Wróć   TheSims.PL - Forum > Simowe opowieści > The Sims Fotostory

Komunikaty

Zobacz wyniki ankiety: Czy podoba ci się moje fotostory?
Jest beznadziejne. Lepiej daj sobie spokój. 5 7.35%
Nie podoba mi się. 2 2.94%
Takie sobie. 18 26.47%
Bardzo mi się podoba. 35 51.47%
To najlepsze fotostory na forum. 8 11.76%
Głosujących: 68. Nie możesz głosować w tej sondzie

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
stare 27.09.2005, 20:02   #1
Tiffany
Guest
 
Postów: n/a
Domyślnie

Sorry za post pod postem no ale cóż nikt nic nie napisał. I oto po długiej przerwie następny odcinek. A następny? No nie wiem czy tak prędko sie pojawi.

Odcinek 5

W starej, opuszczonej chatce stała zagubiona i zdesperowana dziewczyna. Gotowa na wszystko, już nic nie mogło jej bardziej zdziwić, ani zasmucić. Była u granicy rozpaczy. W takiej chwili człowiek myśli tylko o jednym i właśnie o tym myślała nastolatka. Spocona dłoń trzymała nóż, a sine usta dygotały ze strachu. Ostrze noża dotknęło gardła, wystarczyło tylko pociągnąć, by na zawsze opuścić świat i znaleźć się po drugiej stronie. Ale czy ta druga strona będzie lepsza od pierwszej? „ To koniec! Nie dam rady. Przykro mi mamo.- pomyślała Jenny i już miała wykonać ostatni ruch w swoim życiu gdy nagle ktoś zawołał:
- Nie Jenny nie!
Dziewczyna gwałtownie upuściła nóż i otworzyła oczy. Przed nią stała dziewczyna w pięknej sukni. Jej twarz wyrażała bezgraniczne przerażenie. „ Czyżby Anioł?”- pomyślała nastolatka. Stała w bezruchu i wpatrywała się w piękną postać, która widząc iż Jenny nie ma przy sobie niebezpiecznego przedmiotu trochę się uspokoiła.
- Jesteś Aniołem?- zapytała zachwycona nastolatka.
Na te słowa obca jej postać roześmiała się serdecznie i odparła rozbawiona:
- Nie skądże znowu! Jestem Amanda. Ale mów mi Ammy.
Dopiero teraz, kiedy przybyszka zbliżyła się nieco Jenny dostrzegła jej twarz, która zadziwiła ją bardzo. „ Nie, czy ja śnię? Nie na pewno mi się zdaje.”- myślała dziewczyna. Amanda widząc zdziwienie na twarzy Jenny, nieco się oddaliła, by ukryć przedmiot zainteresowania niedoszłej samobójczyni.

- Kim ty w ogóle jesteś!- zapytała już mniej zachwycona Jenny.
Amanda wyraźnie się zakłopotała. Zaczęła wodzić wzrokiem po chatce szukając pomocy w czymkolwiek. Srebrzysty blask księżyca oświetlał zdenerwowaną twarz Jenny, lecz twarz Amandy spowijała ciemna zasłona mroku.
- Odpowiadaj!- w jej głowie panował mętlik, nie wiedziała co się dzieje, była kompletnie zdezorientowana. Dziewczyna bardzo powoli wyszła spod zasłony i oczom Jenny ukazał się niezwykły widok. Stał przed nią jej identyczny sobowtór. Czuła się jakby patrzyła w lustro. Nastolatka próbowała coś powiedzieć, lecz słowa uwięzły jej w gardle i z jej ust wydobywał się tylko niewyraźny bełkot.
- Rozumiem twoje zdziwienie. Ale ja ci wszystko wytłumaczę.- zaczęła tłumaczyć Amy, gestykulując ramionami.
W głowie Jenny wszystkie elementy układanki zaczęły składać się w całość, teraz już bardziej wszystko zrozumiała i niemal natychmiast odrzuciła od siebie dawne postanowienie samobójstwa. Smutek niemal całkowicie znikł, a na jego miejsce trafiła ciekawość.
- To ty, ty mi wszystko zepsułaś. To przez ciebie moje życie się posypało. Ale w ogóle jak to możliwe? Podszywałaś się pode mnie prawda? Jak mogłaś? Dlaczego to robiłaś!- wypytywała Jenny, patrząc z wyrzutem na jej dawny obiekt zachwycenia, który na twarzy miał poczucie winny i smutek.

