|
|
|
|
#1 |
|
Admin Emeryt
Admin Kumpel Zarejestrowany: 28.03.2008
Wiek: 30
Płeć: Kobieta
Postów: 4,025
Reputacja: 18
|
Ojeja... Ale w tym odcinku się działo... Ten Szymon działa mi na nerwy. Dustin wraca do domu, a Lily w kłopotach
![]() Ogólnie strasznie mi się ten odcinek spodobał. Ten opis walki i w ogóle. Mam tylko nadzieję, że fs nie zakończy się nieszczęściem ![]() Pozdrawiam |
|
|
|
|
|
|
|
#2 |
|
Zarejestrowany: 05.09.2009
Skąd: W puszce coli ;)
Płeć: Kobieta
Postów: 18
Reputacja: 10
|
koszmary będę miała
![]() fajny,fajny
|
|
|
|
|
|
#3 |
|
Moderatorka Emerytka
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
|
Dziękuję za kolejną porcję komentarzy i przepraszam za tak karygodną liczbę zdjęć. Jak się okazało, moje ambicje legły w gruzach, bo miałam pomysł, ale nie udało mi się go zrealizować.
Ale po tygodniu macie nowy odcinek! =D XXVIII Powiem ci coś... 7 III Otworzyła oczy i po chwili wodziła nimi po pomieszczeniu. To już nie był ten wstrętny magazyn, w którym przeżywała męki. Leżała otulona białą kołdrą, obok niej pipało jakieś urządzenie. Ściany i podłoga były czyste i dużo bardziej przyjazne aniżeli te z „koszmaru na jawie”. Słońce wpadało do pokoju, tworząc przy tym jakąś przyjemną, radosną aurę. Cieszyła się, że świeci, bo dzięki niemu nie pamiętała scen, które rozegrały się, gdy ono zniknęło już dawno za zasłoną zbliżającej się nocy. Po chwili częściowo do niej wróciła świadomość i zdała sobie sprawę, że jest w szpitalu. To, że nic jej nie bolało było zapewne spowodowane działaniem leków. Jednak mimo tego nie można było powiedzieć, że czuła się świetnie. Wręcz przeciwnie- stan, w którym się znajdowała, można porównać do tego, w jakim znajduje się osoba chora. Brak siły na wykonanie najmniejszego ruchu, chęci do myślenia i coś w rodzaju zmęczenia. Pozostawiona sama sobie, bez jakiegokolwiek towarzystwa mogła od razu zasnąć, ale tego nie zrobiła. I może słusznie. Na salę weszła młoda kobieta. Po stroju domyśliła się, że to najwyraźniej jakaś lekarka. ![]() Widząc, że Lily przygląda jej się z ciekawością, zagadnęła: - O, już się pani obudziła. „To ja cały czas spałam?”- pomyślała pacjentka - Jak się pani czuje?- zadała pytanie - Chyba dobrze- słabo uśmiechnęła się Lily Przyglądała się pani doktor, gdy ta odczytywała i notowała dane wyświetlane na monitorze tej pipającej maszyny. - Za dwie godziny będzie pani miała badania, założymy nowe opatrunki... A, byłabym zapomniała... Ma pani gościa. Ten pan przychodzi tu codziennie mając nadzieję, że w końcu pani się obudzi... Bardzo się martwił o panią przez ten czas. - Mogłabym z nim porozmawiać?- spytała - O ile czuje się pani na siłach, mogę go tu wpuścić. - Bardzo bym prosiła... „Pewnie tata albo Dustin”- pomyślała. Tylko zaczęło zastanawiać ja jedno- kobieta mówiła o JEDNYM panie, nie o dwóch. Lekarki w pokoju już nie było, jednak zaraz drzwi się ponownie otworzyły. - Boże, Lily, nareszcie się obudziłaś!