce zagotował mleko. Spojrzał na ciepłą butelkę i wstawił ją do ciepłej wody w garnuszku. Trzaśnięcie drzwi objaśniło wszystkim obecnym w mieszkaniu, że Justyna powróciła.
- No dobra, jestem. Lecę do młodej, a ty idź do Magdy. Paaa. - powiedziała i wbiegła po schodach na górę. Po raz pierwszy zobaczył stopy swojej córki bez glanów w idealnie białych skarpetkach. wsiadł do samochodu i odpalił silnik. pojechał prędko, nie patrząc na światła w stronę szpitala. Dopadł recepcji, a jeszcze szybciej minęły go nosze na kółkach z jego córką na środku.
- Co się dzieje?
- Potrzebna nam szybka reanimacja. stan krytyczny. - powiedziała lekarka i popędziła za nimi w stronę gabinetu zabiegowego.

moniak1993 04.07.2005 22:19

Odcinek 3.

Gdy Jenny wstała pościeliła łóżko i poszła do łazienki umyła się i ubrała poczym zeszła na dół i postanowiła coś "przekąśić" bo na jedzenie obfite nie miala ochoty, gdy coś zjadła poszła zadzwonić do Banku i zapytać o kredyt :
- Bank SimSimelon, słucham?
- Chciałabym wziąść kredyt.. .
- Tak? a ilę?
- 90.00 tys.
- Przepraszam ale takiej kwoty nie możemy udzielic. Przykro mi.
- Ale tu chodzi o życie mojej córki !!
- Rozumiem,ale naprawdę ... proszę zadzwonić do Banku SimSimelonowTysiac tam udzielają takie kredyty.Jenny wkurzyła się i walneła słuchawką następnie ją podniosła i zadzwoniła do banku SimSimelonowTysiac :
- Bank SimsSimelonowTysiac, słucham?
- Chciałabym wziąść kredyt na kwotę 90.00tys.
- Dobrze, proszę podać danę i w tydzien gotowka bedzie!
- W ile ?
- W tydzien.
- Jak to? ja mam 1 dzień!
- Proszę się uspokojic i poczekać cierpliwie.
- Tu chodzi o zycie mojej corki!
- Dobrze,to zmienia postac rzeczy, kredyt bedzie gotowy na jutro do odbioru o 10:30.
- Dobrze,będę napewno!
Jenny uszczesliwiona usiadła na fotel i rozmyslala... aż usneła. Gdy w tym czasie co Jenny słodko spała i śniła Nicol była bita i kopana przez swojich porywaczy. Naglę wybił ją ze snu telefon obudziłą się cała oszołomiona i szybko podbiegła do słuchawki :
- Tak?
- Mamy Nicol jesli jutro kasa nie bedzie na miescu to dziewczyna zginie na Twoich oczach!
- Kasa załatwiona będzię napewno.
- To dobrze,spotykamy się jutro,bądz sama bez żadnych GLIN!
- ALe...
- No?
- Dajcie mi chociaz usłyszec córkę! porywacze odklelili tasme i dali do słuchawki zapłakaną Nicol :
- Mamuś,tęsknie.. i kocham Cię! nie mogę sie doczekac jak Cie zobacze..
- Wszystko bedzie dobrze, uspokoj się,już jutro bedziemy razem..
Gdy rozległ się dzwiek w słuchawce :
Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip.....
Jenny się rozpłakała lecz nie długo płakała bo ktoś dzwonił do drzwi. Gdy je otworzyła zobaczyła Dejvida. :
- Jak dobrze ze jestes..
- Coś się stało?
- Nie nic..
- Załatwiła Pani kredyt?
-Tak..
- To dobrzę ja muszę już iść. Będę jutro o 10:00.
Po tych słowach Jenny poszła zjesc kolacje nastepne poszła sie umyc i poszła spać.Bo przed nią trudny dzień!

--------------------

1.Czy porywaczę oddadzą Nicol?
2.Czy Nicol się pogodzi z Dejvidem?
3. Czy Jenny i Nicol będą już na zawsze razem?

