|
|
|
|
#2 |
|
Zarejestrowany: 05.02.2008
Płeć: Kobieta
Postów: 286
Reputacja: 10
|
IV ![]() John posadził pod drzewem osmalonego przez płomienie Henry’ego. Mężczyzna wciąż wyglądał jak zahipnotyzowany, rozpamiętując stratę swego samochodu. Gdyby nie stalowy, hoży chwyt młodszego kolegi, byłby spłonął w ogniu. -Opanuj się, człowieku – zbeształ go blondyn, rozglądając się na boki – Coś mi się wydaje, że to nie przypadek, że tu jesteśmy. -To pewnie spisek… -Znowu chcą nas zabić? To się robi nudne… -Nie mówiłem o nas. -Słyszałeś to? -Co? -Nic… Henry był w tym momencie wyraźnie nie do życia. John postąpił kilka kroków do przodu i próbował dostrzec cokolwiek, co mogło spowodować dziwny hałas. Nie miał zamiaru stać się ofiarą, bądź co bądź, swoich pobratymców… Całe życie był tylko połową człowieka. Kiedy się o tym dowiedział, zaczęło mu się wydawać, że jest o wiele więcej rzeczy, których jest tylko marną częścią, że nic nie robi wystarczająco dobrze. Te wszystkie przeszłe wydarzenia tylko utwierdzały go w tym przekonaniu. Ci wszyscy ludzie, których poznał, wydawali się być lepsi od niego we wszystkim. Musiał im wreszcie pokazać, że się mylą. Z drugiej strony, można było znaleźć kilka pozytywnych aspektów… I pomyśleć, że nawet nie pamiętał jak to właściwie się zaczęło. ![]() John otrząsnął się. Co to ma być, rachunek sumienia przed śmiercią? Stojąc i dumając niczego nikomu nie udowodni. Rzucił tylko okiem na Henry’ego, który wciąż tkwił pod drzewem. Teraz na pewno w niczym mu nie pomoże. Z resztą, nie potrzebował niczyjej pomocy. Ba, co więcej, sam przyniesie im na tacy Thomasa, który z wdzięczności odda mu swoje stanowisko. Chociaż to nie był dobry pomysł, John nawet w najmniejszym stopniu nie posiadał zdolności manualnych, a tworzenie obrazów było istotną częścią zajęć szefa… Kilka minut wcześniej był niemal pewien, że w okolicy kręci się kilka wampirów, jednak obecnie już nic takiego nie wyczuwał. Znowu się pomylił? Niemal podskoczył, kiedy spod kurtyny drzew wprost na niego wyleciał wróbel. Gdyby mógł, niechybnie dostałby zawału. Nadludzką siłą pokonując strach i lęk oraz chcąc dopełnić swoje postanowienie zostania bohaterem, wszedł głębiej w las. Wydawało mu się, że to z tej strony dochodziły dźwięki. Chodził w kółko dobre dziesięć minut i jak dotąd nie znalazł nic dziwnego. Jedyne, co zyskał, to mokra koszulka z przyklejonymi doń sosnowymi igłami. Nie widział też nigdzie dymu… Albo całkiem się zgubił, albo deszcz ugasił ten niezbyt duży pożar. Postanowił powrócić do Henry’ego. Kiedy wydawało mu się, że idzie w odpowiednim kierunku, zobaczył to samo drzewo z charakterystycznie rozbudowaną hubą na grubym pniu co kilka minut wcześniej. Pięknie… Skręcił zatem w jeszcze inną stronę. Zatrzymał się wpół kroku, gdy nadepnął na trzeszczącą gałąź*. Spojrzał w dół i.. pod stopami miał jedynie zieloniutki mech. Nie słyszał jeszcze o skrzypiących leśnych porostach. To jakieś zwierzę, czy inny człowiek? Nasłuchiwał przez chwilę i ruszył dalej, stawiając delikatne kroczki. Jakiś czas panowała cisza, którą gwałtownie przerwał kolejny chrzęst. Może odgłosy dochodziły z daleka? John wciąż nie mógł się przyzwyczaić do swoich wyostrzonych zmysłów. Przez swój wzrok nawet zapomniał, że jest noc… Wtem krzaki tuż przed nim zaczęły się intensywnie kołysać i wydawać donośne dźwięki, docierające do młodego wampira ze zdwojoną siłą. -W końcu jakaś żywa dusza! – krzyknęła staruszka, wyłoniwszy się zza drzew. John zdziwił się niezmiernie widząc przed sobą starszą