Wróć   TheSims.PL - Forum > Simowe opowieści > Opowiadamy jak sobie gramy

Komunikaty

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
stare 06.05.2015, 16:47   #1
Libby
Administrator
 
Avatar Libby
 
Zarejestrowany: 17.01.2006
Skąd: z kabiny F-14 Tomcat
Płeć: Kobieta
Postów: 3,864
Reputacja: 15
Domyślnie Odp: Miasteczko

Oj Łucek, Łucek... Nie no, fajny z niego sim i nie zasługiwał na nieodwzajemnioną miłość, ale... ja tam kibicuję Larysie i Wawkowi Kurcze, że też Wawek musiał zdradzić żonę. Mam tylko nadzieję, że to nie z nim Anita jest w ciąży :/
Agatka to ma wyczucie czasu Fajnie, że jej rodzice się zeszli i oby ostatecznie im się ułożyło

Co do Michasi i Izaaka... Musiałaś tak spełnić wszystkie przepowiednie Mileny? Mówiła, że Michasia będzie nieszczęśliwa... No i stało się... Miałam cień nadziei, że jednak Izaak się zmieni po powrocie...
Obudzony Izaak naprawdę wygląda jak ćpun xD
I tak Cię nie lubię za to, że go uśmiercisz Foch!

PS. Wkradło Ci się trochę błędów
__________________
Libby jest offline   Odpowiedź z Cytatem

PAMIĘTAJ! Źródłem utrzymania forum są reklamy. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
stare 23.05.2015, 13:11   #2
Liv
Moderatorka Emerytka
 
Avatar Liv
 
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
Domyślnie Odp: Miasteczko

/bo gra się ładuje/
Cytat:
Napisał Annetti
Katia w tej żółtej koszuli przypomina mi indiankę
Mi też
Cytat:
Czy Larysa się dowie, że Wawek ją zdradził?
Cytat:
Anita wcale nie jest w ciąży z Wawkiem, prawda?

Cytat:
Ci bogowie często się pojawiają dzisiaj
Ostrzegałam!
LepkiePaluszki23 - ahaha, dobrze, żeś to wyjaśnił A sam Cichocki ma o wiele więcej na sumieniu...
Cytat:
Oby znalazł jeszcze kochającą żonę i nie spędził życia w samotności
To Łuckowi nie grozi na szczęście
Cytat:
Ja bym Wawrzyńca na miejscu Larysy w twarz uderzył.
Co się odwlecze, to nie uciecze
Cytat:
Oby z tej ich wspólnej nocy nie było kolejnego dziecka
Nie no, nie zawsze tak musi się to kończyć
Cytat:
Na początku myślałem, że Izaak umarł, bo w drzewie genealogicznym jest, że zmarł.
No bo umarł Ale nie wtedy xD
Zakochać się w zdjęciach zrozpaczonej Michasi... ;<
Cytat:
Napisał Libby
ja tam kibicuję Larysie i Wawkowi
Ja osobiście też
Cytat:
Mówiła, że Michasia będzie nieszczęśliwa...
To jeszcze nie jest przesądzone!
Cytat:
I tak Cię nie lubię za to, że go uśmiercisz Foch!
Oooj tam
Cytat:
PS. Wkradło Ci się trochę błędów
GDZIE?! Przeczesałam ten odcinek z 5 razy...

Dzięki za komentarze

Cytat:
Jeszcze tylko cztery!
Cytat:
Jeszcze tylko trzy!
Jeszcze tylko dwa!
Wiem, że zastój na forum itedeitepe, ale brak nowych postów od tych, którzy jeszcze tu zaglądają, coraz bardziej pogrąża to forum ;<

Ostatnio edytowane przez Liv : 23.05.2015 - 13:13
Liv jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 01.06.2015, 00:13   #3
Annetti
 
Avatar Annetti
 
Zarejestrowany: 09.05.2013
Wiek: 29
Płeć: Kobieta
Postów: 218
Reputacja: 33
Domyślnie Odp: Miasteczko

Liv, coś słabo idzie z tymi komentarzami

Cytat:
Napisał Liv
Ostrzegałam!
Oj tam, napisałaś tylko żeby dawkować z umiarem Równie dobrze zamiast katastrof, które spadłyby na twoich simów, mogłabyś opisać multum wątków romantycznych, które mogłyby niektórych zemdlić i dlatego mieliby to dawkować z umiarem
Annetti jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 03.06.2015, 19:46   #4
Kowai-Neko
 
Avatar Kowai-Neko
 
Zarejestrowany: 22.11.2014
Płeć: Kobieta
Postów: 12
Reputacja: 11
Domyślnie Odp: Miasteczko

Już długo czytam miasteczko, ale pierwszy raz komentuję. Zauważyłam że Nastka jest spokrewniona z Leonem czy z tego wyjdą jakieś komplikacje? Mam nadzieje że Larysa i Wawek będą szczęśliwi. Łucek znalazł fajną żone z tego co widziałam. Michasia teraz pewnie załuje że nie posłuchała matki. Szkoda że Izaak umrze choć wpadł w nałóg to dalej kochał Michasie i Ize. W ogóle zakochałam się w twoich simach każdy z nich jest inny mają ciekawy wygląd i charakter.
Kowai-Neko jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 03.06.2015, 21:00   #5
Liv
Moderatorka Emerytka
 
Avatar Liv
 
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
Domyślnie Odp: Miasteczko

Annetti - prędzej mnie by zemdliło od nadmiaru miłości xD
Niki - czyżbyś była Niki z blogu Annetti? Tak czy inaczej, witam w "Miasteczku"
Cytat:
Zauważyłam że Nastka jest spokrewniona z Leonem czy z tego wyjdą jakieś komplikacje?
Pokrewieństwo jest dość dalekie, więc nie planuję komplikacji ;]
Cieszę się, że moje simy i ich (trudne) sprawy życiowe okazały się fajne

Dziękuję, dziewczyny
Cytat:
Jeszcze tylko dwa!
Jak to śpiewałam w sobotę: i jeszcze jeden, i jeszcze raz! ;]
Liv jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 26.06.2015, 00:00   #6
Liv
Moderatorka Emerytka
 
Avatar Liv
 
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
Domyślnie Odp: Miasteczko

Cytat:
Napisał Lysandra
Hm?
No i witam
Cytat:
Napisał Qwerty
Jestem bardzo złym czytelnikiem
TAK.
Cytat:
Znając Ciebie to wyjdzie z tego kolejny dzieciak
To słabo mnie znasz xD
Cytat:
Nie wiem na co ona liczy, że on nagle wróci i będzie sielanka?
Ehehe, zakochana jest
Cytat:
WIEDZIAŁEM, ŻE BĘDZIE DZIECKO!
Pytanie - czyje dziecko?
Cytat:
Szkoda, że musiała już odejść
Ooo tak
Cytat:
Ale takie wstawki w stylu FS są bardzo spoko od czasu do czasu
Ale ja to robię cały czas

Dziękuję! Nawet mamy jeden komentarz w nadmiarze Tak trzymać :>
Szkoda, że stało się to akurat wtedy, gdy zalewała mnie uczelniana robota (chociaż sprawozdania z zajęć laboratoryjnych też się fajnie pisze!). Został mi tylko jeden egzamin, który zamierzam zdać jeszcze w czerwcu, więc w końcu mam czas na wszystko, co lubię robić
W tym poście ciąg dalszy historii:
- Michasi i Izaaka - III,
- Anastazji Czajkowskiej - I,
- rodziny Skarpa (Marcin i Teosia oraz Wasyli i Daniela) - VIII.


...

W mieszkaniu Izaaka wybuchł pożar.





Jego gaszenie trwało aż do późnego wieczoru. To, czego nie strawił ogień, nadawało się wyłącznie do wyrzucenia. Właściciel lokum został bez środków do życia i dachu nad głową.

O całej sprawie Michasia dowiedziała się z radia. Po usłyszeniu znajomego adresu z obłędnym niemal strachem i łzami tuż-tuż na policzkach czekała na informację o ofiarach śmiertelnych. Wiadomość o ich braku jednak uspokoiła ją na krótko - skoro Izaak żył, to gdzie się podziewał? Dlaczego nie poszedł prosto do niej?
Ach, no tak. Przecież być może mimo chemicznej hipnozy dotarło do niego to, co wtedy powiedziała.
Co gorsza - powtórzyła to co najmniej raz!
Pierwsze połączenie, po kilku minutach drugie, trzecie, dziesiąte - abonent poza zasięgiem.
Czyżby jednak miała wkrótce usłyszeć, że w jakimś obskurnym szalecie znaleziono ciało 28-letniego narkomana?
W sumie jego śmierć oznaczałaby dla niej nowe, lepsze życie. Znalazłaby sobie odpowiedzialnego, kochającego i "porządnego" męża, a Iza miałaby tatę na co dzień. Zrobiłaby wszystko to, czego nie może zrobić z Izaakiem. Byłaby szczęśliwa tak, jak nie może być z nim.
Coś jednak było nie w porządku z tymi myślami. Ale dopiero po paru dniach ich pożałowała.

Kilku minut po północy, dzwonek do drzwi. Postanawia go zignorować, ale nie mogła - gość był natrętny.
Wściekła, zajrzała wpierw do pokoju córeczki. Ta na szczęście słodko spała.
Odryglowała drzwi.

- Izaak!
Ale jej głos nie brzmi przyjaźnie - wręcz przeciwnie. Chciałaby mu powiedzieć, żeby sobie poszedł, ale ciekawa jest, jak się jej wytłumaczy.
- Mogę wejść? Trochę zimno na tej klatce.
Po chwili zamyka za sobą drzwi.
- Mogę zaryglować? - pyta niepewnie.
- Naprawdę myślisz, że pozwolę ci tu zostać? Masz mnie za idiotkę?
- Proszę cię... Chociaż na tą jedną noc. Nie mam się gdzie podziać.



- Do tej pory jakoś miałeś u kogo spać... Ten pożar był tydzień temu! Nie wiedziałam nawet, czy żyjesz...
- Dwóch kumpli mnie przenocowało przez kilka dni, potem zostały mi ławki w parku i bramy. Ale tak się nie da długo żyć. Wiem, że nie chcesz mnie znać i najlepiej byłoby, gdybym zginął wtedy w tym pożarze, ale umrzeć to też nie jest taka prosta sprawa... Zbierałem się na to od początku, ale w końcu ogarnąłem się i... jestem. Wyniosę się tak szybko, jak to będzie możliwe, obiecuję. I przepraszam za kłopot.
W Michasi coś pęka po tych słowach. Umrzeć - to nie taka prosta sprawa. Jeśli go teraz wygoni, pozbędzie się problemu. Pozbędzie się człowieka, którego kochała. Raz na zawsze.

- Dobrze, możesz zostać - mówi ostatecznie. - Jakaś piżama powinna być w dolnej szufladzie.



- Dziękuję.

Powiedzieli sobie "dobranoc" i Michasia wróciła do swojego pokoju, już spokojniejsza.
Jej mąż zaś najpierw odwiedził pokój Izy.



Nie zasługujesz na takiego ojca jak ja, szeptał nad jej łóżeczkiem. Chciałbym, żeby twoja mama zakochała się jeszcze raz i żeby była szczęśliwa z tym simem, a dla ciebie był dobrym tatą. Ja tego nie potrafię. Wybacz mi...

Po szybkiej kąpieli przypomniał sobie, że w sypialni została jego maszynka-jednorazówka. Zaskoczyło go to, że klamka ustąpiła pod naciskiem jego dłoni.

Michasia wyglądała tak niewinnie gdy spała! Nawet się uśmiechała... Nie pamiętał, kiedy ostatnio uśmiechała się do niego.



Nie mógł oderwać od niej wzroku. Chciałby teraz wsunąć się pod kołdrę obok niej i wtulić głowę w jej długie włosy. Ale mógł tylko patrzeć i zachwycać się swoją żoną, która tak naprawdę nie była już jego.
Nagle zdał sobie sprawę, jak bardzo się za nią stęsknił. Ale tęsknota nie mogła zostać zaspokojona, dopóki to on nie postara się zaspokoić podstawowych ich potrzeb. Jako sim uzależniony nie był w stanie tego zrobić.
To będzie ostatni raz. Jeśli się nie uda, zniknę z ich życia raz na zawsze.