- usłyszała uradowany głos. Jej gość był cały rozpromieniony. Zaraz cmoknął swoje maleństwo w czółko i usiadł na krześle stojącym obok. Przypomniała jej się ta chwila, tak podobna do tej obecnej. Też ją odwiedził wtedy w szpitalu i też tak samo, o ile nie bardziej, był uradowany gdy powiedziała, że mu przebacza. Teraz nie miała mu czego przebaczyć, wręcz przeciwnie- wiele mu zawdzięczała, ale radość pozostała. - Tyle dni byłaś nieprzytomna... Gdyby nie to, że karetka przyjechała dość szybko, mogłoby być z tobą gorzej. Bartkowi się nie udało... Bartek. No tak. Zginął zamiast niej. Łza spłynęła jej po policzku. Ale pamiętała jego słowa. „Tam, gdzie jesteś teraz, na pewno jest ci dobrze”- pomyślała pocieszająco, co dodało jej otuchy, tak potrzebnej po stracie BLISKIEJ osoby... - Pogrzeb jest za tydzień. Może do tego czasu wypuszczą cię ze szpitala, chociaż po minie lekarki widziałem, że może być z tym ciężko. Nieźle oberwałaś. - Ile byłam nieprzytomna? - Trzy dni. „Boże”- pomyślała, przerażona. Przez ten czas tyle się mogło zdarzyć... - Szymona złapali? - Tak. Bardzo szybko znaleźli dowody zbrodni i od razu przyznał się do winy. Chociaż rozprawa jest dopiero za miesiąc, dożywocie ma murowane. - A Dustin? Dlaczego go tu nie ma? Zdziwiło ją, że ojciec nie odpowiedział od razu. ![]() Wpatrywał się przed siebie, w stronę okna. Chyba miał jej coś trudnego do powiedzenia, bo chwila się przeciągała. W końcu jednak odezwał się. - Dowiedział się. Nie musiał mówić więcej. Doskonale wiedziała, czego. - Załatwił sobie bilet lotniczy do Stanów. Jakoś szybko to zrobił, bo wczoraj opuścił kraj. Wytłumaczył się tym, że musi wracać, by skończyć studia. - Fakt... - Ale w jego głosie poznałem, że nie tylko. Pokazał mi te zdjęcia. Gdy zapytałem go, co mam ci powiedzieć poprosił, żebym dał ci ten list- w tym momencie wręczył córce białą kopertę- A, i prosił też, żeby czytanie odbyło się to bez świadków. Podobno zawarł w nim wszystko, jak mi powiedział, gdy go dostałem w swoje ręce. - W takim razie potem go przeczytam- postanowiła - Dzieciakami ja się zająłem. Nie mogą się doczekać twojego powrotu... - Domyśliłam się, że tęsknią. Ucałuj je ode mnie i powiedz, że mamusia za nimi bardzo tęskni. - OK, przekażę. Spojrzał na zegarek i stwierdził, że musi się już zbierać. Na pożegnanie znów ucałował ją czule, po czym, obiecując, że wpadnie jutro, wyszedł z sali. *** Parę minut później wpadła pielęgniarka pytając, czy Lily nie jest głodna, a gdy ta zaprzeczyła, blondynka została znowu sama ze sobą. I z intrygującym listem. Koperta nie była zaklejona. Pewnie wiedział, że leżąc osłabiona w szpitalnym łóżku, nie będzie miała siły ruszyć ręką, by rozerwać kopertę. Była ona starannie zaadresowana jej imieniem, napisanym znajomym charakterem pisma. Jednym ruchem wydobyła z niej zgięta wpół kartkę formatu A5, wyrwaną z jakiegoś zeszytu. Z bijącym sercem otworzyła kartkę. List był krótki, pisany chyba w pośpiechu, oczywiście w języku English American. „Dostałem 3 lata, w zawieszeniu na 2. Wyjechałem, bo musiałem. Teraz, kiedy to czytasz, jestem pewnie już za oceanem i nie wiem, czy prędko wrócę. Muszę zdobyć dyplom, jest to moim priorytetem. Muszę także nadrobić zaległości w nauce i zdać wszystkie zaległe egzaminy. Ale jest jeszcze jedna rzecz. Wiem o wszystkim. Jeśli zaniepokoi Cię, że tak długo nie wracam, nie próbuj mnie szukać, bo Ci się to nie uda. Nie wydzwaniaj, bo to bez sensu. Szkoda kasy na takie pierdoły. Dzieciakom możesz powiedzieć, że tata jest w pracy, ale nie wiesz, kiedy wróci. Pewnie zadajesz sobie pytanie „co z nami?”