kobietę w gustownym golfiku. To ona cały czas go śledziła? ![]() -Co pani robi w środku lasu o tej porze? – spytał grzecznie, bacznie ją obserwując. -Szłam sobie poboczem, jechała taka strasznie wielka ciężarówka, przestraszyłam się i wskoczyłam do lasu no i się zgubiłam… A taki uroczy chłopczyk co tutaj robi? John wzdrygnął się. Uroczy chłopczyk?! -Szła pani za mną? – spytał, tłumiąc w sobie frustrację. Tylko mama mogła na niego tak mówić. -Ja? Gdzie tam, pętam się tu bez ładu i składu dobrą godzinę. Bałam się, że już nigdy stąd nie wyjdę… Kobieta położyła dłoń na jego piersi i szepnęła cicho do ucha. -Mój wybawco… Blondyn odepchnął ją z niesmakiem, robiąc to najdelikatniej jak umiał. Nie spodziewał się spotkać napalonej babci w środku lasu. Na początku zastanawiał się, czy może przez przypadek nie była wampirem, ale jej krew miała całkowicie ludzki zapach. Sam nie wiedział, co o niej myśleć. Co gorsza, nie widział możliwości pozostawienia jej samej. ∞ -Czemu chodzisz w kółko już od dwudziestu minut? Henry w końcu podniósł się z ziemi i spojrzał na Johna jak na wariata. -Skąd wiesz? -Cały czas cię widziałem spod mojego drzewa… Zaraz, co to za babcia stoi za tobą? -Kolejny słodki młodzieniaszek… - wymamrotała pod nosem i ochoczo wyciągnęła dłoń, oczekując na dżentelmeński pocałunek – Zgubiłam się w lesie… -Czerwony kapturek, cholera jasna – warknął Henry, gwałtownie potrząsając dłonią zniesmaczonej kobiety. W staruszkę wstąpiły nagle tytaniczne siły, godne legendarnego herosa. Mocno ścisnęła dłoń Henry’ego, a drugą ręką chwyciła jego przedramię. Przerzuciła go sobie przez plecy niczym worek kartofli. Zaskoczony egzorcysta rozpłaszczył się na ziemi od ciosu morderczej babci. Instynktownie chciał odpowiedzieć atakiem na atak, jednak starowinka okazała się o wiele szybsza – wymierzyła mu potężny cios w brzuch. Ze zwinnością kota i szybkością F16 wyciągnęła spod niepozornego golfu złowrogo połyskującą broń i wymierzyła w oszołomionego Henry’ego. Palec kobiety spoczął na spuście, a Henry nie miał szans zareagować. Na szczęście z pomocą przybył mu John, robiący dziś za bohatera. Rzucił się na staruszkę z zamiarem wyrwania jej broni. Niestety, jej chwyt był zbyt ciasny, więc zwaliła się na ziemię wraz z pistoletem w pomarszczonej dłoni. Blondyn w pierwszej chwili nie wiedział, co robić. Nie tak miało to wyglądać… Siedząc okrakiem na kobiecie próbował pospiesznie obmyślić jakiś plan awaryjny. Miał ją zabić, mimo że była człowiekiem? W gruncie rzeczy i tak pewnie zostało jej niewiele czasu… Udusić? Wyssać z niej całą krew? Doprowadzić do zawału? Babcia jednak nie miała ochoty odchodzić z tego świata. John przycisnął jej uzbrojoną rękę do ziemi. Wciąż nie chciała puścić. -Czemu chcesz nas zabić? – spytał, jakby trochę z wyrzutem. Kobieta zaśmiała się cicho. Nagle spokojne chichranie zmieniło się w skrzeczący rechot, przywodzący na myśl odgłosy wydawane przez obślizgłą ropuchę. Przestało padać. -Stara kobieta taka ja miałaby nastawać na wasze życie? -A co to było? Samoobrona? Chwilową ciszę przeciął zbolały jęk Henry’ego. Kobieta wykręciła nadgarstek, wykorzystując moment rozproszenia uwagi Johna. Skierowała lufę w stronę jego głowy i nie wahając się ani sekundy nacisnęła na spust. Uf, udało się. Kula trafiła idealnie w środek czoła, odrzucając chłopaka do tyłu. Henry w końcu pozbierał się z ziemi. Krótko mówiąc, sytuacja nie wyglądała za ciekawie. Ten kretyn nie mógł nawet zająć się jedną babcią tak jak trzeba… Jeśli to ona spowodowała zniszczenie