W tajemnicy przed Michasią załatwił wszystkie formalności związane z pobytem w ośrodku dla uzależnionych.
O wszystkim mówił jedynie... Izuni.



- Robię to dla was, skarbie - dla ciebie i mamusi. Chcę być lepszym simem i pokazać wam, jak wiele dla mnie znaczycie. Jak bardzo was kocham... Wierzę, że raz na zawsze zerwę z tym świństwem... Że będzie lepiej. Będę za wami tęsknił - tu mocniej przytulił dziewczynkę.



- Daaadaaa - odpowiedziała.
- Tak, będę dla ciebie tatą jak się patrzy! Nie skrzywdzę żadnej z was i nie pozwolę, żeby ktoś inny was skrzywdził.

Z tym postanowieniem na kilka miesięcy zniknął z ich życia.

Słysząc przekręcany klucz w zamku drzwi, jej serce zaczęło bić szybciej. Tylko dwie osoby miały klucz do jej mieszkania, ale o tej porze ojciec zwykł urządzać sobie drzemkę...
Serce się nie pomyliło.



Niby ten sam, a jednak jakiś taki inny! Z wrażenia nie mogła wydusić z siebie słowa.
- Od razu lepiej, prawda? Cholernie się stęskniłem - powiedział, biorąc ją w ramiona.



- Ja też... - powiedziała słabo, nim zupełnie zabrakło jej tchu.

Ich poczynania rejestrowała para brązowych oczu.



- Mamaaa? - powiedziała, nie rozumiejąc, co się dzieje.
- Iza! - krzyknął Izaak, puszczając mamę dziewczynki z objęć.
- Iza, chodź do taty! - powiedział, klękając przed nią i wyciągając ręce.



- Dadaa? - zapytała nieśmiało.
- Tak, tata! - ucieszył się Izaak.
- Dadaaa! - krzyknęła Maleńka i pobiegała do niego.



- Aaaa! - krzyczeli i śmiali się równocześnie ojciec i córka. Świadek tego zdarzenia nie mógł się nadziwić tym widokiem.



- Moja maleńka Izunia - mówił, tuląc ją.- Tak się cieszę, że wróciłem.
- I oby nigdy więcej - dodała stojąca obok żona i matka.

Małżonkowie nadrabiali wszystko, co się dało nadrobić.





Izaak wrócił do pracy, a po powrocie z niej pierwsze kroki kierował do pokoju na wprost drzwi wejściowych. Tam już ktoś na niego czekał.













Wydawało się, że tak będzie już zawsze.

- C-C-COOOOOO?!





- Przepraszam... - wybełkotał.
- Znowu to samo! Izaak, ty zwyczajnie NIE POTRAFISZ się zmienić! Oszukujesz tylko nas i samego siebie! Nie mam już siły do ciebie! Nie chcę cię znać!



- Nie, Michasiu! Błagam cię, nie mów tak! Ja naprawdę chciałem...!



- Wynoś się z mojego życia!
- Michasiu...
- Powiedziałam: WYNOCHA!



Kilka godzin później jednak pani Kerner pożałowała tego, co powiedziała. Izaak wrócił.



Te dni były wypełnione przede wszystkim ciszą i niepewnością. Raz wypowiedzianych słów nie można już cofnąć. Michasia miała nadzieję, że jej mąż coś postanowi. Doczekała się.



- Znalazłem oferty wynajmu tanich mieszkań na Wyspie - oznajmił. - Uzbierałem na tyle, żeby móc się utrzymać. Ofert pracy też nie brakuje.
Słuchała jak zahipnotyzowana. Czy to możliwe, żeby ich drogi naprawdę miały się rozejść?
- Chciałbym tylko, żebyśmy poczekali z rozwodem. Na początku nie będzie mnie stać na rozprawę ani alimenty. Zresztą... Chyba w ogóle zrzeknę się praw do Izy. Nie chcę czego utrudniać tobie ani twojemu przyszłemu mężowi... No ale zgadzasz się na takie rozwiązanie sprawy?
Masa sprzecznych uczuć kłębiła się w sercu Michasi. To, co mówił Izaak bardzo bolało, ale z drugiej strony miał rację...
- Jutro pojadę na Wyspę rozejrzeć się za mieszkaniem. Będziesz miała dużo czasu na przemyślenie tego. Jak wrócę, dasz mi odpowiedź. OK?
- Dobrze - odparła ostatecznie.
Po chwili zostawił ją samą w kuchni.
Rozpłakała się. Kto by pomyślał, że ona, Michalina Kerner, która w ogień by poszła za swoim mężem, kiedyś się rozwiedzie...

Postanowiła wyjść na długi, samotny spacer.

Izaak położył Izę spać.





- Mamusia niedługo wróci - powiedział. - Bądź grzeczna, Izuniu. Tatuś cię kocha.



- Ziu kosia dada! - odparła.
- Tata wie....Ale musi już iść.



- Dadaa!
- Słodkich snów, skarbie.

Kilkanaście minut później wrócił do pokoju córeczki sprawdzić, czy ta oby na pewno już usnęła.



Utulił ją i cichym, łamiącym się głosem powiedział:
- Żegnaj, kochanie. Niech anioły mają cię w swojej opiece, gdy zabraknie ci taty.

Jeszcze tylko zakleił kopertę, sprawdził, czy oby wszystko ma przy sobie i odszedł.




- Izaak? - wołała, przeszukując wszystkie pokoje. Jak on mógł zostawić Izę samą i tak po prostu sobie wyjść?!
Dziecko na szczęście spało i nie wydawało się, żeby coś mu zagrażało.
Już szykowała w głowie reprymendę dla męża, gdy zauważyła przy swoim stoliku nocnym kopertę podpisaną "Michalina Ramonow". Ogarnął ją niepokój zmieszany z panicznym strachem. Nagle zdała sobie sprawę, co jest w tej kopercie.
Gdy zadzwonił telefon, była bliska łez. Drżącą ręką przejechała po wyświetlaczu.
- Dobry wieczór, ... (nie zrozumiała nazwiska) z Komendy Policji z tej strony. Czy rozmawiam z panią Michaliną Kerner?
- Przy telefonie...
- Około godziny 20:47 w toalecie publicznej przy ulicy ... funkcjonariusze odnaleźli pani męża... Mimo natychmiastowego udzielenia mu pomocy, nie udało się go odratować. Przykro mi...

Michasiu!
Przepraszam Cię za te dwadzieścia zmarnowanych przeze mnie lat Twojego życia. Przepraszam, że to ja byłem Twoją pierwszą miłością i że Iza jest moją córką. Mam nadzieję, że nie będzie do mnie podobna gdy podrośnie.
Dziękuję, że dzięki Tobie dowiedziałem się, co to miłość. Dziękuję Ci za Izabelę. Za to, że przy Tobie spędziłem najszczęśliwsze lata mojego życia też dziękuję.
Zakochaj się jeszcze raz, pójdź do ołtarza w białej sukni, urodź mu dzieci i szczęśliwie się zestarzej u jego boku. Bądź z nim - kimkolwiek on będzie - szczęśliwa, a mi wybacz i wyrzuć z pamięci. To moje ostatnie życzenia.

Izaak

Ciąg dalszy nastąpił.


...

Sesja trwa u mnie w najlepsze i do tej pory nieźle mi idzie... Ale moi simowie też nie narzekali, i to nie tylko w czasie zdawania egzaminów
Może w to nie uwierzycie, ale swego czasu Nastka chodziła z... Patrykiem Wujkiem



Ale Patryka też już znacie (był pierwszym mężem Weroniki Szopen i ojcem Wandy) i wiecie, że jest wymagający wobec simek. W wielu kwestiach poglądy jego i jego dziewczyny były bardzo odmienne, wręcz skrajnie... Przykładowo pan Wujek po zakończeniu jej studiów od razu chciał wziąć ślub i zacząć starać się o dziecko. Panna Czajkowska zaś nie chciała słyszeć o dzieciach - wy wiecie dlaczego, Patryk nie wiedział.
Wszystko to razem wzięte do kupy stanowiło mieszankę wybuchową i do wybuchów między nimi dochodziło coraz częściej.



W końcu jednak czara goryczy musiała się przelać.



Leon Jaskierczyk szukał zaś swojej drugiej połówki przede wszystkim doświadczalnie.





Im był starszy, tym bardziej docierało do niego przeświadczenie, że przez swoje życie będzie musiał przejść samotnie - poznał już tyle dziewczyn, ale z każdą było coś nie tak. Nie szukał ideału - szukał bratniej duszy. Chyba bogowie jeszcze jej nie stworzyli, albo odeszła na drugą stronę nim jeszcze zdążył ją poznać...
Zrezygnował więc z dalszych poszukiwań i postanowił, że nie będzie próbował na siłę wyrwać się ze stanu kawalerskiego. Może za 5 czy 10 lat miłość sama zapuka do jego drzwi.

Ale los na wszystko znajdzie radę!
Krótko po zakończeniu studiów okazało się, że przyjaciółka Nastki - Iwetta - spodziewa się dziecka, a wówczas nie była jeszcze żoną Kuby. Na zaproszenie na ślub nie trzeba było długo czekać.



W kapliczce zjawił się także ktoś, kogo Nastka nie spodziewała się ujrzeć. I - jak na złość! - krzesło obok niej było wolne...



Z przodu rodzice Iwetty, państwo Zamoyscy. No i Marcel Burk z Wisią Pamryk! Wtedy jeszcze studenci

Tamtego dnia Leon i Nastka odezwali się do siebie po raz pierwszy od czasu ich zerwania. Okazało się, że mają sobie bardzo dużo do powiedzenia...
Tak dużo, że potrzeba na to całego życia!



Chociaż panna Czajkowska nadal farbowała włosy na rudo i odważnie się nosiła, w oczach swojego pierwszego chłopaka była zupełnie inną dziewczyną niż ta, którą rzucił. W dodatku zdawało się, że nie ma do niego o to żalu.
Jakby nie patrzeć, on wybaczył jej dawno temu. Bez tego przecież nie można zacząć na nowo - a tego właśnie chcieli. Dali sobie drugą szansę i odbudowali nie tylko swoją przyjaźń...







Tutaj zdjęcia z ich ślubu

Młodzi Jaskierczykowie zamieszkali z rodzicami Nastki. Ci zaś szczęśliwie zostawiali za sobą młodość.









A do rodziny dołączyła maleńka Bella.




W międzyczasie...








Misiu, wiesz, że mamusia jest bardzo chora... Tak się boję, że umrze! Nie chcę zostać sama! Czemu ja też nie mogę być chora? Umarłybyśmy razem i razem poszłybyśmy do nieba... Ciebie też byśmy zabrały - bogowie na pewno lubią misie! Albo żebym chociaż była starsza - opiekowałabym się mamusią w domu, byłabym przy niej do końca... Ale jestem tylko małą Zefką...



- Ty niedługo wrócisz, prawda, mamusiu?
- Chciałabym... Ale po drugiej stronie czeka na mnie moja córka. Ona też za mną tęskni. Jeśli bogowie każą mi pójść do niej, to pójdę, ale pod warunkiem, że znajdą dla ciebie nowy dom i kochającą rodzinę. Cokolwiek by się stało, nie bój się, kochanie - nie zostawię cię. Kiedy będziesz się bała, przytul misia i pomyśl o mnie. Nigdy nie będziesz sama.
- Kocham cię, mamusiu.
- Ja ciebie też, Zefciu. Niech bogowie mają cię w swojej opiece.

W czasie nieobecności starszej pani, nad dziewczynką teoretycznie miał sprawować opiekę sąsiad z piętra niżej, pan Czajkowski. Szybko jednak okazało się, że siedmiolatka zdana jest na samą siebie.
Któregoś dnia snująca się bez celu czarnowłosą dziewczynkę zauważyła Lucyna. Zaprosiła ją na obiad.



