Zobacz pełną wersję : Szansa
Volturia
23.06.2009, 20:04
Brak mi słów ; oo
Odcinek chyba wywarł na mnie najwięcej emocji i to pozytywnych. ;)
Po pierwsze. bonus nie dość, że genialny pomysł to jeszcze; połapałaś się w tym wszystkim kobieto :P Na próbę spróbowałam to zrobić z moimi bohaterami. I... z większością mi nie wychodzi. -,- Podziwiam cię za to.
Ostatni akapit, a zwłaszcza słowa, gdy Dustin zakazuje spotykać się Lilce z Bartusiem. Na dniach wyjdzie nowa część 'Why me?' kurde i znowu piszemy prawie o tym samym :D Niedługo sama się przekonasz, heh.
Co do Szymona jest irytujący i równie intrygujący :) Bartusia po prostu `koffam <3 :P a Dustin jak zwykle konsekwentny ;]
Odcinek genialny, ale bonus lepszy : Pozdrawiam - Oddana Volturcia vel Czarnula
PS Klub Dustina i Iana już nie długo zadziała :) Sądzę, że zaistnieje już pod koniec tego tygodnia ^^
Liv? Czyżby Twoją tajną bronią na anonimowych czytelników był szantaż? To jest karalne ;)
A odcinek- no ja tam się nie zachwycam jakoś specjalnie. niczym się różnił od innych (no może różnił się jedynie od XVIII kiedy to przeszłasz samą siebie dając jeden dialog na 3/4 odcinka :))
Bonsus- takie ciekawostki do genezy powstania. No...fajne.
pozdrawiam
Słodka Ślicznotka
24.06.2009, 09:45
a ja chyba też sobie ustawię to zdjęcie jako tapetę oczywiście za zgodą twórczyni tego zdjęcia :D
Liv? Czyżby Twoją tajną bronią na anonimowych czytelników był szantaż?
Ehe ;]
Słodka Ślicznotka- proszę bardzo ;)
BlackDevil
24.06.2009, 10:43
Ahaha, zostałam przyłapana :D
Bonus genialny, ja bym się w tym nie połapała, w ogóle nie lubię w grze kombinować z rodzinami czy coś, bo później coś namieszam... :P
Odcinek też genialny, ironiczny uśmieszek Dustina na tapecie to jedna z rzeczy, którą uwielbiam :D Tak na marginesie, to widziałam Twój pulpit w innym temacie, ale szczegół ;]
Ach, mam nadzieję, że szybko dasz następny odcinek, a ja chyba nie wytrzymam jak 'Szansa' dobiegnie końca :D
Dobra, bo aż za bardzo się rozpisałam. Chciałaś, to masz, aż za dużo :D
Charionette
24.06.2009, 13:29
O.O Jakie ja mam tu zaległości. Są wakacje a ja nie mam na nic czasu... No cóż odcinki jak zwykle fantastyczne, choć to może wyda się dziwne, ale w 18 zabrakło mi trochę opisów itd. Za to w 19 jakby to się zrekompensowało :D (może tylko dla mnie?)
4 komenty od tych, którzy nie skomentowali ostatniego odcinka (wyłączając Nysię i PM)
A dlaczego jeśli mogę wiedzieć? A to tak tylko na marginesie...
10/10
Pozdrawiam
Dlatego że Ty i PM nie skomentowałyście ostatniego odcinka, ale wiem, że cały czas komentujecie tylko po prostu tak się złożyło, że tym razem nie mogłyście (dla stałych komentatorów jestem wyrozumiała ;))
EDIT: Jutro świętujemy... Rocznicę wstawienia na forum początku historii wielkiej miłości Lily i Dustina :D
Widzę, że naszym anonimom nie spieszy się do ujawnienia swojej tożsamości. Cóż- szkoda :(
20 odcinek gotowy, a jeśli dopisze mi wena na jutro będzie 21. Być może w ciągu wakacji skończę całe FS. Ale z tego co widzę, odcinki będą musiały poczekać.
Szkoda, ze tak sobie opóźniacie :( A może dojdzie i do tego, że wcale się nie doczekacie?
Na własne życzenie.
@down: Najbardziej wkurza mnie to, że ZA dużo jest tych anonimowych. Skoro tyle osób czyta, to czemu nie skomentują? Były już tłumaczenia "nie mam czasu" itd. Ale czy całe życie tak musi być? Ile wysiłku może zabrać napisanie prostego komentarza typu "fajny odcinek"?
Czy ja naprawdę tak dużo wymagam?
Szkoda, ze tak sobie opóźniacie :( A może dojdzie i do tego, że wcale się nie doczekacie?
Na własne życzenie.
Nie strasz nie strasz, bo sie... (wiesz co)
Nie wiem dlaczego robisz takie skandale przy tej części AND'a. Niektórzy marzą o takiej liczbie komentarzy, jaką Ty masz. I lepiej mieć anonimowych czytelników niepiszących komentarzy, aniżeli nie mieć ich wcale. Dlatego nie wiem o co takie bulwersacje, bo łaski nikt nie robi.
Charionette
28.06.2009, 15:42
Nie Liv, ja się z tobą w 100% zgadzam. Czy ci wszyscy czytelnicy nie wiedzą jak bardzo przydatną i motywującą rzeczą są komentarze? I tutaj wcale nie chodzi o to by mieć dużo komentarzy i szpanować, tylko po to by wiedzieć czy to co się robi jest dobre, czy twój wysiłek nie idzie na marne. To tylko moje zdanie. A najdziwniejsze jest to, że gdy ogłosisz (bo to nie grożenie), że zakończysz fa, to od razu chmura komentarzy:"Nie rób tego, to bardzo fajne fs" To trochę dobijające. Ja cieszę się, ze te komentarze są tylko szkoda, że tak późno... Przepraszam za offtopa ;)
No dobra to ja napiszę komentarz.
Co prawda już kiedyś pisałam więc nie do końca jestem anonimowa. :)
Odcinek czytałam już wcześniej. Nie napisałam nic bo poprostu nie chcę pisać zawsze komentarzy o takiej samej czy podobnej treści.
FS nadal bardzo mi się podoba nic się nie zmieniło od ostatniego komentarza.
A odcinek jest bardzo ciekawy. Tak naprawdę to nie wiem co mogę jeszcze o nim napisać. Jest poprostu bardzo dobry i tyle...
Pozdrawiam i czekam na kolejny odcinek. ;D
No cóż, skoro wszyscy anonimowi czytelnicy mają się ujawniać, to i ja to zrobię.
Bodajże pierwszym na tym forum FS, jakie przeczytałem calutkie, to był "Powrót do przeszłości". Historia tam przedstawiona mogła wydawać się prosta, może nawet nieco infantylna, ale mnie się bardzo spodobała. Bił z niej bowiem optymizm i jakieś takie ciepło.
Dlatego też z wielką chęcią zabrałem się za lekturę "Szansy" - kolejnej części przygód L. (notabene jej panieńskie nazwisko brzmiało bądź co bądź zabawnie, jakby z farsy jakiejś było wyjęte). Jakie mam wrażenia? No cóż, tutaj akurat charakter opowieści zmienił się diamentralnie. Los ciągle rzuca L. kłody pod nogi, zupełnie jakby to jakieś tajemne moce sprzysięgły się przeciw niej (wszak Albert Einstein odrzucał przypadek, mówiąc "Pan Bóg nie gra w kości"). A jak sytuacja się na chwilę polepszy, to zaraz znowu dzieje się coś złego. Myślę tedy, że nawet jak Dustin ostatecznie wyjdzie z aresztu (a znając polskie realia, to sąd może uznać "niską szkodliwość społeczną czynu" i wymierzyć jakąś śmiesznie niską karę w postaci grzywny lub zawiasów, co się równa wypuszczeniu na wolność), to Ty wymyślisz coś, żeby jemu i L. za dobrze się nie wiodło.
Co więcej, zauważyłem, że chyba wszystkie ważniejsze postaci mają jakieś traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa. L. straciła matkę, a ojciec odnalazł ją dopiero po latach, Dustin był synem dilera (który w dodatku próbując odejść z branży, odszedł z tego świata) i alkoholiczki (ciekawe, czy ten uraz do blondynek jeszcze kiedyś wyjdzie na wierzch - może nie w relacjach z żoną, ale...), zaś rodzice Bartka się rozwiedli, a ojczym okazał się idiotą. Czy to rzeczywiście tylko zbieg okoliczności?
Niewątpliwie Twoje FS jest ciekawe. Powstrzymam się jednak od dawania oceny, ponieważ sądzę, że komentarz mój jest wystarczająco wymowny.
Pozdrawiam.
P.S. A podobno była jeszcze jakaś pierwsza część, robiona w "TS1"? Jest ona gdzieś na tym forum?
@up: http://forum.thesims.pl/showthread.php?t=41351
Jej- dowaliłeś mi tym komentarzem. BARDZO wymowny i daje do myślenia. Nawet nie zwróciłam na to uwagi, że wszyscy moi bohaterowie mają za sobą tragiczną przeszłość. Może nawet to w sprawia, że ich wzajemne relacje są takie a nie inne?
Nasunął mi się nawet pewien podtytuł do całej serii, ale na razie nie będę go ujawniać...
Dzięki za te dwa nowe komenty ;) Jeszcze jeden i macie mnie z głowy :)
(zdradzę, że odcinek ma wyjątkowo prawie 4 strony! :D)
BlackDevil
30.06.2009, 20:56
To ja dodam jeszcze jeden.
Widzisz, stałam się stałą komentatorką :D
Pisz ten odcinek, pisz, wcześniej już oceniłam, i faktycznie wszyscy mają tragiczną przeszłość :O
No, to teraz odcinek dawaj :D
O Boże... <marudzi>
Odcinek już miałam 2 dni temu! A właśnie jestem w trakcie przygotowań do kolejnego...
No ale niech Wam będzie ;P
XX
Zaproszenie
26 I
Dochodziła północ. Lily, wykąpana już, zbierała się do spania. Zbierała się, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest wcale zmęczona. Dzień jej zleciał nadzwyczaj wolno i leniwie, bo całą czekającą ją robotę skończyła wczoraj. Gotowa płyta z tłumaczeniami czekała aż jej tymczasowa właścicielka odda ją następnego dnia w ręce szefa. Żeby nie leżeć bezczynnie w łóżku postanowiła wejść sobie jeszcze na neta.
http://img524.imageshack.us/img524/6270/201zsd.jpg
Otworzyła Operę, potem odruchowo GG. Spodziewała się, że nikogo już o tej porze nie będzie (Julka np. bardzo wcześnie chodzi spać) i rzeczywiście. Nikt nie był dostępny, ale o dziwo czekała na nią nieoczytana wiadomość… od Julki.
„księgarnia na 3-go Maja organizuje zabawę. nasza firma jest zaproszona! :D
na razie tyle wiem. jutro szef ma nam powiedzieć coś więcej :) (nie mogę się doczekać! :D)”
Uśmiechnęła się. Fajnie- jest karnawał, są zabawy. Ona też pójdzie- w końcu, dlaczego nie? Może jakimś cudem Dustin dostanie przepustkę na ten jeden wieczór? Bardzo by tego chciała, bo tak naprawdę za zabawie karnawałowej jeszcze nigdy razem nie byli. Skoro nadarzyła się okazja, trzeba ją wykorzystać!
Myśli na ten temat całkowicie ją pochłonęły. W głowie zaczęła sobie układać plan dnia jutrzejszego: jak już się wszystkiego dowie, spotka się z Dustinem i go zapyta. Jeśli nie będzie mógł pójść… Dopiero wtedy zastanowi się co zrobić dalej.
***
27 I
Szczęśliwie udało jej się dotrzeć do miejsca pracy w stosunkowo krótkim czasie- zręcznie ominęła wszystkie korki, jakie o tej porze (i nie tylko) wręcz dławiły stolicę. Tak- całkiem niedawno do garażu wrócił jej bordowy Renault. Naprawa nie kosztowała mało, co też znacznie nadwerężyło domowy budżet. Jedynym jej pocieszeniem było to, że za kilka dni wypłata. Wszystkie dotychczasowe tłumaczenia miała właściwie oddane, więc nie musiała się martwić o jakiś niepożądanych cięciach w swoich 4000 złotych, które dostawała ostatniego dnia każdego miesiąca.
Gdy przekroczyła szklane drzwi miejsca pracy, serdecznym uśmiechem powitała ją czerwonowłosa przyjaciółka.
- Dostałaś moją wiadomość, prawda?- zapytała, nie przestając się uśmiechać
- Tak, tak- odparła- Rudek powiedział już coś więcej?
- Nooo… Ja już wszystko wiem!- zaśmiała się- Leć już, bo chyba zaczyna się niecierpliwić.
„Ha, Rudek chyba zapomniał, że nie jestem rannym ptaszkiem…”- pomyślała.
http://img197.imageshack.us/img197/941/202trf.jpg
- O, Okularnica, nareszcie!- „powitał” ją, odwracając wzrok od ekranu monitora.
- Szefuńciu, chyba zapomniałeś, że nie lubię zjawiać się w pracy o siódmej rano- rzekła z wyrzutem
- Nic a nic się nie zmieniłaś przez te dziesięć lat- stwierdził bezradnie jej rozmówca- Całe szczęście, że jeszcze jesteś punktualna- charakterystycznym gestem wskazał na zegarek.
- Skoro tak bardzo wkurzało cię, że spóźniłam się o dwie minuty na randkę, to co miałam zrobić?- westchnęła
Zaśmiał się.
Zawsze miał jej za złe, że nie przychodzi na czas- ile to razy z jego ust słyszała „nie zależy ci na naszym związku, skoro przychodzi sobie kiedy chcesz?” albo „dla swojego chłopaka mogłabyś już zrobić wyjątek i przyjść na umówioną porę”. Cieszyło go, że jego krótkie „kazania”, które kiedyś jej prawił nie poszły na marne.
- No widzisz, kochana. Coś ci zostało z tych starych czasów- powiedział w rozbawieniu
- Czy ty nigdy nie przestaniesz we mnie widzieć swojej dziewczyny?- udała sfrustrowaną
- Chyba jeszcze nie doszło do mnie, że jesteś zajęta- wyznał
Uśmiechnęła się do niego pocieszająco.
Gdyby sam Rudek miał żonę albo chociaż dziewczynę pewnie nie dręczyłyby go takie skrupuły i w rozmowach z nią teraz nie nawiązywałby do ich wspólnej przeszłości. Ale niestety- pan Rozmowa ciągle był kawalerem a wspomnienia dotyczące Lily zbyt mocno wdzierały się w jego myśli. Gdyby była wolna z pewnością próbowałaby odbudować ich starą więź, może na tym etapie ich młodzieńcza miłość przeszłaby na etap uczucia ludzi dorosłych. Jednak z racji tego, że był uczciwym człowiekiem postanowił dać temu spokój cały czas mając nadzieję, że prędzej czy później spotka swoją przysłowiową „drugą połówkę”. Kiedyś na pewno do tego dojdzie…
- No to daj mi te tłumaczenia- ocknął się, przerywając wewnętrzną ciszę.
W jego rękach trafiła płyta, która następnie znalazła się na wolnym kawałku szefowskiego blatu.
- Zdradzisz mi coś więcej o tej zabawie?- zagadnęła
Pokiwał twierdząco głową i zaczął opowiadać.
Udało jej się wyłapać najważniejsze informacje: sobota, 3 lutego*, początek o 19.00, koszt wstępu: 20 złotych od pary.
- Z kim ty idziesz?- zapytała, gdy skończył swój monolog
- Nie idę w ogóle.
- Nie masz z kim?- próbowała odgadnąć
- Nie, nie o to chodzi…- tłumaczył- Pamiętasz Lizkę**? Parę lat temu wyszła za mąż i urodziła im się córeczka, która trzeciego lutego obchodzi roczek. Jestem jej chrzestnym, nie mogę nie być…
- Rozumiem…- odparła
- Jeszcze będzie inna okazja- uśmiechnął się
Już chciała coś powiedzieć, gdy odezwała się jego komórka. Pomachała mu na pożegnanie i opuściła gabinet.
***
- Idziesz?- niecierpliwiła się Julka podekscytowana tym, że Lily już wie
- Pewnie tak, jeszcze nie wiem- odparła, próbując wydobyć z siebie uśmiech
- Z kim? Z mężem?
- Jeśli Dustin dostanie przepustkę, to idę z nim, a jeśli nie…
- Może Bartek cię zaprosi?- rzuciła
O tym nie pomyślała. Propozycja pójścia z Bartkiem nie byłaby wcale taka zła…
- Zobaczymy- ucięła- Muszę już lecieć.
- Wpadnij na gadu jak będziesz w domu- poprosiła- Musimy się zgadać… Bo też nie masz sukienki, prawda?
- No nie mam- odrzekała po chwili zastanowienia- Dobra, umówimy się potem!
Prawie że wybiegła na zewnątrz.
Z tego co wiedziała, były teraz godziny widzeń. Tylko nie była pewna co do tego, o której się kończą… Z tego też powodu bardzo jej się spieszyło.
Jednak ktoś nie zauważył jej pośpiechu…
- Lilka!
Przystanęła, po czym obejrzała się za siebie. Chwilę później koło niej stał właściciel głosu.
- Sory, Bartek, śpieszy mi się…- próbowała uniknąć rozmowy
- Nie zajmę ci dużo czasu- odparł
Obróciła się przodem do niego.
http://img523.imageshack.us/img523/1845/203g.jpg
- Słuchaj, tak pomyślałem…- zaczął- Nie chciałabyś pójść ze mną na tą zabawę?
Stało się.
- Chciałam pójść z mężem…- odparła, próbując go nie urazić
- Aha- nie dał jej dokończyć, jakby myśląc, że tyle mu wystarczy- To tyle chciałem wiedzieć. Cześć.
Odszedł. Po raz kolejny zostawił ją zdziwioną.
***
Było jej żal Bartka. Widziała jego zwiedzoną minę, mimo jego starań by jej nie zdradzić.
Ale z drugiej strony… Dlaczego liczył, że ona się zgodzi? Wiedział doskonale, że ma męża i że to z nim będzie chciała spędzić ten wieczór. A może z góry zakładał, że Dustin nie będzie mógł pójść z nią? No tak- w końcu mówiła mu, że rzadko jest w domu i jeśli już, to nie na długo. I tyle wystarczyło, żeby sobie ubzdurał, że Lily jest „prawie” jak panna?
W końcu znalazła się na miejscu. Jak się okazało, w samą porę. Za 10 minut koniec widzeń…
***
Na salę wszedł on. Od razu zauważyła, że coś z nim nie tak. Głowę miał dziwnie spuszczoną- chyba był wściekły. Czyżby na nią? Nie, to niemożliwe…
Gdy znalazł się blisko niej, podniósł głowę…
http://img193.imageshack.us/img193/8837/204mhq.jpg
- Co się stało?- zapytała z przejęciem, widząc co się dzieje.
- Taki jeden zaczął, sam nie wiem o co mu chodziło. Drobna sprzeczka, nic takiego- wyjaśnił- Nic mi nie jest.
Zdobył się na lekki uśmiech.
Przytuliła się do niego. Mogła się tego po nim spodziewać- jej dzielny chłopiec nikomu nie odpuści. (;))
- Co cię tak nagle do mnie sprowadza?- zapytał, gdy usiedli
- Dustin…- postanowiła zapytać wprost- Mógłbyś się postarać o przepustkę na 3 lutego?
W jego oczach wyczytała powątpiewanie.
- Raczej nie da rady- odpowiedział- można powiedzieć, że wykorzystałem „limit” przepustek.
- Nawet na jeden wieczór nie dałoby rady?
- Aż do dnia rozprawy muszę siedzieć tutaj- powiedział smutno
- Szkoda- bezradnie spuściła głowę
- Czemu?
- Jest zabawa i chciałam pójść z tobą...
- Przykro mi- odparł- To może… Ktoś inny poszedłby z tobą?
Ktoś inny=Bartek, pomyślała.
- A co, jeśliby tym „innym” miał być Bartek?
Jego mina nabrała groźniejszego wyrazu.
- Mówiłem ci coś na ten temat…
- Ale…- próbowała czymś go przekonać, jednak okazało się, że skończył się czas wizyty.
Szybko wymienili pożegnalny pocałunek, po czym jej mąż wyszedł z sali. Zanim jednak zamknęły się za nim drzwi, raz jeszcze spojrzał na nią. Z jego znaczącego wyrazu twarzy wyczytała jedno: „Pamiętaj, uważaj na niego”.
Po chwili i ona opuściła salę.
***
- Mamusiu, telefon!- zawołała Tania.
Lily, kończąc właśnie karmienie Wiktorka, ułożyła go w łóżeczku, po czym pobiegła odebrać telefon.
Okazało się, że była to Julka. Pytała się o zabawę, a konkretniej o to z kim idzie. Przyjaciółka opowiedziała jej całą tą historię. Sugestia Julki była jedna: idź z Bartkiem. Jakby co Dustin i tak się nie dowie.
Z jednej strony miała rację- co by jej szkodziło pójść z nim? Tak naprawdę nic. Ale z drugiej pozostawały przestrogi jej męża. Czy powinna je tak po prostu zignorować. Przecież Dustin może nie mieć racji…
Dwa głosy w jej głowie nieustannie się sprzeczały. Jeden mówił: idź, drugi zaś odradzał.
Kilka godzin później, gdy rozważyła jeszcze raz dokładnie wszystkie „za” i „przeciw”, złapała komórkę, po czym wybrała numer. Po chwili usłyszała znajomy głos.
- Halo?
- Sory, że tak późno, ale muszę ci to powiedzieć. Czy twoje zaproszenie jest nadal aktualne?
Po krótkiej ciszy, jaka rozległa się w słuchawce zrozumiała, że jej rozmówca jest co najmniej bardzo zdziwiony.
- Tak, a…
- W takim razie idę z tobą- oświadczyła uroczyście
Usłyszała jego śmiech, a chwilę później i entuzjastyczny ton głosu.
- Fajnie. Zgadamy się kiedy indziej, bo teraz idę spać- w słuchawce słychać ziewanie
- OK, dobranoc.
- Dobranoc.
Usatysfakcjonowana odłożyła słuchawkę i po paru minutach sama już leżała w łóżku.
* Tak naprawdę 3 luty to poniedziałek, ale po prostu nie mogłam dać tam innej daty :(
** Luiza Kamyk, z domu Rozmowa- młodsza siostra Rudka
Jeśli będziecie mieli zastrzeżenia co do niejasności zaistniałej rozmowy (bo tak naprawdę miała się odbyć na GG), wyjaśnię czemu tak a nie inaczej ;)
Tym razem dowolność w komentarzach, ale przy następnym Wam nie odpuszczę, bo będzie co komentować... A ciekawa jestem Waszej reakcji.
EDIT:
<przerwa na reklamy>
http://img13.imageshack.us/img13/9121/34ysq61.gif (http://forum.thesims.pl/group.php?groupid=116)
Wbijajcie :D
Volturia
30.06.2009, 22:59
Ha. first! :D
Bylo parę maluczkich błędów, ale nie są one porażające. ^^ Ogółem, nawet bez natłoku postaci Bartka znowu mnie on oczarował *.* No po prostu koleś jest niesamowicie pociągający no! :P nie moge się doczekać tego balu no! ;] i jeszcze raz powtórzę, - nasze fs robią się machinalnie, dziwnie podobne :P < patrz. bal. Bartek itd.. > :D
Charionette
01.07.2009, 12:32
Ogółem fajny odcinek :D Szczerze mówiąc podoba mi się ten styl "pamiętnika", wiesz chodzi o te daty ;) No i to by było na tyle.
10/10
Zacznę może od wytknięcia drobnych błędów:
1. Powinno być słowo "nadwerężyło", a nie "nadwyrężyło".
2. "20 złotych", a nie "20 złoty".
Może coś tam jeszcze by się znalazło.
I uwaga natury formalnej: "Głowę miał dziwnie spuszczoną- chyba był wściekły" - nie ładniej wyglądałyby odstępy po obu stronach myślnika? O tak: "Głowę miał dziwnie spuszczoną - chyba był wściekły".
A teraz do rzeczy: Julka wydaje mi się jakaś podejrzana. Dlaczego tak jej zależy na tym, żeby L. poszła akurat z Bartkiem? Czyżby chciała pobawić się w swatkę, nie zważając na stan cywilny koleżanki? "Sugestia Julki była jedna: idź z Bartkiem. Jakby co Dustin i tak się nie dowie" - przecież to brzmi jak wbijanie klina w czyjś związek! No, ale i tak bywa z "dobrymi przyjaciółkami"...
Co zaś się tyczy Dustina, to wydaje mi się, że utarczkę miał z Szymonem albo kimś z nim związanym. Przecież obaj siedzą w areszcie śledczym... Nawet jeśli nie tym samym, to możliwe, że ten drugi ma tu i ówdzie swoje wtyczki. Bywały ponoć przypadki, że mafia mordowała kogoś siedzącego w więzieniu, korzystając przy tym ze "swojego" wyrokowca. Dlaczego więc nie miałaby robić podobnych rzeczy w areszcie?
Na dobrą sprawę to sytuacja L. trochę przypomina położenie Penelopy. Sama, wokół mniej lub bardziej jawni zalotnicy (a właściwie jeden, bo Rudek chce być "uczciwy" i pozostać tylko kimś w rodzaju cichego wielbiciela), no i Odyseusz w dalekiej podróży -między celą a pokojem widzeń. Ale niech tylko ten Odys wróci, to zrobi porządek i postawi kogo trzeba do pionu!
Słodka Ślicznotka
01.07.2009, 15:20
no odcinek po prostu zajefajoski :D
i szkoda mi Dastusia ;(( że tak w więzieniu musi siedzieć no weź kiedy bedzie ta rozprawa?
no ale Bartek troche też dziwny że ją tak poprosił ,chociaż wiedział że ma męża :P
odcinek 10/10 zdjęcia 9,5/10 ,3 zdjęcie mi sie troche nie podobało bo troche ciemne xD
no to czekam na następny odcinek i życzę żeby twój talent pisarski ci dopisał :)
Fajny odcinek :D, choć niewiele się działo.
Ciekawe, z kim się Dustin lal i czemu.
Źle, że Lily idzie z Bartkiem. To pewnie będzie potem stało między nią a Dustinem... Poza tym wiesz, że ja wiem, czemu Dustin nie znosi Bartka i z tego też względu ich wspólne wyjście mi się nie podoba :P.
Rudek, gdyby mógł odbiłby Lily :).
Ładne zdjęcie. Lily ślicznie wyszła na drugim zdjęciu. Jak na matkę dwójki brzdąców, to niezła z niej laska :).
Dawaj szybko kolejny odcinek :P.
@up: Ej, bo mi całą akcję zgadniesz, łącznie z zakończeniem :c
To z kim lał się pan Wing, hmm, nie wyjaśni się ;)
Dzięki za wszystkie dotychczasowe komenty :)
@Hnat: Dzięki za wyłapanie błędów ;)
Co do myślników- jestem tak nauczona pisać i nie wiem czy ma to sens, by po tylu latach takiego pisania to zmieniać.
Masz ciekawe spostrzeżenia ;) Zgodzę się- historia Lily z "Szansy" rzeczywiście przypomina mit o Odyseuszu, aczkolwiek w ostatecznym momencie wyjdzie, że nie wszystko się zgadza.
Jeśli chodzi o tą bójkę to w pierwotnych założeniach miała być spowodowana właśnie przez Szymona, ale odeszłam od tej myśli, gdyż oboje siedzą w dwóch zupełnie różnych więzieniach (Szymon odsiaduje wyrok, Dustin jeszcze nie).
Podejrzeń dot. Rudka i Julki nie skomentuję, powiem tylko tyle, że być może będziesz zaskoczony tym co się będzie działo przy końcówce FS.
Jeśli dobrze pójdzie, to do końca tego tygodnia pojawi się odcinek :) Mam już prawie gotowy początek (ok. 2 stron). Wyszedł tak... niebanalnie, aczkolwiek coś takiego pojawiło się już w 2 części 5 odcinka ;] A z resztą- zobaczymy, czy reszta wyjdzie podobnie... W każdym razie 21 część zapowiada się na bardzo długą.
Faktycznie Liv zbieg okoliczności :) Ale pojawi się jeszcze jeden....może nie aż tak widoczny ale będzie :) Nie mniej powiem tak : Dustina nie darzę zbytnią sympatią. Nie wiem czemu...Bardziej podoba mi się Rudek :) Chociaż imię bardziej pasuje mi do jakiegoś futrzaka hihi. Mam nadzieję, że się nie obrazisz za to porównanie :)
Fabuła wciągająca. Opowieść o życiu przeciętnej rodziny, która zmaga się z niecodziennymi problemami, jakim jest np. areszt i porwanie. Lily bardzo ładna, taka subtelna i delikatna.
Niech tylko uważa na swoje serduszko, żeby ktoś inny nim nie zawładnął ;)
10/10
Jakoś nie widzę celu uieszczania dat, skoro nie jest to forma pamiętnika.
Błędów było parę, ale wszystkie wymienili moi poprzednicy.
I ciekaw jestem też, co takiego będzie przy komentowaniu następnego odcinka.... ktoś zemrze?!
pozdr.
@up:"Ktoś zemrze", przepraszam, co zrobi? Odcinek jak zwykle fajny, przepraszam, że nie było mnie tyle na forum ale byłam na niezapowiedzianych wakacjach i nie miałam czasu, żeby napisać... no 1oOoOoOoOoOoOoO/1o
Widzę, że naszym anonimom nie spieszy się do ujawnienia swojej tożsamości.
No dobra, to i ja sie ujawnie :D Juz dawno chcialam, tylko nie mialam czasu sie rejestrowac. co do fs - uwielbiam! jedno z moich ulubionych, przeczytalam wszystkie czesci, i musze przyznac, ze Twoj styl, chociaz zawsze fajny, bardzo sie poprawil ;] Dopracowane szczegóły, super opisy i dialogi, a te fotki! Cud, miód i orzeszki <3 :D
Ale ja też mam mieć prawo pretensje - dawaj mi tu następny odc! ;D
Volturia
10.07.2009, 13:23
Ale ja też mam mieć prawo pretensje - dawaj mi tu następny odc! ;D
Dokładnie! [ Bartek <3 :D ] przynajmniej zrób to zanim wyjadę :(
No tak- kiedyś musieliście się zacząć upominać :/
Mam (bardzo?) złe wiadomości- prześladuje mnie coś w stylu braku weny. Zamiast wieczorem (bo to najodpowiedniejsza pora) siąść, odpalić Worda i wyobraźnię ja sobie gram i moja wyobraźnia działa, ale w innym kierunku. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ubzdurałam sobie, że odcinek ma wyjść lepiej niż zwykle (tak, moi drodzy, może być lepiej ;)), a początek jest właśnie tak zaczęty (a jak wiadomo, reszta nie może odstawać).
Wyjątkowo mi zależy, gdyż ten odcinek ma być w pewnym sensie przełomem i w przypadku niektórych czytelników spełnieniem ich podejrzeń.
Przepraszam za utrudnienia i proszę o cierpliwość ;/
BlackDevil
10.07.2009, 16:02
Dobra, jeszcze ja :D
To tak... odcinek bardzo mi się podoba, ale myślę, że raczej nie będzie żadnego romansu pomiędzy Lily a Bartkiem? ;>
Oceny nie trzeba, czekamy jednak na następny.
EDIT: Z cierpliwością czekamy, jak poprosiłaś :)
Słodka Ślicznotka
11.07.2009, 11:26
no Liv juz koniec tygodnia więc oczekujemy następnego odcinka :P
dzis albo przynajmniej jutro ;)
W takim razie ja tam wole poczekac az wena wróci :D lepszy odc po dlugim czasie, a dobry, niz gdybys miala wstawiac taki `na odwal`. A znając poprzednie odcinki moge sie spodziewac ze warto bedzie czekać ;>
wczoraj zaczęła czytać to fotostory i pomimo, że jestem dopiero w połowie to strasznie mi się podoba :)
ciekawie piszesz, nie robisz za wielu błędów.
zyskałaś kolejną czytelniczkę ^^
czekam na nowy odcinek i życzę weny.
Volturia
11.07.2009, 13:49
Wyjątkowo mi zależy, gdyż ten odcinek ma być w pewnym sensie przełomem i w przypadku niektórych czytelników spełnieniem ich podejrzeń.
Mi też! Bo chcę się dowiedzieć dlaczego mój Bartuś jest zły, hę? :(
Chce dużo jego ujęć, zresztą, już cię prosiłam :rolleyes: Jak dla mnie - masz czas do poniedziałku włącznie :P
Witam :) Jak już napisałam u Niepokornej, często tu zaglądam i postanowiłam w końcu skomentować. Przeczytałam zarówno "A neverending dream", "Powrót do przeszłości", jak i dotychczasowe odcinki "Szansy" i bardzo mi się podoba. Myślę, że "Szansa" stoi na najwyższym poziomie pod względem jakości, jest więcej opisów uczuć, dużo rozwiniętych myśli bohaterów, jednak wszystkie części są wciągające i ciekawe. Zazdroszczę talentu, bo ja bym tak nie umiała napisać, choć stara jestem ;)
Pozdrawiam i życzę weny oraz zapału do pisania. Czekam na kolejne odcinki. Ocena: 10/10
Ej Volt! "Jak dla mnie - masz czas do poniedziałku włącznie" nie ponaglaj, chyba nie chcesz żeby Olivia się obraziła(dla niewtajemniczonych Oliwia to imię Livci)!
Słodka Ślicznotka
16.07.2009, 11:30
<wow> no tego to nie wiedziałam ,moja najlepsza kumpela ze szkoły ma na imie Oliwia ;)
No widzisz? Ja to potrafię zaskoczyć, no cóż, sama tego nie wiedziałam dopóki nie oglądnęłam albumiku Livci-Olivci;););)
Słodka Ślicznotka
23.07.2009, 16:38
Livciu a czy mogłabyś dać odcinek przed niedzielą ,bo w niedziele wyjeżdżam...
nie chcę cie popędzać bo jak przyjadę to będę miała co czytać :D
ale naprawdę jeśli byś mogła to bardzo bym prosiła o odcinek :)
Przerzucam się na tryb wieczorny ;) (rano i po południu w najbliższym czasie nie uraczycie mnie na forum)
Nie wiem ile dzisiaj tu zabawię, ale jeśli niedługo i wena dopisze to w najlepszym wypadku jutro/pojutrze wieczorem odcinek ujrzy światło dzienne :)
Jakby nie było do tego czasu odpowiedzi, edytnę tego posta.
Okey, no to z utęsknieniem czekamy na następny odcineczek i leciuteńko poganiamy;)
Hmmm... Za trzy dni minie miesiąc od ostatniego odcinka. Wydawało mi się, że wakacyjna wolnizna i brzydka pogoda (której chyba - mimo wszystko - nie brakuje) sprzyjają pisaniu FS. Życie jednak pokazuje, że bywa inaczej. Rozumiem, że masz sprawy pozaforumowe (zwłaszcza w realu), no ale pamiętaj o czytelnikach. Widzisz, że chyba z pół tego forum w kółko tu zagląda, mając nadzieję, że wreszcie ujrzą kolejną część "Szansy" - ale ostatnimi czasy to się już zamienia w czekanie na Godota.
Nareszcie...
Nie wyszło do końca tak jak chciałam. Prawdopodobnie odcinek byłby szybciej gdybym się prędzej skapnęła, że pomyliłam sceny :) (chciałam tu władować pewien fragment z 25. odcinka :D)
Może 7 stron tekstu Was zadowoli ;)
Odcinek dedykowany najwierniejszej fance Bartka- Czarnulce aka Volturii.
XXI
Zabawa…
3 II
Początek drugiego miesiąca roku przyniósł mieszkańcom Polski odwilż i przerwę w dostawach śniegu. Jak na tą porę roku było dość ciepło- za dnia temperatura sięgała nawet 10 stopni, jednak noce bywały- jak zawsze- zimne.
Taka sama, zimna noc zapowiadała się i tego dnia. Był to wszakże dzień, w którym miała się odbyć długo oczekiwana przez wszystkich zabawa karnawałowa.
Około trzydziestu minut po godzinie siedemnastej można było w parterowym domku na Polnej 28 usłyszeć zdenerwowane kroki krzątającej tu i ówdzie właścicielki owego domu. Owa właścicielka przygotowała się na wieczorny wypad z kolegą, który to miał zjawić się pod jej „gniazdkiem” już dwa kwadranse po godzinie szóstej wieczorem. Została jej tylko godzina.
Piękna, czarna sukienka do kolan z fantazyjnym, różowym, kwiatowym wzorem ciągnącym się z góry w dół sukienki na razie wisiała jeszcze w szafie. Pod nią, zapakowane w pudełku ukrywały się czarne szpilki, które pomimo częstotliwości użytkowania nadal pięknie się prezentowały na nogach noszącej je kobiety. Ogólnemu wyglądowi po założeniu obojga tych elementów blasku miały jeszcze dodać eleganckie kolczyki z kokardką, na które to podczas ubiegłego wypadu za poszukiwaniem sukienki namówiła ją Julka (która chciała nakłonić ją także na zakup nowych butów, jednak namawiana bardzo rozsądnie odmówiła). Wkrótce i jej blond czupryna, obecnie jeszcze susząca się, miała zmienić swój image- tak, na ten wieczór Lily zdecydowała się na zmianę fryzury. Jej wiecznie rozwiane włosy miała zastąpić elegancka, gładka fryzura, z grzywką zaczesaną na prawą stronę przedziałka, który był natomiast zrobiony na lewej stronie głowy. A żeby kolczyki były widoczne włosy da się za uszy- bardzo wygodne a i ładnie wygląda.
Całość po pierwszej wstępnej próbie wyglądała świetne. Tak samo, a nawet lepiej miało być za te kilkanaście minut, kiedy to nasza balowiczka będzie ubierała płaszczyk w przekonaniu, że jest gotowa i może pozwolić wprowadzić się w tę noc, która w istocie miała obfitować we wrażenia, a szczególnie w dobrą zabawę. W końcu, wszyscy się tego spodziewali. Ba, byli pewni. W końcu, dlaczego miałoby być inaczej?
***
- Mamusiu, jak ty ślicnie wyglądaś!- powiedziała z zachwytem Tania Tereska, śląc swojej mamie uśmiech, który niewątpliwie wyrażał wszystko co ta Mała ujęła zaledwie w kilku słowach. Była wręcz dumna z tego, że jej mama tak pięknie wygląda tego wieczoru. Takiej jej nie znała, dlatego też jej podziw i ekscytacja były jak najbardziej uzasadnione.
- Ty też kiedyś taka będziesz- powiedziała z uśmiechem Lily, po czym przed oczami stanął jej obraz jakby za 20 lat.
http://img199.imageshack.us/img199/2277/211b.jpg
Tania Teresa Wing, śliczna dwudziestolatka o pięknych, gęstych, ciemnych włosach, które figlarnie poskręcane opadają na ramiączka czarno-szarej, modnej i wyjątkowo ślicznej sukienki stojąca przed swoją mamą i pięknie się uśmiechająca.
- I jak, mamuś, może być?- pyta
- Wyglądasz ślicznie, Malutka- czuje, że nazbyt się rozczuliła- Jak ja przed dwudziestoma laty…
Jej maleństwo uśmiecha się czule, po czym zakłada kurtkę i wychodzi.
- Baw się dobrze!- życzy jej matka
- Dzięki!- córka odpowiada jej ze śmiechem…
Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek. Spojrzała na zegarek- nie, to jeszcze nie była ta pora. Więc to pewnie Ania z Mareczkiem.
Nie myliła się- po rozwarciu się szklanych wrót na korytarz wkroczyły dwie postacie tak różne od siebie.
Matka z dzieckiem, dla Lily ciotka z kuzynem, który był niewiele starszy od Tanii Tereski.
Pierwsze słowa, jakie blondynka po przywitaniu skierowała do bratanicy, brzmiały:
- Lilka, wyglądasz szałowo!
Zaraz po tym ciotka wybuchła śmiechem. Bardzo szczerym. Może widok jedynej oprócz niej samej blondynki w rodzinie pociągnął za sobą wspomnienia jej własnej młodości?
- Szkoda, że Dustin cię nie widzi- dodała jeszcze smutno.
Lily przytaknęła.
Ile to ona by dała, by to jej ukochany mógł jej towarzyszyć. Wiedziała, że choćby nie wiadomo jak Bartek się starał umilić jej czas, to nie będzie to samo. Z resztą, nie miało prawa być! Chociażby dlatego, że między nimi jest spora różnica. Nie tylko pod względem charakteru, ale także stosunku do niej samej. Przykładowo Bartek choćby nawet bardzo chciał nie będzie mógł jej niedyskretnie pocałować w czasie tańca. Niechby tylko spróbował! (:D)
- O której wracasz?- zapytała Ania zmieniając temat.
- Sama nie wiem… Przed 23 na pewno będę- zapewniła
- Hmmm, to może lepiej byłoby gdybym wzięła dzieciaki do siebie?
Zamyśliła się na chwilę. Tak byłoby najlepiej…
- Nie będzie to dla ciebie problem?- upewniła się
- A, coś ty!- zaprzeczyła ciotka- Miejsce do spania na pewno się dla nich znajdzie, a rano ich sobie odbierzesz, bo po tych hulankach na pewno będziesz zmęczona. Więc jak- stoi?
- Stoi!- Lily uśmiechnęła się
- Ja idę zawiadomić dzieciaki, a ty je wyszykuj.
Kilkanaście minut później torba z ciuszkami, jedzonkiem i „dziecięcą chemią” spokojnie spoczęła w pojemnym bagażniku auta pani Wrony*, a trójka brzdąców w swoich fotelikach.
http://img520.imageshack.us/img520/1448/212aju.jpg
- Baw się dobrze!- życzyła jej ciocia, sama sadowiąc się za kierownicą
- Właśnie!- dodały umiejące mówić dzieci
Pożegnała ich machaniem, po czym udała się kontynuować przygotowania.
***
Nikt nie wie jak to się stało, ale na tej wizycie zleciało prawie pół godziny! Blondynka była tym bardziej zszokowana, gdyż zostało jej niewiele czasu! A trzeba było jeszcze tyle zrobić! Makijaż, poprawa fryzury, założenie kolczyków, wypastowanie butów… Ostatecznie musiała zrezygnować z ostatniej czynności, gdyż podejrzewała, że się nie wyrobi.
I słusznie.
Właśnie próbowała wcisnąć w czarne szpilki swoje stópki, kiedy w domu rozległ się dźwięk dzwonka. Zdenerwowana, pognała przywitać gościa.
***
http://img187.imageshack.us/img187/2599/213k.jpg
Tym razem ujrzała Bartka w zgoła odmiennym stanie: „podrasował” sobie fryzurę, nawet załatwił skądś elegancki płaszcz! A garnitur? Chyba nikt nie będzie miał takiego jak on! Zapowiadało się po prostu, że jej partner będzie gwiazdą wieczora.
A ona- czy powinna mu w tym towarzyszyć? W końcu gwiazda wieczoru będzie głównie tańczyć z nią. To na nich będą padały zazdrosne spojrzenia innych, szarych, zwykłych par… Na nią.
- Gotowa?- zapytał po krótkim przywitaniu- Chociaż… po co ja pytam?! Przecież widać, że jesteś.
- Em, można tak powiedzieć- wyjaśniła- Daj mi minutę, muszę coś na siebie narzucić.
Z garderoby zdjęła swój odwieczny czarny płaszczyk, który parę sekund później całkowicie zakrył czarną sukienkę. Następnie to samo uczyniła z torebką. W końcu ostanie spojrzenie w swoje odbicie… I stwierdziła z zadowoleniem, że mogą jechać.
***
No tak- mogli się tego spodziewać. Spóźnią się jeszcze bardziej, bo parking bezpośrednio przy lokalu jest zapełniony po brzegi. Trudno, przespacerujemy się- pomyśleli oboje. Co tam jakieś 300 metrów- w końcu ciepło jest… Na razie tylko 2 stopnie na plusie. Bywało gorzej.
- Z powrotem też mnie podwieziesz?- zapytała, stawiając kolejne kroki na niekończącym się chodniku.
- Myślałem, że to oczywiste- uśmiechnął się
- Tylko… Ja nie chcę być długo.
- Mogę cię przecież odwieźć do domu, a potem wrócić.
- Szkoda paliwa.
- Czasami trzeba…
Spojrzała na niego ze zdziwieniem. Takiej odpowiedzi by się po nim w życiu nie spodziewała. „To pewnie z nadmiaru sympatii do mnie”- zakończyła temat.
Do końca drogi już więcej się nie odzywali.
Po kilku minutach ku ich szczęściu ukazała im się kamieniczka, w której na parterze znajdowała się znana w tej dzielnicy restauracja „Bella”. To tam miała się odbyć zabawa.
Jak się okazało restauracja nie byle z jakiego powodu nazywała się tak a nie inaczej. Nie da się zaprzeczyć, że ta nazwa idealnie do niej pasowała. Przy wejściu powitały ich odnowione, dwuskrzydłowe drewniane drzwi, które zachęcały do rozchylenia ich i wkroczenia dalej.
Następnym punktem była szatnia. W niej na szczęście znalazło się miejsce na kolejne dwa płaszcze nowo przybyłych gości.
I w końcu… sala.
***
Jeśli organizator umyślnie posadził pracowników firmy tłumaczeniowej Rudolfa Rozmowy koło siebie, to niewątpliwie powziął słuszną decyzję. W towarzystwie znanych jej osób (no, może oprócz sympatycznego Grzesia Sochackiego, którego jak dotąd znała tylko ze słyszenia) było jej dużo raźniej. I jakoś weselej.
Jedyną rzeczą, której żałowała było to, że Julka większość czasu trzymała się przy mężu. Lily nie wiedziała, czy przyjaciółka robi to specjalnie czy po prostu jest do niego tak przywiązana. Teoretycznie dla niej powinna to być normalna sprawa. Ale jakoś nie była.
A może to ona sama przed czymś się kryła? Może to był jakiś podświadomy strach przed bezpośrednim towarzystwem Bartka, który po części zastępował jej męża? Czy da się to jakoś inaczej wytłumaczyć…?
Dobrze, że zorientowała się w porę. Wolała uniknąć zbędnych pytań czy podejrzeń ze strony kogokolwiek. Zdawała sobie sprawę, że jej myślenie nie jest normalne i postanowiła coś z tym zrobić. Na jej szczęście (?) nadarzyła się okazja.
***
Właśnie na sali rozległy się pierwsze nuty rozpoczynającej się piosenki. Była to melodia wolna, słodka i zapadająca w pamięć. Jakby kompozytor napisał ją specjalnie z myślą o tych, którzy nie tylko będą jej słuchać, ale przede wszystkim bawić się przy niej.
