View Single Post
stare 09.03.2013, 17:22   #113
rudzielec
 
Avatar rudzielec
 
Zarejestrowany: 31.03.2010
Skąd: Z siedziby Fantastycznej Czwórki.
Wiek: 14
Płeć: Kobieta
Postów: 2,011
Reputacja: 10
Domyślnie Odp: I love you, i kill you.

Przez to ostatnie wieszanie się forum, jestem do tyłu z komentami :/
Cholercia, nazbierało się ich tak dużo, że pewnie musiałabym jakieś dwie godziny spędzić, żeby na nie odpowiedzieć, a na to zbytnio czasu nie mam :<
Na jedną rzecz jednak MUSZĘ odpowiedzieć, bo to coś, czego byłam ciekawa, czy ktoś zauważy, no i ktoś zauważył
Chodzi mi oczywiście o Sub Zera i jego łagodność z ostatniego odcinka. Za niedługo się przekonacie, dlaczego zareagował tak, a nie inaczej, a będzie to kiedy wróci do pałacu
Niektórym się to może nie spodoba, no ale zostaliście ostrzeżeni

No i muszę dodać, że komentarz Dona samą mnie powalił i bardzo miło zaskoczył xD


A teraz następny odcinek :>

ODCINEK 9

- Więc jak to było z tą gotującą krew ślicznotką? – Ermac oparł się o ścianę i spojrzał na trenującego Smoke’a.
Wojownik przerwał ćwiczenia i westchnął głęboko, przewracając oczami.
- A co miało być? Odprowadziłem ją do drzwi i wróciłem przez las, gdzie spotkałem ciebie. Resztę znasz.



- No proszę jakiś ty rozmowny. Pamiętam jak mówiłeś coś o tym, że ciężko było ci się powstrzymać, kiedy chciała zaprosić cię do środka… - Ninja poruszał brwiami.
- Jade miała rację, ty jesteś niemożliwy. – Siwowłosy pokręcił głową na boki.
- A mówiła, że dobrze całuje?
- Co?! To znaczy, że ty i ona… - Smoke zaczął gestykulować rękami, żeby wytłumaczyć o co mu chodzi.
- Ona i ja traktujemy się bardziej jak rodzeństwo, więc nic z tego nie będzie. Po prostu robię sobie z ciebie jaja, żeby zobaczyć twoją reakcję. – Ermac skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Mogłem się tego domyślić.
- Nie bądź już taki wrażliwy, lepiej powiedz co wykombinowało to śliczne dziewczę, że ciężko ci było odejść od drzwi.
- Na Bogów… - Wojownik przejechał dłonią po włosach. – No dobra, powiem ci. Przez cały ten czas kiedy z nią siedziałem, a potem odprowadzałem ją do domu, miałem ochotę ją…
- Bzyknąć? Przetestować skalę jej głosu? A może chciałeś zamknąć jej buzię czymś…
- Dosyć! – warknął Smoke. – Ale masz rację, najchętniej zrobiłbym wszystko, zaczynając od końca. Nie wiem co to było, ale ledwo odszedłem od jej drzwi. Jeszcze te wszystkie gesty… Jakby chciała koniecznie zaciągnąć mnie do łóżka.
- Stary, ewidentnie na ciebie leciała. Wyglądała na konkretnie niedopieszczoną, a kobieta która zbyt długo nie ma faceta, zachowuje się jak wygłodniałe zwierzę. Podsumowując, spieprzyłeś idealną okazję na bzykanie.



- Pocieszam się tym, że uratowałem ci tyłek, przed skopaniem…
- Trochę słabe pocieszenie… No chyba że wolisz facetów.
- Prędzej skocze w przepaść.
Siwowłosy wojownik ledwo skończył mówić, a zauważył Sub Zera, który zmierzał w ich kierunku. Ermac również spojrzał w jego stronę.
- Co tam Sub? – spytał, kiedy ten do nich podszedł.
- Koniec pogawędki, Smoke musi przejąć moją rolę na zamku, na kilka dni.
- Wracasz do klanu? – spytał przyjaciel.
- Tak, muszę załatwić parę spraw. Poza tym chętnie odetchnę od tego, co dzieje się w pałacu.
- To znaczy?
- Właśnie zjawił się brat Kitany i atmosfera nieco się zagęściła… Mam nadzieję, że jednak się wyniesie zanim wrócę, bo będę musiał porozmawiać z nim na pięści.
- Co takiego zrobił, że chciałeś mu oprać gębę? – Smoke’a zdziwiły słowa Sub Zera.
- Powiedzmy, że powiedział coś, co mi się nie spodobało.
- A co z… Kitaną? Dowiedziałeś się chociaż czemu…
- Krzyknęła bym nie zabijał Hasashiego? – dokończył wojownik. – Dowiedziałem. I to również mi się nie podoba. Jeszcze ten jej cholerny brat wszystko komplikuje.



