|
|
#14 |
|
Guest
Postów: n/a
|
Romana błąkała się bezczynnie po wysypisku. Patrzyła najwyraźniej jak mogła.
Niestety, dostrzegała tylko góry popiołu. – To nie możliwe, musi tu coś być do jedzenia. – powiedziała zrozpaczona, teraz i sama odczuła głód. - Co się stało? – spytał chłopczyk. - Nic skarbie, zaraz coś zjemy. – uśmiechnęła się. Kobieta zauważyła, że mały zaczyna się chwiać mało brakowało, a by upadł. Podbiegła do niego. – Źle się czujesz? – spytała troskliwie. - Chce mi się jeść. – powiedział po cichutku. - Dasz radę dojść do najbliższego domu, którego zobaczymy? – spytała z przejęciem. - Chyba tak. – powiedział. - W takim razie chodźmy. – wskazała ręką ulicę. – Boże sama dałabym radę, ale te dziecko ledwo trzyma się na nogach. O co ci chodzi? Żebym żebrała o kromkę chleba dla niego?. – Romana biła się z myślami, nie wiedziała, co ma robić. Tymczasem przed jej oczami stanęła ogromna willa. Przystanęła na chwilę. - Co robimy? – spytał nieprzytomny chłopiec. - Zaraz dostaniesz coś do jedzenia. – popatrzyła miłym wzrokiem na Roberta, poczym ruszyła w stronę wielkiego domu. Zapukała delikatnie w drzwi. Nikt nie odpowiadał zapukała ponownie trochę głośniej. - Chwileczkę! – zza drzwi dało się słyszeć kobiecy głos. - Tak. – powiedziała otwierając drewniane drzwi. Romana przestraszyła się widokiem... Pokojówki hrabiego. – Przepraszam pomyliłam mieszkania. – speszyła się. - No proszę, proszę, kogo my tu mamy! Szanowna pani Romana, a co to za brzdąc. Pani synek! – zakpiła donośnym głosem. – Nie chciałaś u nas pracować to wara stąd! – krzyknęła i już miała zamknąć drzwi, gdy ze schodów zszedł Henryk. – Asiu, kto przyszedł? – spytał. Nie mógł uwierzyć, gdy w drzwiach zobaczył Romanę. - Pani Romano! – krzyknął z uśmiechem. – Zdecydowała się pani u mnie zamieszkać? - Nie, to nieporozumienie ja już sobie idę... – powiedziała drżącym głosem. W tym samym momencie chłopiec upadł na ziemię. – Robert! – krzyknęła zmartwiona. - Co mu jest? – spytał z przejęciem hrabia. - Nie wiem od ilu dni nie jadł, poza tym jest pobity. – oznajmiła. Hrabia wyciągnął swój telefon. – Pogotowie! Mam tu nie przytomnego chłopca.... Chyba zemdlał z głodu, jest też pobity... Słoneczna 15... Tak, szybko! – krzyknął i odłożył słuchawkę. - Asiu! Sprawdź czy oddycha. Byłaś na tym kursie pierwszej pomocy. – krzyknął poczym wybiegł na drogę oczekując karetki. Asia z niechęcią chwyciła rękę chłopca. – Oddycha! – wrzasnęła na całą ulicę. – Co się gapisz? – popatrzyła na Romanę z pogardą - Muszę iść do środka głowa mnie boli. – zrobiła żałosną minę i weszła do domu. - Robert! Kochanie wytrzymaj, proszę. Musimy przecież znaleźć Anię. – popatrzyła na chude, małe ciało chłopczyka. Nie usłyszała żadnej odpowiedzi, Robert leżał bez ruchu. Po chwili karetka była już na miejscu. Sanitariusze przynieśli nosze, na których znalazł się chłopiec. - Mogę z wami jechać! - krzyknęła Romana. - Tak, proszę ale mamy tylko jedno miejsce. – powiedział mężczyzna patrząc na kobietę. - Niech pani jedzie. Ja przyjadę autem. Do jakiego szpitala go zabieracie? – spytał hrabia.- Gen. Franciszka Kleberga. – odparł. Na ustach Romany pojawił się krzywy uśmiech. Po chwili, karetka ruszyła w stronę szpitala. - Asiu! Jadę do szpitala, pilnuj domu! – krzyknął i wsiadł do swojego samochodu. - Głupia zdzira myślałam, że będzie można ją łatwo zlikwidować, ale się myliłam... Przebiegła suka! Ale ja już coś wymyślę! – siedziała w kuchni rozmyślając. Henryk wpadł na szpitalny hol dobrze mu już znany. Zauważył, że na krześle siedzi Romana. – I jak? Co z chłopcem? – spytał. - W czasie drogi odzyskał przytomność teraz opatrują mu rany. – opowiedziała. - Dzięki Bogu! – krzyknął wesoło. – Przepraszam, że pytam ale to pani syn?