Taniec.
Na parkiecie z każdą chwilą robiło się coraz ciaśniej pod wpływem ciągłego napływu ludzi kołyszących się w ryt muzyki. Wydawało się, że wszyscy goście spotkali się na środku sali, a jeśli już tam nie byli, to mieli się pojawić za chwilę. Mężowie z żonami, zakochani, którzy jeszcze nie zalegalizowali swojego związku… I oni.
Zaledwie przyjaciele. Ale nie dający tego po sobie poznać.
Gdy znaleźli sobie kawałek podłogi dla siebie, właśnie zaczął się kolejny, wyraźnie zaznaczony przez muzyków takt wygrywanej melodii. Bartek ujął za rękę swoją partnerkę, a chwilę później, podobnie jak reszta gości, zaczęli obracać się w rytm muzyki.
http://img520.imageshack.us/img520/7987/214w.jpg
***
- Kiedy ostatnio tańczyłaś?- zapytał
- Ostatnio… Chyba na swoim weselu.
- Kiedy to było?
Zamyśliła się na chwilę.
- Cztery lata temu.
- W życiu bym na to nie wpadł- zaśmiał się- Tańczysz jak profesjonalistka.
- Eh, dzięki- uśmiechnęła się
- Chyba ci tego jeszcze nie mówiłem, ale… Ślicznie wyglądasz. Nawet ten makijaż zrobiony „na szybko” ci się udał.
Zaskoczyło ją to.
- Skąd wiesz, że był robiony „na szybko”?- zapytała podejrzliwie
- Potrafię to rozróżnić- wyjaśnił- Moja mama często się malowała. Czasami przyglądałem się gdy to robiła. Często jej mówiłem, że ślicznie wygląda. Ona zazwyczaj odburknęła- „To makijaż robiony „na szybko”, nic specjalnego.”
- I tak nauczyłeś się rozróżniać?
- To zabawne, ale tak- cały czas, gdy mówił, uśmiech nie schodził mu z ust- Wiesz, Lilka, często mam wrażenie, że jesteś taka podobna do mojej mamy…
- Bardzo kochasz swoją mamę, prawda?
- Tak- odparł, i nagle posmutniał- Mogę ją w każdej chwili stracić. I tego się najbardziej boję.
Spuścił głowę, a łza spłynęła mu po policzku.
Zrobiło się jej przykro. Nie znała tego uczucia, ale próbowała sobie wyobrazić co on teraz przeżywa.
Jedyne co wiedziała, to jak się żyje nie mając przy sobie mamy. Jak to czasami ciężko jest znaleźć kogoś, przy kim można by się wypłakać i kto zawsze się będzie o ciebie troszczył.
Jej ojciec dobrze spisywał się w swojej roli, ale nie zawsze potrafił zastąpić jej matkę.
Nie mogła dłużej patrzeć na to.
Przytuliła go.
Jakoś zrobiło jej się lżej. Może to przez świadomość, że przez taki prosty gest bardzo komuś pomogła? Tylko to było wtedy w jej głowie. Tylko…
I nagle stało się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć.
Pocałował ją.
- Bartek, co robisz?!- krzyknęła wściekła, próbując się wyrwać z objęcia. Miała wielką ochotę mu przyłożyć, ale powstrzymała się.
http://img199.imageshack.us/img199/7906/215iih.jpg
- Przepraszam… Ja…- chciał się wytłumaczyć, ale ona jak porażona prądem pognała w stronę wyjścia.
***
http://img187.imageshack.us/img187/4004/216s.jpg
Musiała ochłonąć.
Przede wszystkim.
I spróbować odpowiedzieć na pytanie: DLACZEGO to zrobił? Jakim prawem w ogóle się odważył?! Chyba nie myślał, że skoro jego koleżanka jest „bez opieki”, może zrobić z nią co mu się żyw nie podoba?
Była zadowolona ze swojego czynu, wręcz trzeba powiedzieć: dumna. Nie miała sobie nic do zarzucenia, i to się w tym momencie liczyło. Bo chyba ten przyjacielski gest już się do tego nie zaliczał?
Przecież nie to go sprowokowało… Był czysto przyjacielski. Czyżby Bartek odczytał go inaczej?
Powoli zaczął jej się nasuwać wniosek- Dustin miał po części rację. Chociaż wątpiła w to, że mówiąc to miał na myśli romans swojej żony. A z resztą- ufał jej i wierzył, że ona go posłucha.
Postanowiła naprawić swój błąd.
Jej komórka wskazywała dopiero 34 minuty po godzinie dziewiątej. Trochę za wcześnie na wyjście… Z drugiej strony zawsze mogła skłamać, że boli ją brzuch, czy coś. Szkoda tylko, że nie lubiła kłamać…
Już chciała wracać na salę, gdy do łazienki nagle wkroczyła ledwo trzymająca się na nogach Julka.
- Bartek cię szuka- oznajmiła pokrótce, po czym zniknęła za drzwiami kabiny.
„No i ciekawe, czego ode mnie chce”- pomyślała z niechęcią zamykając drzwi toalety.
***
- Widziałeś gdzieś Bartka?- zapytała popijającego sok Grzesia.
- Kręcił się tu przed chwilą- odparł- Może wyszedł na dwór się przewietrzyć?
Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Wielu gości już tam było- wyjaśnił jej z uśmiechem- Nie ma przymusu siedzenia przez 4 godziny na sali.
- Dzięki za info- powiedziała, a chwilę później udała się w stronę wieszaka ze swoim płaszczykiem.
***
Na dworze było zimno. Żałowała, że nie wzięła ze sobą chociaż rękawiczek.
Przed wejściem do kamienicy zrobiony był mały kwietniczek, a przy nim poustawiano ławki. Na żadnej nie zauważyła Bartka. Zrezygnowana usiadła na zimnych deskach.
Teraz dopiero poczuła prawdziwy chłód. Wiadomo- podczas ruchu wytwarza się ciepło**, a tymczasowo ona tego ruchu zaniechała. Złapała się rękoma za ramiona, żeby chociaż troszkę było jej cieplej. Postanowiła poczekać chwilkę. Nie zjawi się- wraca na salę. Nie miała najmniejszej ochoty przyprawiać się o chorobę przez tego dupka.
- Lilka- usłyszała szept. Nawet nie musiała odwracać głowy by domyślić się, że to on.
***
Przysiadł się koło niej. Wyglądał jak jedno wielkie nieszczęście. Domyśliła się, że powodem musi być coś poważniejszego aniżeli incydent na sali. Coś na miarę śmierci bliskiej osoby… Na tą myśl przeszły ją ciarki. Czyżby…?
- Co się stało?- zapytała z przejęciem
Zamiast odpowiedzieć, rozpłakał się.
http://img18.imageshack.us/img18/400/217ybs.jpg
Mimo, iż bardzo było jej go żal nie odważyła się powtórzyć swojego pocieszającego gestu.
- Wtedy, kiedy ja się bawiłem- wybełkotał przez łzy- moja mama walczyła o życie. I przegrała…
Zrobiło jej się strasznie przykro.
Jeszcze godzinę temu Bartek miał mamę, a obecnie był tak jak ona- półsierotą, która pomimo swojego wieku nadal potrzebowała troski i kochającego serca matki.
- Teraz już będzie tylko gorzej- zabrzmiało to jak straszna przepowiednia, która kryła za sobą nieodgadnięte przesłanie
- Śmierć matki to jeszcze nie koniec świata- próbowała go pocieszyć
- Skąd ty to możesz wiedzieć?!- krzyknął, zły, jednak po chwili się opanował.
- Przepraszam za to… Ja…
- Nie przepraszaj. Wiem, że to dla ciebie trudne… Przykro mi z powodu twojej mamy.
Na chwilę spuścił głowę.
***
- Gniewasz się jeszcze na mnie?- zapytał chwilę później
- Nie, już nie- odparła szczerze. Widząc czyjś smutek potrafiła od razu wybaczyć. Z resztą, wiedziała, że żałował tego co zrobił. Jej dalszy gniew nie miał sensu.
- Nie wiem, dlaczego tak się stało- mówił- Przez własną bezmyślność zraziłem cię do mnie. A tak bardzo tego nie chciałem…
- Bartek, zapomnijmy o tym, dobrze? Przecież to się już więcej nie zdarzy, a my nadal możemy być…- nie wiedziała jak dokończyć.
- Przyjaciółmi- skończył, bardziej pogodnym tonem, po czym zmienił temat- Robi się coraz zimniej, chodźmy do środka.
Zawahała się chwilę.
- Mógłbyś mnie odwieźć do domu?- poprosiła- Nogi zaczęły mnie boleć.
- Jak chcesz- zdobył się na uśmiech.
Zmarła mu mama a on się uśmiecha… Czy tą zasługę mogła przypisać sobie? Bo jeśli tak… Nie, lepiej o tym nie myśleć…
***
Po relaksującej, długiej kąpieli (dzięki której nogi przestały ją boleć) postanowiła jeszcze napisać SMS-a do cioci. Jego treść była krótka, ale mówiła wszystko:
„Zabawę uważam za udaną. Po dzieciaki wpadnę po 9. Do zobaczenia rano!”
Schowała telefon do szuflady w stoliku nocnym, a myśl o pełnych dziewięciu godzinach drzemki, bez pobudek spowodowanych jej najmłodszym dzieckiem, utuliła ją do snu.
* nazwisko Ani po drugim mężu
**Fizyko, miłości moja :rolleyes:
I coś w rodzaju bonusiku ;)
Tania Tereska w kolorze ;]
http://img195.imageshack.us/img195/8980/snapshotd72daecc577511e.jpg
http://img36.imageshack.us/img36/1124/snapshotd72daeccd77511a.jpg
Bartkowe marzenia?
http://img29.imageshack.us/img29/434/snapshot37725ed7d773624.jpg
http://img233.imageshack.us/img233/1201/snapshot37725ed7f772703.jpg
Reakcja Dustina na to:
http://img23.imageshack.us/img23/1835/snapshotd72daecc574bb0c.jpg
Aż go ramię rozbolało...
http://img36.imageshack.us/img36/6360/snapshotd72daecc374bb16.jpg
Eh, ten Bartek
http://img195.imageshack.us/img195/1461/snapshotd72daecc774bace.jpg
czemu tak znacząco się patrzy na jego żonę?
http://img132.imageshack.us/img132/6047/snapshotd72daecc773d8d2.jpg
W końcu sobie poszedł i było dobrze :D
http://img36.imageshack.us/img36/1176/snapshotd72daecc774bb9f.jpg
Z racji tego, że tak długo musieliście czekać, cofam moją ostatnią zapowiedź odnośnie komentarzy.
Charionette
28.07.2009, 08:39
Podziwiam, że chciało ci się tyle pisać- szacun :D
Tekstu dużo, błędów zero- to się nazywa fs na wysokim poziomie
Szkoda, że zdjęcia 1-3 są ciemne, ale reszta jak zwykle zachwyca :D
10/10
Pozdrawiam
Super :) Długo czekałam, ale się opłaciło :D Dobrze, że był długi odcinek! Podejrzany jak dla mnie ten Bartek..
10/10
Czekaliśmy, czekaliśmy, no i żeśmy się doczekali.
Zacznę może w sposób wysoce formalny - od błędów, bo niestety się ich nie ustrzegłaś.
Piękna, czarna sukienka do kolan z fantazyjnym, różowym, kwiatowym wzorem ciągnącym się z góry w dół sukienki...
Powtórzenie - dlaczego nie na przykład "z góry w dół szaty"? Jakkolwiek może to brzmieć nieco niezgrabnie, ale pozwala uniknąć błędu.
...Lily zdecydowała się na zmianę fryzury. Jej wiecznie rozwiane włosy miała zastąpić elegancka, gładka fryzura, z grzywką zaczesaną na prawą stronę przedziałka, który był natomiast zrobiony na lewej stronie głowy.
Też powtórzenie, ale zbyt dobrego pomysłu na poprawkę nie mam.
A żeby kolczyki były widoczne, włosy da się za uszy- bardzo wygodne, a i ładnie wygląda.
Te przecinki mogłyby się przydać.
Jak się okazało restauracja nie byle z jakiego powodu nazywała się tak a nie inaczej. Nie da się zaprzeczyć, że ta nazwa idealnie do niej pasowała.
Pewne powtórzenie treści.
"Żywnie" i "zresztą" pisze się łącznie, a nie wiem, czy "wieczora" to poprawna forma dopełniacza słowa "wieczór".
A teraz przejdę do tego, co mnie bardziej rajcuje, czyli babrania się w treści. Julka staje się jeszcze bardziej podejrzana niż poprzednio. Wtedy tak namawiała L. do pójścia z Bartkiem, jakieś dziwne sugestie czyniła, a na samej zabawie nagle rżnie głupa. Przecież przed mężem nie ma co ukrywać - te swaty bowiem w żaden sposób jego ani jej nie dotykają. Chyba że on nie znosi intrygantek...
A i do Dustina można mieć pretensje. Przez cztery lata małżeństwa prawdopodobnie ani razu nie zabrał żony na jakąś potańcówę? Rozumiem, że dużo pracował, rozumiem, że potem były dzieci, ale no przecież... Chyba że on po prostu nie lubi tańczyć, bo w sumie już w "Powrocie do przeszłości" widać było, że nie pasowałaby do niego rola Johna Travolty nieustannie śmigającego po parkiecie.
O ile dobrze pamiętam, na początku "Szansy" L. była trochę ironiczna, może nawet cięta. Ale przy Bartku staje się czuła, niemal matkująca. Tu go przytula, tu pociesza, nawet po tym niefortunnym pocałunku zdobywa się na wspaniałomyślność. W takim razie musi do niego czuć jakąś bardzo specyficzną sympatię, być może wynikającą ze wspólnoty doświadczeń (tak a propos, moja rodzicielka twierdzi, że dziecko bez ojca to półsierota, ale bez matki to już naprawdę sierota - taka mała polemika z poglądem zawartym w odcinku). Kto wie, czy to nie jest nawet jakieś głębsze uczucie, którego jednak L. nie ujawni z racji małżeńskiej cnoty wierności?
Zresztą miłość (a może zauroczenie?) Bartka jest na swój sposób ciekawa. Dla niego L. z racji swojego wieku (przecież jest odrobinę odeń starsza, no nie?) i podobieństw fizycznych i psychicznych to trochę taka "zastępcza mamuśka". Dlatego też nie wiem, czy on rzeczywiście pragnąłby z nią jakiegoś partnerskiego związku - i czy byłby do takowego w ogóle zdolny. Na razie zachowanie Bartka sugeruje, że on szuka w niej obrazu swojej rodzicielki ("maciory" - chciałoby się ze staropolska powiedzieć, ale wiem, że dzisiaj to słowo ma węższe znaczenie), swoistej podpory życiowej. Na pewno wykluczam pogląd, jakoby ten pocałunek i to ciągłe przystawianie się do głównej postaci były tylko cyniczną grą. Jakoś zbyt szczerze brzmią te wszystkie emocje na balu.
A dodam coś jeszcze - sprawdziły się obawy Dustina i przypuszczenia Szymona. Ciekawe, jak ten ostatni zruga brata za to zachowanie na imprezie. Bo raczej wątpię w wersję, że nie będzie go obwiniał za śmierć matki. Trochę ciężkie życie ma ten Bartek...
I to by było na tyle. Pozdrawiam, zachęcając do dalszego pisania.
Nareszcie! :D
Fajny odcinek ;). Sporo się wydarzyło.:) Lily pęknie wyglądała w tej fryzurce :P.
Podobała mi się ta wstawka ze starszą Tanią :). Ona ma włosy po babci:>?
Bartek sobie na sporo pozwolił, ale wiedziałam, że tak będzie... Szkoda mi jednak, że stracił mamę.
Fajny bonusik :D.
Czekam z niecierpliwością na nowy odcinek i mam nadzieję, że będzie szybciej niż ten :P.
@up: Myślałam, że to oczywiste, że po babci ;)
Dzięki za wszystkie komentarze.
Aha, jeszcze tak na marginesie: zostało jeszcze 11 odcinków i epilog.
Volturia
28.07.2009, 18:00
hm... A myślałam, że na koniec Lilka powie do niego ' nie możemy się już przyjaźnić' xd
Równie dobrze, można by pozamieniać fotki z ostatnich odcinków naszych FS i by się trudno było zorientować, że coś nie pasuje xD
Bartek płacze - Ian płacze. Lilka nosi małe czarne - Emma nosi małe czarne. Tylko Ian aż tak się nie narzucał, no i nie są na ty :rolleyes: Ale zresztą - /I TAK BARTKA KOCHAM./
A właśnie - fotki - oj... Livka - coś kiepsko - bo mało! ( natomiast ) Bonusiki bardzo w porządku. Gdyby nie one, to graficznie miałabyś na minusie.
Szczerze powiedziawszy - raju! Ile tego bogatego tekstu! ; o nieźle.
Ogólnie chciałam więcej - no ale cóż. :) TYM - przynajmniej jest ;) pozdrawiam i dziękuuuuję bardzo za dedyka - Czarnulka vel Volturka :D
Słodka Ślicznotka
01.08.2009, 15:28
ja to bym Tanii nie poznała:O taka będzie ładna jak dorośnie! może w następnej edycji (że tak powiem:P)fotostory będzie coś o życiu dwóch maluszków Lilki ;)
trochę mało zdjęć ale tekst po prostu cudowny xD
1o/1o :D
i szkoda że już tak mało odcinków zostało
@up: następnej części nie będzie, a ja się bardzo cieszę, że tak mało mi zostało do końca "Szansy" :) (tak, kochani, mam dość)
Może kiedyś napiszę osobne FS o Wiktorze i Tanii- pomysł jest i to już od bardzo dawna. Jeżeli kiedykolwiek miałoby dojść do realizacji, to nie prędzej, jak w przyszłym roku, najlepiej w wakacje.
Dziękuję za wszystkie komentarze. Odcinek powinien się pojawić do końca przyszłego tygodnia chyba, że coś mi przeszkodzi (brak weny, czasu, ochoty itd.)
Niestety, nie nacieszycie swoich oczu tekstem równie długim jak w tym odcinku xp
Dobra, nie napiszę, zbyt wiele. (głowa boli, ale nie od czytania :))
W końcu przeczytałam wszystkie części i muszę powiedzieć, że bardzo mi się spodobały.
Czekam na dalsze losy...
@up: następnej części nie będzie, a ja się bardzo cieszę, xp
że tak mało mi zostało do końca "Szansy" :) (tak, kochani, mam dość)
Co ja słyszę?? Niee, to niemożliwe!
No ale tekst fenomenalny, po prostu nie mam słów! 1oOoOoOoOoOo/1O
P.S. Sorki, że taki krótki komentarz, ale mam chorego palucha;(
P.S.2 Specjalnie mój pierwszy cytat zostawiłam dla Ciebie, czuj się zaszczycona;)
Oo, nareszcie odcinek :D Wiem, szybka nie jestem xD Ale wakacje mamy, i o dziwo nie wchodze tak czesto na kompa ;]]
Szkoda, ze nic o Dustinie nie bylo, chociaz krociutkiego opisu jego ukłucia zalu (no i moze troche zlosci, jak go znam ;]), że dzien balu nadszedl, a on nie jest z Lilka.. Co do Bartka - nie spodziewalam sie, ze tak to sie wszystko ulozy. Myslalam, ze jest nia zauroczony, a nie traktuje ja jak kogos w rodzaju "drugiej matki". Hmm, a moze jest rozerwany miedzy dwoma uczuciami? <snuje podejrzenia> ;D
A, no i musze pochwalic za moja wielka milosc - szczegolowe, dopracowane opisy. Znalazlo sie pare bledow, ale nie rzucaja sie w oczy. Opisy Livci (moge tak pisac? ;]) rządzą! :D
@up: Można, jasne ;P
Tak, wiem, bardzo krótko (i mało zdjęć :|), ale w tym odcinku nie miałam się za bardzo nad czym „rozczulić”. W 23 pojawi się… ON! :D
XXII
Propozycja (nie do odrzucenia)
- I co, nadal masz zamiar zostać przy swoim?
- Jeśli nawet twój plan dojdzie do skutku, to i tak niczego to nie zmieni! Nie przywrócisz mamie życia!
- Ale przynajmniej osoby odpowiedzialne za jej śmierć zapłacą za swoje!
- Dlaczego tak bardzo zależy ci na zemście?! Czy to ich wina, że trafiło właśnie na ich córeczkę?
- Mówi się trudno.
- A z resztą, ty to źle zaplanowałeś i dlatego się nie udało! Tak naprawdę TY zabiłeś mamę!
- Jak możesz?! To nie moja wina, że ten dureń Wing wziął sprawy w swoje ręce i nie zdążyliśmy!
- Ale jemu też się do końca nie udało i pójdzie siedzieć!
- Zobaczysz- uda mu się i NIE pójdzie! Wróci do tej swojej Lilki i będą sobie dalej szczęśliwie żyli, podczas kiedy my będziemy CIERPIEĆ do końca życia! Nie mówię już o tym, że Lilka będzie cię miała głęboko gdzieś. Z resztą- Dustin będzie ją trzymał mocno przy sobie, więc możesz zapomnieć o swojej WIELKIEJ MIŁOŚCI.
- Co ty wygadujesz?!
Postawił przed nim aparat.
- Odważny jesteś- tak bez żadnego skrępowania dobierać się do niej!
- Skąd to masz?!
- Znajomy uświadczył mi małą przysługę i pstryknął te zdjęcia. Poza tym, będą bardzo potrzebne do realizacji mojego planu. Dzięki nim być może zyskamy w panu Wingu sprzymierzeńca. W końcu- który facet nie wpadnie w szał gdy dowie się, że ukochana go zdradza? Tylko te dwa zdjęcia to troszkę mało…
- Nie, Szymon, nie zrobię tego!
- Bo boisz się stracić Lilkę? Obudź się wreszcie! Prędzej i później i tak do tego dojdzie! A poza tym, zrozum- ona cię NIGDY nie pokocha!
Straszna cisza.
- Daj mi kilka dni na zastanowienie.
- Nie mamy czasu!
Tym razem milczenie się wydłużyło. Po tej ostrej wymianie myśli zapadł wyrok…
***
11 II
„Hej.
Moglibyśmy się dzisiaj spotkać w kawiarni przy Grunwaldzkiej o 17.00? Miałbym dla Ciebie ciekawą propozycję, która na pewno przypadnie Ci do gustu.
B.”
Tak brzmiała treść SMS-a otrzymanego przed chwilą. Po krótkim przeanalizowaniu jego treści doszła do wniosku, że spotkanie nie wypali, gdyż nie ma z kim zostawić dzieci. No chyba, że Bartek zgodzi się żeby u niej omówić „propozycję” (przynajmniej kawę miałby za darmo).
Szybko wysłała wiadomość „zwrotną” licząc na to, że w niedługim czasie dostanie potwierdzenie spotkania.
Zaciekawiło ją to, gdyż naprawdę nie podejrzewała, żeby Bartek mógł cokolwiek od niej chcieć, pomijając sprawy zawodowe.
Dwie minuty później znała odpowiedź. Oczywiście była ona twierdząca.
***
- Więc co to za propozycja?- zagadnęła blondynka
Jej rozmówca odłożył filiżankę z kawą na spodeczek, po czym zabrał się do tłumaczenia.
http://img29.imageshack.us/img29/4705/221vtr.jpg (http://img29.imageshack.us/i/221vtr.jpg/)
- Dostałem ciekawą ofertę. Do przetłumaczenia jest spory plan biznesowy. Myślałem, że mogłabyś mi z tym pomóc.
- Hm, to zlecenie indywidualne?
- Tak. Szef tej firmy wspominał ponadto, że bardzo dobrze zapłaci za fachową robotę… Tylko cena naszych usług jest do wynegocjowania.
- Brzmi zachęcająco…- podsumowała
- Materiały będą na 16. Rozumiesz- muszą nanieść poprawki zanim oddają to do tłumaczenia. Więc… zgadzasz się?
Zamyśliła się na chwilę.
Właściwie to nie miała na czym zbytnio dumać, bo propozycja nie miała żadnych minusów…
- Materiały dostanę do domu?- upewniła się tylko
- Tak, tak, do domu.
- W takim razie zgadzam się- zadecydowała
- Cieszę się- odparł- Gdy tylko będę miał coś, dam znać. Chyba nie pogniewasz się, jeśli sam podzielę papiery?
- Nie, skądże.
- W takim razie widzimy się koło 16- uśmiechnął się, co ostatecznie zakończyło ich rozmowę. Dopił jeszcze kawę, po czym spakował manatki i już go nie było.
***
Sama się sobie dziwiła, że tak bardzo się cieszy z tego powodu. Wyobrażała sobie sumę jaką miałaby zainkasować…
I doszła do smutnego wniosku, że…
mąż jej nie jest potrzebny.
Ze wszystkim tak naprawdę dawała sobie radę sama. Dzieciaki zdrowo rosły i były szczęśliwe, ich mama odnosiła kolejne sukcesy zawodowe zdobywając tym samym coraz pokaźniejsze sumy pieniędzy, miała przyjaciółkę, taką „od serca” i ogólnie z dnia na dzień żyło jej się lepiej. Już dawno przyzwyczaiła się do tego, że każdej nocy zasypia sama i o poranku nie zastaje nikogo obok siebie, że całuje tylko swoje dwa maleństwa na dobranoc, a gdy jest jej smutno stara sobie znaleźć jakieś zajęcie, nawet nie licząc na to, że ktoś miałby ją pocieszyć. Nawet rzadko kiedy było jej przykro, że nie ma go przy niej. Martwiała się, że za jakiś czas dojdzie nawet do tego, że przestanie nosić obrączkę- w końcu w sklepach jest tyle innych, ładniejszych pierścionków. A gdy wyjdzie Dustin, będzie sobie zadawała pytanie: co JEJ to da? Kobiecie sukcesu, która mężnie przebrnęła przez wiele życiowych tragedii; która poradziła sobie tak naprawdę ze WSZYSTKIM.
Czy ona go już nie kochała?
I to była ta jedyna sytuacja kiedy chciała, tak bardzo chciała, by znalazł się przy niej i powiedział, że to wszystko nieprawda… Że nadal jest tą biedną Lily, która zawsze pragnęła mieć kogoś, kto by się o nią troszczył i kochał z całego serca…
Ale najwyraźniej już nią nie była.
e jedno zdjęcie ? zbyt mało a poza tym odcinek super 10/10
Charionette
08.08.2009, 16:21
Tylko jedno zdjęcie? Szkoda... Co do odcinka to bardzo fajny. Tylko strasznie dużo tych dialogów... :rolleyes: A powiedz mi skąd masz te filiżaneczki?
Filiżanki są z vitasims2.com. Niestety, w którym konkretnie secie, nie wiem :(
Btw, skoro piszecie, że jedno zdjęcie to mało, to proszę o propozycje, gdzie by ewentualne miała być reszta zdjęć (tzn. w których miejscach w tekście)
Słodka Ślicznotka
08.08.2009, 20:45
no fakt trochę krótko ,ale w końcu pojawi się ON!(czyli Dastuś ;***<33)
jak już powiedzieli moi poprzednicy jedno zdjęcie to trochę mało ale za to jaki ciekawy odcinek!
no więc czekam na Dastusia (:***)i na odcinek :D
1o/1o
Ciekawy odcinek .. przemyślenia Lilly. Biedna, przywyczaiła się do nieobecności męża i już nawet tęsknota słabnie. Ale to się pewnie niebawem zmieni :p
Dziesiąteczkę stawiam :D i pozdrawiam!
Do następnego!
Bardzo ciekawy odcinek, aczkolwiek tajemniczości też nie brakowało, masz moje słowo, że przeczytam i skomentuję nowy odcinek jak najszybciej ;) Na Dustusia czekam!
Smutna252
10.08.2009, 23:40
Nie, no super. Fajny ten odcinek. nie mogę się nowego doczekać. Pozdro!
Jak zwykle przez kilka dni myślałem, co by tu napisać.
Gdybym miał się pokusić o jakąś ekranizację "Szansy", to w chwili tego dialogu ukazałbym albo twarze rozmówców w półmroku, albo same-li ich usta (tak jak to było na przykład w filmie "Chłopaki nie płaczą" podczas konwersacji Freda z Gruchą). Może nawet umieściłbym tę rozmowę na początku, a potem przeszedł do właściwej akcji. Tak, żeby widzowie stopniowo sobie uświadamiali, kto gadał, o czym i w jakich okolicznościach.
Dlaczego tak sądzę? Ponieważ gdyby ten fragment wyrwać z kontekstu, to naprawdę niewiele można by się dowiedzieć. Ot, taki surowy niczym stenogram zapis rozmowy dwóch osób. Żadnych przypisów, żadnych wyjaśnień, co to za Lilka, jaki "dureń Wing" i co takiego się właściwie stało, że matka umarła. I bardzo dobrze! Bo my przecież to wszystko wiemy, więc nie trzeba tego w żaden sposób powtarzać. I jeszcze to niedomówienie na końcu! Zapadł wyrok, ale nie wiemy jeszcze, jaki... Podoba mi się to.
Propozycja nie do odrzucenia? Hmmm... Zwykle to brzmi mocno podejrzanie. Zwłaszcza że Bartek zachowuje się jakoś tak niefrasobliwie, jakoby już zupełnie mu przeszło po incydencie na balu.
Ale i tak najciekawsze jest zakończenie. Więc to tak? L. wydaje się, że jest już taka dzielna i samodzielna, iż nie potrzeba jej męża? A co z dziećmi? Oczywiście matka jest dla potomstwa zawsze ważniejsza, ale no przecież ojciec też ma jakąś rolę do odegrania. Z rozbitych rodzin dzieci wychodzą ponoć nieco skrzywione psychicznie, a z ojczymami to wiadomo, że relacje często się nie układają. Lepiej niech więc L. o tym pomyśli - bo jej może ta samodzielność wychodzi na dobre, ale czy młodszemu pokoleniu też? Oczywiście może oddać Tanię i Wiktora swojemu ojcu na wychowanie, a sama za wszelką cenę rozpocząć szeroko pojętą samorealizację, ale jak to będzie świadczyło o jej miłości do swoich dzieci? Może to jest "trędi", może to jest "nowoczesne", ale czy rzeczywiście na tym polega macierzyństwo?
A pomysł zdjęcia obrączki to już mi pachnie jakąś prowokacją - zwłaszcza po tej przygodzie z Bartkiem. Może i za dużo wymagam, może i za dużo obserwowałem psy, a za mało ludzi, i dlatego chciałbym, żeby L. okazała się marmurowym posągiem wierności, ale no jakoś... Możliwe, że to patetycznie zabrzmi, ale cenię osoby, które nawet w trudnych sytuacjach pozostają lojalne wobec prostych, może wręcz prymitywnych, ale zawsze jednak elementarnych wartości.
Wcale zresztą nie uważam, że cnota musi zostać nagrodzona, wręcz przeciwnie - świnie w życiu wiele zyskują, ale chyba mimo wszystko lepiej być w porządku - nie tyle wobec Boga (bo nie każdy w Niego wierzy, a poza tym Jego sprawiedliwość jest mocno... hmmm... specyficzna), ale choćby wobec samego siebie. Rachunek zysków i strat powinien pójść w odstawkę.
Reasumując - L. niech robi, co chce, ale dobrze byłoby, gdyby dochowała wierności mężowi.
Pozdrawiam.
Dobrze się domyślałam co do Bartka i niechęci Dustina co do niego :P.
Plan Szymona mnie wkurza. Niech nawet nie próbuje, bo będzie miał ze mną do czynienia :P!
Lily... No ta to mi zabiła ćwieka... Dustuś jest jej potrzebny i nie może być inaczej :D.
Przeraźliwie krótki odcinek, więc czekam na dłuższy kolejny :P.
Buu tylko jedna fotka i to jeszcze tak krótko ?
Nie ,nie , nie !
Więcej fot i więcej tekstu :)
Proszę :*
Volturia
13.08.2009, 15:39
... Wow. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw :) Chciałabym aby plan Szymona doszedł do skutku ( jakaś chyba Zua jestem ;) ) Dla mnie Bartek jest zbyt obłędny, by Dustin nie był o niego specjalnie zazdrosny. anyway - kurcze, zdechnę jak szybko czegoś nowego nie napiszesz :D
Słodka Ślicznotka
24.08.2009, 11:05
No kiedy będzie nasz Datuś?
no chyba że ci wena nie sprzyja to poczekamy ;P
Volturia
25.08.2009, 23:01
.. Ja się domagam już! ;p
Ej! Liv!
To ja zaśpiewam wojskową piosekę:
My Dustusia chcemy teraz!(My Dustusia chcemy teraz!)
Tak jak chcemy hamburgera*!(Tak jak chcemy hamburgera!)
Więc śpiewamy dziś do Liv!(Więc śpiewamy dziś do Liv!)
Po jej komciu będziesz żyw!(Po jej komciu bedziesz żyw!)
Nasza Livciu pisz już teraz!(Nasza Livciu pisz już teraz!)
Bo ci nie dam hamburgera!(Bo ci nie da hamburgera!)
__________________________________________
Tłumaczenia:
*Jestem głodna:)
Dobra, już się tłumaczę.
Ostatnimi czasy mam głowę zajętą bardziej chodzeniem i zabijaniem (domyślcie się o co chodzi) aniżeli FS i Simsami :| Nie wiem jak stoi z weną bo jeszcze nie próbowałam nic napisać.
Julciu, dziękuję za śliczną (;)) piosenkę i wszystkim wgl za pamięć. I znowu muszę Was prosić o cierpliwość :( Moje widzimisię są straszne, ale kiedyś w końcu napiszę ten odcinek! (tak naprawdę to jest to na razie jedno z moich większych zmartwień bo zdaję sobie sprawę, że już minął spory kawał czasu od wstawienia pt. 22 :|)
Volturia
28.08.2009, 22:56
Tak naprawdę, nie istnieje coś takiego jak wena, według starej mądrości - tak wtrącę.
No ale nic, poczekamy. Kiedy to wreszcie znowu poczytam monologi Bartka? :\ ;)
Pozdrawiam no i życzę... miłego pisania.
Aj przestań, śliczna od razu, to jakiś joke? Gdzie tu jest ukryta kamera xD? Nie wiem, czy jest coś takiego jak wena, czy nie, ale tęsknię, remember Liv:*
Dobra, po dłuuugim odkładaniu na później, czas w końcu coś napisać.
Kolejne intrygi?? Brzmi.. świetnie ;] Ja też mam nadzieję, że plan Szymona się powiedzie, ale liczę, że małżeństwu Dustina i Lily nic nie zagraża..? Chociaż, kolejny raz, jestem całkowicie zbita z tropu - Lily nie potrzebuje Dustina..? Robi się coraz ciekawiej.
Jak zawsze fajny odcinek. Nie poganiam, ale mam nadzieję, że wróci Ci ochota na granie w Simsy i pisanie fs ;) Pozdrawiam!
Ps. Jula, fajna ta piosenka :D
Volturia
03.09.2009, 17:06
Nie wiem, czy hamburger może mieć cokolwiek wspólnego z Liv, no ale pomijając.
Liczę powoli do trzech... i ma być odcinek :P pozdrawiam. i czekam na rozwinięcie intrygi.
PS Nie smuci mnie to, iż Lily nie potrzebuje Dustina, jeżeli to oznacza więcej Bartka :D
@up: wiesz, generalnie lubię hamburgery ;p
ha, teraz już jestem na 100% pewna że NIE lubisz Dastusia (i pewnie dlatego z trudem przyjdzie Ci napisanie 2 odc., ale nvm- to TWÓJ problem ;])
No dobra, wiadomości z frontu. Miałam krótki przypływ weny i chęci i szkrobnęłam co nieco :) Przemyślenia wstępne, powiedziałabym. Dzisiaj totalnie nic mi się nie chce, ale... jutro jest piątek :D Więcej czasu na takie pierdółki jak gry czy FS. Ale nie daję żadnej gwarancji, że coś z tego będzie.
Pewnie też już Was zamęczają z nauką (;p), dlatego z czasem zapomnicie o FS (na co ja niestety pozwolić sobie nie mogę). Jak już odcinek będzie, na pewno zauważycie.
Vicky-Dziękuję:*
Volt-No niby nic, ale jednak ma...
Livcia-Widzisz, zgadłam:)
Volturia
03.09.2009, 22:09
Powiedziałam jedynie, że ewidentnie uwielbiam i wolę Bartka :P Nie przekręcaj moich słów. Nie chcę napisać. TYM.? Hm.. może zwyczajnie, NIE MAM TERAZ CZASU? ;] Ja tak samo jak ty również, mogę pozwolić sobie na naukę ( którą w tym roku ze względu na 3 gim. stawiam na 1 miejscu), prawda?
PS Pragnę dodać, że ostatnie odcinki są krótkie, więc dziwie się, iż tak trudno do krótkiej treści < bo na pewno nie kosmicznie długiej jak moja > jest trudno strzelić parę zdjęć. Z całym szacunkiem, to nie ja tutaj się nie wywiązuję w pisaniu :P pozdrawiam
Słodka Ślicznotka
16.09.2009, 12:15
no Liv kiedy ten ocinek?
bo czekamy i czekamy :?
XXIII
Prawda, która boli
17 II
On to jest szczęściarzem- niemalże co chwilę ma widzenia ze swoją żoną. Współwięźniowie mu tego zazdroszczą, uważając za niesprawiedliwe to, że jest takim sam jak oni, a jednak ktoś widzi w nim kogoś więcej aniżeli kryminalistę. A może po prostu zazdrościli mu tego, że ma osobę, która go tak mocno kocha? W nosie miał jednak ich kpiny, przepełniony radością z każdej informacji typu „Wing, masz gościa”. Tak- Lily bardzo dodawała mu tym otuchy. Cieszył go każdy jej uśmiech, każde słowo, w którym zamknięte było jej szczęście. Niezmiernie cieszyły go dobre nowiny, a najbardziej wniosek z nich wypływający- radzi sobie, jest szczęśliwa, chociaż to nie jest pełnia szczęścia. I jej czułe słowa, które mają właściwości leczące urazy duszy… Śmiech, kiedy opowiadała anegdoty z życia swoich, a właściwie ich, maleństw. Na te pół godziny zawsze z utęsknieniem czekał, bo wtedy czuł się człowiekiem. Znowu zamieniał się w męża, chociaż jego rola była mocno ograniczona. To było jak zapas pożywienia, który zwierzęta gromadzą zapadając w zimowy sen- wystarczy, przy przetrwać do wiosny. I tak co roku…
„Drzwi” z kraty się zatrzasnęły. Prowadzą go na stołówkę.
***
Wzrok kieruje na stolik w rogu i nie doznaje zawodu. Jego gość niecierpliwie wpatruje się w wejście ale… Wygląda inaczej niż zwykle, jest taka… zamyślona, poważna. Ma blady wyraz twarzy, nie uśmiecha się.
Coś jest nie tak.
To było pierwsze wrażenie. Gdy dostrzegła go kroczącego w stronę jej stolika, uśmiechnęła się promiennie, co całkiem zbiło go z tropu. Postanowił obserwować ją uważnie- jego pierwsze spostrzeżenie nie dawało mu spokoju. Tylko patrząc teraz na nią nie mógł dostrzec ani cienia tego co zobaczył chwilę temu. I tak, z „bałaganem” myśli w głowie stanął przy stoliku czekając na dalsze wydarzenia. Nie stało się jednak nic, co mogłoby potwierdzić jego założenie. Ona po prostu, tak jak zawsze, przywitała się z nim, mocno go ściskając.
Nie, to musiał być błędny sygnał, pomyślał. Zachowywała się tak, jakby od początku do końca czasu spędzonego tutaj cieszyło ją to spotkanie. Nie zarzucał sobie błędnego rozumowania- Lily to jego żona, zna ją dobrze i nic się przed nim nie ukryje. A może martwiło ją wtedy to, ze się spóźnił te parę minut? (co nie było w jego zwyczaju) Tak, na pewno to. I właśnie wtedy zostawił tę sprawę w świętym spokoju. Zaniechał swoich obserwacji i postanowił się całkowicie skupić na tym, co chciała mu przekazać.
***
Rozmowa była bardzo luźna, pełna radości i śmiechu. Blondynka opowiedziała niemal o wszystkim co jej się przydarzyło od czasu ostatniej wizyty. Skarżyła się na podwyżki w swoich ulubionych sklepach, przyniosła nawet ze sobą najnowsze zdjęcia z małymi dastusiątkami, co strasznie ucieszyło ich tatę. On dla odmiany opowiedział jej co nieco ze swojego więziennego życiorysu.
Wydawałoby się, że rozmowa dobiega końca, ale najwyraźniej Lily coś się przypomniało, bo na jej twarzy pojawił się zgoła inny wyraz. Tak znajomy…
Więc jednak się nie mylił.
***
- Dostałam ciekawą propozycję- zaczęła- Na przetłumaczenie czeka duży plan biznesowy, za którego mogę dostać sporo kasy.
- To świetnie!- uradował się bardzo tą wiadomością
- Tak, ale… Współpracę zaproponował mi Bartek.
http://img5.imageshack.us/img5/1568/232kc.jpg
„Znowu on?!”- teraz rozumiał niepokój żony- bała się jego reakcji.
- Czy ten gość nie może się od ciebie odczepić?- zapytał ze złością
- Dustin, naprawdę nie widzisz, ile dobrego on dla mnie zrobił?- jak widać, Lily była nieugięta- Ile jeszcze razy mam ci powtórzyć, że się mylisz?!
- W dalszym ciągu twierdzisz, że Bartek jest w porządku?- z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem ich kłótnia przybierała na sile. Byli ze sobą sam na sam, toteż żadne z nich nie wzbraniało się od podwyższania tonu głosu.
- No bo jest!- przekonywała go dalej- On naprawdę chce mi pomóc! Nawet jeśli chciałby mnie skrzywdzić, już dawno by to zrobił!
- On właśnie czeka na ten moment, żeby tylko pobyć z tobą sam na sam, bo wie, że nie dam rady mu w tym przeszkodzić. Mają jakiś plan, żeby cię tylko zwabić do pułapki- jego głos złagodniał; wiedział, że nie przekona jej krzykiem.
- Bartek nie jest taki. Jest zbyt poczciwy, żeby posunąć się do takiego świństwa!
- Szymon na pewno go przeciągnął na swoją stronę i teraz Bartek tylko udaje „wspaniałomyślnego kolegę”. Lily, proszę cię- jeśli możesz zerwać tą umowę, zrób to.
- Miałabym zmarnować taką szansę tylko dlatego, że ty masz takie widzimisię, w dodatku niczym nieuzasadnione?
- Ja się po prostu boję o ciebie! Skoro Szymon odważył się zrobić krzywdę naszej córeczce nic go nie pohamuje przez zrobieniem tego samego z tobą!
- Bartek nie pozwoli mu na to!
- Myślisz, że posłucha ciebie zamiast brata?
- To mój przyjaciel, nie pozwoli mu na to!
Nagle zdał sobie sprawę, że w ten sposób do niej nie przemówi. Jest zbyt zaślepiona wizją uczciwego Bartka, ba, nawet nazwała go PRZYJACIELEM! Jeśli jednak męża stawia ponad wszystkie inne osoby, tym bardziej ponad przyjaciół, jej odpowiedź będzie oczywista. Szantaż typu „albo zerwiesz umowę, albo koniec z nami” wydawał mu się jedynym rozwiązaniem, skoro „po dobroci” nie wyszło.
- Więc bardziej ufasz jemu aniżeli mnie?
Iskierki złości pojawiły się w jej oczach. Patrzyła na niego ze zdziwieniem pomieszanym ze złością.
http://img4.imageshack.us/img4/8345/233lj.jpg
Na pewno nie spodziewała się czegoś takiego po nim, ale dlaczego, do cholery, nic nie odpowiedziała?
On postanowił ją jeszcze bardziej przycisnąć:
- Mąż jest ponad przyjacielem, prawda? Myślałem więc, że twoja odpowiedź będzie oczywista.
Denerwowało go to jej zaklęte milczenie. Nagle zaczęło do niego dochodzić, że ona…
- Kochasz go, prawda?- złość się wręcz w nim gotowała. A właściwie to złość pomieszana z bezradnością. Czy ich znajomość doszła aż tak daleko? I dlaczego ON jej nie zapobiegł?
- Dustin, ty draniu, jak możesz?!- krzyknęła z goryczą, po czym ze łzami w oczach szybko opuściła salę widzeń.
***
Jemu też chciało się płakać.
http://img19.imageshack.us/img19/1566/234qi.jpg
Czuł, że stracił ją. Stracił tak naprawdę przez własną głupotę. Ciągle w jego głowie brzmiały jak straszna klątwa jej ostatnie słowa.
Drań.
Wróciły straszne obrazy z przeszłości. Czy wizja jego żony biednej, płaczącej w kącie miałaby się teraz spełnić? Płaczącej przez NIEGO. Obietnica, którą jej wtedy złożył na lotnisku została złamana. A to ona miała być warunkiem ich związku.
Czy to był już koniec ich i tak krótkiego małżeństwa? Zawartego z wielkiej miłości, które przeszło tyle prób? A może ono tak naprawdę w ogóle nie miało szans i prędzej czy później i tak rozpadłoby się?
Zasługiwała na kogoś lepszego, to było od razu widać. Jednak oboje przeciwstawili się temu i podważyli stereotyp. To był błąd.
Nie potrafił sobie wyobrazić tego, co będzie dalej. Ten wilk w owczej skórze wykorzysta jej dobre serce i być może doprowadzi ją do kata, który ostatecznie zakończy sprawę… Być może już nigdy jej nie zobaczy.
A on…? Czy miał go spotkać podobny los jak jego teścia? A za parę lat, gdy opuści więzienie- jak poradzi sobie jako samotny ojciec? I co ze studiami, pracą w Stanach?
Przerażony wizją przyszłości zaczął zastanawiać się, czy da się to jeszcze jakoś odkręcić. Tak naprawdę był bezsilny wobec losu, uwięziony w murach więziennych. Wszystko było w rękach Lily…
„Boże, proszę Cię, nie pozwól jej na to…”- wyszeptał błagalnie. I nagle maleńka łezka kapnęła na szarą podłogę więziennej celi.
Volturia
30.09.2009, 21:57
First ^^
Livka mówiłam ci już ( na gadulcu ), że podbiłaś moje serce tym 'kochasz go, prawa?' :D
Tak ładnie to wyszło, nie wiedzieć czemu. Odcinek wg mnie świetny, szkoda, że krótki, ale mam nadzieję, że dzięki temu szybko będzie następny. Dawno tak nie czekałam na kolejną porcję 'Szansy' :) Ciekawie sie zapowiada, czy zbliża się punkt kulminacyjny? ;D Wydaje mi się, że nieuchronnie, powoli tak . pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na next.