- Ten cały Rain to wnerwiający typek – odezwał się Ermac. – Wyjechał jakieś półtora roku temu, kiedy pokłócił się z księżniczką. Ciągle siał zamęt, ingerował we wszystko co działo się w Edenii, ludzie mieli go dość. Na szczęście spotkałem go tylko raz i obym nie musiał go więcej oglądać.
- Święte słowa młody. Obym ja też nie musiał – powiedział Sub. – A teraz ruszam do klanu, bo chciałbym zdążyć przed zmrokiem.

**************

Dochodziła siódma wieczór, kiedy Kitana zwolniła Smoke’a z pilnowania jej. Dała mu wolną rękę, twierdząc, że lepiej będzie jeśli nie zjawi się na zamku przez kolejne kilka dni, ze względu na Raina, który zaczął się panoszyć, od kiedy tylko się zjawił. Sam Smoke był bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw, gdyż brat księżniczki od rana działał mu na nerwy. Postanowił te kilka dni spędzić z Nightwolfem i Ermaciem, szkoląc przy okazji swoje umiejętności. Ruszył więc placem w stronę lasu, kiedy nagle ujrzał dziewczynę, z którą rozmawiał wczoraj wieczorem. Na sam jej widok, poczuł jak krew zaczyna buzować mu w żyłach. Podejść, nie podejść? Po wczorajszych mękach jakie przy niej przechodził, miał ochotę wziąć nogi za pas, ale kiedy przypomniał sobie słowa Ermaca, który powiedział mu prosto z mostu, że zmarnował idealną okazję…



Stał i przyglądał się jej przez chwilę, walcząc sam ze sobą. Serce kazało mu do niej iść, a rozum krzyczał „uciekaj jak najdalej!”. Z racji, że zawsze słuchał rozumu, tym razem postanowił posłuchać serca. Ruszył więc w jej kierunku pewnym krokiem. Gdy Mileena go zobaczyła, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wczoraj wściekła się jak osa, kiedy zostawił ją samą, dlatego dzisiaj postanowiła dopiąć swego za wszelką cenę i nie chodziło tu już o dostanie się na pałac. Była tak spragniona męskiego dotyku, że gdyby dziś odpuściła, jutro rzuciła by się pewnie na pierwszego napotkanego mężczyznę. Chciała Smoke’a i nic innego nie wchodziło w grę.
- Witaj przystojniaku… - Zakręciła włosy na palcu, uśmiechając się tajemniczo.
- Witaj *Lebrau. – Tak jak przypuszczał, im bliżej niej był, tym szybciej rosła mu na nią ochota.
- Jesteś dzisiaj wolny…? – spytała słodkim głosem.
- A czemu pytasz?
- Bo wczoraj mi uciekłeś… - Przysunęła się do niego niebezpiecznie blisko. – A chciałam cię zaprosić na dobre wino i… - Położyła dłonie na jego klatce piersiowej, przejeżdżając nimi z góry na dół. - Odprężający podwieczorek…
- Mam rozumieć, że propozycja nadal aktualna…? – zapytał obejmując ją w pasie.



- Dzisiaj mogę ci zaproponować najpierw podwieczorek, a dopiero potem wino… - Jedna z jej dłoni, ukradkiem powędrowała do jego spodni.
Smoke drgnął lekko zaskoczony, po czym odciągnął jej rękę.
- Jesteśmy na środku placu… - mruknął jej do ucha.
- No to chodźmy do mnie… - odparła i ruszyła przed siebie.
Siwowłosy wojownik bez zastanowienia poszedł tuż za nią.