- Zefiryna... To dość oryginalne imię.
- Tak naprawdę mam na imię Liliana, ale mama zaczęła mnie tak nazywać, bo jej zmarła córka miała tak na imię, a ja jej ją przypominałam.
- Ta choroba, na którą choruje twoja mama, dotyka przede wszystkim kobiety takie jak ja, mam na myśli wiek.
- Moja mamusia ma pięćdziesiąt kilka lat, proszę pani.
- A tatuś?
- Tatuś?
- Co z twoim tatą?
- Nie wiem. Mamusia nigdy o nim nie wspominała.
- Nigdy żaden pan nie przychodził do mamy w odwiedziny?
- Nie przypominam sobie. Mamusia była raczej od zawsze samotniczką. Simy mówią, że to dziwaczka, ale to nieprawda. Mamusia po prostu dużo wycierpiała w życiu przez innych simów. Tak mi mówiła.
- Rozumiem... Kto się tobą opiekuje, gdy ona jest w szpitalu?
- Pan Czajkowski z piętra niżej.
- Pan Czajkowski?
- No, taki starszy pan, mechanik. Ale on za bardzo nie chce się mną zajmować.
- Rozumiem... - Staś Czajkowski?! To on jeszcze żyje?!, pomyślała ze zgrozą, a po dłuższej chwili, widząc, że dziewczynka kończy jeść, dodała - Jeśli chcesz, możesz iść się pobawić z kociątkiem. Wabi się Bella.
- Ojej! Ale fajnie! Kociątka są absolutnie ekstra!

Chwilę później dziewczynka wybiegła z kuchni zostawiając panią Czajkowską w głębokiej zadumie.

- Dzień dobry - powiedziała nieśmiało czarnulka, natykając się na mężczyznę w okularach.
- Dzień dobry... - odpowiedział Leon, skonsternowany. Co w ich domu, u licha, robiło jakieś obce dziecko? - Kim jesteś?
- Jestem Zefka Tarnosz - odparła machinalnie. - Ale w legitymacji mam wpisane imię Liliana. Pani Lucyna to pana mama?
- Nie, to znaczy... To mama mojej żony. Ja jestem Leon Jaskierczyk.
- Miło mi pana poznać, panie Leonie. Pani Lucyna pozwoliła mi się pobawić z Bellą.
- Dobrze, idź...
Skąd mama ją wytrzasnęła?, pytał się w myślach Leon.

Mała Zefka i Bella bardzo się polubiły. Dziewczynka śmiała się radośnie, a kociątko mruczało zachęcająco.



Robiło się jednak późno i dziewczynka musiała wracać do domu.
Akurat Leon szedł po laptopa do salonu...

- Proszę pana, Bella jest takim fajnym kotkiem! - zawołała. - Próbowałam uczyć ją sztuczek i prawie mi wychodziło! No i ma takie czyste, mięciutkie futerko...
- A jaka będzie fajna, jak podrośnie! - złapał temat pan Jaskierczyk. Teściowa opowiedziała mu o małej włóczędze i uznał, że niesłusznie się do niej uprzedził. - Zrobimy z niej kocią gwiazdę!



- Bella - Kocia Księżniczka! - rozmarzyła się dziewczynka. - I to ja, Ze... Liliana Tarnosz, pierwsza uczyłam ją sztuczek! Mogę przychodzić się z nią bawić? Proooooszę!
- Myślę, że tak - odparł.
- Dziękuję panu! To kiedyś znowu przyjdę. Ale teraz idę się pożegnać z panią Lucyną.
- Daleko masz do domu?
- Nie, to niedaleko. Poradzę sobie!
- No, ja myślę... Fajna jesteś, Lilka. Wpadnij tu jeszcze kiedyś.
- Z chęcią! Ja też pana polubiłam.
- Cieszy mnie to - uśmiechnął się do niej przyjaźnie. - No, to do zobaczenia!
- Do zobaczenia, panie Leonie!

- Już idziesz, Liliano?
- Muszę, proszę pani. Mam się zameldować u pana sąsiada o siódmej.
Nagle dziewczynka wyciągnęła do niej rączki i przytuliła się.



- Dziękuję pani. Dzisiaj byłam naprawdę szczęśliwą i najedzoną dziewczynką.
- Jesteś tu mile widziana, kochanie.
- Dziękuję... Pani jest taka kochana. Chciałbym mieć taką babcię.
- Chodź, odprowadzę cię - zaproponowała starsza pani, puszczając ją z uścisku.

Liliana od tego czasu coraz częściej pojawiała się na obiedzie u Czajkowskich. Lucyna dowiedziała się, że dziewczynka w istocie nie jest biologicznym dzieckiem Albertyny Tarnosz i że gdy jej opiekunka umrze, będzie musiała wrócić do sierocińca.
Alan także polubił małą Lilkę - uwielbiała bawić się w modelkę i była wniebowzięta, gdy dostawała aparat do ręki.
Jedynie Nastka trzymała ją na dystans i robiła wszystko, by rodzice i mąż za bardzo nie przywiązywali się do małej przybłędy.
Wiedziała, że rodzina będzie dążyć do tego, by na dobre przyjąć Lilianę pod swój dach. Nie mogła do tego dopuścić.

Ostatecznie pani Tarnosz dołączyła do tej prawdziwej Zefiryny po drugiej stronie tęczy.



I zdawało się, że nie dotrzymała obietnicy danej przybranej córeczce.



Ciąg dalszy nastąpił.


...

]Wygrana Błażeja Domańskiego w wyborach na burmistrza bardzo szybko przyniosła swoje pierwsze owoce - nie dość, że wuj nowej głowy miasteczka został zaciągnięty przed wymiar sprawiedliwości, to jeszcze tym, którzy za sprawą byłego burmistrza znaleźli się w więzieniu, należała się amnestia. Jednymi z nich byli nauczyciel Błażeja z czasów szkolnych - Marcin Skarpa - oraz oskarżony o morderstwo burmistrza członek mafii - Wasyli Skarpa.

Zacznijmy od Marcina.
Jak pamiętacie, dowiedział się on o zdradzie zony i zagroził jej rozwodem, przy okazji wyzywając od najgorszych szmat i k***. Wątpliwości co do słuszności decyzji, które miały być efektem jego działania, pojawiły się za sprawą rozmowy z Edwardem, ich synem.
Niestety, nie pamiętam, ile dokładnie czasu minęło od tamtej pamiętnej ucieczki z więzienia do amnestii. Wiem tylko, że było go na tyle dużo, żeby Marcin rozważył jeszcze raz plusy i minusy swojego planu na życie.
W momencie wyjścia na wolność nie był jeszcze pewien swojej wizji przyszłości, więc postanowił dać tę kwestię do rozstrzygnięcia losowi - i tak musiał wrócić do żony, bo nie miał się gdzie podziać.

Wszyscy ucieszyli się z jego powrotu. Najbardziej było to widać po Edku, ale tak naprawdę najmocniej odetchnęła Teosia. Może i od zawsze była rozkapryszoną egoistką, ale rozłąka z mężem uświadomiła jej, że Marcina nie może wymienić na "lepszy model" - po pierwsze ze względu na ich syna, po drugie - ze względu na to, że to on okazał się być miłością jej życia. Tak bardzo chciała, żeby jej wybaczył i żeby znowu było po staremu! No i - do czego nie przyznawała się nawet przed samą sobą - męczyło ją pragnienie ponownego macierzyństwa, a czterdzieste urodziny zbliżały się wielkimi krokami...

Chociaż mieszkali pod jednym dachem i wspólnie zasiadali do stołu, nie potrafili ze sobą rozmawiać. On wciąż widział w niej zdrajczynię, a ona robiła wszystko, żeby naprawić swój wizerunek.
- Dlaczego po prostu nie podamy sobie ręki na zgodę i nie będziemy małżeństwem jak dawniej? - pytała go.



- Podałabyś mi rękę, po czym próbowałabyś mnie za nią wciągnąć do łóżka? - zapytał oschle.
- Ale ja tego nie powiedziałam ani nawet nie zasugerowałam - posmutniała ona. Czyżby muru, który między nimi wyrósł, nie dało się w żaden sposób rozkruszyć?
- Może jeszcze powiedz, że "przecież myślę sercem!" - dodał ironicznie.
- Kiedy to prawda - odparła przyciszonym, przegranym głosem.
- Nie wierzę ci - odparł. - Nie wierzę, że ty masz serce. Poza tym wiesz co? Kanapa w salonie jest niesamowicie wygodna i za nic nie zamieniłbym jej na drugą połowę łóżka. A teraz odsuń się, chcę się dostać do szafy.

Mniej więcej w tym samym czasie toczył się proces Bazylego Domańskiego, w którym Marcin był jednym z licznych świadków. Któregoś dnia były burmistrz poprosił go na słówko.
- Jak tam Dora? - zagadnął.
- Idiotka jak zwykle - podsumował ją Marcin. - Mieszkamy razem, ale, szczerze mówiąc, patrzeć na nią nie mogę.
- Skarpa, ty to jednak jesteś ch****. Ta idiotka jest w ciebie zapatrzona jak w obrazek.
- Skąd ta pewność?
- Przyszła do mnie kiedyś, żeby prosić mnie, żebym cię wyciągnął z pierdla. Żebym nie był taki podły, to pewnie z rykiem i na kolanach błagałaby mnie o to. Zrobiłaby wszystko, czegokolwiek bym jej nie kazał, żebym tylko dał ci amnestię. Tak się bała mojej odmowy i w ogóle była kłębkiem nerwów, to dałem jej trochę wina na uspokojenie, ale zapomniałem - w końcu zerwaliśmy dawno temu - że ma słabą głowę. A jak ma słabą głowę, to traci też swoją silną wolę, co było mi bardzo na rękę i dzięki czemu udało mi się was obu upokorzyć do reszty. No i muszę ci powiedzieć, że przy tobie nauczyła się dobrze całować - nigdy nie była w tym jakaś super, w każdym razie bywały dziewczyny o wiele lepsze od niej. Nawet zacząłem żałować, że ją rzuciłem!
Tu przerwał. Marcin odwrócił wzrok, a usta nie mogły mu się zamknąć ze zdziwienia.
- Skarpa, wiem, że ty też ją kochasz - żeby wytrzymać tyle lat z takim ziółkiem jak ona trzeba być naprawdę popie******* albo zakochanym na zabój. Ja nie byłem, dlatego ją zostawiłem. Ale ty jej tego nie rób - ona zmieniła się na lepsze. Przez ciebie i dla ciebie.

Przez całą drogę powrotną mąż Teosi raz po raz odtwarzał w myślach to, co powiedział mu Domański, tym bardziej, że było to szczere i nie przeczyło temu, co powiedziała mu jego żona.
Nie pomylił się - Teosia byłaby w stanie błagać na kolanach o coś, na czym jej bardzo zależało.
Pamiętał ją krótko po tym, jak zerwała z Bazylim. Była żywym obrazem nędzy i rozpaczy, patrzeć się na nią nie dało, a przecież zawsze była taką piękną simką!
Czy po tamtej pamiętnej nocy też tak po nim płakała? A może płacze nadal?
Zakochana idiotka... Ale największym chamem i idiotą jestem ja, bo od razu założyłem, że kłamie...Bo nie chciałem jej przebaczyć. Nawet kilka dni temu upokorzyłem ją tak, że do teraz boi się ze mną rozmawiać.
Co się ze mną stało, do cholery?!


- Teosia? - zapytał, wchodząc do sypialni.
- Coś się stało? - zapytała nieśmiało, po czym spostrzegła, że nie ma pod ręką szlafroku. Kusa koszula nocna z pewnością nie była odpowiednim strojem na rozmowę nim.
- Przepraszam, wrzuciłam szlafrok do prania, no i nie spodziewałam się, że jeszcze dzisiaj po coś przyjdziesz - zaczęła się tłumaczyć.
- Daj spokój. Wiesz, że zawsze lubiłem tę twoją piżamkę.
- SŁUCHAM? - kobieta myślała, że się przesłyszała.
- Teosiu, przyszedłem tu po to, żeby cię przeprosić.
- Marcin, na pewno dobrze się czujesz?
- Rozmawiałem dzisiaj z Bazylim i uwierz, po tej rozmowie nie czułem się dobrze.
Biedaczka spuściła wzrok. Chciała uciekać, ale nie miała jak i dokąd.
- Powiedział mi, jak to było z tą twoją rzekomą zdradą. Otworzył mi oczy. Teosiu, jak bardzo musiałaś mnie kochać, skoro chciałaś się przed nim upokorzyć! Jaki ja byłem głupi, że ci nie uwierzyłem i że wyzywałem cię od k****! Boisz się spojrzeć mi w oczy, a tak naprawdę to ja powinienem teraz spuścić wzrok jak winowajca.
Po tych słowach ich oczy się spotkały. Jego były niemal zapłakane.
- Zachowałem się jak ostatni cham. Ja - twój mąż - udowodniłem ci, że nic dla mnie znaczysz po tym wszystkim, co dla mnie zrobiłaś i ile razem przeszliśmy. Nie wiem, skąd wzięło się we mnie tyle nienawiści, ale żałuję tego i błagam o przebaczenie...
Podeszła bliżej niego i spojrzała mu prosto w oczy.



