|
|
#11 |
|
Zarejestrowany: 09.01.2012
Skąd: Nibylandia
Płeć: Kobieta
Postów: 657
Reputacja: 10
|
Dziękuję wszystkim powyżej
Zapewne ucieszy was fakt, że moje postanowienie trafił szlag -,- Ale tylko dziś oddałam się słabości. Obiecuję egzaminowy Buddo. Bo skoro dziś święto, to i ja poświętuję. A co! Dziś malutko zdjęć(jak na mnie), więcej tekstu. Pełny odcinek obiecuję we wrześniu ![]() Dla Meg. Odcinek 12 -Proszę! - dr Eryk Mitręga zawołał kolejnego pacjenta. Gibon wszedł przez uchylone drzwi do gabinetu. Rozsiadł się w miękkim fotelu i spojrzał na ciemnowłosego mężczyznę w średnim wieku. ![]() Ten poprawił okulary na nosie, skrzyżował nogi i zaczął: -Jak minął panu tydzień, panie Everdeen? -Zwyczajnie -odpowiedział tamten oschle. ![]() -A jak się miewa niemowlę? Gibon się jakby trochę rozchmurzył i odparł: -Bardzo dobrze. Rośnie i ładnie przybiera na wadze. ![]() Chwilę później dodał z czułością: -Jest taka delikatna i kochana. Zawsze się do mnie uśmiecha kiedy noszę ją na rękach. Ma takie małe paluszki i bystre spojrzenie. Cała mama -westchnął i ponownie przybrał obojętnym wyraz twarzy. ![]() Psycholog przewertował parę kartek i zapytał: -Czy to nie dzisiaj pańska siostra opuszcza Ośrodek Leczenia... -Tak -przerwał mu w połowie zdania Gibon. -Zaraz po wizycie jadę z mężem ją odebrać. ![]() -To chyba dobrze, że zdecydowała się na opuszczenie ośrodka. To oznacza, że jest gotowa. Skoro psychiatra nie ma żadnych zastrzeżeń do jej wypisu, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Powinieneś się cieszyć. Oczywiście, przez jakiś czas, będzie musiała brać leki i widywać się z... ![]() -Wiem to wszystko. Chodzi o to, że w ogóle nie powinna się tam znaleźć. Nie umieszcza się ludzi w psychiatryku z powodu depresji poporodowej -rzekł rozgniewany. ![]() -Puszczę mimo uszu ten dysfemizm. Posłuchaj mnie Gibon, prawda jest taka, że gdyby twoja siostra Kleo nie zareagowała, Alba nie wyszłaby z tego sama. Pozostałeś bierny, kiedy ona potrzebowała cię najbardziej. Nieleczona depresja może się nasilać. Skutki mogły być opłakane. Mogła zrobić krzywdę sobie, albo nawet dziecku. ![]() -Radziłem sobie, wspierałem ją i pomagałem. -To by nie wystarczyło. Z tego co mówiłeś, miała trudną przeszłość i już wcześniej występowały epizody depresyjne. To, że zdecydowała się poddać opiece, było jej wyborem, a ty się na to zgodziłeś. Ale chyba wiem dlaczego jesteś dziś taki zły. ![]() Gibon spojrzał na doktora przez ramie i uniósł brwi. -Przez trzy miesiące nieprzerwanie opiekowałeś się siostrzenicą. Karmiłeś, bawiłeś. Teraz to matka zajmie się dziewczynką, a ty już nie będziesz miał wpływu na jej dalszy rozwój. -Sugerujesz, że chce odebrać jej dziecko? -powiedział wściekły. -Żegnam szanownego psychologa. Gibon skierował się w stronę drzwi. Mitręga zawołał za nim: -Minęło dopiero piętnaście minut pańskiej wizyty! -Ja myślę, że nasz czas się skończył. -To zapraszam za tydzień o tej samej porze!- zawołał za wychodzącym już rudzielcem. -Twoje niedoczekanie -wysyczał i wyszedł gabinetu. ![]() Ever czekał na niego w holu. Podniósł oczy znad magazynu i skwitował: -Płacę tysiąc simoleonów za godzinę u tego człowieka, żebyś ty mógł sobie do woli histeryzować. Brawo, to takie dojrzałe. ![]() Wstał z sofy i spojrzał na rudzielca.Ten zatrzymał się przed nim, wymierzył w jego klatkę palec wskazujący i powiedział gniewnie: -Ty mnie do tego zmusiłeś, więc zamknij się i przyjmij do wiadomości, że nie potrzebuję psychoanalizy. Obiecałem tobie i Kleo, że spróbuję. Dotrzymałem słowa, byłem tu cztery razy. Nie chcę już nic więcej słyszeć na ten temat. Teraz rusz się i jedziemy po Albę. ![]() W tym samym czasie Sutton wybrała się na spacer do parku z siostrzenicą. Kiedy mała grzecznie spała w wózku, ona siedziała na ławce i czytała książkę. -”Ojciec Sergiusz” Lew Tołstoj. Niezły wybór -zagadnął nieznajomy. ![]() Dziewczyna udając, że go nie słyszy, przewróciła stronę. On usiadł obok niej i wpatrywał się w dal. ![]() Wreszcie dała za wygraną, schowała książkę i spojrzała na