****************

Jak każdego wieczoru, Nightwolf usiadł na werandzie i zapalił fajkę, wsłuchując się w odgłosy przyrody. Szumiące drzewa i śpiew ptaków, działały na niego odprężająco. Spojrzał na Ermaca, który medytował nieopodal i rozciągnął się wygodnie na siedzisku. Chłopak radził sobie coraz lepiej. Głód już dawno przestał na niego wpływać, a telekinetyczna umiejętność była coraz łatwiejsza do opanowania.



Mimo iż ich poglądy na świat znacznie się różniły, szaman był zadowolony, że udało mu się dokonać niemożliwego. Nigdy wcześniej żadna istota z Netherrealm nie potrafiła oprzeć się złu, jakie kryło się w jej prawdziwej naturze, a Ermac się temu przeciwstawił, dając sobie szanse na całkiem nowe, lepsze życie.
Nighwolf założył ręce za głowę i zagryzając w ustach fajkę, zamknął oczy, chcąc wsłuchać się w dźwięki przyrody. Niespodziewanie jednak, nastała zupełna cisza. Wiatr ustał, ptaki przestały śpiewać, a słońce zniknęło gdzieś za horyzontem. Mężczyzna otworzył powieki i porozglądał się dookoła. Medytującemu wojownikowi również nie spodobało się to wszystko. Obydwaj podnieśli się z siedzeń i skierowali się ku sobie.
- Ktoś jest w pobliżu. Wyczuwam sporo złej energii… - powiedział Ermac.
- Też to czuję. Lecz to nie jest to co zwykle, ta energia jest wręcz przesiąknięta złem – odparł szaman.
Nagle z krzaków, wyskoczyła ogromna chmara stworów z Netherealm, które rzuciły się na stojącą dwójkę. Większość z nich zaatakowała Nightwolfa, a kiedy chłopak chciał mu pomóc, kilku skutecznie zagrodziło mu drogę. Ninja w czerni nie stanowili większego problemu dla Ermaca, jednak kiedy chciał ruszyć na pomoc szamanowi, na drodze stanęło mu dwóch, o wiele potężniejszych przeciwników.
- Dokąd to…? – Przed jego twarzą wyrósł Scorpion.
- Pójdziesz z nami… - odezwał się drugi osobnik, którego chłopak nigdy wcześniej nie widział.



- Przykro mi, ale nigdzie się dziś nie wybieram. – Oczy, ubranego w czerwień wojownika, rozbłysnęły zielonym blaskiem.
Dwóch na jednego, nie było jednak łatwym wyzwaniem. O ile sam Hanzo był jeszcze do pokonania, o tyle ten drugi miał znacznie więcej siły. Każdy cios zadany Hasashiemu, wracał do niego podwójnie. Ermac bronił się jak mógł, lecz nie potrafił przeciwstawić się rosłemu osobnikowi w czerni, który okładał go, coraz mocniej. Ostatnie uderzenie zamroczyło chłopaka tak bardzo, że nie miał siły ustać na nogach i padł na ziemię. Scorpion szarpnął za szal, który osłaniał jego głowę, zdarł mu go z twarzy i z impetem przyłożył mu z nogi w brzuch, kiedy ten próbował się podnieść. Ninja jęknął z bólu, skręcając się na trawie jak robak, miał wrażenie, że wypluje za chwilę wszystkie wnętrzności. Hasashi złapał go za włosy i nachylił się nad jego uchem.
- To za walkę sprzed dwóch lat… - warknął, po czym pociągnął go do tyłu i uderzył z pięści w twarz.
Krew trysnęła z nosa Ermaca jak z fontanny, a jego ciało mimowolnie przechyliło się do tyłu, upadając na plecy jak bezwładna kukła. Zamroczony mocnym ciosem chłopak, słyszał tylko niewyraźne odgłosy walki dochodzące gdzieś nieopodal.
- Zabieram go do Quan Chi, a ty dokończ robotę i zabij szamana. – Wojownik w czerni zwrócił się do Scorpiona.



- Doskonale pamiętam co mówił czarownik. Żadnych świadków, żadnych poszlak – powiedział Hanzo i ruszył w kierunku walczącego mężczyzny.