samochodu, słono za to zapłaci. Unikając wystrzeliwanych kul niczym Neo, znalazł się przy swym celu. Szyja staruszki zdawała się niemal lśnić i zapraszać do zaciśnięcia na niej dłoni. W pewnym sensie Henry poczuł się jak wampir… Dzieliło go zaledwie kilka centymetrów… Napastniczka wykonała dziwny ruch i z powrotem go „usadziła”. Teraz to ona chciała go zadusić. ![]() Pochwycił leżący nieopodal kamień i walnął nim w głowę kobiety. Zachwiała się, jednak jej wzrok wciąż pozostawał przytomny. Chwila zamroczenia wystarczyła, aby mężczyzna mógł zadać jej potężny cios w kark, po którym zwaliła się bezwładnie na trawę. Sprawdził, czy aby na pewno nie stanowi już zagrożenia. ∞ Lena omiotła wzrokiem ściany mijanych bloków. Mimo ciemności wprost raziły swymi kolorami, dobranymi całkowicie bez gustu. Jakie szczęście, że nie musiała mieszkać w takim szkaradztwie. Pół dnia spędziła pomagając Victorii wszystko ogarnąć, była więc nieco zmęczona. Szczególnie, że cały czas musiała wyperswadowywać z głowy Antoniego pomysł, aby to on został szefem. Na szczęście dość szybko sobie poszedł. ![]() Odwróciła się gwałtownie, kiedy usłyszała za sobą kroki. Nie brzmiały jak stąpanie normalnie idącego człowieka. O wiele bardziej przypominały nieudolne skradanie się. Kilka sekund później zza rogu wychylił się młody chłopak. Na oko jakieś piętnaście, szesnaście lat. -Co tak piękna kobieta robi sama w takiej dzielnicy? –spytał, przygryzając wargę. Był wyraźnie zdenerwowany. -Kto by się spodziewał… - Lena uśmiechnęła się szeroko i zbliżyła się do chłopaka – Lubisz starsze kobiety? -Ja? Znaczy… - zaczął się plątać – To bez znaczenia. -No jasne – szepnęła ujmującym głosem wprost do ucha chłopaka – Szczególnie, że długo nie pożyjesz. Beez zbędnego wahania wbiła sztylet prosto w jego serce. Jak bardzo lubiła patrzeć na te kamienie tkwiące w rękojeści… Światło zawsze tak ładnie się rozszczepiało… Oczy nastolatka zastygły z wyrazem przerażenia. Upadł na ziemię z ziejącą dziurą w piersi. -O kurde – Lena zaśmiała się zakłopotana, obserwując powiększającą się kałużę krwi pod ciałem – A ja myślałam, że to wampir… Zdecydowanie musiała się oddalić. Sama nie wiedziała czemu, ale ruszyła w stronę, z której przybył. Z zażenowaniem odkryła, że cała się trzęsie. Skrzyżowała ręce na piersi udając, że nic specjalnego się nie wydarzyło. To tylko jakiś zboczony dzieciak, po co miałaby się nim przejmować. Miała wiele ważniejszych spraw na głowie. Tylko czemu się nią zainteresował? Pewnie sądził, że jest kolejną dziewczyną , która nie ma nic do zaprezentowania oprócz ładnej twarzy i dużego biustu. O nie, ona zdecydowanie taka nie była. Stanęła jak wryta. Roztrzęsienie powróciło ze zdwojoną mocą. Nie, to niemożliwe. W rogu, będącym miejscem zetknięcia się dwóch sąsiednich budynków leżała nieruchomo młoda kobieta. Lena bardzo dobrze ją znała – te czarne włosy, mocno wymalowane powieki… ![]() Nora była jedną z nielicznych osób w Firmie, które Lena darzyła szczerą sympatią. Teraz leżała na chodniku patrząc niewidzącymi oczami w jakiś odległy punkt. Czując łzy nabiegające jej do oczu, pochyliła się nad przyjaciółką. Nie żyła. Od niedawna. Jeśli to tamten szczeniak, ani trochę nie żałowała tego, co zrobiła… ---------------- *Wersja alternatywna specjalnie dla Call: nadepnął na gałąź, która zrobiła pierdut. Ostatnio edytowane przez scarlett : 22.12.2008 - 19:25 |
|
|
|
|
|
#3 |
|
Administrator
Zarejestrowany: 17.01.2006
Skąd: z kabiny F-14 Tomcat
Płeć: Kobieta
Postów: 3,864
Reputacja: 15
|
w końcu!