No, nareszcie się doczekałam :D!
Szkoda, że tak krótko, ale odcinek ciekawy ;).
Dustin ostro pojechał("Kochasz go, prawda?"), ale Lily powinna w końcu go zrozumieć. W końcu chyba sama miała wątpliwości co do Bartka. Szkoda mi Dustina...
Tzn. Lily miała rację, że się uniosła.
Mam nadzieję, że na kolejny odcinek nie będę musiała tak długo czekać :P.
"Raduje się serce, raduje się dusza", gdy widzę kolejny odcinek mojego ulubionego FS - i to po tak długiej przerwie. Właściwie to już wczoraj go zauważyłem, ale postanowiłem odłożyć komentarz do dzisiaj.
Pierwszą rzeczą, która mi się rzuciła w oczy, były wielkie zdjęcia. Istne molochy! Dlaczego zrobiłaś aż tak duże?
Większych błędów nie znalazłem - no, może poza "Na przetłumaczenie czeka duży plan biznesowy, za którego mogę dostać sporo kasy" - powinno być "za który".
A przechodząc do grzebania w fabule - żałuję, że nie ma opisów odczuć L. Wszak o ile dobrze pamiętam, ona już poprzednio myślała nawet o (prowokacyjnym?) zdjęciu obrączki. Ciekawe, czy wróciłaby do tej myśli po ostrych słowach Dustina. Interesujące jest także, czy wspomniałaby ten feralny bal. Wówczas nie wiem, czy słowa "[Bartek] Jest zbyt poczciwy, żeby posunąć się do takiego świństwa!" byłyby do końca szczere.
Zazdrość Dustina ociera się wręcz o paranoję. W sumie trudno się dziwić - tak naprawdę niewiele dowiaduje się o poczynaniach żony. L. może przecież wybiórczo przekazywać informacje (i to zresztą robi), a innych źródeł pan Wing nie ma. Ale jest też druga strona medalu - chorobliwy brak zaufania (przynajmniej w kwestii relacji L.-Bartek) mocno rani małżonkę Dustina, a ostatecznie to nawet jemu samemu dostaje się rykoszetem.
Końcówka odcinka jest nacechowana jakimś fatalizmem - to twierdzenie, że błędem było podważenie stereotypu, porównanie losu męża L. do losu jej ojca... Czyżbyś wyznawała tezę G.G. Marqueza, że (cytat może być niedokładny) "historia to koło, które obracałoby się w nieskończoność, gdyby nie postępujące i nieodwracalne zniszczenie osi" - z tym jednak zastrzeżeniem, że ten kolisty bieg wydarzeń przyjmuje nieco inne formy? Wszak spójrzmy: i Wiktor, i jego zięć porzucili swoje dzieci (pierwszy z własnej woli, drugi mimowolnie), jeden i drugi siedzą za kratkami (stary za poważne przestępstwa, młody za wypadek po pijaku, w gruncie rzeczy nieistotny - nikt przecież nie zginął ani nie został okaleczony na resztę życia), obaj stracili żony (Tania zmarła, L. coraz bardziej oddala się od męża)... Miejmy nadzieję, że skoro już to wszystko jest tak zapętlone, to i ta historia skończy się happy endem, tak jak "AND" i "AND" 2. :-)
A, i L. może faktycznie jest "zaślepiona wizją uczciwego Bartka"? Wszak łatwe zarabianie wielkich pieniędzy zawsze wydaje się podejrzane - przynajmniej w Polsce.
Pozdrawiam i zachęcam do dalszego pisania.
tak, tak, nadal czytam :D i muszę powiedzieć, że ogromnie mi szkoda Dustina :< i się wkurzyłam na Lily. Jak ona może robić coś takiego, skoro Dastuś ją tak kocha? Nie pojmuję ;/
no i ten Bartek... Niby taki uczciwy i poczciwy, ale jednak coś nie halo. Intryguje mnie jego postać, nie ma co, ale nie chciałabym, zeby zastąpił D.
czekam na nowe i od teraz postaram się komentować w miarę rugularnie :P
Zdjęcia są takie jakie są, gdyż mam nowy monitor, a w związku z tym musiałam zmienić rozdzielczość w grze. W standardowej wielkości nie wychodziły tak jak wyjść powinny, dlatego też wszystkie są "machnięte" print screen-em. W następnym odcinku postaram się je odpowiednio zmniejszyć ;) (zostawiłam je takie bo chciałam wiedzieć jaka będzie Wasza reakcja)
Dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze :)
I słowa wyjaśnienia ( i nie tylko) dla czytelnika, którego komentarzy najbardziej się boję (naprawdę!)
Raduje się serce, raduje się dusza", gdy widzę kolejny odcinek mojego ulubionego FS - i to po tak długiej przerwie.
ULUBIONEGO? :O <przeciera oczy ze zdziwienia>
A przechodząc do grzebania w fabule - żałuję, że nie ma opisów odczuć L.
Przyznaję się, zrobiłam to specjalnie. Ciężko było mi zebrać w kupę myśli i uczucia, jakie miałyby droczyć Lily (pisząc ostatni odcinek naważyłam sobie niezłego bigosu z tymi przemyśleniami...).
Czyżbyś wyznawała tezę G.G. Marqueza, że (cytat może być niedokładny) "historia to koło, które obracałoby się w nieskończoność, gdyby nie postępujące i nieodwracalne zniszczenie osi"
Wiesz, nie mam wybranych takich jakiś "twierdzeń" o życiu wg których przeżywam swoje dni, aczkolwiek przy AND obrałam sobie za "patrona" znane powiedzenie, że "historia lubi się powtarzać" i tego trzymałam się konstruując fabułę wszystkich części AND.
Słodka Ślicznotka
01.10.2009, 16:01
muszę przyznac że tez jestem trochę wkurzona na Lily ;/
odcinek krótki i superoski:D
tylko ta Lilka mnie dręczy ,biedny Dastuś ;(
Cieszę się, że już jest odcinek.
Bardzo przyjemnie się go czytało.
Szkoda mi Dustina, jestem trochę wkurzona na Lily.
Czekam na nstępny odcinek.
W standardowej wielkości nie wychodziły tak jak wyjść powinny, dlatego też wszystkie są "machnięte" print screen-em.
Zawsze można zmienić wielkość w "IrfanView".
ULUBIONEGO? <przeciera oczy ze zdziwienia>
Tak, "Szansa" to moje ulubione FS. A dość emocjonalna reakcja wynikała przede wszystkim z faktu, że przez około półtora miesiąca zaglądałem tu i przez ten czas były tylko obietnice, aż w końcu temat został zamknięty. Wtedy to postanowiłem dać spokój "Szansie" i skupić się na komentowaniu "Niepokornych" i "Lerii" - no i pisaniu bzdur. A tu wczoraj proszę, jaka niespodzianka!
Ciężko było mi zebrać w kupę myśli i uczucia, jakie miałyby droczyć Lily (pisząc ostatni odcinek naważyłam sobie niezłego bigosu z tymi przemyśleniami...).
Hmmm... Boisz się, że zostaniesz zlinczowana na forum za "znęcanie się nad biednym Dastusiem"? :-D
Ale tak bardziej na serio: boisz się, że fabuła poszła w tym kierunku (wszak przemyślenia L. otwierają drogę do całej serii dziwnych zdarzeń), czy też frapujesz się tym, iż ujawniłaś ten swoisty zwrot akcji (?) - bo może pierwotnie te refleksje miały się pojawić później?
A, i tak przy okazji - waży się na wadze, piwo albo bigos się warzy. Ale to tak tylko gwoli formalności.
Wiesz, nie mam wybranych takich jakiś "twierdzeń" o życiu wg których przeżywam swoje dni, aczkolwiek przy AND obrałam sobie za "patrona" znane powiedzenie, że "historia lubi się powtarzać" i tego trzymałam się konstruując fabułę wszystkich części AND.
Właśnie o to mi chodziło - czy konstruujesz kolejne części na zasadzie koła. Bo widzisz, i popularne twierdzenie, i myśl Marqueza, mają w gruncie rzeczy ten sam sens. Nie wiem właściwie, po co tę ostatnią podawałem - może trochę na wyrost. Ale niektórzy ludzie traktują tego rodzaju cytaty jak zaklęcia: ktoś "wybitny" nawet najbardziej oklepaną prawdę powie - i już potomni zapiszą to jako aforyzm.
Wracając do głównej myśli - "historia lubi się powtarzać", ale często się mutuje przy każdym powtórzeniu. I to widać w kolejnych częściach "AND".
---> Volturia
Tak przemyślałem sobie Twoją wypowiedź i doszedłem do wniosku, że to trochę niewesołe, co piszesz. Bo skoro się zbliżamy nieuchronnie do punktu kulminacyjnego, to o ile nie zajdzie cud (cały czas wierzmy w "pozytywną beznadziejność" polskiego sądownictwa :-) ), to rysują się przed nami następujące warianty zakończenia:
1. L. i Dustin biorą rozwód - ona zabiera dzieciaki i wiąże się z Bartkiem albo innym fagasem.
2. L. zostaje porwana i zamordowana przez Bartka, Dustin siedzi w mamrze, dzieci trafiają pod opiekę Wiktora M. lub do rodziny zastępczej.
3. Dustin dostaje zdjęcia obciążające żonę i:
a) sfrustrowany wiesza się w celi;
b) ucieka z więzienia i dokonuje zemsty.
4. L. dowiaduje się o kompromitujących fotografiach i ulega szantażowi; Dustin wówczas realizuje jedną z opcji w punkcie 3, choć z innych powodów.
Takiego zakończenia byśmy sobie chyba nie życzyli? :-)
Zawsze można zmienić wielkość w "IrfanView".
I w innych programach ;] Ja obrabiam zdjęcia w PhotoFiltre, a przeglądam w IrfanView.
Hmmm... Boisz się, że zostaniesz zlinczowana na forum za "znęcanie się nad biednym Dastusiem"? :-D
Ofc, że nie :P
Ale tak bardziej na serio: boisz się, że fabuła poszła w tym kierunku (wszak przemyślenia L. otwierają drogę do całej serii dziwnych zdarzeń), czy też frapujesz się tym, iż ujawniłaś ten swoisty zwrot akcji (?) - bo może pierwotnie te refleksje miały się pojawić później?
Fakt, musiałam zmieniać fabułę i przez co FS się skróci o co najmniej 3 odcinki, nie licząc epilogu (w pewnym sensie ułatwi mi to robotę przy dalszych odcinkach- tak, znowu poszłam na łatwiznę, ale to tylko dlatego, że tak będzie mi łatwiej i nie wpadnę w kolejne kłopoty. Poza tym- nie ukrywajmy- FS ciągnie się i ciągnie, ja już mam dość pisania, a mimo to staram się, żeby odcinki wychodziły jak najlepiej. Takie resztki zapału, powiedzmy.)
Tych przemyśleń Lily w ogóle nie było w planie i stąd ten cyrk.
Zakończenia... Powiem tyle, że szykuje się mieszanka- z pewnych propozycji po trochu+modyfikacje. I jeszcze będę musiała się nad czymś zastanowić, o czym mi przypomniałeś (za co bardzo dziękuję ;))
Wszyscy wściekli na Lily- aż boję się pomyśleć co powiecie przy następnym odcinku :|
I jestem naprawdę mile zaskoczona taką ilością komentarzy! :) A jeszcze parę miesięcy temu tak narzekałam na ich brak...
Witam sąsiadkę!
Też mieszkam na Śląsku:)
Opowiadanie super;)
Do tej pory byłam cichym wielbicielem:)
Pora się ujawnić!
Charionette
02.10.2009, 20:17
Hm... No po prostu nie wiem co powiedzieć. Odcinek tak cudny, że aż brak mi słów. no może powiem tylko jedno: "Raduje się serce, raduje się dusza", gdy widzę kolejny odcinek mojego ulubionego FS - i to po tak długiej przerwie.
:D
Tylko zdjęcia takie wielkie. Takie nie Livowskie :D
Ale jest pięknie.
10/10
Liv, ale pojechałaś z tym"kochasz go, prawda?" ale czemu taki króciutki odcinek? Dobra sorka, ale ja muszę pomykać do kościoła, z Bogiem...
Krótko, ale ciekawie :) Co tu dużo mówić .. naczekałam się, ale się opłacało. Pozdrawiam autorkę i zyczę weny :)
A .. i koleżankę ze Śląska też pozdrawiam :p Przez najbliższe dwa tygodnie jeszcze też mieszkam na Śląsku :D
No i wreszcie po dniach czytania szansy po kilka odcinków doszłam do końca ;D W sumie nie wiem, czy powinnam zacząć komentarz od początku FS, czy od końca. No cóż, jakby na to nie patrzeć były fazy ciekawsze i mniej interesujące. Jeśli jednak czyta się w dość szybkim tempie od początku do końca dostrzega się ten brak Dustina. Jakby został wymazany, zarówno z tekstu jak i z życia Lily. Szczerze mówiąc inaczej wyobrażałam sobie rozwój wypadków z Bartkiem - myślałam, że będzie jakaś większa akcja z Rudkiem, a tu niespodzianka! ^^
Wiem, że może bez sensu jest zaczynać FS, kiedy zbliża się ono ku końcowi, ale oj tam :) Masz nową czytelniczkę :)
Volturia
10.10.2009, 22:38
Szansyyyyy! ; <
A wiecie, ile ja rzeczy chcę?! ;]
Dzięki za kolejną porcję Waszych opinii :) (ha, cisi wielbiciele wychodzą w końcu z ukrycia! :))
Sandro, pozwolisz, że skomentuję Twój komentarz (masło maślane...).
Fakt, nie ukrywam, że potraktowałam Dustina tak "po macoszemu". Jak zasłynął w AND2, tak w AND3 jest tylko "dodatkiem" do życia Lily. Niestety tak to wygląda :( (wg mnie samej "Szansa" jest FS bardzo niedopracowanym i ta sprawa z Dustinem także sprawia, że ono takie jest)
Rudek... Jeszcze się pojawi- Lily zwróci się do niego o pomoc. Jeszcze prócz tego miałabym pomysł na taki jeden wątek, ale nie wiem czy to wypali... Heh, już wiem nad czym będę dzisiaj dumała przed zaśnięciem (za około pół godziny!)
Obecnie mam 2/3 wszystkich odcinków. Nie musiałaś się nawet spieszyć z tym czytaniem, bo kolejne pojawiają się rzadko :(
Szkoła daje popalić, dlatego w tygodniu za bardzo nie mam kiedy siąść do pisania (tym bardziej, że nierzadko mam zwał pisania, ale z polskiego...)
Ten tydzień zapowiada się na luźniejszy, bo część nauczycieli wyjeżdża do Niemiec i lekcje nam się skrócą. Miejmy nadzieję, że przy większej ilość czasu znajdzie się kilka godzin na tekst (2 co najmniej)+1 godzina na zdjęcia, no i co najmniej 15 min na wystawienie na widok publiczny. Bądźcie dobrej myśli i czekajcie cierpliwie ;) Myślę, że się Wam to opłaci ;)
EDIT: I napisałam troszkę :) Tą mniej ważną część odcinka, ale na tą ważniejszą nie mam na razie weny.
XXIV
Komu wierzyć?
W krótkim czasie wydostała się na zewnątrz, potem wartkim krokiem udała się w stronę parkingu, gdzie stał jej Renault. Szybko zamknęła drzwiczki, opadła ciężko na siedzenie i zamykając oczy, głęboko westchnęła.
Po co mu mówiła? Przecież to było do przewidzenia, że tak zareaguje! Jest na niego uczulony, zazdrośnik i drań jeden.
W końcu, czy nie tak go nazwała?
Poza tym- co go ugryzło? Czyżby nie miał już do niej za grosz zaufania, skoro od razu posądza ją o zdradę? Co z niego za mąż?! Mógłby ją pochwalić, wesprzeć zamiast wydzierać się na pół więzienia, że czarne jest białe!
Egoista, który chce, żeby robiła wszystko co mu każe.
Ale ona nie jest taka głupia. W końcu- co on sobie nie myśli? Że tylko wokół niego obraca się całe jej życie?
„Jeszcze mnie będziesz za to przepraszać!”- pomyślała mściwie, po czym przekręciła kluczyk w stacyjce.
***
Podczas postoju na stacji benzynowej jej komórka znienacka zaczęła dawać o sobie znać. Właściwie może nie tyle ona co ten, który gdzieśtam czeka aż jej właścicielka wyjmie ją z torebki i wysłucha, co dzwoniący ma do powiedzenia.
Uczyniła tak i nasza Lily, a w efekcie usłyszała tego, przez którego odbyła się dzisiejsza kłótnia.
Zapytał on grzecznie, czy jest w okolicy jego mieszkania, a jeśli tak, czy nie mogłaby wpaść po „papiery”. Ona grzecznie odparła, że będzie za parę minut, po czym telefon wylądował z powrotem w otchłaniach torebki.
Po pozbyciu się kilku banknotów z portfela zasiadła za kierownicą i ustawiła w głowie kurs na bartkowy blok.
***
Wspięła się po schodach na pierwsze piętro i podążając wzdłuż korytarza szukała wzrokiem drzwi z numerem 17.
http://img29.imageshack.us/img29/8598/241mz.jpg
Gdy je już znalazła, ściśniętą dłonią odzianą w rękawiczki stuknęła trzy razy w drewniane drzwi koloru czarnego, po czym odsunęła się krok do tyłu.
Po chwili te otworzyły się a w progu pojawił się znajomy profil przyjaciela. Na powitanie cmoknął ją w policzek, po czym gestem ręki zaprosił do środka.
***
Nigdy wcześniej tu nie była i dlatego mieszkanie kolegi wywarło na niej ogromne wrażenie. Było urządzone z głową i bardzo gustownie.
http://img32.imageshack.us/img32/3744/242iy.jpg
Kanapy w salonie połyskiwały czernią, a drewniane meble bez grama kurzu na sobie, ale za to z dużą ilością różnych dekoracji czy zdjęć oprawionych w kunsztowne ramki sprawiały wrażenie przytulności i ciepła. Ściany poryte były słonecznie żółtą farbą oraz sporych rozmiarów obrazem, natomiast podłogę stanowiły panele w odcieniu miodu. Z salonu odchodziło kilka różnych drzwi oraz sama framuga łącząca ten pokój z niewielką kuchnią, także oświetloną.
Szybko zdjęła płaszczyk i buty, gdyż było tu przyjemnie ciepło. Nawet w swoim sweterku zaczynało jej być troszkę za ciepło…
- Może herbaty?- zapytał gościnnie- Pewnie zmarzłaś, rozgrzejesz się troszeczkę.
- Dzięki, ale ja tylko na chwilę…
- Chce ci się w tym deszczu wracać do domu?
Podeszła do okna. Ulica oświetlona światłem słupów latarnianych wręcz tonęła w morzu miliarda kropel, które w bardzo szybkim tempie zamieniały się kałuże, te zaś pod naporem kolejnych płynęły jak rzeka po asfaltowym dnie. Wiatr hulał między gałązkami drzew, które nie potrafiły się oprzeć jego sile. Było tylko słychać ciche świsty i uderzenia malutkich kawałków wody o szyby*.
Dużo bardziej atrakcyjna wydała jej się propozycja zostania w tym miłym, przyjemnym mieszkanku aniżeli okrążanie miasta z włączonymi wycieraczkami w dodatku w bardzo powolnym tempie. Postanowiła, że gdy tylko sytuacja się uspokoi wsiądzie w samochód i pojedzie do siebie. Pewnie Bartek ma inne rzeczy do roboty- nie będzie mu zawracać głowy.
- OK, zostanę, tylko zadzwonię do taty, żeby powiedzieć mu co i jak.
- To ja za ten czas zaparzę ta herbatę.
***
http://img5.imageshack.us/img5/8383/244jpg.jpg
- Lily, gdzie jesteś?- zapytał z przejęciem Wiktor Muchomorek usłyszawszy głos swojego dziecka.
- Jestem u Bartka. Zostanę tu jeszcze trochę. Nie chcę wracać w taką pogodę.
- To zrozumiałe… Będę przy dzieciakach tak długo, jak będzie potrzeba.
- Wielkie dzięki- odparła z wdzięcznością mama „dzieciaków”
- A, i jeszcze jedno…
- Tak?
- Co u Dustina?
Że też właśnie w tym momencie musiał o niego zapytać!
- W porządku- ucięła- muszę już kończyć. Pa!
- Pa!- zakończył trochę zdezorientowany, spodziewał się bowiem jeszcze jakiś wiadomości odnośnie zięcia.
W tym samym momencie spostrzega, że przed nią na stoliku stoi filiżanka z przyjemnie parującym napojem. Na środku natomiast postawiono cukier i talerzyk z kawałkami ciasta z galaretką.
- W bloku naprzeciw otworzono niedawno cukiernię. Robią pyszne ciasto- powiedział z uśmiechem- Ja sam nigdy nie miałem okazji piec.
Uśmiechnęła się również w lekkim rozbawieniu. Wieczór u niego zapowiadał się zgoła inaczej aniżeli feralne spotkanie w więzieniu…
***
Wyjaśnił jej wszystko odnośnie planu biznesowego, przedyskutowali też cenę. 2000 złotych dla każdego wydała im się odpowiednią kwotą. Gdy już wszystkie sprawy zawodowe zostały załatwione, Lily spakowała kartki do torebki, po czym wróciła na miejsce gotowa na przyjemniejszą część spotkania.
Ciasto, tak jak powiedział Bartek, było rzeczywiście wyborne. Smakowało tak… swojsko. Pamiętała, że uwielbiała swojskie ciasta swojej babci. Te niedziele, kiedy to zawsze wpadali z tatą do Andrzejowic, by w jadalni pani Teresy Muchomorek zjeść obiad, a parę godzin później babciny wypiek. Zawsze przygotowali obiad wszyscy razem- babcia, Ania, tato i ona. I też na stole pojawiało się nierzadko ciasto z galaretką…
- Nad czym tak myślisz?- ze wspomnień wyrwał ją siedzący obok mężczyzna
- Wspominam, jak to kiedyś wyglądały niedziele- wyjazdy z tatą na wieś do babci, babciny obiad i ciasto domowej roboty…
- Moja babcia też piekła pyszne ciasta. Pracowała kiedyś nawet w znanej cukierni, obecnie już nieistniejącej. Z tego co słyszałem mieli najlepsze ciasta w mieście. Mama często mnie wysyłała, żebym coś przywiózł od babci. Jechało się tam pół godziny pociągiem. Zawsze mi się dostało najwięcej- u babci zjadłem, a potem w domu.
- Fajnie- ta rozmowa coraz bardziej poprawiała jej humor
- Przypadkowo posłyszałem, że strasznie szybko skończyłaś rozmowę, jakby twój ojciec wspomniał o czymś o czym nie miałaś ochoty…
- Owszem- przerwała- W końcu kłótnia z mężem nie należy do rzeczy najprzyjemniejszych...
- Pokłóciłaś się z Dustinem?!- nie mógł uwierzyć własnym uszom.
Czy jej się wydawało, że się uśmiechnął na tą wieść…?
- Niestety tak… Nie podoba mu się nasza znajomość…
Miał szczęście, że nie widziała wyrazu jego twarzy...
***
http://img5.imageshack.us/img5/8893/243dr.jpg
- Powiedział, dlaczego mu się nie podoba?- usiłował wyciągnąć z niej więcej, można powiedzieć, że zachęcić (zmusić?) do zwierzeń.
- Jest po prostu o mnie zazdrosny- odparła ze złością- I w dodatku cały czas próbuje mi wmówić, że ty chcesz mi zrobić krzywdę…
- Twój mąż ma jakieś dziwne urojenia. Od zawsze uważałem, że nie należy do najmądrzejszych, a teraz mogę powiedzieć jedno- w niczym tobie nie dorównuje.
- Być może, ale jednak mimo wszystko to mój mąż…
- … i go kochasz go takim jaki jest- skończył
- Tak…- czy w jej głosie dało się słyszeć nutkę zawahania…?
- Chcesz dla was obojga dobrze, jednak on najwyraźniej do tego nie dąży. W końcu każdy kochający mąż, który ufa swojej żonie, nie zabrania jej spotkań z innymi mężczyznami, bo wie, że nikt inny nie ma przy nim szans. Z Dustinem jest inaczej- znaczy…
- Chcesz powiedzieć, że on mnie nie kocha?
- Popatrz- wszystko na to wskazuje. Według mnie on cię zwyczajnie wykorzystuje.
Próbowała powstrzymać łzy. Ale skąd ten płacz? Czy bolało ją to, że Bartek miał rację i że nie potrafiła mu zaprzeczyć? A może była zbytnio zaślepioną wizją dobrego, kochającego Dustina, który dla niej stał się innym człowiekiem?
Przecież go kocha, nie może pozwolić na to, żeby ktoś o nim źle mówił! W końcu cały czas twierdzi, że to dobry człowiek.
Twierdziła…?
W jej sercu pojawiło się naraz tyle wątpliwości, tyle pytań. I to najważniejsze- kto ma rację? Bartek mówiąc o Dustinie stwierdzał fakty, Dustin mówiąc o Bartku wymyślał bajki.
Więc to niby przyjaciel chce dla niej dobrze, a osoba, którą rzeczywiście kocha ma ją gdzieś?
Próbowała się jakoś wykręcić tej niezręcznej sytuacji. Najlepszym rozwiązaniem wydało jej się opuścić to mieszkanie. Uciec przed prawdą?
- Lily, przepraszam, że cię uraziłem- on jednak zorientował się co się z nią dzieje- Ale ja tylko stwierdziłem fakty, bo nie chcę, żebyś cierpiała z powodu tej nieświadomości.
A czego niby ona miała być nieświadoma? Tego, że jej ukochany jest zwyczajnym idiotą? Poza tym, niby co ona o nim dzisiaj powiedziała?
Jeszcze niedawno była na niego tak bardzo wkurzona, wręcz zamieniła się w wulkan nerwów! A teraz broni go, jakby tej dzisiejszej kłótni nie było. Przecież powinna przyznać Bartkowi całkowitą rację, powiedzieć, że rzeczywiście jest głupkiem…
Ale nie mogła, bo pomimo wszystko nadal go kochała. Żal i emocje najwyraźniej już opadły. Poza tym- nie chciała być subiektywna i zmieniać zdania o nim po jednej sprzeczce. Opanowanie godne pozazdroszczenia!
Tylko nie potrafiła zaprzeczyć tym oskarżeniom i to ją tak bolało…
W tym momencie po jej policzkach spłynęły słone łzy bezradności, być może i przegranej.
***
Szybko podniosła się z siedziska i ustawiła się twarzą do ściany. Jej towarzysz również wstał i udał się w jej stronę.
- Lilka, proszę, tylko nie płacz!- mówił przejętym głosem- Gdybym wiedział…
http://img27.imageshack.us/img27/6964/245sv.jpg
- No właśnie, skąd mogłeś wiedzieć, że prawda może mnie aż tak zaboleć?- odwracając się w jego stronę, wybełkotała- Jestem ślepo zakochana, i ktoś mi to udowodnił!
- Nie mów tak… powiedział troskliwie, coraz bardziej przybliżając się do niej. Jej głowa była spuszczona, a cały świat widziała jak przez mgłę. Widziała, chociaż w tym momencie najmniej tego chciała. Chciała natomiast zniknąć i zapomnieć o wszystkim. Jej życie już od początku leżało w gruzach, więc po co ciągnąć dalej ten cyrk? Za dużo było tych upadków, nie chciała kolejnego…
I nagle zrobiło się jej jakoś przyjemnie, lekko, jakby się rozpłynęła. Czuła że nie była sama, że ktoś chce jej pomóc. Ktokolwiek by to nie był.
Nie chciała się oderwać od tej chwili. Gdy się skończy, znów będzie źle. Nie czuła tego strasznego upokorzenia, i chciała, by tak zostało.
Ale nie mogła przewidzieć tego, że po zakończeniu będzie jeszcze gorzej…
*Wzorowałam się na pogodzie, jaka była w dniu, w którym pisałam tą część odcinka.
Fajny odcinek :D Nie lubię tego Bartkaaa :p
A Lilly by zrozumiała wszystko, jakby jej kochany mąż uraczył ją wyjaśnieniami co do Bartka.
10/10 :)
Pozdrawiam.
Fajny odcinek ;).
Lilka zawsze miała samochód? Często jeździła autobusami lub Bartek ją woził, więc zwątpiłam...:D
Bartek to gnida. Wykorzystuje sytuację, by przekonać Lilkę, że mąż jej nie kocha. Mam nadzieję, że Dustin rozsmaruje go na ścianie przy najbliższej okazji a właściwie jestem pewna, że tak będzie :P.
Dustin mógłby w końcu powiedzieć Lilce to, co oboje wiemy. Im dłużej zwleka, tym większe ryzyko, że może stracić kobietę, którą tak bardzo kocha a przez to i dzieci.
Mam nadzieję, że na kolejny odcinek nie będę musiała tyle czekać :P.
A i z Dustinem też była chyba taka deszczowa scena u niego w domu. Tak mi się jakoś skojarzyło ;).
Volturia
19.10.2009, 12:33
Hm.. No tak, tu mi się Bartek nie spodobał ( Nie, nie zmienie zdania co do niego :P )
Jednak gdzieś mam cichą nadzieję, że ma naprawdę racje, a pewna jestem, że okaże się draniem, chociaż... Waham się,bo może jednak wrażliwcem pod wpływem mściwego Szymona?
Dobra, nie wiem. W każdym razie nie mam nic przeciwko małemu romansowi Bartka i Lily, byłoby na pewno b. ciekawie :) pozdrawiam
Lilka zawsze miała samochód? Często jeździła autobusami lub Bartek ją woził, więc zwątpiłam...
Samochód Lily zrąbał Dustin podczas wypadku po pijaku, ale obecnie autko jest już naprawione :)
A i z Dustinem też była chyba taka deszczowa scena u niego w domu.
I wtedy to nastąpił przełom w ich znajomości, a właściwie zakochali się w sobie, choć jeszcze o tym nie wiedzieli ;)
Jednak gdzieś mam cichą nadzieję, że ma naprawdę racje, a pewna jestem, że okaże się draniem, chociaż...
No wiesz Ty co...
Dobra, nie wiem. W każdym razie nie mam nic przeciwko małemu romansowi Bartka i Lily, byłoby na pewno b. ciekawie
Gdybym napisała IV część AND skakałabyś z radości, bo Dustin "schodzi" z planu (chociaż potem jeszcze nie raz jego osoba miałaby wpływ na decyzje Lily)
Do zakończenia FS jeszcze zostało parę odcinków, które być może Was całkowicie zaskoczą...
Dziękuję za pierwsze komentarze i oczekuję kolejnych :)
@down: specjalnie końcówka taka dziwna. Co się stało, dowiecie się w następnym odcinku :D
Słodka Ślicznotka
19.10.2009, 14:05
czy Lily i Bartek sie na koniec cmokali? sory że pytam ale to tak dla upewnienia xD
oj Bartek nagrabiłeś sobie u mnie ,jak mozesz uwodzić Lily jeśli ona ma męża!
Bartek mi się nie spodobał ale już dobra ;)
a kiedy Dustin wyłazi z tego więzienia? bo tęskie za nim :D
odcinek tajemniczy i fajny ;)
Treść odcinka z lekka pogmatwana w NIEKTÓRYCH fragmentach.
Robi się bardzo tajemniczo.A co do facetów - oba są głupie i beznadziejne.
Mi to lata jak potoczy się akcja Dustina i Bartka , gdyż ,iż ,aż obóch nie lubie.
Nie oceniam zasad pisowni więc : 8,9/10:D
Pozdrawiam :*
A może jakieś uzasadnienie, skoro AŻ TAK Ci się nie podoba? (chodzi mi konkretnie o ocenę Dustina i Bartka, których oceniłaś jako " głupich i beznadziejnych")
I zanim coś napiszesz, weź do ręki słownik.
Od dawna nie zdarzało się, żeby ktoś mnie zjechał w komentarzu :| I jeszcze w dodatku taka osoba, która nie ma wprawy w komentowaniu i wgl pisaniu własnego FS.
No ale niech Ci będzie.
No nie... czemu wszyscy są wtajemniczeniu w szczegóły FS, a ja nie? Żądam wyjaśnień! ; (uważaj Sandro, bo jeszcze ktoś cię posłucha)
Odcinek średnio mi się podoba. Dużo opisów - mało akcji. Za to nie wyłapałam, żadnych błędów oprócz jednej literówki, a mianowicie:
batrkowy blok
Hm.... to jest dziwne. Mam zamiłowanie do zimnych drani, a Bartka nie lubię. Może to ciepły drań? ;) W każdym razie tak jak Libby mam nadzieję, że Dustin go zmiażdży, poćwiartuje i wrzuci do rzeki. No dobra, może trochę przesadzam, ale mam nadzieję, że jakaś prawda broniąca dobrego imienia Dustin'a wreszcie wyjdzie na jaw. Pozdrawiam,
Sandra
C
Charionette
19.10.2009, 15:00
no normalnie nie wiem co mam powiedzieć... Tak jak już mówiłam! Odcinek cudny.
No a zdjęcia powalają. Są perfekcyjne :)
10/10
Pozdrawiam
Volturia
19.10.2009, 19:21
I gdzie tu są wielbiciele drani się pytam? ;D eh, taka Mizia by się przydała. :)
IV cz? czemu nie ;] Lubie Dustina ( inaczej nie chciałabym naszej 'koalicji' xd ) Ale sama rozumiesz, że moja natura nakazuje mi bronić wrażliwych drani ;p
PS A więc faceci - 'oba są głupie i beznadziejne' :P
Nio, super [O]Livciu. Dzięki za odcinek. Ale w tym wszystkim brakuje mi dzieci Lily, a szczególnie Tanii Tereski:( no ale piękny ten sweterek Lily. za odc 1o0o0o0o0o?(...)/10
Trzeba dotrzymać obietnicy.
Jeśli chodzi o formalności, to jakoś poważniejszych błędów nie znalazłem. No, może tylko "Bartkowy" powinno być chyba z dużej litery (przymiotniki utworzone od imion ponoć tak się właśnie pisze; od nazwisk to z małej), a "gdzieś tam" oddzielnie.
Co zaś się tyczy fabuły - w ogóle nie zgadzam się z Bartkiem. Poznanie smutnej prawdy boli dużo bardziej niż życie w pewnej nieświadomości - przede wszystkim dlatego, że z prawdą trudno polemizować. I w tym miejscu szkoda mi L. Ona pod wpływem Bartkowych słów zaczyna się wahać, wątpić w sens małżeństwa z Dustinem. Ostatecznie przeważa lojalność wobec męża, co świadczy o pewnej konsekwencji bohaterki i jej stałości w uczuciach. Problem jednak zaczyna się, gdy trzeba swą decyzję jakoś poprzeć argumentami. Wszak Norwid pisał: "Niedojrzała miłość mówi: kocham Cię, ponieważ Cię potrzebuję. Dojrzała miłość mówi: potrzebuję Cię, ponieważ Cię kocham." No właśnie. W tym miejscu ujawnia się pewna głupota Bartka. Czego on właściwie chce? Czy on naprawdę nie rozumie, że miłość to coś w pewien sposób irracjonalnego? Że tu na nic rozsądna argumentacja, bo to nie biznes-plan, w którym rozważa się "za" i "przeciw"? Chociaż... Nigdy w życiu nie próbowałem uwieść mężatki, więc nie mam pojęcia, jak ja bym w takiej sytuacji postąpił i co bym mówił.
Bartek na pewno nie chce być "tylko" przyjacielem L. - już kilkakrotnie dawał temu wyraz. Problem w tym, że trudno mi teraz stwierdzić, czy on jest cynicznym manipulatorem strojącym się w piórka romantyka, czy też naprawdę kocha L. (Werter się znalazł, pff. :-P) Jeśli to drugie, to nasuwa mi się taka refleksja:
Zapewne pamiętasz, jak wspominałem o Penelopie i jej wierności, z jakimż to przejęciem (?) pisałem o uwielbieniu dla tych, którzy mimo wszystko wierni drugiej połówce, przyjaciołom albo zasadom. Ale teraz podam odwrotny przykład. Pewien radziecki film opowiadał historię kobiety, której mąż poszedł na wojnę. Ich rozłąka się ciągnęła i ciągnęła, aż w końcu poznała ona jakiegoś typa, z którym zaczęła romansować. Mąż nigdy się o tym nie dowiedział, ponieważ urlopów chyba nie dostawał, a z wojny już nie wrócił (zginął jakoś pod koniec).
Do czego dążę? Otóż Dustin może dostać wieloletni wyrok, z niewielką ilością przepustek. Wówczas to L., uporczywie będąc dobrą i wierną żoną, będzie czekać i czekać na człowieka, co do którego uczuć nie jest pewna (bo czyż prawdziwa miłość nie polega także na zaufaniu? Gdzie ono jest u Dustina?!), przegapiając szansę na prawdziwą miłość. Czyż nie?
Bynajmniej nie zmieniam swego poglądu - cały czas lubię te "wspaniałe", "szlachetne" postaci, niemniej jednak mam pewne wątpliwości co do sytuacji L., a powyższa przewrotna teza jest tego dowodem.
No właśnie, zakończenie - dopiero teraz, trzeci raz czytając odcinek, zwróciłem na nie szczególną uwagę. Faktycznie, ten fragment wyraźnie sugeruje, że znów doszło do zdrady. I nie oczekuj ode mnie rewelacji - nie zamierzam negować hipotezy postawionej przez Słodką Ślicznotkę.
Pozdrawiam, życząc pomyślnego pisania dlaszej części.
P.S. O tym samochodzie to jednak wypadałoby coś wspomnieć - choćby jedno zdanie o naprawie. To taka luka fabularna - może mało istotna, ale jednak.
P.S. 2. A ten opis pogody to bardzo ładny, choć krótki. Tylko nie wiem, czy "kawałki wody" to określenie szczególnie fortunne.
na pisaniu Fs sie nieznam i owszem.Chociaż konto mam od nie dawna forum śledze od 4 lat i wiem, co i jak.Używam języka potocznego więc,iż ,aż poetka nie jestem moja droga Liv.Bardziej nie lubie Bartka ,ale OBOJE SĄ GŁUPI I BEZNADZIEJNI.
PS A ten "batrkowy blok" mnie powalił. <zonk> :O
Używam języka potocznego więc,iż ,aż poetka nie jestem moja droga Liv.
To Cię w niczym nie usprawiedliwia.
Każdy wyraża się w języku potocznym, więc podałaś kiepskie wytłumaczenie. On też ma być bezbłędny.
I jakim prawem wypominasz mi błędy w pisowni, skoro sama popełniasz większe?!
Skoro nie potrafisz uzasadnić swoich poglądów pisząc "nie, bo nie", to ja dziękuję bardzo za takie komentarze.
@Topic: Odcinka na razie nie ma, nie wiem również kiedy będzie. Kolejny zawalony tydzień, dlatego też nie oczekujcie cudów.
Świetny odcinek.
Bartek miesza, oj miesza w głowie Lily, a ona pod wpływem jego słów zaczyna wątpić w Dustina. Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży.
Liv,bez komentarza.A pisać jak chce będe zawsze.Jestem osobą nie zależna mam to głęboko w 4 literach co kto o mnie myśli.
@up: Ale to nie znaczy, że jeśli ktoś daje ci dobrą radę to masz zachowywać się jak miss zadartego nosa i obrażać.
O, dziwne, że tego nie zauważyłam.
Cóż, wiemy już ze Ci się nie podoba i to wystarczy. Nie ma sensu, żebyś dalej tu zaglądała i offtopowała.
A skoro Ty nie szanujesz mojego zdania, to samo czeka Cię z mojej strony.
(tak, mówiąc po chamsku: mam Cię w dupie)
Koniec offtopa.
bosh.. to jest boskie.. ! masz talent, masz talent dziewczynoo. ! <3
Volturia
05.11.2009, 14:28
Niech zdziecinniali użytkownicy/ amatorzy przestaną offtopować ;\ (mówie tu do jednego,. który nie potrafi przyjąć krytyki ) - to rozprasza Liv w pisaniu ;) a jest w tym b. dobra. p
Liv edit: Czy ja Ci nie za dużo nagadałam? o_O
Nie chcę Ci nic mówić, ale to już podchodzi pod offtop :]
Desaire.♥
10.11.2009, 20:25
Liv,zyskałaś nową czytelniczkę .!FS supcio!!!
A co do kaci :jestes denną offtopowiczką.
PS Jeżeli żle napisałam coś ,gdzieś ,to sorry : :T
W końcu. Mam nadzieję, że jeszcze nie wyszłam z wprawy.
XXV
Życie jak koszmar
Jakby to już gdzieś widziała…
Jeszcze nigdy nie czuła się tak stremowana jak teraz. W końcu za momencik miała zatwierdzić swoją najważniejszą życiową decyzję przed Bogiem, ukochanym i wszystkimi najważniejszymi dla niej osobami. Przed chwilą była tak pewna swoich uczuć, że za ich prawdziwość dałaby sobie głowę uciąć, a teraz, w obliczu ich zaświadczenia, nie mogłaby bez chwili zastanowienia powiedzieć „kocham cię”. Podejmie tą decyzję raz i całe życie będzie jej podporządkowane. A właściwie to jej mężowi, którego dzisiaj ma zyskać.
Obróciła głowę w jego stronę.
W tym momencie zrozumiała, że nikt nie rozumie jej tak jak on, nawet bez słów. Żadne słowa nie byłyby w stanie wypowiedzieć tego, co on przekazał jej tym jednym jedynym pocieszającym uśmiechem. Wcale się nie wahał, wręcz biła od niego przeraźliwa pewność.
Którą nagle zaraził i ją.
Tak, będzie z nim szczęśliwa. Już on się o to postara.
Uradowana odwzajemniła uśmiech, po czym musiała odwrócić głowę, gdyż krótką chwilę ciszy przerwał kapłan zapowiadający przysięgę.
Chwilę później, patrząc oblubieńcowi w oczy i z uczuciem, że zaraz serce wyskoczy jej z klatki piersiowej powtarzała słowa wiekuistej obietnicy:
„Ja, Lily Muchomorek, biorę ciebie, Dustinie Wing, za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Tak mi dopomóż, Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny, i wszyscy Święci”…
I znów to samo uczucie.
Kapela zaczyna wygrywać piosenkę. Na parkiecie pojawiają się nowe pary. Także i pan młody decyduje się poprosić swoją małżonkę do tańca. To nie pierwszy ich taniec tego wieczoru, ale melodia jest wolna, dlatego też nie zmęczą się zbytnio.
I tak kołyszą się w rytmie muzyki wtuleni w siebie.
http://img69.imageshack.us/img69/905/251m.jpg
Prawie wszystkie spojrzenia są skierowane na nich. Biała, skromna sukienka lśni w świetle lamp. W powietrzu ciągle unosi się słodki zapach jej perfum. I pomimo śladów zmęczenia na twarzy ona dalej się bawi. Taki dzień zdarza się tylko raz w życiu i trzeba to wykorzystać, póki ciało i umysł nie odmawiają posłuszeństwa. Poza tym, już wtedy doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że na co dzień nie będzie miała go przy sobie, dlatego skoro jeszcze jest trzeba z nim spędzać jak najwięcej czasu. Tym bardziej, że są młodym małżeństwem i muszą się nauczyć ze sobą żyć. Chociaż troszeczkę.
Widziała, że nie mógł oderwać od niej tego zakochanego spojrzenia. Tego wieczoru był taki inny!
Przy bliższym spotkaniu z nią stawał się taki łagodny, czuły, wyrozumiały, a nade wszystko kochający całym sercem. Patrzył, uśmiechał się inaczej, zupełnie jakby nie był sobą.
Dowody, jak to miłość potrafi zmieniać człowieka, pomyślała kiedyś Lily. Uważała się poniekąd za szczęściarę, bo taki dowód trafił się właśnie jej. I to na własność!
W pewnym momencie postanowił zaskoczyć swoją partnerkę, co mu się udało.
Przechylił ją w stronę ziemi, mocno trzymając. Spojrzała na niego z lekkim przerażeniem w oczach, ale już po chwili musiała je zamknąć, gdyż ich usta się spotkały w głębokim pocałunku.
Trwało to parę dobrych sekund. Zdawałoby się, że mógłby ją tak trzymać w nieskończoność, ale…
Przerwana melodia. Orkiestra zaczyna grać coś zupełnie innego, o całkiem odmiennym nastroju.
Wyrwana z transu otwiera oczy i zamiera z przerażenia.
To już nie jest sala na której przed chwilą tańczyła. Ten pokój jest tak ponury i brzydki, że błądząc oczami po wszystkich zakątkach szuka się wyjścia z niego. Tego jednak nie ma.
Jednak nie to jest najstraszniejsze. Wystarczyło, że powrotem otworzyła oczy i ujrzała tego, którego nie powinna…
- Puść ją!- słyszy znajomy głos
- Ona teraz jest ze mną!- odpowiada drugi mężczyzna
Chwilę później jest już w normalnej pozycji, uścisk się rozluźnia. To, co ma przed oczami jest jak scena z jakiegoś horroru. Naprzeciw nich stoi jej mąż, ubrany cały na czarno, z rozwścieczonym wyrazem twarzy, z którego bije niewyobrażalna nienawiść.
http://img163.imageshack.us/img163/4906/252s.jpg
Jest przygotowany do ewentualnego ataku i bacznie obserwuje przebieg dalszych wydarzeń.
Przy swoim ramieniu ma człowieka pewnego siebie, patrzącego z politowaniem na swojego przeciwnika, jakby ten już był przegrany.
- Spóźniłeś się- ciągnie dalej- Teraz już jej nie uratujesz. Jest MOJA!
- Tylko ci się tak wydaje- zaraz potem zwrócił się do niej- Lily, idziemy stąd.
Ledwo zrobiła krok do przodu, została zatrzymana przez Bartka.
- A gdzie ty się wybierasz?- spojrzał na nią ze zdziwieniem- Po tym wszystkim chcesz mnie zostawić?
- O czym ty mówisz?- nie kryła zdziwienia
- Już nie pamiętasz? A ten cudowny wieczór?
Pamiętała.
Wszystko.
- O, Dustin chyba nie wie o co chodzi- powiedział, patrząc na rywala- To co- zademonstrujemy mu jak to się robi, prawda?
Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, ten szybko ją objął i zaczął całować. Jakaś blokada nie pozwalała jej się wyrwać.
Zupełnie jak wtedy.
Chociaż słyszała za sobą głos męża, nie była w stanie nic zrobić.
***
Gdy ta straszna chwila dobiegła końca, ze łzami w oczach oglądała poczynania obydwu panów.
