Wróć   TheSims.PL - Forum > Simowe opowieści > Opowiadamy jak sobie gramy

Komunikaty

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
stare 11.07.2015, 13:34   #1
Liv
Moderatorka Emerytka
 
Avatar Liv
 
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
Domyślnie Odp: Miasteczko

Cytat:
Napisał Libby
Janusz to strasznie podejrzany typek i jeszcze zachowuje się jak pedofil na tym placu zabaw.
Nie mógłby inaczej w sumie xDD Przeciętny dorosły poszedłby do parku albo lasu, żeby odpocząć i pomyśleć, a nie na plac zabaw
Cytat:
Izaak wyrządził jej sporo złego, ale chciał dla niej dobrze i bardzo ją i Izę kochał.
Michasia nie wybaczyła mu tego, że tak rozegrał sprawę i spisała całą ich znajomość na stratę. Więcej w następnym odcinku.
Cytat:
Spikniesz Michasię i Janusza? xD
Pytasz czy wiesz?
Cytat:
No nie wiem... jakby Lilka była za mądra lub czytała Nastce w myślach...
W starciu z inną, mniej przyjazną rzeczywistością w domu dziecka nauczyła się nowych rzeczy
Ty widzisz błędy, których ja nie widzę Zawsze będzie źle!
Cytat:
Napisał Annetti
Co jej w Rycku nie pasowało?
Nie wiem, Miranda jest kapryśna :<
Cytat:
Ah, czyli, że Rycerze są właścicielami zabawkowego interesu już od samych początków?
Stale i niezmiennie Chociaż teraz się zastanawiam, kto przejmie rodzinny biznes. Obecny właściciel ma tylko córkę. Chyba że Kamil Rycerz będzie praktykował u wujka Albo młody Jaskierczyk, ale to już inne nazwisko będzie xD
Cytat:
Walter był alkoholikiem?! A nie wygląda
Na początku nie był, ale potem wpadł w nałóg. Z powodu tej choroby nie zjawił się na ślubie córki - nie był w stanie
Cytat:
Haha, i tak powstała Dosia
A za 2 odcinki będzie "I tak powstała Ola!" albo "I tak bańka-wstańka został ojcem"
Cytat:
No i przyznasz, że sytuacja jest mocno podejrzana
Sam Janusz jest simem bardzo zagadkowym.
Cytat:
Zaczyna mi się robić żal tego sima
Słusznie
Cytat:
Haha, tutaj wyłania się portret Michasi jako zagorzałej feministki xd
Bingo!
Cytat:
No i urwałaś w takim momencie? No wiesz co?!
Mogłam urwać w momencie, od którego zacznę kolejny odcinek - to byś dopiero była wściekła
Cytat:
Chyba pomyliłaś braci Jaskierczyków
Zawsze ich mylę
Cytat:
Ale to ze starszą siostrą, to już w ogóle jest cudne!
Osobiście je uwielbiam
Cytat:
Lucek, to chyba sim, który wie czego chce
Udowodnię Ci, że nie
Cytat:
Dlaczego Lucek mieszkał i utrzymywał sie sam? A myślałam, że mieszkał z rodzicami...
Longin już nie żył, a Penelopa nie miała zbyt dobrych relacji z synami.
Cytat:
Ale nie przyzwyczajam się xd
A wiesz, że ja sama jeszcze nie wiem, jak to się skończy?
Cytat:
Napisał Shiver
No raczej wyglądali bo ją uśmierciłaś
Znowu JA?!
Cytat:
(to zdrobnienie kojarzy mi się z olejem rycynowym )
A mi z grzybkiem.
Cytat:
Ale przynajmniej szczęśliwa
Szczęśliwa para to tacy Czajkowscy czy Nastka i Leon
Cytat:
Chociaż po bliższym poznaniu wzbudził moje zaufanie
Dobrze - myślę, że ostatecznie go polubisz
Cytat:
I zastanawia mnie co on takiego wie o matce Izy.
Nic nie wie. Przecież się nie znają xD On tylko przypuszcza
Cytat:
Niby go tak kochała i teraz nagle udaje, że nigdy nie istniał i okłamuje dziecko. Przecież nie musi jej mówić wszystkiego, wystarczyłoby coś w stylu "twój tatuś zmarł kiedy byłaś malutka".
Michasia żałuje tego, co się stało. Poza tym, wiesz - gdyby powiedziała "A", musiałaby też powiedzieć "B". Myślisz, że Iza nie pytałaby jak zginął jej ojciec?
Cytat:
A tak btw to STRASZNIE nie podobają mi się okulary Michasi
One są kultowe
Cytat:
Ale Lilka to gorzej jak zakonnica, nie chce się nawet całować z własnym chłopakiem
Lilka jest ostrożna po prostu

Dziękuję Wam za te trzy długie komentarze! Liczę na to, że na nich się nie skończy Gdyby do tego momentu ich liczba byłaby zadowalająca (czyli 4-5), pewnie na dniach pojawiłby się tu post bogaty w tekst i zdjęcia.
Liv jest offline   Odpowiedź z Cytatem

PAMIĘTAJ! Źródłem utrzymania forum są reklamy. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
stare 15.07.2015, 14:43   #2
Liv
Moderatorka Emerytka
 
Avatar Liv
 
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
Domyślnie Odp: Miasteczko

Haha, napisz posta, a czytelnicy się odezwą :D Dzięki, dziewczyny! Naodpowiadałam się trochę, wrzucam do spoilera.

Spoiler: pokaż
Cytat:
Napisał MsAnnonymus
Rycek, Rycek to taki ksiądz z mojej parafii, który ma trójkę dzieci.
Koło księdza z prawdziwego zdarzenia to on nawet nie stał :<
Cytat:
A głupia Michasia mysli, że utrzyma córkę przy sobie. xD
Obawiam się, że może jej się to udać ;]
Cytat:
i ten tekst.
Jaki tekst? :>
Cytat:
Czwarty komentarz!
Awww <3
Cytat:
Napisał Kędziorek
No ale jestem. W końcu.
Cieszę się bardzo i witam :>
Cytat:
zawsze mnie zastanawiało, co twórcy gry mieli na myśli, umieszczając tę zieloną breję w butelce do mleka
Dlatego od kilku lat najmniejsze moje simy piją wyłącznie mleko w przeźroczystych, szklanych lub plastikowych butelkach :> A jeśli któras z młodych mam jest świaodma wad stosowania mleka modyfikowanego, może też karmić piersią :D
Cytat:
biedny Olaf..
Biedny, zdecydowanie :(
Cytat:
Wszyscy są biedni
Oprócz Mirandy - ona jest dziwna xD
Cytat:
Zresztą ten Dennis też - coś tam o nim poczytałam, ale kurczę, panny z dzieckiem się nie zostawia
Ale Zbysław mu nagadał, że Nadia go zdradziła i dziecko nie jest jego.
Psst, to jest Denis. Nie bądźmy tacy światowi :D
Cytat:
Nie no, nic.. To w końcu całkowicie normalne, kiedy obcy facet podchodzi do samotnej dziewczynki na placu zabaw, bo chce ją pohuśtać. Nie ma w tym nic dziwnego, ależ skąd
Janusz się ogólnie zastanawiał. Iza nie była pierwszym simem, który go tak potraktował :(
Cytat:
Tak, to smutne, że rodzice uczą dzieci instynktu samozachowawczego i zabraniają im rozmawiać z obcymi.. Jak tak można?
W tamtym zdaniu chodziło o to, że Janusz zagadywał do dorosłych simów, nie do dzieci xDD
Cytat:
Mam dziwne przeczucie, a nawet pewność, że Janusz skądś Michalinę zna..
Jesteś drugą osobą, która tak twierdzi :|
Cytat:
NA CZYM go przyłapała?
Na tym, że kręcił tą karuzelą, na której była Iza. Czyżby zdjęcia się nie wyświetlały? :|
Cytat:
Ale ta ich kłótnia.. Uśmiałam się
Ja Ci się nie dziwię ;]
Cytat:
Och.. Albo i nie...
xDD
Cytat:
Trudno ją zaskoczyć
Hahaha :D
Cytat:
Czyli czekamy na rychłe oświadczyny?
TAK! :D
Cytat:
Napisał tut
Ufff. Przeczytałam wszystko od A do Z
Moje gratulacje :D
Cytat:
To brzmi tak, jakby jednak znał skądś Michalinę.
x3.
Nie.
Cytat:
Czemu tak ją odrzuciła?
Bo nie chciała wracać do tego, co było kiedyś.
Cytat:
Dumnemu tatusiowi jakoś mi nie pasują te okulary.
Dumny tatuś nosi je od samego początku :>
Cytat:
Czemu taka niedotykalska xD
Bo jej mama w jej wieku była wielodotykalska :D


Ciąg dalszy wszystkich ostatnich trzech wątków następuje dzisiaj. Skupiłam się na meritum, 3. czytanie dopiero przede mną - jest to ostrzeżenie przed błędami.
A teraz idę coś zjeść.


...

Miranda postanowiła zrezygnować z dalszej edukacji i zostać z małą w domu. Maurycy zaś poszedł na prawo.
A później trochę poskakał.





Akurat widoczna tu Lawenda nie miała nic przeciwko i Wy wiecie dlaczego :P A mama Dosi o niczym nie wiedziała - ostatecznie nie byli parą. Mimo to chłopaka trochę męczyło sumienie i myśli, że mogliby zacząć od nowa z Mirandą. Ona chyba też tego chciała :P



Ale żądna uwagi Dosia nie pozostawiała im wiele czasu dla siebie.



Zaczęli się więc spotykać także poza domem.





A tego wieczoru...









Pięknie, no nie? :D



Pozachwycajcie się jeszcze :>
Maurycy Działkowicz + Miranda Rycerz
20 IV 2013
Tydzień po nich pobierali się Paweł Graczyk i Paula Burk <3



















Dosia też tam była :>





Gratulacje.





<3
No, ale teraz, gdy panna Rycerz i pan Działkowicz poukładali swoje sprawy sercowe, skupmy się na tytułowej bohaterce tej historii.





Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby dawać Dośce taki kolor włosów... Co najgorsze, gdy była dorosła, też się tak walnęłam :/



No, tu już lepiej.






Mała blondyneczka poszła do szkoły i tam poznała innego blondyneczka, na którego podziałał jej niezaprzeczalny urok osobisty i miła aparycja.



Wy Franka Stanka znacie stąd i stąd.
Co uważniejsi wiedzą, że ten niewinnie wyglądający chłopiec bardzo namiesza w życiu panny Działkowicz.
Ale to w następnym odcinku ;)





...

Drogi Panie Januszu!
Teraz mam szlaban na chodzenie na plac zabaw wogule. Mamusia jest bardzo uparta ale teraz czeńściej się razem bawimy i jest fajnie chociarz chciałabym żeby Pan był z nami. Nauczyłabym Pana dużo nowych gier kturych napewno Pan nie zna. Smutno mi gdy Pana niema i bardzo tensknię za Panem a mojim marzeniem jest żeby Mama pozwoliła mi się chociarz z Panem porzegnać. Mogę obiecać, że nigdy o Panu nie zapomnę w końcu jest Pan mojim PRZYJACIELEM i TATOM na niby chociarz Mama byłaby na mnie zła gdyby się dowjedziała. Niech Pan nigdy nie zapomni że bardzobardzobardzo Pana lubię chociarz Adaś mówi że jak się kogoś bardzobardzobardzo lubi to jusz jest miłość. Jeśli to prawda to mogę powiedzieć że KOCHAM PANA!!!

Pańska przyjaciółka na zawsze
IZABELA KERNER

Taki list Michasia znalazła pod poduszką podczas przebierania pościeli w pokoju córeczki. Czy to możliwe, żeby to dziecko aż tak się przywiązało do kompletnie obcego sima? Przyjaciel, tata...! Michasię ogarnęła złość - nie tyle na córeczkę, co na tego, który miał być jej przyjacielem i tatą. Co innego, gdyby zginął w jakimś wypadku samochodowym czy w innej katastrofie. Co innego, gdyby był zwyczajnym, uczciwym simem bez takiego bagażu doświadczeń i mroku w sercu. Nie - ojciec jej dziecka swoim życiem zupełnie zasłużył sobie na taką a nie inną śmierć w przeciwieństwie do miłości i zaufania, którymi one go obdarzyły. Po jego odejściu nie miała ochoty wiązać się z żadnym innym mężczyzną. Życie zdanej wyłącznie na samą siebie samotnej matki nie było łatwe, ale miała już w tym doświadczenie i bardziej od obecnego stanu jej życia bolała ją przeszłość. Starała się nie rozdrapywać starych ran i wszyscy zdawali się respektować jej życzenie. Jej nowi znajomi nie wiedzieli, że kiedyś była mężatką. Łatwiej było jej znieść współczucie związane z tym, że jest panną z dzieckiem aniżeli to, że jest wdową po narkomanie, który załatwił się tak "na własne życzenie". Z tego też powodu Iza nie wiedziała, że w ogóle miała ojca. Tak było prościej. Gdy zaś podrośnie i będzie w stanie pogodzić się z przeszłością, ona - jej matka - wtedy będzie już gotowa na to, żeby wyjawić jej prawdę o człowieku, dzięki któremu jest na tym świecie. Zrozumie też, że to jest jedyna jego zasługa w całym jej życiu...
Pismo Izy rzuciło jednak cień na jej zamiary. Co ten pedofil jej naopowiadał?! Może jeszcze zaproponował, że to on będzie jej ojcem...?!
Postanowiła poczekać, aż córka wyśle ten list i dostanie na niego odpowiedź. Jeśli z niego jasno wyniknie, że Iza padła ofiarą pedofila, nie zostawi na nim suchej nitki...
Na wszelki wypadek zrobiła sobie ksero dziecięcego rękopisu. Tak, będzie musiała do tego wrócić. Tak, znowu trzeba będzie wymyślić jakąś karę dla Izabeli. Znowu będzie się powstrzymywać przed tym, żeby pójść i przytulić płaczącą za drzwiami córeczkę.
Robię to wyłącznie dla jej dobra, odganiała wyrzuty sumienia.