Niezły odcinek! Biedny Henry. Nadal nie może przeboleć auta... Straszne .Tekst o kapturku po prostu miażdży! Jak to przeczytałam, spadłam z krzesła .Ciekawa jestem, co to za babcia i czemu ich napadła... Czyżby kolejna osoba z forum? Wątpię, żeby któraś chciała być starowinką .I co to za dzieciak? Dziwne, że OS tak szybko go zabiła. Może to nie on zabił Norę? Wtedy jego śmierć byłaby niepotrzebna. Może lepiej w takim razie, żeby to on był sprawcą... Czekam na kolejny odcinek! Wcale nie będziesz miała spokoju .Było kilka literówek, ale to do przeżycia. Jak widzisz, nie było się czego obawiać .
__________________
![]() Ostatnio edytowane przez Libby : 22.12.2008 - 19:16 |
|
|
|
|
|
#4 |
|
Zarejestrowany: 27.06.2008
Skąd: Gdynia
Wiek: 32
Płeć: Kobieta
Postów: 1,012
Reputacja: 10
|
Hyh, dobra, tamtego pytania nie było
![]() Ale... <pieni się> przecież było: -już tu są <bla bla bla> wampiry ![]() Dobra, zostawmy ten temat
__________________
mod edit: nieregulaminowa sygna. niepa edit : straszne. mod edit: dla kogo =) niep edit : przestać mi grzebać w sygnie!! mod edit: ok, już nie będę ;] |
|
|
|
|
|
#5 |
|
Zarejestrowany: 27.06.2008
Skąd: Gdynia
Wiek: 32
Płeć: Kobieta
Postów: 1,012
Reputacja: 10
|
Już wiem, pogubiłam się ^^'
__________________
mod edit: nieregulaminowa sygna. niepa edit : straszne. mod edit: dla kogo =) niep edit : przestać mi grzebać w sygnie!! mod edit: ok, już nie będę ;] |
|
|
|
|
|
#6 |
|
Zarejestrowany: 05.02.2008
Płeć: Kobieta
Postów: 286
Reputacja: 10
|
III ![]() Juliette bezmyślnie przerzucała kanały i wpatrywała się w uśmiechnięte twarze na ekranie telewizora. Czemu te wszystkie programy musiały być tak idiotyczne? Nacisnęła czerwony przycisk na pilocie i przeszła się po pustym mieszkaniu, nie mając co ze sobą zrobić. Nie to, żeby się martwiła, albo co więcej, żeby jej go brakowało, ale John już dawno powinien wrócić. Przez chwilę przez myśl przeszedł jej pewien scenariusz wydarzeń, aż zaśmiała się sama do siebie. W końcu znalazł się sam na sam z Henrykiem, który posiada tak duże umiejętności perswazji… Już wyjmowała z lodówki kolejną bombę kaloryczną, kiedy rozległo się donośne pukanie. Wołając o pomstę do nieba, odłożyła pucharek bitej śmietany z rodzynkami i posypką czekoladową z powrotem do chłodziarki. Najpierw się spóźnia, a teraz nawet nie może otworzyć sobie kluczem drzwi. Kobieta weszła na korytarz i przystanęła. Albo zaczyna popadać w paranoję, albo coś było nie tak… Jako, że przezorny zawsze ubezpieczony, po chwili w jej dłoni znalazł się pokaźnych rozmiarów pistolet. Przyjemny ciężar dodał jej otuchy. ![]() Otworzyła drzwi, spodziewając się za nimi głupkowato uśmiechniętej twarzy Johna, pokrętnie tłumaczącego fakt zgubienia kluczy. Zamiast tego zobaczyła stojącego w progu dość wysokiego, przystojnego mężczyznę około trzydziestki. Ciemne włosy niemal całkowicie zasłaniały mu oczy. Juliette przycisnęła mocniej broń do wewnętrznej części drzwi. -Kim pan jest? – spytała władczo. Nieznajomy uśmiechnął się szeroko odsłaniając swoje olśniewająco białe, zaostrzone na końcach kły. Juliette niewiele myśląc nacisnęła na spust. Przeraźliwy huk wstrząsnął klatką schodową, w