. W dnu dzisiejszym nie umiem na nie odpowiedzieć, o ile jeszcze w mojej świadomości istnieje „my” a nie „Dustin” i osobno „Lily”. D.” Momentalnie się rozpłakała. Chociaż nie napisał jej tego wprost, wiedziała, że kiedy to pisał, wręcz kipiał ze złości. Chyba wolałaby, żeby napisał jej wprost, jak nienawidzi jej za to, co zrobiła, aniżeli próbował być taki oschły, a jednocześnie nieubliżający jej, wręcz zdystansowany. Wolała, by od razu wydał wyrok na ich małżeństwo aniżeli pozostawiał ją w niepewności. A może rzeczywiście sam nie był pewny, czy jej wybaczy? „No nic, poczekam”- postanowiła- „Jeśli nie wróci do połowy lipca, wtedy zaczniemy się martwić.” *** 6 III Podróż ciągnęła się niemiłosiernie długo. Chociaż teoretycznie miał co robić, jakoś nie mógł się za to zabrać. Cały czas myślał o niej i o tym, co się stało. Nie tylko tego wieczoru, ale i w całym ich małżeństwie. Kiedy po raz pierwszy ujrzał te zdjęcia, wpierw nie mógł uwierzyć. Kilkakrotnie i z wielką uwagą przyglądał się im, mając nadzieję, że ta blondynka to nie jego Lily. Niestety, nie mógł tego dowieść. Fotografie nie kłamały, ku jego nieszczęściu biła z nich ta najgorsza prawda. Ta, która boli. Wręcz wypalała go od środka. Nie mógł zrozumieć, dlaczego mu to zrobiła. Przecież przestrzegał ją, mówił, żeby uważała na Bartka... A może tamtym razem ją sprowokował? Chciała mu może udowodnić, że nigdy do tego nie dopuści, ale stało się coś innego. W dodatku zrobiła to ŚWIADOMIE. Czy zdrada była planowana czy nie, już go nie obchodziło. Liczył się sam fakt. Po niedowierzaniu i załamaniu przyszło to właściwe odczucie. Narastająca złość, wręcz nienawiść do żony, zawód. W końcu, czy nie mówił jej...?! To była jej wina. TYLKO JEJ. Niby swój wyjazd wytłumaczył (bardzo trafnie zresztą) chęcią skończenia studiów, jednak tak naprawdę uciekał. Wiedział doskonale, że nie będzie jej teraz potrafił spojrzeć w oczy. To jeszcze zbyt mocno bolało, jeszcze był na nią zbyt wściekły. Kiedy to minie (o ile w ogóle do tego dojdzie), wróci do Polski i powie jej, co postanowił. Byłby w stanie jej wybaczyć każde świństwo, ale nie zdradę. To była zbyt głęboka rana, by tak łatwo można było o niej zapomnieć i zostawić do wygojenia. Ona będzie bolała i piekła do końca życia. Podobno czas leczy rany, może i tą również spotka tali los, ale ile czasu minie do tego momentu, nikt nie jest w stanie powiedzieć. Miał sporo czasu na myślenie, może zapominanie. To drugie w szczególności chciał „osiągnąć”. Najlepiej byłoby teraz rozwieść z nią i zacząć od nowa życie u siebie, w Stanach. Bez niewiernej żony, nawet bez owoców ich miłości, które kochał nad życie. Przykro było mu na myśl, że będą musiały się wychowywać bez ojca (a może Lily