List zaadresowany do Izabeli zjawił się po około tygodniu.



Ostrożnie go odpieczętowała, starając się nie uszkodzić koperty.

Moja mała Przyjaciółko!
Z całego serca dziękuję Ci za Twoją przyjaźń i za ten piękny, kolorowy list. Cieszę się, że mi zaufałaś. To wiele dla mnie znaczy. Uważam jednak, że powinnaś przede wszystkim słuchać swojej Mamy. Te wszystkie zakazy są dla Twojego dobra. Mama bardzo Cię kocha i nie zniosłaby tego, gdyby stała Ci się jakaś krzywda. Mimo że ja również za Tobą tęsknię, jako Twój Tata "na niby" muszę Ci rozkazać, żebyś jej posłuchała i zapomniała o mnie. Może kiedyś znajdzie się dla Ciebie prawdziwy tata i to z nim będziesz się bawić i to jego będziesz naprawdę KOCHAĆ. Tak będzie najlepiej i tego Ci życzę.
Chciałbym jeszcze, żebyś jeszcze dzisiaj podziękowała swojej Mamie za to, że jest przy Tobie i troszczy się o Ciebie mimo że z pewnością nie jest jej łatwo. Przytul ją i powiedz jej, że ją kochasz. To ważne, Iza.

Twój przyjaciel na wieki,
Janusz

Ostatnie dwa zdania wywołały u Michasi falę łez. Gdyby nie Milena Ramonow, sama nie miałaby nikogo, kogo mogłaby nazywać mamą. Gdyby nie to, że ona sama postanowiła - chociażby bez niczyjej pomocy - wychować Izę, jej córeczka być może podzieliłaby ten straszny los, który ominął jej matkę...
Gdy już się otrząsnęła, wróciła wzrokiem do innego fragmentu listu.
Jesteś jedyną osobą, która może podtrzymać pamięć o mnie, ale nie jestem tego wart, więc proszę cię - zapomnij o mnie.
Przeszedł ją zimny dreszcz. Uroniła łzę. Gdzieś to już czytałam, pomyślała ze smutkiem.

Kilka dni później wróciła do tego listu, ale już bez emocji. Z pisma tego człowieka wynikało, że jego zamiary niekoniecznie były złe. Tak - dojście do takiego wniosku wymagało sporej odwagi. Poza tym list był napisany schludnie, chociaż na komputerze, a jego pisownia była nienaganna i nieodparcie szczera. W dodatku od tamtej kłótni na placu zabaw nieznajomy przestał tam przychodzić. Iza zaś nadal snuła się po domu przygaszona i trudno było ją rozweselić.
No i mimo tego, że pierwsze spotkanie jej i Janusza nie przedstawiło jej w dobrym świetle, on zdawał się nie żywić urazy do niej, zrozumiał jej zachowanie...
Zrobiło jej się głupio. Prawdopodobnie niesłusznie go osądziła, a tamto uderzenie było już kompletnym nietaktem i za to należały mu się przeprosiny.
Najlepiej osobiste.

- PAN JANUSZ?!
- We własnej osobie - uśmiechnął się.
- Ale... Jak to? Dlaczego pan tu jest?!
- Twoja mama chyba ma mi coś do powiedzenia.
- Specjalnie na dzisiaj upiekła placek... Chyba zaprosiła pana! Nie jest już na pana zła!
- Taką mam nadzieję...
- Jupiiiii!!! - krzyknęła, po czym rzuciła się obejmować gościa.



I nikt jej przed tym nie powstrzymywał.

- Dobry wieczór. Bardzo się cieszę, że pan przyszedł - zaczęła Michasia, gdy Janusz znalazł się w kuchni.
- Dobry wieczór. Ładnie pachnie - pochwalił, szukając wzrokiem ciasta.
- Dziękuję... Chciałam pana przeprosić. Niepotrzebnie się uniosłam. Kompletnie straciłam nad sobą panowanie i...



- W porządku - przerwał jej. - Pewnie na pani miejscu zachowałbym się tak samo gdyby chodziło o moje dziecko.
- Czytałam pański list - powiedziała przyciszonym głosem. - Wiem, że nie powinnam, ale... Zaprzyjaźnił się pan z moją córką i mimo iż uważam, że ta znajomość jest dość... nietypowa, nie mam nic przeciwko niej.
- Och - zdziwił się. - Jest pani pewna? Jeden list nie zawsze świadczy o człowieku.
- Postanowiłam panu zaufać.
- Zrobię wszystko, żeby pani nie zawieść. I dziękuję. Dzięki Izie moje życie stało się o wiele weselsze. Zazdroszczę pani, że to ona jest pani córką. Takie dziecko to naprawdę skarb.
- Wiem, tylko czasami o tym zapominam. Ale skoro mogę się w jakiś sposób podzielić moim skarbem i skoro Iza nie ma nic przeciwko temu...
- Nie chciałbym nadużywać pani dobroci, naprawdę. Wiem, że ma pani własne życie i nie chcę być intruzem...
- Myślę, że uda nam się to pogodzić... A najlepiej będzie, jeśli zaczniemy wszystko od nowa...
- Janusz Nowicki, miło mi.
- Michalina Kerner. Również.
- Mamooo, mogę pokazać panu Januszowi moje rysunki? - do kuchni nagle wtargnęła Iza ze stosem kartek w ręku.
- Jak zjemy, kochanie. Połóż je tu, na blacie, to o nich nie zapomnisz. A teraz zapraszam was do stołu.

Podczas jedzenia przyglądał się im.



Były jak dwie krople wody! Tak samo ładne, tak samo urocze i każda z nich na swój sposób mądra. Tak - zdążył zapałać sympatią nawet do tej nieco porywczej feministki Michaliny Kerner. Koniecznie musiał ją bliżej poznać. Kto wie, czy i w niej nie znalazłby przyjaciółki...

- Dzisiaj w szkole uczyliśmy się o pogodzie - terkotała Iza. - Ja osobiście najbardziej lubię śnieg.



- Może dokładki, panie Januszu? - zapytała gospodyni.
- Dziękuję, ale niczego już w siebie nie dam rady wcisnąć - odparł, po czym zwrócił się do dziewczynki. - Dlaczego akurat śnieg?
- Bo ze śniegu można na przykład ulepić bałwana! - powiedziała z entuzjazmem. - Gdy przyjdzie zima, ulepimy jakiegoś razem, prawda, panie Januszu?
- Na pewno - uśmiechnął się. - Ty i mama będzie lepić, a ja będę pozować.
Wesoły nastrój udzielił się całej trójce, nawet zwykle poważnej Michasi.
Później dorośli zgodnie stwierdzili, że prace plastyczne panny Kerner są bardzo ładne i że powinna rozwijać swój talent (to zasugerował Janusz).
Gdy rysunki się skończyły, za rozkazaniem pani Kerner Iza i Janusz pożegnali się, po czym dziewczynka (z żalem) poszła spać.
- To był bardzo miły wieczór. Dziękuję pani bardzo za miłe przyjęcie.



- Naprawdę? W takim razie mam nadzieję, że wkrótce znowu nas pan odwiedzi.
- Z pewnością, tylko...
- Tak?
- Skoro tych spotkań ma być więcej, może przejdźmy na "ty"?
- Świetny pomysł, Janusz.
- Cieszę się, że ci się spodobał... Michalinko? Jak cię zdrabniają?
- Przyzwyczaiłam się do pełnej formy.



- A może "Michasiu"?
- NIE - wypaliła. - Przepraszam najmocniej. Mam z tym zdrobnieniem niezbyt dobre wspomnienia.
- Mogę wiedzieć, kto tak cię nazywał?
- Ojciec Izabeli - odpowiedziała przygaszonym głosem.
- Miałem rację - stwierdził.
- W czym?
- Próbowałem przekonać Izę, że wszyscy ludzie mają i mamę, i tatę. Ona opowiedziała mi o tym, czego ty jej nauczyłaś. Na jej pytanie, dlaczego nie mówiłaś jej nigdy o jej ojcu odpowiedziałem, że "pewnie dlatego, że twój tata kiedyś skrzywdził twoją mamę".
- Niepotrzebnie jej to mówiłeś - powiedziała z wyrzutem. - Chciałam uniknąć pytań...
- Z tego, co widzę, udało ci się.
- Fakt, Iza nadal nie zapytała o swojego tatę. Ale to dobrze, tak miało być...
- Iza ma kilka lat a zdaje się, że dla ciebie to jeszcze świeży temat...
- I nie roztrząsajmy go - ucięła. - Naprawdę nie lubię wracać pamięcią do tamtych czasów.
- Dobrze, nie będę pytać - odparł, niechętnie. Bardzo chciał dowiedzieć się czegoś więcej o tej tajemniczej postaci, którą Michalina chciała wyrzucić raz na zawsze ze swojego serca. Ale czy to możliwe, żeby taka kobieta jak ona mogła pokochać - chociażby przez chwilę - takiego drania? Czy taki ktoś byłby w stanie być genetyczną połową dziecka takiego jak Izabela?
Te pytania męczyły go w czasie drogi powrotnej i przez resztę wieczoru. Zdał też sobie sprawę z tego, jak trudno będzie mu "odczarować" Michalinę. Dopóki ona nie pogodzi się z przeszłością i nie przebaczy tamtemu, dopóty nie będzie szczęśliwa.

Od tej pory nowy przyjaciel Izy był częstym gościem w ich domu.





Michasia nieraz przyglądała się ich zabawom i przysłuchiwała się rozmowom. Po krótkim czasie nie miała już wątpliwości co do intencji Janusza. Rzeczywiście był dla jej córeczki tatą "na niby", a jego wygląd zewnętrzny był kompletnym zaprzeczeniem jego charakteru i intelektu. Michasia uważała, że sim taki jak Janusz miał predyspozycje do czegoś więcej niż praca na stacji benzynowej. Zastanawiało ją jednak to, że praktycznie nigdy nie wspominał swojej przeszłości. Gdy Iza pytała go o jakieś szczegóły z jego dzieciństwa, zawsze odpowiadał, że nie pamięta tego. Nie pamiętał ani swoich rodziców, ani czasów wczesnej szkoły podstawowej, ani czy lubił matematykę, ani w co się bawił z kolegami... Michasia zaś nigdy nie mogła znaleźć dobrego momentu na spytanie go o to. W ogóle nie mieli zbyt wielu okazji do rozmowy w cztery oczy. On większość czasu poświęcał jej córeczce, a jeśli już zamieniali słowo, to na tematy "bieżące" takie jak praca, co się dzieje w miasteczku, życie "ich" pociechy... Za jej namową sprawił sobie nowe ubrania (tamte były bowiem pochodzenia secondhandowego), nie zgodził się jednak na zgolenie brody, wyregulowanie brwi, odchudzenie się czy chociażby zapuszczenie włosów! Było to o tyle dziwne, że - miała wrażenie - jemu samemu nie podobał się jego wygląd, jednak z jakiegoś powodu nie chciał go zmienić. Pozostawało pytanie, jaki to był powód...
Mimo tego jednak, że Janusz Nowicki był dla niej zagadką, znalazła z nim wspólny język. Zgadzali się w bardzo wielu sprawach, zniknęło początkowe skrępowanie i niektóre wewnętrzne blokady. Gdyby chcieli, i oni mogliby zostać przyjaciółmi...



Naprawdę niewiele im do tego brakowało.

Iza dostała zaproszenie na urodziny od koleżanki z klasy, miała też u niej nocować.
Ten pierwszy od dawna samotny wieczór jej mama zamierzała spędzić w towarzystwie herbaty i książki.



Ktoś postanowił jednak pokrzyżować jej plany.