********************

Dzisiejszego wieczoru, Jade postanowiła odwiedzić swoją przyjaciółkę. Słyszała o tym, że zjawił się jej brat, a miała z nią jeszcze do pomówienia na temat tego, co zaszło wczorajszej nocy.
Weszła w korytarz prowadzący do pokoju księżniczki i z zaskoczeniem odkryła, że drzwi są otwarte. Już się przestraszyła, że znowu coś się stało, kiedy nagle do jej uszu doszedł odgłos kłótni. Zatrzymała się więc i oparła o ścianę.



- Nie chcę zmieniać pokoju! – krzyknęła Kitana. – Przestań traktować mnie jak małą dziewczynkę, nic mi nie grozi!
- Jeśli Hasashi znowu się tu zjawi, możesz przypłacić to życiem. Jesteś następczynią tronu, którego się zrzekłem, nie chcę żeby coś ci się stało – powiedział Rain. – I nie krzycz, na brata, który chce dla ciebie dobrze.
- Więc traktuj mnie jak siostrę, a nie jak podwładną! – warknęła po raz kolejny.
- Bądź tak dobra i chociaż raz mnie posłuchaj! – Chwycił ją za ramiona i potrząsnął delikatnie. - Nie pozwolę ci tutaj zostać, po tym jak ten świr do ciebie przylazł, ile razy mam ci powtarzać, że nie chcę by coś ci się stało?
Ciemnoskóra dziewczyna postanowiła jednak, że przerwie tę rozmowę. Dobrze wiedziała, że przyjaciółka chętnie odsapnie od brata, więc ruszyła prosto do drzwi.
- Nie przeszkadzam? – zapytała wchodząc do pokoju. Rain i Kitana spojrzeli w jej kierunku. – Było otwarte, więc…



- Och nie, nie przeszkadzasz Jade. – Kiedy mężczyzna ją ujrzał, od razu zwrócił się w jej kierunku.
- Cieszę się. Słyszałam, że dzisiaj wróciłeś, co cię sprowadza? – uśmiechnęła się przyjaźnie.
- To samo co zwykle, muszę zadbać o siostrę.
- Rain, daj spokój… - westchnęła księżniczka.
- Dobrze - odpowiedział mężczyzna. – Ale widzę cię dziś w sypialni na dole, służba zabierze twoje rzeczy – dodał, po czym odwrócił się w stronę Jade. – Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy - skłonił się, po czym wyszedł z pokoju.
Ciemnoskóra dziewczyna zamknęła za nim drzwi i pociągnęła Kitanę w stronę łóżka. Kiedy obydwie usiadły na materacu, odetchnęła z ulgą i złapała ją za rękę.
- A teraz, kiedy pozbyłyśmy się twojego brata, opowiadaj co się dzieje. Gdzie jest Sub Zero? Wczoraj wieczorem uśmiechałaś się z zadowoleniem, a dzisiaj…
- Powiedziałam mu o Hanzo… - spuściła głowę.
- I…?
- Nie był zachwycony…
- Dziwisz się? Mówiłam, żebyś niczego nie przyspieszała.
- Wiem, mam nauczkę… Dzisiaj wrócił do klanu, powiedział, że nie będzie go kilka dni…
- Och, przemyśli sobie wszystko i wróci. Daj mu czas.
- Nie mam wyjścia… - westchnęła.
- No już, uśmiechnij się. – Jade przytuliła przyjaciółkę. - Nie będę cię jednak dziś męczyć tym całym wczorajszym zamieszaniem.



Nagle jednak do ich uszu dotarł krzyk ludzi, dobiegający z zewnątrz. Obydwie natychmiast poderwały się z łóżka i wybiegły na taras, gdzie ich oczom ukazał się przerażający widok. Las po wschodniej stronie zamku, płonął żywym ogniem, który rozprzestrzeniał się w zastraszającym tempie.
Jade stała jak sparaliżowana spoglądając na płomień trawiący drzewa.
- Na Bogów… - powiedziała Kitana. – Kto…
- Ermac… - przerwała jej dziewczyna.
- Co takiego?
- W tej części lasu mieszkał Ermac z Nightwolfem…

*****************

*Lebrau - imię postaci, której twarz ma Mileena, postanowiłam ją tak nazwać, żeby uczcić jej wkład w wygląd Mileeny xDD
__________________
Mój profil na WATTPAD

Ostatnio edytowane przez rudzielec : 10.03.2013 - 00:44
rudzielec jest offline   Odpowiedź z Cytatem