|
|
|
|
#1 | ||
|
Moderatorka Emerytka
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,682
Reputacja: 53
|
Cytat:
Cytat:
Z tego samego powodu nie wyjaśnię Ci, czemu padło na rodzinę Lily, jednak bardzo spodobały mi się Twoje spostrzeżenia, szczególnie to o "łatwości" tropu. Wszystkim Wam (a Tobie, Hnat, w szczególności) dziękuję za kolejną dawkę opinii. Marnotrawię i tak już nieźle zmarnowany czas na feriach, ale co nieco udało mi się szkrobnąć Ale pojęcia nie mam, kiedy napisze resztę i w końcu wstawię odcinek.@down: Nowy czytelnik? Miło Nie mogłam uwierzyć, że ten komentarz jest tutaj. Pozostaje mi pogratulować Ci przebrnięcia przez to FS (a może i przez całą serię? , bo dużo tego jest i gdyby nie to, że sama stworzyłam to monstrum, nie przebrnęłabym przez to. Teraz przynajmniej wiesz, jakie kompetencje ma osoba poprawiająca Twoje artykuły do gazetki ![]() Do wszystkich: odcinek tak naprawdę gotowy, chociaż mam co do niego sporo wątpliwości i brakuje mi zdjęć. Ostatnio edytowane przez Liv : 12.02.2010 - 21:29 |
||
|
|
|
|
|
|
|
#2 |
|
Zarejestrowany: 05.12.2008
Płeć: Mężczyzna
Postów: 764
Reputacja: 10
|
O matko podziwiam to, że chce Ci się to robić, że znajdujesz czas, masz jakieś zajęcie.
Teksty są fantastyczne. Co tu więcej mówić. |
|
|
|
|
|
#3 |
|
Guest
Postów: n/a
|
Czas na moją niespodziankę!
![]() Na początku wspomnę (chociaż już o tym wiesz , że przeczytałem AND 1 i AND 2, a teraz komentarz z pierwszych dziesięciu odcinków AND 3 (przeczytałem jeszcze parę "naprzód", ale zaokrągliłem komentarz w zakresie dziesięciu odcinków) Na początku "Szansy" zawiało pierwszą częścią trylogii. Potem wreszcie doczekałem się moich upragnionych akapitów *.* To znaczy takich całych opisów, a nie jednego czy dwóch zdań Nie mówię, że tamten styl mi się nie podobał, był świetny, no ale kilka linijek więcej to lepszy akapit ![]() Dialogi są naprawdę fajne, a najlepszy (w sensie, że był dla mnie taki wyjątkowy ;p) IMO jest ten: "- To był żart!- oburzyła się - Przecież wiem!" Musiałem się zaśmiać, bo nie mogłem się powstrzymać. A co się tyczy fabuły - były momenty, w których strasznie się wzruszyłem, serio. Znajdowałem się w stanie zadumy przez kilka chwil, aż coś nie wyrwało mnie z tychże rozmyślań. Naprawdę bardzo wychodzą ci tego typu opisy i dialogi. Pewnie komentarz nie będzie długi, bo nie mam jakoś weny do pisania, zresztą - i tak nie wychodzą mi jakieś długie komentarze... Dobra, do rzeczy! - Przewinęły się po drodze różne bonusy, które oczywiście bardzo mi się spodobały. I do teraz nie mogę zapomnieć jednego ze zdjęć, na którym NA PEWNO ktoś stoi (w tym oknie, pamiętasz?), i możesz dyskutować ile chcesz Znaczy się - nie traktuję tego jako błąd, ani nic na minus. Uznajmy, że to prostu moja wyobraźnia.Dobra, następna kwestia!! Chodzi o Dustina i Lily. Najpierw Dustin: Czemu on zawsze musi się w coś wpakować? Żal mi go trochę, bo nie udało mu się osiągnąć tego, czego pragnął. Jest mi przykro, naprawdę. Ale mam nadzieję, że cała ta trylogia zakończy się wielkim happy endem No i Lily - cieszę się, że nie jest taka jak wszystkie żony, które dla swojej dumy, gotowe są obrazić się na nie wiadomo ile. Lily potrafi wysłuchać, zrozumieć. Umie przyznać się do błędu - to mi się właśnie w niej podoba. Więcej nic sensownego nie wykombinuję. Wkrótce komentarz do następnych dziesięciu odcinków
Ostatnio edytowane przez Sherlock : 23.02.2010 - 17:04 |
|
|
|
#4 |
|
Guest
Postów: n/a
|
Nadrobiłam kilka odcinków.