- Cześć! Coś się stało? Nie idziesz dzisiaj do pracy?



- Hej, nie. Długo się na to zbierałem...



- Chciałem po prostu cię odwiedzić, pogadać... A dzisiaj stacja jest zamknięta, coś tam naprawiają. Chyba że przeszkadzam...
- Nie, tylko czytałam książkę, wejdź.

- Pyszna zupa. Chyba nigdy nie jadłem lepszej.
- Iza i ja też za nią przepadamy.
- Mógłbym dostać przepis?



- Obawiam się, że nie. To stara, rodzinna receptura.
- W takim razie będę się musiał jakoś dostać do twoich rodzinnych kręgów - zaśmiał się.
- To może być trudne.
- Dlaczego?
- W mojej najbliższej rodzinie nie ma póki co żadnych panien na wydaniu.
- Rozumiem, że ty się nie zaliczasz do tego grona?
- Ja to co innego.
- Wojująca feministka?
- Co?!
- Takie sprawiasz wrażenie.
- Pozory mylą.
- Wybacz, że zapytam, ale...



- Czy od czasów ojca Izabeli nie miałaś nikogo?
- Od czasów ojca Izabeli mam tylko ją i to mi w zupełności wystarcza - odparła oschle.
- Ale Iza kiedyś dorośnie. Widzisz - już dzisiaj zostałaś sama.
- Nie, bo ty się przyplątałeś.
- Bo miałem cel.
- Jaki cel?
- Poznać cię.
- Możesz pytać o wszystko tylko nie o Wiesz-Kogo.
- Kiedy właśnie ta kontrowersyjna postać najbardziej mnie ciekawi.
- Dlaczego niby?
- Bo to dziwne. Jeśli on był skończonym idiotą i szczerze go nienawidziłaś, to jakim cudem Iza została z tobą?
- Nie mogłam jej oddać. Mnie samą przecież zaadoptowali moi rodzice i nie wiem, czy ona miałaby tyle szczęścia, no i ciągle miałam nadzieję, że jej ojciec... się zmieni. On nie zawsze był zły...
- Zawsze myślałem, że to była znajomość na jedną noc.
- Nie... Chciałam mieć dziecko.
- Tylko niekoniecznie z nim?
- Nie, właśnie z nim... Gdyby się zmienił.
- A więc kochałaś go?
- Jak nikogo innego... Był przyjacielem, miłością mojego życia...
Nagle na swoich policzkach poczuła łzy. Reakcja była błyskawiczna.
- Dość. - zreflektowała się, po czym szybko przetarła ręką oczy i policzki i zaczęła zbierać puste talerze.
- Pomogę ci - zaofiarował się Janusz. - I przykro mi z powodu niego.
- Daj zupę do lodówki - powiedziała, jakby nie słysząc tych ostatnich jego słów.
- Ale ze mnie gość, nie ma co! - rzekł nagle. - Przyszedłem w odwiedziny i nic nie przyniosłem dla gospodyni! Przepraszam.
- Odwdzięczysz mi się innym razem. Swoją drogą nie pamiętam, kiedy ostatni raz piłam wino.
- Ja też nie - zaśmiał się. - Jeśli i ty masz na nie ochotę, to z chęcią dotrzymam ci towarzystwa. Przy okazji skoczę do sklepu.
- Nie trzeba, coś się znajdzie w tym barku - odparła.
Rzeczywiście, znalazło się.



- Wypijmy zdrowie Izabeli - zaproponował. - W końcu gdyby nie ona, nie byłoby mnie tu.
- Zdrowie! - zawołała Michasia, już w dużo lepszym humorze.
Co prawda zawartość butelki nie zmniejszyła się znacznie, to jednak wystarczająco, żeby zrobiło się swobodniej.
- Wiesz już całkiem sporo o mnie, ale ja nadal niczego nie wiem o tobie - powiedziała.



- Wiesz chyba wszystko, co ja sam o sobie wiem.
- Jak to?
- Nie pamiętam swojej młodości.
- Nic a nic?
- Nic a nic.
- Ale jak to możliwe?
- Kilka lat temu miałem wypadek, w którym straciłem pamięć.
- No dobrze, ale... Co z twoją rodziną, znajomymi? Jesteś dość młody, musiałeś kogoś mieć.
- Podobno miałem - przyznał, po czym bardzo spoważniał. - Problem w tym, że moja rodzina zapewne nie chciałaby mnie widzieć na oczy.
- Dlaczego?
- Lekarz, który mnie uratował powiedział, że we wcześniejszym życiu zgotowałem swoim najbliższym piekło na ziemi i w zasadzie za to, co im zrobiłem, powinienem był umrzeć.
- Bogowie, to straszne... Coś ty mógł im zrobić?!
- Nie wiem... W każdym razie był na tyle dobry, że załatwił mi nową tożsamość. Rozkazał mi, żebym nigdy nie próbował się dowiadywać o moją rodzinę. Powiedział, że po moim zniknięciu są o wiele szczęśliwsi...
- Skoro jesteś zaginiony, to na pewno cię szukają!
- Nie, na pewno nie. Poza tym uznali mnie za zmarłego...
Teraz i on płakał.
- To życie, które teraz prowadzę, ma być pokutą za tamto... I to jest prawda - nie potrafię znaleźć sobie przyjaciół, o miłości nie wspominając. Do teraz nie rozumiem jak to się stało, że ty i Iza wyciągnęłyście do mnie rękę. Nie zasłużyłem na to.
- Janusz, ja w to nie wierzę, rozumiesz? Ty nie masz w sobie ani odrobiny zła!
- Cieszę się, że tak myślisz, ale być może masz przed sobą jakiegoś kryminalistę.
- Mam przed sobą człowieka, któremu mogę zaufać i który jest dla mojej córki jak ojciec. Jesteś dobrym człowiekiem, Janusz. Zasługujesz na przyjaźń i miłość, zasługujesz na przebaczenie...
- Dziękuję. Mam nadzieję, że w tym życiu nie będę musiał nikogo o nie prosić.
W tej samej chwili w kuchni zapanowała ciemność. Pani domu poszła w tamtą stronę, za nią jej gość.
- Kurczę, żarówka się przepaliła, a ja nie mam już zapasowych - martwiła się.
- Nie przejmuj się. Idę jutro na zakupy. Jak będę wracał to wpadnę i wymienię ją.
- Nie trzeba, sama...
- Pozwól sobie pomóc, Michalina - zganił ją. - Wiesz, że masz przyjaciela-faceta, którym będziesz się mogła wysługiwać jeśli trzeba. Jasne?
- Dobrze, panie Zły Majstrze - zachichotała.
- Wiesz, zastanawiałem się niedawno, czy nie mógłbym cię kiedyś zaprosić na jakąś potańcówkę - zmienił temat.
- Wieki na takim czymś nie byłam!
- Problem w tym, że nie wiem, czy umiem tańczyć.
- Chodź, sprawdzimy. Tylko przyniosę radio.



- Ej, zupełnie nieźle sobie radzisz - powiedziała. - Ciekawe, co jeszcze umiesz, a o tym nie wiesz!
- Wydaje mi się, że w tamtym życiu mogłem być na przykład pisarzem.
- A, to też zauważyłam. Masz też wyczucie rytmu jak mało kto. Próbowałeś grać na jakimś instrumencie?
- Nie - odparł. - Ale postaram się to sprawdzić. Może kiedyś w nocy stanę pod oknem pokoju ukochanej i zagram jej piosenkę, którą specjalnie dla niej napisałem...
- Możesz na mnie zrobić próbę generalną.
- Dla ciebie napisałbym inną, lepszą.
- Janusz, chyba się w tobie zakochuję - wyznała nagle.
- W takim razie to ty możesz być adresatką tej pierwszej - uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie.



- Dawno już nie czułam się taka szczęśliwa - wyszeptała.
- Ja też, chociaż ostatnio moje życie jest bardzo szczęśliwe dzięki tobie i Izie.



- Izaak... - wyszeptała, wtulając się w niego.
- Izaak? - zdziwił się.
To podziałało na nią jak kubeł zimnej wody. Rozpłakała się. Na odpowiedź Janusza nie trzeba było długo czekać.



- Nic się nie stało - pocieszał ją.
- Gdyby nie te jego cholerne prochy! - łkała. - Dlaczego nam to zrobił? Miał wszystko - żonę, malutką córeczkę, pracę, dom... Dlaczego musiał się zabić, do cholery?!
- Michalina...
- Przecież miłość zawsze zwycięża...!
- Bo tak jest, Michasiu...
Nie miał pojęcia, dlaczego zdrobnił jej imię, ale to uruchomiło lawinę wydarzeń, której oboje następnego dnia mieli pożałować, a której on nie potrafił powstrzymać...




Po przebudzeniu strasznie bolała ją głowa. Ale nie to było najgorsze. Najgorszy był wstyd - to on najbardziej palił.



Jak ona teraz spojrzy mu w oczy? Jak spojrzy w oczy Izie? Jak spojrzy w oczy samej sobie?! Jak mogła się tak upić? Jak mogła mu dać do zrozumienia, że tego chce? Przecież mieli być TYLKO przyjaciółmi! Przecież do niedawna uważał ją za feministkę, a on był kompletnie nieatrakcyjnym facetem!
Nie różnię się niczym od zwykłej k*****... Tak upaść!!!

Musiała się jednak szybko ogarnąć - Iza miała niedługo wrócić do domu. Poza tym wieczorem miał wpaść Janusz z żarówkami...

Ale nie przyszedł ani tego wieczoru, ani przez cały następny tydzień. Nie dzwonił, nie odbierał telefonów, w mieszkaniu też go nie było.
Postanowiła wykonać kilka połączeń.



- Dobry wieczór, Michalina Kerner. Czy nie trafił do państwa ostatnio niejaki Janusz Nowicki? - pytała za każdym razem. Zanim przekonała osobę po drugiej stronie, że można powierzyć jej takie informacje mimo iż nie jest spokrewniona z tym simem, traciła sporo czasu tylko po to, żeby usłyszeć, że nic im na ten temat nie wiadomo. Iza co chwilę wyglądała zza drzwi swojego pokoju, ale widząc, że mama jeszcze nic nie wskórała, nadal kręciła się niespokojnie.

Michasia już miała się poddać, gdy nagle zadzwonił telefon. Była to jej znajoma, pielęgniarka.
- Pytałaś o Janusza Nowickiego? - usłyszała
- Tak. To mój przyjaciel.
- Co za ludzie, mogli ci powiedzieć...
- Ale co takiego?



- Nowickiego przywieziono do nas tydzień temu, auto go potrąciło... Przez pierwsze 48 godzin była walka o jego życie, potem jego stan się ustabilizował, ale postanowili przewieźć go do innego szpitala, ale nie wiem, gdzie.
- Bogowie...
- Tam mieli go pozszywać, ale podobno były jakieś komplikacje i jeszcze nie wybudził się ze śpiączki. Michalina...?
Ale ona nie miała siły dalej słuchać.

- I co, i co, mamo?! - Iza podskoczyła, gdy ta weszła do jej pokoju.
- Janusz miał wypadek - starała się zachować spokój, mówiąc to. - Udało się go uratować, ale leży w śpiączce...
- Mógł umrzeć... - to powiedziawszy, zaczęła płakać.



- Mój tata... - chlipała dziewczynka. Jej matce ścisnęło się serce.



- Już raz straciłaś tatę... Bogowie nie pozwolą na to, żeby to się powtórzyło. Ja też na to nie pozwolę.
I dodała, ciszej, bardziej do samej siebie.
- Miłość zawsze zwycięża.

Gdy zajrzała później do pokoiku córeczki, zauważyła, że łzy utuliły ją do snu.
Zupełnie jak tamtej nocy, gdy zginął Izaak.



- Tatuś cię kocha - wyszeptała nad jej uchem.

Dopiero w swojej izdebce zrobiła to, przed czym przez cały wieczór się powstrzymywała.



Nigdy by nie pomyślała, że kiedyś pokocha kogoś tak, jak kochała Izaaka.


...

Młodzi zakochani również udali się na poszukiwanie wyższego wykształcenia.





Okazało się, że naprawdę miał to na myśli ^^













To zaś bardzo uszczęśliwiło jego dziewczynę. Tutaj otrzymuje gratulacje od swojej najlepszej przyjaciółki, Antosi Dziekan-Zdrójkowskiej.



Nie czekali długo z wymianą obrączek, to jednak okazało się być dość nietypowe - na prawach ślubu cywilnego (chociaż w kapliczce), jedynymi gośćmi byli świadkowie, w tym osoba upoważniona przez USC. Ten "prawdziwy" - w kapliczce w Nieznanowie, w towarzystwie rodziny i przyjaciół, z Lilianą kroczącą w przepięknej, białej sukni, z przyjęciem po jego zawarciu - miał się odbyć w niedalekiej przyszłości.
Wiecie, że gdy to pisałam, akurat kończył się ślub w kościele niedaleko mnie? Już dawno nikt tak nie trąbił! xD

Lucjusz Seppi + Liliana Jaskierczyk
10 III 2015























Wieczór poślubny postanowili spędzić bardzo uroczyście.
Panna młoda zmieniła sukienkę i buty...



