|
|
#11 |
|
Zarejestrowany: 06.07.2009
Skąd: Gdańsk
Wiek: 30
Płeć: Mężczyzna
Postów: 249
Reputacja: 10
|
W jednej z paryskich restauracji, przy zarezerwowanym stoliku siedziała para dziwnych ludzi, chociaż nie byli zbyt bardzo do ludzi podobni. Ona w czarno czerwonej sukni, ze skrzydłami nietoperza i on jakby wyjęty z średniowiecznego zamku. Chociaż inni ludzie spoglądali na nich z wyraźnym poirytowaniem, oni nie przejmowali się nimi, tylko nadal gawędzili w najlepsze.
Tylko jeden człowiek okazywał większe niż inni zainteresowanie parą. Ciągle zerkał ukradkiem w ich stronę, a potem w stronę okna. Nagle ze swojej torby podróżnej wyjął notes i zaczął szybko przeglądać notatki. Po chwili znalazł upragnioną stronę notesu i odetchnął z ulgą, po czym położył banknot na stoliku, przy którym siedział i wyszedł. - Robercie, to nie wypada! – powiedział cicho Shannon puszczając rękę młodzieńca siedzącego obok. – Ludzie patrzą! - Co mnie ludzie obchodzą! – krzyknął podniecony mężczyzna. – Tu i teraz. - Robercie! Jeżeli natychmiast nie uspokoisz się, będę zmuszona zakończyć to spotkanie. Ja jestem porządną kobietą, a nie jedną z tych panienek, z którymi robisz te rzeczy w Petersburgu. Tak, wiem o tym – dodała widząc minę Roberta. – Wiem, że zdradzasz Alicję. - Shannon, nigdy nie ośmieliłbym się zdradzać twojej matki – rzekł oburzony Robert. – A nawet bym się nie odważył. Twojej matce nie sposób się sprzeciwić. - Doskonale o tym wiem, dlatego zgodziłam się dzisiaj z tobą spotkać. - Przepraszam ciebie na moment – powiedział Robert i wstał. – Jak wrócę, to mi dokończysz. Shannon westchnęła i spojrzała w okno. Mężczyzna w czarnym garniturze oddalał się pospiesznie od restauracji, trzymając w ręku notatnik. - Niebezpieczeństwo – szepnęła do siebie wampirzyca, po czym pociągnęła spory łyk kawy. – Niebezpieczeństwo – powiedziała ponownie Shannon. W jaj głowie zapaliła się czerwona lampka. Coś wewnątrz mówiło jej, że powinna uciekać stąd jak najszybciej. Wtedy wrócił Robert. - Już jestem kochanie. Teraz możesz mi dokończyć. - po pierwsze nie mów tak do mnie, a pod drugie wychodzimy stąd natychmiast. - Ale Shannon! Nie możemy tak po prostu wyjść. Ludzie zaczną plotkować… - Zamknij się – krzyknęła Shannon i zerwała się na równe nogi. Rzuciła banknot na stolik, złapała Roberta za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. ![]() Edgar Elidde szedł przed siebie ulicami Paryża. - Byle dalej od tej przeklętej restauracji co? – usłyszał głos dobiegający z tyłu. - Gregory! Myślę, że nasz problem został rozwiązany! - Nie ekscytuj się tak. To jeszcze nie koniec. Nie mamy pewności, czy ta przeklęta Shannon nie uciekła. - To co z tego? Złapiemy ją w domu. - Ty chyba żartujesz. Przecież ona na pewno nie wróci do domu. Będzie wiedziała, że ktoś czyha na jej życie. - Myślę, że już o tym wie. – Edgar uśmiechnął się porozumiewawczo do Gregorego. ![]() - Kupujcie wieści Paryża! – krzyczało dziecko roznoszące gazety w mieście. – Wszyscy przebywający w jednej z najbardziej luksusowych restauracji Paryża zginęli. Kupujcie wieści Paryża! – W stronę chłopca rzuciła się chmara przechodniów zaciekawiona nowiną. ___ Nareszcie zaczyna coś się dziać co?
__________________
indywidualnyobserwator.blogspot.com |
|
|
|
|
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|