Dużo się w nich działo. Jakoś nie przepadałam za Bartkiem, więc nie przejęłam się jego śmiercią, ale wyjazd Dustina to już inna sprawa. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i będzie happy end .
|
|
|
|
#5 |
|
Moderatorka Emerytka
Zarejestrowany: 12.12.2007
Skąd: Million miles away
Płeć: Kobieta
Postów: 5,682
Reputacja: 53
|
XXIX
A jednak! 15 VII - Mari, wiesz, co jutro jest za dzień? Szatynka zastanawiała się chwilę, jednak nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. - Nie umiem sobie przypomnieć- odparła - A pamiętasz, gdzie byłaś siedemnastego lipca cztery lata temu? Znowu się zamyśliła. Tak, pamiętała. Spojrzała pytająco na mężczyznę. On jednak odwrócił się do niej plecami, w stronę okna. - Cztery lata temu- odezwał się po chwili- byłem najszczęśliwszym facetem na świecie. I kto by pomyślał, że po kilku latach ta data wyda mi się taka obca, jakby wycięta z kalendarza... - To dlatego, że sam ją wyrzuciłeś- powiedziała- tak jak i drugą najważniejszą tego dnia postać ze swojego życia. Popatrz, minęło tyle miesięcy, a ty dalej tutaj. I ciągle nie wiesz, ile czasu jeszcze upłynie, zanim wrócisz... - Niby do kogo mam wracać? Myślisz, że już mi przeszło? - Więc dalej... - Tak, Mari. - A postanowiłeś coś chociaż? - Czy tobie naprawdę się wydaje, że nie mam lepszych rzeczy do roboty aniżeli zadręczanie się losem swojego nieudanego małżeństwa? - Mógłbyś się w końcu za to zabrać. - Niby dlaczego? - Bo ona ciągle czeka... - Phi- prychnął szyderczo- jakby jeszcze miała na co. - No jak to: „na co”? A ty? - Ja? Nie, nie na mnie. Jedyne na co może czekać to rozwód. - Więc dlaczego nie załatwisz tego od razu? Ona się zamartwia w tej Polsce... - Obecnie nie mam na to ani czasu, ani ochoty. Poza tym, mnie tam jest obojętnie, czy na papierku mam żonę, czy nie. W realu jej nie mam i to się liczy. - Nie możesz tak mówić! Ona pewnie chce to naprawić, musisz dać jej szansę... - Jaką szansę? Żartujesz sobie ze mnie?! Po tym wszystkim jeszcze mam być dla niej dobrym mężem? Niech się pomęczy trochę w tej niepewności, dobrze jej zrobi... - Dustin...! - Muszę już lecieć. Wpadnę jutro. ![]() Trzask zamykanych drzwi. Zniknęły jego buty, kurtka, ale napięta atmosfera ciągle została. Kobieta usiadła przy kuchennym stole. ![]() Krople deszczu dudniły w najlepsze o szybę. Na zewnątrz było szaro, ponuro. Tak samo było i w jej duszy. Gdy zjawił się u niej na początku marca i wyjaśnił co się stało miała nadzieję, że nie zabawi tu długo i wróci do swojej rodziny. Tymczasem była już połowa lipca, a on ciągle wpadał do niej. Nie, nie mieszkali razem. Co prawda domek Marianne położony na przedmieściach zmieściłby więcej ludzi aniżeli ją i nastoletnią Joe, ale on postanowił zamieszkać sam. Jednak zaglądał do nich tak często jak tylko się dało. Nieraz nocował, bo tak naprawdę stąd miał bliżej do pracy niż ze swojego mieszkanka położonego kilka przecznic dalej. Obie panie lubiły jego towarzystwo, ale on starał się im nie narzucać. Tym bardziej, że ostatnim czasy częstym bywalcem stał się narzeczony Mari. Ślub planowali na lato przyszłego roku. Miała ona nadzieję, że jej przyjaciel z młodości, Dustin, pojawi się na nim wraz ze swoją małżonką. Jednak z każdym dniem jej nadzieja, że tak się stanie, malała. Pamiętała doskonale te wieczory, kiedy młodzi zakochani przychodzili do niej na kawę albo grila. Kiedy siedzieli na ławce, wtuleni w siebie, wydawało się jej, że ich uczucia nic nie zmąci, że w jej pamięci ciągle zostanie ten obraz tej dwójki