drzwiach pojawiła się okazała dziura, a zaskoczony wampir runął do tyłu. Dziewczyna z prędkością światła znalazła się na półpiętrze, gdzie stoczył się trafiony mężczyzna. Nie ruszał się, więc przez chwilę pomyślała, że mógł być człowiekiem. Nie mniej jednak nie widziała nigdzie krwi, więc się uspokoiła. Spokojnie przycisnęła broń do jego piersi. W tym samym momencie mężczyzna otworzył oczy i zacisnął palce na jej szyi. Było jednak dla niego już za późno. Kula trafiła go prosto w serce, a on sam po chwili obrócił się w proch. Jedyne, co po nim zostało, to ubranie. -Cholera – zaklęła podnosząc się z kolan. Z sąsiednich mieszkań wystawały strwożone i zszokowane głowy sąsiadów. Gorzej być nie mogło… ∞ Od ścian pustego pomieszczenia odbijało się echo cichych oddechów dwojga ludzi. Kobieta o pięknych kręconych włosach w kolorze ciemnego bursztynu rozświetlonego letnimi promieniami słońca jednocześnie będąc muskanym przez spokojne morskie fale zaciskała palce na nagich plecach mężczyzny. Jego usta powoli przesuwały się po jej smukłej szyi. Wydawało jej się, że serce za chwilę wyskoczy jej z piersi. ![]() Nagle kobieta odepchnęła od siebie czarnowłosego, patrząc na niego z wyrzutem. -Znowu nic nie powiesz – stwierdziła, rozglądając się za swoją bluzką. -Nie. -Znowu będę musiała tu przyjść… -Dla ciebie moje drzwi są zawsze otwarte. -Szczególnie, że tylko ja mam do nich klucz – kobieta spojrzała wymownie w sufit – Jak tak dalej pójdzie, On naprawdę się wkurzy i sam będzie cię torturował. -Preferuję jednak twoje metody, kimkolwiek jest ten On – stwierdził Max, czujnie obserwując każdy ruch kobiety. Szatynka ostatecznie poprawiła swoją garderobę i skierowała się ku wyjściu. Niespodziewanie poczuła, jak Max chwyta ją za łokieć. Odwróciła się gwałtownie, tworząc ze swych włosów ruchomą kurtynę. -Czego? Mężczyzna zbliżył swoją twarz do jej ucha, cały czas trzymając ją za przedramię. Jednak jego druga dłoń powędrowała w całkiem inne miejsce. Kobieta najwyraźniej odczytała jego zamiary, gdyż z refleksem i siłą doświadczonego boksera wymierzyła mu potężny cios w szczękę. Max miał wrażenie, że popękały mu wszystkie kości, jakie tam miał. Zirytowany pozbierał się z ziemi. W tym czasie kobieta wesoło wyciągnęła z kieszeni, która była faktycznym celem wędrówki dłoni egzorcysty, klucz i tyle było ją widać w dusznym pomieszczeniu, w którym nie było nawet jednego okna. ∞ Ta noc była ciemna nie tylko z nazwy. Właściwie, był dopiero późny wieczór. Dwie kobiety szybkim krokiem przemierzały ciemne alejki, przyświecając sobie lampą naftową. Zapewne praktyczniejsze byłyby latarki. Niestety, nawet ową lampę wynaleziono zaledwie kilka lat temu, nie wspominając już o tak zaawansowanym technicznie urządzeniu, jakim jest latarka. Młodsza z kobiet, panna Wilson, ledwo dotrzymywała kroku swojej mocodawczyni. -Pospiesz się, Aida – ponagliła ją Anais Solveg, kobieta o egzotycznym pochodzeniu – Mamy mało czasu. -Wiem, wiem– dziewczyna niemal upadła, potykając się o wystający kamień – Przepraszam… Dotarły do dużej posiadłości już bez większych problemów. Przed głównym wejściem roiło się od ludzi, którzy przybyli tu na przyjęcie