... a pan młody w tym czasie upichcił coś dobrego.



Jego mina mówi sama za siebie, prawda? :>



- Wyglądasz prześlicznie!



Powspominali stare czasy...





W pewnym momencie jednak Lucek przeprosił ją i udał się do łazienki.
Długo nie wychodził, więc Liliana postanowiła posprzątać po kolacji.



Co w tym czasie robił jej mąż?
Nie, nie sikał.



Wiedział, że głupotą było trzymać TO prawie że na widoku, ale póki Liliana niczego nie podejrzewała, nie miał się czego obawiać.



Odwagi, stary, dodawał sobie otuchy, dociskając tłok. Nic się nie dzieje, a dzięki temu będzie jeszcze fajniej...



No, jest zaje******! A więc do dzieła...


- Lucek! Wszystko OK? - zaniepokoiła się, słysząc otwierające się drzwi.
- Sorry, że musiałaś tyle czekać - odparł. - Chciałem się po prostu... przygotować.
To wyznanie onieśmieliło ją trochę, ale on już miał na to sposób.

- Aaaaa! - krzyknęła, gdy ni stąd, ni zowąd postanowił ją podnieść.



- Następna stacja: łóżko - zakomunikował.



Nie protestowała. Nawet jej się to podobało.

- Lucek?



- LUCEK! - niecierpliwiła się. Była 8:30, a on o 9 zaczynał zajęcia, i to w dodatku od kolokwium...
- LUCEK, WSTAWAJ! - krzyczała, potrząsając nim. Nic to nie dawało.
Była coraz bardziej przestraszona. Wyciągnęła mu rękę spod kołdry, chcąc sprawdzić tętno. Jej wzrok zatrzymał się na jej zgięciu...
Przecież nie mógł się tam uderzyć, pomyślała ze zgrozą.
Nagle zrozumiała, za kogo wyszła i jak to się może skończyć.




- Cholera, Antosia, jestem niemal pewna, że Lucek coś bierze - podzieliła się obawami z przyjaciółką.



- Mąż naszej sąsiadki, świętej pamięci Izaak Kerner - zaczęła ona. - Też ćpał. Wiesz, jak skończył.
- Wiem, i tego najbardziej się boję - posmutniała. - Co JA mogę zrobić? Jak go z tego wyciągnąć?
- Przede wszystkimi musisz z nim szczerze pogadać. Powiedz mu, że się martwisz o niego, że wiesz o tym...
- Mam nadzieję, że szybko wróci do domu. Chcę to mieć już za sobą...

Zjawił się dwa dni później.



Jego żona nie mogła się opanować chęci przytulenia się do niego. Jakby nie patrzeć, bardzo za nim tęskniła, a wówczas jeszcze nie potrafiła zamienić miejscami serca i rozumu.



- Nie zbliżaj się! - usłyszała.



- Lucek, ja wiem o wszystkim! Wiem, że bierzesz narkotyki! - wypaliła z żalem. - Masz z tym skończyć, rozumiesz?!
- Nie twoja pie******* sprawa, co biorę a czego nie! Nie masz, k****, prawa wpie****** się w moje życie!
- Jestem twoją żoną, do cholery! Nie chcę, żebyś skończył jak Izaak Kerner!



- Po pierwsze, nie porównuj mnie do tego gościa - ja MAM nad tym kontrolę. Po drugie, dla własnego dobra trzymaj się od TYCH spraw z daleka. K*****, przyjdzie człowiek do domu, a tu baba już wyskakuje z ryjem! Zrób mi lepiej coś do żarcia, jak dobra żona! Będę za godzinę.
Gdy wyszedł, ona się rozkleiła.



Głód jednak kazał jej się wziąć w garść i pójść na zakupy. Zamknęła dom i całkiem zapomniała o swoim mężu.
Po drodze wypożyczyła książki z biblioteki i poszła na obiad do Red Cafe. Po trzech godzinach była z powrotem.
Jej mąż już na nią czekał.



W pierwszym odruchu skierowała się do łazienki. A raczej czegoś, co do niedawna było łazienką.



Bogowie, o mało nie zeszła na zawał. Mimo że była zmęczona i marzyła o łóżku, nie mogła tego tak zostawić.
No i Lucek!
Tym razem udało się go ocucić. Wstał, rzucił w jej stronę "pyszny był ten obiad, ku***a", po czym poszedł do sypialni, po drodze trzaskając drzwiami. Nie pobiegła za nim.

Zjawił się w dużym pokoju późnym wieczorem, wcześniej zaliczywszy wizytę w łazience. Pamiętając, jak wyglądała jeszcze przed kilkoma godzinami, zrobiło mu się niemożliwie przykro i żal Liliany. Powiedział jej tego dnia tyle przykrych rzeczy, a przecież ona miała rację...



Zapalił światło. Chciał ją przenieść do łóżka nie budząc jej, ale pod wpływem nagłej jasności zerwała się na równe nogi.

- Przepraszam - powiedział w przypływie ogromnego żalu.



- Powiedziałem dzisiaj tyle złych rzeczy, pewnie płakałaś przeze mnie... I miałaś rację, cholerną rację, Lilka... Ale nie wiem, czy będę umiał od tak z tym zerwać.



- W takim razie ja chcę umierać z tobą - oświadczyła nagle. - Razem stawimy czoła temu świństwu.
- Oszalałaś?!
- Nie. Chociaż daj mi spróbować. Chcę czuć to, co ty czujesz...
Wahał się przez chwilę. Obiecał sobie, że ona nie będzie miała z tym nic wspólnego.
- Jesteś pewna? Wiesz, jak to się może dla ciebie skończyć?
- Tak!
Nadal nie był przekonany, czy dobrze robi, mimo to powiedział:
- No to chodź.


...

Ciąg dalszy nastąpił.

Ostatnio edytowane przez Liv : 20.03.2016 - 13:08 Powód: 3. czytanie
Liv jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 21.07.2015, 13:19   #3
Liv
Moderatorka Emerytka
 
Avatar Liv
 
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
Domyślnie Odp: Miasteczko

Już dawno nie miałam tyle komentarzy, na które muszę odpisać!
Cytat:
Zachciało mu się skakać z kwiatka na kwiatek? :<
Ale dzięki temu utwierdził się w przekonaniu, że to Miranda jest tą jedyną
Cytat:
Czy on tą fryzurę będzie miał do końca życia?
Chyba nie
Cytat:
Co? Tak krótko?
To dopiero wstępik :>
Cytat:
Ciekawe czy Janusz byłby przystojnym simem jakby się trochę doprowadził do porządku...
No Michasia na to liczy
Cytat:
Ale on przeżyje, prawda?
Powiem więcej - żyje nadal!
Zdjęcia są z marca.
Cytat:
Mam nadzieję, że tym razem szybko pojawią się tu komentarze
...
Cytat:
W sumie to Lilka z Luckiem wyglądają na całkiem uroczą parkę
Ja też ichlubię :> Moi LL xD
Cytat:
Jak to jest, że zawsze się tym złym wybacza, a oni się zazwyczaj nie zmieniają?
Śmiem twierdzić, że nie zawsze tak jest! Pamiętasz przecież, przykładowo, historię Sylwana Koralika
Cytat:
Wiesz, jakoś ten odcinek wydał mi się krótszy niż poprzedni
Bo się rozpisałam przy Januszu i Michasi i nie chciałam Was do reszty zamęczyć Ale sądząc po frekwencji chyba mi się to udało

Dziękuję Ci, a teraz zapraszam resztę do komentowania ;]
Liv jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 25.07.2015, 18:58   #4
Kędziorek
Supermoderator
 
Avatar Kędziorek
 
Zarejestrowany: 15.03.2012
Skąd: Mój pokój.
Wiek: 33
Płeć: Kobieta
Postów: 3,269
Reputacja: 27
Domyślnie Odp: Miasteczko

Melduję swoją obecność

Oj, Maurycy... Ładnie to tak? Poszedł na prawo i zaczął skakać na lewo. Dobrze, że przestał, bo takie wygibasy grożą połamaniem Oj tam, oficjalnie, nieoficjalnie... Szczególik.
No ale się zeszli, ślub był, dziecko jest, nic tylko życzyć im dochowania wierności w związku.

Co za list. Byk na byku, ale liczy się treść Tata "na niby" Mimo wszystko ktoś musi powiedzieć Izie, że schowek pod poduszką nie jest najlepszym miejscem na ukrywanie tajnych liścików Natomiast Michalinę ktoś musi oświecić w sprawie tajemnicy korespondencji Ale na dobre im to wszystko wyszło, więc co tam. Mi też przez moment mignęło, że może to jednak Izaak jakoś się wyratował, skoro Janusza śmierć była upozorowana. Ale rozwiałaś moje wszelkie nadzieje

Michalina trochę przesadza, przyrównując się do przedstawicielek najstarszego zawodu świata, Nie jest pierwszą ani ostatnią, której zdarzyło się przeholować. Ma szczęście, że przynajmniej zrobiła to z mężczyzną, którego pokochała. Tak czy siak facet jej się przyda
Niech się Janusz teraz z tego wykaraska i będą żyć długo (mam nadzieję) i szczęśliwie (mam nadzieję). Choć bardzo ciekawi mnie jego poprzednia tożsamość. Była tu opisywana?

Lucek narkomanem? Po prostu super
Nie żeby coś, ale po tym pokazie łaciny podwórkowej, którym uraczył Lilianę, mam ochotę kopnąć go w dupę. A ta jeszcze na własne życzenie daje się wciągnąć w dragi. Głupota do kwadratu. Jeśli ją kocha, nigdy nie powinien był się na to zgadzać.
Cytat:
Napisał Kulturalny Pan Lucjusz
ja MAM nad tym kontrolę.
Tja, przeklinanie i wrzeszczenie na swoją żonę to potwierdza, jak nic. Jasne... A tak btw., drogi Lucjuszu, nad tym NIGDY nie ma się kontroli.
Cytat:
Napisał Pomysłowa Pani Liliana
W takim razie ja chcę umierać z tobą
Może jestem dziwna, ale zamiast umierać razem, nie lepiej razem żyć?
Mam nadzieję, że skończą z tym świństwem (i że Lila nawet nie zacznie!), zanim będziemy mieć powód, by przyznać im Nagrodę Darwina...
__________________
Mam łopatę.
Kędziorek jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 29.07.2015, 11:33   #5
MsAnonymous
 
Zarejestrowany: 02.01.2015
Płeć: Kobieta
Postów: 8
Reputacja: 10
Domyślnie Odp: Miasteczko

Boże jaki cham ten Franek. Takich to się powinno po prostu ugh. XD
Mam mindfuck. To w sumie było do przewidzenia trochę, ale nadal mnie zaskoczyło. Nie wierzę do końca w to, że po wypadku się zmienił. On jeszcze namiesza. Biedna Michasia, tyle rzeczy do ogarnięcia. Wgl. co to za szpital, że tak z samobójcami kombinują. XD
Cytat:
A co będzie potem to nie wiem.
Potem któres z nas umrze i zmartwychwstanie, umrze i zmartwychwstanie i tak dalej.
Trzeba przyznać, że Iza i Izaak słodko razem wyglądają. ^^
Lubię ten nowy look Liliany, w sumie. A jaka się wygadana zrobiła. Rozmowy Lilki i Lucka to w połowie gwiazdki, fajnie się czyta. Biedna Liliana.
MsAnonymous jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 29.07.2015, 00:50   #6
Liv
Moderatorka Emerytka
 
Avatar Liv
 
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
Domyślnie Odp: Miasteczko

Shiver - podziwiam za ignorancję! I zazdroszczę.
Kędziorek dopominała się o odcinek (Annetti tylko pytała o niego =D), no to zakasałam rękawy czyt. założyłam bluzę, bo było mi zimno i wzięłam się do roboty!
Nadal ciągniemy trzy ostatnie wątki.
Za jakieś 12 godzin pojawi się znośniejsza wersja tego tekstu ;] No i końcu zaktualizowałam Index, bo już mogę :>

...

Od jakiegoś czasu na widok przyjaciela serce Dosi wariowało.



Panna Działkowicz nie chciała jednak być kolejną uganiającą się za nim idiotką. Szczyciła się tym, że to ona jest prawdziwą przyjaciółką tego przebojowego przystojniaka.
W domu Stanków czuła się niemal jak u siebie.





Była ulubienicą Elinory. Ona przynajmniej - w przeciwieństwie do starszego brata - lubiła się z nią bawić i nie dokuczała jej.