- Jak mogłabym ci nie wybaczyć?
- Powinnaś mnie za to wszystko zostawić albo zdradzić z premedytacją...
- Czekałam na ciebie tyle czasu i miałabym teraz tak po prostu odejść? Ja nie chcę się mścić, Marcin. Ja chcę kochać i być i kochaną. Chcę, żeby było jak dawniej.
- Ja też tego chcę.
- Czyli zgoda?
- Zdecydowanie zgoda!



Mimo że - zgodnie z prawdą - bardzo podobała mu się w tej malinowej koszuli, z trudem powstrzymywał swoje ręce przed zdarciem jej z niej.
Ale to i wiele innych rzeczy wkrótce się miało się zdarzyć w jego życiu.

W oczach innych stali się przykładnym, kochającym się małżeństwem.



Ale poza scenami dawali się ponieść uczuciu.



Na efekty nie trzeba było długo czekać.







Edek razem z rodzicami odliczał dni do narodzin Matyldy (Teosi od zawsze podobało się to imię i gdyby to nie Edek pojawił się na świecie 13 lat temu, byłaby to właśnie Matylda).

Ale co się odwlecze, to nie uciecze :>





Marcin był zachwycony córeczką - była taka podobna do swojej mamy!





Reszta zdjęć małej panny Skarpa tutaj
Nie pytajcie się, dlaczego tych zdjęć jest tak mało...

No i w linku wrzucam też fotkę tego ciapowatego drania ;]

Tymi zdjęciami zaś ostatecznie żegnam wszelkie nieszczęścia w małżeństwie państwa Skarpa Teraz niech Edek się martwi!



Matylda wyrosła na chłopczycę ku utrapieniu swojej matki.



Ale jak tu jej nie kochać?






Przejdźmy teraz do wątku rodziców Marcina, wszak Wasyli też musiał skonfrontować się ze swoją żoną...

Nim to się jednak stało, bliźniaczki Chudeckie żyły sobie pod jednym dachem.



Z wiekiem różnice ich charakterów były jednak tak samo widoczne jak w dzieciństwie i młodości.



Balbina, po mężu Urzędnik, rozwódka, matka muzyka Kurta Urzędnika, prowadziła życie wyluzowanej staruszki. Uwielbiała leniuchować, dbać o kondycję i zawierać nowe znajomości.





Daniela, od 40 lat żona Wasylego Skarpy, mama nauczyciela historii Marcina Skarpy, najbardziej ceniła sobie towarzystwo swoje i roślinek w ogródku, a wieczorem przed pójściem spać lubiła rozmyślać o bliskich jej simach.



Wiedziała, że jej mąż i syn zostali zwolnieni z więzienia. Ten drugi wkrótce ją odwiedził.



Rozmowa ostatecznie zeszła na temat jej męża, a jego ojca.



- Nie mam pojęcia, co się dzieje z twoim ojcem - wyznała. - Pokłóciliśmy się tyle lat temu, ale to nie znaczy, że nie martwię się o niego! Ostatecznie to mój mąż...
- ... i nadal go kochasz - dodał syn.
- Wy, młodzi, lubujecie się w takich wielkich słowach - zauważyła.
- Mamo, tu nie ma się czego wstydzić. Każdy kogoś kocha, tylko nie zawsze o tym mówi.



Jednak ja na twoim miejscu powiedziałabym to tacie, gdy się tu zjawi.
- Zamierza się tu zjawić?! Kiedy?
- Nie wiem.... O rety, przecież miałem ci o tym nie mówić!
- Dlaczego?
- Tak naprawdę tata wątpi w to, czy będzie umiał z tobą rozmawiać po takim czasie.
- Tyle razy znikał z mojego życia i jakoś nigdy nie miał z tym problemów!
- Ale po raz pierwszy zniknął nie pogodziwszy się z tobą. To robi różnicę. No ale... Ty chcesz, żeby on wrócił, prawda?
- Nie wiem... Odzwyczaiłam się od bycia żoną. Poza tym skąd pewność, że się pogodzimy?
- To już od was zależy. No, ale muszę już iść.

Na pożegnanie uściskał swoją mamę.



- Wiem, że wy, starsi, nie lubicie wielkich słów, ale odkąd pogodziłem się z Teosią uważam, że dobrze jest od czasu do czasu usłyszeć, że się kogoś kocha - to dodaje skrzydeł, naprawdę. Pamiętaj mamo - jesteś wspaniała i bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też, Marcinku - odparła Daniela z czułością. - Ucałuj ode mnie Teosię i Edka. I zajrzyj tu niedługo.
- Mam nadzieję, że następnym razem tata będzie siedział z nami przy stole. No, ale pa, mamuś!
- Dobranoc - odprowadziła go wzrokiem.

Tej nocy została sama w domu - Balbina była na dyskotece dla seniorów. Próbowała namówić Danielę na pójście z nią, ale ona wiedziała swoje.
Jeśli tańczyć, to nie z byle kim. Ale kandydatów brakowało...

Chyba jeszcze nie śpi?, zastawiał się. Spojrzał na zegarek - było kilka minut przed 22.



Starsi ludzie chodzą wcześniej spać, o ile nie mają nic do roboty... Ale przecież to niemożliwe, żeby Daniela miała się zestarzeć! Oczami wyobraźni widział ją jako dwudziestokilkulatkę w ich mieszkaniu w Nieznanowie. To było tak dawno temu! Tyle się zmieniło od tego czasu - co, jeśli i ona się zmieniła i jest teraz wredną, zrzędliwą i grubą plotkarą w moherowym berecie?
Żeby się tego dowiedzieć, musiał zapukać do drzwi. Kondycja już nie ta, żeby się włamywać przez drzwi balkonowe...
Raz kozie śmierć.



Wasyli...?
- Dobry wieczór, kim pan jest? Przepraszam, ale bez okularów po zmroku słabo widzę.
- Jestem pani starym znajomym - odparł zachrypniętym głosem. - Zapewne w świetle pokoju będzie lepiej widać moją twarz. Mogę?
- Wolałabym nie.
- Jestem za stary, żeby być włamywaczem czy kimś takim. Proszę mi zaufać. Chciałbym porozmawiać.
- No dobrze, proszę...
A jeśli to nie Wasyli?, bała się.
Gdy nieznajomy zamknął za sobą drzwi, przyjrzała się mu.
Te oczy...
- Daniela?



- Cśśś, nie ma o co płakać - próbował ją uspokoić. Takiej jej reakcji nie przewidział.
- No, Dani, weź się w garść! Kiedy odchodziłem na całe lata nie płakałaś tak jak teraz...
- Wtedy było inaczej - łkała. - Wszystko się zmieniło...
- Kiedyś byłaś dzielniejsza, to fakt - przyznał jej mąż, po czym dodał. - Kiedyś byś mi padła w ramiona i zasypała pocałunkami...
- Ale pokłóciliśmy się tak strasznie... Tak bardzo potem tego żałowałam...
- Wiem, Dani. Mi też jest przykro, że tak to zostawiłem.
- Naprawdę? - wyrwała się z objęcia jego ramienia i spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Naprawdę. Chciałem przyjść już wcześniej, ale bałem się spotkania z tobą.
- A tymczasem to ja się boję...
- No to przestań. Przy mnie nic złego ci nie grozi.
Dla potwierdzenia swoich słów przytulił ją.



- Wasyli...
- Ćśśś... Tak jest najlepiej.
- Nie...
- Hm?
- Nasz synek uważa, że czasami wielkie słowa są potrzebne.
- Doprawdy?
- Teraz jest taki moment.
- No, to słucham.
- Kocham cię, Wasyli. Cieszę się, że wróciłeś.
- Ja ciebie też kocham, Dani. Ale to ja chciałem powiedzieć to pierwszy!
- Słucham?!
- Marcin nawet poza pracą lubi prowadzić lekcje, ale myślałem, że tobie dał spokój.
- Lekcja o uczuciach?
- Taaak. Dani, gdzie popełniliśmy błąd?
Na te słowa kobieta zaniosła się takim śmiechem, że jej mąż - chcąc jej zawtórować - musiał puścić ją z uścisku.
Gdy się uspokoili zrobił zaś to, na co czekał tyle lat.



Jakiś czas później Daniela doszła do wniosku, że jednak się ubierze i przygotuje mężowi kolację. Tego drugiego nie zdążyła zrealizować - Wasyli ją w tym ubiegł. W dodatku znalazł szafce jakieś wino. Świeczek niestety nie było, ale ostatecznie nie mieli już dwudziestu lat, chociaż odnosili inne wrażenie.

- Miałaś dzisiaj być na tańcach z Balbiną - zagadnął nagle.
- Tylko ona tak uważała - odparła Daniela.
- A gdybym to ja poprosił cię do tańca?
- To by zmieniło postać rzeczy.







Ale ona nie tańczyła z jakimś starym dziadem - jej partnerem był dwudziestolatek zamknięty w ciele staruszka. Jego prawdziwy wiek zdradzały jego uśmiech i oczy, w których iskrzyły się życie i miłość.

Danse, danse, danse, danse, danse, danse, danse...!


...

Ostatnio edytowane przez Liv : 05.07.2016 - 15:04 Powód: 2. czytanie bardzo strojne :D
Liv jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 26.06.2015, 01:22   #7
Libby
Administrator
 
Avatar Libby
 
Zarejestrowany: 17.01.2006
Skąd: z kabiny F-14 Tomcat
Płeć: Kobieta
Postów: 3,864
Reputacja: 15
Domyślnie Odp: Miasteczko

W końcu odcinek!
Ale tego Izaaka to Ci nie podaruję! Jak mogłaś? Kochał Michasię i Izę a Ty go ukatrupiłaś w jakimś miejskim szalecie... A idź! Tak coś czułam, że z tym mieszkaniem to bujda...
Z Zefki wyrosła fajna dziewczynka Ciekawa jestem, jak potoczą się jej losy i czy zamieszka z Lucyną i resztą. Nie może skończyć w sierocińcu!
Marcin i Teosia się pogodzili w końcu jakiś promyk słońca w tym odcinku! Ohoho i jeszcze się doczekali dziecka Matylda wyrosła na fajną chłopczycę
No i druga para pogodzona Dobrze, że Daniela nie poszła pląsać z Balbiną Wasyli nieźle się trzyma jak na swój wiek - fajnie wygląda
Fajny fragment z dwudziestolatkiem uwięzionym w ciele staruszka

PS. Pozjadałaś trochę literek, głodomorze
__________________
Libby jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 05.07.2015, 16:29   #8
Liv
Moderatorka Emerytka
 
Avatar Liv
 
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
Domyślnie Odp: Miasteczko

Jestem zachwycona frekwencją <3 Dziękuję :>
Spoiler: pokaż
Cytat:
Napisał Libby
Jak mogłaś?
Cytat:
Napisał Shiver
A za uśmiercenie Izaaka jestem bardzo zły
Cytat:
Napisał Niki
Dlaczego zabiłaś Izaaka?
DLACZEGO JA? :((