Dustin rzucił się na niego z pięściami, biedny Bartek nie był w stanie się bronić pod naporem jego ciosów. Po krótkim czasie jego twarz była prawie cała zakrwawiona. Dopiero wtedy oprawca dał sobie spokój i zostawił go leżącego.
http://img706.imageshack.us/img706/2447/253.jpg
Gdy zaczął się oddalać, ona wkroczyła do akcji. Zaczęła rozglądać się za czymś, czym mogłaby opatrzyć rannego. Jednak komuś się to nie spodobało.
- Idziemy!- rozkazał jej rozzłoszczonym głosem
- Nie ruszę się stąd! Jemu trzeba pomóc!- zaprotestowała
- Jeśli nie chcesz skończyć tak jak on to się pospiesz!
Tego by się po nim nie spodziewała.
Takim tonem do niej!
„Nie odważy się”- pomyślała. I miejsca się nie ruszyła. Wtedy on zrobił to co zapowiadał.
Dostała w twarz. Bolało. Ze łzami w oczach skuliła się na ziemię. Te zaś jak oszalałe cisnęły jej się do oczu. Z bólu i strachu.
Nagle usłyszała strzał a następnie dźwięk człowieka upadającego na deski.
- Chodź, uciekamy!- ktoś złapał ją za rękę. To był uścisk Bartka, któremu udało się wstać.
- Coś ty zrobił?!- krzyczała, jakby w furii widząc, co się działo z jej mężem.
Ten leżał w kałuży krwi i resztkami sil próbował złapać oddech. Podeszła bliżej i przykucnęła przy nim.
Spojrzenie, jakim ją obdarzył wróciło ją na ziemię, bo w jednym momencie zrozumiała wszystko. Jego zapłakane oblicze pytało ją „dlaczego?”. Nie było ono wściekłe czy potępiające, ale smutne, przepełnione cierpieniem. Patrzyła na nią osoba, którą najbardziej w świecie kochała i którą tak naprawdę sama zabiła.
http://img69.imageshack.us/img69/5808/254j.jpg
***
Obudziła się z mocno bijącym sercem i cała mokra. Nie tylko od potu, ale też i łez.
Przespała w swoim życiu wiele nocy, niejednokrotnie zmąconych koszmarami sennymi. Jednak były one niczym w porównaniu do tego. Jeszcze żaden z nich nie powiedział jej tak dobitnie: „Jesteś zdzirą”. Jeszcze nigdy nie miała takich wyrzutów sumienia.
Wczorajszy wieczór u Bartka pamiętała jak przez mgłę, jednak dzięki temu co zobaczyła przed chwilą wyostrzyły się jego rysy. Na jej nieszczęście.
Tak się zarzekała, że nigdy do tego nie dojdzie. Dustinowi ślubowała wierność, ale nie udało jej się wytrzymać w przysiędze.
Wystarczyła krótka jego nieobecność, do tego inny mężczyzna w zbyt bliskiej odległości…
Nic jej nie uchroniło od tego.
Zawiodła jego i samą siebie. W jednej chwili postawiła wszystko pod znakiem zapytania. Całe jej życie się zawaliło.
Wiedziała, że nie zdoła tego utrzymać w tajemnicy. Nie mogłaby go oszukiwać. Cokolwiek by nie zrobił, ona zawsze miałaby wyrzuty sumienia, że nie zasługuje. A ich relacje?
Z drugiej strony, jeśli przyzna się, może spodziewać się tylko najgorszego. Bo nie wybaczy jej zdrady, przed którą w dodatku sam ją przestrzegał. Straci męża, a dzieci ojca, bo znając go nie zostanie w Polsce.
I tak źle, i tak niedobrze… Tylko pytanie najważniejsze: CO ROBIĆ? Wkrótce znów się spotkają, a ona nie będzie w stanie cały czas milczeć. Znała zbyt dobrze możliwości swojego męża- wyczuje, że coś jest nie tak.
***
Zerknęła na wyświetlacz komórki. Dochodziła czwarta nad ranem.
Lily czując, że cała jej twarz jest mokra, udała się do łazienki.
Gdy już tam się znalazła, zapaliła światło i podeszła do umywalki.
Przez chwilę wpatrywała się w swoje oblicze.
http://img690.imageshack.us/img690/4927/255qk.jpg
Na twarzy ciągle rysowały się ślady, które zostawiły po sobie łzy. Oczy miała zaczerwienione, a takiego wyrazu twarzy już dawno u siebie nie widziała.
Trwało to sekundy, bo szybko odwróciła wzrok. Nie mogła na siebie patrzeć. Osobą, którą najbardziej teraz nienawidziła była ona sama. Była w tym momencie swoim największym wrogiem.
Strumień lodowatej wody wytrysnął z kranu. Zaraz potem przyjemny chłód ogarnął jej twarz, a wraz z kroplami zimnej wody odpłynęły powoli zasychające ślady płaczu.
Wróciła do łóżka tylko prosząc Boga o to, żeby nie było więcej koszmarów. Zmęczenie szybko zrobiło swoje, bo niemal natychmiast pogrążyła się w głębokim śnie.
Rano trzeba było pomyśleć nad dalszymi działaniami…
Volturia
04.12.2009, 23:44
Ojej. Z ciężkim sercem się zawiodłam..Chociaż... właściwie nie, bo to na szczęście okazał się koszmar - jeśli to nie byłby sen, byłabym zdruzgotana ;p
Nie do końca wiem o co biega.
Anyway - Czekałam na park.. wiesz.. na to co miało być. Czekałam na piękną scenę z Bartkiem :rolleyes: Tym czasem urwane zdania i inny klimat niż się spodziewałam.
Oczywiście odcinek napisany b. dobrze. trzyma w napięciu... btw. Celowo Lily klęczy przy Dustinie w tej samej sukni?
Czekam na większą przejrzystość i więcej zdjęć. :) Jak zwykle rozbudziłaś moją ciekawość przed snem, a niech cię ;]
Tak, celowo. Bo to jest jakby dalsza część całego snu.
Niezrozumiałe? A co konkretnie?
Odcinek jest naprawdę dobry. Upiekło Ci się, bo ostatnio chciałam Cię dopaść i spytać, co z odcinkiem :P. A tu proszę, taka niespodzianka.;)
Trzeba przyznać, że sny, to Lily ma niezłe. Wydaje mi się, że w odcinku, gdzie opisywałaś ich ślub, Lily miała inną fryzurę...
Jak Lily mogła zdradzić Dustina?! Jak mogłaś im to zrobić?! Ciężka sytuacja. Dustin wyczuje, że coś jest nie tak i pewnie będzie chciał wyjechać, ale z drugiej strony sądzę, że na pewno nie będzie chciał zostawić dzieci.
Pod koniec powinno być strumień wody "wytrysnął" a nie "wytrysnąć" :P.
Teraz to musisz szybko napisać odcinek, bo inaczej zacznę Cię dręczyć :D.
Liv edit: Aaaaa!
Już się boję! :D
A fryz był ten sam ;)
No i wybiła godzina decyzji: Dustin, czy Bartek? (w tle: Dustin! Dustin! Dustin!)
Jak by nie było Bartek nie wydaje mi się do końca w porządku. Dustin wie o nim coś, czego nie wie ani Lily, ani my - czytelnicy. I podejrzewam, że to coś zachwiałoby dotychczasową reputację Bartka. No ale mniejsza o to, co do samego odcinka - zaskoczyłaś mnie :) Myślałam, że to wspomnienia Lily i że naprawdę nie zobaczymy już więcej jej męża. Mam nadzieję, że cała sprawa zakończy się jako takim szczęśliwym zakończeniem (uwielbiam happy end'y ;)) i że na kolejny odcinek nie będziemy musieli czekać latami ;P
Ps.
Wiem, że na pewno masz mało czasu i sporo nauki, ale niedługo święta, więc może coś tam uda ci się napisać ^^
Charionette
05.12.2009, 14:28
Och, ale ja mam zaległości :P
Już je nadrobiłam i stwierdzam, że jest boskoo :D
Świetnie...
Pozdrawiam
I na mnie pora.
I tak kołyszą się w rytmie muzyki wtuleni w siebie.
Może raczej "w rytm muzyki"?
Poza tym[1], już wtedy doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że na co dzień nie będzie miała go przy sobie, dlatego skoro jeszcze jest,[2] trzeba z nim spędzać jak najwięcej czasu.
Przecinek nr 1 chyba zbędny, zaś nr 2 dodany przeze mnie.
Dowody, jak to miłość potrafi zmieniać człowieka, pomyślała kiedyś Lily.
Nie wiem, czy nie lepiej brzmiałoby "Dowody na to, jak miłość..."
To, co ma przed oczami, jest jak scena z jakiegoś horroru.
Ten pogrubiony przecinek to chyba tam właśnie powinien się znajdować.
Nagle usłyszała strzał, a następnie dźwięk człowieka upadającego na deski.
Pogrubiony przecinek to ode mnie.
Poza tym chwilami się gubiłem w tym dialogu sennym. Konkretniej niebardzo wiedziałem, które kwestie należą do Bartka, a które do Dustina. Ale większość mimo wszystko zrozumiałem.
Reszta OK.
A co do zdjęć - świetnie wygląda to pomieszczenie z koszmaru. Takie trumienno-pogrzebowe klimaty - choć te kwiaty bardzo ładne, nawet przyjemne. :-)
Tak sobie przeczytałem mój poprzedni komentarz i pomyślałem, że dużą część tego, co wówczas napisałem, mógłbym teraz zmiętosić i wyrzucić do kosza niczym kartkę zabazgraną bzdurami. W proch się obróciło porównanie do Penelopy, na nic zdała się ta historia o żonie radzieckiego żołnierza. W przypadku L. bowiem nie chodzi ani o jedno, ani o drugie. Z jednej strony bowiem zdradziła męża, z drugiej zaś wcale nie jest jej z tym przyjemnie.
Co ma począć L.? Jak pisałaś: i tak źle, i tak niedobrze. Wydaje mi się, że jednak mimo wszystko powiedzieć prawdę. Ona z niejednej opresji cało wyszła, więc nawet jak mąż zdzieli jej po twarzy, to nie będzie dla niej koniec świata.
Pozwolę sobie przypomnieć jakiś mój post z 1 października:
1. L. i Dustin biorą rozwód - ona zabiera dzieciaki i wiąże się z Bartkiem albo innym fagasem.
2. L. zostaje porwana i zamordowana przez Bartka, Dustin siedzi w mamrze, dzieci trafiają pod opiekę Wiktora M. lub do rodziny zastępczej.
3. Dustin dostaje zdjęcia obciążające żonę i:
a) sfrustrowany wiesza się w celi;
b) ucieka z więzienia i dokonuje zemsty.
4. L. dowiaduje się o kompromitujących fotografiach i ulega szantażowi; Dustin wówczas realizuje jedną z opcji w punkcie 3, choć z innych powodów.
Takie wówczas rysowałem wizje zakończenia "Szansy". Teraz dochodzę do wniosku, że prawdopodobne są opcje:
- 1, ponieważ Dustin to typ bardzo zawzięty, o trudnej przeszłości, a śmiem wątpić, żeby przez te x lat małżeństwa on się aż tak bardzo nie zmienił, żeby wybaczać złamanie przysięgi małżeńskiej - nawet gdy chodzi o dobro dzieci. Sądzę zresztą, że taka niespodzianka odnowi u niego dawny uraz do blondynek, a kto wie, czy nie wybije mu z głowy idei jakiegokolwiek poważniejszego związku.
- 3b, choć z pewnymi zmianami (inne powody, zamiast ucieczki może zawiasy). Ciekawe tylko, czy dostanie się L. i Bartkowi, czy też tylko jednemu z tych dwojga. Może w grę wejdzie opcja dresiarska - bohaterce włos z głowy nie spadnie, za to ryj Bartka będzie wyglądał tak, jakby po nim walec przejechał.
A tak w ogóle Bartek to cham. Niby Werter - ponoć archetyp romantyka - też się rzucił na Lottę, pomimo że ta była już zamężna, ale mimo wszystko tego typu zachowanie uważam za podłość i bezczelność. Przecież taki sposób wyrażania uczuć tylko rani ukochaną osobę. Już chyba lepiej się rozpić albo popełnić samobójstwo.
Pozdrawiam, życząc weny i opanowania.
ejj!
Hnat!
nie krytykuj ;D
Liv piszesz świetnie ;)
Lily ma dylemat...:)
Volturia
18.12.2009, 20:53
cholera, a myślałam, że już coś nowego :< Liv wiem, że brak czasu przeszkadza, ale kurcze - napisz coś wreszcie! ;)
Żebym nie było - ja też pisze! ;D < właściwie to mam już gotowe, ale zgubiłam... tzn. nie zgubiłam - po prostu nie wiem gdzie jest xp >
Krytyka w jego wykonaniu otwiera mi oczy, a często wylewa mi na głowę kubeł zimnej wody.
Jednak mimo to na takich komentarzach najbardziej mi zależy, a zarazem najbardziej się ich boję.
Za to Wasze podnoszą mnie na duchu :)
Nie powiem, mało, ale dzięki za to co jest... :)
Wkrótce wolne! Livka "zaprzęgnie się do pługa" (jak to zwykła mawiać moja polonistka) i wyczaruje dla Was cudnej urody odcinek! (o ile nie braknie mi czasu :|)
XXVI
Co począć?
18 II
- Mamusiu, a psyjedzie dzisiaj dziadek?- ciche buczenie laptopa zostało przerwane przez dziewczęcy głosik.
- Tak, wpadnie na podwieczorek- odparła mama dziewczynki.
Dziecko, zrozumiawszy wypowiedź i nie mając więcej pytań, powróciło do przeglądania książeczki. Lily natomiast skierowała się w stronę kuchni, nagle przypomniawszy sobie o czymś.
Wbrew swoim obawom, miała jeszcze całą paczuszkę pierników. Cieszyło ją to bardzo, gdyż wyjątkowo w tym dniu nie chciało jej się wychodzić z domu.
Prawdę mówiąc, nie miała ochoty na nic. Wydarzenia zeszłej nocy wciąż oddziaływały na nią w dość silnym stopniu, przez co od samego rana była „nie do życia”. Nie uśmiechnęła się ani razu (dlaczego miałaby to zrobić?), jej gesty nie były ani trochę energiczne, wydawała się być wyjątkowo „przymulona”. Udało jej się jakoś zbyć córeczkę, mówiąc po prostu, że „mamusia się źle czuje”. Wszak mała Tania Teresa i tak nie zrozumiałby o co tutaj chodzi.
I jeszcze ta wizyta taty… Może powinna ją odwołać? Spodziewała się, że nie pochwali jej za to. Tylko nie wiedziała, czy zostanie skarcona czy raczej otrzyma dobrą radę. W końcu Wiktor Muchomorek też nie był wzorowym mężem dla jej mamy…
A ona dalej nie wiedziała, co począć w tej sytuacji.
Dzwonek do drzwi.
Zamarła.
***
http://img695.imageshack.us/img695/9805/261q.jpg
- Przepraszam, że tak wcześnie się zjawiam, ale przejeżdżałem i do głowy wpadła mi myśl, żeby już teraz do ciebie wstąpić- tłumaczył się chwilę po tym, jak przywitał się z córką- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?
- Nie, skądże. Wejdź, proszę.
Ledwo co mężczyzna przekroczył próg dzielący werandę i korytarz, dopadła go (czujna, jak zawsze) wnuczka, nie dając mu nawet się rozebrać.
Mając tą króciutką chwilkę czasu i dziękując Bogu za córeczkę tak przywiązaną do swojego dziadka (który, niestety, po części zastępował jej ojca…), zaczęła gorączkowo myśleć nad tym czy w ogóle, a jeśli już, to jak mu to powiedzieć.
http://img706.imageshack.us/img706/3954/262ur.jpg
Oczywiste jest, że nie bała się tak jak w przypadku, gdyby miała stanąć oko w oko ze zdradzonym mężem, ale niemniej jednak obawiała się zdania swojego najbardziej zaufanego przyjaciela.
Nagle przez głowę przeleciała jej myśl, która okazała się ratunkiem. Skoro straciła już (prawie) wszystko, czego niby miałaby się bać?
Wiedziała, że to nie będzie proste, być może nawet pozwoli jej przygotować się na tą najważniejszą rozmowę z Dustinem (bo taka opcja na razie w większym stopniu wchodziła w grę), ale postanowiła spróbować.
***
- Pomysł Ani, by kupić Małej książeczkę o modzie, okazał się świetny!- powiedział z uśmiechem na ustach czterdziestolatek, wchodząc do żółtej kuchni- Twoja córeczka zapragnęła zostać modelką!
Nie mogła powstrzymać uśmiechu słysząc to. Wizja jej Maleństwa kroczącego w dziwacznych strojach po wybiegu wywoływała u niej wewnętrzny śmiech. Znacznie bardziej wolała, by poszła w ślady matki i babki, robiąc na przykład karierę piosenkarki. Ale nie modelki!
Szkoda tylko, że jej uśmiech szybko się ulotnił. Podała na stół talerzyk z łakociami, już ze swoją starą, zobojętniałą miną. Chwilę później doniosła jeszcze dwie filiżanki kawy. W tym krótkim czasie jej gość zdążył dokonać rozeznania. Widział, że coś ją martwi, ale pozwolił, by sama mu o tym powiedziała. Jak nie będzie miała na to ochoty- trudno. Ale znając jej możliwości wyśpiewa mu wszystko.
Bacznie ją obserwował. Była strasznie spięta, unikała jego wzroku. Jakby bała się mu o czymś powiedzieć...
- Tato- odezwała się w końcu- Gdyby mama oznajmiła ci któregoś dnia, że cię zdradziła- wybaczyłbyś jej od razu?
- Wiesz, że bardzo kochałem twoją mamę, chociaż nie okazywałem tego, ale…- zastanowił się przez chwilę- Wiesz, jaki jestem. Dlatego też od razu bym nie wybaczył. Dopiero po jakimś czasie.
- Czyli to jest możliwe?
- Oczywiście, o ile dwoje ludzi na tyle mocno się kocha… Zresztą, nie jesteś małą dziewczynką, żeby ci to tłumaczyć.
- Ale w pewnym momencie i dorosły staje się bezradny jak dziecko- powiedziała smutno, po czym się rozpłakała.
- Ja zrobiłam coś bardzo złego…
Nie musiała mówić nic więcej. Nie miała głupiego ojca, a przynajmniej nie takiego, który nie posiada krzty logiki w głowie. A że on miał jej niemało, zaraz zrozumiał, co chciała osiągnąć zadając mu te pytania.
Ale nie od razu do niego doszło, co jego córka tak naprawdę zrobiła- jak bardzo rozwaliła sobie życie…
Gdy jednak to sobie uświadomił…
Nie, nie był na nią zły. Po prostu było mu żal swojej jedynaczki. Nie chciał jej robić wykładów, jaka to jest zła i w ogóle, bo wiedział doskonale, że ktoś inny ją prześwięci.
Bo niby czegóż innego miał się spodziewać po swoim zięciu?
- Nawet nie wiesz, jak podle się teraz czuję- mówiła przez zaciśnięte gardło- Pomyśl tylko- twoja córka, z pozoru kochająca żona, okazała się większą zdzirą, niż można było sobie to wyobrazić. Ale wiesz, co jest najgorsze?
- Wiem. Straciłaś ukochanego, chociaż on jeszcze o tym nie wie.
- I w dodatku nie wiem, czy ma się dowiedzieć… Przecież on mi nie wybaczy! Ale z drugiej strony…
- Dlatego też powinnaś mu powiedzieć- odparł stanowczo- Najgorsza prawda jest zawsze lepsza niż kłamstwo.
- Ale ja nie chcę go stracić! Zostanę sama z dwójką dzieci…
- Jeżeli wasza miłość jest prawdziwa, to wybaczy. Na pewno nie od razu, ale myślę, że po jakimś czasie mu przejdzie. I jeszcze jedno- rozprawa jest czwartego o 15. Nie odwlekaj tego, bo będzie jeszcze gorzej.
- Mam nadzieję, że się zdobędę…
- Będę trzymał za was kciuki- zapewnił, po czym wstał i zasunął za sobą krzesło
- Dzięki, tato- ona zrobiła to samo, po czym mocno uściskała swojego ojca
http://img30.imageshack.us/img30/1077/263mi.jpg
- Nawet nie wiesz, jak bardzo mi tym pomogłeś.
- Wiesz, Lily, gdy miałem okazję po raz pierwszy z nim pomówić byłem przekonany, że to jest idealny mąż dla mojej córeczki.
- Dlatego gdy poprosił cię o moją rękę od razu się zgodziłeś.
Zaśmiał się.
- Widzę, że wiesz trochę więcej aniżeli bym cię o to posądzał… Ale masz rację- tak było. Obiecał mi wtedy, że się tobą zaopiekuje i myślę, że dotrzyma słowa.
Chwilę później Wiktor udał się do piwnicy (Lily raczej nie należała do kobiet, które same potrafiłyby zatroszczyć się o ciepło w domu- do tego potrzeba było fachowej, męskiej ręki), potem pomówili jeszcze parę minut za całkiem odmienne tematy, i w końcu rodzic tej ślicznej blondynki pojechał w swoje strony.
A ona zrobiła sobie mocno postanowienie- dzielnie wszystko zniesie, zerwie kontakt z Bartkiem i za wszelką cenę będzie próbowała ratować swoje małżeństwo.
Nawet do głowy wpadł jej pomysł jak wykręcić się z projektu. „Mam tylko nadzieję, że Rudek nie narzeka na nadmiar pracy”- pomyślała, po czym umówiła się z nim na spotkanie następnego dnia.
***
19 II
- Potrzebuję pomocy z tym- tu wskazała na zawartość teczki, na którą składało się kilkanaście drukowanych kartek*
Siedzieli właśnie w przytulnej kawiarence w miarę cichej, jak na Warszawę, okolicy, i przy herbacie omawiali poszczególne aspekty projektu.
Mężczyzna przeglądając zawartość stronic lekko się uśmiechnął. Uśmiech ten wróżył „pozytywne rozpatrzenie jej prośby”, i jak się później okazało, nie pomyliła się w jego interpretacji.
- Myślę, że w tydzień się z tym uwinę- odparł, cały czas się uśmiechając
- Ile byś za to chciał?
- Daj spokój z pieniędzmi- odparł- Po znajomości zrobię to za friko.
- Dzięki, Rudek. Ratujesz mi życie…
- Och, Lilka- czego się nie robi dla przyjaciół?
„No tak- zawsze nim byłeś. I tu nic się nie zmieniło…”, po czym zaśmiała się szczerze.
Chociaż Bóg zabrał jej matkę, postawił przy niej wspaniałych mężczyzn, na których zawsze mogła liczyć.
Chciała jeszcze tylko, żeby jednym z nich okazał się także Dustin.
A moment, w którym wszystko miało się rozstrzygnąć, zbliżał się nieubłaganie…
________________
*Nie, Rudek nie miał odwalić za nią całej roboty. To byłoby zbyt piękne ;]
Wszystkim czytelnikom życzę zdrowych, radosnych, pogodnych, spędzonych wśród najbliższych świąt Bożego Narodzenia a także wiele pomyślności w Nowym Roku :)
Mało oryginalne, ale szczere. Zresztą, 30 minut po północy to nie najlepsza pora na układanie zmyślnych wierszyków.
Prawdopodobnie ostatni odcinek w tym roku. Do 1 stycznia 2010 FS miało być skończone, a tu nici.
Zatem tak szybko nie skończy się Wasze utrapienie ze mną ;]
W końcu odcinek! :D Doczekałam się...
Ładnie Ci wyszedł, taki nastrojowy ;).
Było parę literówek np zobojętniają miną zamiast zobojętniałą miną, ale nie chce mi się wyliczać. Poza tym bylo ich kilka a ja się nie czepiam takich rzeczy ;).
Było też zdanie Gdyby mama cię zdradziłaby? Powinno być gdyby mama cię zdradziła. Bez tego "by" przy zdradziła ;).
Odcinek bardzo mi się podobał i tradycyjnie już piękne zdjęcia ;).
Napisz coś jeszcze przed końcem roku :P.
O tak, Dustin ją prześwięci. Podejrzewam jednak, że w końcu jej wybaczy, bo naprawdę ją kocha, ale najpierw rozsmaruje Bartka na ścianie :D. Fajnie mieć takiego szefa jak Rudek- odwali za Ciebie robotę i nie chce kasy.
Również życzę Ci Wesołych, Zdrowych a przede wszystkim Magicznych Świąt :)!
Volturia
24.12.2009, 23:59
No cóż, cholernie krótkie, za krótkie :) Mogłabyś po takim czasie jeszcze coś dodać.
Nie no zerwać kontakt z Bartkiem, moim Bartkiem? ty chyba żartujesz :P
Ciekawi mnie, czy Dustin jej wybaczy i będzie dla niej tym kochającym mężem. I wiem jak nie miałaś ochoty opisywać w ost. odcinku pocałunku Lily z Bartkiem, jednak mam nadzieję, że to nastąpi. (może wredną mam naturę, ale jestem całkowicie po str. Bartka)
Pozdrawiam no i kurczę blade - czekam na nast. część - niech wyjdzie jeszcze w tym rok ;) Jak dodasz szybko coś nowego, nikt nawet się nie skapnie, że niedługo nowy rok ;p
Mam kilka złych wieści. Po pierwsze, znów się spóźniam z komentarzem. Po drugie, nie chce mi się wytykać błędów natury formalnej. Po trzecie, jestem trochę senny i oczy mnie bolą, więc będzie raczej krótko.
Swego czasu Leszek Miller (żaden tam mój idol) powiedział kiedyś, że "sztuką nie jest wybierać między dobrem a złem; sztuką jest wybrać mniejsze zło" (wybacz, jeśli się powtarzam). I właśnie wydaje mi się, że opcja proponowana przez ojca L. jest w tej chwili najmądrzejszym z rozwiązań. To coś mniej więcej w stylu zakładu Pascala:
1. L. powie mężowi o zdradzie:
a) on jej wybaczy (szczerość jako okoliczność łagodząca) - aczkolwiek znając Dustina, nie przyjdzie to łatwo (chyba że on ma podobny grzech na sumieniu - tylko dobrze zagrzebany :->) = L. wychodzi na na plus;
b) on zerwie z nią i wyjdzie z tego depresja u niej i frustracja u niego (a u dzieci to rysa w psychice głęboka jak Rów Mariański) = L. wychodzi na minus, i to poważny.
2. L. nie powie mężowi o tym wszystkim:
a) będzie udawać, że wszystko w porządku, co jest niemożliwe, bo takiej gratki to Szymon zapewne nie przepuści - a więc skończy się dramatem;
b) ucieknie przed mężem i też będzie trząść portkami - znowu minus;
c) zabije męża - i nastąpi ostateczna zagłada rodziny Wingów. :->
Wnioski są chyba proste.
Powyższe moje wywody mogą stać w pewnej sprzeczności z tym, co napisałem 23 października:
Poznanie smutnej prawdy boli dużo bardziej niż życie w pewnej nieświadomości - przede wszystkim dlatego, że z prawdą trudno polemizować.
Spieszę tedy z wyjaśnieniami. Postawmy się w sytuacji osoby, która ma tę trudną prawdę przedstawić. W tym przypadku (L.) będzie to dla niej najlepsze wyjście. Lepiej od razu wylać ten kwas niż pozwolić mu poprzez niedomówienia zżerać związek przez całe życie.
Podziwiam wyrozumiałość Wiktora Muchomorka, choć jednocześnie nie jest ona dla mnie jakaś nadzwyczajna. Moim zdaniem on się zachowuje tak jak powinien. Staje po stronie córki nawet w tak krytycznej sytuacji.
I ten Rudek... Czy to FS kryje w sobie jakąś tezę?
Naprawdę, przepraszam Cię za taki mizerny komentarz, ale no niestety nic lepszego z siebie wykrzesać w tej chwili nie mogę.
Pozdrawiam, życząc weny. Szczęśliwego Nowego Roku.
Charionette
30.12.2009, 21:59
No i jak zwykle genialny odcinek :)
Ciekawe jak potoczą się dalsze losy Lily i Dustina. Na mój gust ten Bartek może jeszcze sporo namieszać :P
Pozdrawiam
Bardzo spodobało mi się drugie zdjęcie.
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży, bo kibicuję związkowi Lily z Dustinem.
Świetny odcinek.
ptasie mleczko
03.01.2010, 18:32
Od 5 minut siedzę i zaczynam od nowa pierwsze zdanie. Dawno mnie tu nie było. Nie tylko w "Szansie" ale i na forum, toteż wyszłam nieco z wprawy i komentarz nie przychodzi mi już tak łatwo jak to kiedyś bywało. Przechodząc do sedna sprawy, wreszcie się zebrałam i nadrobiłam moje zaległości za jednym zamachem. Wiesz, że od samego początku bardzo kibicowałam Dastusiowi, ba, wręcz zostałam nawet okrzyknięta "Dastusiomaniaczką". Kibicowałam, również miłości Dastusia i Lilly. Powiem Ci, że srodze się na naszej blondi zawiodłam i nawet nie chodzi mi tutaj o tę zdradę. Wszak miłość, związek, małżeństwo to nie tylko dobre chwile, uniesienia itp., to także wszelkie zawirowania, kłopoty, codzienność, problemy, zwątpienie. Jak sama powiedziałaś, Dastuś był nieco odsunięty na bok w tej części. Rozumując prosto, bez zagłębiania się, kiedy przestał być potrzebny, kiedy to jego trzeba wspierać i trwać przy nim w potrzebie, został odsunięty, zastąpiony przez będącego zawsze we właściwym miejscu i o właściwej porze Bartka. Nie przeczę, to, że był zawsze pod ręką kiedy go potrzebowała było bardzo wygodne i mogło ją nieco zafascynować, odurzyć na chwilę. Nie podobało mi się jednak, to że Lilly pozwoliła mówić Bartkowi źle o Dastusiu. Wszak jego jedyną winą w tym wszystkim było to, że mocno kochał swoje dziecko i był nieco zbyt porywczy. Miłość wg mnie to przede wszystkim lojalność wobec tej drugiej osoby, trwanie przy niej bez względu na wszystko. Wierzę jednak, że to wszystko było po to by budować napięcie i dramatyzm, a Lilly i Dastuś wyjdą z tej próby zwycięsko. Wszak Lilly już zrozumiała swój błąd. W sumie nikt nie jest idealny i każdego mogą dopaść zwątpienie i bezradność, byleby nie trwały zbyt długo ;) A co do samej zdrady hmm tutaj nie byłabym dla Lilly aż taka surowa. Bartek sprytnie wykorzystał jej chwilę słabości, trwające mgnienie oka wahanie, potrzebę bliskości i bezradność. Myślę że w tych sprawach najważniejsza jest szczerość. "Miłość Ci wszystko wybaczy" ;)
Jeszcze jedno: co do wybuchu zazdrości Dastusia. Zaufanie zaufaniem, ale odrobina zdrowej zazdrości jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A ten okrzyk "Kochasz go prawda?" -> czy wy nie widzicie że to okrzyk desperacji? Nie wyczuwacie w tym lęku, że straci swoją ukochaną? Każdy kochający mężczyzna zachowałby się tak samo, a nie spokojnie patrzył jak obok jego żony kręci się, nie oszukujmy się, dość przystojny i szarmancki mężczyzna. Dastuś ufa Lilly ale nie ufa Bartkowi. Zresztą jak się okazało słusznie. Dobra kończę bo się rozpisałam.
Dzięki za wszystkie komentarze. I chociaż nie skomentowałam ich swoim zwyczajem tu, na forum, to jednak komentarze otrzymały, ale te pozostaną jawne tym razem tylko dla mnie ;]
W rekordowo krótkim czasie (niecałe dwa tygodnie- cud nad Odrą, normalnie!) pierwsza część odcinka.
XXVII
Najcięższa walka
Część pierwsza
4 III
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2711.jpg
Była w trakcie ostatnich przygotowań- poprawiała makijaż, po raz któryś jeszcze raz czesała włosy, pomimo że ledwo wyschnięte były puszyste, błyszczące i wcale nie wymagały tego wielokrotnego zajmowania się nimi. Podobnie było w przypadku umalowanych ust i oczu.
Ta pedantyczna wręcz dbałość o szczegóły została wywołana zapewne przez jej podenerwowanie. Za parę godzin miało wszystko stać się jasne - czy jej mąż będzie skazany i na jaki okres czasu, i czy on przypadkiem nie skaże jej na dożywotnią samotność. Bała się obu tych wyroków, jednak z oczywistych przyczyn tego drugiego najbardziej.
W końcu nerwy jej trochę opadły, spakowała dastusiątka do auta i pół godziny później oddała je w ręce swojej najbardziej zaufanej niani, Annie Wronie, z domu Muchomorek.
Gdy bordowy Renault minął tabliczkę z przekreślonym napisem „Halinów” wróciła dawna trema. Nie miała od razu pojechać pod sąd. Czekało ją jeszcze spotkanie z Bartkiem.
Rudek wyrobił się z tłumaczeniem w wyjątkowo krótkim czasie, ona sama postarała się o to samo ze swoją partią materiału. Kosztowało ją to wiele sił i nerwów, ale czego się nie robi dla słusznej sprawy? Szczególnie jeśli jej wagą jest dalszy los małżeństwa.
Wcześniej zawiadomiła swojego, hm… znajomego, że zamierza go odwiedzić. Uczyniła to poprzez krótką wymianę SMS-ów, bowiem nie miała ochoty z nim rozmawiać. Biedaczek co prawda próbował ją jakoś zagadać, ale ona wyraźnie dała mu znać, że nie ma na to ochoty i prawdopodobnie już nigdy nie będzie miała (ale czy to drugie przyjął do wiadomości pozostaje kwestią sporną).
Zaparkowała jak zawsze przed blokiem, gdzie mieściło się jego mieszkanie. Wysiadając, szybko złapała torebkę, po czym jeszcze szybciej zamknęła samochód. Miało to co prawda potrwać chwilę („Oddam mu to i spadam”), ale ostrożności nigdy za wiele. Wzięła głęboki oddech i żwawym krokiem podążyła w stronę wejścia.
***
Spodziewała się, że będzie jej oczekiwał, stało się jednak inaczej. Zanim łaskawie pojawił się w drzwiach minęły z dobre dwie minuty. Odetchnęła z ulgą gdy usłyszała zgrzyt zatrzasku w czarnych drzwiach. Przywitał ją z uśmiechem, mówiąc:
- O, cześć! Tak myślałem, że to ty.
- Cześć… Już myślałam, że cię nie ma. Tak długo nie otwierałeś…
- Wybacz, byłem w łazience kiedy dzwoniłaś.
- Dobra, nieważne. Proszę- w tym momencie wyciągnęła z torby ową teczkę z kilkunastoma kartkami zapisanymi aż po brzegi.
- Dzięki. Wiesz, nie myślałem, że zajmie ci to tylko tyle czasu… Może wejdziesz?
„Wiedziałam…”
- Nie, dzięki. Spieszę się. Za pół godziny mam być w sądzie.
- Tylko na chwilę… Usiądziemy, spokojnie pogadamy, bo ostatnimi czasy chyba nie miałaś na to zbytnio czasu.
- Owszem, i tak samo jest teraz.
- To pozwól mi się chociaż odprowadzić.
Zgodziła się. Nie miała nic do stracenia.
Gdy doszli do jej samochodu, Bartek ni stąd ni zowąd zawołał:
- Chyba złapałaś gumę…
Zdziwiło ją to i po troszku przestraszyło. Uważnie przyjrzała się temu kołu i stwierdziła, że miał rację. Ani grama powietrza.
- Jest stąd w najbliższym czasie jakiś autobus na Lipcową?*
- Właśnie w tym problem, że nie. Może dopiero za jakąś godzinę… Ale wiesz co? Mógłbym cię tam podrzucić, to żaden kłopot. Dobrze wiem, gdzie jest sąd.
Wiedziała, że to jedyne rozwiązanie, ale nie chciała się zgodzić. Gdyby to nie on proponował- bez wahania powiedziałaby „tak”. Ale jemu nie mogła do końca zaufać. Nie po tym co się stało.
- Wiesz co, to może wysadzisz mnie przy skrzyżowaniu ulic Lipcowej i 3 maja? Potem ja już sobie dojdę- uznała to za najlepsze wyjście.
- Tylko wiesz co, zdaje mi się, że robią tam teraz drogę. Będziemy musieli jechać troszkę naokoło.
- Dobra, byleby w ogóle tam dotrzeć- coraz bardziej martwiła ją ta cała sytuacja.
- To poczekaj tu chwilkę, ubiorę się i skoczę po kluczyki.
W międzyczasie ona postanowiła zawiadomić ojca. Wybrała jego numer po czym rozpoczęła rozmowę.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2712.jpg
- No, co tam, córciu?
- Słuchaj, miałam taki mały wypadek- złapałam gumę. Stoję obecnie na parkingu przed blokiem Bartka i czekam na niego. Ma mnie dowieść pod sąd. Potem będę musiała zabrać się z tobą.
- OK, nie ma sprawy.
- Aha, mogę się troszkę spóźnić. Podobno drogę tam robią i są objazdy.
- Hm, nic mi o tym nie wiadomo, ale dobra. Na sali siądę gdzieś w widocznym miejscu, żebyś mnie widziała. Ewentualnie zobaczymy się na korytarzu.
- Dobra, jakoś cię tam znajdę. Pa!
- Pa!- odparł jej ojciec, po czym rozmowa została ostatecznie zakończona. W tym samym momencie dostrzegła mężczyznę z kluczykami. Wskazał jej ręką, żeby za nim poszła.
Z pewnym niepokojem w sercu wsiadła do auta. Torebkę dała na dół, między nogi i zapięła pasy. Podobnie uczynił kierowca, po czym samochód ruszył.
W pewnym momencie stwierdziła, że droga zaczyna się strasznie wydłużać, objazdu nie widać, a za parę minut miała być na miejscu.
- Spokojnie, jeszcze kawałek- pocieszał ją mężczyzna siedzący obok.
Już mieli skręcić w prawo gdy okazało się, że na tej długiej ulicy ciągnął się równie długi korek, co było o tej porze typowe dla stolicy.
- To może ja już wysiądę?- zapytała
- Daj spokój, znam inne skróty- powiedział, uśmiechając się
- No niech będzie, byleby jak najszybciej tam dotrzeć!
- Jak sobie życzysz…
***
14.55 - jeszcze jej nie ma.
Wiktor miał nadzieję, że jednak jej obawy co do spóźnienia okażą się niesłuszne. I z przykrością musiał stwierdzić, że tym razem to jego dziecko miało rację.
Sam się sobie dziwił, że się tak o nią martwi. Lily nie była małą dziewczynką, która potrzebowała nieustannej uwagi swojego taty. Skąd więc u niego takie dziwne obawy?
Już chciał wyciągnąć telefon, dzwonić do niej gdy stwierdził, że to głupie. Rzeczywiście pewnie zbyt się przejmuje. Przecież poradzi sobie - jest dorosła i wie co robi.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2713.jpg
Jeszcze raz obejrzał się w lewo i w prawo czy żaden samochód nie nadjeżdża (stał przez budynkiem) i gdy stwierdził, że nic takiego nie ma miejsca, udał się do środka.
***
Rozprawa rozpoczęła się z pięciominutowym poślizgiem. Lily nadal nie było.
Teść oskarżonego, który siedział całkiem blisko niego bez problemu dostrzegł, że i on jest zdenerwowany. Rozgląda się nerwowo po sali wyszukując twarzy ukochanej. Im dalej zmierza jego wzrok, tym bardziej jest zawiedziony. Wiktor doskonale wiedział co on czuje. Na rozprawie, w której to on siedział na miejscu Dustina zachowywał się dokładnie tak samo chociaż wiedział, że nie zobaczy w pomieszczeniu żadnej znajomej twarzy.
W pewnym momencie oskarżony zatrzymał swój wzrok na nim. Ze zniecierpliwieniem widniejącym na coraz bardziej zawiedzionej twarzy bez słów pytał, gdzie jest Lily. Wiktor musiał ze smutną miną wzruszyć ramionami. Potem tylko z żalem obserwował jak jego zięć opuszcza głowę w dół i ciężko wzdycha.
A ona ciągle się nie pojawiała….
Koniec części pierwszej.
_________
* nazwy ulic wszędzie zmyślone ;)
Pierwsza!
Sama nie wiem co myśleć. Z jednej strony nie sądzę, by Bartek miał jakiś diabelski plan porwania Lily, ale z drugiej nigdy nic nie wiadomo. Chociaż wydaje mi się, że obojętnie jak by nie było wypuszczą Dustin'a na wolność. To byłoby ciekawe, rozgniewany Dustin poszukujący porwanej przez swojego życiowego wroga żony.
Ogólnie jedyny błąd jaki wyłapałam to:
W końcu nerwy jej trochę opadły, spakowała dastusiątka do auta i pół godziny później oddała jej w ręce swojej (...)
Oddała je. A poza tym jest w porządku.
Cieszę się, Liv, że tym razem udało ci się w miarę szybko wstawić odcinek. Chociaż spodziewałam się czegoś nieco innego odcinek i tak jest świetny :)
Volturia
05.01.2010, 21:48
Nie nie nie!!!
Ja chcę wiedzieć co się stało! ( między L. a B w samochodzie...? ;) )
ohh, Livka. Teraz masz tydzień i czekam na część druga ;D
Szkoda, że tak krótko. Niech stanie się coś dramatycznego i zarazem pięknego ;]
Może być nawet korzystne dla małżeństwa naszej blondynki, niech stracę ;p
Ale liczę na Barka ( j a k i m p r a w e m n i e ma j e g o z d j ę ć !?)
Pisz kobieto, bo jeszcze nigdy tak ciekawa nast. odc. nie byłam!
Pozdrawiam i ponaglam, VOLT ;]
ptasie mleczko
05.01.2010, 22:28
:O Ty to jednak szczwana bestia jesteś, tak zaostrzyć człowiekowi apetyt, wiesz kiedy przerwać, żeby spotęgować ciekawość. Mam kilka wersji co może się wydarzyć, zobaczymy która się ziści, jeśli w ogóle któraś. Biedny Dastulek <przytula> Ja tam nie wierzę wcale, że ta opona ... ta guma ... akurat tam przypadek, może jestem uprzedzona do tego Bartusia ale on mi się nie podoba B) Trzymam kciuki, żeby Dastusia wypuścili i on wtedy już będzie wiedział jak sobie z natrętem poradzić B)
Charionette
06.01.2010, 15:01
<szok> :O
Takiego obrotu się nie spodziewałam :P
Brawa :D
Czekam na część II :)
Pozdrawiam
W końcu się zebrałaś :P.
Niezły odcinek. Ależ z tego Bartka uparciuch. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby specjalnie wiózł Lilkę naokoło :P.
Swoją drogą nieźle ją przerobiłaś. Zupełnie inna dziewczyna :P. Już nie wygląda na taką mamuśkę :D. Naprawdę jej ślicznie. Fajna fryzura.
Szkoda mi tylko Dustina. Facet jest podłamany. Nic dziwnego, jak jego żona się spóźnia... Mam nadzieję, że Lilka dotrze jak najszybciej do sądu a Dustina wypuszczą :P. Już on będzie wiedział jak utemperować zapędy Bartka :D. Byle tylko znów się w coś nie wpakował ;).
Pisz szybko! :P
Raz jeszcze dzięki za wszystko. Od tego momentu akcja w bardzo szybkim tempie zaczyna zmierzać do końca "Szansy".
XXVII
Najcięższa walka
Część druga
- … skazuje na karę pozbawienia wolności lat trzech, w zawieszeniu na dwa lata. Wyrok jest prawomocny.
Ogarnęła go wewnętrzna radość. To było jak eksplozja. Po prostu spuścił głowę i nie mógł wierzyć. Wszyscy co prawa liczyli na to, że właśnie taki wyrok dostanie, ale on sam jakoś nie był co do tego przekonany. Był przygotowany na najgorsze, a że to nie nadeszło, pozostało mu tylko skakać z radości. Dziękował Bogu za tę szansę. Przyrzekł samemu sobie, że będzie na siebie uważał, by przypadkiem nie odsiedzieć wyroku. Oczami wyobraźni widział dyplom ukończenia studiów ze swoim nazwiskiem, swoje nowe miejsce pracy w Polsce, Lily przygotowującą mu śniadania, Tanię rzucającą się mu w ramiona, gdy wróci z pracy, Wiktorka, którego będzie mógł uczyć chodzić, rozmowy o interesach z teściem… Nagle życie wydało się być takie piękne!
W końcu podniósł głowę i rozejrzał się po sali. Szara rzeczywistość wytrąciła go doszczętnie z krainy marzeń, a tym samym na jego twarz wróciło zawiedzenie. Widział uśmiech teścia, który przez całą rozprawę dzielnie mu kibicował, ale było mu przykro, że nie widzi go na twarzy ukochanej. A właściwie, że w ogóle jej nie widzi.
Przecież zapewniała go, że będzie. W końcu- dlaczego miałaby nie być?
Niby cieszył się, ale to nie była pełnia szczęścia. Zakłócało ją zmartwienie co się z nią stało. Nie wierzył, że zapomniała, nie ona... Może z jakiegoś powodu nie była w stanie dotrzeć? Postanowił zapytać o to teścia.
Spotkali się w holu. Wiktor zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że musi się teraz „zaopiekować” swoim zięciem. Normalnie zrobiłaby to za niego Lily, ale niestety nie mogła.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2721.jpg
Zdenerwowany Dustin już chciał pytać go, ale ten, spodziewając się co zięć zamierza powiedzieć, wyprzedził go z odpowiedzią:
- Próbowałem się do niej dodzwonić przed chwilą. Chyba wyłączyła telefon, bo nie odbiera. Ale przed rozprawą rozmawiałem z nią. Złapała gumę i powiedziała, że Bartek ją tu podrzuci.
- No tak- stwierdził z dezaprobatą. Nie sposób ustalić na kogo bardziej był wściekły- czy na Lily czy tego piep******* Bartka, który nie chce jej dać spokoju- Tato, mógłbym pożyczyć twój samochód?
- Podejrzewasz o coś Bartka?
- Owszem. Muszę jechać to wyjaśnić.
- Ale wpierw jedziemy do więzienia po twoje rzeczy, tak?
- Tak.
- Potem wstąpimy po dzieciaki. Dopóki nie wrócicie zajmę się nimi.
- Wielkie dzięki. Za wszystko.
- Nie ma sprawy, naprawdę. Martwię się o nią. Zresztą ty pewnie też.
- Obawiam się, że Bartek mógł jej coś zrobić- powiedział- Niech ja go tylko dorwę...
- Pamiętaj- dostałeś zawiasy, musisz uważać co robisz.
- Jakoś to załatwię. Byleby Lily była cała i zdrowa.