Oczy państwa i panny Stanek przyglądały się poczynaniom ich syna i brata. Z wszystkich jego koleżanek to Dosię lubili najbardziej i to ją chcieli zobaczyć pewnego dnia stojącą naprzeciwko Franka pod ślubnym łukiem. Znacie jednak Tymka i Lindę i wiecie (albo domyślacie się), że zostawili synowi wolną rękę i nie narzucali (ani nawet nie sugerowali!) życiowych wyborów. Jedyne, na co liczyli, to to, że swoimi decyzjami nikogo nie skrzywdzi.

- Zobaczymy się jutro?
- Jedziemy z rodzicami na koncert, więc nic z tego. No i nie wiem, kiedy wrócimy.
- Nie mówiłeś mi o tym.
- Dopiero dzisiaj rano tata mi powiedział. A wiedział od miesiąca!
- Czyli nic nowego.
- Ano, ja już przywykłem.
- Będę tęsknić.
- Co? Za czym?
- Za tobą.
Popatrzył na nią jak na wariatkę.
- Przecież nie jadę tam na 10 lat.
- Ostatnimi czasy coraz trudniej wytrzymać mi jeden dzień bez ciebie.
- Dośka, co za pierdoły wygadujesz?!
Opamiętał się widząc, że odwróciła się i postawiła krok do przodu.
- Dośka, no! Nie chciałem cię urazić ani nic... Przepraszam.
Na dźwięk ostatniego słowa przystanęła i spojrzała na niego. Poszedł do niej.
- Wpadnę do ciebie zaraz jak wrócę do Nieznanowa. OK?
- Franek, nie o to chodzi...
- Tylko o co?
- Nieważne...
- Ej, stara, wyluzuj! Nie mamy przed sobą tajemnic, hm?
- Franek, ja...
- No?
Ale zamiast dokończyć myśl, przysunęła się bliżej niego i...



- Nie całowałaś się nigdy wcześniej?
- Nie...
- Mówią, że jestem w tym dobry. Przy mnie w mig się nauczysz.
- Muszę już iść - powiedziała, zawstydzona. Co ja sobie wyobrażałam? Przecież to było oczywiste, że nie potraktuje mnie poważnie!
- Poczekaj! Tak dobrze ci szło...
Złapał ją za ręce.
- Niezły sposób na podryw, moja droga. Większość lasek robi jakieś podchody i próbuje nas zmusić, żebyśmy to my zrobili pierwszy krok. Zawsze wiedziałem, że ty nie jesteś taka jak one...



- ... dlatego uważam cię za moją BFF. Ale teraz wskakujemy na wyższy level.
- Co masz na myśli?
- Dosia, głuptasie, nie mogłem rozkminić, czemu nadal trwamy w tym friendzonie, ale ty zachowywałaś się tak poprawnie, że nie wiedziałem, czy chcesz tego, czy tylko udajesz, że chcesz.
- Teraz już wiesz, nie?
- Taaaak - odparł, po czym oddał jej całusa.
- A co z tamtymi dziewczynami? - zapytała.
- Jakimi dziewczynami?
- No wiesz, jakimi...
- Przy tobie one nie istnieją. OK?
- OK...

Dwa lata później zakochani poszli na studia.
Franek nadal wzbudzał zachwyt w przedstawicielkach płci przeciwnej (i bynajmniej nie swoimi wynikami w nauce).



Między jedną imprezą a drugą, jakimiś popołudniowymi wykładami (na te rano nie chodził) i godzinami spędzonymi w toalecie nie zostawało mu wiele czasu dla jego dziewczyny (chociaż "oficjalnie" tak o niej nie mówił). Z tego tytułu też przechodzili do konkretów.





Na drugim roku jednak coś nie pykło.



Cooooooooo?!, zdaje się mówić mina dziewczyny.



Fakt faktem, domyślała się, że poranne nudności i spóźniający się okres mogą zwiastować najgorsze, ale obwiniała o to stres, którego jej nie brakowało.
No ale stało się i należało powiedzieć o tym ojcu dziecka.

- Bogowie, Dośka, nie żryj już tyle. Wyglądasz jak wieloryb. - skomentował jej wygląd.



- Jestem w ciąży, idioto...
- Eeee... Gratulacje? Mogę wiedzieć, kto cię tak urządził?
- Żartujesz sobie?!



- Nie, serio pytam. Chcę wiedzieć, komu mam spuścić w******* za to, że nie potrafi przypilnować swojego...
- Franek, to ty jesteś ojcem!
- Nieee...
- Tak!
- O k***** - (po dłuższej chwili) - Trudno, oddasz je i po sprawie.
- Gdzie oddam?
- No do domu dziecka, a gdzie?
- Szkoda, że ciebie tak rodzice nie oddali... Może bym nigdy cię nie poznała!
- Wzajemnie. Zresztą... Nie chcesz, nie oddawaj, ale nie licz na mnie.
- Więc zostawiasz mnie samą z tym?! Nie weźmiesz odpowiedzialności za swoje dziecko?
- Skąd ja ci wezmę kasę na to wszystko?!



- Tu nie chodzi tylko o kasę, Franek.
- Studiów przez bachora też nie mam zamiaru zawalić. Zresztą...! Najwyżej pogadamy w sądzie, może do tego czasu zdobędę jakiś hajs...
- FRANEK!
- No co? Nara!

Przyjaciółki pomagały młodej mamie jak tylko się dało. Jedyne, co była w stanie samodzielnie robić, to płakać, spać, dbać o podstawową higienę osobistą, włóczyć się bez celu i podświadomie zmuszać współlokatorki do współczucia jej i nienawidzenia Franka Stanka.



- On jeszcze pożałuje tego co powiedział, zobaczysz - pocieszała ją Eulalia.

Wiecie, że wykrakała?

- Dosia?
- Wyjdź...
- Dosia...
- Powiedziałam: WYJDŹ STĄD!!! Nie chcę cię znać!
- Przepraszam.
- Co?



- No, przepraszam. Miałaś rację - moi rodzice też wpadli, a mimo to nie oddali mnie i ojciec się ogarnął...
- Tyle?
- Jeju, daj mi skończyć... No, ogólnie jak będziesz potrzebowała pomocy przy dziecku, to wal do mnie. Mam też trochę odłożonej forsy... Jakoś to będzie, Dośka. Na pewno nie zostawię cię z tym samej.
- OK, fajnie, będę pamiętać.
- Za to, jak cię wtedy potraktowałem, też przepraszam. To było w c*** głupie i dziecinne... - (znowu dłuższa chwila niezmąconej niczym ciszy) - Chcę, żeby było jak dawniej. W miarę możliwości oczywiście. Możemy spróbować?
- Nie wiem...
- Nie zawiodę cię już nigdy.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
- No... Dobrze. Niech będzie.




- Chłopiec czy dziewczynka?
- Dziewczynka.
- Masz już wybrane imię?
- Nie.
- To może poczekajmy aż się urodzi i wtedy wymyślimy coś wspólnie?
- Możemy spróbować...

The time has come.







- Gracja, zadzwoń proszę do Franka i powiedz mu, że ja i Ola czekamy na niego.
Ciekawe, czy po tym wczorajszym piciu skojarzy, że Ola to jego córka, zastanawiała się przyjaciółka Dosi.



¡Hola, Ola!

Spokojniejsza od Gracji Eulalia wolała usypiać maleńką.



Miała już trochę doświadczenia w opiece nad dziećmi jako iż jej mama zdążyła jeszcze zaliczyć wpadkę przed swoimi 40. urodzinami.

Gdy półżywa po kilku godzinach snu Dosia biegała na zaliczenia, do akcji wkraczał dumny tatuś.



Oczywiście w pobliżu były "ciocie" dziewczynki na wypadek gdyby ta zgłodniała albo narobiła w pieluszkę.



Wiedząc, jaki był dalszy ciąg, jest mi cholernie smutno, gdy patrzę na to ich wspólne zdjęcie =(

Studia się skończyły i nie towarzyszyły temu żadne inne "fajerwerki". Panna Działkowicz była tym bardzo zawiedziona - między nią a Frankiem nie układało się najgorzej, ale z jego strony nic nie wskazywało na to, że chce, by matka jego córki również przyjęła jego nazwisko. Nie pojawiła się też propozycja wspólnego zamieszkania, dlatego wraz z córeczką wróciła do swojego domu rodzinnego.
Dziadkowie Oli stanęli na wysokości zdania.













Dlaczego na tych zdjęciach nie ma Franka, dowiecie się w następnym odcinku.


...

Minęło kilka miesięcy. Słuch o Januszu zaginął.
Iza była zrozpaczona, ale mimo to nie traciła nadziei, że jej przyjaciel wróci. Co jakiś czas wspominała go w rozmowie, co bardzo bolało Michasię. Nie mogła jednak tego pokazywać po sobie - to jej córeczka potrzebowała otuchy i ją można było pocieszyć. Trudno było jednak powtarzać jej, że Janusz na pewno wróci, gdy sama w to nie wierzyła.
Gdyby naprawdę coś do niej czuł, nie zwlekałby z tym, prawda? Albo chociaż zadzwonił, dał JAKIKOLWIEK znak życia! Teraz przynajmniej nie miała wątpliwości co do tego, że tamtej nocy zrobiła najgłupszą rzecz w swoim życiu. W dodatku musiała dusić w sobie żal i udawać przed światem, że nic się nie stało, że wcale nie ma złamanego serca. Nie wiedziała, jakim cudem udawało jej się nie podnosić głosu, gdy Iza poruszała znienacka temat Janusza.
A może przypomniało mu się, jak zadaje się ból najbliższym mu osobom? W każdym razie jej z pewnością przypomniało się, co to znaczy cierpieć z powodu nieszczęśliwej miłości.
Dlaczego on musiał być taki jak Izaak?!

- Mamusiu, ja otworzę! - zaoferowała się Iza, słysząc dzwonek do drzwi. - To na pewno do mnie!
Michasia w tym czasie sprzątała w kuchni i chciała to jak najszybciej skończyć, dlatego ucieszyła się na tę propozycję
Po minucie zorientowała się, że dziewczynka nadal nie weszła do domu. Zaniepokojona, wyszła na korytarz. To, co zobaczyła za szybą, wyjaśniło jej wszystko.



Nagłe uczucie ulgi i radości zalało jej serce, ale równie szybko ustąpiło pod napływem wspomnień.
Wzburzona, wróciła do przerwanego zajęcia. Potrzebowała czasu na zastanowienie.

- PAN JANUSZ?! - powiedziała, nie wierząc własnym oczom, dziewczynka. Nim jednak gość zdążył cokolwiek odpowiedzieć, rzuciła się mu w objęcia.



- Wiedziałam, że pan wróci! - cieszyła się Iza. - Pan by nas przecież nigdy nie zostawił! Bardzo za panem tęskniłam...
- Iza... - powiedział, próbując wyswobodzić się z objęcia. - Przepraszam cię, ale koniecznie muszę porozmawiać z mamą.
Dziewczynka na te słowa prawie odskoczyła. Nie dość, że dał jej do zrozumienia, że wcale za nią nie tęsknił, to jeszcze ten głos...!
To nie był ten znajomy, niski i zachrypnięty, którego tak lubiła słuchać!
Po chwili spostrzegła, że mężczyzna, do którego się przytuliła, tak naprawdę nie był zbyt podobny do jej przyjaciela.
Zrobiło jej się niesamowicie głupio i przykro. Chyba tego nie zauważył.
- Mama jest w kuchni? - zapytał.
- Tak, proszę pana - odparła, onieśmielona.
Wszedł na korytarz. Zanim Iza zdążyła mu pokazać drzwi kuchenne, on już je otwierał.




Przez kilka sekund przyglądał się, jak próbuje doczyścić blat kuchenny. Wydawało mu się, że wszedł na tyle głośno, że nie można było go nie zauważyć. Znowu się pomylił. Zresztą wszystko do tej pory szło nie po jego myśli - najpierw spotkanie z Izabelą, na które nie był przygotowany, teraz - zapewne nieświadoma - ignorancja ze strony jej matki.
Nie wiedząc, co powiedzieć, postanowił zbliżyć się do niej.
- Janusz? - zapytała.
- Michasia?
Na dźwięk swojego imienia przeszedł ją zimny dreszcz i paniczny strach. Mimo to odwróciła głowę w jego stronę. Przecież duchy nie istnieją...



Niemy krzyk wyrwał się z jej piersi.
Nie miała racji.



- Odzyskałem pamięć - powiedział. - I... wróciłem.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć - nadal była w szoku.
- Przyszedłem tu w zasadzie po to, żeby cię zapytać, kim teraz dla ciebie jestem... Co dalej z nami.
- Nie wiem... - odparła, zgodnie z prawdą.



- Jak to? Spałaś z dwoma facetami i nie potrafisz powiedzieć, z którym było ci lepiej?
- Ja tego nie chciałam - zaczęła się kajać.



- Żałuję tego, co się wtedy stało...