- To nie tak jak myślisz! Ja wtedy nie wiedziałam. Naprawdę.
- Ale czego nie wiedziałaś? Nie wierze w żadne twoje słowo. Jesteś podła i perfidna! – krzyczała rozwścieczona nastolatka.
- Jak możesz mnie osądzać, skoro o niczym nie wiesz?- powiedziała już wyprowadzona z równowagi Amanda.- Chcę ci tylko wytłumaczyć, więc mnie łaskawie wysłuchaj. Nie robiłabym tego gdybym…- niestety dziewczynie nie dane było dokończyć, gdy stało się coś bardzo dziwnego. W powietrzu coś zamigotało, roziskrzyło się tęczą kolorów i oślepiło obie obserwatorki. Obie zasłoniły oczy przed kłującym w oczy źródłem światła.

Tajemnicze zjawisko trwało zaledwie 5sekund gdyż już po chwili, chatka znów pogrążyła się w całkowitym mroku. Jenny odsłoniła oczy i zaraz spojrzała w miejsce, gdzie przed sekundą znajdowało się małe światełko, jej oczom ukazała się szczupła sylwetka człowieka, najwyraźniej mężczyzny. Zaciekawiona nastolatka nieco się zbliżyła i ujrzała młodzieńca o złowrogim i chytrym spojrzeniu. I znowu wszystko co do tej pory ułożyło się w głowie Jenny rozpadło się niczym wieża z klocków zburzona przez niedawnego budowniczego, gubiąc poszczególne fragmenty.
-Ki…kim jesteś?- jąkała się dziewczyna.
Mężczyzna złowieszczo się uśmiechną i spojrzał na osłupiałą z przerażenia Ammy.
- Nie wiesz? Przecież mnie znasz? A ja znam ciebie, jak nikt inny.- głos chłopaka był taki zimny i bezbarwny, że po plecach nastolatki przeszły ciarki.
- Nie. Nie znam cię. Mylisz mnie z kimś.- odparła nieco przerażona Jenny i pomyślała „Od jakiegoś czasu ciągle mnie ktoś myli. Hmm…chyba nawet wiem z kim.”.
- Nie, nie. Ciebie szukałem. Wiem dobrze że niczego nie rozumiesz, ale to się zmieni szybciej niż myślisz.

Teraz Jenny kompletnie już nie wiedziała co odpowiedzieć i tylko stała i wpatrywała się w chłopaka, który przez cały czas uśmiechał się przenikliwie.
- Chodź za mną, a poznasz całą prawdę…- powiedział chłopak i wyciągną rękę w stronę osłupiałej nastolatki.
- Nie Jenny! Nie! Błagam! – Ammy ocknęła się z transu i przerażona krzyczała.
Jenny zdziwiona do upadłego odwróciła się do dziewczyny, chyba chciała ją przed czymś ostrzec, ale coś nęciło ją by pójść z chłopakiem, który zachęcająco kiwał ręką.
- Pokarze ci wszystko. Chodź ze mną! Poznasz całą prawdę!
- Nie idź za nim Jenny proszę!- błagała Amanda, ale jej prośby na nic się zdały gdyż Jenny już się zdecydowała i ruszyła w stronę młodzieńca. W tym samym momencie Ammy podbiegła do chłopaka i chwyciła go za rękę.
- Nick! Dlaczego to robisz! Nie rób tego, proszę! – dziewczyna rozpłakała się.