Potem wyszli z budynku sądu, zaliczyli więzienie i pojechali do Halinowa.
***
Wszyscy obecni w owym czasie w domu z wielką radością przyjęli w swoje progi Dustina. Ania, przykładana pani domu, już chciała częstować przybyszy kawą i ciastem domowej roboty, ale ci wyjaśnili jej co jest grane. Ona rozumiejąc powagę sprawy i jej znaczenie nie proponowała już nic więcej. No, może prócz koniecznego zobaczenia się Dustina ze swoimi maleństwami.
Tania Tereska, bystre dziewczątko, zaraz zdała sobie sprawę z tego, że w kuchni coś się dzieje. Ciocia, dziadek (no właśnie- skąd tu dziadek?) i momentami inny, ale skądś znany jej głos, z przejęciem o czymś rozmawiali. Już chciała zobaczyć co się dzieje, gdy nagle drzwi się otworzyły a w nich okazała się wysoka postać.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2722.jpg
I chociaż jego głosu do końca nie rozpoznała, to jednak wiedziała, kogo ma przed sobą. Momentalnie rzuciła się ku ojcu.
Gdy wpadła w jego ramiona, ten nie był w stanie powstrzymać łez wzruszenia i zarazem radości. Słyszał jej dziecięcy bełkot i chociaż jedynym słowem jakie był w stanie zrozumieć było „tatuś”, to wiedział, ile szczęścia musi być zawartego w całej tej rozległej dziecięcej mowie. Sam chciał coś powiedzieć, ale nie był w stanie zdobyć się na wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa po polsku. Gdyby go rozumiała, powiedziałby jej to wszystko po angielsku- że tęsknił, że za parę miesięcy już będzie z nimi już na zawsze (wszak musiał jeszcze ukończyć studia) i to, jak bardzo ją kocha. Miał tylko nadzieję, że chociaż nic nie mówi, to jego maleństwo rozumie wszystko.
Całej scence przyglądało się rodzeństwo Muchomorków.
- Wiesz, że zazdroszczę Tanii?- zagadnęła Ania
- Wiem, wiem. Ja po troszku też... Dziewięciolatek odczuwa brak ojca równie mocno jak małe dziecko. Tym bardziej, że ja byłem do niego przywiązany. Ty nigdy nie wiedziałaś co straciłaś- miałaś lepiej.
- Może i tak, ale myślisz, że kiedy pytali cię „co się stało z twoim tatą?” było mi przyjemnie? Tania i Wiktor przez jakiś czas nie mieli ojca ale w końcu go odzyskali.
- Tak jak Lily... Im bardziej ta historia idzie do przodu tym bardziej zdaję sobie sprawę, że Dustin jest w niej coraz bardziej podobny do mnie. Dlatego też tak dobrze rozumiem co on teraz czuje, kiedy tuli do siebie Małą. Tylko boję się, czy coś nie zakłóci ich szczęścia...
- Co masz na myśli?
- Dustin podejrzewa, że ten cały Bartek może coś zrobić Lily.
- Ah, rozumiem- zakończyła siostra, w głębi duszy jednak zastanawiając się, co Dustin ma na myśli.
Potem zaprowadzili młodego ojca do pokoju obok, gdzie w łóżeczku spał słodko Wiktorek. Ten zaś stanąwszy przy kołysce wręcz nie mógł się napatrzeć. Widok chłopca całkowicie go rozczulił. Najchętniej wziąłby go teraz na rączki i wyściskał tak jak jego starszą siostrę, ale pocieszał się myślą, że nadrobi innym razem. Nadrobi wszystko.
Potem, zgodnie z zapowiedziami odstawił teścia z dastusiątkami do domu, a sam ruszył w drogę. Wpierw pod bartkowy blok.
***
Na parkingu bez większych problemów znalazł samochód Lily. Przyjrzał się dokładnie owej „gumie”. Jak się okazało, ktoś perfidnie czymś ostrym przebił koło samochodu.
Teraz nie miał najmniejszych wątpliwości- zaczęło się. Ciarki mu przeszły po plecach. Co oni chcą zrobić biednej Lily?
Szybko udał się do wejścia, tam na liście lokatorów znalazł odpowiednie nazwisko i poszedł szukać drzwi z podanym numerem.
Zapukał pierwszy, drugi raz. Żadnej odpowiedzi. Postanowił sprawdzić, czy chociaż drzwi są otwarte. Miał nadzieję, że zostawili mu jakiś trop.
Jak się okazało, po naciśnięciu klamki ukazywało się żółte wnętrze mieszkania. „Ach, ta dezorganizacja!”- pomyślał, przekraczając próg. Rozglądnął się po salonie- nic. Wszedł do kuchni. I tu jego uwagę przykuła biała kartka i dołączone do niej zdjęcie.
Znów ogarnął go strach. Znał to miejsce doskonale. Że też właśnie tam porywacze zdecydowali się zabrać i ją!
Wybiegł z mieszkania ile sił w nogach. Na dworze robiło się coraz ciemniej, dochodziło wpół do siódmej. Zaczął się bać, że nie zdąży, że być może nawet nie zastanie jej tam żywej- zależy co ci dwaj szaleńcy wymyślili. Zdając się na swoją pamięć pojechał w tamtym kierunku. W myślach tylko błagał żonę, żeby wytrzymała.
***
- Bartek, gdzie my jesteśmy?- zaczęła panikować- Nigdy wcześniej tu nie jechałam!
Jej towarzysz milczał jak głaz. Skupiał się tylko i wyłącznie na drodze.
- Odpowiedz!- szturchnęła go lekko za ramię.
- I tak ta wiedza cię nie uratuje- odparł złowieszczo.
Zamarła. Właśnie skręcali w jakąś leśną drogę.
Teraz rozumiała wszystko. Mieli od początku do końca wszystko zaplanowane. Nie było żadnej gumy czy remontowanej drogi. To były tylko preteksty by ją tutaj zwabić. Żeby ją porwać...
Gdy zdała sobie z tego sprawę, niemal ogarnął ją szał. Zaczęła płakać i krzyczeć wniebogłosy.
- Wypuść mnie stąd! Zatrzymaj się! Chcę wysiąść!
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2723.jpg
- Dla ciebie już nie ma ratunku, Lilka. Ale spokojnie- jeszcze tylko trochę i koniec tej męki.
- KONIEC?! JAKI KONIEC?! CO CHCECIE ZE MNĄ ZROBIĆ?!
- Spytaj Szymona, bo to on się tobą będzie zajmował.
Wiedziała, kim jest Szymon. Dustin jej to wszystko powiedział...
No właśnie! Dustin...
Być może wraz z tatą zamartwia się co się z nią dzieje, snuje przypuszczenia co do powodu jej nieobecności... Może nawet podejrzewa Bartka?
Może rozprawa się już skończyła i dostał wyrok? A potem miałaby do niego trafić wiadomość o jej śmierci? Poza tym, co z dziećmi?
A może jednak dostał te zawiasy i teraz próbuje ją znaleźć... Tak bardzo by chciała, żeby tak było! Ale co jeśli siedzi teraz w swojej celi i jedyne co może zrobić to martwić się o nią?
Samochód się w końcu zatrzymał. Natychmiast dostała rozkaz wysiadki. Szybko spróbowała wygrzebać z torebki komórkę- przyda jej się, o ile nie uda im się jej zabrać.
Rozejrzała się wokoło. Przed nią był jakiś stary magazyn, położonych chyba dokładnie w sercu lasu. Z pewnością opuszczone magazyny nie wróżą nic dobrego...
Spodziewała się co czeka ją w jego wnętrzu, tylko nie wiedziała, kiedy ma to nastąpić. Jeśli będzie się przeciągać jest szansa, że Dustin zdąży, jeśli „braciszek” załatwi to od razu oszczędzi jej cierpienia.
Z ciężkim sercem i zamglonymi oczyma poszła, prowadzona przez Bartka, ku bramie do śmierci, jak jej się przynajmniej wydawało...
***
Wspięli się po schodach na piętro, a następnie kazał jej iść do drugiego pokoju po lewej stronie.
- Nie próbuj uciekać, bo i tak ci się to nie uda- przestrzegł ją tylko, po czym zszedł po schodach na dół.
Chcąc nie chcąc musiała chwycić za klamkę.
W tym z pewnością nieprzyjemnym pomieszczeniu oprócz kanapy i kilku innych klamotów dostrzegła ciemną postać.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2724.jpg
Siedział sobie na kanapie i gapił się w drzwi. Gdy weszła do pokoju, zaraz zwrócił się do niej.
- Witam panią- ton jego głosu miał za zadanie brzmieć na tyle przyjaźnie na ile się dało- proszę się czuć jak u siebie w domu.
Przez głowę przeleciało jej coś w stylu „jak można porównywać taką dziurę do ciepłego, przytulnego domu?”
- Rozwiewając pani wątpliwości, jestem Szymon Korzeniowski, brat Bartłomieja.
- Domyśliłam się- odparła niechętnym tonem.
- Miło słyszeć. Mój brat co nieco mi o pani opowiedział, pani Wing. Pani męża również znam w dość dobrym stopniu. Być może pani też coś o mnie wie z relacji mojego brata czy może nawet i pani męża. Jednak stwierdziłem, że warto byłoby panią lepiej poznać, nie sądzi pani?
W odpowiedzi otrzymał milczenie.
- Cóż, w takim razie może ja zacznę. Czy długo pani zna pana Winga?
- Po co panu to wiedzieć?- zapytała
- Znajomość pewnych okoliczności i szczegółów może mi być bardzo przydatna. Chodzi mi o to, czy pan Dustin ma do pani aż tyle zaufania.
- To mój mąż, ufa mi bezgranicznie!- wypaliła
- A czy uważa pani, że tak zareagowałby na widok tych zdjęć?
Do jej rąk trafiło kilka fotografii, bardzo jednoznacznych.
- Może nie jestem zbyt dobrym fotografem, ale moje modele i sceny naprawiły wszystko.
Coraz większe zdziwienie pomieszane ze wściekłością rysowało się na jej twarzy. Nie mogąc go wytrzymać, podarła wszystkie zdjęcia w drobne strzępy.
- Och, proszę się nie krępować, mamy jeszcze jedną parę odbitek specjalnie dla pani męża.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Uszło z niej całe życie; ręce zamarły w bezruchu, usta zostały szeroko otwarte, tylko z jej oczu zaczęły płynąć łzy bezsilności.
- Człowieku, dlaczego mnie jeszcze nie zabiłeś?!- krzyknęła w rozpaczy
- Ależ pani Lilio, proszę się uspokoić! Kto pani powiedział, że chcę zrobić coś takiego?
- A niby po co mielibyście mnie tutaj zwabiać?
- Póki co tylko z panią rozmawiam, więc nie wiem skąd takie tragiczne myśli u pani. Proszę sobie usiąść, uspokoić się... A może ma pani ochotę na herbatę albo kawę? Przepraszam, że dopiero teraz o to pytam, ale jestem dzisiaj trochę nierozgarnięty.
- Tak, proszę- odparła
Gdy mężczyzna zniknął za drzwiami w pośpiechu wyciągnęła komórkę i nerwowo próbowała napisać SMS-a. Miała z tym spore trudności, bowiem ręce jej się trzęsły. W miarę szybko udało jej się wystukać na klawiaturze „help” i potem jeszcze szybciej spróbowała wybrać odbiorcę. Pierwszego na liście miała Dustina. Z nadzieją wpatrywała się w jego imię...
- O, widzę, że mój brat nie dopilnował, by zabrać pani tę zabawkę. Proszę mi to oddać. Widzi pani, nie chciałbym, aby ktokolwiek nam przeszkadzał w rozmowie.
Spojrzała jak wryta na przybysza. W jednej ręce trzymał filiżankę z parująca herbatą, drugą wystawiał w jej stronę.
- Nie chce pani po dobroci, w takim będę musiał użyć siły...
Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, rzucił się na jej telefon. Próbowała go jakoś schować, ale on okazał się silniejszy. Chwilę później komórka leżała po drugiej stronie stolika stojącego obok części kanapy, na której siedział Szymon.
- Proszę się częstować- spokojnym tonem wskazał na herbatę.
Teraz, nie mając już nic do stracenia, sięgnęła po filiżankę. Zrobiła łyka. Wcale nie była taka zła, nawet można powiedzieć, że jej smakowała.
- A więc kontynuujmy...- zaczął- Czy długo jest pani żoną pana Winga?
Postanowiła normalnie odpowiadać. W końcu, co jej szkodziło? Jej rozmówcy wiedza ta na nic się nie przyda, a ona i tak nie ma (znowu!) nic do stracenia- przecież i tak źle skończy i tak.
- Czy według pana cztery lata to długo?
- Hm, być może. Ale z tego co wiem tak naprawdę nie macie jako takiego życia małżeńskiego. Pani jest w Polsce, mąż za granicą, widujecie się rzadko... Cztery lata to tylko teoria.
- Niestety.
- Ale podobno w tak krótkim czasie dorobiliście się gromadki dzieciaków.
- Można tak powiedzieć, jeżeli słowem „gromadka” da się określić dwójkę dzieci.
- Proszę mi coś o nich opowiedzieć.
- Starsza, Tania, w tym roku skończy trzy latka. Wiktorek ma zaledwie cztery miesiące. Muszę się nimi cały czas opiekować, dlatego pracuję w domu.
- Pomaga ktoś pani?
- Tak, mój tata i rodzina ciotki. Dzięki nim czuję, że żyję. Mogę od czasu do czasu wyrwać się na zakupy, skoczyć do biura coś załatwić... Ale i tak całą swoją uwagę staram się poświęcać im. Małe dzieci potrzebują dużo miłości. Kiedy byłam mała, zawsze mi jej brakowało, dlatego wiem jak bardzo to jest ważne.
- Miłość jednego z rodziców wystarcza?
- Nie, nie wystarcza. Zawsze człowiekowi będzie brakować tej „drugiej połówki”. Strasznie współczuję moim dzieciom, bo przez jakiś czas będą musieli przeżywać to samo co ich rodzice. Nie chcieliśmy do tego dopuścić, ale stało się.
- Dlaczego to samo?
- Pierwsze lata swojego życia spędziłam w sierocińcu. Moja mama zmarła przy porodzie. Tata, nie mogąc się ogarnąć po jej śmierci, zostawił mnie pod opieką obcych ludzi. Nie mówię, że byli źli, ale nigdy nie byli w stanie mi zastąpić prawdziwej rodziny. Potem w wyniku zbiegu okoliczności tato zaopiekował się mną. Niby nigdy mi niczego nie brakowało, kochał mnie, ale jednak zawsze czułam coś w rodzaju pustki. Podobno więź matki z dzieckiem jest najsilniejsza...
- Bo jest...- wtrącił nagle, przyciszonym głosem
- Coś nie tak?- przerwała
- Nie, wszystko w porządku. Proszę dalej opowiadać.
- Dustin nie miał ojca. Stracił go w młodym wieku. Jego matka była alkoholiczką, prawie wcale się nim nie zajmowała. Rodzinnego ciepła szukał w gronie starszych kolegów, tam nabierał, często złych, wzorców. Wszystkie nasze przeżycia skumulowały się teraz na Tanii i Wiktorku. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy dało się temu zapobiec, czy nie. Jedno wiem na pewno: dopóki nie jesteśmy wszyscy razem, nigdy nie będzie do końca dobrze.
Odwróciła głowę w stronę wsłuchanego Szymona. Jego głowa opadała, wydawał się być zamyślony. Przyjrzała mu się uważniej. Jej opowieść doprowadziła go... do łez.
Wiedziała, dlaczego. Pamiętała burzliwą historię Bartka, w której pojawiał się, choć starszy, ale tak samo skrzywdzony, Szymon. Pamiętała, jak opowiadał jej o jego sprzeciwach, sądach, jakie urządzał ojczymowi. Dorośli też go skrzywdzili, tak samo jak i ją...
W pewnym momencie podniósł się z siedziska i skierował w jej stronę. Lily, nie wiedząc o co mu chodzi, zrobiła to samo. Po jego minie doskonale było widać, że coś w nim drgnęło. Może nawet odezwało się jego sumienie i zaraz powie jej, żeby wróciła do swoich maleństw, bo potrzebują mamy? Tak bardzo chciała to usłyszeć. Nic takiego jednak nie nastąpiło...
Gdy stanął od niej na odległość wyciągniętej ręki, postanowiła powtórzyć swoje wcześniejsze pytanie:
- Szymon, wszystko w porządku?
W jej głosie dało się słyszeć troskę, jakby całkiem zapomniała, że rozmawia z kryminalistą, który jest w stanie zabić z zimną krwią. Miała przed sobą normalnego człowieka, który też ma uczucia, potrafi kochać i jest wrażliwy na krzywdę ludzką.
W jego oczach widziała smutek, chwilę później znów po jego policzkach zaczął spływać potok łez. Zwlekał z odpowiedzią i to ją niepokoiło. Co się teraz dzieje w jego duszy?
Ból. Nagle tylko to była w stanie czuć. Lewy policzek zaczął piec ją niemiłosiernie.
Spojrzała ze zdziwieniem na niego. Zrobił to. Następnie powtórzył to samo, tylko, że mocniej. Momentalnie poczuła zimno podłogowych desek. Jedną rękę miała przy twarzy, drugą próbowała się podnieść, co skutecznie uniemożliwił jej oprawca.
Dwa mocne kopnięcia. Zaczęła się zwijać z bólu, a ten z każda chwilą przybierał na sile. Zaczęła krzyczeć, błagać, by przestał, oczy miała już dawno zamglone od łez, zaczęły pojawiać się pierwsze rany.
- No nie leż tak, wstawaj!- rozkazał wściekłym tonem
Podjęła próbę podniesienia się. Ku jej zdziwieniu zakończyła się sukcesem. Jednak ledwo co udawało jej się utrzymywać na obolałych nogach.
Nie postała długo. Oprawca wręcz rzucił nią o ścianę tak, że walnęła o nią, wcale nie tak słabo, głową. Tylną część czaszki przeszył piekielny ból, czuła, że więcej nie wytrzyma. Niemal każda część ciała ją bolała. Cierpiała okrutnie.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2725.jpg
- Dlaczego mi to robisz?! - zawołała w pewnym momencie żałosnym głosem.
Przestał. Chociaż na chwilę. Chciała zobaczyć co się z nim teraz dzieje, ale nie miała na to siły. Bronienie się przed ciosami całkowicie ją wyczerpało.
- Dlaczego?!- krzyknął w furii- Bo jestem jak skrzywdzone dziecko, któremu zabrano tatę i mamę, którą najbardziej w świecie kochało! To dla niej porwałem tą małą. Chciałem mieć pieniądze by ją wyleczyć z tego piep******* raka. Tak bardzo chciałem, żeby żyła! Wtedy to było moje jedyne marzenie!
Słuchała tego jak zahipnotyzowana. Jakże on musiał kochać swoją mamę!
- Ale ten suk*****, Dustin, przeszkodził mi w tym! Nie dostałem okupu, nie było operacji i zmarła! Zostawiła nas na pastwę losu!
Skoro ona nie żyje, dlaczego miałbym ciebie zostawić przy życiu? Niech maluchy się przekonają, jak jest nie mieć mamy!
I dostała po raz kolejny.
- Wystarczy!- usłyszała znajomy głos- Popatrz, jak ona wygląda!
- Ale ciągle żyje!- odparł drugi- Dopóki nie zdechnie, nie przestanę!
- Naprawdę nie wystarcza ci ile się nacierpiała?
- A nie pamiętasz już cierpienia twojej matki? Już zapomniałeś, jak wyglądała na początku choroby a jak pod koniec?
- Ale to nie ona tu zawiniła!
- Tylko niby kto?
- TY, Szymon! Wszystko to było twoim pomysłem! Porażka też jest twoją zasługą!
-Ty skur******, jak możesz?! Bronisz tej dziw**, zamiast rodzonego brata?!
- Myślisz, że będę bronił twojej głupoty tylko dlatego, że przyszło mi mieć takiego brata?
- Ku***, zabiję cię!
Po tych słowach rzucił się na niego z pięściami. Postanowiła spróbować uciec. Wiedziała, że nie przyjdzie jej to łatwo, ale musiała spróbować.
Coś dodawało jej siły. Udało jej się doczołgać do stolika i zabrać stamtąd telefon. Gdy była już przy potencjalnym wyjściu, obejrzała się za siebie. Oboje krzyczeli, Bartek próbował się bronić, ale widać było przewagę starszego z nich. Z jednej strony przykro jej się zrobiło na myśl, że jest wobec tego bezsilna ale z drugiej, pewnie Bartek chce, żeby to zrobiła, żeby uciekła.
Gdy znalazła się na korytarzu, prędko się rozejrzała w poszukiwaniu jakiegoś ukrycia. Najlepszym rozwiązaniem wydał jej się jeden z pokoi, najlepiej oddalony jak najdalej od tego, z którego właśnie wyszła. Dotychczas będąc na kolanach, spróbowała stanąć na nogi. W ciągłych bólach doszła do drzwi. Najciszej jak tylko się dało postanowiła je otworzyć. Udało się! Widząc kluczyk w dziurce, poczuła się jak w siódmym niebie. Przez jakiś czas była bezpieczna.
Ale to nie był koniec kłopotów- okazało się, że kluczyk był wsadzony tylko dla zmyłki! Przeraziła się tym odkryciem i gorączkowo próbowała się wcisnąć w kąt. Nie udało się- obolałe kończyny odmówiły posłuszeństwa. Musiała się zadowolić swoją obecną pozycją.
Dochodziło za piętnaście siódma. Była taka szczęśliwa mogąc odczytać to na telefonie. Z pewnością teraz wysłałaby SMS-a, ale swoimi zakrwawionymi palcami ledwo co mogła wcisnąć jeden przycisk na klawiaturze. Postanowiła wykonać telefon. Wybranie numeru i wciśnięcie słuchawki na klawiaturze nie sprawiło jej wiele bólu. Podenerwowana i przestraszona zarazem przystawiła telefon do ucha.
Znów wybrała jego numer. Cały czas miała nadzieję...
Serce jej waliło jak młotem. Teraz mogło się wydarzyć dosłownie wszystko- mógł wejść Szymon, skończyć z nią, Dustin mógł nie odebrać, albo wręcz przeciwnie- mogła za chwilę usłyszeć jego głos.
Znowu się udało! Odebrał!
Okropnie się ucieszyła słysząc go. Była uratowana!
- Lily, gdzie jesteś?- pytał z przejęciem
- Magazyn, w lesie- wydyszała, starając się podać tylko najistotniejsze informacje- Karetka, 2 osoby, policja...
- Dobrze, powiadomię. Zaraz tam będę. Błagam cię, wytrzymaj, Maleńka...- po jego głosie było słychać, że płacze
Usłyszała kroki w głębi korytarza. Zdenerwowana, słabym głosem krzyknęła tylko:
- Dustin, idzie tu!
I się rozłączyła.
- A więc tu się ukryłaś- powiedział, spoglądając na skuloną postać- Ładnie to tak zostawiać przyjaciela w potrzebie? A teraz chodź, potowarzyszysz mu w ostatnich chwilach życia...
Przestraszyła się. Czy on zabił Bartka?! Nie, to niemożliwe!
Jednak jej obawy potwierdziły się, gdy zaciągnął ją do tego obskurnego pomieszczenia. Niemal wszędzie była krew. Bartek leżał całkowicie bezwładnie, jakby już nie żył. Nie mogła w to uwierzyć. Jak ten Szymon mógł zrobić coś takiego własnemu bratu?! Tak zmasakrować to biedne ciało, które niczemu nie było winne...
Ale wiedziała, że dzięki niemu ona najprawdopodobniej będzie uratowana. Zrobił to dla niej. Można powiedzieć, że się nawrócił... Tak, on był PRZYJACIELEM!
W pewnym momencie oprawca wyszedł. Lily wykorzystała ten moment, by chociaż spróbować z nim porozmawiać. Nie wierzyła, że to koniec...
- Bartek...- odezwała się cicho
- Zadzwoniłaś, prawda?- odsapnął z trudem
- Tak. Uratują nas!- powiedziała z uśmiechem
- Ciebie. Ja nie dam rady...
- Nie mów tak!
- Lilka, ja wiem, po co tu przyszedłem. Ty masz malutkie dzieci, męża. Oni cię potrzebują, nie możesz ich zostawić.
- A ty?
- Mną się nie przejmuj. Zostałem sam na tym świecie, a mój brat musi ponieść karę. Tam... Tam będzie mama. Tam będę naprawdę szczęśliwy.
I w tym momencie posłał jej szczery uśmiech. Zdobył się na to, chociaż kosztowało go to sporo cierpienia.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2726.jpg
- Twoje miejsce jest tu - kontynuował. - Przepraszam za wszystko. Wiem...
- Nie przepraszaj, bo to ja będę miała wobec ciebie ogromny dług.
- Bądź po prostu szczęśliwa. To będzie zapłata.
- Dziękuję...- więcej nie zdołała powiedzieć, bo widziała, że zamknął oczy.
Nie słyszała jego oddechu, była zbyt daleko. Miała jednak nadzieję, że w miejscu, w którym się znajduje teraz nie ma już bólu i cierpienia.
- Co, pogadałaś sobie z trupem?- zadrwił oprawca, który zjawił się parę sekund później- To może moim butom też coś powiesz?
Znowu ból. Znowu się zaczyna. Musiała to znieść, pomoc jest już blisko...
Ale w pewnym momencie po prostu... odpłynęła.
***
Dużo, prawda?
No, no. Niezły odcinek ;).
Ciężko zrozumieć zachowanie Szymona. Kompletny palant. Jakbym go dorwała...
Bartek, no cóż, nawrócił się. Choć nie wiem, po co ją tam w ogóle przywlókł. Gdyby jej nie przywiózł, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Tak, jak dawno przewidziałam, Szymon stał za porwaniem Tani.
Piękna scena powrotu Dustina do dastusiątek :).
Szymon zabił własnego brata... Takich rzeczy się nie wybacza. Najchętniej zobaczyłabym go rozsmarowanego na ścianie przez Dustina, ale ten z kolei ma zawiasy, więc lepiej niech się za bardzo nie miesza :P.
Szybki koniec Szansy?! NIE! Ja tego nie przeżyję :P!
Oby następny odcinek był szybciej :P!
Ładne zdjęcia ;). Bartek na ostatnim ciekawie wygląda. Tak inaczej w nowej fryzurze :P.
Siedziała sobie na kanapie i gapił się w drzwi.
Albo "siedziała" i "gapiła się", albo "siedział" i "gapił się". Inaczej brzmi to komicznie ;)
- Tak, mój tato i rodzina ciotki.
Mój tata
Tato, nie mogąc się ogarnąć po jej śmierci, zostawił mnie pod opieką obcych ludzi.
Jak wyżej.
Prażaka też jest twoją zasługą!
Porażka :)
No nie... a jednak ją porwał. Ale jak mógł?! Przecież wiedział jaki jest jego brat :/ Chociaż ostatecznie starał się chronić Lily na końcu...
Wiedziałam, że wypuszczą Dustina - ha! Mam nadzieję, że zakończysz FS happy endem i Lilka nie zginie... to byłoby strasznie :-(
Ale generalnie bardzo ładnie wyszedł ci opis walki, nie tylko tej fizycznej, ale i wewnętrznej - narastający ból, wątpliwości, nadzieja. Takie opisy są zazwyczaj bardzo trudne, a tobie wyszły naprawdę rewelacyjnie. Przyznam, że na miejscu Lily nie zastanawiałabym nad jakimikolwiek uczuciami Szymona. Cóż, w sumie nie wiem czy Lilka powiedziała mu prawdę ze strachu (bo w chwilach stresu często ciężko o dobrą wymówkę ;)), czy naprawdę to była tylko kwestia nadziei. Albo raczej jej braku.
Jak by nie było po raz kolejny pokazałaś jak ciepłą i upartą osobą jest jasnowłosa. Ciepła - to wiadomo. Uparta - no cóż, mogła od razu się poddać i nawet nie próbować uciec. Ale nadal wierzyła, że Dustin jej pomoże. No i nigdy nie zaprzestałaby walki dla swoich dzieci... dla dastusiątek :)
Ps.
Właśnie mi się to w oczy rzuciło, że na pierwszym zdjęciu Lily jest inaczej ubrana niż na przedostatnim. Ale to tylko taki szczegół ^^
O, dawno mnie tu nie było. Przez ten czas tyle wydarzyło się w "Szansie". A ten odcinek... świetny. Dustin nareszcie w domu, Lily w tarapatach. Szymon - z jednej strony potepiam jego zachowanie, ale myślę, ze potrafię go zrozumieć. Miał trudne dzieciństwo, a to zwykle odbija się na psychice człowieka. Chciał się zemścić. Miał prawo. Ale nie mogę zrozumieć morderstwa własnego brata... No, teraz to się porobiło. Jeżeli Dustin dojedzie przed policją, to pewnie zmasakruje Szymona, a to nie będzie korzystna sytuacja dla pana Wing. Ciekawa jestem, co będzie z Lily. Na pewno nie umrze, bo byłoby to zbyt tragiczne. Chociaż kto wie. Pamietam jeszcze taki sen bodajże z drugiej części, gdzie Lily płacze nad grobem męża razem z Tanią. Czyżby miałoby się to spełnić? W końcu jest taka możliwość, że Szymon zabije Dustina... Gwarantowane łzy u wszystkich. W każdym razie, cokolwiek wymyślisz, będzie dobre. Tak zżyłam się z bohaterami Szansy, że nie jestem chyba gotowa na koniec. A może planujesz kolejną część? Mam nadzieję, bo uwielbiam Lily, Dustina, Tanię, Wiktora, Rudka i całą resztę. To co piszesz, jest po prostu klasą samą w sobie. A teraz czekam( ale nie z niecierpliwoscią) na spektakularny koniec Szansy...
Poprawione. Dzięki za wyłapanie :)
I w ramach wyjaśnienia: nie wspomniałam o tym w tekście, ale Lily zdjęła płaszczyk na czas rozmowy z Szymonem.
Cieszę się, że spodobało się Wam :) Odcinka spodziewajcie się po 29 stycznia. Do 14 lutego na 99% się pojawi ;) (chyba, że w czasie ferii będę się męczyć z brakiem weny, czego sobie nie życzę :|)
O, Pearl, dawno Cię nie było ;)
Hm, 4 kontynuacji "A neverending dream"-a raczej w dalszym ciągu nie będzie. Chociaż fakt- prowadzę tą historię już tyle lat i jeszcze bardziej niż Wy zżyłam się z bohaterami. Mam pomysł na kilkuodcinkowiec, który miałby wyjść po zakończeniu "Szansy", ale czy się ostatecznie zbiorę na to- nie wiem.
W planie mam taki "poważniejszy" bonus, ale on będzie na pewno po 29. odcinku. Ale na najbliższy czas też coś się wymyśli na rozładowanie tego napięcia panującego obecnie w FS ;)
@down: Dastuś w akcji będzie, ale później...
ptasie mleczko
24.01.2010, 11:46
No proszę! Muszę powiedzieć, że bardzo ładnie wyszedł Ci ten odcinek. Świetnie poradziłaś sobie z opisem tej całej sytuacji z porwaniem i Szymonem. Do niczego nie można się przyczepić. Czułam się prawie jak na filmie sensacyjnym. Ta wyrachowana uprzejmość, a potem zimne, brutalne okrucieństwo. Powiem Ci, że czytałam w napięciu. No i mój Dastuś powrócił i "Maleńka" i fontanny łez :D ja go po prostu uwielbiam. No i ten Szymon. Podejrzewam, że on po śmierci matki po prostu oszalał i w tym swoim szale i ślepej żądzy zemsty nie zważał już na to, kogo ta zemsta dotknie. Ważne, żeby ktoś poniósł karę za to, że on został "osierocony", za to, że cierpi. Może się kiedyś opamięta, ale wtedy będzie już za późno. Stracił matkę, a w dodatku teraz, przez swoje szaleństwo straci brata. Mam nadzieję, że Dastuś zdąży na czas. Nie mogę się doczekać następnego odcinka i Dastusia w akcji. ;)
Volturia
24.01.2010, 12:52
'Muszę to jechać wyjaśnić. ' - jeśli chodzi o błędy to jedynie ten błędny szyk zdania rzucił mi się mocniej w oczy.
Matko, boska!
Jak mogłaś doprowadzić do śmierci Bartka!? Wiedziałam, że w głębi duszy jest najwspanialszy :(
Mam do niego jednak mały żal - czemu zawiózł do niego Lily? Dlaczego zdobył się na sprzeciwienie bratu dopiero wówczas, gdy ten dobijał jego PRZYJACIÓŁKĘ?! (czy też jak mogło być i w co wierze - miłość :P)
Szymon to szaleniec - ku temu nie ma wątpliwości i szczerze się mu dziwię. Typowy przypadek skrzywdzonego i szalonego faceta.
Wiesz, że nadal nie mogę ścierpieć śmierci Bartka?
Teraz jestem praktycznie pewna, że L i D będą naprawdę szczęśliwi. Ciesze się, chociaż wolałabym abyś nie usuwała Bartka z życia naszej blondynki ...
Tak, napisałaś dużo < podziw> Ta ilość jest nawet odpowiednia ;)
Tak swoją drogą, mam nadzieję, że niedługo następna ( ostatnia?! ) część.
Pozdrawiam. VOLT.
Charionette
25.01.2010, 17:27
Ojeja... Ale w tym odcinku się działo... Ten Szymon działa mi na nerwy. Dustin wraca do domu, a Lily w kłopotach :)
Ogólnie strasznie mi się ten odcinek spodobał. Ten opis walki i w ogóle. Mam tylko nadzieję, że fs nie zakończy się nieszczęściem :)
Pozdrawiam
koszmary będę miała :D
fajny,fajny:)
Dziękuję za kolejną porcję komentarzy i przepraszam za tak karygodną liczbę zdjęć. Jak się okazało, moje ambicje legły w gruzach, bo miałam pomysł, ale nie udało mi się go zrealizować.
Ale po tygodniu macie nowy odcinek! =D
XXVIII
Powiem ci coś...
7 III
Otworzyła oczy i po chwili wodziła nimi po pomieszczeniu. To już nie był ten wstrętny magazyn, w którym przeżywała męki. Leżała otulona białą kołdrą, obok niej pipało jakieś urządzenie. Ściany i podłoga były czyste i dużo bardziej przyjazne aniżeli te z „koszmaru na jawie”. Słońce wpadało do pokoju, tworząc przy tym jakąś przyjemną, radosną aurę. Cieszyła się, że świeci, bo dzięki niemu nie pamiętała scen, które rozegrały się, gdy ono zniknęło już dawno za zasłoną zbliżającej się nocy.
Po chwili częściowo do niej wróciła świadomość i zdała sobie sprawę, że jest w szpitalu. To, że nic jej nie bolało było zapewne spowodowane działaniem leków. Jednak mimo tego nie można było powiedzieć, że czuła się świetnie. Wręcz przeciwnie- stan, w którym się znajdowała, można porównać do tego, w jakim znajduje się osoba chora. Brak siły na wykonanie najmniejszego ruchu, chęci do myślenia i coś w rodzaju zmęczenia. Pozostawiona sama sobie, bez jakiegokolwiek towarzystwa mogła od razu zasnąć, ale tego nie zrobiła. I może słusznie.
Na salę weszła młoda kobieta. Po stroju domyśliła się, że to najwyraźniej jakaś lekarka.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/281.jpg
Widząc, że Lily przygląda jej się z ciekawością, zagadnęła:
- O, już się pani obudziła.
„To ja cały czas spałam?”- pomyślała pacjentka
- Jak się pani czuje?- zadała pytanie
- Chyba dobrze- słabo uśmiechnęła się Lily
Przyglądała się pani doktor, gdy ta odczytywała i notowała dane wyświetlane na monitorze tej pipającej maszyny.
- Za dwie godziny będzie pani miała badania, założymy nowe opatrunki... A, byłabym zapomniała... Ma pani gościa. Ten pan przychodzi tu codziennie mając nadzieję, że w końcu pani się obudzi... Bardzo się martwił o panią przez ten czas.
- Mogłabym z nim porozmawiać?- spytała
- O ile czuje się pani na siłach, mogę go tu wpuścić.
- Bardzo bym prosiła...
„Pewnie tata albo Dustin”- pomyślała. Tylko zaczęło zastanawiać ja jedno- kobieta mówiła o JEDNYM panie, nie o dwóch.
Lekarki w pokoju już nie było, jednak zaraz drzwi się ponownie otworzyły.
- Boże, Lily, nareszcie się obudziłaś!- usłyszała uradowany głos.
Jej gość był cały rozpromieniony. Zaraz cmoknął swoje maleństwo w czółko i usiadł na krześle stojącym obok.
Przypomniała jej się ta chwila, tak podobna do tej obecnej. Też ją odwiedził wtedy w szpitalu i też tak samo, o ile nie bardziej, był uradowany gdy powiedziała, że mu przebacza. Teraz nie miała mu czego przebaczyć, wręcz przeciwnie- wiele mu zawdzięczała, ale radość pozostała.
- Tyle dni byłaś nieprzytomna... Gdyby nie to, że karetka przyjechała dość szybko, mogłoby być z tobą gorzej. Bartkowi się nie udało...
Bartek. No tak. Zginął zamiast niej.
Łza spłynęła jej po policzku. Ale pamiętała jego słowa. „Tam, gdzie jesteś teraz, na pewno jest ci dobrze”- pomyślała pocieszająco, co dodało jej otuchy, tak potrzebnej po stracie BLISKIEJ osoby...
- Pogrzeb jest za tydzień. Może do tego czasu wypuszczą cię ze szpitala, chociaż po minie lekarki widziałem, że może być z tym ciężko. Nieźle oberwałaś.
- Ile byłam nieprzytomna?
- Trzy dni.
„Boże”- pomyślała, przerażona. Przez ten czas tyle się mogło zdarzyć...
- Szymona złapali?
- Tak. Bardzo szybko znaleźli dowody zbrodni i od razu przyznał się do winy. Chociaż rozprawa jest dopiero za miesiąc, dożywocie ma murowane.
- A Dustin? Dlaczego go tu nie ma?
Zdziwiło ją, że ojciec nie odpowiedział od razu.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/282.jpg
Wpatrywał się przed siebie, w stronę okna. Chyba miał jej coś trudnego do powiedzenia, bo chwila się przeciągała. W końcu jednak odezwał się.
- Dowiedział się.
Nie musiał mówić więcej. Doskonale wiedziała, czego.
- Załatwił sobie bilet lotniczy do Stanów. Jakoś szybko to zrobił, bo wczoraj opuścił kraj. Wytłumaczył się tym, że musi wracać, by skończyć studia.
- Fakt...
- Ale w jego głosie poznałem, że nie tylko. Pokazał mi te zdjęcia. Gdy zapytałem go, co mam ci powiedzieć poprosił, żebym dał ci ten list- w tym momencie wręczył córce białą kopertę- A, i prosił też, żeby czytanie odbyło się to bez świadków. Podobno zawarł w nim wszystko, jak mi powiedział, gdy go dostałem w swoje ręce.
- W takim razie potem go przeczytam- postanowiła
- Dzieciakami ja się zająłem. Nie mogą się doczekać twojego powrotu...
- Domyśliłam się, że tęsknią. Ucałuj je ode mnie i powiedz, że mamusia za nimi bardzo tęskni.
- OK, przekażę.
Spojrzał na zegarek i stwierdził, że musi się już zbierać. Na pożegnanie znów ucałował ją czule, po czym, obiecując, że wpadnie jutro, wyszedł z sali.
***
Parę minut później wpadła pielęgniarka pytając, czy Lily nie jest głodna, a gdy ta zaprzeczyła, blondynka została znowu sama ze sobą.
I z intrygującym listem.
Koperta nie była zaklejona. Pewnie wiedział, że leżąc osłabiona w szpitalnym łóżku, nie będzie miała siły ruszyć ręką, by rozerwać kopertę.
Była ona starannie zaadresowana jej imieniem, napisanym znajomym charakterem pisma. Jednym ruchem wydobyła z niej zgięta wpół kartkę formatu A5, wyrwaną z jakiegoś zeszytu. Z bijącym sercem otworzyła kartkę. List był krótki, pisany chyba w pośpiechu, oczywiście w języku English American.
„Dostałem 3 lata, w zawieszeniu na 2. Wyjechałem, bo musiałem. Teraz, kiedy to czytasz, jestem pewnie już za oceanem i nie wiem, czy prędko wrócę.
Muszę zdobyć dyplom, jest to moim priorytetem. Muszę także nadrobić zaległości w nauce i zdać wszystkie zaległe egzaminy. Ale jest jeszcze jedna rzecz.
Wiem o wszystkim.
Jeśli zaniepokoi Cię, że tak długo nie wracam, nie próbuj mnie szukać, bo Ci się to nie uda. Nie wydzwaniaj, bo to bez sensu. Szkoda kasy na takie pierdoły. Dzieciakom możesz powiedzieć, że tata jest w pracy, ale nie wiesz, kiedy wróci.
Pewnie zadajesz sobie pytanie „co z nami?”. W dnu dzisiejszym nie umiem na nie odpowiedzieć, o ile jeszcze w mojej świadomości istnieje „my” a nie „Dustin” i osobno „Lily”.
D.”
Momentalnie się rozpłakała. Chociaż nie napisał jej tego wprost, wiedziała, że kiedy to pisał, wręcz kipiał ze złości. Chyba wolałaby, żeby napisał jej wprost, jak nienawidzi jej za to, co zrobiła, aniżeli próbował być taki oschły, a jednocześnie nieubliżający jej, wręcz zdystansowany. Wolała, by od razu wydał wyrok na ich małżeństwo aniżeli pozostawiał ją w niepewności.
A może rzeczywiście sam nie był pewny, czy jej wybaczy?
„No nic, poczekam”- postanowiła- „Jeśli nie wróci do połowy lipca, wtedy zaczniemy się martwić.”
***
6 III
Podróż ciągnęła się niemiłosiernie długo. Chociaż teoretycznie miał co robić, jakoś nie mógł się za to zabrać.
Cały czas myślał o niej i o tym, co się stało. Nie tylko tego wieczoru, ale i w całym ich małżeństwie.
Kiedy po raz pierwszy ujrzał te zdjęcia, wpierw nie mógł uwierzyć. Kilkakrotnie i z wielką uwagą przyglądał się im, mając nadzieję, że ta blondynka to nie jego Lily. Niestety, nie mógł tego dowieść. Fotografie nie kłamały, ku jego nieszczęściu biła z nich ta najgorsza prawda. Ta, która boli.
Wręcz wypalała go od środka. Nie mógł zrozumieć, dlaczego mu to zrobiła. Przecież przestrzegał ją, mówił, żeby uważała na Bartka... A może tamtym razem ją sprowokował? Chciała mu może udowodnić, że nigdy do tego nie dopuści, ale stało się coś innego. W dodatku zrobiła to ŚWIADOMIE. Czy zdrada była planowana czy nie, już go nie obchodziło. Liczył się sam fakt.
Po niedowierzaniu i załamaniu przyszło to właściwe odczucie. Narastająca złość, wręcz nienawiść do żony, zawód. W końcu, czy nie mówił jej...?!
To była jej wina. TYLKO JEJ.
Niby swój wyjazd wytłumaczył (bardzo trafnie zresztą) chęcią skończenia studiów, jednak tak naprawdę uciekał. Wiedział doskonale, że nie będzie jej teraz potrafił spojrzeć w oczy. To jeszcze zbyt mocno bolało, jeszcze był na nią zbyt wściekły. Kiedy to minie (o ile w ogóle do tego dojdzie), wróci do Polski i powie jej, co postanowił.
Byłby w stanie jej wybaczyć każde świństwo, ale nie zdradę. To była zbyt głęboka rana, by tak łatwo można było o niej zapomnieć i zostawić do wygojenia. Ona będzie bolała i piekła do końca życia. Podobno czas leczy rany, może i tą również spotka tali los, ale ile czasu minie do tego momentu, nikt nie jest w stanie powiedzieć.
Miał sporo czasu na myślenie, może zapominanie. To drugie w szczególności chciał „osiągnąć”. Najlepiej byłoby teraz rozwieść z nią i zacząć od nowa życie u siebie, w Stanach. Bez niewiernej żony, nawet bez owoców ich miłości, które kochał nad życie. Przykro było mu na myśl, że będą musiały się wychowywać bez ojca (a może Lily znajdzie kogoś na jego miejsce? - w końcu niejeden chciałby mieć taką żonę). On sobie z tęsknotą jakoś poradzi, ale gorzej z nimi, w szczególności z Tanią, bo ona zna go troszkę lepiej niż jej młodszy brat.
Nie wierzył, że założy nową rodzinę. Nie po tym, co przeżył z Lily. Coraz bardziej był przekonany co do tego, że niepotrzebnie wyrwała go z jego starego kręgu. A jednocześnie miał żal do tego, że DAŁ się wyciągnąć i oczarować tej pustej lali.
W końcu, czy nie tak o niej mówił jeszcze kilka lat temu?
A może teraz wrócił ten stary, zły Dustin (a może niekoniecznie zły?), którego los skazał na życiową przegraną?
Sam nie wiedział, co o tym myśleć. W ogóle już nie chciał tego robić. Zostało mu jeszcze trochę czasu do lądowania, postanowił się zdrzemnąć, co mu się udało i z pewnością opłaciło.
***
No to się porobiło...
Choć to, że Dustin się wpieni, było do przewidzenia. Znów uważa Lily za pustą lalę? Ciekawe. Zna ją dobrze, więc tak naprawdę nie może tak o niej myśleć. Choć po tym, co się stało, pewnie sądzi, że wcale jej nie zna.
Mimo wszystko uważam, że dobrze, że Lily wyciągnęła go ze starego kręgu. Przynajmniej poszedł na studia. Na pewno będzie niemilosiernie tęsknił za Dustusiątkami.
Kazał się nie szukać. Lily musi go jakoś znaleźć. Choć mam nadzieję, że ostatecznie nie będzie musiała tego robić, bo on sam sobie wszystko przemyśli, poukłada i wróci. Poza tym jak długo będzie umiał wytrzymać bez Lilki i maleństw?
Szkoda, że tak mało zdjęć :(. Przynajmniej szybko dodałaś odcinek :P.
Teraz czekam na kolejny i mam nadzieję, że będzie równie szybko :).
Charionette
30.01.2010, 12:06
Oho... Zdjęć faktycznie jest dużo :D Ale wydaje mi się, że nie potrzeba tutaj więcej.
Bez zbędnego rozpisywania się (zaraz mam kolędę :P) powiem tylko: świetne...
