|
|
#10 |
|
Guest
Postów: n/a
|
No no ZOng trzymasz mnie w npaięciu!!
Czemu moje opowiadanie pozostaje no coment? odc. 10 - Pa pa mamo, dobranoc. - dokończyła Kathy i odlożyła słuchawkę. Potem wyszła na antresolę. Przez szpary widziała jak Marilyn się kręci po po pokoju. Był ciepły, duszny paryski wieczór. Nagle z antresoli obok rozległ się huk. - Sylvia? - zapytała Marilyn z dołu podnosząc się z fotela. - Kathy.....co trzeba teraz zrobić.....ty wiesz. - powiedziała głosno Sylvia. Kathy przeszla po sznurkach z palikami do antresoli drugiej z dziewczyn i spojrzała. Spadła jej walizka. Wszystkie perfumy się potłukły, kosmetyki rozbiły. - Chodźmy na zakuopy. Ostatnie sklepy nie są pozamykane. - odparła bez namysłu Kathy przebirając się. Wyszła na swoją antresolkę i zaczęła przymiezać ciuchy. WEybrała dżinsy i top. Zobazcyła gdy wychodziły jak Marilyn szykuje sobie kolację. Była to potężna mini-szarlotka i wielki rostbef. Kathy pominęła to milczeniem. Stwierdziła że dziewczyna ma pewnie świetną przemianę materii. - Spójrz, moze te perfumy?? - zapytała Kathy niepewnie podsuwając jej pod nos pasek popsikany wodą toaletową. - O tak. Chodźmy już do domu, robi się ciemno - niepokojąco powiedziała Sylvia. Kathy wzięła do ręki jej reklamówkę i schowała do torby. - upomnij się o nie w domu. - odparła wychodząc ze sklepu. I kiedy już były w domu z bramy wsykoczył jakiś bandyta. Porwał Kathy i za krzakami zrobił jej wielką krzywdę. |
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|