- Daj spokój Amy. Daj spokój. Nie pomożesz jej w ten sposób…- po tych słowach młodzieniec wraz z Jenny zanurzył się w czarną otchłań. Nogi pod Amandą załamały się i dziewczyna bezwładnie osunęła się po ścianie. Teraz klęczała sama na zimnym parkiecie z spróchniałego drewna. Jej twarz zakryły drobne dłonie i już po chwili z pomiędzy smukłych, kształtnych palców wypłynęły łzy rozpaczy, smutku i żalu. Nie wiadomo dlaczego i z jakiej przyczyny obca Jenny dziewczyna rozpaczała nad jej losem, ale to już wkrótce miało się wyjaśnić.

Co sie stanie z Jenny?
Gdzie zaprowadził ją tajemniczy chłopak?
Co zrobi Amanda?
Co zrobią znajomi Jenny oraz jej rodzice?

To i jeszce wiecej w następnym odcinku!

Oto 5odcinek wiem ze jest krótki no ale cóż :con: . Pozdrwiam i jak zwykle proszę o pełno komentarzy zarówno tych dobrych jak i tych złych. Aha i proszę by kazdy komu sie nie podoba napisał dokładnie co! Wtedy postaram się to zmienić.
  Odpowiedź z Cytatem

PAMIĘTAJ! Źródłem utrzymania forum są reklamy. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
stare 10.10.2005, 18:16   #2
Tiffany
Guest
 
Postów: n/a
Domyślnie

I am sorry za post pod postem, ale znowu nikt nie napisał . A więc tak jak obiecałam daję odcinek, bo jak obiecuje to daje . I co chyba nie jest nowością w moim wykonaniu prosze o dużo, dużo komentów!

Odcinek 6

Dzisiejsza noc nie była błogim odpoczynkiem dla zapracowanego, solidnego człowieka jakim był komisarz Robins. Z ciepłego, wygodne łóżka wyciągnął go niespodziewany telefon, jak się okazało wykonywany przez koleżankę pracującą na nocnej zmianie. Tym razem chodziło o zaginioną dziewczynę. Zrozpaczeni rodzice po daremnych próbach jej odszukania zadzwonili na policję. Uspokojenia oraz zapewnienia biednej pracowniczki komisariatu okazały się daremne. Kobieta żądała rozpoczęcia natychmiastowych poszukiwań grożąc nieco zdezorientowanej kobiecie z drugiej strony telefonu konsekwencjami prawnymi, co było oczywistym absurdem, ale nowoprzybyła dziewczyna, która dopiero rozpoczęła pracę nie chciała mieć żadnych kłopotów, toteż niezwłocznie chwyciła za słuchawkę i wykręciła drżącą ręką numer komisarza Robinsa- zajmującego się tego typu sprawami. Detektyw był niezwykle opanowanym i sympatycznym człowiekiem, dlatego też z naturalną sobie cierpliwością wysłuchał drżącego głosu młodej kobiety.

Mimo zmęczenia i niechęci do nocnych śledztw zapewnił że natychmiast uda się na miejsce zajścia. A cóż innego miał zrobić? Przecież sam wybrał sobie taką a nie inną powinność. Teraz rozumiał dlaczego ojciec odradzał mu tego typu zajęć. Szybko wsunął się w garnitur, lekko przeczesał zmierzwione włosy, poczym chwycił za swój ukochany kapelusz i wyszedł z przytulnego mieszkanka na przedmieściach Sims Yorku. Idąc do samochodu podziwiał piękno gwiazd, które odświeżały wspomnienia, niezwykle przykre, ale tak bardzo ważne. Nie zwlekając dłużej wsiadł do samochodu i przekręcił kluczyk w stacyjce.

Oczy same się zamykały, powieki były ciężkie niczym przytłoczone suchym piachem. Walcząc ze zmęczeniem mężczyzna dotarł wreszcie na miejsce, gdzie już roiło się od funkcjonariuszy i tłumu gapiów nie przeoczą żadnej okazji na zrobienie sensacji, jedną z takich osób była pani Tibbs, która zaciekle walczyła o dobre miejsce zaraz przy policjantach. Detektyw z politowaniem spojrzał na całą zgraję ciekawskich plotkarek, po czym podszedł do jednego z kolegów by zapoznać się bliżej ze sprawą.