nieznajomego. -To twoje dziecko? -zapytał. ![]() -Nie każda nastolatka z dzieckiem jest młodą matką -oburzyła się Sutton. ![]() -Przepraszam, chciałem po prostu zagadać. ![]() -Bardzo taktownie. -No przestań. Jestem Tony -powiedział i wyciągnął rękę w jej stronę. Zignorowała ten gest. -Skąd jesteś? Pierwszy raz cię tu widzę -nie dawał za wygraną chłopak. -Ale zapewne ostatni -odfuknęła i chwyciwszy wózek, odeszła. On siedział oniemiały. To była pierwsza dziewczyna, która go kiedykolwiek olała. ![]() *** Gibon nerwowo krążył po holu ośrodka. -Ileż można się szykować? -zapytał. -Gdybyś też mi przyniósł tyle fatałaszków, co jej, to pewnie czekałbyś na mnie do wieczora -wymamrotał i wrócił do czytania gazety. ![]() Wtem otworzyły się drewniane drzwi i stanęła w nich Alba. Uśmiechała się szeroko. ![]() Rudzielec na jej widok rozpromienił się, podbiegł do niej i mocno uściskał. ![]() -Albuś... -rzekł tylko. Głos mu się łamał i po chwili zaczął pociągać nosem. -Gibon, weź się w garść. Przecież wszystko w porządku -odparła wesoło. Po tych słowach rozbeczał się całkowicie. Ona przytuliła go mocniej i szeptała do ucha uspokajająco: -No ćśś... już dobrze. To ja powinnam płakać, a nie ty, głuptasie. ![]() Everdean w tym czasie rozmawiał z psychiatrą. Przyjął od niego receptę, uścisnął mu dłoń i zwrócił do ściskającej się dwójki: -Nie róbcie scen, wszyscy się na was patrzą. Tamci wybuchnęli śmiechem i odsunęli od siebie. ![]() Alba podeszła do czarnowłosego i również go objęła. Ten odwzajemnił gest niechętnie. -Dzięki Ever za wszystko. Za to, że pociągnąłeś za parę sznurków, abym mogła tu zostać. Nigdy nie zdołam ci się odwdzięczyć. -Tak, tak. Chodźmy już -odparł sucho, jednak przez jego twarz przemkną nikły uśmiech. Odetchnął z ulgą. Alba była pełna życia, jak wtedy, kiedy była nastolatką. Oczy znów jej błyszczały, a policzki nabrały delikatnych rumieńców. Ten widok był wart każdych wydanych przez niego pieniędzy. ![]() Dotarli do domu w świetnych nastrojach. Kobieta po drodze opowiadała zabawne historie, przesadnie gestykulując. Gibon dawno nie śmiał się tak szczerze, a Ever odzyskał spokój ducha. Atmosfera zmieniła się diametralnie, kiedy weszli do salonu. Alba zrobiła się spięta, a rudowłosy nerwowy. W pomieszczeniu stała Sutton z niemowlakiem na rękach. ![]() Popatrzyła na brata i kiedy zobaczyła jego zdezorientowaną minę, prychnęła znacząco. Podeszła do blondynki i pewnym ruchem włożyła jej w ramiona dziewczynkę. ![]() Małe lśniące oczka wpatrywały się w nieznaną twarz. Po chwili drobne usteczka zadrżały i wydobył się z nich przeraźliwy płacz. W pierwszym odruchu Gibon chciał zabrać dziecko, jednak Ever powstrzymał go, kładąc mu na ramieniu rękę. Alba wpatrywała się w swoją córkę z nieukrywaną ciekawością. Instynktownie zaczęła lekko bujać dziewczynkę. ![]() Robiła to tak długo, aż ta się uspokoiła. Zachwycona obliczem córki, przyciągnęła ją do piersi i pocałowała w alabastrowy policzek. Teraz już wszystko się ułoży. -pomyślała. ![]() Spojrzała na otaczające ją grono. Sutton stała spokojna. Ever gdzieś się ulotnił, a Gibon wpatrywał się w Albę z dziwnym wyrazem twarzy. ![]() -Jak jej dasz na imię? -zapytał Gibon. -Nie wiem, jak mam się zwracać do mojej ślicznoty. -Macie może jakieś propozycje? -zwróciła się do wszystkich. -Cytrynka! -zawołała, rudowłosa. -Gibon ciągle tak do niej mówi. Poza tym, pachnie cytrusami. ![]() -Sut, przestań. To śmieszne. Daj jej samej zdecydować -zganił ją brat. Blondynka roześmiała się cicho. Odgarnęła zabłąkany kosmyk z czółka niemowlaka i wciągnęła głęboko powietrze. Dotarła do niej delikatna woń owoców egzotycznych, tak cudowna, że zakręciło jej się w głowie. ![]() -A nie mówiłam! -zawołała Sutton i klasnęła w ręce. ![]() Wszyscy jednocześnie wybuchnęli śmiechem. Po chwili spokojnym głosem odezwała się Alba: -Lemon. Będzie miała na imię Lemon Carrol. ![]() C.D.N. Bonusik! W krainie bugów: ![]() ![]() ![]() ![]()
__________________
reality bites |
|
|
|
|
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|