Pozdrawiam
ptasie mleczko
30.01.2010, 21:07
Aż muszę zacytować Libby "no to się porobiło...". Całkowicie rozumiem Dastusia, jego ból, rozczarowanie i frustrację. Jego Maleństwo w ramionach innego. W sumie dobrze, że wybrał takie rozwiązanie. Ochłonie, przemyśli wszystko na spokojnie, odcierpi swoje i może wybaczy <ma gorącą nadzieję>. Osobiście wątpię żeby długo wytrzymał bez dastusiątek. No i ja się pytam gdzie jest opis akcji odbicia Lilki? hę? W ogóle to przy liście i opisie uczuć Dastusia to mnie za gardło coś chwyciło. Biedny Dastuś i Lilka też biedna, ten los tak okrutnie się z nimi obszedł. Nie dane im było się nacieszyć małżenstwem i dzieciaczkami.
dwa słowa mi nie grały zamiast "był taki suchy" mnie by bardziej pasowało oschły i zamiast "zawiedzenie" - zawód by mi bardziej grał. I coś tam jeszcze było, jakaś literówka, ale nie pamiętam już.
Cierpliwości, wszystko będzie! :D Za jakieś 2, 3 odcinki ;)
I czy długo wytrzyma bez swoich maleństw? A czy nie zapomniałyście, drogie panie, że do Polski p. Wing przyjeżdżał gdzieś 2, 3 razy w roku? Tęsknił, ale dzielnie to znosił. Poza tym, dopóki ciągle będzie zły na Lily, będzie się starał nie myśleć o niej, a tym samym o dastusiątkach. Jak rzuci się w wir nauki i pracy, nie będzie stanowiło to dla niego większego problemu.
Błędy/niedociągnięcia zaraz przeanalizuję i ewentualnie poprawię.
Dzięki za te trzy pierwsze opinie :) Mam nadzieję, że do następnej niedzieli wyrobię się z kolejnym odcinkiem (muszę pisać póki mam czas).
Volturia
01.02.2010, 15:19
Mogłabym zacytować Libby wiele razy. Także uważam, że Dustin pogubił się żalu, złości i zastanawia się, czy tak naprawdę zna/znał swoją żonę.
Trochę trudno mi teraz pogodzić się z faktem, że zostawi Lily.
Lily z Bartkiem, Lily z Dustinem - ale, że z nikim? Sprytnie rozwiązane, bo w końcu nikt nie przypuszczał, że tak to może się zakończyć. ;]
Jednak teraz, sądzę, że śmierć mojej ulubionej postaci ( :D ) musi coś dobrego wnieść!
W końcu uratował Lilke i wiedział z kim powinna dalej żyć i wg mnie Dustin powinien jej wybaczyć. Zważając chociaż na to, że przez długi czas go przy niej nie było.
Pozdrawiam i czekam na nexta, apelując o krótki czas oczekiwania, VOLT :)
Hm, tak jak zawsze broniłabym Lilki w tym przypadku przeszłabym na stronę Dustina. Widok tych zdjęć to musiał być dla niego szok. Jak by nie było wyszło na to, że Lily wszystko przed nim zataiła. W prawdzie to tylko tak wyglądało no ale...
Sama nie wiem co mogłabym jeszcze dopowiedzieć, bo wszyscy ubiegli mnie już ze swoimi spostrzeżeniami.
Pozdrawiam i życzę weny przy pisaniu kolejnego odcinka :)
Podobno się stęskniłaś za tym moim laniem wody. :-)
Uwagi formalne sobie daruję - zbyt wiele się działo, bym miał teraz się zajmować takimi sprawami.
W ostatnich odcinkach "Szansy" akcja nabrała tempa. Zmienił się też ton opowieści - dotychczas mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju dramatu obyczajowego, lecz w momencie porwania L. historia ta nabrała pewnych akcentów sensacyjno-kryminalnych. Te ostatnie, rzecz jasna, znikły w chwili przeniesienia głównej bohaterki do szpitala.
Jeśli już jesteśmy przy takich przestępczych akcentach, to chciałbym się zatrzymać przy panach Korzeniowskich i ich sposobie działania. Jak na bandytów zachowują się oni dość nieudolnie - najpierw tak łatwo pozostawiają Tanię, późniejsze zaś porwanie L. to już totalna klapa. Nie związują jej rąk, nawet nie zabierają jej telefonu. Bynajmniej nie chodzi mi (tylko?) o krytykę FS - wszak z działań braci można wywnioskować parę zdań na temat ich motywów i charakteru. Żaden z nich nie jest bowiem "zawodowym", wyrachowanym przestępcą.
Szymon wydaje się być połowicznie obłąkany w związku z chorobą, a później śmiercią matki. Dlatego też nie potrafi sensownie zaplanować żadnej akcji ściągania okupu - zawsze pozostaje jakieś "ale", jakieś tragiczne (dla niego) w skutkach niedopatrzenie. Działa dość szybko, chaotycznie - prawdopodobnie ze względu na ograniczony czas. Możliwe przecież, że choroba miała bardzo gwałtowny przebieg.
Co więcej, Szymon zdaje się nie panować nad emocjami. Sądzę bowiem, iż zabójstwo Bartka (wszak nie mieszczące się w "normalnych" kategoriach racjonalnych i moralnych) dokonane zostało w afekcie, że to było coś w rodzaju szału bojowego. Nie wiemy bowiem, jakie były późniejsze odczucia starszego z braci Korzeniowskich. Może odzyskał świadomość (rozum?) i żałował?
Podobnie też emocje przerastają Szymona w chwili rozmowy z L. Może on tak naprawdę chce ją tylko "humanitarnie" zabić albo przetrzymać w celach sobie wiadomych, ale żal po śmierci matki (a zwłaszcza chyba wyrzuty sumienia z powodu niezebrania pieniędzy na operację) dręczy go na tyle, że szuka kozła ofiarnego, aby rozładować swą frustrację.
Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Gdyby Szymon wiedział wcześniej o traumatycznych przeżyciach L. i Dustina, to czy miałby jakieś skrupuły przed wzięciem ich na cel swoich działań? Przecież oni wcale nie stanowili idealnej rodzinki, w której wszyscy się spotykali przy stole co posiłek. Ojciec był gościem w domu, a matka pomimo pracy u siebie i pomocy ciotki i jej brata średnio dawała sobie radę. Dzieci więc i tak były prawie że półsierotami. Dlaczego więc Szymon, pomimo pewnej wspólnoty losów, zaatakował właśnie państwa Wing? Zapytam nawet przewrotnie: nie mógł szantażować innej rodziny - takiej, w której wszystko chodziło jak w zegarku, a nikt nie musiał znosić długotrwałej rozłąki? Wtedy dałoby się to wytłumaczyć pewną zawiścią.
Może aby lepiej wyjaśnić, co mam na myśli, przytoczę pewien przykład z życia. Otóż notoryczne (rok w rok chyba) są napady rabunkowe na wolontariuszy WOŚP. Pierwsza moja reakcja to oburzenie: bo jakże-li to? Co ci młodzi ludzie winni? Czy oni są jakimiś bankomatami? Czy oni zbierają te pieniądze dla siebie? Dostają za to pensję? A może darmowe bilety na Woodstock?
Potem może przyjść kolejna refleksja: a może ci napastnicy sami są biedni? Może im są te pieniądze potrzebne na chleb? Tak, tylko że zgodnie z moją logiką powinni napadać na bogatych, na jakichś "ludzi sukcesu" - bo tu właśnie wchodzi w grę wspomniana przeze mnie zawiść i swoista specyficzna "sprawiedliwość". Ale i tu jest kontrargument: wolontariusze to cel łatwiejszy i lepiej dostępny. Poza tym sytuacje skrajne wymykają się spod praw logiki.
Jak się zapewne domyślasz, przykładu tego nie napisałem dla jakichś popisów krasomówczych, lecz ze względu na podobieństwo do położenia Szymona i jego ofiar. Owszem, potępiam go, lecz mam całkiem sporo pytań i wątpliwości; tym bardziej, że - jak już wspomniałem, to jednostka nieobliczalna, można by rzec: półpsychopata.
Punkt drugi: Bartek. Też osobowość niezwykle złożona. Z jednej strony pragnie być lojalny wobec brata, z drugiej zaś przeżywa moralne rozterki z racji metod, jakimi ten się posługuje. Dlatego też najpierw przewozi główną bohaterkę do magazynu, choć doskonale wie, co tam ją czeka. Akceptuje też do pewnego stopnia przemoc stosowaną przez brata, pomimo że zapewne zdaje sobie sprawę, iż jest ona już pozbawiona sensu. Ostatecznie jednak przeważa w nim "to drugie" (bo jednak mimo wszystko nie mam pojęcia, co jest przyczyną konfliktu wewnętrznego Bartka: zasady czy afekta do L. - a może to i to?), przez co ponosi śmierć - można by (kto wie, czy nie z lekką przesadą) rzec, że jest to śmierć godna dżentelmena. W ten sposób naturalnie wyeliminowana zostaje przeszkoda w relacjach pomiędzy główną bohaterką a jej mężem - ale czy stwierdzenie takie nie zakrawa na cynizm?
Reasumując, powtórzę jeszcze raz: traktowanie braci jak typowych bandytów to zwyczajne uproszczenie, objaw braku zrozumienia dla ich trudnej sytuacji. Ja bym widział w nich raczej desperatów, którzy zeszli na drogę zbrodni - a może raczej dominującego szaleńca z jednej strony i człowieka, który pod jego wpływem sam niemalże stoczył się na moralne dno - z drugiej.
Wreszcie pora na kilka słów na temat Dustina. Zawiasy musiał dostać - w końcu jako dorosły chyba nigdy nie był karany. Poza tym zawsze pozostawała ta wiara w głupotę polskich sądów. Tak czy inaczej - dobrze się stało, bo niemal całkowita eliminacja tej postaci wcale nie wyszłaby opowieści tej na dobre.
Istotne jest jednak co innego, mianowicie reakcja na zdradę. Wydaje mi się, że Dustin wybrał wyjście najmądrzejsze i najmniej destruktywne z możliwych. To fakt, że dzieciom będzie ciężko bez ojca. Ale to chyba lepsze rozwiązanie niż pobyt w domu podczas konfliktu z żoną. Rozwiązanie takie bowiem groziłoby albo ciągle napiętą atmosferą, wzajemnym podgryzaniem i wrogimi spojrzeniami, albo też nieustannymi awanturami i (jak to już niegdyś określiłem) ostateczną zagładą państwa Wing jako jedności. Tak czy inaczej - nie przysłużyłoby się to dzieciom. Miałyby one tylko więcej traumatycznych przeżyć, a co za tym idzie, skrzywioną psychikę w późniejszym życiu.
Można mieć pretensje, że Dustin nie przyszedł do szpitala, by porozmawiać z małżonką albo chociaż osobiście wręczyć jej list. Ale co by państwo Wing wówczas sobie powiedzieli? Że jej jest przykro, że żałuje, że go kocha? Przecież to i tak by do niego nie trafiło - rana jest bowiem zbyt świeża. A on? Że czuje się okropnie, że cały czas o niej myślał, że ją ostrzegał? To zbyt banalne - L. wszak zdaje sobie sprawę z okropności swego zachowania. Co najwyżej mogliby się nawzajem poranić.
Całkiem na miejscu są też wątpliwości odnośnie sensu tego związku. Przecież on, Dustin, porzucił dla niej dotychczasowe życie. Dzięki niej zmienił się na lepsze, nabierając pewnej ufności do ludzi. Wreszcie - jej zasługą było ukazanie mu jaśniejszych stron świata. I kiedy już mogło mu się wydawać, że wychodzi na życiową prostą, że sobie rekompensuje traumatyczne dzieciństwo, ona zrobiła mu taki numer. Czy naprawdę tylko o to chodziło? Żeby zamiast tak zwanego szczęścia uzyskał tylko jego krótkotrwałą iluzję?
Pozwolę sobie na krótkotrwały akcent - myślę, że w podobnej sytuacji też bym się oddalił na dłużej, żeby choć trochę ochłonąć. Być może dlatego w moich wywodach jest tyle chęci usprawiedliwienia pana Winga.
Cóż, kończę, bo od tego pisania i gapienia się w monitor robi mi się galareta z mózgu.
Pozdrawiam, życząc weny.
Nie związują jej rąk, nawet nie zabierają jej telefonu.
Przecież zabrali jej telefon... Tylko potem, podczas bójki, udało jej się go odzyskać i zawiadomić pomoc.
(bo jednak mimo wszystko nie mam pojęcia, co jest przyczyną konfliktu wewnętrznego Bartka: zasady czy afekta do L. - a może to i to?)
Nie mam aż tak dokładnego zarysu akcji, żeby wyjaśnić, co w tym samym czasie działo się z innymi bohaterami. Z Bartkiem miało to być pokrótce tak, że przemyślał sobie raz a porządnie to wszystko, zrozumiał, że nie powinienem skazywać tej NIEWINNEJ kobiety na śmierć z rąk brata. Ale można powiedzieć, że te dwa czynniki miały na to wpływ (ale co bardziej, nad tym się już nie zgłębiałam)
Z tego samego powodu nie wyjaśnię Ci, czemu padło na rodzinę Lily, jednak bardzo spodobały mi się Twoje spostrzeżenia, szczególnie to o "łatwości" tropu.
Wszystkim Wam (a Tobie, Hnat, w szczególności) dziękuję za kolejną dawkę opinii. Marnotrawię i tak już nieźle zmarnowany czas na feriach, ale co nieco udało mi się szkrobnąć ;) Ale pojęcia nie mam, kiedy napisze resztę i w końcu wstawię odcinek.
@down: Nowy czytelnik? Miło :) Nie mogłam uwierzyć, że ten komentarz jest tutaj. Pozostaje mi pogratulować Ci przebrnięcia przez to FS (a może i przez całą serię? ;)), bo dużo tego jest i gdyby nie to, że sama stworzyłam to monstrum, nie przebrnęłabym przez to. Teraz przynajmniej wiesz, jakie kompetencje ma osoba poprawiająca Twoje artykuły do gazetki ;)
Do wszystkich: odcinek tak naprawdę gotowy, chociaż mam co do niego sporo wątpliwości i brakuje mi zdjęć.
O matko podziwiam to, że chce Ci się to robić, że znajdujesz czas, masz jakieś zajęcie.
Teksty są fantastyczne. Co tu więcej mówić.
Sherlock
14.02.2010, 18:46
Czas na moją niespodziankę! :D
Na początku wspomnę (chociaż już o tym wiesz ;)), że przeczytałem AND 1 i AND 2, a teraz komentarz z pierwszych dziesięciu odcinków AND 3 :) (przeczytałem jeszcze parę "naprzód", ale zaokrągliłem komentarz w zakresie dziesięciu odcinków)
Na początku "Szansy" zawiało pierwszą częścią trylogii. Potem wreszcie doczekałem się moich upragnionych akapitów *.* To znaczy takich całych opisów, a nie jednego czy dwóch zdań ;P Nie mówię, że tamten styl mi się nie podobał, był świetny, no ale kilka linijek więcej to lepszy akapit ;)
Dialogi są naprawdę fajne, a najlepszy (w sensie, że był dla mnie taki wyjątkowy ;p) IMO jest ten:
"- To był żart!- oburzyła się
- Przecież wiem!"
Musiałem się zaśmiać, bo nie mogłem się powstrzymać.
A co się tyczy fabuły - były momenty, w których strasznie się wzruszyłem, serio. Znajdowałem się w stanie zadumy przez kilka chwil, aż coś nie wyrwało mnie z tychże rozmyślań. Naprawdę bardzo wychodzą ci tego typu opisy i dialogi.
Pewnie komentarz nie będzie długi, bo nie mam jakoś weny do pisania, zresztą - i tak nie wychodzą mi jakieś długie komentarze... Dobra, do rzeczy! - Przewinęły się po drodze różne bonusy, które oczywiście bardzo mi się spodobały. I do teraz nie mogę zapomnieć jednego ze zdjęć, na którym NA PEWNO ktoś stoi (w tym oknie, pamiętasz?), i możesz dyskutować ile chcesz ;) Znaczy się - nie traktuję tego jako błąd, ani nic na minus. Uznajmy, że to prostu moja wyobraźnia.
Dobra, następna kwestia!! Chodzi o Dustina i Lily. Najpierw Dustin:
Czemu on zawsze musi się w coś wpakować? Żal mi go trochę, bo nie udało mu się osiągnąć tego, czego pragnął. Jest mi przykro, naprawdę. Ale mam nadzieję, że cała ta trylogia zakończy się wielkim happy endem :)
No i Lily - cieszę się, że nie jest taka jak wszystkie żony, które dla swojej dumy, gotowe są obrazić się na nie wiadomo ile. Lily potrafi wysłuchać, zrozumieć. Umie przyznać się do błędu - to mi się właśnie w niej podoba.
Więcej nic sensownego nie wykombinuję. Wkrótce komentarz do następnych dziesięciu odcinków ;)
Nadrobiłam kilka odcinków.
Dużo się w nich działo. Jakoś nie przepadałam za Bartkiem, więc nie przejęłam się jego śmiercią, ale wyjazd Dustina to już inna sprawa. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i będzie happy end :).
XXIX
A jednak!
15 VII
- Mari, wiesz, co jutro jest za dzień?
Szatynka zastanawiała się chwilę, jednak nic sensownego nie przychodziło jej do głowy.
- Nie umiem sobie przypomnieć- odparła
- A pamiętasz, gdzie byłaś siedemnastego lipca cztery lata temu?
Znowu się zamyśliła. Tak, pamiętała. Spojrzała pytająco na mężczyznę. On jednak odwrócił się do niej plecami, w stronę okna.
- Cztery lata temu- odezwał się po chwili- byłem najszczęśliwszym facetem na świecie. I kto by pomyślał, że po kilku latach ta data wyda mi się taka obca, jakby wycięta z kalendarza...
- To dlatego, że sam ją wyrzuciłeś- powiedziała- tak jak i drugą najważniejszą tego dnia postać ze swojego życia. Popatrz, minęło tyle miesięcy, a ty dalej tutaj. I ciągle nie wiesz, ile czasu jeszcze upłynie, zanim wrócisz...
- Niby do kogo mam wracać? Myślisz, że już mi przeszło?
- Więc dalej...
- Tak, Mari.
- A postanowiłeś coś chociaż?
- Czy tobie naprawdę się wydaje, że nie mam lepszych rzeczy do roboty aniżeli zadręczanie się losem swojego nieudanego małżeństwa?
- Mógłbyś się w końcu za to zabrać.
- Niby dlaczego?
- Bo ona ciągle czeka...
- Phi- prychnął szyderczo- jakby jeszcze miała na co.
- No jak to: „na co”? A ty?
- Ja? Nie, nie na mnie. Jedyne na co może czekać to rozwód.
- Więc dlaczego nie załatwisz tego od razu? Ona się zamartwia w tej Polsce...
- Obecnie nie mam na to ani czasu, ani ochoty. Poza tym, mnie tam jest obojętnie, czy na papierku mam żonę, czy nie. W realu jej nie mam i to się liczy.
- Nie możesz tak mówić! Ona pewnie chce to naprawić, musisz dać jej szansę...
- Jaką szansę? Żartujesz sobie ze mnie?! Po tym wszystkim jeszcze mam być dla niej dobrym mężem? Niech się pomęczy trochę w tej niepewności, dobrze jej zrobi...
- Dustin...!
- Muszę już lecieć. Wpadnę jutro.
http://img94.imageshack.us/img94/3074/291ka.png
Trzask zamykanych drzwi.
Zniknęły jego buty, kurtka, ale napięta atmosfera ciągle została.
Kobieta usiadła przy kuchennym stole.
http://img191.imageshack.us/img191/9307/292k.png
Krople deszczu dudniły w najlepsze o szybę. Na zewnątrz było szaro, ponuro. Tak samo było i w jej duszy.
Gdy zjawił się u niej na początku marca i wyjaśnił co się stało miała nadzieję, że nie zabawi tu długo i wróci do swojej rodziny. Tymczasem była już połowa lipca, a on ciągle wpadał do niej.
Nie, nie mieszkali razem. Co prawda domek Marianne położony na przedmieściach zmieściłby więcej ludzi aniżeli ją i nastoletnią Joe, ale on postanowił zamieszkać sam. Jednak zaglądał do nich tak często jak tylko się dało. Nieraz nocował, bo tak naprawdę stąd miał bliżej do pracy niż ze swojego mieszkanka położonego kilka przecznic dalej.
Obie panie lubiły jego towarzystwo, ale on starał się im nie narzucać. Tym bardziej, że ostatnim czasy częstym bywalcem stał się narzeczony Mari. Ślub planowali na lato przyszłego roku. Miała ona nadzieję, że jej przyjaciel z młodości, Dustin, pojawi się na nim wraz ze swoją małżonką. Jednak z każdym dniem jej nadzieja, że tak się stanie, malała.
Pamiętała doskonale te wieczory, kiedy młodzi zakochani przychodzili do niej na kawę albo grila. Kiedy siedzieli na ławce, wtuleni w siebie, wydawało się jej, że ich uczucia nic nie zmąci, że w jej pamięci ciągle zostanie ten obraz tej dwójki zakochanych, którzy świata poza sobą nie widzą.
http://img31.imageshack.us/img31/3684/293o.jpg
Pamiętała podekscytowanie Dustina, kiedy ogłaszał jej datę swojego ślubu, albo jego radość, kiedy dzielił się z nią radosną nowiną, że zostanie ojcem.
I teraz to wszystko miało legnąć w gruzach?
Najbardziej martwiła ją postawa przyjaciela w stosunku do Lily- to, że nie mógł zrozumieć jej cierpienia związanego z jego nieobecnością i niepewnością losu ich miłości. A tak naprawdę losu całego życia ich i dzieci. No właśnie, gdzie podział się ten kochający ojciec, który wręcz nie mógł się doczekać chwili, kiedy znów będzie dla dastusiątek tym prawdziwym tatą? Czy nawet te niczemu winne maleństwa (poza tym, że były dziećmi znienawidzonej Lily) miały płacić tak wysoką karę?
Serce Dustina, niegdyś gorejące z miłości, teraz wydawało jej się być zimne i nieczułe jak głaz.
A czy to tak miało być?
***
Połowa lipca. Pamiętała, co postanowiła po przeczytaniu listu. Przez te kilka miesięcy ciągle liczyła na to, że jednak mu przejdzie i wróci. Ona mogła mu to wszystko wytłumaczyć i przeprosić w każdym momencie. Tak naprawdę to na to czekała, ale on nie dął jej szansy na realizację jej planów.
W ogóle się do niej nie odzywał. Jedynie w maju w jej ręce trafiła koperta zaadresowana do Tanii T(h)eresy Wing. W środku znajdowała się śliczna karta, a w niej znajomym pismem wypisane życzenia. Jednak nigdzie nie było napisane czegoś w stylu „wkrótce wracam”, i to zmartwiło mamę adresatki. Stempel pocztowy pochodził z jakiejś miejscowości, która z pewnością nie leżała blisko Los Angeles, gdzie studiował. Zresztą, Dustin do głupich nie należy- nie zostawiłby jej tropu. Już wtedy w jej głowie pojawiły się czarne myśli, że nie chce wrócić. Ale czy wtedy, w maju, wiedział, że tak samo będzie po tym nieszczęsnym piętnastym lipca?
Ignorował ją. Teraz, kiedy ciągle był nieobecny, była o tym przekonana. Tak jak tego, że prawdopodobnie to już koniec. A przecież pojutrze obchodziliby czwartą rocznicę ślubu...
I wtedy w jej głowie zrodził się bojowy pomysł. Nie będzie dłużej czekać, tylko weźmie sprawy w swoje ręce, odszuka go (wszak nie rozpłynął się w powietrzu, że nie można go znaleźć) i wyjaśnią sobie wszystko. Minęło już tyle czasu... Nerwy musiały mu opaść, już nie mógł być na nią tak zły jak wtedy. Będą mogli porozmawiać, co wtedy z pewnością możliwe nie było.
Zaczęła sobie wszystko powoli rozplanowywać. Jutro załatwi bilet, pogada z tatą, czy na te trzy dni nie mógłby się zająć dziećmi i przede wszystkim ułoży sobie w głowie, co mam mu powiedzieć.
***
16 VII
- Ty chyba nie mówisz poważnie?- usłyszała niedowierzający głos swojego rodzica, który był odpowiedzią na to, co przed chwilą mu oznajmiła
- Tato, zrozum, ja nie mogę dłużej czekać- próbowała go przekonać- Tu nie chodzi o jakąś błahostkę, tylko o moje małżeństwo!
- Wiem, ale jemu najwyraźniej na tym nie zależy albo jeszcze sam nie wie, co z tym zrobić- ciągnął dalej
- Miał kilka miesięcy na zastanawianie się- była coraz bardziej wściekła- Jego zachowania nie można usprawiedliwić w żaden sposób.
- Jesteś pewna?- zapytał sarkastycznie
- Ale ile można być wściekłym? Przecież znam go- pogniewa się i przestanie. Nie pamiętasz, jak to było w tamtym roku? Niby tez był na mnie taki wściekły, a przyjechał na święta.
- Ale zdrada to nie jest taka łatwa sprawa.
- Z drugiej strony wyszłam za dorosłego człowieka i takiego samego podejścia od niego oczekuję.
- Czy jako „dorosłe podejście” rozumiesz wybaczenie?
- Po części. Przynajmniej pogodzenie się z sytuacją- żeby mnie tak przypadkiem z domu nie wyrzucił. Ja naprawdę wierzę, że to coś da. Bo jeśli tak, to znaczy, że warto ratować to małżenstwo, choćby za pierwszym razem miało się nie udać.
- No dobrze, próbuj. Jesteś zbyt zdeterminowana, żeby ci odmawiać teraz pomocy. W końcu jeśli nie ja, znalazłabyś innego opiekuna.
- Dzięki, tato! Choćby miało to nie wypalić, i tak będę wdzięczna.
- Ratuj swoje małżeństwo i niech ta próba zakończy się sukcesem- skwitował Wiktor Muchomorek.
***
Szczęście jej dopisywało- wylot miała 25 lipca o dziesiątej rano. Miała trzy dni na znalezienie go i rozmowę. Trzy dni, w których miało się przeważyć tak naprawdę całe jej życie i które miały ustalić kierunek dalszych jej losów. A tak naprawdę, wszystkich jej najbliższych.
Jak mnie za to nie zjedziecie, to będę przeszczęśliwa. Tym bardziej, że w dalszym ciągu mam wątpliwości :/
Czemu mamy zjechać? Nie jest źle :P.
Zastanawia mnie ta Mari, bo wzięła się tak znikąd. ;)
Lily ma plan. W końu zaczyna działać, co mnie cieszy.
Dustin, ależ z niego uparciuch... :P I tak wiem, że mu w końcu przejdzie. Nie wytrzymua długo bez Lily i dastusiątek. Dziwi mnie fakt, że tyle wytrzymał bez dzieci...
Nareszcie Lily weźmie sprawy w swoje ręce. Trochę dziwi mnie postawa Dustina, to że tak długo mógł wytrzymać bez dzieci. Może Lily odwiedzi Mari? Dobra, czekam na następny odcinek : ).
Volturia
22.02.2010, 15:27
Ja mam ochotę zjechać - strasznie krótko ; <
Prócz narzekania na objętość tekstu, dodam jeszcze, że zdjęć jest za mało (przynajmniej źle są rozplanowane - wszystkie trzy do 1 cz. tekstu itd).
Ta Marii wygląda nieco inaczej niż reszta szansowych simów ;]
Wreszcie jakiś ruch i to akurat w porę. Mam wielką nadzieję, że Lily uda sie poskromić uparty charakterek Dustina :P i wprowadzi go na nowo w rodzinne życie.
Co jak co - facet cierpiał w celi, że nie widuje się ze swoimi dziećmi, a teraz - patrzcie no, sam gotuje sobie taki bigos. ;p
Dustin jest inteligentny, ale bez przesady w porównaniu do Lilki. ^^
''Zniknęły jego buty, kurtka, ale napięta atmosfera ciągle została.
Usiadła przy kuchennym stole. '' - atmosfera zasiadła. ..
Pozdrawiam z ochotą na jeszcze, VOLT
Charionette
23.02.2010, 15:37
Jak na Liv to bardzo krótko, aż się zdziwiłam :D
A jak dla mnie zdjęć jest akurat, jeżeli byłoby ich więcej zepsułoby to efekt :)
Ach... Dustin podoba mi się coraz bardziej ^^ Uparciuszek ;)
Urzekło mnie 3 zdjęcie :)
Pozdrawiam
nadrobiłam roczne zaległości! *glad*
więc, nie chcę Cię zjeść. ale chciałam przed chwilą, jak przeczytałam że Dustin wyjechał. =____= pewnie to było w jakiś sposób potrzebne.
czekam na happy end. i poprawiać nie będę, bo nie wypada, skoro mam przed sobą prof. Miodka B)
no tak, nadrobilam chyba z dziesiec odcinkow, na wiecej nie mam juz sily, ale postaram sie dokonczyc w najblizszym czasie ;)
hm, wlasciwie to nie mam co pisac, przyemnie sie czyta, sa bledy, ale niewielkie, zdjecia ladne, fabula...mm... no niewiele sie dzieje, akcja nie jest dynamiczna i pelna napiecia, ale akurat w tym wypadku nie jest to minus, to przeziez opowiadanie obyczajowe... i wlasnie zgodnie z idea obyczaju jest mnoostwo problemow :D
jak dotad najbardziej mi zgrzytala akcja z uwolnieniem tanii (czy ktos to jeszcze pamieta?), ale ogolnie jest okej.
jak nadrobie wiecej to napisze cos ogolniejszego, na razie tylko chcialam poinformowac, ze masz nowa czytelniczke :)
@edit - doszlam do XIX odcinka ;) w sumie chcialam ci tylko to powiedziec (bo fakt, ze mi sie podoba jest chyba oczywisty) zebys wiedziala, ze wciaz nadrabiam i mam zamiar "dobrnac" do konca opowiadania.
Nareszcie się wzięłam za siebie i wszystko przeczytałam.
Przede wszystkim jestem pod wrażeniem twojej niekończącej się weny i pomysłów. Znałaś moje wcześniejsze, niezbyt pochlebne zdanie na temat długich fotostory, bądź takich podzielonych na części. Właśnie odwróciło się ono o 360 stopni.
Raczej nie popadasz w rutynę, cała historia ciekawa, spójna, logiczna. Odcinki długie i satysfakcjonujące. Błędów raczej nie ma, ewentualnie literówki, ale już nie będę Ci wypominać. Silny niedobór zdjęć! : D
To tak ogólnie. No dobra, dobra. Przyznaję, nie mam się do czego przyczepić.
Co do ostatnich odcinków to wiesz, że Ci nie wybaczę śmierci Bartka :C I mam nadzieję, że Dustin truchcikiem wróci do Lilki.
Oczywiście z niecierpliwością czekam na następny odcinek : D
no i doszlam do konca, nareszcie moge zaczac wyczekiwac na nastepny odcinek i czytac juz na biezaco :D
jestem bardzo zadowolona, ze w koncu zmusilam sie do czytania (zbieralam sie wiele razy, bo wiedzialam, ze opowiadanie jest tego warte, ale zawsze przerazala mnie wijza takiej ilosci tekstu...)
jako calosc podoba mi sie, to az zaskakujace, ze juz 30 odcinkow - czytajac, w ogole sie tego nie odczuwa, historia jest taka plynna, gladka, uh, sama nie wiem jak to ujac. mam nadzieje, ze zrozumialas, o co chodzilo :)
zdjecia sa coraz ladniejsze, no i cholernie podoba mi sie ta "odswietna" fryzura lily - cudowna jest.
skupie sie na ostatnich odcinkach:
co do bohaterow, od poczatku bylam fanka bartka! wiedzialam, ze bedzie zuy, szkoda, ze nie pozwoilas mu pozyc dluzej... hm zas co do akcji z porwaniem, byla troche nieudana, po co lily zaczela sie mu zwierzac? no i ze zaczeli tak po prostu bic sie, zostawiajac ja... no ale rozumiem, musialas tak rozwinac akcje, zeby lilka mogla uciec. czasem tak trzeba ;) nie myslalam, ze dustin odejdzie, ale ciekawie to wymyslilas.
czekam na wiecej!
sorki ze tkai nieskladny ten komentarz, ale strasznie sie spiesze, a chcialam sie strescic.
Sherlock
16.03.2010, 15:21
No, kolejna część mojego bardzo wyczerpującego komentarza :D
Zacznę od tego, że stopniowo akcja robi coraz większa, co bardzo mi się podoba.
Co to treści, to już o niej mówiłem, więc teraz przejdę do innej kwestii, a mianowicie do... bonusów ;D Przewinęło się ich parę i każdy mnie czymś zszokował. Muszę pogratulować ci kreatywności.
Miałem gdzieś takie fajne zdanie z odcinka, bodajże, osiemnastego, ale gdzieś wsiąkło :| Sherlock EDIT: O, mam: "Dziwne ale prawdziwe". :]
Julka jest 'fajna' :D I ładna^^
Hm, co tu więcej. Kurczę, dużo pozapominałem, bo czytałem, jak byłem zbanowany.
No, trudno. Musisz się zadowolić tylko tym, co napisałem :(
Ale komentarz do następnej dziesiątki będzie miał osobną opinię do każdego odcinka B)
Zastanawia mnie ta Mari, bo wzięła się tak znikąd.
Marianne to przyjaciółka Dustina z lat młodości (troszkę później aniżeli w TYM).
po co lily zaczela sie mu zwierzac?
Bo i tak nie miała nic do stracenia :P
I dziękuję za wszystkie komentarze, w szczególności te od "nowych" czytelniczek :)
Zrobiłam wyjątkowo bez ramek, bo taki miałam kaprys :P
XXX
Pierwsze podejścia
25 VII
Znowu tutaj jest.
Powoli udaje się do wyjścia lotniska w Los Angeles. Wodzi wzrokiem po tej ogromnej hali z mnóstwem sklepów, kawiarni i innych miejsc, gdzie można spędzić czas przed podróżą lub zaraz po niej. Wzrokiem lustruje znajome szyldy, witryny sklepowe, wnętrza... Tyle razy już tutaj była, ale w ciągu ostatnich kilku lat od jej ostatniej wizyty nic się nie zmieniło. Zaczęły do niej wracać wspomnienia, o dziwo, same dobre. Pierwszy raz pojawiła się tu jako kilkuletnia dziewczynka wraz z panią Kelley, kiedy leciały do Polski. Jak się później okazało, wylot ten okazał się drogą do przełomu w jej życiu. Kolejny raz zjawiła się tutaj ze swoim tatą. Nie leciała już do Polski jako gość, ale jako jej obywatelka. Leciała do domu. Jeszcze innym razem to w tym miejscu podjęła jedną z najważniejszych życiowych decyzji, przyjmując przeprosiny i oświadczyny tego, któremu sama będzie się teraz tłumaczyć. A może, tak jak wtedy, nie wróci sama do kraju?
Była gotowa na to, że tak się nie stanie. Tak naprawdę, wydawało jej się, że była gotowa na wszystko. Po prostu mogła stanąć i mówić, mając przygotowanych kilka planów. Dużo czasu zajęło jej układanie tej strategii i miała nadzieję, że czas poświęcony na to nie będzie zmarnowany i osiągnie swój cel.
Na postoju udało jej się złapać taksówkę, która podwiozła ją do małego moteliku na przedmieściach. Ten co prawda standardem nie grzeszył, ale cena była przystępna.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/Sims2EP82010-03-2819-09-18-98.jpg
Zresztą i tak miała zamiar większość czasu spędzić poza jego murami.
Gdy już się rozpakowała, postanowiła pójść na obiad do pobliskiej małej restauracyjki. W czasie drogi zatelefonowała do taty i Julki, jak ją o to prosili („koniecznie zadzwoń, jak już tam będziesz!”). Do końca dnia nic specjalnego już nie robiła, zmęczona dziesięciogodzinnym lotem i prawie trzydziestostopniowym upałem. Wielkie poszukiwania zaplanowane miała na dzień jutrzejszy...
***
26 VII
Obudziła się wcześnie rano. Chciała najpierw sprawdzić mieszkanie męża licząc na to, że jednak zastanie go tam jeszcze zanim ten pójdzie do pracy. A jeśli już tam nie mieszka... Może nowi właściciele będą coś o nim wiedzieć? Może zostawił im adres, numer telefonu, cokolwiek...
Po śniadaniu, około godziny dziewiątej, udała się na najbliższy przystanek autobusowy. Z rozkładu zamieszczonego w internecie wiedziała, że autobus jadący w kierunku Brick Avenue ma się zjawić za jakieś dziesięć minut.
Oprócz niej na przystanku była jeszcze całkiem liczna grupka osób. Ludzie mieszkający tutaj, w tej niebogatej części Miasta Aniołów często nie mogli sobie pozwolić na zakup samochodu, nawet rozlatującego się. Musieli korzystać ze środków komunikacji miejskiej, które, o dziwo, najlepsze nie były. Przynajmniej nie tutaj.
Jechała na ślepo, na chybił – trafił. Albo spotka męża, załatwi sprawę od razu, albo się okaże, że wyszedł już do pracy i nie będzie większych szans na rozmowę. Szczerze mówiąc nie liczyła na to, że za pierwszym razem jej się uda, ale... dlaczego nie?
W końcu autokar dowlókł się na odpowiedni przystanek. Do środka władowało się kilka osób, wysiadła tylko jedna. Ona. Być może tamci zachodzili o głowę, co taka piękna blondynka może robić w takiej dziurze jak dzielnica, w której między innymi leżała Ceglana Aleja. Od razu zauważyli, że Lily nie jest jedną z nich, zaczęli patrzeć na nią nieufnie, co zresztą spostrzegła, nie przejmując się tym zbytnio i w głębi duszy rozumiejąc tych ludzi. Miała tylko nadzieję, że takim zdziwionym, wręcz niechętnym wzrokiem nie obarczy jej ukochany (mimo wszystko nie bała się myśleć o Dustinie w ten sposób). O ile w ogóle będzie musiał to zrobić.
Po tym, jak wyprowadził się z Fabric Street, nierzadko do niego wpadała, oczywiście jeśli to on nie wybierał się z wizytą za ocean. Chociaż na początku droga, którą szła, nie przypominała jej znajomej trasy, po paru minutach rozpoznawała te stare, zniszczone bloki.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/Sims2EP82010-03-2822-22-53-31.jpg
Faktem jest, że nie były one jeszcze w skrajnej ruinie, część nawet była odnowiona (czyżby znalazł się jakiś dobroczyńca?!), ale do najładniejszych z pewnością nie należały. Jednak spacerując pomiędzy tymi zniszczonymi kamieniczkami z cegły zawsze czuła magię tego miejsca. Nie raz mówiła o tym Dustinowi. Wtedy on śmiał się i żartował, że to dlatego, że on tutaj mieszka. Ale z jego wyrazu twarzy potrafiła odczytać, że myśli podobnie, chociaż nigdy o tym otwarcie nie powiedział.
Zresztą, on w ogóle mało co mówił, twierdząc przy tym, że nie potrzeba tylu słów. „Po co tyle paplać, nie można na chwilę posiedzieć w ciszy?”, jak to zwykł mawiać, gdy jego przyszła żona próbowała go poznać od tej strony. Nie dziwiła się mu, wszak z wszechstronnym hałasem i gadaniną miał do czynienia w każdy weekend, kiedy swoim zwyczajem dawał koncerty w pobliskiej knajpce. A kiedy ona przyjeżdżała, na któryś wieczór zawsze pożyczał gitarę (na swoją własną nie było go stać) i siedząc wraz z nią w swoim mieszkanku, przez cały wieczór robili sobie małe karaoke przy dźwięku gitary. To przywoływało wspomnienia – wszak podobnie zaczęła się ich burzliwa znajomość, z której niespodziewanie wyrosło silne uczucie. Teraz stawiała sobie pytanie: gdzie ono się podziało?
Z każdym krokiem była bliżej kamieniczki, w której mieszkanie wynajmował jej mąż. Im bardziej się przybliżała, tym większa narastała w niej trema. Nie mogła się jej poddać, gdyż wtedy nic nie wyszłoby z tej wizyty. Jednak tym razem zdawało się to być silniejsze od niej. Z duszą przepełnioną niepokojem dotarła pod właściwy adres. Idąc po schodach, cała się trzęsła. Nerwy brały górę. Podobnie złe przeczucia.
Zanim zapukała do odpowiednich drzwi musiała wziąć głęboki oddech i się uspokoić. Gdy w końcu stwierdziła, że jej ciało nie jest już takie galaretowate, odważnie zastukała w „obite” białym, przybrudzonym plastikiem drzwi.
Po pierwszym pukaniu nikt się nie zjawił, zatem spróbowała raz jeszcze. I tu poszło lepiej. Usłyszała otwierane drzwi w głębi mieszkania i czyjeś wolne kroki. Jednak nie należały one do Dustina...
Gdy tyko drzwi się otworzyły, niemal zamarła z przerażenia czy wręcz niedowierzania. Stała przed nią kobieta w podobnym wieku, z nieuczesanymi, farbowanymi na rudo włosami, ubrana różową piżamę czy też bieliznę.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/Sims2EP82010-03-2818-07-17-04.jpg
„Boże” – w pierwszej chwili przeleciało jej przez myśl – „To nie może być...”. Jednak musiała z siebie wydobyć tą cudowną „formułkę”.
- Dzień dobry, czy zastałam Dustina?
- Hm, chodzi pani o pana Winga? – rudowłosa ogarnęła ją wzrokiem. W spojrzeniu swojej rozmówczyni otrzymała odpowiedź – Niestety, nie zastała go pani. Nie mieszka tu już dobre trzy miesiące. Razem z chłopakiem odkupiliśmy od niego to mieszkanie za całkiem przyzwoite pieniądze.
Powinna teraz odetchnąć z ulgą i rzeczywiście się tak stało. Na chwilę, gdyż pojawiła się kolejna wątpliwość.
- Nie wie pani, gdzie mogę go znaleźć? – spytała z nadzieją blondynka.
- Niestety nie – odparła druga. – Zostawił nam co prawda namiary na kolegę, u którego mieszkał, ale mówił, że to tylko chwilo, dopóki nie znajdzie sobie jakiegoś innego mieszkania.
- A numer telefonu? – nie chciała dać za wygraną.
- Tylko do tego kolegi. Ale tamten gość nie pozwolił nikomu go dawać. Zresztą nawet nie wiem, czy go jeszcze mamy.
- Nie zostawił po sobie przypadkiem jakichś rzeczy?
- Nie, raczej nie... Chociaż wie pani co? Kiedyś przy sprzątaniu Sam znalazł jakąś fotografię. Chcieliśmy mu ją zwrócić, ale całkiem o tym zapomnieliśmy.
- Mogłaby pani mi ją pokazać? Jeśli spotkam go, na co bardzo liczę, z pewnością oddam.
- No OK. Zresztą i tak jest mi obojętne co pani z tym zrobi. Chociaż szkoda by było, bo zdjęcie naprawdę ładne.
Na chwilę drzwi do mieszkania się zamknęły. Zanim jego nowa właścicielka wróciła ze zgubą, Lily zdążyła już postanowić, jaki będzie jej następny krok.
Ponownie w drzwiach zjawiła się rudowłosa i o dziwo nie miała w ręce tylko jednej rzeczy.
- Znalazło się tego więcej – po czym podała zguby Lily.
Ta zaś przyglądała się im z uwagą. Zdjęć było włącznie cztery. Pierwsze robione było, gdy po raz pierwszy odwiedzała go jako narzeczona latem. Pamiętała, że w tym dniu razem z nimi poszli na plażę młodzi państwo Stewart („może by ich tak przy okazji odwiedzić?”) i to Rose zrobiła to śliczne zdjęcie. Na piasku obie z Lily narysowały wcześniej palcami serce, a następnie postanowili, że każda z par zrobi sobie w nim zdjęcie. Jednak Alan zaszył się gdzieś i „sesja” musiała się odbyć bez niego (co mu potem żona solennie wygarnęła, gdy tylko zjawił się na miejscu). Pomimo oporów, udało się Dustina namówić, żeby wszedł do serduszka. Potem już poszło jak z płatka. Klęcząc obok siebie, objęci w miarę możliwości, w takim stanie zostali uwiecznieni przez cyfrówkę pana Stewarta.
Po latach, gdy przyszło jej oglądać ponownie tą fotografię zaczynała rozumieć, że mąż nie zostawił jej tu przez rozgarnięcie. On chciał ją tutaj zostawić razem ze swoim starym życiem. Podobnie było w przypadku dwóch pozostałych, na których była tylko ona. Co dziwne, nie znała tych zdjęć. W rozmowach przez telefon Dustin nie raz mówił jej, że gdyby tylko mógł, wyciągnąłby ją z nich i nie pozwolił wrócić. Rzeczywiście, kiedy się na nie patrzyło ogarniała człowieka tęsknota. Sama się sobie dziwiła, że tak inaczej, że tak ładnie wyszła. I zachodziła o głowę, kiedy mu się udało dorwać takie świetne ujęcia. Tym bardziej, że cały czas przy niej był, ramię w ramię... Wiedziała, że jej mąż jest wyjątkowy, ale nie, że aż tak.
Natomiast ostatnie zdjęcie... Nie mogła zrozumieć, dlaczego ono tutaj jest. Zaczęła wątpić.
Miał mało, zaledwie kilka zdjęć swoich maleństw. Jedno czy dwa Wiktorka, niewiele więcej Tanii Tereski. Nigdy nie wątpiła w jego miłość do dzieci, ale teraz zastanawiała się, czy słusznie. Czyżby nawet te niczemu winne dzieciątka chciał od siebie odsunąć, przestać być ich ojcem? Próbowała wmówić sobie, że to jednak był przypadek, ale dlaczego właśnie wśród selekcji zdjęć zapomniał właśnie o tym, ślicznym i jednym z najładniejszych?
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/Sims2EP82010-03-2820-35-01-33.jpg
Mała wyszła tu tak słodko, że chciało jej się płakać ze wzruszenia. W myślach brzmiało jej tylko niczym niezagłuszone „Dustin, dlaczego to zrobiłeś?! Jak w ogóle mogłeś?! To TWOJA córka, przecież ją kochasz! Czy i ona teraz jest dla ciebie nikim, tak jak jej matka?”
- Proszę pani, wszystko OK? – usłyszała zatroskany głos rudowłosej – Dlaczego pani się tak przejmuje? To tylko zdjęcia.
Nagle niebieskooka uświadomiła sobie, że całe policzki ma mokre. Nie zważając na to, jakby automatycznie pokazała kobiecie zdjęcia. Gdy chwilkę się im przyjrzała, zdawało się, że pojęła.
- Tak mi przykro – powiedziała, spoglądając ponownie na Lily, po czym dodała jeszcze, nie wiedząc sama po co – Pani Wing...