znajdzie kogoś na jego miejsce? - w końcu niejeden chciałby mieć taką żonę). On sobie z tęsknotą jakoś poradzi, ale gorzej z nimi, w szczególności z Tanią, bo ona zna go troszkę lepiej niż jej młodszy brat. Nie wierzył, że założy nową rodzinę. Nie po tym, co przeżył z Lily. Coraz bardziej był przekonany co do tego, że niepotrzebnie wyrwała go z jego starego kręgu. A jednocześnie miał żal do tego, że DAŁ się wyciągnąć i oczarować tej pustej lali. W końcu, czy nie tak o niej mówił jeszcze kilka lat temu? A może teraz wrócił ten stary, zły Dustin (a może niekoniecznie zły?), którego los skazał na życiową przegraną? Sam nie wiedział, co o tym myśleć. W ogóle już nie chciał tego robić. Zostało mu jeszcze trochę czasu do lądowania, postanowił się zdrzemnąć, co mu się udało i z pewnością opłaciło. *** Ostatnio edytowane przez Liv : 27.02.2012 - 20:45 |
|
|
|
|
|
#4 |
|
Administrator
Zarejestrowany: 17.01.2006
Skąd: z kabiny F-14 Tomcat
Płeć: Kobieta
Postów: 3,864
Reputacja: 15
|
No to się porobiło...
Choć to, że Dustin się wpieni, było do przewidzenia. Znów uważa Lily za pustą lalę? Ciekawe. Zna ją dobrze, więc tak naprawdę nie może tak o niej myśleć. Choć po tym, co się stało, pewnie sądzi, że wcale jej nie zna. Mimo wszystko uważam, że dobrze, że Lily wyciągnęła go ze starego kręgu. Przynajmniej poszedł na studia. Na pewno będzie niemilosiernie tęsknił za Dustusiątkami. Kazał się nie szukać. Lily musi go jakoś znaleźć. Choć mam nadzieję, że ostatecznie nie będzie musiała tego robić, bo on sam sobie wszystko przemyśli, poukłada i wróci. Poza tym jak długo będzie umiał wytrzymać bez Lilki i maleństw? Szkoda, że tak mało zdjęć . Przynajmniej szybko dodałaś odcinek .Teraz czekam na kolejny i mam nadzieję, że będzie równie szybko .
__________________
![]() |
|
|
|
|
|
#5 |
|
Admin Emeryt
Admin Kumpel Zarejestrowany: 28.03.2008
Wiek: 30
Płeć: Kobieta
Postów: 4,025
Reputacja: 18
|
Oho... Zdjęć faktycznie jest dużo
Ale wydaje mi się, że nie potrzeba tutaj więcej. Bez zbędnego rozpisywania się (zaraz mam kolędę ) powiem tylko: świetne... Pozdrawiam |
|
|
|
|
|
#6 |
|
Guest
Postów: n/a
|
Aż muszę zacytować Libby "no to się porobiło...". Całkowicie rozumiem Dastusia, jego ból, rozczarowanie i frustrację. Jego Maleństwo w ramionach innego. W sumie dobrze, że wybrał takie rozwiązanie. Ochłonie, przemyśli wszystko na spokojnie, odcierpi swoje i może wybaczy <ma gorącą nadzieję>. Osobiście wątpię żeby długo wytrzymał bez dastusiątek. No i ja się pytam gdzie jest opis akcji odbicia Lilki? hę? W ogóle to przy liście i opisie uczuć Dastusia to mnie za gardło coś chwyciło. Biedny Dastuś i Lilka też biedna, ten los tak okrutnie się z nimi obszedł. Nie dane im było się nacieszyć małżenstwem i dzieciaczkami.
dwa słowa mi nie grały zamiast "był taki suchy" mnie by bardziej pasowało oschły i zamiast "zawiedzenie" - zawód by mi bardziej grał. I coś tam jeszcze było, jakaś literówka, ale nie pamiętam już. |
|
|
|
#7 |
|
Moderatorka Emerytka
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,673
Reputacja: 53
|
Cierpliwości, wszystko będzie!