To i wiecej w nastepnym odcinku! Zapraszam do czytania!!!!!!! i komentowania

Meginia 07.07.2005 17:31

moniak... błagam, jak juz dajesz amerykanskie imiona, pisz je chociaz poprawnie. "Dejvid" - śmiechu warte... DAVID, dziewczyno, DAVID


Karuś, ciekawe... chętnie przeczytam kolejny odcinek :)

moniak1993 08.07.2005 21:22

Odcinek 4.

Przepraszam ze nie pisałam kilka dni odcinka lecz forum mi nie wchodzila ale oto jest nowy odcinek :

Gdy zegar wybił 7:00 Jenny wstała,zaścieliła łóżko i usiadła na krzesło rozmyślając co będzie dalej? czy odzyska córkę? po pewnym czasie wstała gwałtownie i poszła się umyć gdy o tym myślała chciało jej się płakać.Zeszła na dół i zadzwoniła na policje zgłosiła jeszcze raz zaginięcie córki lecz powiedizala ze dziś będzie dawać okup, policja będzie gotowa na czas. Jenny uspokojiła się i poszła wreszcie coś zjeść,zrobiła sobie zapiekanki. Zjadła i zmyła.Chwile potym położyła się na łóżku i zaczeła czytać ksiażkę. Gdy zegar wybił 10:15 Jenny wstała i umyła ręce,zaraz potym zadzwonił dzwonek,za dzwiami stał Dejvid :
- Przepraszam Panią za spoznie. - powiedzial miło Dejvid.
- Nic nie szkodzi, chodzmy do Banku - Odpowiedziala Jenny.
Byli w banku już za 10 minut, wzieli piniądze i poszli do pobliskiego baru na kawę. Jenny bardzo pilnowała walizki z 90.00 tys. :
- Wie Pani?... gdy byłem mały uważałem się za bochatera a gdy dorosłem i poznałem Pani córkę Nicol moje życię się zmieniło - zaczeł opowiadac Dejvid.
- W jakim sensie zmieniło? - zapytała zdziwiona Jenny
- W sensie takim, ze zdroslałem i zmądrzałem. - odpowidział zadowolony i dumny.
- To jak każdy,każdy był kiedyś mały i teraz wydoroślał i zmądrzał - odpowiedziała z uśmiechem i popiła łyka kawy.
- Oj, już 11:30... - powiedziała
- Tak... już niedlugo bedziemy mieli Nicol - powiedział Dejvid.
Dopili kawę i zapłacili. W pewnym momęcie rozległ się dzwonek komórki :
- To napewno porywacze! - krzykneła że aż wszyscy się zglądali poczym wyjeła komórkę i odebrała telefon:
- Bądz na dworcu koło peronu 122 w SimCity, tylko żadnych glin, do zobaczenia! - powiedział gruby męski głos w słuchawce. Jenny i Dejvid złapali taksówkę i pojechali na dworzec do SimCity,policja była gotowa teraz czekali na porywaczy,podjechał czarny BMW i wzioł ze śmietnika worek w którym był okup. Puścili Nicol i odjechali lecz nie na długo bo policja ich i Andzelikę która była w BMW dopadła i wsadziła za kratki. Nicol widząc mamę i Dejvida krzykneła :
- Kocham Was!!!!!!
- Misiu przebaczam Ci wszystko.Kocham Cię... - mówiąc to zaczeła płakać i pocałowała go romantycznie a łzy ze szczescia płyneły jej po policzku. Dejvid obioł ją romatycznie i odwzajemnił jej pocałunek gdy zakochana para skonczyła się całować, Nicol podszła do mamy uściskała ją i porozmawiala, w drodze do domu opowiadała jak była bita.Gdy była już w domu usiadła na normalnej kanapie i objeła Dejvia i poweidziała mu na ucho :
- Wiesz,że za dwa dni mam 18-ste urodziny? - zapytała szeptem
- Tak wiem,pamietam... - powiedział usmiechaja sie szczesliwie Dejvid. Gdy nastał wieczór Dejvid poszedł do domu. Nicol i Jenny do poznej nocy rozmawiali i cieszyli się ze są razem już na zawsze. Jenny obiecała ze juz jutro pojedzie do centrum i zamówi tort na urodziny a nastepnie zaprosi gości których Nicol będzie chciała. Gdy nastał nowy, zupełnie nowy dzień Jenny wstała poszla sie umyc i ubrac gdy zeszła na dół zaczeła brać się za zrobił jej ulubione zapiekanki.Nicol jeszcze spała lecz gdy się obudziła poszla się umyć i zaszła na przepyszne śniadanie gdy je zjadła poszla pogadać na Gadu-Gadu z Dejvidem. Mama powiedziala ze jeedzie do centrum,kupić prezent i zamówic tort.A Nicol marzyła o nowej Noki 61f5 z aparatem cyfrowym...miała nadzieje ze mama jej taką kupi...