- Już w porządku – powiedziała druga – Dziękuję pani za te zdjęcia. Jeżeli on nawet ich nie przyjmie, ja będę wiedziała co z nimi zrobić. Do widzenia.
- Do widzenia – odparła jej rozmówczyni – Oby się pani udało.
Lily przesłała jej jeszcze słaby uśmiech, po czym opuściła budynek i udała się znowu na przystanek.
Teraz czekała ją wyprawa na uczelnię jej męża, gdzie musiały być jego papiery, a wśród nich między innymi adres. Aktualny, miała nadzieję.
Podróż zajęła jej prawie godzinę. Chociaż w sumie uznała za cud, że ta przebiegła bezproblemowo - żadnych większych korków, żadnych spóźnień autobusów. Marzenie podróżującego, po prostu. Jedyne co nie było takie jakie być powinno, to pogoda, a w szczególności panujący na zewnątrz skwar, istna patelnia. Do tego trzeba było dodać ścisk w autokarze i niezbyt komfortowe warunki podróży gotowe. Zatem jakież wielkie było jej szczęście, gdy w końcu postawiła stopy na twardej, betonowej płycie chodnikowej.
Do college`u miała jeszcze jakieś piętnaście minut drogi pieszo. Zanim jednak udała się w kolejną drogę, wstąpiła coś zjeść, bo kiszki od dłuższego czasu urządzały sobie coraz głośniejszy i uciążliwy koncert t jej brzuchu. Został on ostatecznie zażegnany przez zapiekankę i butelkę Coli (prosto z lodówki!), którą potem popijała sobie jeszcze w drodze do szkoły.
Szybko zleciał jej kwadrans maszerowania i znalazła się w dziekanacie College of Business and Economics. Tam, za szerokim kontuarem z jasnego drewna, siedziały trzy panie. Podeszła do jednej z nich.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/Sims2EP82010-03-2819-49-40-20.jpg
- Dzień dobry, czego pani sobie życzy? – zapytała czarnowłosa kobieta koło czterdziestki
- Dzień dobry, chciałabym uzyskać adres zamieszkania jednego ze studentów...
- Nazwisko?
- Wing, Dustin.
- Pani z rodziny?
- Tak – pokazała kobiecie swój dowód osobisty, żeby nie było wątpliwości – żona.
Popatrzyła na nią jak na wariatkę.
- To pani nie wie, gdzie mieszka własny mąż?! – strach pomyśleć, co jej przebiegło przez myśl
- A pani jest tu po to, żeby mi to powiedzieć– odparła bezczelnie Lily
Kobietę zatkało. Bez słowa zaczęła szukać informacji o „zaginionym”.
- Washington Street 499, mieszkanie numer 39 – wyrecytowała, co blondynka natychmiast zapisała na komórce.
- Dziękuję, do widzenia – odparła, po czym szybkim krokiem udała się w stronę wyjścia.
Na ulicę Waszyngtona również dotarła pieszo i niedługo później natrafiła pod odpowiedni adres.
Kamieniczka taka jak inna tutaj, z odpadającym ze ścian tynkiem i dawno niewymienionymi oknami. Klatka schodowa niepomalowana, ale za to czynsz musiał być niewysoki. Mieszkanie numer 39 reprezentowały stare, drewniane drzwi. Znowu, wystraszona i niepewna, musiała zapukać. Im dłużej utwierdzała się w przekonaniu, że nie zastała go, tym bardziej była spokojna. Po trzeciej próbie dała sobie spokój. „Na pewno jest w pracy o tej porze”. Postanowiła wrócić do siebie. Wpadnie tu wieczorem, może akurat coś jej się uda zdziałać. Wtedy już nie było mocnych, chyba, że Dustin wyjdzie na całą noc na miasto (ciekawe tylko po co?).
Z dobrymi myślami wsiadła do autobusu, który miał ją zawieść do moteliku.
Pierwsza! ;D
Powoli udaje się do wyjścia lotniska w Los Angeles. Wodzi wzrokiem po tej ogromnej hali z mnóstwem sklepów, kawiarni i innych miejsc, gdzie można spędzić czas przed podróżą lub zaraz po niej. Wzrokiem lustrowała znajome szyldy, witryny sklepowe, wnętrza...
Pomieszałaś czasy
Dużo czasu zajęło jej układanie tej strategii i miała nadzieję, że nie czas poświęcony na to nie będzie zmarnowany i osiągnie swój cel.
Niepotrzebne "nie"/
(pomimo wszystko nie bała się myśleć o Dustinie w ten sposób).
Wystarczy tylko "mimo" ;)
A taką miałam nadzieję zobaczyć Dustina :] No, ale trudno, może w następnym odcinku ^^
Cieszę się, że Lily nie traci nadziei na lepsze jutro. No i że wreszcie zdecydowała się znaleźć Dustina. Chociaż z drugiej strony powiedzenie "Nic na siłę" całkiem pasuje do Dustina. Mam nadzieję, że mimo wszystko jej wybaczy. Bo nie wierzę, że naprawdę już nic do niej nie czuje (przecież wtedy nie byłoby szczęśliwego zakończenia, a ja uwielbiam happy endy! ;D). Z resztą tak jak pisała Volt:
Co jak co - facet cierpiał w celi, że nie widuje się ze swoimi dziećmi, a teraz - patrzcie no, sam gotuje sobie taki bigos. ;p
Więc z pewnością da się namówić na powrót ^^
Ps.
Cudne jest to zdjęcie z Lily ^^
W końcu Lily zaczęła działać :D. Cieszę się, choć miałam nadzieję zobaczyć Dustina. Nie wierzę w to, że się odkochał a już tym bardziej, że dzieci nic dla niego nie znaczą... Przecież to Dustin! Zdjęcie Małej musiał po prostu zgubić.
Zastanawia mnie ta babka z dziekanatu. Jakoś tak szybko podała adres Dustina...
Oby kolejny odcinek był szybciej, bo ja czekam :P.
nareszcie, juz myslalam, ze niepotrzebnie nadrabialam, bo nas opuscilas :{
nono odcinek super (pomijajac te pomieszane czasy, ktore zreszta juz sandra wytknela!), bardzo mi sie podoba. zaskoczylo mnie to z ta ruda, bylam pewna, ze to jego kochanka :D a tu niespodzianka... hmm co do tych zdjec to faktycznie wydaje mi sie, ze po prostu zapomnial... no coz, zobaczymy
aa, no a zdjecia ogolnie sliczne, o wiele ladniej bez ramek!
Dziękuję za te trzy opinie.
Dochodzę do wniosku, że piszę co innego niż Wy chcecie, a wszelkie wątpliwości czy pytania, na które nie było odpowiedzi w odcinku, wyjaśnię w osobnym poście.
XXXI
Koniec
Swoją kolejną podróż na Washington Street zaplanowała na godzinę 21.00. Fakt, że niebezpiecznie jest się włóczyć samej po nocy, ale musiała. Serce nie sługa, a to ono ją tam kierowało.
O 19.57 miała autobus. Była już kolacji, ubrana w cieplejsze ciuszki. Tym razem wsiadała sama, za to ludzie wręcz wylewali się z wnętrza. Wracali do domu po pracy, by zjeść kolację, pogadać z najbliższymi, pooglądać telewizję i ostatecznie pójść spać. I tak w kółko, dzień w dzień.
Wyobrażała sobie, że podobne plany na ten wieczór miał jej mąż i że jej nagłe wtargnięcie mu je pokrzyżuje. Ale skoro z własnej, nieprzymuszonej woli nie chciał tego załatwić...
Przez całą drogę jeszcze raz próbowała sobie ułożyć w głowie wygląd spotkania. Ponownie przemyślała wszystkie swoje strategie, gruntownie przypomniała sobie wszystkie szczegóły. Wychodząc na chodnik miała to wszystko poukładane w głowie. Jednak strach i zdenerwowanie zaczęły robić swoje...
Kiedy do kamienicy doszła jeszcze w miarę normalnie, przed wejściem do niej nogi się pod nią ugięły, były jak z waty. Serce biło jak szalone, a w głowie powstał jeden wielki mętlik.. Zaczęła się nawet wahać przed wejściem na górę.
Ostatecznie pomyślała: „Jeśli się nie uda, trudno. W końcu to nie od mojej mowy wszystko zależy, ale od jego nastawienia do całej sprawy” i, zahartowana, wspięła się po schodach.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/311.jpg
Podeszła do drzwi, zapukała po raz czwarty dzisiaj.
Cisza.
To samo działo się po kolejnych próbach. Niepokój znowu zaczął ją męczyć, wszystkie możliwe złe myśli natarczywie pojawiały się w jej głowie. Co się tym razem mogło stać? Nie był weekend, nie mógł być w klubie (o ile w ogóle jeszcze tam pracował i o ile taki jest w okolicy), więc co się mogło stać? Poszedł do znajomych, do baru, włóczy się po mieście?
„Wpadnę tu za pół godziny. Jeśli nadal go nie będzie, wracam.” – pomyślała, po czym znowu znalazła się na bruku.
Postanowiła przespacerować się po okolicy. Jadąc autobusem dostrzegła niedaleko całkiem ładny park. Tam właśnie skierowała swoje kroki.
Trzeba było przyznać, że zieleń wśród betonowo - ceglanego królestwa dobrze na nią wpłynęła. Drzewa wydawały się mieć właściwości uspokajające, zapach kwiatów koił zmysły, a malutka fontanna radowała wzrok.
O tej porze w Polsce wszyscy byli w pracy. Zadzwoniłaby, ale nie chciała im przeszkadzać. Zresztą i tak nie miała dla nich ważniejszych informacji. Powiedziałaby co najwyżej, że siedzi i parku i czeka, aż będzie mogła znowu pójść w odwiedziny do męża, którego (znowu) nie zastała. Do głowy przyszła jej pewna myśl.
Gdyby zadzwoniła do domu w obecności Dustina, oddałaby mu słuchawkę, a tam byłaby na przykład Tania Tereska, albo gaworzący wesoło Wiktorek. I powiedziałaby mu wtedy coś w stylu „A one ciągle czekają na tatę”. Co odpowiedziałby, nie wiedziała.
Pół godziny nie dłużyło się specjalnie i znowu miała stanąć twarzą w twarz... wpierw z drzwiami.
Stremowana, zapukała. Czekała. Powtórzyła. Czekała. Zapukała trzeci raz.
Cisza.
Zawiedziona, ze łzami w oczach opuściła budynek.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/312.jpg
Zaczęła się gorączkowo zastanawiać, co teraz. Bo niby jakie były szanse, że go zastanie jutro? Takie jak dzisiaj, mniejsze?
Na przystanku wyczytała, że najszybszy autobus bezpośredni ma dopiero po 23. Kolejny raz chciało jej się płakać. Nie wiedziała, czy ze złości, czy z powodu tego ogromnego pecha, jaki ją prześladował.
Nic nie poszło po jej myśli. Nie znalazła męża, a teraz nie ma jak wrócić do domu i musi czekać na autobus w tej nieznanej części miasta. Jedyną rzeczą, która dobrze poszła w dniu dzisiejszym były zakupy, którym poświęciła cały swój czas po powrocie. Kupiła coś sobie, dzieciom, nawet tacie. Cieszyło ją, że może im zrobić miłą niespodziankę, ale to nie było najważniejsze dzisiaj. Liczyła się ta niesamowita, przybijająca porażka i brak nadziei.
Weszła do ładnie wyglądającej kawiarenki i tam usiadła. Wybrała stolik pod ścianą, z dala od ludzkich spojrzeń. Gdy podeszła kelnerka, zamówiła sobie mocną kawę. Bardzo chciało jej się spać, ale musiała wytrzymać do północy.
Zauważyła, że owa kelnerka badawczo jej się przygląda, ale nic nie powiedziała. Skąd mogła ją znać? Może to jakaś znajoma z sierocińców, jedna z jej słuchaczek, kiedy pracowała jeszcze w „Superstarze”? Nic jej ta twarz nie mówiła.
Stopniowo kawiarenka pustoszała. Zostało tylko parę osób i obsługa. Dochodziła 22.15, kiedy ta sama kelnerka podeszła do niej. O dziwo, nie zabrała tylko filiżanki i nie doniosła rachunku. Zrobiła to, ale później. Wpierw, w zdziwieniu Lily, dosiadła się do stolika. Przypatrywała się klientce z uwagą, patrzyła prosto w oczy.
- Lily? - odezwała się w końcu – Lily Wing?
- Tak, to ja - odparła. Głos jej rozmówczyni wydał się znajomy. - Kim pani jest? - zapytała ze spokojem.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/313.jpg
- Nie poznajesz mnie? To ja, Marianne – uśmiechnęła się
Zaraz i Lily zrobiła to samo. Spotkać w takim momencie bratnią duszę... W dodatku taką, która może jej bardzo pomóc!
- Boże, jak to dobrze, że cię spotkałam! – powiedziała, szczęśliwa. Kobiety uściskały się przyjaźnie.
- Co tu robisz tak późno? – zapytała szatynka.
- Byłam u Dustina, ale go nie zastałam. Autobus mam dopiero za godzinę, a na taksówkę nie starczy mi pieniędzy.
- Wiedziałam, że tak to się skończy – zmartwiła się. – Że w końcu będziesz musiała tu przyjechać i wyjaśnić nim co nieco. Tylko dziwi mnie, że go nie zastałaś. Gdybym nie wiedziała, że nie będzie go dziś u mnie, pewnie tam bym cię odesłała. Chociaż późno już... Nie ma w zwyczaju wpadać o tej prze. Pewnie już wrócił, ale jeśli tak, to śpi.. Nie ma sensu już dzisiaj tam leźć. Wyglądasz na zmęczoną...
- Bo jestem.
- Słuchaj, może przenocowałabyś u mnie? Mieszkam całkiem niedaleko stąd, dziesięć minut drogi. Włóczenie się po nocach jest najlepszym rozwiązaniem. O tej porze różne typki jeżdżą autobusami. Lepiej trzymać się do nich z dala.
- A to nie problem? Mieszkasz z córką, może sobie nie życzyć.
- Jo? Nie, skąd! Jakbym jej powiedziała, że jesteś żoną Dustina, pokochałaby cię równie mocno jak jego. Poza tym, wysłałam ją do brata na wieś. Uwielbia tam jeździć. Ja jeszcze idę z narzeczonym do kina, dlatego masz cały dom do dyspozycji.
Potem wytłumaczyła jej kilka innych, ale niemniej istotnych rzeczy.
- Z nieba mi spadłaś! Dzięki! – zawołała blondynka.
Chwilę później Mari przyszła znowu do stolika z resztą i kluczykami do domu.
- Nie krępuj się, mam zapasowe- uśmiechnęła się przyjaźnie. – To co? Widzimy się rano!
- Jeszcze raz dzięki! Dobranoc!
- Dobranoc!
Lily, zabrawszy swoje rzeczy, opuściła kawiarnię.
Na kartce miała zapisany adres kelnerki. Trafiła bez problemu.
***
Dom ten okazał się całkiem ładnym i przyjemnym miejscem. Nie była tu nigdy wcześniej, dlatego też dokładnie zlustrowała pokoje, do których wstęp nie był jej wzbroniony. Nie trwało to długo, gdyż zmęczenie robiło swoje.
Ubrana w różowy szlafrok (którego użyczyła jej Mari), stała przed łazienkowym lustrem i rozczesywała sobie włosy, gdy usłyszała trzask drzwi wejściowych.
Zamarła z przerażenia.
- Mari, jesteś? – usłyszała wołanie. Zdawało jej się, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Ten głos...
Chwilę później usłyszała stukot stopni schodów. Nie wiedziała, co robić – czy się gdzieś schować (bo na to najbardziej miała ochotę) czy dalej stać i nic nie mówić. Zanim zdążyła cokolwiek postanowić, kroki ucichły i spojrzała w stronę otwartych drzwi łazienki.
***
Trudno było określić, które z nich zdziwiło się bardziej. On patrzył niedowierzającym wzrokiem, ona dalej stała, przestraszona, nie wiedząc, co powiedzieć. Chociaż miała otwarte usta, w gardle zablokowały się słowa.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/314.jpg
- Co ty tu robisz? – odezwał się pierwszy. Troszkę było w tym pytaniu złości, ale dominowało zdziwienie.
- O to samo mogłabym zapytać ciebie – odparła
- Nie wiem, jak ty, ale ja wpadłem do koleżanki.
- O tej porze?
- Bywało i później – odpowiedział z niechęcią – Ale ja pytam o ciebie.
- Bynajmniej nie do przyjaciółki – podjęła dialog, ośmielona. - U Mari tylko nocuję...
- To ciekawe do kogo – kpina – Zawsze było „do męża”, a teraz?
- Teraz też.
- I co mu niby chciałaś powiedzieć? – konstruował pytania tak, jakby nie były skierowane do niego.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/315.jpg
- Szczerze? Żeby wrócił.
- Gdzie?
- Jak to: gdzie? Do domu! Gdzie czekają na niego żona, dzieci...
- Przecież on nie ma żony – uśmiechnął się z politowaniem
- A JA?! – krzyknęła. Pełna rozpaczy, zarówno z pytaniem jak i wyrzutem.
- Ty? Jesteś dla niego nikim, tak jak on był dla ciebie w chwili zdrady! – krzyknął, patrząc na nią z nienawiścią
Nie odpowiedziała, tylko czekająco wpatrywała się w niego.
- Czego ty ode mnie chcesz? – zapytał, już spokojniej
- Chciałam ci powiedzieć, że żałuję tego, co zrobiłam – patrzyła na niego ze skruchą – Przyrzekłam sobie, że do tego nie dopuszczę, ale słabość wygrała. Dustin, ja miałam ci to powiedzieć wtedy, w sądzie.
- Ale Bartek i jego zdjęcia były szybsze. I z pewnością bardziej przekonywujące niż twoje tłumaczenie.
- Przecież to nie było celowe...
- A co mnie to obchodzi? Zdrada to zdrada. Świadoma czy nie, boli tak samo.
- Myślisz, że tylko ciebie?
- Gdyby Bartek żył, pewnie nie byłoby cię tutaj. Nie masz czego zrobić ze swoim życiem, to przyjeżdżasz do mnie, czekając Bóg wie na co.
- Ja tylko chcę, żebyś mi przebaczył i wrócił – znowu płakała – Tania i Wiktor potrzebują taty...
- A ty: potrzebujesz męża?
- Zawsze potrzebowałam! Wtedy, kiedy cię przy mnie nie było, najbardziej.
- Tylko wiesz w czym jest problem? Ja NIE potrzebuję już żony! Zepsułaś mi całe życie, przez ciebie miałem złudzenie, że może być lepiej, a potem bezczelnie wyrzuciłaś!
- Nie mów tak! Przez wszystkie te miesiące czekałam na twój powrót! Na to życie, które sobie wymarzyliśmy! Nie pamiętasz tego?
- Nie chcę pamiętać!
- Ale...
- Lily, daj spokój. Nie ma już nas. Jedyne, co nas łączy, to dzieci, które skończą tak jak my, i na dzień dzisiejszy jakiś papier, na którym jestem twoim mężem, a ty moją żoną, chociaż w realu jest inaczej. Ale i tą sprawę wkrótce załatwimy. Zawczasu zacznij sobie szukać nowego faceta... I nie licz, że JA się zmienię i że JA nim będę. A dzieciakom możesz nawet powiedzieć, że tata nie żyje.
- Przecież nie chcesz tego...
- Jesteś tego pewna?
Z torebki wyciągnęła zdjęcie i podała mu je. Wpatrywał się w nie przez chwilkę bez wyrazu, a przynajmniej tak to wyglądało.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo szkoda mi tej małej i jej brata. Weź to zdjęcie – mnie się nie przyda. A teraz już pójdę, skoro sobie wyjaśniliśmy wszystko.
Nie chciała na to pozwolić. Jakimś cudem udało jej się zatarasować schody tak, aby nie mógł przejść.
- Dustin... – płakała, patrząc mu w oczy – Nie odchodź...
- Zejdź mi z drogi, inaczej sam sobie ją zrobię – zagroził niewzruszony
- Dustin... – to było jedyne słowo, na które mogła się zdobyć. Wiedziała, że albo teraz uderzy ją, albo się rozmyśli. Cały czas miała nadzieję, że wybierze to drugie.
On jednak wymierzył jej w zapłakany policzek. Przewróciła się na bok z bólu.
„To koniec” – pomyślała, zalewając się łzami. Nie wiedziała, co bardziej ją bolało - czy rana na ciele czy na duszy. Obie wymierzone przez niego. Przez tego, którego najbardziej kochała...
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/316.jpg
Za wszelkie niezgodności (zauważyłam po zrobieniu zdjęć) przepraszam.
Chyba żartujesz?! To ma być koniec?! Wolne żarty! To się tak skończyć nie może. Wierzę, że Lily jeszcze coś wykombinuje i przekona do siebie Dustina. Nie wierzę, że Dustin uderzył Lily...
Na zewnątrz był dość opanowany a w środku pewnie aż wrzało... Biedny, ale też strasznie żal było mi Lilki. Tekst o Bartku i szukaniu nowego faceta był poniżej pasa... :(
Zanim się ona teraz pozbiera, to minie, ale może Dustin przez ten czas trochę ochłonie. Przecież on kocha dastusiątka a mówił o nich tak, jakby były mu zupełnie obce...
Pisz szybko kolejny odcinek :P!
Było parę błędów, ale najbardziej uderzyły mnie szczeble schodów, bo powinny być stopnie ;).
Charionette
31.03.2010, 16:55
A niech to :(
Nie zauważyłam poprzedniego odcinka... :((
Już nadrabiam zaległości.
A więc zarówno odcinek XXX jak i XXXI jest jak zwykle zresztą idealny. Nawet zdjęcia bez ramek mogą być :P Naturalnie zgadzam się z wypowiedziami poprzedników (więc po co mam to powtarzać:P)
I to właściwie tyle chciałam powiedzieć.
Pozdrawiam, Ch.
zaraz zaraz czy to oznacza koniec-koniec sznasy czy koniec jako tytul (koniec malzenstwa, koniec nadziei itp)?
i w ogole albo odnioslam mylne wrazenie albo to jakis chlodny koniec, jakbys nie byla usatysfakcjonowana komentarzami i postanowila skonczyc tak hmm...obojetnie? bez szumu? bez stopniowania napiecia? nie wiem, moze mi sie zdaje...
no ale mniejsza o to.
odcinek super. naprawde, mega mi sie podoba. jak na zakonczenie swietny, nareszcie cos innego od happy endu! super! aaa dustin jaki twardziel B) i like it! w sumie dobrze zrobilas, ze od niej odszedl, ona jest za mdla dla niego.
no.
teraz czekam na wyjasnienia!
To musiało być straszne... stracić ostatnią nadzieję. I nie mam tu na myśli tylko Lily, ale i Dustina. Ostatecznie gdzieś tam głęboko musiał jeszcze myśleć nad powrotem. I może pospieszanie go nie było najlepszym rozwiązaniem...
A teraz, kiedy powiedział Lily prosto w twarz, że NIE CHCE wracać... Hm...
Jeśli koniec ma być smutny... to niech taki zostanie. Ostatecznie w życiu mamy wzloty (coś jak happy end) i upadki (można powiedzieć sad end)
Chociaż nie, domagam się epilogu! ;P
Może napiszesz jak to wszystko wygląda po... kilku dniach, miesiącach, latach?
Dobra, bo wyjdzie, że będę musiała pisać każdemu z osobna... (ah, te niechcące edytować się posty!)
To NIE koniec "Szansy". Jeszcze nie.
Chociaż nie, domagam się epilogu! ;P
Będzie :D
Dziękuje za dotychczasowe komentarze :)
Czyli dobrze myślałam, że Koniec to tylko tytuł :P. Gdyby był koniec Szansy, to pewnie na wstępie byś coś napisała o tym ;). Także czekam na kolejny odcinek ;).
Volturia
01.04.2010, 12:14
Jezu drogi! < łezka zakręciła się w oku...>
Jak tak można? To nie jest możliwe, to nie ten Dustin, którego znamy!
Jak mógł pozostać tak niewzruszony? ( Właściwie nie usłyszał od niej nawet słowa; kocham - a zapewne nie uznałby go jako puste wyrzeczenie, jednak... )
Jestem poruszona. Rozegrałaś naprawdę piękny dramat ( dialog mnie poruszył). Dotknęła mnie obojętność Dustina do swoich maleństw, do WŁASNYCH DZIECI kutfa!
Mam nadzieję, że epilog również będzie tak ciekawy i pełen emocji.
Jeszcze nigdy Dustin nie wydawał mi się tak przystojny, czy też Lily - tak ładna i delikatna. ( Zdj. Dustina naprawdę jest udane ;) )
Równie wstrząsający następny ( dzięki Bogu!) odcinek? Czekam z rosnącym apetytem..
VOLT.
PS Ha! I mówiłam, że w głębi serca Bartek jest dobry! :P
I ten komentarz to ponoć jedyny taki, który tak niezmiernie ujął naszą pisarkę Liv - tak pragnąc się pochwalić ;)
Droga twórczyni ujmującego komentarza, czy słyszałaś o czymś takim jak skromność? ;]
Owszem, ale jeśli już mówić o skromności to za dużo jej nie masz Liv ;D
Więc skąd pretensje, to nie wiem ^^
Ale my tu mówimy o Tobie, nie o mnie =p
Mroczny Pan Skromności
03.04.2010, 17:54
Pewnie się zdziwisz, ale masz nowego czytelnika. Od razu mówię, że nie jestem dziewczyną.
W trzy dni(!) przeczytałem A Neverending Dream, Powrót do przeszłości i Szansę. To pierwsze uznałem ze denne, ale moja niezawodna intulicja kazała mi czytać. Gdy przeczytałem Szansę, nie miałem wątpliwości: jesteś the best! Ogólna ocena 10/10; ocena odcinka 10/10
Bezimienna
16.04.2010, 20:33
zabij mnie :D
zostały mi jeszcze dwa odcinki i mam nadzieje że sie z tym uwinę :) ale jestem pod ogromnym wrażeniem :)
Dziękować za wszystkie komentarze ;]
Dzisiaj krótko, ale bardzo treściwie.
XXXII
Role się odwracają
Listopad
Obudził się. Ze snu nie wytrącił go bynajmniej koszmar, bo wszelkie marzenia senne zniknęły wieki temu. Była to jakaś dziwna siła, której nie można jednoznacznie określić. Stojąc jeszcze na granicy mary i rzeczywistości, próbując zrzucić z siebie resztki snu, pomału w głowie tworzył mu się obraz rzeczywistości.
Ciemny pokój, do którego wpadała mała wiązka świtała latarni ulicznej. Nie zasłonił okna, co w ogóle ostatnimi czasy było w jego zwyczaju, podobnie jak powroty do domu po północy (czy oby na pewno?) lub nawet nagminne zapominanie, by spojrzeć w lustro – to, co kiedyś było nie do pomyślenia w jego przypadku, teraz zdawało się być codzienną rutyną, praktykowaną przez wiele lat.
Niedługo potem zorientował się, że jego miejscem spania była kanapa w salonie, a zamiast piżamy miał na sobie ubranie. To zaś nadawało się wyłącznie do prania, lekko przybrudzone, z którego unosił się nieprzyjemny zapach papierosów i alkoholu. Także powszechność dnia codziennego, który ciągnął się od nie tak dawna.
Podniósł się z posłania i zaspanymi oczyma spojrzał na stojący na szafce zegar. Była czwarta nad ranem.
W gardle miał sucho, postanowił się napić wody. Gdy otworzył lodówkę, wśród pustek na półkach, stała jedna, jedyna, pusta w dodatku, butelka po wodzie. Niezadowolony z takiego obrotu spraw, udał się do łazienki przypominając sobie wcześniej, że przecież kuchenny zlew jest nieczynny i że cały czas zwleka z skontaktowaniem się z hydraulikiem.
Nigdy nie lubił wody z kranu, jednak teraz było mu to obojętne. Jak wszystko, tak naprawdę. Gdy podniósł głowę z nad umywalki, odskoczył, przestraszony tym, co zobaczył w lustrze. Zobaczył tam potwora, bo tak to w myślach określił.
Owy potwór miał bladą cerę, doszczętnie zarośniętą, podkrążone oczy, które patrzyły otępiale, włosy, które od dawna nie witały się z grzebieniem i usta, jakby usilnie wyprostowane, bez żadnego wyrazu.
Przełamał się, i raz jeszcze przybliżył głowę do szklanej powierzchni.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/2Sims2EP82010-04-3016-59-51-80.jpg
Skądś znał te oczy, kolor włosów wydawał mu się być znajomy, podobnie jak rysy twarzy. Kto by pomyślał, że jego własne odbicie przyprawi go kiedyś o taką reakcję, że aż nie pozna samego siebie... Że tak się zmieni...
Nie mógł tego zrozumieć. Co się stało? Dlaczego zmienił się w taką bestię? Gdzie się podział stary Dustin, ten porządny, zawsze zadbany facet, którego znał? Dlaczego TERAZ było już mu wszystko jedno?!
Tak, właśnie do takiego wniosku doszedł. Stoczył się, bo nie widział sensu, by utrzymać się na powierzchni. Zrobił to samo, co jego kumple, z którymi prawie co wieczór przepijał resztki swojego życia. Więc jakim cudem w ogóle znalazł się ponad nimi?
Wróciły wspomnienia. Już znał odpowiedź. I chociaż niegdyś tak usilnie próbował walczyć z myślami o swojej felernej przeszłości i zrujnowanym życiu, teraz musiał do tego wrócić, spojrzeć na to inaczej. Wtedy patrzył z góry, teraz – z dołu, nie wiedzieć jak głębokiego.
Miał wszystko: pracę, dom, rodzinę, studiował... W jednym momencie przekreślił wszystko. Ale chwileczkę... ON przekreślił? Przecież to nie on wtedy był z Bartkiem w mieszkaniu czy na zabawie. On wtedy odpokutowywał w więzieniu. I tęsknił – tak mocno i szalenie. Kiedy wyszedł, okazało się, że nie miał za czym. Zawalił mu się cały świat, marzenia gdzieś prysły, bo wszystkie wiązał z nimi – jego ukochanymi – żoną, dwójką dzieci. Dla nich było to wszystko. Chciał, żeby to im było dobrze...
Teraz, patrząc na to z perspektywy czasu zastanawiał się, dlaczego nie walczył. Lily... Nagle przed oczami stanęła mu tamta scena. Płacz ukochanej, która za nim tęskniła, która tak naprawdę pierwsza wyciągnęła rękę do zgody. Odrzucił ją, zadufany sobie, przeklinając ją za to, co z nim zrobiła. Ale czy teraz, kiedy widzi, do czego to doprowadziło, jest szczęśliwszy niż kiedyś?
Wtedy uważał to za najlepszy wybór. Tej jesiennej nocy, parę miesięcy po tych wszystkich wydarzeniach, zaczął uświadamiać sobie, że to była najgorsza decyzja. Dlaczego jej wtedy nie wybaczył? Przecież żałowała. Dlaczego był aż tak na to ślepy?
Zostało mu to do teraz. Swoje „ja” gdzieś zatracił. Jakoś utrzymywał się przy życiu fizycznym, ale w jego duszy panowała pustka. Robił wszystko tak machinalnie, jak robot pozbawiony uczuć. Nie chciał się do tego doprowadzić, ale... na własne życzenie się znalazł z powrotem w tym bagnie. I nie widział tego, przekonany, że teraz idzie dobrą drogą.
Poszedł do sypialni, otworzył szufladę i wygrzebał z niej zdjęcia. Te straszne dowody zbrodni przeciwko niemu, które popełniła jego żona, też tam były. Ale oprócz nich zostały mu jeszcze te, które robili, gdy byli razem. On i Lily. Nagle, nie wiedzieć skąd, porównując jedne do drugich ujrzał ogromny kontrast. Wpatrywał się w oblicze swojej żony - kiedy była z nim, zawsze się śmiała, była tak prawdziwa, tak szczera. Jakby zamknięta w kartce papieru uśmiechała się do niego, żywego, siedzącego teraz na łóżku i rozważającego to wszystko. Przy Bartku wydawała się być taka nieprawdziwa, jakby to była zupełnie inna kobieta.
Więc czemu uznał tą – sztywną, nieprawdziwą – za swoją żonę? Co się stało z tamtą drugą, którą kiedyś nazywał „MOJĄ”? Gdzie ona się podziała?
Zło ma większą siłę przebicia, mówi się, że jest medialne*. Jest bardziej widoczne w świecie niż dobro, wręcz modne. Ludzie nauczeni są karcić, a nie dawać pochwały... I nagle zrozumiał, że on uległ jego wpływowi. Białe zrobiło się czarne i na odwrót. Źle ją ocenił i w dodatku na dobre wyrzucił ze swojego życia...
Zrobiło mu się przykro i tak jakoś smutno. Musiał przed samym sobą przyznać się do winy – skrzywdził niewinnego człowieka i przy okazji zadał cierpienie i samemu sobie. A jak ona musi się teraz czuć? Jak czuła się w momencie, gdy PRZEZ NIEGO waliło się jej życie, kiedy on myślał, że przez nią rozpada się jego własne? Przecież ona też miała plany, marzenia związane z nim, z ich rodziną...
Jak mógł to zrobić dzieciom? Skąd u niego wzięło się tyle nieczułości, taki brak miłości i obojętność na ich los? W końcu, czy nie robił tego wszystkiego dla nich? Nie zakuwał po nocach, pracował, by utrzymać siebie i odłożyć trochę pieniędzy na bilet lotniczy do Polski? Tak się przecież zarzekał, że są dla niego wszystkim, a teraz może pytają się „gdzie jest NASZ tata?”.
To wszystko w głowie mu się nie mieściło. Zaczął płakać nad swoim losem tak rzewnie, jak nigdy...
A myśli, jak to naprawić i czy w ogóle da się jeszcze coś zrobić, przyszły później...
*przemyślenie mojej polonistki
I takie małe coś, nawet nie w ramach bonusu:
http://img687.imageshack.us/img687/8485/whoiamc.jpg
Mroczny Pan Skromności
30.04.2010, 18:03
Pierwszy!
Ja też jestem smutny... że tak krótko. Jedna scena, to mało, jak dla mnie. Ale to jedyna negatywna rzecz. Reszta, jak zwykle super. Ale ten Dustin teraz wygląda! Aż się przestraszyłem. Moja ocena 10/10.
PS. I trochę mało zdjęć, ale to nic ;)
Edit: Fajny ma Dustin makijaż :P
Ten odcinek naprawdę mnie wzruszył. Naprawdę świetnie opisałaś te wszystkie przemyślenia Dustina. Tak jak napisałaś - krótko, ale treściwie. Zastanawiam się co Dustin teraz zrobi. Zaryzykuje i wróci, prosząc Lily o przebaczenie (to by pasowało do tytułu), czy pogrąży się jeszcze bardziej. Może Marianne potrafiłaby nakłonić go do powrotu (o ile w ogóle ma jeszcze z nim kontakt)?
Zrobiło mu się przykro i tak jakoś smutno.
Przykro i smutno to dla mnie to samo ;) Ale wiem co chciałaś przez to wyrazić.
Hm... przepraszam, ale nie potrafię się zdobyć na bardziej wyczerpujący komentarz ^^
Mam nadzieję, że kolejna część pojawi się w miarę szybko, bo mam nadzieję zobaczyć Dustina i Lilkę znowu razem ^^
Volturia
30.04.2010, 21:35
Masz rację - krótko i treściwie. A z jakim uczuciem!
Dobrze, jak nie świetnie opisane uczucia Dustina.
Wierzyłam gdzieś w głębi serca, że się złamie... No a dzieci? Jego dzieci? - to kiedyś musiało nadejść.
Ten Dustin mi się nie podoba,ale czuje, że wraca ten jedyny i niepowtarzalny ;]
Pozdrawiam, VOLT
Ale dziś obrodziło w odcinki :D! Właśnie sobie myślałam, że jeszcze tylko Szansy i Why me? mi brakuje a tu proszę :P.
W końcu się doczekałam :D.
Bardzo dobry odcinek. Łapie za serce... Świetnie ukazane uczucia.
Miedziałam, że w końcu to dotrze do Dustina. I tak długo wytrzymał bez dzieci...
Na pewno będzie starał się im to wynagrodzić.
Musi się facet wziąć za siebie i lecieć do Polski. Ciekawa jestem, jak zareaguje Lily :P.
Z niecierpliwością czekam na kolejną część. Nie zostawiaj nas więcej na tak długo :P!
Charionette
01.05.2010, 09:26
Szkoda, że tak krótko ;)
Odcinek jest super. świetnie opisane uczucia.
W ogóle akcja posuwa się do przodu :D
Bardzo mi się podoba....
Sherlock
08.05.2010, 19:38
NARESZCIE WSZYSTKO PRZECZYTAŁEM!
Jak zwykle nie wiem, co napisać :P Może tyle, że to jest BOSKIE!
Jakoś nie mogę nic więcej napisać... Oniemiałem z zachwytu, dosłownie.
Jejku, piszże szybciej ten odcinek ;D
Krytyki nie ma, bo w tym momencie to FS na nią nie zasługuje ;)
Bonus świetny!
EDIT: Ciekawe co czułaś, kiedy zobaczyłaś tu mój komentarz:D
XXXIII
Gdy niebo z ziemią się styka...
19 XII
Kolejna zarwana noc, znowu bolące oczy. Wiedziała, że zamiast iść z tym do okulisty, może po prostu się porządnie wyspać i lepiej jej to zrobi, bo tu chodziło nie tylko o narząd wzroku. Chciała jeszcze przed świętami skończyć to tłumaczenie, jednak miała z tym troszkę kłopotów. Trzeba było się przygotować na nadchodzące święta. Chociaż zostało już niewiele czasu, końca tej krzątaniny nie było widać. I chociaż cały swój dzień poświęcała tak naprawdę na różne zajęcia, to i tak ciągle brakowało jej czasu. W międzyczasie do jej napiętego harmonogramu coś jeszcze wpadło i... klapa totalna. Ostatnio takich niespodziewanych obrotów spraw było więcej. Przypomniała sobie dzisiejszą wizytę taty. Nie będzie go na wigilii, bo znowu ma jakiś wyjazd służbowy (księgarnia prężnie się rozwija, stąd te nieustanne spotkania z różnymi osobistościami). Co teraz zrobić? Czy w ogóle coś przygotowywać? Dla siebie samej nie opłaca się robić takiego zamieszania, dzieci są jeszcze małe, więc tym bardziej jest im to obojętne.
Męczyło ją to wszystko. Nie brakowało jej na co dzień radości (wszak Tania i Wiktorek zdolni są do wszystkiego...), ale na dłuższą metę wychodziło, że życie wcale jej nie cieszy. Chociaż na zewnątrz się śmiała, w środku nosiła coś w rodzaju smutku, beznadziejności. Próbowała to ukryć sama przed sobą, a cóż dopiero przed znajomymi.
Zapomniała o tym, co się stało, jakoś ułożyło jej się życie. Tak naprawdę od tamtego dnia niewiele się zmieniło. Może dlatego dość szybko się z tym pogodziła? Jeszcze parę tygodni po tej nocy zrywała się na każdy dźwięk telefonu i patrzyła z nadzieją na wyświetlacz. Drzemała w niej jakaś nadzieja, że się rozmyśli, że wróci... Ale z biegiem czasu po prostu zapominała. Zaraz po powrocie do domu wyjaśniła wszystko Tanii i dzięki temu ustrzegła się przed ewentualnymi późniejszymi pytaniami. Wtedy, gdy jeszcze nie ochłonęła po tym wszystkim, powiedziała jej, że tatuś kiedyś wróci. Ale owe kiedyś nie nadeszło i wiedziała, że nie nadejdzie. Rozwód pewnie załatwi bez konieczności widzenia się z żoną. Zresztą jej było wszystko jedno, bo wiedziała, że ani teraz, ani w przyszłości nie będzie chciała się ponownie wiązać z żadnym mężczyzną.
Wyłączyła w końcu swoje narzędzie pracy, następnie udała się do łazienki, by zmyć z siebie brudy całego dnia, ochłonąć, zrelaksować się, przemyśleć to i owo... Ostatnim punktem programu dnia powszedniego było położenie się w łóżku i spanie przez parę godzin. Jej synek czasami potrafił się budzić w środku nocy, zmywając swojej mamie kolejne minuty, niekiedy wręcz godziny, snu z powiek.
Leżała otulona pościelą, czekając na sen, gdy bezkresną ciszę, panującą wokoło, przerwały jakieś szmery dochodzące zza drzwi. Zaczęła nasłuchiwać. Z każdą sekundą napełniał ją coraz większy strach, serce waliło jak oszalałe.
Ktoś był w jej domu.
Nie wiedziała, co robić. Niemal sparaliżowało ją, bała się poruszyć czy nawet oddychać. Chwila niepewności się wydłużała. W głowie pojawiały jej się najczarniejsze myśli i domniemania co do tożsamości owego włamywacza. Nie umiała przewidzieć jego następnego kroku. A jeśli pójdzie do pokoiku Tanii Tereski* i coś jej zrobi? Jak ona jej wtedy pomoże? Niestety, jej podejrzenia sprawdziły się. Słyszała charakterystyczne skrzypnięcie drzwi pokoju córeczki. Łzy cisnęły się jej do oczu, bezsilność zalewała jej serce. Chciała, żeby ten koszmar się skończył. Jeśli to złodziej, to niech weźmie co chce i odchodzi, byleby zostawił w spokoju ją i jej dzieci.
Na chwilę zapadła cisza. Co on tam robi? Jej przerażenie osiągnęło jednak zenitu, gdy kroki stawały się coraz głośniejsze. Intruz dobrze musiał znać ten dom, bo wiedział, gdzie co jest. A przynajmniej Lily odniosła takie wrażenie.
I w którejś sekundzie pojawiła się myśl. Jedna, jedyna, krótka.
Dustin.
Drzwi się otworzyły. Nie wytrzymała.
***
- Odejdź, zostaw nas w spokoju! – wyłkała słabym głosem
Było słuchać tylko jej żałosne chlipanie. Wzmogło się, gdy obcy, zamiast spełnić jej błaganie, zaczął się do niej zbliżać.
- Proszę, nie...! – nie była już w stanie nic więcej powiedzieć, czekając na najgorsze – Don`t hurt me, please...
- I won`t do it – usłyszała znajomy głos – Any more.
Dopóki nie zaświeciła się lampka nocna, nie mogła w to uwierzyć. Jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa na jego widok. Zapominając o tym wszystkim, rzuciła się mu w ramiona.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/331.jpg
Te zaś ją przyjęły i utuliły. Strach zniknął. Zamiast niego pojawiło się nieopisane poczucie bezpieczeństwa.
Jednak chwilę później, gdyś wracała do niej świadomość, poczuła się strasznie głupio. Zaczęła się karcić w myślach – pomimo wszystko nie powinna do tego dopuścić, on już nie był jej mężem, nie miała do niego żadnego prawa. Tylko... Dlaczego zachował się właśnie tak? Czy ujęły go jej łzy? A jeśli, to dlaczego TERAZ, a nie parę miesięcy temu?
- Przepraszam, nie powinnam – zreflektowała się w końcu i próbowała wyzwolić się z uścisku. Wtedy jej towarzysz zapytał:
- Na pewno tego chcesz?
- Nie, nie chcę – odparła bez namysłu – Ale tak będzie lepiej – dodała, już bardziej rozsądnie.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/332.jpg
Usiadła na łóżku. To emocje ją do niego przykuły. Wpatrywała się w jakiś nieistniejący punkt i próbowała ułożyć sobie całą tą sytuację w logiczną całość. Ciągle nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
- Lily – dźwięk jej imienia z akcentem, którego dawno już nie słyszała, wyrwał ją z ledwo rozpoczętych rozważań – Przepraszam.
Wpatrywała się w niego niedowierzającym wzrokiem. Klęczał przed nią, a w jego oczach widziała tyle żalu i błagania, jak nigdy.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/333.jpg
- Za wszystko, co zrobiłem nie tak, a było tego sporo – ciągnął dalej – Wyrządziłem krzywdę nie tylko tobie i dzieciom, ale wydając wyrok na nas, kara i mnie nie ominęła. Odkąd to zrozumiałem, każdy dzień bez przebaczenia wydawał się być kolejnym dniem spędzonym w piekle.
- Tak samo było ze mną – dodała, prawie niesłyszalnym głosikiem
- Wiem – opuścił głowę – Jeśli tylko wybaczysz mi moją głupotę i pozwolisz mi się wykazać, obiecuję - odpokutuję wszystko.
- Ja też nie byłam bez winy – patrzyli sobie prosto w oczy – A wybaczyć... Wybaczyłam już dawno, chociaż wtedy tego nie dostrzegłam.
- Dziękuję – wdzięczność wręcz biła z jego głosu
Na chwilę oboje zamilkli. Jakby ich światy – wydawałoby się – złączone, nagle się zerwały. Jednak nie na długo.
- Ale to nie jedyna rzecz o którą chciałem cię prosić – zaczął, znowu zatrzymując spojrzenie na jej twarzy – Wierzę, że da się to naprawić. Wierzę również, że to, co nas łączyło, da się odratować... Dajmy naszej rodzinie i miłości jeszcze jedną szansę. Jeśli się nie uda...
- Ale tak nie będzie – odparła z przekonaniem Lily - Klucze do mojego serca oddałam tylko jednemu mężczyźnie i jemu zawsze uda się tam dotrzeć. Ja nigdy w niego nie zwątpię.
- Maleńka... – nie mógł skończyć, bo słowa nie umiały mu przejść przez gardło
- Ja ciebie też, Dustin – ale ona wiedziała, bo chociaż niekiedy zagłuszone, te słowa zawsze brzmiały w jej głowie. Aż do końca.
***
20 XII
Ten ranek był jakiś inny. Mama był tak wesoła jak nigdy, co nie umknęło uwadze jej córeczki.
- Dziadziuś psyjedzie? – zgadywała
- Nie, ale będzie ktoś inny zamiast niego – wręcz biła od niej radość
- Ciocia, wujek, Majeciek i Kinia? – próbowała dalej
- Też nie – odpowiedziała – Potem zobaczysz. Ej, zaraz leci „Bebi”**!
Mała zerwała się jak na alarm. Telewizyjna laleczka Bebi była jej idolką i jeśli Tania przegapiła chociażby jeden odcinek, była w stanie przez cały dzień marudzić.
Pobiegła do salonu, ale nie od razu wgramoliła się na kanapę. Jej uwagę przykuły dźwięki wydobywające się zza uchylonych drzwi pokoju mamy. Zaciekawiona, podeszła bliżej i wychyliła główkę. Jakże bardzo się zdziwiła, gdy zobaczyła, co jest grane!