organizowane przez gospodarza. Przynajmniej część z nich była ludźmi. Kobiety wybrały więc ukryte wejście dla służby z tyłu domu. Udało im się niepostrzeżenie wślizgnąć do środka. ![]() Przemknęły przez korytarze i dotarły do pokoju zajmowanego przez Anais. Aida pomogła swojej pani pozbyć się brudnych ubrań i przyszykowała jej kąpiel. W tym czasie ona sama powierzchownie doprowadziła się do porządku i wyciągnęła z szafy piękną suknię. Godzinę później Solveg była gotowa do wyjścia. Tak też zrobiła, pozwalając służącej posprzątać i zająć się swoimi sprawami. Kobieta zapukała nerwowo do drzwi, za którymi znajdował się gabinet właściciela domu. Widziała tego mężczyznę w swoim życiu zaledwie kilka razy i zawsze budził w niej mieszane uczucia. Z jednej strony się go bała, równocześnie czując do niego dziwną sympatię. Kilka sekund później usłyszała pozwolenie na wejście do środka. Delikatnie zamknęła za sobą drzwi i zaczęła zmierzać w stronę mężczyzny, siedzącego na krześle w rogu pomieszczenia. Cały czas pilnowała się, aby nie robić zbyt dużych kroków, jak to miała w zwyczaju. Czuła się skrępowana, gdyż był to pierwszy raz, kiedy znalazła się z nim sam na sam. Wcześniej zawsze towarzyszyła jej co najmniej młoda Angielka. Przywitała się i czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny. Wpatrując się w jego postać utwierdziła się w przekonaniu, że był niewiarygodnie przystojny. -Witaj, Anais – rzekł, nie podnosząc się z miejsca. Jego głos był głęboki i niski – No? Kobieta chwilę zastanowiła się, jak ubrać w odpowiednie słowa to, co chciała przekazać. -Wszystko poszło zgodnie z planem, panie Benitez. Sprawdziłam Owena, hm, bardzo dokładnie… -No i? Kobieta wyraźnie się ożywiła. ![]() -Było dokładnie tak, jak pan mówił. Ten mężczyzna tylko podawał się za wampira, wcale nim nie był. Podejrzewam, że, bez urazy, był całkiem podobny do pana i miał podobne cele. Na szczęście już w niczym nie zdoła panu przeszkodzić, skutecznie go unieszkodliwiłam. -Na to liczyłem, cieszę się, że mnie nie zawiodłaś, Anais – mężczyzna stanął naprzeciwko kobiety tak blisko, że czuł na swoim policzku jej przyspieszony oddech. Uśmiechnął się i podszedł do stojącej obok komody. Wyciągnął coś z małej szkatułki i powrócił do kobiety. Stanął za jej plecami i zapiął na jej szyi ciemny naszyjnik. -Chodźmy, pora spotkać się z prawdziwymi potworami. ∞ -Anais, tu jesteś! – krzyknęła z drugiego końca korytarza młoda kobieta. Przyspieszyła kroku, dołączając do rozzłoszczonej znajomej – Coś się stało? -Nie, nic. Po prostu ten facet to skończony kretyn, nigdy nic z niego nie wyciągnę. A jak tobie poszło? ![]() -Chyba nie lepiej… On jest jak jakaś skała, nie reaguje kompletnie na nic. Cały czas siedzi i uśmiecha się do przeciwległej ściany. Mogę go walić ile wlezie, on zawsze powracał do tej pozycji… Nie mam już cierpliwości. -Mam pewien pomysł… Zamienimy się, jutro ja pójdę do tego twojego, ty do mojego. Jeśli to nic nie da, będziemy mieć mały problem… Ostatnio edytowane przez scarlett : 14.12.2008 - 16:05 |
|
|
|
|
|
#7 | |
|
Zarejestrowany: 27.06.2008
Skąd: Gdynia
Wiek: 32
Płeć: Kobieta
Postów: 1,012
Reputacja: 10
|
już czytam!