1.Kto przyjdzie na Nicol urodziny?
2.Czy ktoś kupi Nicol najnowszą Nokie 61f5 z aparatem?
3.Czy Nicol bedzie zadowolona ze swojej 18-stki ?
4.Czy wezmie z Dejvidem slub?

To i wiecej w nastepnym odcinku! Zapraszam do czytania!!!

moniak1993 09.07.2005 21:59

5 (ostatni odcinek)

Nicol została sama w domu,zamkneła dzwi na zamek za mamą i usiadła na kanapie wzieła kartkę i długopis do ręki i wypisywała swojich znajomych których zaprasza na urodziny.Gdy już skończyła odłożyła wszystko na swoje miejsce i poszla po sok,wypiła szklankę soku i poszła zadzwonić do Dejvida :
- Dzień Dobry tu mówi Nicol. Czy jest może Dejvid? - powiedziała miłym głosem
- Dzień Dobry! , przykro mi, nie ma Dejvida, gdzieś wyszedł... - odpowiedziała Marina, mama Dejvida.
- Dziękuję, do usłyszenia... - powiedziala i odłożyła słuchawkę nie czekając na odpowiedz.Pomyślała sobie ze moze zaraz przyjdzie... lecz nikt się nie zjawił.Do domu wparowała Jenny :
- Jak dobrze ze jestes! tort będzie na 15:00 a goście na 18:00 ,zaprosiłaś swojich znajomych? - mówiła zsapanym głosem Jenny.
- Tak, a teraz daj mi te torby i usiadz,zrobie Ci herbaty. - Powiedziała i poszła w stronę kuchni
- Dziękuję, jesteś kochana - krzykneła Jenny.
- Ale to ciężkie! - krzyczała z kuchni Nicol. Gdy Jenny siedziała i odpoczywała Nicol rozpakowała zakupy i zrobiła herbatę i ruszyła w strone salonu. Gdy skonczyła rozmawiac z mamą,poszla do swojego pokoju umalować się i ubrać w najlepsze ciuchy,Jenny odebrała tort i przygotowywala balony i serpentyny.Gdy zegar wybił 18:00 zaczeli się schodzić goście i Dejvid też przyszedł:
- Witaj kochanie! - powiedzial Dejvid i pocałował Nicol.
- Hej ! - powiedziała z uśmiechem na ustach po słodkim pocałunku wszyscy zeszli się do salonu gdzie ma się odbyć przyjęcie urodzinowe,Nicol zdmuchneła świeczki i stała się DOROSŁA !!! gdy ujżała się w lusterku była rewelacyjnie szczupła i ładnie ubrana dziewczyna poszła nałożyc gościom tort i po torcie rozpakowywała prezenty, od Anety : naszyjnik z listerą N. , od Marcina : grę komputerową i słownik, od Agnieszki : wachlaż i spódniczke , od Mamy : bluzkę i spodnie jennsy a od Dejvida : sukienkę i Nokie 61f5 z aparatem, jak zobaczyła tą komórkę to aż podskoczyła z radości. Po oglądnienciu wszystkich prezentów i zjedzeniu kawałka tortu urodzinowego Dejvid ustał na środku salonu z Nicol i poprosił ją o rękę,oczywisie sie zgodziła, po 2 miesiąch wzieła ślub z Dejvidem a za rok urodziła im się córka o imieniu Kornelia . I żyją długo i szczesliwie...