- A ja nie żałuję - wyznał. - Tylko to cholernie boli, że drugi raz zakochałem się w tej samej kobiecie, ale ani jako Izaak, ani jako Janusz, nie mam u niej szans.



Nadal wpatrywała się w niego tępo. Mętlik w jej głowie zaczynał układać się w całość. Izaak wrócił do niej jako Janusz...! Dlaczego go nie rozpoznała? Dlaczego uznała za pijackie brednie twierdzenie, że czuje się tak, jakby to Izaak przy niej był? Przecież to była prawda! Tak się właśnie czuła! Tamtego wieczoru to Izaak z nią tańczył, to z nim wylądowała w łóżku... Kochała go i chciała tego.
Tylko że miał na imię Janusz, nie był jej mężem, a ona wypiła za dużo. To wystarczyło, żeby z szczęśliwej chwili uczynić wyrzut sumienia.
- Dlaczego oni nie pozwolili mi umrzeć? - zapytał załamanym od łez głosem. - Po cholerę ratowali narkomana-samobójcę?
- Nie mów tak! - krzyknęła, a po policzkach znowu popłynęły jej łzy. - Izaak, przepraszam...
- Za co?



- Ja... Ja wiem, że jestem samolubną idiotką bez serca i sama nie wiem, czego chcę... Powiedziałam, że żałuję chwili spędzonej z mężczyzną, którego kochałam i przez którego czułam się kochana... Teraz, gdy znam prawdę, jest mi tak wstyd... I nie wiem, co dalej...
Cisza, która w tym momencie zapadła, dla każdego z nich brzmiała inaczej. On słyszał jej chlipanie i ciężko myślał nad tym, czego się teraz uczepić, jak wybrnąć z tej idiotycznej sytuacji. Wyobrażał sobie, że jego "zmartwychwstanie" będzie dla niej szokiem i na pewno lepiej by to zniosła, może nawet by się ucieszyła (liczył na to, że przebaczyła Izaakowi), gdyby sprawy z jego alter ego nie zaszły tak daleko... Ona? Ona słyszała jego ciężkie westchnięcia. Wiedziała, że próbuje coś wymyślić, jak pociągnąć dalej tą rozmowę i dalsze ich życie. A do niej samej coraz bardziej docierało, że nie może go stracić jeszcze raz. Pomiędzy śmiercią Izaaka a pojawieniem się Janusza jej życie było takie... Niepełne. Tak nieszczęśliwe mimo obecności córeczki, którą kochała nad życie i która była jedyną pamiątką po ukochanym - mimo wszystko - mężu.
Drugi raz by tego nie zniosła, a przecież Iza potrzebowała i mamy, i taty...
I to nie "na niby".

- A teraz - odezwał się w końcu - Gdybyś miała jeszcze raz zrobić to samo - zrobiłabyś to? Pozwoliłabyś sobie na pokochanie mężczyzny z nieznaną przyszłością i niepewną przyszłością?
- Tak - odparła bez namysłu.
- A gdyby Janusz nie wrócił?
- Wróciłby - zaprzeczyła.



- On zawsze wraca. Przecież ktoś na niego czeka. Widzisz? Teraz też wrócił...
- A co z Izaakiem?
- Przecież to nadal ta sama osoba.
- Izaak wyrządził ci tyle złego...
- Ale wiem, że mnie kocha i nie zrobi tego nigdy więcej.
- A ty? - mówiąc to, spojrzał jej prosto w oczy.



- Kochasz go?
- Tak - rzekła, nie odrywając wzroku. - I przepraszam go za to, że kiedykolwiek myślałam, że jest inaczej.
- I ja - Izaak - przepraszam cię za to, że dałem ci ku temu powody - rzekł. - Ale chcę to naprawić.
- Ja też tego chcę, Izaak.
- Michalino Kerner - nagle upadł przed nią na kolana.



- Zwariowałeś?! - krzyknęła, zaskoczona. - Przecież nadal jestem twoją żoną!
- Tak - Izaaka, ale nie Janusza - odparł. - A chciałem, żebyś nią była. Gdyby nie ten wypadek...
- Naprawdę?!
- Naprawdę!
- Ale przecież sam o sobie mówisz jako Izaak... Zdecyduj się!
- A czy imię kandydata będzie miało wpływ na twoją decyzję?
- Zapytaj, a się przekonasz.
- A więc... Michalino Kerner, czy zechcesz ponownie zostać moją - to jest Izaaka Kernera - żoną?



- Tak! - odparła bez wahania.



Nie mogło być inaczej.


Zakochani nie wiedzieli jednak, że ktoś ich obserwuje.





Dlaczego ten pan całuje się z moją mamą?, przestraszyła się dziewczynka. Czuła się oszukana i kompletnie nie rozumiała, co tu się dzieje. Przychodzi jakiś facet trochę podobny do pana Janusza, pozwala się przytulić na przywitanie, nie jest wcale skrępowany podczas rozmowy z nią, jakby już ją skądś znał... A teraz obściskuje się z JEJ mamą! Gdyby mama miała jakiegoś chłopaka, to by jej o tym powiedziała! No ale przecież mówiła, że nie chce mieć męża...
- Mamo! - krzyknęła rozpaczliwie.
- Iza! - powiedzieli oboje, zaskoczeni, jakby nagle sobie przypomnieli o je istnieniu.
Nieznajomy podszedł w jej stronę.



- Dlaczego całuje się pan z moją mamą?! - zapytała, zła.
- Iza... - próbował położyć ręce na jej ramionach, ale dziewczynka odrzuciła je.



- Niech mnie pan nie dotyka! - krzyknęła. - Przecież nie znam pana!
- Spokojnie - powiedział. - Znasz mnie lepiej niż myślisz. Przecież przypominam ci kogoś.
- Pan Janusz był gruby, miał zupełnie inny głos i brązowe oczy! - wyrwała się. - Poza tym pan Janusz był MOIM przyjacielem, a nie mamy!
- Iza... Pamiętasz, jak pytałaś swojego przyjaciela o to, w co się bawił, gdy był w twoim wieku?
- Tak.
- Co mówił?
- Że nie pamięta.
- A gdy spytałaś go o jego rodziców?
- Też to samo.
- A wiesz, dlaczego nie pamiętał?
- Nie.
- To ja ci powiem. Pan Janusz stracił pamięć.
To zaskoczyło dziewczynkę.
- A po tym ostatnim wypadku to się znowu stało? - zgadywała.
- Nie, wręcz przeciwnie. Januszowi przypomniało się, kim był wcześniej.
- I wrócił do swojej rodziny?
- Otóż to.
Dziewczynka znowu posmutniała. Przecież obiecał jej, że nigdy o niej nie zapomni!
- Nie pożegnał się nawet ze mną...



- Iza - do rozmowy próbowała wtrąciła się mama dziewczynki.
- Cii - uciszył ją mężczyzna. - Dam sobie radę.
- Izaak, nie męcz jej - poprosiła.
- Masz rację, nie pożegnał się - kontynuował. - Tylko po co się żegnać, skoro ma się przed sobą całe życie ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi?
- To gdzie on teraz jest?
- Przed tobą.
Dziewczynka popatrzyła na niego jak na idiotę.
- Kłamie pan.
Takiego zarzutu się nie spodziewał. Zabolało.
- Nie, Iza, nie kłamię. Udowodnię ci to. Zapytaj mnie o coś, co wiedział tylko twój przyjaciel.
- Hm... Mój ulubiony kolor, kiedy byłam mała?
- Różowy.
- Na pewno? - próbowała go podpuścić.
- Na pewno - odparł. - Pamiętam, jak raz zrobiłaś mi awanturę, bo przyniosłem ci białego misia, a ty koniecznie chciałaś różowego.
Dziewczynkę zamurowało. Ona sama tego nie pamiętała... Czyżby znał ją wcześniej? Przyjaźnił się z mamą?
- To jest nie fair! - odparła. - Moja mama na pewno panu to powiedziała!
- No dobrze, niech ci będzie... To jakieś inne pytanie.
- Gdzie schowałam list do pana Janusza, żeby mama go nie widziała?
- Pod poduszką.
- Tak... Ale tego można było się domyślić!
- No to jeszcze jakieś inne.
Dziewczynka zastanawiała się przez dłuższą chwilę.
- A moje największe marzenie?
- Ojej, to trochę trudne pytanie... O wielu rzeczach marzyłaś... Hmmm, żeby Adaś został kiedyś twoim mężem?
- To też, ale jeszcze większe... Powiedziałam to panu Januszowi w sekrecie.
- A on się bardzo zdziwił słysząc to?
- Tak.
- "Chciałabym, żeby mama przebaczyła tatusiowi i opowiedziała mi o nim".
- Tak...
W oczach dziewczynki stanęły łzy. Tak samo zareagowała jej mama.
- To niemożliwe... - powiedziała, pokonana.
- Iza, kochanie... - wyznanie córeczki poruszyło Michasię.
- Mamo, ty nie miałaś tego słyszeć! - zdenerwowała się. - Nie gniewaj się na mnie...
- Nie gniewam się, nie mogłabym...
- Mamusia spełni twoje życzenie, może nawet z moją pomocą - powiedział.
Nie dopowiedziała od razu; zamyśliła się.
- Kim pan w końcu jest? - zapytała, poddając się.
- To proste - zaczął. - Udowodniłem ci, że to ja jestem twoim przyjacielem, bo to naprawdę jestem ja, Janusz...
- Ale mama powiedziała do pana "Izaak"! I nie wygląda pan jak pan Janusz!
- Jak już wiesz, miałem wypadek, w którym straciłem pamięć. Lekarze powiedzieli mi, że muszę zacząć swoje życie od nowa - z nowym imieniem i nazwiskiem i w miarę możliwości zmienionym wyglądem. No to dostałem nowe dokumenty, dla niepoznaki przytyłem, zgoliłem na łyso włosy - wcześniej miałem długie - zapuściłem brodę, zacząłem nosić soczewki, które zmieniały mój kolor oczu. W czasie operacji lekarzom udało się pogrzebać przy moich strunach głosowych i dlatego miałem przez cały czas taki zachrypnięty głos, co później naprawili. Zrobiłem to dlatego, że powiedzieli mi, że w "tamtym" życiu bardzo skrzywdziłem swoją rodzinę i ona na pewno nie chciałaby, żebym do niej wracał, że są szczęśliwsi beze mnie... Tułałem się z miasteczka do miasteczka, aż w końcu trafiłem do Nieznanowa. Tu poznałem ciebie i twoją mamę... Po tym wypadku kilka miesięcy temu odzyskałem pamięć. Nie wróciłem od razu, bo czekała mnie rehabilitacja no i... bałem się.
- Czego?
- Spotkania z wami.
- Ale wiedział pan, że my pana lubimy!
- Tak, Janusza lubiłyście, ale Izaaka już niekoniecznie.
- Jak to?
- Bo to wy jesteście tą rodziną, którą kiedyś tak skrzywdziłem - na to wspomnienie łzy zabłysły mu w oczach. - To przez mnie twoja mama tyle razy płakała, to o mnie nie chciała ci powiedzieć, bo było jej wstyd, że wyszła za takiego człowieka jak ja i że miałaś takiego tatę... Narkomana, który postanowił rozwiązać swój problem odbierając sobie życie...
- To pan jest moim prawdziwym tatą? - zapytała dla pewności.
- Tak, Iza. To ja, Izaak Kerner.
- Iza, to nie jest cała prawda - odezwała się nagle żona i matka. - Zanim twój ojciec stał się złym człowiekiem, był moim przyjacielem i sąsiadem.
- Jak Adaś?
- Tak, jak Adaś dla ciebie. Jako nastolatki zakochaliśmy się w sobie i zostaliśmy parą. Wtedy zmarła twoja babcia - mama taty - i twój tata został całkiem sam. Było mu ciężko i w tajemnicy przede mną zaczął brać narkotyki. Ja poszłam na studia i gdyby Izaaka było na nie stać, też by poszedł, ale... Widywaliśmy się raz na jakiś czas i trochę późno dowiedziałam się o jego problemie, ale obiecałam sobie, że go z tego wyciągnę. Mogłam go rzucić, bo nie czułam się przy nim tak dobrze, jak kiedyś, ale kochałam go i nie zrobiłam tego. Po studiach zaręczyliśmy się, na co twoja babcia była na mnie zła, ale nie posłuchałam jej i zostałam żoną Izaaka. Było nam ciężko, ale on próbował się zmienić. Dwa lata po ślubie urodziłaś się ty i twój tata zakochał się w tobie na zabój - gdyby tak nie było, nie walczyłby o nas. Udawało mu się wygrać z tym świństwem i wtedy był dla ciebie naprawdę dobrym, kochającym tatą, a dla mnie mężem. Ale zawsze coś się psuło i kiedy oboje straciliśmy nadzieję, że będzie lepiej...
- Postanowiłem odebrać sobie życie - wszedł jej w słowo. - Myślałem, że dzięki temu będziecie szczęśliwsze - że mama znajdzie ci dobrego, naprawdę kochającego cię tatę, a sobie męża, który nie będzie taki jak ja... Ale lekarzom udało mnie się uratować...
- ... ale ja o tym nie wiedziałam. Powiedzieli mi, że mój mąż zmarł.
- A resztę historii już znasz.
- Więc pan Janusz i mój tata...
- Tak, Izuniu, to jestem ja.
- Mamo?
- Tak, kochanie?
- Czy tata z nami zostanie?
- A chciałabyś tego?
- A ty?
- Bardzo - odparła szczerze. - Przebaczyłam mu. Wiem, że teraz będzie dla nas dobry. Zresztą pomyśl sobie - pan Janusz zamieszka z nami i już nie będzie twoim tatą tylko "na niby".
- A ja tak chciałam, żeby to pan był moim tatą! - słowa te zostały skierowane do Izaaka.
- Wystarczyło odzyskać pamięć! - zaśmiał się Izaak.
- Tato? - spoważniała, mówiąc to.
- Tak?
- Kocham cię. Bardzo...