- Nie znalazłam, go na wysypisku. Pochodzi z jakiejś pijackiej rodziny. Matka była w porządku, ale ojciec spija się i bije te biedne dzieci. – powiedziała ze smutkiem. - Dzieci? - Ten chłopiec ma siostrę, starszą od niego. Zaplanowała jak mają uciec od ojca. Ukryła Roberta, bo tak ma na imię chłopczyk za płotem na wysypisku, a sama bała się, że ojciec ją zauważy, więc pobiegł dalej. – oznajmiła, po jej policzku spłynęła łza. - Co się stało pani Romano? – spytał przejęty widząc zapłakaną kobietę. - Przypomniałam sobie mojego męża. Żyliśmy szczęśliwie do dnia, gdy stracił pracę. Wtedy zaczął pić i bił mnie. Pewnego ranka zaspałam i nie zrobiłam mu śniadania... Zaczął mi grozić bronią, którą kupił na jakimś bazarze. Bił mnie, rzucał pustymi butelkami po wódce... – rozpłakała się. Henryk był przygnębiony, nie mógł sobie tego wyobrazić, on syn hrabiego Nowickiego znanego na całym świecie. Nawet, gdy skończył osiemnaście lat był pod opieką służby i kochających rodziców. Na holu słychać było teraz tylko dźwięk telefonów i rozmów lekarzy... - Witam! – krzyknął czarnoskóry lekarz, który leczył wcześnie Romanę. - Dzień dobry. – powiedział hrabia. - Może pozwolą państwo do pokoju lekarskiego. – uśmiechnął się. - Dobrze, chodźmy. – powiedziała Romana. Po chwili cała trójka była już na miejscu. - Proszę usiąść. – lekarz wskazał ręką krzesła. - Co z nim? – spytała przejęta Romana. - Chłopiec zemdlał po prostu z głodu. Daliśmy mu najpierw glukozę, a teraz je normalny obiad. Ma on liczne obrażenia, to musiało być pobicie. Niestety wykryliśmy u chłopca również białaczkę. Choroba jest bardzo rozwinięta, będzie potrzebował stałej opieki i leków... – oznajmił. - Boże. – powiedziała zrezygnowanym głosem. - Niech się pani nie martwi, to młody silny organizm. Teraz musi mi pani pomóc w ustaleniu danych chłopca. - Dobrze. – odpowiedziała. - Imię i nazwisko. – spytał. - Powiedział mi tylko imię Robert. - Ok. Kobieta powiedziała wszystko, co mówił jej chłopiec... - To wszystko, co pani wie? - Tak. –kiwnęła głową. - W takim razie, zaraz zaprowadzę państwa do chłopca. – powiedział wstając. - Doktorze, co teraz z nim będzie? – spytał hrabia. - Pani Romana będzie musiała to wszystko powtórzyć na policji. Jeżeli chłopiec ma jakąś dalszą rodzinę babcie, ciocie wtedy trafi właśnie do niej, a jeżeli nie, trafi do domu dziecka. - Ale on jest chory! – krzyknęła oburzona Romana. - Co ja mogę pani powiedzieć? Dom dziecka będzie musiał kupować leki. Szpital nie może utrzymywać bezustannie chłopca. On nie ma ubezpieczenia. Możemy go przyjąć tylko wtedy, gdy jego stan będzie naprawdę ciężki i będzie potrzebował respiratora. – powiedział ze smutną miną. Romana zaczęła znowu płakać. – Dlaczego bóg zsyła na nas tyle nieszczęść? To taki delikatny chłopiec. - W pokoju zapadła cisza. - Chce się pani spotkać z chłopcem? – spytał lekarz po dłuższej chwili. - Tak, tak. – ocknęła się. - Więc chodźmy. – powiedział mężczyzna i wszyscy wyszli z pomieszczenia... C.D.N Zapraszam również ponownie na stronę poświęconą N jak nędzy www.n-jak-nedza.bo.pl
Ostatnio edytowane przez simoleonka : 07.04.2005 - 15:20 |
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|
Podobne wątki
|
||||
| Temat | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatnia wiadomość |
| Jak pozować ? | Hunter666 | The Sims 1: Rozszerzenia | 9 | 30.06.2003 21:38 |