=======================================

Oto koniec historii Nicol i Jenny. I jak wam się to spodobało???

zlota_rosa 23.07.2005 19:08

coś
 
Ta historia wydarzyła się w 2005 roku w małym mieście.
Był jakiś jeden zwykły dzień,taki jak każdy.Iza,która miała 16 lat właśnie szła do sklepu.Weszła do sklepu,kupiła co potrzebowała i wyszła z niego.Zaczęła wracać.Była już dosyć niedaleko domu,gdyniezauważyła dziury i potknęła się o nią.Jeszcze niezdążyła wstać z ziemi,kiedy zobaczyła człowieka idącego w jej stronie.Zaczęła się podnosić,kiedy człowiek kopnął ją w brzuch i znowu upadła.Mężczyzna wyjął nóż i kiedy Iza to zauważyła wystraszyła się i zaczęła krzyczeć.Lecz mężczyzna zacząć przybliżać nóż do szyji i Iza umilkła.Nie wiedziała co zrobić.Strasznie się bała.Po chwilowym wahaniu,mężczyzna wkońcu przybliżył mocno nóż i mocno przeciął szyję.Następnie wyjął jej portwel i poszedł.Nikt nie widział tego zdarzenia.Dopiero później ktoś zauważył nieżywą dziewczynę.Potem dowiedzieli się o jej śmierci jej rodzice,lecz w gazetach nic nie pisano.

Elfette 02.08.2005 13:00

Nareszcie zauważyłam ten temat ;P
Już wiem, Rendal, czego się tak czepiasz :P


Małgosia obudziła się o szóstej rano. Odgarnęła brązowe loki z twarzy, przeciągnęła się, ziewnęła i poszła do łazienki.
Półprzytomna stanęła przed umywalką. Nagle dotarła do niej bolesna prawda - dalej była Małgorzatą Marią Nowak, lat osiem, i dalej mieszkała na ulicy Magnoliowej 12 w Miłowie. A szkoda.
A w swoim śnie...
Ech, w swoim snie była śliczną, małą wróżką, która na swoich cudnych zielonożółtych skrzydełkach latała nad górami, lasami, rzekami i wysypiskami śmieci, które niszczyła jednym słowem (wysypiska, znaczy :P)...
Otrząsnęła się.
Mrucząc pod adresem budzika coś, co byłoby obraźliwe (!), gdyby było zrozumiałe, Gosia umyła buzię i zęby. Stając na palcach, popatrzyła na swoje odbicie w lustrze i stwierdziła, że jednak ładniejsza jest jako Gosia Nowak niż piękna wróżka z jaskrawymi skrzydełkami.
Wróciła do swojego pokoju.
Podeszła do komody i po chwili zastanawiania się wybrała czarny T-shirt z wypisanym z tyłu po japońsku "Pamiętaj, że umrzesz" i wielkim jednorożcem z przodu.
Nie był to jeden z tych słodkich, różowych kucyków z rogami, jakie widniały na wszystkich bluzkach jej małej siostrzyczki, Ewy, tylko potężny, biały koń z długim, wąskim rogiem na czole i tatuażem na lewej przedniej nodze. Tatuażem, który przedstawiał nieduży znaczek, który po japońsku znaczył "smok".
Potem otworzyła inną szufladę i wybrała długie, czarne spodnie z kieszonkami po bokach.
A z jeszcze innej szuflady czarne gatki w bałe paseczki.

Przebrała się i zeszła na dół, na śniadanie.


C.D.N

I jak?

zlota_rosa 03.08.2005 18:36

Pisanie
 
To opowiadanie raczej nie będzie w odcinkach,ale nie całe będzie od razu.