Za jakieś 2, 3 odcinki ![]() I czy długo wytrzyma bez swoich maleństw? A czy nie zapomniałyście, drogie panie, że do Polski p. Wing przyjeżdżał gdzieś 2, 3 razy w roku? Tęsknił, ale dzielnie to znosił. Poza tym, dopóki ciągle będzie zły na Lily, będzie się starał nie myśleć o niej, a tym samym o dastusiątkach. Jak rzuci się w wir nauki i pracy, nie będzie stanowiło to dla niego większego problemu. Błędy/niedociągnięcia zaraz przeanalizuję i ewentualnie poprawię. Dzięki za te trzy pierwsze opinie Mam nadzieję, że do następnej niedzieli wyrobię się z kolejnym odcinkiem (muszę pisać póki mam czas).
|
|
|
|
|
|
#8 |
|
Zarejestrowany: 29.10.2008
Skąd: Trójmiasto
Płeć: Kobieta
Postów: 953
Reputacja: 10
|
Mogłabym zacytować Libby wiele razy. Także uważam, że Dustin pogubił się żalu, złości i zastanawia się, czy tak naprawdę zna/znał swoją żonę.
Trochę trudno mi teraz pogodzić się z faktem, że zostawi Lily. Lily z Bartkiem, Lily z Dustinem - ale, że z nikim? Sprytnie rozwiązane, bo w końcu nikt nie przypuszczał, że tak to może się zakończyć. ;] Jednak teraz, sądzę, że śmierć mojej ulubionej postaci ( ) musi coś dobrego wnieść!W końcu uratował Lilke i wiedział z kim powinna dalej żyć i wg mnie Dustin powinien jej wybaczyć. Zważając chociaż na to, że przez długi czas go przy niej nie było. Pozdrawiam i czekam na nexta, apelując o krótki czas oczekiwania, VOLT
__________________
Well well well...
|
|
|
|
|
|
#9 |
|
Zarejestrowany: 30.01.2007
Skąd: Βιέννη
Płeć: Kobieta
Postów: 576
Reputacja: 12
|
Hm, tak jak zawsze broniłabym Lilki w tym przypadku przeszłabym na stronę Dustina. Widok tych zdjęć to musiał być dla niego szok. Jak by nie było wyszło na to, że Lily wszystko przed nim zataiła. W prawdzie to tylko tak wyglądało no ale...
Sama nie wiem co mogłabym jeszcze dopowiedzieć, bo wszyscy ubiegli mnie już ze swoimi spostrzeżeniami. Pozdrawiam i życzę weny przy pisaniu kolejnego odcinka
__________________
Tragedy is when I cut my finger. Comedy is when you walk into an open sewer and die.
- Mel Brooks |
|
|
|
|
|
#10 |
|
Guest
Postów: n/a
|
Podobno się stęskniłaś za tym moim laniem wody. :-)
Uwagi formalne sobie daruję - zbyt wiele się działo, bym miał teraz się zajmować takimi sprawami. W ostatnich odcinkach "Szansy" akcja nabrała tempa. Zmienił się też ton opowieści - dotychczas mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju dramatu obyczajowego, lecz w momencie porwania L. historia ta nabrała pewnych akcentów sensacyjno-kryminalnych. Te ostatnie, rzecz jasna, znikły w chwili przeniesienia głównej bohaterki do szpitala. Jeśli już jesteśmy przy takich przestępczych akcentach, to chciałbym się zatrzymać przy panach Korzeniowskich i ich sposobie działania. Jak na bandytów zachowują się oni dość nieudolnie - najpierw tak łatwo pozostawiają Tanię, późniejsze zaś porwanie L. to już totalna klapa. Nie związują jej rąk, nawet nie zabierają jej telefonu. Bynajmniej nie chodzi mi (tylko?) o krytykę FS - wszak z działań braci można wywnioskować parę zdań na temat ich motywów i charakteru. Żaden z nich nie jest bowiem "zawodowym", wyrachowanym przestępcą. Szymon wydaje się być połowicznie obłąkany w związku z chorobą, a później śmiercią matki. Dlatego też nie potrafi sensownie