zakochanych, którzy świata poza sobą nie widzą. ![]() Pamiętała podekscytowanie Dustina, kiedy ogłaszał jej datę swojego ślubu, albo jego radość, kiedy dzielił się z nią radosną nowiną, że zostanie ojcem. I teraz to wszystko miało legnąć w gruzach? Najbardziej martwiła ją postawa przyjaciela w stosunku do Lily- to, że nie mógł zrozumieć jej cierpienia związanego z jego nieobecnością i niepewnością losu ich miłości. A tak naprawdę losu całego życia ich i dzieci. No właśnie, gdzie podział się ten kochający ojciec, który wręcz nie mógł się doczekać chwili, kiedy znów będzie dla dastusiątek tym prawdziwym tatą? Czy nawet te niczemu winne maleństwa (poza tym, że były dziećmi znienawidzonej Lily) miały płacić tak wysoką karę? Serce Dustina, niegdyś gorejące z miłości, teraz wydawało jej się być zimne i nieczułe jak głaz. A czy to tak miało być? *** Połowa lipca. Pamiętała, co postanowiła po przeczytaniu listu. Przez te kilka miesięcy ciągle liczyła na to, że jednak mu przejdzie i wróci. Ona mogła mu to wszystko wytłumaczyć i przeprosić w każdym momencie. Tak naprawdę to na to czekała, ale on nie dął jej szansy na realizację jej planów. W ogóle się do niej nie odzywał. Jedynie w maju w jej ręce trafiła koperta zaadresowana do Tanii T(h)eresy Wing. W środku znajdowała się śliczna karta, a w niej znajomym pismem wypisane życzenia. Jednak nigdzie nie było napisane czegoś w stylu „wkrótce wracam”, i to zmartwiło mamę adresatki. Stempel pocztowy pochodził z jakiejś miejscowości, która z pewnością nie leżała blisko Los Angeles, gdzie studiował. Zresztą, Dustin do głupich nie należy- nie zostawiłby jej tropu. Już wtedy w jej głowie pojawiły się czarne myśli, że nie chce wrócić. Ale czy wtedy, w maju, wiedział, że tak samo będzie po tym nieszczęsnym piętnastym lipca? Ignorował ją. Teraz, kiedy ciągle był nieobecny, była o tym przekonana. Tak jak tego, że prawdopodobnie to już koniec. A przecież pojutrze obchodziliby czwartą rocznicę ślubu... I wtedy w jej głowie zrodził się bojowy pomysł. Nie będzie dłużej czekać, tylko weźmie sprawy w swoje ręce, odszuka go (wszak nie rozpłynął się w powietrzu, że nie można go znaleźć) i wyjaśnią sobie wszystko. Minęło już tyle czasu... Nerwy musiały mu opaść, już nie mógł być na nią tak zły jak wtedy. Będą mogli porozmawiać, co wtedy z pewnością możliwe nie było. Zaczęła sobie wszystko powoli rozplanowywać. Jutro załatwi bilet, pogada z tatą, czy na te trzy dni nie mógłby się zająć dziećmi i przede wszystkim ułoży sobie w głowie, co mam mu powiedzieć. *** 16 VII - Ty chyba nie mówisz poważnie?- usłyszała niedowierzający głos swojego rodzica, który był odpowiedzią na to, co przed chwilą mu oznajmiła - Tato, zrozum, ja nie mogę dłużej czekać- próbowała go przekonać- Tu nie chodzi o jakąś błahostkę, tylko o moje małżeństwo! - Wiem, ale jemu najwyraźniej na tym nie zależy albo jeszcze sam nie wie, co z tym zrobić- ciągnął dalej - Miał kilka miesięcy na zastanawianie się- była coraz bardziej wściekła- Jego zachowania nie można usprawiedliwić w żaden sposób. - Jesteś pewna?