Odcinek 1
Popołudniowe promienie sierpniowego słońca leniwie wkradały się do pokoju i delikatnie oświetlały jego błękitne ściany. Przez uchylone okno do pomieszczenia dochodził zapach sosnowego lasu rosnącego nieopodal domu oraz śpiew dziesiątek ptaków, które w tychże lasach odnalazły swój dom. Lasy te, najobszerniejsze i najcenniejsze w promieniu kilku tysięcy kilometrów, skrywały wiele tajemnic. Legenda głosi, że gdzieś w ich głębi znajduje się cudowne źródło młodości, a każdy, kto napije się z niego wody nigdy się nie zestarzeje. Poza tym Hidden Springs słynie z łagodnego klimatu, wielu uzdrowisk i najstarszego, najbardziej prestiżowego uniwersytetu w całym kraju, uniwersytetu, z powodu to którego do miasta przybyła pewna, śpiąca właśnie w błękitnym pokoju piękność – Katherine Norson.
Dziewczyna, mimo że było już dosyć późne popołudnie, ani myślała się obudzić. Leżała na ogromnym łóżku, pod sobą mając skopaną i pogniecioną jedwabną pościel. Kilka niesfornych kosmyków włosów koloru dojrzałej pszenicy, wydostało się ze skręconego byle jak koka i bezwładnie opadło na jej drobną twarz. Lekkie podmuchy wiatru, wpadającego do pokoju przez uchylone okno delikatnie pieściły ciało dziewczyny, ubrane tylko w dosyć skąpą piżamę.
Błogi sen Katherine miał zostać jednak brutalnie przerwany. Kilka szybkich kroków na korytarzu, ciche skrzypnięcie drzwi i oto do pokoju wszedł pewien brunet, o zagniewanych, zielonych oczach – Matt Brown.
-Kate, halo! Pobudka! Jest już 16, a ty śpisz?! Wstawaj!
-Mmm, yyyy… Co? Matt, coś się stało? Dlaczego mnie budzisz? – spytała blondynka, ziewając.
-Słucham? Myślałem, że nie wychodzisz ze swojego pokoju, bo się uczysz, przypominam ci, że za tydzień masz egzaminy wstępne na uczelnię, a ty sobie tak po prostu śpisz i wszystko olewasz! Przyznaj się, wczoraj wymknęłaś się na imprezę?! Czy ty…
-Przestań zrzędzić jak moja stara babcia, Matt – przerwała Kate – pamiętam o tych egzaminach, daj mi spokój, jak będę chciała to się pouczę. Poza tym, powinni mnie przyjąć za samo nazwisko.
-Tak, bo nazwisko ‘Norson’ otwiera wszystkie drzwi?! – zakpił chłopak –Podobno miałaś przygotowywać się do egzaminów wstępnych, a jakoś nie zauważyłem, żebyś się uczyła.
-Bujaj się. Wypad z tego pokoju, chcę się ubrać, chyba że chcesz popatrzeć? Hmm, wtedy mogłabym pozwać cię do sądu za molestowanie czy coś, wiesz, jak sam powiedziałeś, nazwisko Norson otwiera wiele drzwi.
Chłopak stanął przez chwilę osłupiały, po czym odwrócił się i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
-Palant – mruknęła Kate, gdy miała pewność, że chłopak już jej nie słyszy.
Blondynka z ociąganiem podeszła do toaletki.
Kompletnie nie wiem, co ja tu robię. Nie mam pojęcia, po co oni mnie tu przysłali, chyba nie myśleli, że po tym wszystkim będę miała siły na naukę. Moja matka… Ech, gdy tylko o tym pomyślę, skręca mnie z obrzydzenia. Dziś znów miałam te koszmary, pół nocy przez to nie spałam, a ten kretyn podejrzewa, że wymykam się na imprezy. Gdybym miała tylko już te osiemnaście lat…
Dosyć mocno wyprowadzony z równowagi Matt, postanowił uspokoić myśli i posprzątać dom.
Tam mała doprowadza mnie do szału! Obiecałem Johnowi, że dopilnuję jego siostry i tych jej egzaminów, ale teraz sam nie wiem co robić. Przecież nie mogę jej zmusić do niczego siłą. Cholera, tyle już przeszedłem, tyle razy byłem bliski śmierci, a nie mogę poradzić sobie z jedną małą, głupiutką dziewczyną!
Kilkadziesiąt minut później do salonu weszła Katherine, ubrana złotą, podkreślającą kolor jej włosów sukienkę. Matt w tym czasie skończył sprzątać i zaczął przygotowywać raport do pracy.
-Jeśli jesteś głodna, obiad jest lodówce – powiedział chłopak, nie odrywając oczu od komputera.
-Nie, dzięki. Nie mam na nic ochoty – odpowiedziała blondynka.
-Jak uważasz – mruknął brunet – A co do egzaminów, to rób co chcesz. Nie mam zamiaru się z tobą kłócić, z resztą nawet nie mam na to czasu. Postanowiłem powiedzieć wszystko twojej matce, jak tylko zadzwoni.
-Rób co chcesz, nie obchodzi mnie to. Boli mnie głowa, idę się przewietrzyć, nie wiem kiedy wrócę.
Dziewczyna gdy tylko otworzyła drzwi wejściowe, od razu poczuła lekki dotyk wieczornego wiatru na swojej twarzy. Wzięła kilka głębokich oddechów. Tak bardzo chciałaby, aby ktoś lub coś wyrwało ją z tego stanu odrętwienia, obojętności na wszystko. Kiedyś jej życie wydawało się być idealne, poukładane co do joty. A teraz? Cały ten misterny plan runął jak mało stabilny domek z kart. Na początku śmierć ojca, roztrząsana w mediach przez kilka tygodni, później wyjazd Johna… a teraz jeszcze to. Nagle wszystko przestało się liczyć, mogła nawet umrzeć, nie sprawiłoby jej to za dużej różnicy. Śmierć nawet mogłaby być lepsza od takiego życia jak jej, od życia w świecie, o którym dopiero niedawno odkryła prawdę.
Nagle Katherine wstrząsnął dreszcz.
Nie, nie może tak myśleć. Nie zrobi im tej przyjemności. Będzie żyć, choćby na złość dla tych, którzy ją skrzywdzili.
Ten odcinek nie jest za długi i w sumie nic się takiego nie dzieje, jednak musiałam go wstawić, żeby nadać ogólny zarys historii.
Mam nadzieję, że się podobało i czekam na Wasze opinie. Pozdrawiam!
Aaa, wiem, że wcześniej pisałam, że Matt mieszka w Sunset, jednak po namyśle przeniosłam rodzinkę do Hidden Springs.
Libby edit: Zmniejsz zdjęcia!