To zdarzenie miało miejsce w jakimś parku.Któregoś dnia grupka znajomych wybrała się do parku.Wybrali się tam popołudniu i gdy zrobiło się już ciemno nadal tam zostali.Grupka składała się z sześciu osób.Chłopaków i dziewczyn było po równo.Wszyscy byli w tym samym wieku.W grupce były same pary,które czasem rozmawiały z resztą grupy,a czasem tylko ze sobą.Wkońcu jedna para poszła gdzieś dalej od reszty grupy.Para szła gdzieś przed siebie i rozmawiała.Nagle ktoś dotknął dziewczynę za ramię.Dziewczyna myślała,że to był jej chłopak,ale gdy spojrzała w bok zobaczyła go nieżywego.Leżał na ziemi zakrwawiony.Dziewczyna przestraszyła się i była zaszokowana.Zaczęła wołać ratunku i za chwilę zbliżyła się do martwego chłopaka.Położyła mu głowę na klatce piesiowej i zaczęła płakać.Przyszli jej znajomi,którzy nie wiedzieli co się dzieje.Spojrzeli w stronę gdzie była dziewczyna i gdy zobaczyli,że ich kolega i jej chłopak nie żyje zaczęli ją pocieszać.Lecz trochę im trudno było,ponieważ sami potrzebowali pocieszenia.Ale i tak nie takiego jak dziewczyna martwego chłopaka.Dziewczyna miała na imię Iza,a jej chłopak Romek.Imiona pozostałych osób należących do grupy brzmiały:Weronika,Czesław,Hania,Hubert.
Po pewnym czasie znajomi odprowadzili Izę do domu,a potem ruszyli do swoich.
Jakiś czas później okazało się,że chłopaka Izy zabuił jakiś człowiek,który zabił go dla samego zabicia,bez powodu.

zlota_rosa 04.08.2005 21:59

Pisanie
 
Gdy minął jakiś miesiąc od wypadku znajomi Izy zaczęli się o nią martwić,gdyż nie utrzymywali z nią żadnego kontaktu.Dlatego uznali,że pójdą ją odwiedzić.Poszli do jej domu i zadzwnili dzwonkiem.Dzwonili parę razy i chwilę czekali,ale nikt nie otworzył drzwi.Pomimo tego,że ogólnie Iza nie mieszkała sama,to ponieważ były wakacje rodzina jej powyjezdżała.Iza cieszyła się z tego,ponieważ miała 23 lata tak jak i reszta grupy i chciała za niedługo wyprowadzić się i zamieszkać sama.Ponieważ znajomi dziewczyny wiedzieli,że tylko ona może być w domu i gdy jej w nim nie zastali obawiali się,że chce popełnić samobójstwo.Lecz Hania miała pewną nadzieję.
-Jest jeszcze inna możliwość-powiedziała z lekkim zamyśleniem Hania.
-Niby jaka?-zapytał z nie dowierzaniem Czesław.
-Może ona siedzi w domu i jest tak zasmucona,że nawet nie chce otwierać drzwi.
-Jeśli nawet tak jest to nie wynika z tego nic dobrego.W takim przypadku z zasmucenia popełni samobójstwo,ponieważ uzna,że nie warto już żyć-powiedział z lekkim zasmuceniem Czesław i uznał,że już po ich kolezance.
-Niekoniecznie.Możemy wejść i pocieszyć ją i nie pozwolic na samobójstwo.-powiedziała Hania.
Czesław sprawdził czy drzwi sa zamknięte.
-Nic z tego.Nie wejdziemy do środka.-powiedział bez jakiejkolwiek nadziei Czesław.
-Musimy coś wymyśleć.-powiedziała Hania i zaczęła się zastanawiać.
Minęła chwila i Hania zaczęła krzyczeć.
-Iza otwórz drzwi!Proszę otwórz je!To my!Twoi znajomi!-krzyczała jak najgłośniej mogła Hania.
Pomimo jej krzyków nikt drzwi nie otworzył.Grupka cały czas stała pod drzwiami i rozmyślała co zrobić.
Minęła jakaś godzina i Czesław nie chciał dłuzej czekać pod domem Izy,ponieważ uważał,że nie warto.Zaczął iść w stronę swojego domu.
-Czesław jak możesz?!-zapytała oburzona jego odejściem Hania.
-Mogę.Nie zamierzam tu stać,ponieważ nie ma po co.Chcecie?To stujcie tu i czekajcie na nie wiadomo co.Ja wiem,że już po Izie i tyle.-powiedział Czesław i szedł dalej.
-Jak on może tak mówić?!Trzeba jej jakoś pomóc!-powiedziała zdenerwowana Hania do reszty grupy.
-Hania,ale co chcesz pomóc?Może już nie jest jej tak smutno.Może wyjechała i stara się zapomnieć o tej sytuacji.-powiedziała Weronika.
-Ale nie mamy na to pewności!Musimy to sprawdzić!Nie pozwólmy na kolejną śmierć!-powiedziała zdenerwowanie Hania.
-Haniu nie deneruj się,spokojnie.Spróbujemy zadzwonić do niej i jak odbierze to powinno być wszystko w porządku.-powiedział spokojnie Hubert.
-A jak nie odbierze to co?!To nie będzie wszystko w porządku i tyle?!-krzyknęła nadal zdenerwowana Hania.
-Wtedy pomyślimy co zrobić.Uspokuj się Haniu.Postaramy się jej pomóc.Nie myśl,że ty tylko chcesz żeby żyła.My też jesteśmy jej znajomymi i jej życie nie jest nam obojętne.-powiedział starając się pocieszyć Hanię Hubert.
-Dobra-powiedziała lekko uspokojona Hania.
Choćmy pójdziemy do mojego domu.Napijemy się czegoś i po telefonie do niej najwyżej pomyślimy nad pomocą dla niej.-powiedział Hubert.