Cytat:
Napisał Libby
w końcu jakiś promyk słońca w tym odcinku!
Dlatego happy end zostawiłam sobie na deser :D
Cytat:
PS. Pozjadałaś trochę literek, głodomorze
:(
Cytat:
Napisał Annetti
Mam wrażenie, że historia Izaaka i Michasi jest jedną z tych bardziej zaplanowanych
To prawda, ale sporo rzeczy wymyślam w trakcie pisania odcinka ;) Bywa tak, że mam zdjęcie, ale kompletnie nie pamiętam, jaki oryginalnie wymyśliłam do niego komentarz i potem czytacie o takim Izaaku szukającym mieszkania :D
Cytat:
OMG. Izaak mówiący, że umrzeć to też nie taka prosta sprawa. Aż mi się ryczeć zachciało
Ja przy takich fragmentach płakałam :<
Cytat:
A ubranie wyjątkowo pasuje do jej barwy oczu
Nie zauważyłam xDD
Ale chciałabym sobie lepiej radzić z językiem dzieci ;<
Cytat:
Bazyli próbujący naprawić relacje Marcina i Teosi?!
Cholera, to nie miało tak wyglądać... :D
Cytat:
Mam nadzieję, że więcej kłótni już nie będzie!
Ostatnie lata życia minęły państwu Skarpa bardzo szczęśliwie. :) U ich syna i jego żony też nie będzie więcej spięć :)
Cytat:
Napisał Shiver
Zresztą oni się strasznie rzucają, chyba sami nie wiedzą czego chcą.
Weź pod uwagę to, że tu uczucia i emocje odgrywają kluczową rolę. Gdyby nic poważniejszego ich ze sobą nie łączyło, pewnie dawno byliby po rozwodzie, ale - co starałam się pokazać - ich miłość się broniła rękami i nogami przed tym ;)
Cytat:
Widzę, że Twoje simy zamiast się pilnie uczyć to romansują
A może po prostu są zdolne? :>
Cytat:
Może gdyby została z biologiczną matką to byłoby jej lepiej...
Jej pewnie tak, ale nie Nastce. I ona nie żałuje tego, że oddała córkę. W tym odcinku rozstrzygnie się, kto kogo przekona do swoich racji.
Cytat:
No i kolejny związek taki trochę "na siłę"
:D
Cytat:
Napisał Niki
Bazyli mnie zaskoczył pomagając Marcinowi i Teosi naprawić ich związek, ale dzięki niemu urodziła się Matylda.
Ja byłabym raczej skłonna twierdzić, że Matylda to zasługa wyłącznie jej rodziców ;) No i nie zawsze jest tak, że gdy para się schodzi, to musi być dziecko ;)

Kędziorku! Dawno Cię tu nie było ;)
Piękny początek posta. Czuję się bardzo doceniona <3
A o tym, co Michasia powiedziała Izie o jej ojcu, będzie w dzisiejszym odcinku ;)
Cytat:
Izka to chyba najładniejsze dziecko w TS2 jakie zdarzyło mi się zobaczyć *.*
:O
Podziękowania należą się Michasi i Izaakowi :D
Cytat:
No i czy powie o niej Leonowi.
Leon wie, że Nastka ma dziecko, chociaż nigdy nie wracała podczas rozmowy do tamtych czasów, a on też nie wypytywał.
Cytat:
Nie wiedziałam, że Twoi simowie wyznają politeizm
No to już wiesz :D
Cytat:
Nie mówię, że to źle, szczególnie dla Dory, ale ja na miejscu Bazylego nawet bym się słówkiem nie zająknęła o tym, jak doszło tamtej nocy do zdrady.
Bazyli wspaniałomyślnie chciał "trząchnąć" tym ciapowatym Marcinem xD
Cytat:
Padłam!
Nie potrafię zrozumieć fenomenu tego fragmentu z piżamką xD
Cytat:
Podręcz innych simów
Jak sobie życzysz ]:->

Tut - cześć! Miło Cię widzieć :>
Cytat:
Czytam od początku cały Twój wątek
Cytat:
Jestem na 19 stronie póki co
Przecież pisałam, że TEGO TEMATU NIE CZYTA SIĘ STRONA PO STRONIE! :(
Ah, te "Trudne sprawy"...
Cytat:
Oczywiście jestem stałym bywalcem
Awww :3

Tym razem, w kolejności:
- premiera historii Dosi,
- kontynuacja dwóch pierwszych opowiadań z wcześniejszego posta.

...

Nieznanowo, początek 2010 roku. Pierwsze simy padają ofiarą Inteena. Zaczęło się od Michaeli Kołek, córki Radosława i jego drugiej żony, Cecylii. Pech chciał, że ojcem dziecka był sim, którego rodzice dziewczyny absolutnie nie widzieli w roli jej męża. W sumie dziwicie się?



Bo ja nie xD
Owocem ich - bardziej lub mniej chwilowej - miłości był Olaf. Walter, jego ojciec, postanowił udowodnić, że co złego to nie on i że naprawdę kocha Michaelę.




Domowe śluby 5 lat temu - dzisiaj bym się nie odważyła na taką oprawę...

Młoda mama i dziecko wyprowadzili się do niego.



Szybko sprezentowali Młodemu siostrzyczkę, Esterę, ale to tak na marginesie ;)
Mały książę na lamie <3



Książę podrósł, przesiadł się na konie mechaniczne, no i znalazła się księżniczka!





Całkiem możliwe, że zaręczyli się na tamtej randce :) A stąd już prosta droga do ołtarza :>

Olaf Działkowicz + Teresa Poranek
dokładnie 4 lata temu



Gości też Wam przedstawię!



Z przodu rodzice Olafa; za nimi babcia Teresy i jej mąż - Gizela (primo voto Poranek) i Rafał Martin; całkiem z tyłu kuzyn Olafa, Krystian Kołek, i siostra Teresy, Aurelia Poranek (później pani Wirmin, mama Cześka i Otylki).
Syn Krystiana i córka Aurelii są teraz małżeństwem :> Szymek to ich syn.



Z przodu rodzice Teresy - Jan i Angelika (Gaik) Poranek; za nimi Witek i Irenka (Świeczka) Armin (rodzice Kajtka); całkiem z tyłu Estera Działkowicz i jej chłopak (a później mąż), Tytus Fraktoński.



Państwo Działkowicz mieli jednego syna - Maurycego, zdrobniale Rycka.





Byli bardzo zgodnym i kochającym się małżeństwem - na pewno na jednym dziecku by nie poprzestali, ale ich plany na życie pokrzyżował zdiagnozowany u Teresy nowotwór :(



Niedługo później pani Działkowicz zmarła :(







- Musimy być silni, Rycek - mówił. - Nie chcemy przecież, żeby tam, po drugiej stronie, mama się o nas martwiła, nie?
- No nie, tato.
- Pewnego dnia się z nią spotkamy, ale póki co musimy żyć dalej...

Olaf nie ożenił się po raz drugi.



Za to Rycek...
Jego młodość była dość burzliwa. Przyczyniła się do tego między innymi jego dziewczyna, Miranda.

Florian i Grażyna Rycerz, rodzice Poli i Alfreda, niemłodzi już, byli bardzo zaskoczeni gdy odkryli, że ich rodzina się powiększy o jeszcze jedno maleństwo.



Mała Rycerzówna była typowym zepsutym najmłodszym dzieckiem.



Ona i jej chłopak dość wcześnie stracili dziewictwo. Jakiś czas po tym wydarzeniu Miranda doszła do wniosku, że jednak do siebie nie pasują.



Jak nie on, to jakiś inny. Na przykład taki Denis Kerner.



(ale o tym już coś było... ;] No, to dostajecie tę historię w mniej-więcej pełnej wersji :D)

Brak umiaru szkodzi.





Ale Denis nie dał sobie wmówić, że to z nim wpadła. W ogóle nie chciał mieć z nią już później nic wspólnego.

Przyszli dziadkowie reagowali różnie...



Florian, właściciel sklepu z zabawkami, uważał, że każde dziecko to cud.



Grażyna była daleka od radości. Jak większość matek w tej sytuacji zastanawiała się, gdzie popełniła błąd.



Cholera, mam problem... Powiedzieć Ryckowi, czy nie?

Kilka dni później...

Powiem mu!

Poprosiła go, żeby do niej wpadł.



- Jak widzisz, jestem w ciąży, i to ty jesteś ojcem.



- Ach tak... Z Kernerem ci się nie udało, to teraz próbujesz mnie wrobić! Nic z tego!
- Jestem w czwartym miesiącu, a z Denisem zaczęłam się spotykać trzy miesiące temu...
- Czyli miałaś jeszcze kogoś innego... I to ma sens! Ze mną było ci źle, to uciekłaś do niego, on zrobił ci dziecko, a teraz... Jesteś żałosna, Miranda. Szkoda dzieciaka. Cześć.
- RYCEK! Nie odchodź, no! Co ja sama zrobię z tym dzieciakiem?!
- G**** mnie to obchodzi. I tak nie jest moje.

Mimo że próbował wyrzucić z pamięci Mirandę i całą tą chorą sytuację, nie mógł przestać zastanawiać się nad przeszłością. Już wtedy, podczas rozmowy z nią wiedział, że oskarżanie jej o zdradę było idiotyczne - większość czasu po szkole spędzali razem. Uparte wypieranie się ojcostwa też - zdarzało im się iść na całość bez zabezpieczenia.
Ale dlaczego miał przekreślać wszystkie swoje plany na życie tylko dlatego, że RAZ się nie udało? Był jeszcze za młody na bycie ojcem, w dodatku kompletnie nie wiedział, jak się zajmować dziećmi. Matura za pasem, a potem studia - skąd wziąć kasę na alimenty? Przecież nie będzie prosić ojca...
Mamie takie jego zachowanie też by się nie spodobało.
No i nie chciał skończyć jak dziadek (Walter), a ich sytuacja przecież nie różni się za bardzo!
Mąż Michaeli był alkoholikiem.

Postanowił pójść do Mirandy i jakoś załagodzić sprawę. Wytłumaczyć jej, że nie stać go na alimenty i w ogóle...

Tak się ucieszyła, gdy wszedł do kuchni! Jego także dopadła nagła fala czułości. Wzrok utkwił mu na brzuchu dziewczyny.
Przecież może oddać to dziecko!
Myśl ta jednak zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Gdyby miała zamiar tak zrobić, nie powiedziałaby mu, że jest w ciąży.
A może chodziło jej o coś więcej...?
Nagle zrobiło mu się ciepło pod sercem. Zapragnął ją przytulić.
O dziwo nie odepchnęła go.



- Gadałem wtedy głupoty, przepraszam. Wiem, że jest moje.
- Nie gniewam się już, zresztą nie mogę. To szkodzi dziecku. Fajnie, że wróciłeś.
- Miranda, pomogę ci z nim. Nie bardzo co prawda znam się na dzieciach i nie mam kasy, ale chociaż spróbuję...
- Będzie dobrze, Rycek. Tylko nie zostawiaj mnie samej.
- Nie zostawię, obiecuję.
- Chcesz się przywitać?
- Co?
Uwolniła się z jego uścisku, po czym wskazała palcem brzuch.
- Aaaa, pewnie!
- Połóż rękę. No, śmiało!



Nagle zalała go fala ciepła, gdy wyczuł ruch tam, w środku niej.
Jego dziecko. To nie była żadna fikcja - to działo się naprawdę. I ono naprawdę miało przyjść na świat za kilka miesięcy.

- Cześć mały, to ja, twój tata. Eeee... Fajnie, że jesteś. Czekamy na ciebie.
I dodał, bardziej do samego siebie:
- Nie ma się czego bać...

I doczekali się.





Teodozja Działkowicz, czyli tytułowa Dosia, niebieskooka blondynka, szczęśliwie wylądowała w ramionach przestraszonej i dumnej zarazem Mirandy.


...

- Cześć! Ty jesteś Adam, prawda?
- Tak, to ja... Ale skąd wiesz, jak mam na imię?
- Mama mi mówiła, że mieszkasz niedaleko nas i że masz tyle lat, co ja. Moglibyśmy się razem bawić.
- Pewnie, ale... Jak masz na imię?
- Iza.
- Mieszkasz w tym niebieskim domku?
- Tak, wprowadziłyśmy się do niego z mamą po śmierci dziadka.



