Dziękuję za komentarze
(czekałem z odpowiedzią na kolejny komentarz, ale chyba moi czytelnicy są równie szybcy z pisaniem co ja sam).

Zdjęcia przyciemniam i staram się dać im różne światła, żeby kolorystyka nie była zbyt monotonna. Co do tekstu, możliwe że tak szybko się czyta, bo jest o stronę(!) krótszy niż poprzedni odcinek. Jakoś nie widziałem tu możliwości by rozepchać tekst tak, by nie był naciągany(i żeby Lynette nie jęczała jak w amerykańskiej telenoweli).
Searle - na chwilę obecną mogę wyjaśnić jedynie zachowanie Lynette. Cała jej uwaga była skupiona na chęci obrony Antoinette i nienawiści do jej przyszłych morderców - czyli przede wszystkim Charlesa. Dlatego też gdy zobaczyła ciało doznała tylko niewielkiego szoku(
"Lynette wciągnęła głęboko powietrze. [...] Lynette wycofała się i opadła na fotel stojący przy drzwiach. Nic już nie rozumiała."). Praktycznie go nie znała, wiedziała tylko, że chciał zamordować Antoinette a pewnie i ją samą.
Późniejszy kawałek, czyli jej powrót do pokoju, spowodowany był jej chęcią ucieczki od oskarżeń Charlotte i wydarzeń tego dnia(
"Czuła, że zaraz się rozpłacze, lecz im bardziej starała się powstrzymywać, tym bardziej łzy cisnęły się do oczu. Ruszyła w stronę swojego pokoju, próbując się uspokoić, lecz bezskutecznie. Była zmęczona, zdenerwowana i przerażona, w głowie kołatały się jej różne myśli."). Trudno oczekiwać po niej logicznego działania.
No i jeszcze może wspomnę o samym kawałku z Charlotte. Jak już Antoinette wspominała, Charlotte to rozgoryczona, wiecznie wściekła, przeżarta przez zazdrość kobieta, która wiele straciła, a niewiele zyskała. Strata syna, w dodatku pewnie przez Antoinette, wywołuje w niej nie tyle rozpacz, co nienawiść(
"Gdy spojrzenie jej padło na Lynette, oczy nabiegły krwią, twarz przybrała kolor purpury, nozdrza rozszerzyły się, a ręce zadrżały jakby w hamowanej chęci, by rzucić się na nią i udusić"). Straciła coś,
ktoś musi za to zapłacić.
Nie wiem, moim zdaniem raczej logiczne są działania Lynette i Charlotte, zważywszy na sytuację i ich charaktery, no ale z drugiej strony jestem autorem tekstu, więc moje spojrzenie zawsze będzie trochę inne. Zastanawia mnie co inni czytelnicy o tym myślą(tak, Disiu, ciebie też to dotyczy).