Ziu kosia dada!, przeleciało mu przez myśl.
- Ja ciebie też, Izuniu. Bardzobardzobardzo...


- Gdyby mnie samej się to nie przytrafiło, nie uwierzyłabym, że to w ogóle jest możliwe - powiedziała Michasia.



- Ja cię podziwiam za to, że tak szybko przywróciłaś Izaaka Kernera do życia. Normalnie pewnie ciągnęłoby się to latami...
- Myślisz, że czułabym się dobrze z tym, że mam kochanka?
- Biorąc pod uwagę fakt, że znalazłaś go sobie będąc zapracowaną panną...
- Ekhem, wdową...
- ... ekhem, wdową - przedrzeźniał ją - z dzieckiem, to i tak luksus! Koleżanki powinny ci zazdrościć!



- No tak, jeśli kiedyś zostaną wdowami, to ich mężów zapewne nie spotka taki los jak tego mojego.
- Dostałaś bonus za młody wiek. Za kilkadziesiąt lat nie wezmą tego pod uwagę.
- Izaak, nie mówmy o tym.
- No dobrze. Więc mówisz, że wolisz mieć męża zamiast kochanka?
- Zdecydowanie!
- Podobno kochankowie lepiej całują.
- Nonsens! To mężowie wiedzą najlepiej, jak zadowolić swoją kobietę.
- To ja chyba wypadłem z wprawy.
- Nie wierzę ci.



- Teraz wierzysz? - zapytał.
- Niee. Postaraj się bardziej!


- Izaak?



- Mhm?
- Oświadczyłeś mi się już, ale nadal nie wzięliśmy ślubu.
- To też chcesz powtarzać?!
- To ty zacząłeś!
- Eh... Masz białą suknię?
- Nie mam, ale ecru też się nada. To będzie ślub cywilny.
- Mam na pięć minut wskakiwać w garniak?!
- Ja na pięć minut specjalnie ułożę włosy!
- No, dobrze...

- Tak bez świadków? - zdziwił się.



- Mogę pójść po Izę i Adasia.
- Dzieci nie mogą być.
- No to będzie bez świadków.
- W pracy byś wyleciała za takie coś.
- Jestem po godzinach, przykro mi. Zresztą - może już zacznijmy?
- Ja pierwszy?
- Tak, ty.
- Jak to leciało?
- "Ja..."
- Dobra, już wiem!



- Ja, Izaak Kerner, ślubuję tobie, Michalino Ramonow, miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.



Po niej też cię nie opuszczę, co już raz udowodniłem!
Minęło kilka minut, nim Michasia opanowała wybuch śmiechu.



- Ja, Michalina - dziesięć lat temu - Ramonow, obecnie Kerner, ślubuję tobie, Izaaku Kerner, miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.



A co będzie potem to nie wiem.






- Potem... Poem powinno być wesele.
- Nie mamy ciasta.
- To chociaż wypijmy zdrowie młodej pary, zatańczymy a potem...
- Potem...?
- Potem noc poślubna. Chociaż to od niej radziłbym zacząć.

- Izaak?
- Michasiu?
- Ryzykujemy?
- Na chwilę obecną z mojej strony owszem.
- Boję się.
- Ja bym się ucieszył, gdyby przybył nam Michaś do kolekcji.



- Chyba już się nie boję aż tak. Bo jeśli Michaś byłby taki jak jego tata...
- Wolałabym, żeby jednak miał coś niecoś po swojej mamie, na przykład inteligencję.
- Ty też nią nie grzeszysz. Inaczej bym za ciebie nie wyszła. I to dwa razy!
- I tu mnie masz! - zaśmiał się.


Gdy się obudziła rankiem, zauważyła, że jej mąż już wstał i - swoim zwyczajem - nie pościelił po sobie.
Jeszcze kilka lat temu żałowałaby takiego finału ich chwili sam na sam. Teraz jednak nie miała się czego obawiać.



Była pewna, że jutro, pojutrze, za miesiąc i za rok zrobi to samo. Chyba że do tego czasu Izaak nauczy się składać pościel po sobie.

- Braliście ślub o północy?!



- Tak, równiutko o północy. Wraz z początkiem nowego dnia zaczynaliśmy nowe życie, już jako pan i pani Kerner.
- Cześć! Co to za tematy z rana? - zdziwiła się Michasia.



- Cześć! - przywitali się oboje, po czym jej mąż dodał - No co, była ciekawa, to jej opowiedziałem coś niecoś o nas.
- A czemu akurat z mamą się ożeniłeś? - ciągnęła dalej Iza.



- Kochałem ją, więc dlaczego nie?
- Ale dużo ludzi się kocha i ma razem dzieci, a nie mają ślubu.
- Myślisz, że tak jest fajnie? - wtrąciła się mama dziewczynki.
- Nie wiem...
- Mi i tacie wydawało się, że nie jest. Od zawsze wiedzieliśmy, że kiedyś weźmiemy ślub.
- Nawet nie braliśmy pod uwagę innej opcji - dodał Izaak.
Michasia - chociaż ostatnia usiadła do stołu - pierwsza była gotowa z jedzeniem. Kiedy ona wychodziła do pracy, ojciec i córka mieli jeszcze chwilę dla siebie.



- Kurczę, Iza, gdyby mama to widziała!
- Ale nie widzi!



No jak tu jej nie kochać?



- Więc mówisz, tato, że zanim się w sobie zakochaliście, byliście przyjaciółmi...
- Tak, byliśmy. I zapewne bylibyśmy nadal, gdyby twoja mama nie ciągnęła mnie pewnego razu za język...
- Opowiedz mi o tym!

O dalszych losach Izabeli Kerner możecie przeczytać tutaj.


...

Oh, Lilian
Look what you've done




Wbrew oczekiwaniom Liliany wspólne doświadczenia jeszcze bardziej ich od siebie oddaliły, zamiast przybliżyć.



- Co mam ci oddać? Sam już nic nie mam!



- Łżesz! Na pewno coś masz! A jak nie, to lepiej skołuj, i to szybko...!

Wieczorem, kiedy każde z nich dostawało to, czego chciało, zapominali o sprzeczkach i jak gdyby nic nadal sprawiali wrażenie szczęśliwej, zakochanej pary.



Lucek tak zaniedbał naukę, że musiał wziąć "warunek".



Ten zaś wcale nie był taki tani, a pieniądze się kończyły...

- Lilka, a twój stary?
- Nie waż się tak mówić o Leonie! - wściekła się. Mimo że jej relacje z rodzicami bardzo się pogorszyły od czasu kiedy na własne życzenie wpadła w nałóg, nadal miała do nich szacunek i była wdzięczna im za to, co dla niej zrobili.
- Teść jest spoko... Chodzi o twojego biologicznego ojca. Podobno był kasiasty.
- Nawet nie wiem, czy w ogóle jeszcze żyje i jak się nazywa... A mama zabroniła o niego pytać.
- Jeju, weź jej powiedz, że przecież masz prawo wiedzieć i takie tam... Wymyślisz coś.
- Cholera, Lucek...
- Lilka, zrób o co cię proszę.

Zrobiła. Dowiedziała się ostatecznie, jak się nazywa jej ojciec, ale zapłaciła za to - jak później oceniła - zbyt wysoką cenę. Matka postanowiła zerwać z nią kontakt. Wtedy jednak Lilianę niewiele to obeszło.




- Tak?
- No, cześć, tatku!
- Nie jestem żadnym pani "tatkiem"?



- No własnie obawiam się, że jesteś. Fajnie się r****** młodą dupę, co? A na dzieciaka się łożyć nie chciało!



- O czym ty mówisz, dziewczyno?! Zresztą zmykaj stąd, bo jak nie, to wezwę policję!



- Nastka Czajkowska, nic ci to nie mówi?
- Nie będę się nikomu z niczego tłumaczył!



- A jednak! Jestem jej córką.
- No i?
- A TY jesteś moim ojcem.



- Dziewczyno, daruj sobie. Nie dam sobie wmówić, że...
- K****, stary, nie wyprzesz się tego. Każdy test na ojcostwo ci to udowodni... Dobra, stary, inaczej. Potrzebuję hajsu. I to już.



- Myślisz, że dam się zastraszyć?! Zresztą mówiłem już...
- 1000 simoleonów na początek. Za wszystkie te lata mojego życia, w których nie dostałam od ciebie ani grosza.
- Dość tego! Dzwonię po policję!
- Lucek!



- Tylko spróbuj się ruszyć, a obiję ci mordę, tatku - zagroził. - Własnej córce nie dasz?!
- Pożałujecie tego...



- Lucek, zostaw go, nie warto.
- Zamknij się, Lilka. Wiem, co robię.
- ZOSTAW MNIE! BŁAGAM! MAM ŻONĘ I MALUTKIE DZIECKO!
- Kasa...



- 200 simoleonów miesięcznie w zamian za święty spokój, gotówką. Stoi?
- Stoi - syknął. - Pożałujecie tego... Gówniarze...




- Zgodnie z umową 200 simoleonów. Odliczone.





- No, tatku, to mi się podoba! Widzimy się za miesiąc. I pozdrów żonę - fajna dupa, chociaż twoja starsza córka lepsza.




- Lucek, noooo, podziel się!
- Przećpałaś swoje, to teraz się martw!



- No błagam cię, nooo... Przecież ja zaraz nie wytrzymam...
- K****, Lilka, idź spać, a nie w****** mnie!
- A spróbuj mi powiedzieć, że masz ochotę, c****...
- Pójdę do burdelu - taniej wyjdzie i nie będę musiał się o nic prosić!
- To po c*** ci żona?!
- No właśnie! Same problemy z nią...
- Gdzie leziesz?!
- Znaleźć sobie nową dupę!
- LUCEK, K****!
- S*********.

Wyszedł i dłuuuuugo nie wracał. Próbowała żyć bez niego. Na początku było nieźle...



... ale z każdym kolejnym dniem pustka, jaką wokół siebie odczuwała, się powiększała. Samotność odbierała jej zdolność do życia.





Odbierz, błagam...

- Lucek?!





- Lucek, jesteś tam?



Tylko mi się wydawało...



- Lucek, wróć do mnie, BŁAGAM...! Oszaleję tu bez ciebie...

Tym razem telepatia była dla niej bardziej łaskawa.





Nie pozwoliła mu nawet dokończyć tłumaczenia się.



- Ja też za tobą tęskniłem. Tak k******** mocno cię kocham, Lilka...
- Ja ciebie też, Lucek...



Rano ktoś postanowił im złożyć niezapowiedzianą wizytę.



- Lucek!? Lucek, wstawaj, policja!
- Cooo?
- Policja przyjechała!
- POLICJA!? K*****, NIE!!!






- Wie pani, że za ukrywanie przestępcy grozi kara pozbawienia wolności?
- Ale mój mąż nie jest przestępcą!
- Nie mówił pani wszystkiego w takim razie.
- LUCEK?!
- Zabieramy pani męża do więzienia. Tam będzie mogła pani z nim porozmawiać.

Jej ukochany odszedł z kamienną twarzą.



A ona była pewna, że tym razem naprawdę pęknie jej serce.



Lucjusz Seppi za handel i posiadanie nielegalnych substancji oraz za udowodnione kradzieże, wymuszenia i udział w rozbojach został prawomocnym wyrokiem sądu skazany na 7 lat pozbawienia wolności i na własne życzenie przeniesiony do zakładu karnego innego niż docelowy na Wyspie Królowej Melanii.
Liliana składała zeznania w tym procesie. W czasie jego trwania okazało się, że w USC nie ma żadnych dokumentów potwierdzających fakt zawarcia związku małżeńskiego między nią a oskarżonym. Ten zaś zażyczył sobie umożliwienia wizyt w więzieniu tylko najbliższej rodzinie tj. matce i bratu.

A Liliana?