- Aha... Wiesz co, Iza? Chyba kojarzę cię ze szkoły. Chodzisz do klasy z Benkiem Tischnerem?
- Tak.
- Aaaa... To jak w przyszłym roku będziemy kończyć tak samo lekcje, to będziemy wracać razem ze szkoły!
- Ale fajnie! Możemy też wstępować na plac zabaw. Moja mama nie ma nic przeciwko temu. Mówi, że to nawet lepiej, że nie będę się bawić całkiem sama.
- Tak jak moja...

Wakacje się skończyły i na szczęście tylko we wtorki wychodzili ze szkoły o innych godzinach. W pozostałe popołudnia tygodnia plac zabaw był cały ich.







Szybko się zaprzyjaźnili.







Nie wiedzieli jednak, że od jakiegoś czasu ktoś ich obserwuje.



Od czasu do czasu któreś z nich musiało od razu po szkole wracać do domu. Jeśli to był Adam, Iza nieraz sama chodziła na plac zabaw.
Jak niemal każde dziecko, uwielbiała się huśtać :)



Często błądziła myślami tak daleko, że nie zwracała uwagi na inne osoby kręcące się po placu zabaw.



- Cześć... Może cię pohuśtać? - z rozmyślań wyrwał ją nieprzyjemny, zachrypnięty głos.
Zeskoczyła z huśtawki jak oparzona i przyjrzała się nieznajomemu.
Nigdy w życiu nie widziała tak brzydkiego sima!
Przestraszyła się. Muszę uciekać!



- Mama nie pozwala mi zadawać się z obcymi. Poza tym muszę już iść do domu. Do widzenia.
- Poczekaj, ja... - próbował ją zatrzymać, ale ona rzuciła się biegiem w stronę wyjścia.



Co ze mną jest nie tak?!




- Cześć kochanie, jak ci minął dzień? - zapytała, po czym nachyliła się, żeby dać córce buziaka.



- Dziękuję, całkiem dobrze - odpowiedziała Iza.- Byłam dzisiaj przy tablicy, ale umiałam. Pani mi nawet wpisała pochwałę do zeszytu, zaraz ci pokażę!
- Spokojnie. Będziemy po kolacji odrabiać zadnie, to zobaczę. Byliście dzisiaj z Adasiem na placu zabaw?
- Nie, sama byłam.
- Sama? Nikt oprócz ciebie się tam nie kręcił?
- Nie - skłamała. - Ale nudziło mi się i wróciłam do domu. Jutro tam nie idę.
- Mhm... Jutro wrócę szybciej do domu i upieczemy ciasto. Co ty na to?
- Tak, tak, tak! - ucieszyła się dziewczynka. Nawet nie tyle z tego ciasta, co z tego, że mama szybciej wróci. Odkąd pamiętała, zawsze przychodziła późno z pracy i po zjedzeniu obiadu, odrobieniu zadania i przeczytaniu czytanki niewiele czasu pozostawiało im na zabawę czy dłuższą rozmowę. Nawet w weekendy bywało z tym ciężko - mama zajęta była domem, jeździła na zakupy i od czasu do czasu do koleżanek na kawę. Co tydzień sprzątała też groby dziadków. Nieraz zabierała ją ze sobą, ale bywały tygodnie, w których mama mówiła, że robi "generalne porządki" i że Iza nie będzie umiała jej w nich pomóc. Nawet nie pozwala mi spróbować, myślała wtedy z żalem dziewczynka. Bolało to tym bardziej, że mama była jej najbliższą osobą. Nie miała żadnych kuzynów, ani jednej cioci i wujka, dziadkowie też już nie żyli. Jej koleżanki z klasy mają ich wszystkich, a często i rodzeństwo, czego Iza bardzo im zazdrości. Zapytała kiedyś mamę, czy ona też mogłaby mieć braciszka albo siostrzyczkę. Mama odparła, że nie przepada za dziećmi... Bardzo irytowały ją też pytania o to, czemu nie ma męża tak jak inne panie. Nie potrzebuję męża, słyszała dziewczynka. Jedyną osobą, o którą Iza nigdy nie pytała, był jej ojciec. Miała wbite do głowy, że nie wszystkie dzieci mają w ogóle rodziców i nie powinna czuć się gorsza dlatego, że ma tylko mamę. Teoria ta jednak upadała gdy okazywało się, że nagle któryś z jej znajomych cudownie "odzyskiwał" swojego tatę albo gdy oglądała filmy w telewizji. A może jednak wszystkie dzieci mają i mamę, i tatę?, zastanawiała się wtedy. Zawsze jednak brakowało jej czegoś, żeby zadać kolejne pytanie - a jeśli tak, to co się stało z moim tatą?.
Iza mimo wszystko jednak bardzo kochała swoją mamę i czuła się kochana. Nie chodziła głodna i zaniedbana, była jedną z najlepszych uczennic w klasie i niczego jej nie brakowało...
Niczego poza większą uwagą matki.



Po położeniu Izy spać niedługo później i ona zasypiała. Czasami jednak sen nie przychodził od razu i zostawała sam na sam ze swoimi myślami. Najczęściej jednak układała sobie plan na następny dzień. Dobre planowanie to podstawa. Odkąd wróciła do tego domu, opanowała je do perfekcji. Córka jej tego nie utrudniała - była w nią wpatrzona jak w obrazek. Zamierzała ten stan utrzymać tak długo, jak tylko się dało. Wystarczyło trzymać Izę przy sobie, nie pozwolić, by inne dzieciaki stały się dla niej ważniejsze niż ona.
Nie powinno to być trudne - nie miały nikogo oprócz siebie i należało to od początku wpajać młodej do głowy.
To właśnie przez cały czas robiła. Nie negowała jednak ważności kolegów i koleżanek - po prostu nie pozwalała się niczemu wymknąć spod kontroli.
I to działało. Czy do czasu to się jednak okaże...

Iza brzydziła się kłamstwem, ale nie żałowała, że nie powiedziała mamie o tym nieznajomym z placu zabaw. Przez prawie dwa tygodnie unikała tego miejsca mając nadzieję, że więcej go tam nie zobaczy.
Niestety, tamten chyba upodobał sobie tą część miasteczka, ale przychodził tylko wtedy, gdy na placu zabaw nikogo nie było - dziewczynka obserwowała go z okna swojego pokoju. Gdy jednak oprócz niego na placu pojawiał się jakiś inny dorosły sim z dzieckiem widziała, że nieznajomy próbował z nim nawiązać rozmowę, ale zawsze był zbywany. Gdy po chwili znowu zostawał sam, sprawiał wrażenie bardzo przygnębionego. Dziewczynce robiło się go żal i wstydziła się tego, że wtedy uciekła. Może ten pan naprawdę nie chciał zrobić jej nic złego?



- Dlaczego zawsze tu pan przychodzi, skoro nikt pana tu nie chce? - zapytała go pewnego dnia wprost.
- Bo ciągle mam nadzieję, że to nieprawda - odparł on. - Smutne jest to, że dzieciaki uczą się od swoich rodziców, żeby unikać takich simów jak ja. Albo rzeczywiście mają jakiś prawdziwy powód... Może ty mi powiesz, co jest we mnie takiego odrażającego?
Dziewczynka się zawstydziła. Sam niedawno zrobiła to samo, co tamci simowie, ale teraz nie potrafiła mu odpowiedzieć, dlaczego...
- Ja nie wiem - powiedziała szczerze. - Wiem, że wtedy uciekłam i głupio mi z tego powodu...
- Nie gniewam się o to - odparł. - Twoja mama ma rację i dobrze, że nauczyła cię ostrożności. Ale cieszę się, że przyszłaś. Od razu jakoś mi raźniej. Usiądziesz?
Usiadła.
- Jak masz na imię? - zapytał ją.
- Izabela. A pan?
- Janusz. Janusz Nowicki.
- Kim pan jest?
- Kim jestem...?
- No, gdzie pan pracuje?
- Aaa... Na stacji benzynowej na nocnej zmianie. Rano odsypiam, a przed pracą przychodzę tutaj. Lubię to miejsce.
- Nie ma pan żony ani dzieci?
- Niestety nie.
- A chciałby pan mieć?
- Co to za pytanie? - żachnął się on. - Pewnie, że chciałbym!
- Czemu? Moja mama nie chce mieć męża ani dzieci.
- A ty?
- Ja jestem wyjątkiem.
- Twoja mama studiowała gdzieś?
- Tak.
- No to już wszystko wiem...
- Co pan ma na myśli?
- A nic... Jest dobra dla ciebie?
- Mama? Jest najlepsza na świecie... Tylko chciałabym, żeby miała dla mnie więcej czasu. Bardzo późno wraca z pracy. Prawie nigdy nie ma czasu na zabawę ze mną.



- Nidy nie była z tobą tutaj - zauważył. - Albo sama, albo z tym kolegą...
- Z Adasiem. To mój przyjaciel.
- Rozumiem. Iza... To zabrzmi idiotycznie, ale... Może ty byś została moją przyjaciółką?
- Czemu nie? - ucieszyła się ona widząc, jak jego twarz się rozjaśnia w uśmiechu. - Ale pan jest dużo starszy ode mnie...
- Wiek nie gra żadnej roli. Też kiedyś byłem dzieckiem.
- O! - ożywiła się jeszcze bardziej. - W co lubił się pan najbardziej bawić?
Mężczyzna ponownie się nachmurzył przy tym pytaniu. Jego twarz stała się czerwona z wysiłku.
- Nie pamiętam - odparł ostatecznie.
- Jak to? Nawet moja mama miała swoje ulubione zabawy.
- Na przykład jakie? Może mi się jakaś przypomni.
- Rzucanie piłką!
- Miałem rację.
- Słucham?
- A nie, nic, nic. Gdybym spróbował, to pewnie bym to polubił.
- Przyniosę kiedyś piłkę, to sobie porzucamy. Pewnie pan to polubi.
- Mam nadzieję! No, ale muszę już iść. Bardzo się cieszę, że cię poznałem, Iza.
- Też się cieszę! Jednak nie jest pan taki straszny.
Roześmiał się.
- Fajnie, że ty to już wiesz. Może i ja się kiedyś co do tego przekonam... No, ale do zobaczenia!
- Do widzenia, panie Januszu!

Kilka dni później Iza i jej nowy przyjaciel spotkali się w tym samym miejscu.

- Uwaga, rzucam!



- O tak, to był dobry rzut! - skomentował Janusz.



- Grał pan kiedyś w "łapki"?
- Nie przypominam sobie...
- To proste, pokażę panu!



- Zobaczymy się jutro?
- Raczej nie - odparła. - Pewnie dostanę szlaban za to, że nie zrobiłam zadania z matematyki.
- Dlaczego nie zrobiłaś?



- Nie umiałam, a mama nie miała czasu, żeby mi to wytłumaczyć.



- Następnym razem przyjdź z tym do mnie. Spróbuję ci pomóc, może akurat mi się uda. I nie przejmuj się szlabanem. To nie twoja wina.
- Mama będzie zła, bo zawsze byłam dobra z matmy, a tu takie coś!
- Jakby mama była uparta, przyślij ją do mnie, pogadam sobie z nią.
- Pan nie zna mojej mamy...
- No to zmienimy to. O ile nie jest jakimś smokiem czy innym potworem naprawdę nie mam się czego bać. A nie jest, nie?
- Nie - zaśmiała się Iza. - Moja mama jest całkiem ładna...
- Zgaduję, że masz po niej oczy.
- Tak! Ale mama ma jaśniejsze włosy. I nie farbuje ich.
- Czyli twój tata był przystojnym brunetem... Iza, wszystko OK?
- Ja nie mam taty - odparła grobowym głosem.
- Oczywiście, że masz - zaprzeczył on. - Każdy ma, nawet ja, chociaż go nie pamiętam.
- Mama twierdzi, że nie mam taty.
- Aha...
- Jest pan pewien, że wszyscy mają mamę i tatę?
- Tak. Inaczej by nas tu nie było.
Dziewczynka na chwilę zamilkła.
- Wydaje mi się - przerwał ciszę on - że twój tata po prostu kiedyś skrzywdził twoją mamę i dlatego nic o nim nie wiesz. To taki rodzaj zemsty.
Tu dziewczynka się rozpłakała. Jestem córką złego człowieka...! On kiedyś skrzywdził moją mamę!
- Przepraszam, Iza, nie chciałem... Nie powinienem był tyle mówić...
Nagle dziewczynka przytuliła się do niego.



