|
|
#12 |
|
Guest
Postów: n/a
|
Ja na szczęście nigdy nie miałam Sima zauroczonego w profesorze, ale za to profesorowie byli dość... nachalni, można to tak określić? Jeszcze w akademiku przyłazili, wystawali pod oknami/ drzwiami i czekali. Wystarczyło wyprowadzić Sima (no to akurat była Simka) zatem Simkę poza zamknięty pokoik, a profesor natychmiast podchodził i zaczynał rozmowę. Trochę to było denerwujące. Zdarzały się też miliony i biliony telefonów od profesorów do Sima/ Simki.
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości) | |
|
|