![]() Ło... teraz coś tam zrozumiałam, ale jak to zemną bywa, pewnie źle ![]() Czyli... Anais więzi Maxa, by wyciągnąć od niego informacje? Jak Max chciał gwizdnąć kluczyk, to ta mu prawie szczękę złamała... Biedny ^^ Juliette to bardzo mądra babka, spodziewała się wampira, skoro wzięła broń, ale myślę, że i bez niej by sobie poradziła. A tą Anais skądś kojarzę... zaraz zaraz, czy to ja przypadkiem ją nie zrobiłam? ![]() Dobra, nie będę się przechwalać, przy Twoich simach i tak wymiękam ^^ Powracając do Maxa <jest jak bumerang, zawsze do niego wraca> to rozumiem, że Cytat:
![]() Odcinek, jako całokształt świetny, niepotrzebnie (jak zwykle) się martwisz ^^
__________________
mod edit: nieregulaminowa sygna. niepa edit : straszne. mod edit: dla kogo =) niep edit : przestać mi grzebać w sygnie!! mod edit: ok, już nie będę ;] Ostatnio edytowane przez niepokorna : 14.12.2008 - 14:04 |
|
|
|
|
|
|
#8 |
|
Guest
Postów: n/a
|
OMG OMG <umiera na zawał> wiesz jak mi serce waliło jak tu wchodziłam? myślałam, że mi wyskoczy. Ekhem więc powiem nieskromnie, że odcinek mi się szczególnie podoba
![]() moje oczekiwania zostały spełnione aż z naddatkiem. Tak właśnie wyobrażałam sobie Anais silna zdecydowana kobieta, która jak chce potrafi być słodka i namiętna, a innym razem przyfasoli Ci w szczękę tak, że się nie pozbierasz. Aida też wygląda dziwnie znajomo hy hy hy domyślam się też kto jest tym drugim uwięzionym i teraz Anais będzie musiała na nim wypróbować swoich metod <wiedziała że tak będzie> to wszystko przez podszepty Call umpfff ja chcę już następny odcinekk
|
|
|
|
#9 | |
|
Guest
Postów: n/a
|
No coś fantastycznego!
Zdaje się, że już wiemy gdzie są te dwie zguby Jednak Maksio o wiele lepiej znosi niewolę, ten to zawsze wie jak ma się urządzić ![]() Nowy demoniczny bohater i nowa tajemnica... Postać Anais też mi się bardzo podoba, szczerze mówiąc takiej się właśnie spodziewałam ![]() I ty się kobieto dziwisz że wszyscy cię napastują o kolejne odcinki? ![]() Dobrze, błędy później, ale widzę już że pojawiły się pewne nieścisłości co do metod wymuszania zeznań ![]() Otóż te dwie panie zamienią się tylko ofiarami, ale nie metodami i tak Anais będzie uwodzić Alanka, natomiast Aida zwyczjnie Maksia spierze ![]() A oto obiecane błędy: Cytat:
- pokrętnie tłumaczącego fakt zgubienia kluczy - ... go prosto w serce - zbyt Ostatnio edytowane przez Callineck : 14.12.2008 - 16:00 |
|
|
|
|
#10 |
|
Administrator
Zarejestrowany: 17.01.2006
Skąd: z kabiny F-14 Tomcat
Płeć: Kobieta
Postów: 3,864
Reputacja: 15
|
Fajny odcinek!
![]() Max wie, jak się urządzić. Gdzie podziewa się John i kim są te dwie babki?! Jestem chyba trochę nie w temacie. Trzeba będzie zasięgnąć języka u Call. Nie lubię nie być na bieżąco.Nie doczekam się kolejnego odcinka!
__________________
![]() Ostatnio edytowane przez Libby : 14.12.2008 - 18:08 |
|
|
|
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|