- Pan jest dla mnie taki dobry... Chciałabym, żeby to pan był moim tatą - wyłkała. - Chociażby takim na niby.
- Spróbuję - obiecał.
To zapewnienie uspokoiło i rozweseliło Izę. Chwilę później pożegnali się.

Pewnego dnia pani Kerner skończyła szybciej pracę. Wiedziona przeczuciem poszła szukać córki na plac zabaw...



- CO PAN WYPRAWIA?! - krzyknęła.



- Iza, MARSZ do domu!
- Ale mamo, ja znam tego pana! - rozpłakała się dziewczynka.
- Bez dyskusji! Ale już!



- Jak pan śmiał w ogóle zaczepiać moją córkę i to pod oknami mojego domu?! - krzyczała. - Jak panu nie wstyd! Wstrętny pedofil albo coś jeszcze gorszego! Powinnam była od razu zadzwonić na policję!
- Proszę pani, niech pani posłucha...
- Nie, to niech pan słucha! Przyłapałam pana na gorącym uczynku...
- Przecież nawet nie dotknąłem pani córki! Poza tym Izabela mnie zna...
- Jak pan śmie?! MOJA CÓRKA nie zadawałaby się z kimś takim jak pan, bo wie, że to niebezpieczne!
- Skoro pani nie ma czasu zająć się swoim dzieckiem, to KTOŚ musi to zrobić!
- Tak, najlepiej gdzieś po krzakach z opuszczonymi spodniami! Jeśli jeszcze raz zobaczę tu pana, a zadzwonię na policję. To jest pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. A to, jak JA zajmuję się swoim dzieckiem, to nie pańska sprawa! Żegnam!
- Iza z pewnością nie odziedziczyła charakteru po swojej matce...
- Co to ma znaczyć?! - furia kobiety sięgnęła zenitu. - Jakim prawem osądzasz mnie jako matkę, gnoju?! Od początku sama wychowuję to dziecko, staram się mu dać wszystko, co najlepsze! Jej ojciec był draniem, zniszczył mi życie i nie zasługuje na pamięć!
- Więc może zamiast wmawiać dziecku, że nie ma ojca, powiedz mu prawdę, jak to z nim było!
Nie wytrzymała - uderzyła go w twarz. Tak mocno, że polała się krew.
Zostawiła go tak bez słowa.
I tak za dużo zostało powiedziane.
A czekała ją jeszcze rozmowa z Izą...



- Iza, dziecko, MÓWIŁAM CI, żebyś się nie zadawała z obcymi! Gdyby coś ci się stało...
- Ale ja znam pana Janusza!
- Tylko ci się wydaje.
- Mamo, on nie jest złym simem, naprawdę!
- Zamilcz, Izabelo. Od tej pory będziesz wychodzić na plac zabaw jedynie w obecności kogoś dorosłego.



- Ale mamo...
- I NIE ŻYCZĘ SOBIE, żebyś się zadawała z tamtym mężczyzną. Zrozumiano?
- Tak...
Gdy mama wyszła, dziewczynka rozpłakała się.



Dawno już nie było jej tak źle jak wtedy.

Michalina jeszcze uważniej przyglądała się poczynaniom córki.



Wydawało się, że nareszcie znalazły drogę do siebie...





... a rozdział pod tytułem "niebezpieczne znajomości Izabeli" został na zawsze zamknięty.


...

Wiadomość o tym, że Liliana trafiła do sierocińca, wstrząsnęła wszystkim. Smutny nastrój zapanował w domku przy plaży. Jedyną osoba, która zdawała się nie przejmować nieszczęściem małej przybłędy, była Anastazja.
- To się nie mogło inaczej skończyć - przekonywała domowników. - Od początku było wiadomo, że ona trafi do domu dziecka. Na pewno będzie was miło wspominać za to, co dla niej zrobiliście. Ale to skończone, pogódźcie się z tym. Ona tu już nie wróci.
- Dlaczego twierdzisz, że to takie pewne? - zapytał jej mąż.
- Myśleliśmy nad jej adopcją - rzekła Lucyna. - Chociaż najlepiej byłoby, gdybyście to wy się tego podjęli - jesteście młodzi.
- WYKLUCZONE! - wypaliła Anastazja. - Jeśli będziemy gotowi na dziecko, to się o nie postaramy! A wy już macie jedną córkę.
- Jak możesz być taką egoistką?! - dziwił się jej ojciec. - Skoro możemy pomóc jakiemuś dziecku, to dlaczego mamy tego nie zrobić?
- Bo w takim wypadku to JA musiałabym być jej matką! - krzyknęła. - Nie chcę tego, nie rozumiecie?!
Po chwili ciszy odezwał się Leon.
- Może będzie się dało wziąć ją nie na małżeństwo...
- To chyba niemożliwe - zaniepokoiła się Lucyna.
- Jeśli chcecie ją przygarnąć, to proszę bardzo, ale wtedy to ja się wyprowadzam - zagroziła.

Napięcie wisiało w powietrzu, ale równocześnie z nim tęsknota. Leon w końcu nie wytrzymał i zadzwonił do sierocińca. Chciał porozmawiać z dziewczynką.
On i jego teściowie mieli nigdy nie zapomnieć tej rozmowy. Ustawił tryb głośnomówiący w telefonie i wszyscy słyszeli płacz stęsknionej Lilki, tak jak ona słyszała ich pocieszenia.
Chciałabym wrócić do domu, chociażby najgorszego, najbiedniejszego... Panie kucharki mówią, że jestem za stara i nikt mnie już nie będzie chciał... Że zostanę tutaj do pełnoletności... Mam pokój z dwoma starszymi dziewczynkami. One tak strasznie bałaganią, a jedna z nich okropnie przeklina i pali papierosy... Często nie ma ciepłej wody, a co trzeci dzień mamy kaszę, której tak nie znoszę...

- Czy się to Nastce spodoba, czy nie, musimy ją stamtąd wydostać - podjęła decyzję Lucyna.
W tajemnicy przed nią załatwiali wszystkie formalności.
Gdy nadszedł odpowiedni moment, Leon podjął się rozmowy z żoną.
- Widzę, że jakieś obce dziecko jest dla was ważniejsze, niż ja! - wściekła się. - Ładną mam rodzinę, nie ma co...
- A tak na serio, co ci przeszkadza w Lilce?
- Przecież mówiłam, że nie chcę jeszcze mieć dzieci!
- Nikt nie będzie kazał ci się nią zajmować. Twoi rodzice podjęli się jej adopcji.
Po tym wyznaniu kobieta wybuchła histerycznym płaczem. Była to ostatnia reakcja, jakiej spodziewał się po niej Leon. Po chwili rzuciła się szukać walizki i wyrzucać swoje rzeczy na łóżko.
- Odbiło ci już zupełnie?! - wściekł się jej mąż. - Jak można tak nienawidzić kompletnie nieznanego dziecka? RAZ zamieniłaś z nią słowo...



- Cześć! To o tobie tyle mi opowiadali mój mąż i rodzice?
- Pani Anastazja?
- Zefka?
- Tak, tylko tak naprawdę mam na imię Liliana.
- Liliana...?



- Tak. Bardzo ładnie pani wygląda! Chciałabym kiedyś być taka jak pani...
To wyznanie jednak zamiast ucieszyć, wywołało odwrotny skutek.
Jej oczy...
- Wstrętna dziewucho! - krzyknęła. - Nie pokazuj mi się więcej na oczy!
- Nastka! - krzyknął Leon, który był świadkiem tej sceny. Próbował dogonić żonę, ale ta zamknęła na klucz drzwi sypialni.
- Czy ja powiedziałam coś złego? - zapytała, łkając, dziewczynka.
- Nie, oczywiście, że nie. Nie wiem, co jej odbiło...
- Pana żona mnie nie lubi, a ja nawet nie wiem, dlaczego...


Nagle Leon zrozumiał. Że też wcześniej tego nie zauważył...!
- Liliana to moja córka! - krzyknęła przez łzy jego żona. - Teraz rozumiesz?! Nie po to ją oddawałam, żeby teraz miała do mnie wrócić!
Nie potrafił jej na to odpowiedzieć.
- Ale może tak miało być... - rzekła nagle, prawie niedosłyszalnie.

Przez kilka kolejnych dni milczała jak zaklęta. Jej rodzice wiedzieli już, co się stało i mimo to byli nadal zdecydowani przygarnąć dziewczynkę.
Podczas jednej z licznych niezakłócanych rozmową kolacji Anastazja oznajmiła rodzicom i mężowi:
- Chcę, żeby Liliana w świetle prawa była moją córką.
- Naprawdę? - upewnił się Leon, nie dowierzając.
- Tak.

Dziewczynka nie wiedziała jednak o zmianach w procedurze. Była bardzo zdziwiona, gdy po tym wszystkim zjawili się po nią jej nowi... tata i dziadek.
- Liliano - zaczął Leon. - Od teraz masz na nazwisko Jaskierczyk. Ja jestem twoim tatą, a pani Lucyna i pan Alan to twoi dziadkowie.
- A pana żona? - zapytała ze strachem.
- To twoja mama.
- Ale... Jak to? - dziewczynka nie wierzyła własnym uszom. Jak to się stało?!
- Ona ci to wyjaśni. A teraz chodź, zabieramy cię do twojego nowego domu.

- Bella! Jak ty urosłaś! - zachwyciła się biorąc kociątko do rąk.



Chwilę później do salonu wpadła Lucyna.
- Witaj w domu, kochanie! - wyściskała wnuczkę za wszystkie czasy.
- Lilka, ustaw się pod ścianą, zrobię ci zdjęcie - zakomunikował świeżo upieczony dziadek.



- Ślicznie! - zachwycili się starsi państwo.
- Czy pani Anastazja jest w domu?
- Tak, czeka na ciebie w swojej sypialni.
Nawet nie przyszła się ze mną przywitać, pomyślała i cała jej radość prysnęła w mgnieniu oka.

- Mogę? - zapytała, nieśmiało zaglądając do środka.
- Wejdź - powiedziała Anastazja, nawet na nią nie patrząc.
Tego było już za dużo. Moja nowa mama nawet mnie nie kocha! Ta myśl wywołała u niej wodospad łez.
- Liliana - usłyszała przed sobą.
Przed sobą miała osobę, której powinna się teraz rzucić w ramiona i przez którą miała być zasypana pocałunkami i pieszczotami. Ale nic takiego się nie wydarzyło.
- Dlaczego chciała mnie pani zaadoptować? - zapytała, próbując spojrzeć jej w oczy. - Przecież pani mnie nie znosi.
- To nie do końca tak - odrapała Anastazja. - Liliana... Wiesz, czemu dostałaś takie imię?
- Pewnie dlatego, że moja mama lubiła lilie - odparła bez namysłu. - Ale skoro tak, to dlaczego mnie oddała?
- To prawda, twoja mama lubiła lilie...
- Skąd pani to wie?
- ... ale kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży, była bardzo młoda - za młoda na dziecko. Uważała je za swoje przekleństwo. Gdy się urodziłaś, miałaś czarne włosy i niemal złote oczy - prawie jak wyobrażenie kobiety-demona, Lilith. Imię Liliana brzmi podobnie do Lilith...
Zapadło milczenie. Dziewczynka czuła, że ona nie powiedziała jeszcze wszystkiego.
- Liliano, to ja ci to zrobiłam - powiedziała, spuszczając wzrok. - To ja jestem twoją biologiczną mamą.
- Teraz już wiem, dlaczego była pani dla mnie taka zła - rzekła dziewczynka. - Pani od początku wiedziała, że ja to ja, prawda?
- Właśnie. Nie chciałam, żebyś do mnie wróciła.
- To dlaczego...?
- Tak miało być. Z jakiegoś powodu przyszłaś wtedy tu, do nas. Przecież mogłaś iść do sąsiadów, oni też są dobrymi ludźmi i przyjęliby cię tak, jak moi rodzice... Ale tak się nie stało. To, że moi rodzice i mąż tak szybko się do ciebie przywiązali też nie było przypadkiem.
- Pan Leon nie jest moim ojcem?
- Nie. I nie pytaj nigdy o niego, nie chcę do tego wracać.
- Ale dlaczego pani chciała zostać moją mamą? Przecież mogła nią być pani mama...
- Po prostu czułam, że tak musi być. Moja mama ma już jedną córkę... Nie potrafię tego wytłumaczyć, przepraszam.
- Serce pani tak podpowiedziało.
- Po tym wszystkim, co ci zrobiłam, naprawdę myślisz, że je mam?
- Gdyby pani go nie miała, nie powiedziałby mi pani tego wszystkiego i nie chciałaby pani być moją mamą.
- Kiedyś nie chciałam...
- Ale teraz pani NAPRAWDĘ chce, prawda?
- Tak, kochanie - odparła, patrząc zapłakanymi oczami prosto w równie zapłakane oczy córki. - Jesteś najpiękniejszym kwiatem, jaki wyhodowałam w całym swoim życiu... Przepraszam, że wcześniej tego nie widziałam, że byłam taką egoistką, że wtedy tak na ciebie nakrzyczałam... Wybacz mi, Liliano. Chcę być dobrą mamą dla ciebie...
- Uda ci się - powiedziała jej córka. - Kocham cię, mamusiu.