(Prosiłabym was żebyście ocenili później to opowiadanie).

zlota_rosa 05.08.2005 12:54

Pisanie
 
Minął jakiś czas i znajomi dzwonili pare razy do Izy,ale ona nie odbierała.
-Musimy szybko iść do jej domu ratować ją!Prędko!-krzyczała Hania.
-Uspokuj się Haniu.-powiedział Hubert.Lecz to nic nie pomogło Hania zaczęła ciągnąć HUberta za ubranie.Nie zaczął iść,więc Hania zaczęła biec.
-Jesteście okropni!To nasza koleżanka,a wy nie chcecie jej pomóc-krzyczała Hania.
-Musimy wymyśleć jak jej pomóc.-krzyknął Hubert.
-Nie ma co wymyślać!Trzeba wywarzyć drzwi!-krzyczała znowu zdenerwowana Hania.
Hubert uznał,że nie znajdzie innego pomysłu i zaczął biec za Hanią.Gdy Weronika to zobaczyła również zaczęła biec.Po niedługim czasie byli już przy domu Izy.Hubert sprawdził czy są napewno zamknięte i gdy okazało się,że tak zaczął uderzać w nie bokiem starając się je wywarzyć.Lecz po chwili zrezygnował.
-Chyba nic nie zrobię.Nie wywarzę ich.-powiedział zrezygnowany Hubert.
-Co?!Nie masz tyle siły?!Nie żartuj!Te drzwi przecież nie są ze stali!-krzyczała zdenerwowana Hania.
-Nie wiem czy tu chodzi o siłę czy o sposób.Poprostu nie potrafię.-powiedział Hubert.
-Jaki niby sposób?!Uderzasz w te drzwi tak jak to robiłeś i tyle!-krzyczała mocno zirytowana dziewczyna.
Hubert podszedł znowu do drzwi i znów zaczął w nie uderzać.Minęła chwila i drzwi były jeszcze nie otwarte,więc Hania podeszła do nich i zaczęła w nie kopać i pchać je.Wkońcu gdy Hubert trochę jeszcze popróbował wywarzył drzwi i weszli do środka.Hania była strasznie zła,że Hubert miał problemy z wywarzeniem drzwi i że zajęło mu to tak długo czasu.Po chwilowych poszukiwaniach doszli do pokoju Izy.Te drzwi były już otwarte.Lecz w pokoju nikogo nie zastali.Hania była rozczarowana.
-O nie!Nie zdąrzyliśmy!Hubert to twoja wina!Nie umiałeś wywarzyć zwykłych drzwi!-krzyczała Hania z twarzą smutną jakby miała się zaraz popłakać.
-Hania słuchaj.Może ona nie zamierza popełnić samobójstwa.Może jeśli nigdzie nie wyjechała poszła gdzieś.powiedział próbując uspokoić Hanię Hubert.
-A jeśli już popełniła?!Idę jej poszukać!-krzyczała Hania i zaczęła biec w stronę wyjścia z domu.
-Hania czekaj!Gdzie ją znajdziesz?Może wszystko z nią w porządku!-krzyczał Hubert,ale Hania tego nie słyszała,ponieważ wybiegła już z domu i myślała tylko o znalezieniu Izy.
Hubert przez chwilę chciał pobiec za nią,ale zrezygnował i zaczął dzwonić do Izy.