Pain and misery always hit the spot
Knowing you can't lose what you haven't got


Ciąg dalszy nastąpił.


...

- na jakiś czas żegnamy się z Kernerami. Wrócą, gdy zdecyduję się opisać dalsze losy ich córki =) Iza dopiero co poszła na studia (jeszcze nie grałam studentami w tej rundzie, ale może dzisiaj zacznę, bo to priorytet w sumie xD), więc trzeba będzie trochę poczekać ;] O małżeństwo Michasi i Izaaka możecie być spokojni ;]



- nie wiem jeszcze, czyją historię wrzucę w miejsce tej o Michasi i Izaaku. Annetti wnioskowała o Graczyków. Czy ktoś z Was ma jakieś własne życzenie? ;]

Ostatnio edytowane przez Liv : 20.03.2016 - 13:13 Powód: 2. czytanie for your reading pleasure
Liv jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 29.07.2015, 15:36   #7
Annetti
 
Avatar Annetti
 
Zarejestrowany: 09.05.2013
Wiek: 29
Płeć: Kobieta
Postów: 218
Reputacja: 33
Domyślnie Odp: Miasteczko

No to przybywam xd Akurat mam nawet wenę do pisania, więc pewnie zaraz zacznę Ci spamić na temat nowości w Indexie

Cytat:
Napisał Liv
(Annetti tylko pytała o niego =D)
I uważam to za szczyt samokontroli, ha! Ale nie przyzwyczajaj się

Bańka-wstańka! Elinora jest kochana
Cytat:
stojącą naprzeciwko Franka pod ślubnym łukiem
To byłby chyba koniec świata w Nieznanowie W dalszym ciągu ciężko mi wyobrazić sobie go pod łukiem

Tymek i Linda muszą być chyba fajnymi rodzicami xD No, ale w sumie koncert razem ze starszymi? Nie posądzałabym kogoś pokroju Franka o to, że będzie chciał takie coś Dosia jest urocza w tych próbach wytłumaczenia temu tumanowi co do niego czuje Wiesz co? Czytając wypowiedzi nastoletniego Franka wprost nie mogę się nie śmiać xd I nawet się czuł jak we friendzonie, haha. Oj Franuś, Franuś
Oho, szaleństwa jak za czasów rodziców. O! I Dosia też ma koszulę w kratę tak jak Linda! Haha, wmawianie sobie, że to nie ciąża jest dość oryginalnym pomysłem. Dobrze, że nie zaprzeczała aż do rozwiązania xd Franek swoją drogą też spostrzegawczy... Brak mi słów na Frania :< Ojej, Eulalia jest bardzo ładna ^^ Ciekawe jak długo potrwa zgoda między Stankiem a Dosią. I tak powstała Ola Haha, opieka Franka nad małą z pomocą cioć jest genialna. Gdyby nie Eulalia i Gracja, to chyba byłoby ciężko xd Ola jest kochana
Cytat:
Dlaczego na tych zdjęciach nie ma Franka, dowiecie się w następnym odcinku.
Jak to dlaczego? Bo hulał z Gracją w basenie itd.

Oho, Janusz powrócił :> Haha, to on nawet głos umie zmieniać :o A jednak, duchy istnieją. Już ci wspomniałam, że ciężko było mi przyjąć do świadomości fakt, że to jednak Izaak. W każdym razie na początku na serio miałam mętlik w głowie xd Ale minęło kilka godzin i już się z tym pogodzilam. W sumie to dobrze, że M. i I. się pogodzili ^^ i to tak szybko. Bo zagorzała feministka Michasia zawsze mogła zrobić awanturę czy coś z byle powodu, haha xd No i obściskiwanie się na oczach córki xD Iza - obrończyni moralności Hm... Ciekawie przedstawiłaś rozmowę Izy i Izaaka No i te zgadywanki Chociaż w sumie w rozmowę został trochę wplątany Adaś. Jestem ciekawa czy jakoś to będzie rzutować na relację panny Kerner z młodym Roklinem Haha, jaki ślub!
Cytat:
Napisał Izaak
- Ja bym się ucieszył, gdyby przybył nam Michaś do kolekcji.
Też bym się ucieszyła

Przedostatnie zdjęcie Izy jest urocze
Cytat:
- Tak, byliśmy. I zapewne bylibyśmy nadal, gdyby twoja mama nie ciągnęła mnie pewnego razu za język...
- Opowiedz mi o tym!
Adaś chyba musi zacząć uważać na to co będzie mówił xD

O nie! Lilka! Zmieniła się nie do poznania I jeszcze te odzywki do Klemensa. Masakra jakaś :o Ja to bym chyba była przerażona jakbym ją zobaczyła. Ciekawe czy Himler gdzieś z tym pójdzie... Hm... Mam nadzieję, że Lucek w odsiadce cokolwiek zrozumie i może postanowi się zmienić. Smutne to wszystko No i w zasadzie ten fałszywy ślub... Masakra jakaś :o

No, to teraz tradycyjnie czekam na ciąg dalszy Może tym razem nie będziesz musiała wzywać czytelników imiennie?

I dalej wnioskuję o Graczyków xd
Annetti jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 29.07.2015, 17:27   #8
Libby
Administrator
 
Avatar Libby
 
Zarejestrowany: 17.01.2006
Skąd: z kabiny F-14 Tomcat
Płeć: Kobieta
Postów: 3,864
Reputacja: 15
Domyślnie Odp: Miasteczko

Franek zachował się jak ostatni dupek, gdy wyparł się dziecka. Dobrze, że poszedł po rozum do głowy i wrócił do dziewczyn Szkoda jednak, że ostatecznie ich drogi się rozeszły... Ciekawa jestem, co zrobiłaś z Frankiem
Podobała mi się rozmowa towarzysząca ich pierwszemu pocałunkowi


ahahaha xD I co?! I kto mi próbował wmówić, że to nie Izaak? xD Ja wiedziałam swoje Nawet Kędziorek może potwierdzić, że jej pisałam, że dla mnie to nadal jest Izaak! Fajnie, że się zeszli, bo tworzą cudowną rodzinę i też jestem za Michasiem Ale z tym grzebaniem w strunach głosowych, to trochę przesadziłaś Izaak to w końcu nie świadek koronny xD A co do soczewek to tak obstawiałam, że je nosi

Rany... Jestem rozczarowana Lilianą. Była takim nad podziw dobrym i mądrym dzieckiem i co z niej wyrosło? Mam nadzieję, że jeszcze otrzeźwieje, bo szkoda dziewczyny, żeby się tak zmarnowała... No i ciekawe, czy z Lucka jeszcze coś będzie... Ale w sumie to on ją ciągnie na dno, więc niech szuka sobie kogoś lepszego


Cytat:
Napisał Annetti Zobacz post

Adaś chyba musi zacząć uważać na to co będzie mówił xD
O tym samym pomyślałam Biedny Adaś xD
__________________

Ostatnio edytowane przez Libby : 29.07.2015 - 17:31
Libby jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 29.07.2015, 20:02   #9
Kędziorek
Supermoderator
 
Avatar Kędziorek
 
Zarejestrowany: 15.03.2012
Skąd: Mój pokój.
Wiek: 33
Płeć: Kobieta
Postów: 3,269
Reputacja: 27
Domyślnie Odp: Miasteczko

Ty zła kobieto, żeby tak grać na naszych uczuciach?! No wiesz co... Jestem zbulwersowana, totalnie Resztę mojego oburzenia doczytaj sobie na WO

Chociaż teraz wszystko jestem w stanie Ci wybaczyć, skoro Izaak żyje Normalnie nie mogłam przeboleć jego śmierci, teraz w końcu mogę zafarbować siwe włosy, które mi przysporzyłaś, bez obawy, że pojawią się kolejne. Przynajmniej póki co xD
Rany, biedny Izaak. Najpierw stracił pamięć, teraz ma rozdwojenie jaźni... Kurczę, tak się cieszę, że nie mogę porządnego zdania sklecić, o całym komentarzu nie mówiąc
Ale najważniejsze, że Michalina mu wybaczyła i po raz drugi została jego żoną. Może i nie było rozwodu, ale w świetle prawa póki co jest jeszcze wdową. Życzę im powodzenia w urzędach, kiedy będą go przywracać do życia. Mam nadzieję, że od tego nie odechcieje mu się żyć W końcu do mnie dotarło, że Michasia się tym zajęła
Biedna, skołowana Izka Rzuca się na faceta, a później zonk, oj, to chyba nie ten facet.. A może jednak ten? Później gościu obściskuje jej matkę, która zawsze nie lubiła, kiedy ją jakiś facet obściskuje.. Nawet nie dawała nikomu ku temu okazji. Nic dziwnego, że Iza nie wiedziała, co o tym myśleć. No bo jej tata "na niby" i jej prawdziwy tata, który nie żyje i który stoi przed nią, bo jednak wcale taki martwy nie był jak wszyscy sądzili, to tak naprawdę jedna osoba, która jeszcze poderwała jej matkę-feministkę. Myślałaś o napisaniu scenariusza do "Mody na sukces"?
I jeszcze te struny głosowe Jak mu je zoperowali, że teraz mówi normalnie? Przypadkiem mu je naprawili, jak ratowali mu życie po wypadku? xD Serio, przy ukrywaniu świadków koronnych tak się nie starają, jak ten lekarz przy Izaaku
I teraz mają żyć długo. I szczęśliwie. I jeszcze trochę bardziej szczęśliwie, bo szczęścia nigdy za wiele

Franek!
Ty podły, zły, bezwstydny człowieku niedobry. Ładnie to tak? Sądząc po Waszych spojlerach jeszcze nieraz go zbluzgam. Robi dzieciaka, nie przyznaje się do niego, jeszcze śmie pytać, kto ją tak urządził (nie mierz wszystkich swoją miarą, głupku), to na koniec tak od niechcenia mówi: "Oddaj go". Że też Ciebie nie oddali, cholero mała.
Co z tego, że się niby nawrócił, skoro pomoc jaką daje matce swojego dziecka jest właściwie na pół etatu. Kit z tym, że nie mają ślubu, nawet parą nie są! Biedne dziecko i biedna Dosia. Przynajmniej na kumpele może liczyć. Mam nadzieję

Pomysłowa Pani Liliana właśnie została przeze mnie ochrzczona na Durną Lilę, bo na zwroty grzecznościowe nie zasługuje. Na Lucka to już mi nawet epitetów szkoda. No nikt się nie spodziewał, że to się tak skończy, ależ skąd. Jakim cudem sobie nie poradzili, przecież byli w tym bagnie RAZEM. Tja... Sposób w jaki Lila rozmawiała, wróć!, "rozmawiała" (bo normalny dialog to to nie był) ze swoim biologicznym ojcem był po prostu haniebny. Jak nisko można się stoczyć? Mam nadzieję, że w końcu dotarła do dna i się od niego odbije, szczególnie, że Lucka już nie ma. I co to za cyrk z fałszywym ślubem?! Myślałam, że chociaż na początku zależało mu na niej bardziej niż na prochach. Widać muszę obniżyć swoje wymagania.


No nie ma co, odcinek świetny
Życzeń żadnych nie mam, po prostu wybierz rodzinę, która od dłuższego czasu żyła zbyt spokojnie i namieszaj
__________________
Mam łopatę.

Ostatnio edytowane przez Kędziorek : 03.08.2015 - 16:21
Kędziorek jest offline   Odpowiedź z Cytatem
stare 30.07.2015, 01:37   #10
Kowai-Neko
 
Avatar Kowai-Neko
 
Zarejestrowany: 22.11.2014
Płeć: Kobieta
Postów: 12
Reputacja: 11
Domyślnie Odp: Miasteczko

Tymek i Linda jak zwykle młodzi i szaleni Ach ta gadka Franka i jego friendzonie. A o to rodzinna zasada Stanków i ich partnerów: Zachodzomy w ciąże na studiach i nosimy koszule w krate Franek no o ty wyrabiasz? Najpierw awantura potem przeproszenie a potem co znów cie nie ma Ale tak samo rodzice Dosi jak oni to robią że wyglądają tak dobrze? Ola jest urocza Izaak wrócił i też uważam że Michaś im by się przydał do kolekcji. Ale masz dobrych tych lekarzy w Nieznanowie. Najpierw zmieniają mu te struny a potem dajmy chłopowi jeszcze jedną szansę tak i tak wie kim jest i mu odajmy głos Adaś uważaj bo Iza ma do ciebie plany Jestem ciekawa czy Lilian odzyska kontakt z matką i czy Klemens zgłosi na policje tą napaść? Jak to nie ma ślubu Mam nadzieje że Liliana się pozbiera i Lucek się ogarnie.
Kowai-Neko jest offline   Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest włączony
Emotikonywłączony
[IMG] kod jest włączony
HTML kod jest Wyłączony

Skocz do Forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 16:01.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
Spolszczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin
Wszystkie prawa zastrzeżone dla TheSims.pl 2001-2023