- Ja ciebie też, córeczko - mówiąc to, mocniej ją przytuliła.
To była najszczęśliwsza chwila w ich życiu.

...

Przyszła wiosna, a jak to wiosną bywa, wszystko zaczęło rosnąć.











Nastka powiła drugą córeczkę - Marcysię.







Liliana była zachwycona małą siostrzyczką.





Ale sama również była radością swoich rodziców. Nie tylko pomagała przy Małej, ale i pilnie się uczyła.



W szkole była lubiana zarówno przez rówieśników, jak i nauczycieli, stroniła od podejrzanego towarzystwa, uwielbiała malować i miała bardzo bujną wyobraźnię. Marzyła o tym, by zostać profesjonalną malarką.

Marcysia rosła jak na drożdżach :>






Bardzo dumny tatuś :D









Siostrzyczki <33



Teraz mogła zabierać siostrzyczkę na plac zabaw. Często jednak wybierała się tam bez niej.



Pewnego razu przyszedł tam chłopak, którego nigdy wcześniej nie widziała. Musiała jednak wracać do domu i nie było czasu na rozmowę. On jednak nie podzielał jej zdania.
- Hej, poczekaj!
- Znamy się? - zapytała, zdziwiona, odwracając się.
- Jeszcze nie - odparł, wyciągając rękę w jej stronę. - Jestem Lucjusz Seppi, dla znajomych Lucek.
Chcąc nie chcąc, musiała ją uścisnąć.



- Aha. No, to miło cię było poznać, Lucek.
- Ej, stój!
- Sorry, spieszy mi się...
- Jak masz na imię?
- Liliana.
- Liliana jaka?
- Jaskierczyk, pa!

Chociaż na początku spotkanie z tym chłopakiem niewiele ją obeszło, po jakimś czasie okazało się, że będzie wdzięczna losowi za to, że go spotkała i że on - mimo początkowego braku zainteresowania z jej strony - niezmordowanie próbował zdobyć jej sympatię.
Ale takiego rozwoju ich znajomości żadne z nich się nie spodziewało.



Lucek mieszkał i utrzymywał się sam mimo że był niewiele starszy od Liliany.





- Więc mówisz, że będziesz składała papiery na sztukę?
- Taki mam zamiar.



- A gdybym cię teraz zapytał, czy moglibyśmy oficjalnie zostać parą... Zgodziłabyś się na to?
- Taki miałam zamiar - zaśmiała się.



- Tak fajnie mi jest z tobą, Lilka - wyznał, wtulając się w nią.



- Mi z tobą też, Lucek - odparła.
To spotkanie skończyło się naprawdę miło.



Plac zabaw, na którym się poznali, nie był jednak wymarzonym miejscem do randkowania. Na szczęście obok był park z ogromną fontanną, mnóstwem ławek i bez gołębi!



Aha.

Poprosił ją do tańca przy śpiewie ptaków. Chodzili już ze sobą od ponad roku, więc mogli sobie pozwolić na więcej, niż do tej pory. Tak przynajmniej myślał Lucek.



- GDZIE Z TYMI ŁAPAMI?! - pisnęła dziewczyna.



- TU jest ich miejsce.



- I nie próbuj więcej tego robić.



Nie gniewała się jednak długo na niego i pozwoliła się usadzić na jego kolanach.



Musiał zbierać się do pracy i należało się pożegnać. Sposób, który wybrał, jednak również nie przypadł jego ukochanej do gustu.







- No co ty, Lilka?! Aż do ślubu nie pozwolisz się dotknąć?
- Już rozmawialiśmy na ten temat i powiedziałeś, że OK!
- No ale nie myślałem, że aż tak...
- Jeśli chcesz, możesz zmienić dziewczynę, bo ja zdania nie zmienię!
- Wiesz, że tego nie zrobię. Co najwyżej szybko ci się oświadczę.
- Nie mam nic przeciwko!
Ciekawe, czy mówił poważnie, zastanawiała się wracając do domu. Ledwo co jestem panną Jaskierczyk, a już miałabym być panią Seppi...?


...

Ciąg dalszy wszystkich trzech części nastąpił.

Ostatnio edytowane przez Liv : 20.03.2016 - 13:03 Powód: NIEEEE
Liv jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 05.07.2015, 20:04   #9
Annetti
 
Avatar Annetti
 
Zarejestrowany: 09.05.2013
Wiek: 29
Płeć: Kobieta
Postów: 218
Reputacja: 33
Domyślnie Odp: Miasteczko

Jak miło wejść na forum i zobaczyć nowy odcinek

Opowieść o Dosi? Super!
Cytat:
Napisał Liv
Pierwsze simy padają ofiarą Inteena
Chyba słońce mi dogrzało, bo zaczęłam się zastanawiać dlaczego jakiemuś simowemu gangsterowi nadałaś ksywę "Inteen"

Michaela, bardzo ładne imię Też się nie dziwię, że nie widziano Waltera w roli przykładnego męża. Ahaha, domowe śluby xd pamiętam jak kiedyś nie chciało mi sie swoich simów nawet przebrać w stroje wizytowe O jaaaa, mały książę :> Haha, zmiana koni i odnalezienie księżniczki są boskie. Przedni pomysł! Potrzebowałam chwili, żeby ogarnąć kto jest kim na ślubie, ale udało się!
Cytat:
za nimi babcia Teresy i jej mąż - Gizela
Ej, naprawdę, nie wiem co się ze mną dzieje, ale przeczytałam, że babcia ma na imię Teresa, a jej mąż Gizela I to ma być czytanie ze zrozumieniem

Mały Maurycy jest cudny Ach... Kolejny nowotwór Całe szczęście, że Olaf nie dał się załamać synkowi. To by była chyba tragedia!
Miranda jako późne dziecko? Ciekawe Następne śliczne dziecko :> Co jej w Rycku nie pasowało? I następna nastoletnia ciąża w tym odcinku Ba, w obrębie tej samej historii! Ah, czyli, że Rycerze są właścicielami zabawkowego interesu już od samych początków? Nooo, z jednej strony się nie dziwię Ryckowi, że tak odprawił Mirandę... No, ale chyba sobie wszystko przemyślał i porządnie przeliczył Walter był alkoholikiem?! A nie wygląda Ojeeeej, chwila w której Rycek odkrył, że jednak chce być ojcem jest taaaaka ujmująca Haha, i tak powstała Dosia

Adaś Roklin Super wyglądają te zabawy na placu zabaw Ktoś ich obserwuje? Odruchowo zaczynam mieć złe przeczucia... Ten nieznajomy jest mocno podejrzany. Absolutnie nie dziwię się Izie, że uciekła. No, bo kurczę... To nie takie łatwe zaufać kompletnie nieznanemu simowi kiedy nie wie się czego chce. No i przyznasz, że sytuacja jest mocno podejrzana
Zaczyna mi się robić żal tego sima Haha, tutaj wyłania się portret Michasi jako zagorzałej feministki xd Muszę mimo wszystko przyznać, że Iza to odważna dziewczyna. Pan Janusz wydaje się całkiem sympatyczny, coś czuję, że jak Michasia go pozna to będą kłopoty Iza ma takie dobre serduszko Oho, Michasia wkracza do akcji. No, ale nie dziwię się, że tak zareagowała. Miałam podobne spostrzeżenia jak zobaczyłam tego sima xd
http://s20.postimg.org/6ttnvgwn1/sna...6_01f294af.jpg <-- nie wiem dlaczego, ale Iza na tym zdjęciu wydaje mi się taaaaka bezczelna. No fochy nastolatki już w wieku dziecięcym xd
No i urwałaś w takim momencie? No wiesz co?!

Biedna Lilka Ach, Anastazja jest bardzo uparta. Serce mi się kraje jak czytam co się działo w tym domu dziecka To pierwsze spotkanie Lili i Nastki jest wstrząsające :o
I cała prawda wyszła w końcu na jaw. Ooo, spotkanie Lili z Bellą jest słodkie A Alan w swoim żywiole Następna rozmowa matki i córki również wywołuje dużo emocji. I ta etymologia imienia Lili...
Cytat:
- Pan Jonasz nie jest moim ojcem?
Chyba pomyliłaś braci Jaskierczyków

Marcysia! To takie kochane dziecko A to zdjęcie z Leonem jest śliczne Ale to ze starszą siostrą, to już w ogóle jest cudne!
Lucek, to chyba sim, który wie czego chce Dlaczego Lucek mieszkał i utrzymywał sie sam? A myślałam, że mieszkał z rodzicami... Haha, Lilka ma same zamiary xd Wyglądają na całkiem zgraną parę Ale nie przyzwyczajam się xd Bardzo fajne zakończenie

No cóż, mam nadzieję, że nowy odcinek pojawi się równie szybko
Oo, i mam pytanie. Jak postępy nad drzewkiem Graczyków?
Annetti jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 06.07.2015, 19:56   #10
Shiver
 
Avatar Shiver
 
Zarejestrowany: 17.04.2009
Skąd: z Księżyca
Wiek: 27
Płeć: Mężczyzna
Postów: 1,223
Reputacja: 21
Domyślnie Odp: Miasteczko

Olaf i Teresa tak pięknie ze sobą wyglądają! No raczej wyglądali bo ją uśmierciłaś
Miranda i Rycek (to zdrobnienie kojarzy mi się z olejem rycynowym ) to wybuchowa para! Ale przynajmniej szczęśliwa (chociaż, jak mniemam, do czasu )

Łomatko, nie dziwię się Izie, sam bym się takiego Janusza przestraszył Chociaż po bliższym poznaniu wzbudził moje zaufanie (i teraz pozostaje pytanie, czy to dobrze, czy źle...). I zastanawia mnie co on takiego wie o matce Izy. Swoją drogą to nie rozumiem Michasi. Niby go tak kochała i teraz nagle udaje, że nigdy nie istniał i okłamuje dziecko. Przecież nie musi jej mówić wszystkiego, wystarczyłoby coś w stylu "twój tatuś zmarł kiedy byłaś malutka".
A tak btw to STRASZNIE nie podobają mi się okulary Michasi

Anastazja zaczyna mnie powoli wkurzać. Nie chce dziecka to nie, ale przecież własnym rodzicom nie może zabronić adopcji. Zresztą mogłaby to lepiej rozegrać jeśli chciała uniknąć adopcji, bo swoją nienawiścią chyba jeszcze bardziej zmobilizowała rodziców do działania No ale w końcu poszła po rozum do głowy i dziecko znalazło się w kochającym domu
Łomatko, jaka Liliana jest śliczna jako nastolatka! Marcysia również jest bardzo urodziwa jak na dziecko Uuuu i pierwszy romansik! Ale Lilka to gorzej jak zakonnica, nie chce się nawet całować z własnym chłopakiem
__________________
Shiver jest offline   Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest włączony
Emotikonywłączony
[IMG] kod jest włączony
HTML kod jest Wyłączony

Skocz do Forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 03:14.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
Spolszczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin
Wszystkie prawa zastrzeżone dla TheSims.pl 2001-2023