moniak1993 05.08.2005 15:26

Ciężkie życie - odc. 1.
 
Witajcie! po długim zasnatowieniu się, pomyślałam ze znów napiszę opowiadanie:). No i juz nawet mam 1 odcinek :),fajnie co nie? tylko ciekawe czy bedzie Wam sie podobał..? hm... no zobaczymy... :). Pozdrowionka. I zapraszam do czytania...


=========================

Ciężkie życie - odcinek 1.

Nad Miłowem wstał nowy słoneczny dzień,mieszkancy Milowa z radością budzili się aby zacząć ten cudowny dzien...ale czy wszyscy sie budzili z radością? nie nie wszyscy...bowiem rodzina Fiks niestety była wyjątkiem.Really [czytaj = Reali] była córką Mirosława i Danuty z pozoru cudowna kochająca się rodzinka... lecz tak nie było, Mirosław nałogowy alkocholik przesiadywał cały dzien w pubie a nawet czasami i całą noc,Danuta pracowała jako sekretarka a Really uczyła się i wysłuchiwała awantur . Pragneła mieć kochającą rodzinę... czy jej marzenie sie spełni?

Relly przysneła na kanapię,lecz jak się obudziła szybko wstała i poszła na dół kręconymi schodami. Mama wyszła do sklepu a Relly zostala sama w domu,jak codzien. Odgrzała obiad w mikrofalówce i zadzwoniła do Edyty :
- Edyta? - zapytała niepewnie.
- Tak to ja,coś się stało? - zapytała.
- Nie nic,chciałabym abyś do mnie przyszła,siedze sama w domu,ojciec w pubie a mama poszła do sklepu a mi sie samej nudzi. To jak wpadniesz? - zaproponowała Really.
- Relly.. przepraszam.. muszę iść na korepetycje z Fizyki później ide na basen a pozniej na dyskoteke, ej a moze sie wybierzemy razem na dyskoteke? rozwerwiesz sie zobaczysz spodoba CI się! - powiedziała wesoło.
- No wiesz nie wiem..muszę pogadac z mam... - nie dokonczyła Relly bo przerwała jej Edyta.
- Dobra dobra... to wpadne do Ciebie po basenie, pojdziemy po zakupy a pozniej na dyskoteke,bede po 16. Pa! - Edyta odłożyła słuchawkę.
Relly stała jak wryta, nie wiedziala jak mama zaraguje na tą propozycję i czy ją wogole puści. Za kilka minut poszła do kuchni i wzieła sobię sok pomaranczowy i zaczeła oglądać swoj serial. W połowie serialu słyszy ze ktoś otwiera dzwi. Podbiegła do dzwi i zobaczyła mamę:
- Czesc mamo - pocałowała mamę w policzek i wzieła od niej ciężkie torby z jedzeniem.
- Czesc córuś,wiesz jakie są ceny? myślałam ze dali pramocje na płyn do mycia szyb bo sie skończył a co sie okazało przy kasie on kosztuje dwa razy drożej! co za zdzierstwo! - opowiadała.
- No widzisz, takie są ceny a w tych obok są ceny nie z tej ziemi. - Mówiła wkładając do lodowki masło.
- Zrobić cherbatę? - zaproponowała Really
- Tak z chęcią, troszkę zmarzłam,niby jesien a pogoda sie przeistacza w zimę. - Odpowiedziała.
Za 5 minut cherbata była gotowa,Relly zrobila garaletkę i wszystko zaniosła do salonu :