zaplanować żadnej akcji ściągania okupu - zawsze pozostaje jakieś "ale", jakieś tragiczne (dla niego) w skutkach niedopatrzenie. Działa dość szybko, chaotycznie - prawdopodobnie ze względu na ograniczony czas. Możliwe przecież, że choroba miała bardzo gwałtowny przebieg. Co więcej, Szymon zdaje się nie panować nad emocjami. Sądzę bowiem, iż zabójstwo Bartka (wszak nie mieszczące się w "normalnych" kategoriach racjonalnych i moralnych) dokonane zostało w afekcie, że to było coś w rodzaju szału bojowego. Nie wiemy bowiem, jakie były późniejsze odczucia starszego z braci Korzeniowskich. Może odzyskał świadomość (rozum?) i żałował? Podobnie też emocje przerastają Szymona w chwili rozmowy z L. Może on tak naprawdę chce ją tylko "humanitarnie" zabić albo przetrzymać w celach sobie wiadomych, ale żal po śmierci matki (a zwłaszcza chyba wyrzuty sumienia z powodu niezebrania pieniędzy na operację) dręczy go na tyle, że szuka kozła ofiarnego, aby rozładować swą frustrację. Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Gdyby Szymon wiedział wcześniej o traumatycznych przeżyciach L. i Dustina, to czy miałby jakieś skrupuły przed wzięciem ich na cel swoich działań? Przecież oni wcale nie stanowili idealnej rodzinki, w której wszyscy się spotykali przy stole co posiłek. Ojciec był gościem w domu, a matka pomimo pracy u siebie i pomocy ciotki i jej brata średnio dawała sobie radę. Dzieci więc i tak były prawie że półsierotami. Dlaczego więc Szymon, pomimo pewnej wspólnoty losów, zaatakował właśnie państwa Wing? Zapytam nawet przewrotnie: nie mógł szantażować innej rodziny - takiej, w której wszystko chodziło jak w zegarku, a nikt nie musiał znosić długotrwałej rozłąki? Wtedy dałoby się to wytłumaczyć pewną zawiścią. Może aby lepiej wyjaśnić, co mam na myśli, przytoczę pewien przykład z życia. Otóż notoryczne (rok w rok chyba) są napady rabunkowe na wolontariuszy WOŚP. Pierwsza moja reakcja to oburzenie: bo jakże-li to? Co ci młodzi ludzie winni? Czy oni są jakimiś bankomatami? Czy oni zbierają te pieniądze dla siebie? Dostają za to pensję? A może darmowe bilety na Woodstock? Potem może przyjść kolejna refleksja: a może ci napastnicy sami są biedni? Może im są te pieniądze potrzebne na chleb? Tak, tylko że zgodnie z moją logiką powinni napadać na bogatych, na jakichś "ludzi sukcesu" - bo tu właśnie wchodzi w grę wspomniana przeze mnie zawiść i swoista specyficzna "sprawiedliwość". Ale i tu jest kontrargument: wolontariusze to cel łatwiejszy i lepiej dostępny. Poza tym sytuacje skrajne wymykają się spod praw logiki. Jak się zapewne domyślasz, przykładu tego nie napisałem dla jakichś popisów krasomówczych, lecz ze względu na podobieństwo do położenia Szymona i jego ofiar. Owszem, potępiam go, lecz mam całkiem sporo pytań i wątpliwości; tym bardziej, że - jak już wspomniałem, to jednostka nieobliczalna, można by rzec: półpsychopata. Punkt drugi: Bartek. Też osobowość niezwykle złożona. Z jednej strony pragnie być lojalny wobec brata, z drugiej zaś przeżywa moralne rozterki z racji metod, jakimi ten się posługuje. Dlatego też najpierw przewozi główną bohaterkę do magazynu, choć doskonale wie, co tam ją czeka. Akceptuje też do pewnego stopnia przemoc stosowaną przez brata, pomimo że