Jej reakcja przypominała zachowanie jej mamy sprzed kilku godzin. Zdziwienie, niepewność, niedowierzanie. Czy ten pan to na pewno jej tata?
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/334.jpg
Wyglądał tak jakoś inaczej, a przynajmniej takie odniosła wrażenie. W sumie nie dziw, że go nie poznała – przecież w swoim krótkim życiu tak bardzo brakowało jej widoku taty. Czyżby teraz miało się to ostatecznie zakończyć?
Weszła do pokoju tak cichutko, jak się tylko dało. Mężczyzna nie zauważył jej, zajęty rozpakowywaniem. Wyciągał rzeczy z torby, układał na półkach i tak w kółko. A ona tak stała i wpatrywała się w niego, cały czas onieśmielona. W końcu zapytała niepewnym głosikiem:
- Tatuś?
Ten natychmiast obrócił się w jej stronę, ale nic nie powiedział. Mała zaczęła się nagle bać. Gdyby to był tatuś, na pewno nie stałby tak teraz i nie wpatrywał się na nią tak, jakby jej nie znał. Zaczęło jej się zbierać na płacz. Wtedy właśnie, prawie załamana na duchu dziewczynka, znalazła się w jego uścisku. I jedyne słowo, na jakie się zdobył, brzmiało „Tania”. I nic więcej. Ale nie trzeba było większych słów, by przywrócić mu należyte miejsce w jej maleńkim, kochającym serduszku. Miejsce taty – kochającego i wymarzonego, bohatera z dzieciństwa i wzoru mężczyzny na całe życie.
Ale swojego bohatera miała nie tylko Tania. Potrzebował go również jej braciszek.
Wiktor Aaron był chłopcem bardzo płaczliwym i nieśmiałym, co bardzo smuciło jego mamę. Ona tez taka była w jego wieku i wiedziała, z czego to wynikało. Wiedziała również, jak można z tego wyleczyć chłopca, brakowało jej tylko środków. Aż do tego dnia.
Mały miał poznać swojego tatę przy śniadaniu. Znał go już co prawda tak mniej więcej ze zdjęć i opowiadań mamy, ale wiadomo było, że sama wiedza nie wystarczy.
Ledwo co Lily założyła mu buciki, Wiktorek już chciał wypróbować swoje nowe umiejętności. Z czasem chodzenie przestawało mu wystarczać, więc uczył się biegać. Najlepiej przez gonitwę za starszą siostrą, której ta forma zabawy bardzo się podobała.
Gdy tylko Tania pojawiła się w zasięgu jego wzroku, rzucił się pędem do przodu. Jego mama, widząc, co się dzieje, krzyknęła za nim tylko: „Wiktor, nie leć tak!”. Więcej nie zdążyła zrobić, gdyż chłopiec zdążył potknąć się o własne nóżki i upaść. Lily już chciała mu biec na ratunek, ale ktoś ją wyprzedził.
- Boli? – w pustym korytarzu ten inny, łagodny głos taty chłopca, brzmiał tak jakoś dziwnie, ale szczerze.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/335.jpg
W odpowiedzi dastusiątko pokiwało głową. Dustin podwinął mu nogawkę spodni do kolana, na szczęście to nie było nic poważnego.
- Zaraz nie będzie boleć - powiedział, po czym przytulił zapłakanego chłopca, który po niedługim czasie się uspokoił.
Później bywało jeszcze wiele podobnych sytuacji, ale tylko ta jedna sprawiła, że tata stał się dla Wiktorka prawdziwym bohaterem, uwielbianym i będącym wzorem do naśladowania, nie tylko w dzieciństwie, ale i w dorosłym życiu ***.
*Tymczasowo także Wiktora A., o czym już nie wspominałam tam, bo po prostu nie mogłam przy takim napięciu
** Wiem, nie umiem wymyślać nazw bajek ;)
*** Jak ktoś chce, może to potraktować jako zapowiedź AND 4/5, chociaż nie wiem, czy takowy powstanie :P
Epilog
To cud, że tej nocy w ogóle udało jej się zasnąć! Z tych nerwów niejedna na jej miejscu oczu by nie zmrużyła, a ona potraktowała tą noc tak jak każdą kolejną. Czy nie zdawała sobie sprawy, że kolejne nie będą już tak wyglądały?
Ale spokojny sen musiała odrabiać w czasie dnia. Patrząc na nią nie dało się nie zauważyć jej zdenerwowania. Nie mogła spokojnie ustać czy usiedzieć na miejscu, chociaż było to wręcz wymagane w co poniektórych sytuacjach. Bo musi wszystkiego dopilnować, każda rzecz musi być w tym wyjątkowym dniu dopięta na ostatni guzik... Ale w tym swoim rozdrażnieniu, kiedy każda rzecz leciała jej z rąk, a usta się nie zamykały, była jeszcze jakby w drugim świecie, w którym nie mniej wrzało.
Znalazły się tam wszystkie myśli dotyczące przyjęcia, plany, przypominki, ale niewielkie, bardzo szczególne miejsce poświęciła na wspomnienie od czasu do czasu drugiego bohatera dnia dzisiejszego. Jak on się teraz czuje? Czy w tak doniosłym i ważnym dla nich obu dniu potrafi być wyluzowany i spokojny jak zawsze? Przecież nie zbagatelizuje tak ważnego wydarzenia... Zresztą, skąd u niej takie myśli? Może się też zamartwia, ale tego po sobie nie pokazuje? On tak ma. Jak się z niego nie wydobędzie pewnych myśli, to zostaną one w tej głowie aż na wieki. Dobrze, że zacznie się to zmieniać. Dopóki będą razem... Zresztą, dzisiaj sobie to przyrzekną! Jakie to dziwne – teraz przysięga, a potem się okaże, że więcej go przy niej nie będzie aniżeli będzie. Czym są wakacje i święta w porównaniu z całym rokiem?
Można uznać to za nierozsądne. Oboje są młodzi, nie mieszkają na stałe razem, w dodatku dzieli ich cały ocean; w każdym momencie może im się odwidzieć ta cała wielka miłość i tak naprawdę nieprędko zaznają, co to znaczy być mężem i żoną, chociaż teoretycznie nimi dzisiaj zostają... Czyżby miał to być sprawdzian? Może jak wspólnie przebrną przez te wszystkie przeszkody, ich więź się umocni? Nie znają się wcale tak długo – czy chcą udowodnić światu, że dwa lata znajomości wystarczą, żeby stworzyć dobry, stabilny związek na całe życie? A może po prostu chcą to mieć już za sobą?
Ale oni mieli plan, który chcieli zrealizować. Powiedzieli najbliższym, że są gotowi teraz się z tym rozprawić i że im się uda. Wiedzieli, że małżeństwem tak naprawdę zaczną być dopiero za parę lat. Po skończeniu studiów miał wrócić do Polski i tym samym zapoczątkować sielankę zwaną pożyciem małżeńskim. Co najmniej z licencjatem, z całym zasobem możliwości i wizji przyszłości dotyczących kariery zawodowej. Później rodzina miała się rozrosnąć – on by pracował, ona była przy dzieciach i w międzyczasie też pracowała. A on w ciągu paru tych lat poduczyłby się jeszcze tego okropnego polskiego, żeby z teściem o interesach porozmawiać w jego ojczystym języku i żeby, przede wszystkim, móc bez problemu wychowywać dzieci.
Fakt – oboje mogli wyjechać do Stanów, gdyż znają język, są obywatelami, nie mieliby problemów.
Mogli pójść na łatwiznę. I nie zrobili tego. Ze świadomością, że nie będzie łatwo osiągnąć celu ale i przekonani, że uda się, mieli się w dniu obecnym tego podjąć. Przypieczętować swój wybór przed Bogiem i najbliższymi. Ale przede wszystkim przed samymi sobą.
Analizowała to wszystko raz jeszcze. Bała się, że po rozważeniu tego ponownie będzie musiała powiedzieć „nie”, jednak końcowym efektem była niepewność. Potęgowało ją napięcie wiszące od samiutkiego rana w powietrzu. A może to z niepewności wzięło się to zamieszanie i drżenie rąk?
Niekiedy chodziły jej po głowie myśli typu: „chciałabym mieć to już za sobą”. Chwilkę później zastanawiała się, czy oby na pewno. Taki piękny dzień przed nią! To trzeba przeżyć. W szczególności te głupie przygotowania, bo później to już z górki. Zresztą, przecież nie będzie musiała sama stawić czoła gościom weselnym. Może właśnie teraz, kiedy go nie ma, jest jej trudniej to wszystko ogarnąć? Przy nim zawsze jest spokojniejsza, bardziej opanowana. Wie, że może na niego liczyć i to jest klucz do sukcesu. A ta pewność bierze się z miłości! A od tego dnia będzie tego absolutnie pewna, przynajmniej przez większość czasu... Nigdy nie wiadomo, co los dla nas przyszykuje i z czym będziemy musieli się zmierzyć wcześniej czy później.
W końcu przybrana w skromną, białą suknię, z welonem upiętym we włosach, ostrożnie poczłapała na dwór. Wdzięczna swoim drogim paniom – stylistkom, czyli Ani, babci i Kini, władowała się do samochodu, równocześnie się ciesząc, że jedno ma za sobą. Wyglądała ślicznie, chociaż nie było w jej stroju żadnego przepychu. Cała ta impreza kosztowała niemało, a nie chciała narażać bliskich, w szczególności ojca, na nadmierne koszty. Miała to być skromna uroczystość ze mszą w kościele i weselem w restauracji niedaleko domu Ani. Przepych nie był w tym dniu istotą sprawy. I to się udało osiągnąć organizatorom.
Udało się uzgodnić z księdzem, żeby mszę troszkę zmodyfikować na wzór amerykańskich ślubów. Chodziło tu przede wszystkim o to, że panna młoda miała być poprowadzona do ołtarza przez ojca, a po wymianie obrączek miał nastąpić symboliczny pocałunek młodej pary, po czym msza byłaby kontynuowana.
Wszystko na szczęście poszło zgodnie z planem. Panie dojechały z prawie dwuminutowym opóźnieniem, przed wejściem do świątyni czekał już Wiktor wraz ze świadkami, którymi zostali państwo Stewart, przyjaciele narzeczonych. Chwilkę później Lily, prowadzona pod rękę przez swojego ojca, kroczyła po czerwonym dywanie w głąb kościoła, gdzie czekał na nią ukochany.
Nawet tym razem miała rację! Pan Wing, wydawało się, był spokojniejszy niż goście w ławkach! Uśmiechał się łagodnie tak naprawdę przez cały czas. Jedynymi wyjątkami były sytuacje, gdy musiał się spotkać ze wzrokiem przyszłej żony. Wtedy jego oblicze jeszcze bardziej się rozpromieniało. Lily była dla niego w tym dniu całym światem – nie spuścił z niej oczu, gdy stawiała kroki na czerwonej wykładzinie biegnącej przez środek budynku. Pomimo zdenerwowania wydawała mu się być najśliczniejszą kobietą na świecie. I to przeświadczenie – była tylko jego! Już na zawsze. A wieczność zaczynała się tego ciepłego, lipcowego popołudnia.
Msza rozpoczęła się równo w południe. Wraz z biciem dzwonów, inny rytm zaczęły wybijać serca zgromadzonych, w szczególności młodej pary. Lily miała niemal wybuchnąć z tego podenerwowania, ale zanim miało to nastąpić, próbowała się rozluźnić. W czasie czytań i kazania było w miarę spokojnie. Przed samą przysięgą zaczął się najgorszy etap. I wtedy nastąpił ten pamiętny moment, kiedy na niego spojrzała. Odpowiedział jej uśmiechem, pocieszył i uspokoił. Nawet mogła mu odpowiedzieć tym samym! Ale co najważniejsze – nabrała pewności. Z mocą wypowiedziała słowa przysięgi i z miłością włożyła narzeczonemu obrączkę na palec (a o pocałunku lepiej nie wspominać).
Po tym rzeczywiście szło jak z górki. Pogoda dopisywała, obiad właściwie zjedli na tarasie restauracji. Dopiero wieczorem, kiedy na dworze zaczęło się ochładzać, przenieśli się na salę, by móc dalej świętować. Były tańce, zabawy weselne, lał się alkohol, a kapela grała, aż miło.
Dzień był bardzo udany, ale weselne pląsy zmęczyły każdego z uczestników, w szczególności młodych Wingów. Noc poślubna wyglądała w skrócie tak: przyszli, umyli się i o resztkach sił padli pod pierzynę, prawie, że ze sobą nie rozmawiając. Na więcej przyszedł czas później.
Następnego dnia nie było poprawin jako takich. Goście wpadli tylko na kawę i ciasto, po czym każdy odjechał w swoje strony.
A życie toczyło się dalej...
***
26 VII 2026
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/Sims2EP82010-05-1719-22-19-12.jpg
Wysoka, niebieskooka blondynka o pofalowanych włosach, ubrana w lekką, kwiatową sukienkę, podziwiała, oparta o balustradę, morze wczesnym rankiem. Świeże powietrze muskało ją w twarz, wprawiając w ruch nie tylko fale na wodzie. Czuła się w tym momencie najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Nagle do jej uszu dobiegł dźwięk zza drzwi. Nawet nie musiała się oglądać za siebie by wiedzieć, co się dzieje. Chwilkę później znajomy odgłos kroków wypełnił przestrzeń w sypialni i na balkonie. Po paru sekundach był już przy niej, na dzień dobry otrzymała od niego pocałunek w policzek, na co odpowiedziała mu uśmiechem.
- Myślisz nad tym wszystkim i zastanawiasz się czy było warto – powiedział – Zgadłem?
- To dziwne – 5 lat ze swojego życia potrafisz przerobić w pięciominutowy pokaz slajdów ze wspomnieniami i obrazami, które zapisały się w pamięci – odparła – Jak zwykle zgadłeś, panie Wing.
- A mogę znać odpowiedź?
- Czy było warto? – powtórzyła – A czy ja kiedykolwiek powiedziałam, że nie? Nie żałuję tego co się stało, bo to doprowadziło nas do tego, jak jest teraz.
- Wiesz, że mogliśmy wybrać prostsze drogi...
- Dzięki którym życie byłoby łatwe i nazbyt sielskie? Ale pomyśl – gdyby nie było problemów, sami byśmy je sobie stworzyli i może nie byłoby nas dzisiaj razem w tym miejscu.
- Więc nie żałujesz?
- Nie! – popatrzyła na niego ze zdziwieniem – Ale ty...
- Pytam, bo chciałem się upewnić, czy myślimy tak samo – wytłumaczył
- So...?
- Przecież wiesz! – zaśmiał się
Po chwili i ona się do niego przyłączyła.
http://i1068.photobucket.com/albums/u451/KLiv27/Sims2EP82010-05-1719-55-36-5011111.jpg
***
<beczy>
Z tego miejsca podziękowania dla Was, kochani! To z Wami mogłam się tym dzielić, Wy czekaliście na kolejne części i poświęcaliście te kilka minut na napisanie komentarza! (WYBRAŃCY – dla Was pełnia mojej wdzięczności!) No i również dzięki Wam „Szansa” wyszła tak a nie inaczej. Tu w szczególności OGROMNE słowa wdzięczności dla Callineck, której wiedza pozwoliła mi uniknąć kolejnych błędów rzeczowych, dzięki czemu mogłam się skupić na stylu i nie rozpaczać nad fabułą. Jezu, byłabym całkiem zapomniała o Czarnulce aka Volturii, której też to FS trochę zawdzięcza (a z tego wszystkiego najbardziej ja osobiście, bo nie raz służyła radą i pomocną dłonią =))
Wiem, nie ma zdjęć ze ślubu, ale nadrobię! (uwierzcie mi lub nie, ale jakoś weny specjalnie nie mam do tego typu wielkich akcji...)
Zaraz poleci seria pytań typu: „napiszesz coś jeszcze?”
Odpowiadam: NIE WIEM. Jak coś stworzę (nie liczcie na cuda!), to prędzej czy później rzuci Wam się to w oczy w dziale FS. Mam kilka pomysłów w zanadrzu (2 na kontynuacje serii AND, 1 na zupełnie nowe FS), ALE mam też w planach coś większego, co może uda mi się zrealizować (warunkiem było zakończenie „Szansy”, który już spełniłam). Nie będę jednak nic zdradzać, bo zapeszę. No i przede wszystkim niezbyt wiem, jak to opublikuję na forum.
A tu pierwotne zapiski fabuły w „Szansie”, z samiutkiego początku (zdjęcia robione telefonem, ale zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby dało się przeczytać):
Pierwsza strona (http://img691.imageshack.us/img691/4802/zdjcie0094e.jpg)
Druga strona (http://img218.imageshack.us/img218/622/zdjcie0100a.jpg)
Dziękuję za uwagę i życzę miłego wieczoru.
Pierwsza ;D
Chyba nie muszę mówić, że najpiękniejsza była scena powrotu Dustina? ^^
Ogólnie cudne zakończenie. Myślałam, że będzie mi smutno kiedy skończysz szansę (bo zawsze tak mam na końcu książek), ale w tym przypadku jest też jakoś tak... hm... przyjemnie? Nie wiem jak to opisać, z jednej strony mi szkoda, a z drugiej podoba mi się ten koniec, bo pokazuje, że mimo problemów i trudność można doczekać się happy endu. Nawet kiedy wydaje się to niemożliwe.
No i powiem ci Liv, że zaczynając czytać byłam w nie najlepszym nastroju, a teraz nawet mi wesoło :) Więc brawa dla ciebie za podniesienie na duchu czytelniczki i to bez wiedzy o jej nastroju ^^.
Wysoka, niebieskooka blondynka o pofalowanych włosach, ubrana w lekką, kwiatową sukienkę, podziwiała, oparta o balustradę, morze wczesnym rankiem.
Wiesz, dopiero tym fragmentem coś mi uświadomiłaś. Naprawdę nigdy nie myślałam o Lily jako pięknej, wysokiej blondynce o niebieskich oczach. To była po prostu Lily ;) Lily - i wszystko jasne ;D
Szczerze mówiąc trochę mi głupio, że tak tylko wychwalam, ale oprócz zdjęć, których brak jeszcze nadrobisz, nie zauważyłam żadnych błędów, czy nieścisłości. Mam nadzieję, że zdecydujesz się na kolejną część szansy, lub na to coś wielkiego :) Bardziej przychylam się do tej drugiej opcji, bo chciałabym poznać twoje pomysły (może nawet z całkiem innej bajki) i zobaczyć jak sobie radzisz.
Pozdrawiam, Sandra
Nareszcie doczekałam się odcinka, tylko szkoda, że to już koniec :(...
Najbardziej podobała mi się scena powrotu Dustina, choć miałam nadzieję, że Lily w obronie dzieci wyskoczy z wałkiem na włamywacza :P, ale i tak bylo pięknie. Ta ostatnia scena również chwyta ze serce ;). Szkoda, że nie pokazałaś Tanii, bo ciekawa jestem, jak by wyglądała. Wiktor sporo urósł, już nawet sam chodzi.
Było kilka literówek i jedną, czy dwie rzeczy trochę inaczej bym ujęła, ale i tak mi się podobało i nie przejmuj się tym ;).
Z niecierpliwością czekam na Twoje kolejne dzieła. Chciałabym zobaczyć dalsze losy Wingów i ich pociech, ale interesują mnie też i inne Twoje pomysły, o których chętnie posłucham ;).
PS. A tym opisem rozpakowywania się Dustina przywołałaś pewne moje wspomnienia z dzieciństwa ;).
Komentarz do odcinków XXIX-XXXII
Jak zwykle skupię się na postaci Dustina. On zresztą jest równoprawnym (jeśli nie głównym) bohaterem czterech wyżej wymienionych odcinków "Szansy".
O ile mnie pamięć nie myli, wyjazd pana Winga do Stanów Zjednoczonych odbierałem jako coś w rodzaju taktycznego odwrotu - owszem, chwilowo zaprzepaszczona została szansa na stworzenie porozumienia, lecz na dobrą sprawę czas miał wyleczyć rany i umożliwić pojednanie w przyszłości. Teraz jednak okazuje się, że albo coś nie wyszło, albo Dustinowi przyświecał inny cel. Z każdym dniem nienawiść bohatera ku żonie pogłębia się. Być może nawet przestaje ona być osobą z krwi i kości, przyjmując rolę symbolu. Tak, właśnie symbolu, ponieważ ten może mieć więcej niż jedno znaczenie. Warto bowiem zwrócić uwagę, że w wyobraźni Dustina partnerka ulega swoistemu rozdwojeniu. Z jednej bowiem strony mamy kobietę, z którą brał on ślub - teraz obcą, lecz nie wzbudzającą skrajnie negatywnych emocji. Ale jest też inna L.: nie żona, nie matka jego dwojga dzieci, lecz uosobienie grzechu, i to w małżeństwie chyba najgorszego z możliwych - zdrady. Wypełnia on każdy zakamarek duszy żony i każdy członek jej ciała, w niepamięć usuwając wiele dobrych wspomnień. "Jedna kropla zła nasącza jadem całe nasze dobro" - pisał Szekspir, a Dustin tylko to potwierdza. Przez tę zdradę "obecna" L. - podkreślam: "obecna"! - jest dla Winga zdyskwalifikowana.
Pozwolę sobie (po raz nie pierwszy i nie ostatni) przeanalizować charakter tego człowieka. Otóż poza zaciekłością posiada on cechę ciekawą, a niewątpliwie jej pokrewną: umiejętność wyciągania brutalnych, ale jednak w złośliwy sposób prawdziwych wniosków. Jednym z nich jest stosowany obecnie absolutny prymat stanu faktycznego. Nieważne, że Dustina i L. łączą więzy małżeństwa, że oboje są prawnymi opiekunami Tani i Wiktora (co związane jest przecież z obowiązkami wychowawczymi)... To tylko teoria. W praktyce przecież ona zachowała się jak panna, dając się uwieść Bartkowi. Zgodnie z przytoczoną tezą Dustin ma teraz prawo do postępowania analogicznego, co zresztą otwarcie deklaruje. Nie powinno więc dziwić porzucenie rodzinnych zdjęć w starym mieszkaniu. One symbolizowały przecież nie tylko stare życie, od którego bohater pragnął się odciąć, lecz również tę nic nie znaczącą "teorię".
Idąc dalej tym tokiem myślenia, można od biedy zrozumieć podejście Dustina do własnych dzieci. Jego ojcostwo w praktyce ograniczało się do przysyłania pieniędzy na ich utrzymanie (później tylko kartek z życzeniami) i okazyjnych wizyt w domu. Patrząc na to od strony dzieci, on był postacią daleką i prawie nieznaną; można by rzec - na wpół mityczną. Trudno więc się dziwić, że Dustinowi tak łatwo przychodzi myśl, by dzieciom ogłosić jego śmierć - to znowu tylko odrzucenie zbędnej "teorii". Zresztą podobno mężczyźni nie mają tak silnie rozwiniętego instynktu rodzicielskiego jak kobiety; łatwiej przychodzi im ponoć nieprzyznawanie się do swoich dzieci lub wręcz ich porzucanie.
Wizyta L. jest swoistym katalizatorem, a jednocześnie pewnego rodzaju kluczem do prawdy o Wingu. Z jednej bowiem strony ujście znajdują jego (starannie pielęgnowane?) urazy; dochodzi zresztą do pozornego "triumfu" bohatera nad "ponownie urealnioną" małżonką. Ale też pod wpływem tej scysji Dustin zaczyna zdawać sobie sprawę z destrukcyjnego charakteru swojej postawy. Ma ona wyraźny posmak sadomasochizmu; kaleczy bowiem nie tylko samego bohatera, ale i chyba wszystkich w jego otoczeniu. Dlatego też prawdopodobnie mąż L. zaczyna rozumieć, że należy się wznieść ponad własny egoizm, ponad tę urażoną dumę, by odnieść wspólne zwycięstwo zamiast jeszcze bardziej pogrążyć się samotną klęską. Nie oszukujmy się bowiem: znając bohaterkę, to w chwili ostatecznej utraty złudzeń znajdzie ona nowego partnera - kto wie, czy nie lepszego ojca (tak, zgodnie z logiką Dustina to ojca) dla Tani i Wiktora; ojca, który będzie przyjeżdżał do domu codziennie po pracy, a nie raz na kilka miesięcy. W takim układzie pan Wing już nie będzie w tej rodzinie do niczego potrzebny. Zostanie sam ze swoją goryczą, podczas gdy jego żona wyjdzie na prostą.
Ogólnie odcinki XXIX-XXXII uważam za raczej udane, choć miałem problemy z ustaleniem daty ślubu L. i Dustina (w tekście można znaleźć sprzeczne na ten temat wskazówki), no i nie podobało mi się słowo "odpokutowywał" - chyba raczej "pokutował"?
Zakończenia nie czytałem, by nie mącić stanu moich przemyśleń z wyżej wymienionych części.
Wrócę - jak sądzę - pojutrze. Napiszę wtedy komentarz do odcinka XXXIII, jak i takie podsumowanie refleksji odnośnie całego FS.
Pozdrawiam.
Mroczny Pan Skromności
18.05.2010, 14:45
TO JUŻ KONIEC? Szkoda, bo teraz chyba już naprawdę nie będę miał dużo do czytania :(. Mam nadzieję, że jednak dasz radę zrobić kontynuację :D.
pozdr. chrupek
PS. Sorki że mój komentarz jest taki krótki, ale naprawdę nie wiem co mam napisać.
Charionette
18.05.2010, 15:14
Szkoda, że to już koniec... :(
Bo piszesz bardzo interesująco :P
Nie rozpiszę się za bardzo, gdyż nie mam dziś natchnienia.
Pozostaje czekać na twoje dzieła w dziale FS :)
Pozdrawiam
PS. I oczywiście 10/10 za całość
Sherlock
18.05.2010, 17:05
No i jestem :D
Niestety nie uraczę cię jakimś długim i "wymyślastym" komentarzem, tak jak ty to robisz u mnie, bo - 'tradycyjnie' - nie wiem co napisać.
Jest godzina 18.00 [czasu forumowego], więc za 5 minut kliknę 'Wyślij odpowiedź' ;)
A międzyczasie:
- bardzo chciałbym zobaczyć coś "NieSzansowego" w twoim wykonaniu :) Może skusisz się na to wielkie dzieło, o którym wspomniałaś ;> [ja mam taką nadzieję, oczywiście ^^]
- Za całą "Szansę" daję 10/10; krytykował nie będę na zakończenie, bo chcę, żebyś mnie w tym temacie zapamiętała jako czytelnika pod wielkim wrażeniem ;)
- Ogólnie ocena za cały AND: 11/10
I jeszcze dwie minutki ;D
Hm, no to może jeszcze tak:
~ fajnie znów (xD) zobaczyć twoje pismo ;D
~ no i w ogóle ten mini-bonus mi się spodobał. Taki... pierwowzór, oryginał ;)
Minutka xD
to może jeszcze podziękuję za tę obyczajówkę, bo czytanie tego było czystą przyjemnością!
pozdrawiam serdecznie! :)
18:05!
EDIT: Nieeeeeeeeeee...! :( teraz mam 1,001 postów (na śmierć zapomniałem! :(:() Muszę teraz napisać 2,000 ;(
Hahaha. Chyba zrealizuję to co powiedziałam xD
no i teraz ja! nie zagladalam tu kilka dni i prosze, ile sie wydarzylo!
przede wszystkim wieeeelki szacun (B)) dla ciebie, ze zdolalas w mistrzowskim (o tak) stylu doprowadzic to wszystko do konca! dla mnie cudem bylo napisanie 8 odcinkow FS, a i tak pod koniec wymiekalam i mialam ochote wszystko skonczyc jednym zdaniem. ty sie nie poddalas, choc bywaly ciezkie chwile. (dobra, to bylo takie bla bla bla, przechodzimy do konkretow)
i happy end! :D moze i nieco oklepany, latwy do przewidzenia, ale chyba nie znieslibysmy innego, smutnego zakonczenia - takze to zdecydowanie plus! hmm nie wiem co jeszcze moge napisac, oprocz tego, ze bardzo mi sie podobalo (zarowno tekst jak i zdjecia) i czekam na kolejne twoje dzielo (nie masz wyjscia - teraz juz musisz napisac cos jeszcze ;p)
Prawdopodobnie w tej atmosferze happyendowego triumfalizmu zbrodnią będzie prozaiczne wytknięcie błędów, lecz ja mimo wszystko nie przepuszczę okazji, by to zrobić.
I w którejś sekundzie pojawiła się myśl. Jedne, jedyna, krótka.
Jedna...
Najlepiej przez gonienie starszej siostry, której ta forma zabawa bardzo się podobała.
1. "Gonienie starszej siostry"? Nie lepiej brzmiałoby "gonitwę za starszą siostrą"?
2. "Forma zabawy".
...była jeszcze jakby w drugim świecie, w którym niemniej wrzało.
"Nie mniej".
Po skończeniu studiów miał wrócić do Polski i tym samym zapoczątkować sielanką zwaną pożyciem małżeńskim.
"Sielankę". Chociaż... Jeśli chodzi o rzeczowniki, to "ą" w zakończeniu biernika jest formą dopuszczalną, lecz archaiczną.
Wysoka, niebieskooka blondynka o pofalowanych włosach, ubrana w lekką, kwiatową sukienkę, podziwiała, oparta o balustradę, morze wczesnym rankiem.
Ten szyk niezbyt mi odpowiada. Nie lepiej by to brzmiało "Oparta o balustradę wysoka, niebieskooka blondynka (...) podziwiała morze wczesnym rankiem"?
W sumie nie dziwić się, że go nie poznała
Chyba raczej "nie dziw, że..."?
A teraz uwagi właściwe.
W poprzednim komentarzu pisałem, że Dustin ma do wyboru wspólne zwycięstwo lub indywidualną klęskę. Początek odcinka XXXIII zdaje się jednak sugerować, że porażka - przynajmniej przez pierwszych kilka miesięcy po ostatnim spotkaniu - jest obustronna. Okres to zbyt krótki, by L. mogła przejść nad sprawą do porządku dziennego i poszukać nowego faceta (trauma po minionych przeżyciach jest zbyt świeża; znajduje to zresztą odbicie w deklaracjach samotności - na dłuższą metę, przynajmniej moim zdaniem, tracących znaczenie), a jednocześnie zbyt długi i naznaczony udręką pani Wing, by faktyczny niemal rozpad małżeństwa uznawać za wyłączną sprawę Dustina. Znajduje więc potwierdzenie teza pozornie przeciwstawna do poprzedniej, a mianowicie że postawa Amerykanina szkodzi nie tylko jemu, ale i osobom mu bliskim. Dodam jeszcze jedno - możliwe, że to cierpienie innych odbija się rykoszetem. Zresztą poniższe zdanie mówi samo za siebie:
Wyrządziłem krzywdę nie tylko tobie i dzieciom, ale wydając wyrok na nas, kara i mnie nie ominęła.
Ostatecznie jednak Dustin przyjeżdża do Polski. Przychodzi do domu w nocy - sam nie wiem, czy robi tak, aby uzyskać efekt zaskoczenia, czy też chce się odpłacić pięknym za nadobne żonie, która w Los Angeles też odwiedziła go w godzinie duchów. :-) W każdym razie w tym momencie wypadki zaczynają się dziać niezwykle szybko - a może takie wrażenie wywołują ascetyczne opisy tej sytuacji.
Po dłuższym namyśle sądzę, że nawet potrafię zrozumieć zachowanie L. Ona w sumie "i chciałaby, i boi się" - dlatego też najpierw pragnie wyrzucić Dustina (żywe jest bowiem wspomnienie brutala, który ją spoliczkował w Los Angeles), jednakże deklaracja poprawy postępowania diamentralnie zmienia sytuację. Oczywiście same słowa "Nie zrobię tego więcej" nie mają jakiejś zbawczej mocy; działają tu czynniki bardziej rozłożone w czasie - ta tęsknota, ta (jeszcze?) nie wygasła miłość, ten ból (a może raczej niszczące zobojętnienie) samotności. One w tej chwili znajdują ujście, otwierając szansę na naprawę relacji z mężem. O dziwo, przez uczucia dochodzimy do zdroworozsądkowej kalkulacji - L. nie do końca wie, czy pragnie pojednania, ale rozumie, iż trzeba chociaż spróbować. Wszak nie wiadomo, ile by mógł potrwać dalszy marazm - możliwe, że zanim blondynka doszłaby do "normalności" (moim zdaniem jednak nieuchronnej), upłynęłyby lata.
[edycja: 25.05.2010]
O ile teza o indywidualności klęski Dustina wydaje się nieco dyskusyjna, przynajmniej w świetle powyższych wywodów, to mogę się pocieszyć, że chociaż paplanina o wspólnym zwycięstwie się choć trochę sprawdziła. Cóż by tu rzec o scenie pojednania małżonków? Do dialogów raczej przyczepić się nie mogę; jakkolwiek brzmią dość tradycyjnie (zresztą po co komu ekstrawagancje w kluczowym momencie życia), to jednak nie ześlizgują się na poziom banału. Zresztą nie ukrywajmy - masz u mnie wielkiego plusa za niedopowiedzenie przy wyznaniu miłosnym L. i Dustina. Tak na dobrą sprawę nie dziwi nawet stosunkowa oszczędność opisów. Kto wie - może pisząc o tak wzruszających momentach, należy stosować dyplomatyczną zasadę, iż lepiej nie mówić nic, niż powiedzieć o jedno słowo za dużo.
[ed. 6.06.2010]
Jeśli chodzi o spotkanie Dustina z dziećmi, to da się tu zauważyć pewną paralelę:
Ale nie trzeba było większych słów, by przywrócić mu należyte miejsce w jej maleńkim, kochającym serduszku. Miejsce taty – kochającego i wymarzonego, bohatera z dzieciństwa i wzoru mężczyzny na całe życie.
Później bywało jeszcze wiele podobnych sytuacji, ale tylko ta jedna sprawiła, że tata stał się dla Wiktorka prawdziwym bohaterem, uwielbianym i będącym wzorem do naśladowania, nie tylko w dzieciństwie, ale i w dorosłym życiu ***.
Przesadą byłoby nazwać to efektem motyla (choć doszukiwanie się tego zjawiska jest wręcz moją obsesją), lecz warto zwrócić uwagę, że tutaj akurat drobne czyny (gesty?) są niejako potwierdzeniem ojcostwa - przynajmniej w myśl dotychczasowej doktryny pana Winga o absolutnym prymacie stanu faktycznego. W tym momencie - jak można przypuszczać po (moim zdaniem nieco lukrowanych) ostatnich słowach - "mityczny" tata się materializuje, podobnie jak niegdyś L. Wniosek jest prosty - odległość i czas niejako usuwają rzeczywiste osoby z naszych dusz, serc i tak dalej. Pozostaje tylko wątpliwość, czy ten opiekuńczy ojciec, przytulający dzieci i opatrujący rany, nie zmieni się ponownie w "rodzinnego Wuja Sama"; inaczej rzecz ujmując - czy nie grozi powrót status quo ante (konkretnie: sprzed porwania Tani).
To cud, że tej nocy w ogóle udało jej się zasnąć!
Nie wiem czemu, ale w pierwszej chwili pomyślałem, że chodzi o noc po pojednaniu z Dustinem. Może to zdanie faktycznie miało pełnić rolę spoiwa między stanem obecnym a aktem zawarcia związku? Wszak płynne przejście z jednej sceny w drugą nie byłoby pozbawione sensu, gdyby założyć, że mogło Ci chodzić o doniosłość tego nieformalnego, nocnego odnowienia przysięgi. W świetle tej interpretacji nie byłoby to ratowanie starego małżeństwa, lecz wręcz tworzenie związku na nowo - tym razem bez zdrad, chorobliwej zazdrości i innych toksycznych relacji. Wpisuje się to bowiem w główną tezę Dustina. (Chyba popadłem w obsesję na tym punkcie. :-] )
Co zaś się tyczy ślubu - no cóż, wydaje mi się, że jest to jeden z lepszych opisów w całej "Szansie". Nie będę się nad nim zbytnio rozwodził, albowiem - szczerze powiedziawszy - nie mam się do czego przyczepić. No, może tylko jedno zdanie trochę mi nie podchodzi (to tak jeszcze a propos uwag formalnych):
Wraz z dźwiękiem wybijanych dzwonów, inny rytm...
Może lepiej brzmiałoby ono: "Wraz z biciem dzwonów, inny rytm..."?
Całość jest natomiast rozbudowana, lecz bez wdawania się w zbędne szczegóły. Nie chodzi tu bowiem o dokładny opis strojów i dekoracji, lecz o przypomnienie nastroju w tak szczególnej chwili. Jakkolwiek może to zostać odebrane jako "dobra rada" literackiego "wujka" (a moja intencja jest inna), to przyznam się, że na Twoim miejscu akcenty rozłożyłbym podobnie.
[ed. 18.07.2010]
No i naturalnie cieszy wzmianka o państwie Stewart. To takie oczko puszczone do czytelników "Powrotu do przeszłości".
W ostatnich dwóch fragmentach (ślub i scena końcowa) pada pytanie, czy nie można było rozegrać tego wszystkiego inaczej, prościej - by nie powiedzieć, że iść na łatwiznę. Faktycznie bowiem, życie L. i Dustina to trochę taka droga z Łodzi do Warszawy przez Rzeszów (a może raczej z Los Angeles do Warszawy przez Kapsztad?). I w tym miejscu odwołam się do słów głównej bohaterki - być może na świecie istnieje pewien porządek, pewna sprawiedliwość, która wyznacza każdemu z nas pewną ustaloną ilość (a może raczej ustalony ciężar?) problemów. Sporą część tego limitu państwo Wing wykorzystali, nie decydując się na wspólne życie w Stanach.
- Wiesz, że mogliśmy wybrać prostsze drogi...
- Dzięki którym życie byłoby łatwe i nazbyt sielskie? Ale pomyśl – gdyby nie było problemów, sami byśmy je sobie stworzyli i może nie byłoby nas dzisiaj razem w tym miejscu.
W nawiązaniu do tego cytatu stwierdzę, iż L. i jej małżonek problemy stworzyli sobie i tak. Ale jednocześnie stawiając sobie tak wysoko poprzeczkę, łatwiej było im przetrwać ciosy zgotowane przez los, jak choćby porwanie Tani czy kryzys małżeństwa.
Sytuacja ta podobna jest zresztą do obozu przetrwania. Można wzdychać, jacy to ci uczestnicy głupi, że wybierają się na wyjazd, na którym nie tylko nie odpoczną, ale i nadwerężą swe nerwy do granic możliwości. Lecz jeśli ci uczestnicy zaliczą próbę, będzie to oznaczało, że poradzą sobie w niejednej kryzysowej sytuacji.
[z wersji pierwotnej]
Odkąd to zrozumiałem, każdy dzień bez przebaczenia wydawał się być kolejnym dniem spędzonym w piekle.
Kiedyś wspominałem o powieści Milana Kundery pod tytułem "Żart". Zawarte jest tam bardzo podobne zdanie (w każdym razie identyczne znaczeniowo).
Z tym fragmentem zmieściłem się jeszcze w starym tygodniu. :-) Ciąg dalszy nastąpi jutro w drodze edycji.
Droga Liv ( kurcze, brzmi to trochę jak list :) )Muszę przyznać się bez bicia, że kiedyś zaczęłam czytać Szansę. Przeczytałam chyba z 3 lub 4 odcinki i dałam sobie spokój twierdząc, że skoro jest to kontynuacja poprzedniego FS, którego nie czytałam, to nie ma sensu, bym starała się zrozumieć kto jest kim itd. Pomyślałam, że morzę kiedyś wrócę do tego.
Na dniach zobaczyłam, że zakończyłaś już to FS, więc nabrałam ochoty, by je przeczytać i jeszcze, o ile czas przed zamknięciem pozwoli, skomentować.
Na początku jakoś mozolnie przychodziło mi czytanie, przypominanie sobie wcześniejszej akcji, ale na szczęście piszesz tak, że wplatasz wątki z przeszłości i objaśniasz niektóre sprawy, które dla takich jak ja osób, czyli nowych czytelników, mogły by być niezrozumiałe.
Trochę nudziło mnie to opowiadanie na samym początku, ale gdy doszłam do momentu podjęcia przez Lily nowej pracy i wątku Bartka wciągnęłam się na maksa i zaczęłam czytać w zawrotnym dla mnie tempie :)
Bardzo mi się to podobało. Piszesz fajnie, zaskakująco, robisz świetne zdjęcia. Chyba jesteś mistrzynią w opisywaniu uczuć postaci :)
Czasami zdarzały Ci się literówki czy pozjadane słowa, ale ogólnie tekst nie zawierał jakichś większych błędów.
Były pewne elementu fabuły, które mi nie pasowały, czy też nie zrozumiałam ich w pełni. Nie czytałam wszystkich komentarzy, więc nie wiem, czy je już wyjaśniłaś, ale:
Lily okazała się lekkomyślna wyjawiając wszystko Szymonowi. Wiem, że się tłumaczyłaś tym, że nie miała nic do stracenia, ale ja uważam, iż nie pomyślała o tym, że gdyby ją zabił, mógłby potem skrzywdzić jej dzieci i rodzinę. Bardzo dokładnie opisała swoje dzieci (wiek) i tylko brakowało mi tego, że poda adres ich pobytu. Bardzo nie ładnie postąpiła <nono> :)
Intryguje mnie jeszcze sprawa tych zdjęć, przez które małżeństwo Lily i Dustina zawisło na włosku. Jeśli dobrze przeczytałam przedstawiały one moment pocałunku na przyjęciu. Jeśli tak, to Dustin jest strasznie obrażalski, bo to był tylko pocałunek i nawet nie pomyślał, że mogła to być prowokacja ze strony Bartka. Wyłachał obrażony bez próby wyjaśnienia tej sytuacji - to mnie się nie podobało ( ale z kolei gdyby nie to, nie było by takiej zawirowanej akcji pod koniec FS :) ).
I jeszcze zapytam o tą zdradę w mieszkaniu Bartka, bo nie opisujesz co się dokładnie stało, czy skończyło się tylko na pocałunkach, czy może Lily jednak za bardzo dała się ponieść :P
Podsumowując: nie byłam na początku przekonana do Twojego FS (a może przerażała mnie ilość tekstu? :) ), ale potem zmieniłam je diametralnie. Jedno z lepszych FS na tym forum (w zasadzie to czytam tylko na tym) jakie przeczytałam :)
Życzę Ci weny do Tworzenia kolejnych tak wspaniałych opowiadań. I czekam na kolejne :)
To może tym razem na początku podziękuję za wszystkie Wasze komentarze :)
@Hnat: już tak dokładnie przeczesywałam tekst, a tu jeszcze te błędy. One zawsze psują najlepsze odcinki, ehh (nie tylko w moim FS). Ale do poprawiania nie mam weny. Przynajmniej na razie.
@Searle:
taaak, przy końcówce witam nową czytelniczkę :D
Masz wątpliwości? Masz wyjaśnienia!
Nie wiem, czy o tym wspominałam, ale Szymon dostał wyrok (za porwanie; na jednym ze zdjęć widzieliśmy go przecież w więzieniu, rozmawiającego z Bartkiem). Potem dożywocie za zabicie Bartka... Co prawda ja, pisząc ten dialog, raczej skupiałam się na tym, że Lily było wszystko jedno w trakcie opowiadania o sobie (a tu konkretnie o dzieciach), ale ostatecznie mogę się wytłumaczyć tym, że Szymon za zabójstwo (i być może za spowodowanie lekkiego uszczerbku na zdrowiu Lily- tego już sobie nie dopowiedziałam, bo nie jest takie istotne) dostał dożywocie. To chyba realnie przekreśla jego szanse na zemszczenie się na rodzinie Wingów. Poza tym kto wie, czy nie wpakowali go do psychiatryka (zabił Bartka tak naprawdę w szale- to podejrzane).
Co do zdjęć: faktycznie mogłam je dać, nikt nie miałby wątpliwości.
A czy doszło do czegoś większego... Nie, w łóżku nie wylądowali :D Ale jak to się ostatecznie skończyło (wieczór u Bartka) szczerze mówiąc, też nie wiem o_O Nie zdołałam tego ustalić podczas moich rozmyślań.
rudzielec
25.05.2010, 22:12
Kurcze.. wczoraj zasiadłam do twego opowiadania i chociaż przeczytałam tylko początek, bardzo mnie wciągnęło, tak bardzo że dziś od godziny 15-stej siedzę tutaj i czytam z zapartym tchem każdy rozdział.. właściwie to już przeczytałam wszystko i musze stwierdzić że napisane jest to w bardzo wręcz wyśmienitym stylu, który zainspirował mnie tak bardzo że postanowiłam kontynuować pisanie swojego opowiadania (jest to wręcz odwrotność Twojej "opowieści" że tak to ujmę żeby sie nie powtarzać :) zło, panowanie nad światem i takie tam pierdoły :P) masz na prawde wielki talent, nie potrafie określić emocji jakie mi towarzyszyły gdy czytałam kolejny rozdział. Pisanie zajęło Ci sporo czasu, ale to tylko świadczy o tym jak bardzo uwielbiasz sprawiać ludziom przyjemność, zalewając ich potokiem słów i sprawiając że czytelnik wciąga się w czytanie tak mocno, że wyczekiwanie na kolejny odcinek staje sie sensem każdego dnia (można to tez okreslić nałogiem :D) ja osobiście wpadłam w ten nałóg wczoraj,chociaż i tak miałam łatwiej niż reszta, która czytała od początku (biedaczki musieli z niecierpliwością wyczekiwać nieraz i po miesiącu na kolejne urzekające dzieło, a ja dostałam je - można tak powiedzieć - "na tacy" kiedy jest ukończone :P).
Dziękuje z całego serducha za tak pełne emocji opowiadanie które sprawiło że odpłynęłam do innego świata :) to były wspaniałe chwile zapomnienia ;)
EDIT: jeszcze jak ktoś mógłby mi wytłumaczyć dlaczego w chwili wysłania mojego posta, na komputerze widnieje mi godzina 22:52 a w samym poście jest po 21-szej byłabym wdzięczna :D
Hejka!
Bardzo polubiłam to FS. Lepszego nie czytałam. Szkoda, że nie będziesz pisała AND 4. Jestem wielką fanką tego foto story i jak chyba każdy, kto przeczytał je jest mi smutno, że to już koniec. PODZIWIAM Ciebie.
1 000 000/10
Pozdrawiam
Misiulka_XD
Kinkarus
21.06.2010, 16:19
Szkoda że dopiero przy końcówce ale jestem :P. Twoje FS jest jednym z najlepszych jakie czytałam. Scena powrotu Dustina była naprawdę rozczulająca. Gratuluję talentu!
vBulletin® v3.8.4, Copyright ©2000-2025, Jelsoft Enterprises Ltd.