- Mamo, a Ty dzis nie pracowałaś? - zapytała ze zdziwieniem
- Tak ale krócej. - odpowiedziała.
- Mamuś,zaraz powinna być Edyta. - powiedziała.
Mówiąc to rozegł się donośny dzwonek do dzwi. Really podbiegła otworzyc.:
- Już idę! - krzykneła.
- Dobrze,poczekam - odpowiedział głos zza dzwi.
- Hej. - powiedizala Edyta.
- No hej,wątpie czy mama mnie puści. - mówiła ze smutkiem Really.
Dziewczyny przeszły do salonu gdzie siedziała na fotelu mama Really:
- Witam Panią. - Powiedziała nieśmiało Edyta.
- Witaj Edytko! - natychmiast odpowiedziala jej mama Really.
- I co slychac ? - dopytywała się Danuta.
- Nic ciekawego,mam pytanie... - powiedziala z nutką nadziei w głosie.
- Tak slucham ? - Danuta zamieniła się w słuch.
- Czy by puściła Pani Relly do mnie na noc? no wie Pani.. - zapytała się Edyta
- No nie wiem... - nie wiedziala co zrobic...
- No ale dobrze,jutro o 16 masz być w domu! - zgodziła się Danuta.
- Będę napewno. - Odpowiedziala szczesliwa Really. Ucałowała mamę i zabrała kilka przydatnych rzeczy, nastepne wyszła z domu z Edytą:
- Ej,przeciez mielismy isc na dyskoteke? -zapytała się Really
- Myslisz ze jak bym poweiziala ze na dyskoteke to by Cie pusciła? no pomysl.. - odpowiedziala ze zdziwieniem na proste pytanie.
- No fakt.. no chodzmy tu do tego sklepu - Dziewczyny skierowaly sie do pobliskiego butiku.
Poszły do Edyty i umalowaly sie i ubraly sie w nowe kracje razem z Edytą poszly po Agę i Suzi .Wszystkie razem poszły na dyskotekę. Gdy dotarły na miejsce weszly i pociągneły za klamkę, w srodku ujrzaly reflektory,dj BoBo,pełno świateł i duchoty. :
- Ja tam nie wchodzę.. - powiedziala sie oddalając Really.
- Dlaczego ? - zapytluy sie chorkiem.
- No chodz nie wyglupiaj się. - wzieły ja pod reke i zaprowadzili do wnetrza.
Nagle podszedł do Really młody i przystojny brunet o piwnych oczach i ciemnej cerze pytajac sie :
- Hej,zatanczysz?
- Z chęcią. - odpowiedziała.
Gdy weszli na parkiet obioł ją delikatnie i spojrzal jej głęboko w oczy pytając :
- Jak masz na imię?
- Relly - odpowiedziala niesmialo
- Ja Mateusz. Jestes ładna wiesz? - zblizył sie do niej i ją romantycznie pocałował...

================


1. Jak zaragują na to Really kolezanki?
2. Co zrobi Really?
3. Czy dowie sie o tym Danuta matka Really ?
4. Co powie ojciec na temat nieobcenosci Really w domu?

To i wiecej w nastepnym odcinku!

=========================

I jak ? pisać dalej???

Ps. Zapraszam do czytania i komentowania:)


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:43.

Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2014, Jelsoft Enterprises Ltd.
Spolszczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin
Wszystkie prawa zastrzeżone dla TheSims.pl 2001-2012