- Co my tutaj mamy?- zagadnął spoglądając przez ramię rosłego policjanta przeglądającego plik świeżo wydrukowanych papierów.
- Jenny Newdember: lat piętnaście. Ucieczka z domu za sprawą kłótni z koleżanką. - wyrecytował jednym tchem nieco zirytowany.
- Dobrze. Gdzie ta koleżanka?
- Tam. Stoi obok rodziców.- mężczyzna wskazał na wątłą dziewczynę o brązowych włosach, która rozpaczliwie wymachując rękami tłumaczyła coś rodzinie zaginionej.
Komisarz ociężałym krokiem postąpił w stronę bliskich Jenny.
- Dobry wieczór. Jestem komisarz Robins- detektyw zajmę się sprawą państwa córki.
- Ona po prostu nie wróciła do domu. Poszła do szkoły i już nie wróciła.- wydukała ze łzami w oczach kobieta, po czym wtuliła głowę w ramiona męża. Detektyw odchrząknął i zwrócił się tym razem w stronę zakłopotanej brązowowłosej:
- Ty jesteś Tamara Wetson- koleżanka Jenny o ile się nie mylę?
- Tak to ja.- odpowiedziała zachrypłym, ledwo dosłyszalnym głosem otumaniona istotka.- Przyszedł mnie pan przesłuchać?
- Tak obawiam się że to konieczne. Chodź usiądźmy.- zaproponował niezwykle sympatycznie detektyw wskazując na ławkę parkową.
Tamara usiadła obok detektywa, otulając się rękami i zaczęła opowiadać.

Robins słuchał niezwykle uważnie ani razu nie przerywając nastolatce.
Umiejętność słuchania była jego kolejną zaletą. Niczym zaczarowany wdrążał się w opowieść, by później dokładnie ją przemyśleć.
- I wtedy poszłam razem z Rebeką do domu. Ja naprawdę nie wiedziałam że to tak się skończy. Ja nie chciałam! Naprawdę nie chciałam.- zaczęła tłumaczyć dziewczyna, a drobne szkliste łzy popłynęły po aksamitnej twarzy.
- Ależ nikt cię nie obwinia. To nie twoja wina.- pocieszał jak umiał Robins podając nastolatce chusteczkę - Idź lepiej do domu i porządnie się wyśpij. Już i tak w niczym nie pomożesz.
Tamara przyjęła biały kawałek materiału i wytarła nim łzy. Wstała powoli z ławki i poszła w stronę grupki gdzie czekali na nią rodzice. To samo poczynił detektyw. Ciężko wzdychając podszedł do przytulonych rodziców i powiedział:
- Proszę iść spać. Policja się wszystkim zajmie. I tak w nocy nie warto szukać. Obiecuję że rozpoczniemy przeszukiwanie terenu od samego rana.- zapewnił komisarz.
Pani Newdember chciała najwyraźniej coś powiedzieć ale mąż uspokoił ją ruchem ręki i nie uwalniając z uścisku odprowadził do samochodu. To samo poczynił Robins lecz troszkę później. Musiał jeszcze odebrać wstępny raport. I już po chwili szedł z uśmiechem na twarzy z teczką pod pachą do swego ukochanego, przytulnego mieszkanka. Nareszcie położy się spać i odpocznie po ciężkim dniu i jakże ciężkiej nocy. Bez prysznica, ani należytej higieny położył się do łóżka.