zapewne zdaje sobie sprawę, iż jest ona już pozbawiona sensu. Ostatecznie jednak przeważa w nim "to drugie" (bo jednak mimo wszystko nie mam pojęcia, co jest przyczyną konfliktu wewnętrznego Bartka: zasady czy afekta do L. - a może to i to?), przez co ponosi śmierć - można by (kto wie, czy nie z lekką przesadą) rzec, że jest to śmierć godna dżentelmena. W ten sposób naturalnie wyeliminowana zostaje przeszkoda w relacjach pomiędzy główną bohaterką a jej mężem - ale czy stwierdzenie takie nie zakrawa na cynizm? Reasumując, powtórzę jeszcze raz: traktowanie braci jak typowych bandytów to zwyczajne uproszczenie, objaw braku zrozumienia dla ich trudnej sytuacji. Ja bym widział w nich raczej desperatów, którzy zeszli na drogę zbrodni - a może raczej dominującego szaleńca z jednej strony i człowieka, który pod jego wpływem sam niemalże stoczył się na moralne dno - z drugiej. Wreszcie pora na kilka słów na temat Dustina. Zawiasy musiał dostać - w końcu jako dorosły chyba nigdy nie był karany. Poza tym zawsze pozostawała ta wiara w głupotę polskich sądów. Tak czy inaczej - dobrze się stało, bo niemal całkowita eliminacja tej postaci wcale nie wyszłaby opowieści tej na dobre. Istotne jest jednak co innego, mianowicie reakcja na zdradę. Wydaje mi się, że Dustin wybrał wyjście najmądrzejsze i najmniej destruktywne z możliwych. To fakt, że dzieciom będzie ciężko bez ojca. Ale to chyba lepsze rozwiązanie niż pobyt w domu podczas konfliktu z żoną. Rozwiązanie takie bowiem groziłoby albo ciągle napiętą atmosferą, wzajemnym podgryzaniem i wrogimi spojrzeniami, albo też nieustannymi awanturami i (jak to już niegdyś określiłem) ostateczną zagładą państwa Wing jako jedności. Tak czy inaczej - nie przysłużyłoby się to dzieciom. Miałyby one tylko więcej traumatycznych przeżyć, a co za tym idzie, skrzywioną psychikę w późniejszym życiu. Można mieć pretensje, że Dustin nie przyszedł do szpitala, by porozmawiać z małżonką albo chociaż osobiście wręczyć jej list. Ale co by państwo Wing wówczas sobie powiedzieli? Że jej jest przykro, że żałuje, że go kocha? Przecież to i tak by do niego nie trafiło - rana jest bowiem zbyt świeża. A on? Że czuje się okropnie, że cały czas o niej myślał, że ją ostrzegał? To zbyt banalne - L. wszak zdaje sobie sprawę z okropności swego zachowania. Co najwyżej mogliby się nawzajem poranić. Całkiem na miejscu są też wątpliwości odnośnie sensu tego związku. Przecież on, Dustin, porzucił dla niej dotychczasowe życie. Dzięki niej zmienił się na lepsze, nabierając pewnej ufności do ludzi. Wreszcie - jej zasługą było ukazanie mu jaśniejszych stron świata. I kiedy już mogło mu się wydawać, że wychodzi na życiową prostą, że sobie rekompensuje traumatyczne dzieciństwo, ona zrobiła mu taki numer. Czy naprawdę tylko o to chodziło? Żeby zamiast tak zwanego szczęścia uzyskał tylko jego krótkotrwałą iluzję? Pozwolę sobie na krótkotrwały akcent - myślę, że w podobnej sytuacji też bym się oddalił na dłużej, żeby choć trochę ochłonąć. Być może dlatego w moich wywodach jest tyle chęci usprawiedliwienia pana Winga. Cóż, kończę, bo od tego pisania i gapienia się w monitor robi mi się galareta z mózgu. Pozdrawiam, życząc weny. |
|
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|