- zapytał sarkastycznie - Ale ile można być wściekłym? Przecież znam go- pogniewa się i przestanie. Nie pamiętasz, jak to było w tamtym roku? Niby tez był na mnie taki wściekły, a przyjechał na święta. - Ale zdrada to nie jest taka łatwa sprawa. - Z drugiej strony wyszłam za dorosłego człowieka i takiego samego podejścia od niego oczekuję. - Czy jako „dorosłe podejście” rozumiesz wybaczenie? - Po części. Przynajmniej pogodzenie się z sytuacją- żeby mnie tak przypadkiem z domu nie wyrzucił. Ja naprawdę wierzę, że to coś da. Bo jeśli tak, to znaczy, że warto ratować to małżenstwo, choćby za pierwszym razem miało się nie udać. - No dobrze, próbuj. Jesteś zbyt zdeterminowana, żeby ci odmawiać teraz pomocy. W końcu jeśli nie ja, znalazłabyś innego opiekuna. - Dzięki, tato! Choćby miało to nie wypalić, i tak będę wdzięczna. - Ratuj swoje małżeństwo i niech ta próba zakończy się sukcesem- skwitował Wiktor Muchomorek. *** Szczęście jej dopisywało- wylot miała 25 lipca o dziesiątej rano. Miała trzy dni na znalezienie go i rozmowę. Trzy dni, w których miało się przeważyć tak naprawdę całe jej życie i które miały ustalić kierunek dalszych jej losów. A tak naprawdę, wszystkich jej najbliższych. Jak mnie za to nie zjedziecie, to będę przeszczęśliwa. Tym bardziej, że w dalszym ciągu mam wątpliwości :/ Ostatnio edytowane przez Liv : 22.02.2010 - 21:21 Powód: bo atmosfera, choćby nie wiem jak bardzo chciała, nie usiądzie! |
|
|
|
|
|
#6 |
|
Administrator
Zarejestrowany: 17.01.2006
Skąd: z kabiny F-14 Tomcat
Płeć: Kobieta
Postów: 3,864
Reputacja: 15
|
Czemu mamy zjechać? Nie jest źle
. Zastanawia mnie ta Mari, bo wzięła się tak znikąd. ![]() Lily ma plan. W końu zaczyna działać, co mnie cieszy. Dustin, ależ z niego uparciuch... I tak wiem, że mu w końcu przejdzie. Nie wytrzymua długo bez Lily i dastusiątek. Dziwi mnie fakt, że tyle wytrzymał bez dzieci...
__________________
![]() |
|
|
|
|
|
#7 |
|
Guest
Postów: n/a
|
Nareszcie Lily weźmie sprawy w swoje ręce. Trochę dziwi mnie postawa Dustina, to że tak długo mógł wytrzymać bez dzieci. Może Lily odwiedzi Mari? Dobra, czekam na następny odcinek : ).
|
|
|
|
#8 |
|
Zarejestrowany: 29.10.2008
Skąd: Trójmiasto
Płeć: Kobieta
Postów: 953
Reputacja: 10
|
Ja mam ochotę zjechać - strasznie krótko ; <
Prócz narzekania na objętość tekstu, dodam jeszcze, że zdjęć jest za mało (przynajmniej źle są rozplanowane - wszystkie trzy do 1 cz. tekstu itd). Ta Marii wygląda nieco inaczej niż reszta szansowych simów ;] Wreszcie jakiś ruch i to akurat w porę. Mam wielką nadzieję, że Lily uda sie poskromić uparty charakterek Dustina i wprowadzi go na nowo w rodzinne życie.Co jak co - facet cierpiał w celi, że nie widuje się ze swoimi dziećmi, a teraz - patrzcie no, sam gotuje sobie taki bigos. ;p Dustin jest inteligentny, ale bez przesady w porównaniu do Lilki. ^^ ''Zniknęły jego buty, kurtka, ale napięta atmosfera ciągle została. Usiadła przy kuchennym stole. '' - atmosfera zasiadła. .. Pozdrawiam z ochotą na jeszcze, VOLT
__________________
Well well well...
|
|
|
|
|
|
#9 |
|
Admin Emeryt
Admin Kumpel Zarejestrowany: 28.03.2008
Wiek: 30
Płeć: Kobieta
Postów: 4,025
Reputacja: 18
|
Jak na Liv to bardzo krótko, aż się zdziwiłam
![]() A jak dla mnie zdjęć jest akurat, jeżeli byłoby ich więcej zepsułoby to efekt ![]() Ach... Dustin podoba mi się coraz bardziej ^^ Uparciuszek ![]() Urzekło mnie 3 zdjęcie ![]() Pozdrawiam |
|
|
|
|
|
#10 |
|
Zarejestrowany: 25.06.2008
Skąd: from someone else's dream
Wiek: 17
Płeć: Kobieta
Postów: 448
Reputacja: 10
|
nadrobiłam roczne zaległości! *glad*
więc, nie chcę Cię zjeść. ale chciałam przed chwilą, jak przeczytałam że Dustin wyjechał. =____= pewnie to było w jakiś sposób potrzebne. czekam na happy end. i poprawiać nie będę, bo nie wypada, skoro mam przed sobą prof. Miodka
__________________
red knights white knights marching into the fight |
|
|
|
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości) | |
|
|