Po prostu zmęczenie wzięło górę nad rozsądkiem. Błogi odpoczynek przerwał przeciągły dzwonek. Ktoś najwyraźniej pilnie chciał się zobaczyć z komisarzem. Całe zajście wyprowadziło go z równowagi. Klnąc pod nosem wstał i zaczął się ubierać. Dzwonek powtórzył się jeszcze klika razy zanim rozespany mężczyzna dopadł drzwi, popatrzył przez wizjer i widząc twarz przełożonej natychmiast otworzył drzwi.
- Robins! Co ty wyprawiasz? Czy wiesz w ogóle która godzina?- rozjuszona kobieta wtargnęła do spokojnego dotychczas mieszkanka i od razu zaczęła wrzeszczeć.

Komisarz podrapał się po głowie i ze zdziwieniem odparł:
- Jak to która jest czwarta nad ranem! Przecież normalnie ludzie śpią o tej porze!- tym razem policjant zaczął wrzeszczeć.
- Robins. Tylko nie tym tonem! Zrozumiano! Czwarta nad ranem? Chciałeś chyba powiedzieć dwunasta!- przełożona doszła do granicy wytrzymałości psychicznej, po bezczelnej odzywce swego pracownika.
Na twarzy detektywa pojawiło się znikome przerażenie, a jego wzrok padł na zegar w korytarzu. Rzeczywiście wskazówki spoczywały na 12 , a mała sekundowa igiełka wściekle pędziła po tarczy zegara.

- Te dokumenty miały być odebrane o dziewiątej czyli trzy godziny temu!- diabelna kobieta znów zaczęła swoje wskazując na papiery w ręku.
- Przepraszam. Chyba trochę zaspałem. Zrozum miałem trudny dzień i do tego jeszcze ta noc.- zaczął bezradnie tłumaczyć oskarżony.
- Robins! Nie tylko ty masz dużo do roboty. Co myślisz że ja się obijam. Nie tyram ja wół by na tym komisariacie był jakiś porządek. A jednak nadążam z wysypianiem się i nie spóźniam się do pracy.- ostre oskarżenia padły z wątłych ust.
Kobieta pomyślała przez ułamek sekundy i z wściekłością wcisnęła w ręce przerażonego funkcjonariusza plik kartek.
- Masz te papiery! I masz się z nimi zapoznać do szóstej! Bo jeśli nie, nie będę już taka miła. Jasne?
- Jak słońce. Już się biorę do pracy.- odpowiedział nie zwlekając ani chwili detektyw, po czym z wielką ulgą zamknął drzwi za przełożoną. „ Co za kobieta. Istny diabeł wcielony”- pomyślał detektyw i nagle przypominając sobie o papierach spoczywających w jego rekach udał się do pokoju w którym zwykle pracował. Gabinet był bardzo malutkim pomieszczeniem, acz nazbyt przytulnym. Ściany obite były jasną boazerią, a podłoga pokryta parkietem z drewna. Po chwili przedmiot złości przełożonej wylądował na drewnianym biurku. Sam komisarz udał się do kuchni by zaparzyć kawę, gdyż był troszkę zaspany, a kawa zawsze stawiała go na nogi. Po niespełna pięciu minutach wrócił z kubkiem gorącej kawy, proszącej się o wypicie. Mężczyzna upił trochę pobudzającego napoju i wziął się za przeglądanie dokumentów, które dotyczyły całej sprawy.

Były to między innymi: raporty, dokumenty rodziców, córki i wszelkie pismaki które mogły pomóc w rozwiązaniu sprawy. Wciąż popijając kofeinę wdrążał się powoli w całą te sprawę. Nagle coś go poruszyło i nagle w całym malutkim mieszkanku oraz całym bloku rozległ się okrzyk radości i dumy:
- Mam! To jest to!

Co znalazł detektyw Robins?
Czy rozwiąże sprawę zaginięcia dziewczyny?
Gdzie jest teraz Jenny?
Co się z nią stanie?
To i więcej w następnym odcinku.
  Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest włączony
Emotikonywłączony
[IMG] kod jest włączony
HTML kod jest Wyłączony

Skocz do Forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 07:35.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
Spolszczenie: vBHELP.pl - Polski Support vBulletin
Wszystkie prawa zastrzeżone dla TheSims.pl 2001-2023